edek40
08.01.13, 10:37
Mamy dosc glosna sprawe pana doktora G. Bardzo wiele wskazuje na to, ze bylo to wymuszone naciskami "z gory" dzialanie pod publiczke. Wladza miala akurat wielka chetke na jakiegos "zbrodniarza", ktorego mozna pokazac w TV (a gdy nie wszystko idzie jak nalezy, wynajac aktora do zatrzasniecia kajdankow). Cel jakze szczytny - wyeliminowac korupcje oraz, z domniemania pana Ziobry, przypadki tuszowania bledow lekarskich. Wyniki tych dzialan naswietlil dosc jasno sedzia Tuleya nie bede zatem sie rozwodzil.
Czemu o tym pisze? Ano temu, ze dzis mamy do czynienia z silnymi naciskami na wyeliminowanie fotoradarami wszelkich patologii z drog. Jakze szczytny cel... Zdaniem wielu wystarczy jechac przepisowo i bedzie po sprawie. Hm... A skad taka pewnosc? Czy patrzac na podnoszace wlosy na glowie opisy przesluchan, pozbawianie praw obywateli podejrzanych o wreczenie kilkuset zlotych lapowki lub flaszki lepszego alkoholu nie mozna odniesc wrazenia, ze sluzby (lub tylko pojedynczy czlonkowie) beda mieli sklonnosc co najmniej do naduzywania swoich uprawnien? Przeciez w wypadku pomiarow predkosc i w ogole scigania "zbrodniarzy" drogowych mowimy o "zwyklych" policjantach. W sprawie doktora G. mowimy o elicie policji.
Naturalnie, w obu wypadkach nie mowimy o niewinnych. W pierwszym przypadku mowimy o lapowkarzach. W drugim o potencjalnych zabojcach matek naszych. W pierwszym przypadku byla zbrodnia wreczenia flaszki czy kilku stowek, w drugim wykroczenie drogowe, ze szczegolnym naciskiem na przekroczenie predkosci np. 30 km/h na trzypasmowej arterii.
Z reszta obie sprawy laczy jeszcze jedno - armaty uzyte do strzelania do wrobli, podczas gdy jastrzebie dalej szybuja, lub, w razie pojmania, maja srodki na dzialanie pod ochrona adwokatow. Dzialania CBA w praktyce zabieraly obywatelom (co ponoc jest udokumentowane w aktach procesu dr B) prawo do odmowy zeznan przez zastraszanie i nie informowanie o przyslugujacych prawach. W przypadku fotoradaryzmu ustawodawca odbiera obywatelom prawo do zapoznania sie z aktami sprawy przed wizyta na rozprawie, a nieco wyzsza kwota, polaczona z koniecznoscia wyprawy do sadu, zacheca do pojscia na skroty dla swietego spokoju i dla oszczednosci pieniedzy (wszak dopoki mandaty beda tak niskie, nieomal kazda wyprawa do sadu moze kosztowac drozej niz zawiniony czy nie zawiniony mandat).
No, ale przeciez mowimy o odosobnionych przypadkach. Godzimy sie bowiem na niewinne ofiary w imie wyzszych celow...