edek40
29.11.12, 17:04
Po tym jak uslyszalem jak to policja bedzie patrolowac skrzyzowania, wracalem do pracy z wyjazdu "sluzbowego" do domu na obiad. Bylo kolo 15.45, zaczal padac intensywny deszcz, zapadly ciemnosci. Jednak oswietlenie nie zapala sie juz na fotokomorke, tylko o zgodnych i zatwierdzonych godzinach. Wyobrazcie sobie jak fajnie jezdzi sie w rozpoczynajacym sie szczycie, w ciemnosciach i deszczu.
Opowiem Wam. Otoz z przeciwka jechala powoli kolumna aut. Jaka ciezarowka minela wlasnie przejscie dla pieszych, za nia, jakis 30 m dalej jechalo kolejne auto. Podkreslam: jechalo. A zza ciezarowki, z mojej lewej, wbieglo prosto pod kola samochodu edka dwoch pieszych. Ja ich nie moglem widziec, bo zaslaniala ciezarowka. ONI NIE MOGLI WIDZIEC ZZA NIEJ NIC!!! A jednak wbiegli. Jechalem okolo 50 km/h. Myslicie, ze to zagwarantowaloby im niesmiertelnosc?
Wyladowalem na poboczu. Samochod za mna rowniez. I teraz ciekaw jestem. Otoz piesi ci byli bez watpienia na przejsciu i gdyby nie ciagly ruch, egipskie ciemnosci i ta zaslaniajaca ciezarowka mialbym szanse ich zauwazyc i zareagowac nieco wczesniej. Jednak realia byly jakie byly. Czy to oznacza, ze aby uniknac potracenia w takim wypadku powinienem zatrzymywac sie i patrzyc czy nie ma pieszych?