edek40
12.11.12, 13:43
Jechalem sobie dzis do pracy. Jak zwykle bez wiekszych napiec czy nadzi na "urwanie" czasu. Ot, dozwolone 90 km/h - edek sunie 70 km/h, bo za 700 m jest obszar zabudowany z ostrym zakretem itp. Na zderzaku siadl mi gosc, ktoremu spieszylo sie o wiele bardziej. Gdy zrobilo sie miejsce wyprzedzil i w sumie duzo nie przyspieszyl. Rejestracje mial z okolic Gdanska. Osiagnal cos w okolicach kodeksowej. Potem dotarl do obszaru zabudowanego i zwolnil. Zupelnie jak edek.
Jurek zaraz zada pytanie: po co sie tak spieszyl, przeciez nic nie zyskal? I oczywiscie ma racje. Z tym, ze nie do konca. Ten gosc z Gdanska byl zapewne w dluzszej trasie i nie wiedzial o tym, ze zaraz, az do Warszawy, ma juz obszar zabudowany.
I tak edek (pirat), wkurzal "edka", czyli jadacego dokladnie tak, jak zwyklem jezdzic, gdy jade w trase. Niestety tu jechalem "lokalnie"...