emes-nju
03.09.12, 13:10
Wróciłem z Włoch. Tam też jest dużo fotoradarów, podobnie jak dużo też co najmniej dziwnych ograniczeń. Choć przyznać trzeba, że chyba wole jechać ofotoradarowaną jednojezdniówką wśród hal magazynowych 70-tką, niż, tak jak na wjeździe do Radomia od strony Warszawy, 50-tką na dwujezdniówce wśród magazynów i sklepów z własnymi parkingami.
Ale nie o tym, nie o tym...
Otóż mój gospodarz uchachiwał się nad mandatem z fotoradaru jaki dostał. Dostał wezwanie do zapłaty mandatu za zdjęcie z jakiegoś odległego miejsca Włoch, zrobione w czasie, gdy siedział w pracy. Wezwanie, jak u nas, bez zdjęcia. Poszedł na SWÓJ komisariat i poprosił o zdjęcie. DOSTAŁ JE! Mimo że zostało zrobione daleko od Werony. Jakaś magia. Na zdjęciu zobaczył, że sfotografowano nie jego samochód (nie zgadzała się nawet marka, o numerze rejestracyjnym nie wspominając) i powiedział w uprzejmych słowach, które potwierdził pismem, żeby się od niego odpierd... System się pomylił.
A jak wygląda to w Polsce? Dostaje zawiadomienie i nie mam szans zobaczyć zdjęcia inaczej niż na rozprawie. Rozprawie w miejscu zrobienia zdjęcia... W Polsce w skrajnym wypadku może to oznaczać ponad 2000 tys. km do przejechania.
Ależ ci Włosi nie dbają o bezpieczeństwo! Budżetu. Tak łatwo i praktycznie bez kosztów można wykpić się z niesłusznego mandatu. Nie to co w europejskim centrum bezpieczeństwa! Tu, żeby się obronić przed błędem sytemu trzeba pielgrzymować. A nuż kolejne fotki z tej pielgrzymki przyjdą i BRD sp. z o.o. znów zanotuje zysk? A może komuś nie będzie się opłacało jeździć (nawet najwyższy mandat jest dość tani jeżeli trzeba odbyć kilkusetkilometrową pielgrzymkę śladami wakacyjnych wojaży) i zapłaci...? :/