rekrut1
18.12.12, 07:44
Mogę sobie pozwolić na luksus wychodzenia do pracy o dogodnej dla mnie porze dlatego rzadko poruszam się po wawie w godzinach porannego szczytu.Dzisiaj musiałem zawieść kogoś do szpitala na badania,wyjechałem wcześniej niż zwykle.To co zobaczyłem wprawiło mnie w zdumienie.
Warszawa godz.6,30,część ulic wyglądała tak jakby nie istniały pługi śnieżne(a może to już przeżytek?),część utytłana w błocie pośniegowym, normalka.Niestety ~8-10% kierowców jechało tak jakby to było lato,na jezdniach nie było śniegu czy lodu.Przy sporej prędkości wciskali się w rzędy wolniej jadących samochodów,hamowali by nie wpaść na poprzedzający ich pojazd wyczyniając przy tym "przepiękne" pląsy(jeden to nawet próbował popisać się piruetem),zmieniali często pasy,przypominało to trochę "rajdy terenowe",tak jakby się bali że nie uda im się zatrzymać na najbliższym czerwonym świetle bo zmieni się na zielone.Taka "zabawa" wprowadzała spore zamieszanie na drodze.
Nic dziwnego że nawet przy stosunkowo niewielkich opadach śniegu jest tyle kolizji.
Mam pytanie : Czy taka "radosna twórczość drogowa" to codzienność czy ja po prostu miałem pecha? :)