edek40
30.01.13, 13:45
Wczoraj zasiedzialem sie w pracy i, dla mojego dobra, najblizszy pociag mialem za prawie poltorej godziny. Zapewne w tym celu, abym wybieral komunikacje zbiorowa.
Poprosilem zatem malzonke, aby wyjechala po mnie w jakies cywilizowane miejsce, do ktorego moge dotrzec bez tak dlugiego oczekiwania. Umowilismy sie, dojechalismy i pojechalismy. Malzonce oczy sie ze zmeczenia kleily, wiec za kierownikiem siadlem ja. Zanim usnela poinformowala mnie, ze w ciemnosciach, w calkowicie niezwyklym miejscu, czai sie policja. Pomny ostrzezenia jechalem wolniej niz zwykle, czyli zamiast piracenia 70 km/h w luznej zabudowie, pedzilem ze smiertelnoscia okolo 60 km/h (ktora za okolo 15 minut miala byc juz dozwolona). Dla goscia za mna bylo to za wolno. Czail sie, najezdzal. No staral sie. I w koncu luka!!! Na skrzyzowaniu. Tuz przed nosem radiowozu.
I wiecie co? Policjanci najwyrazniej nie wiedzieli co maja robic, bo radaru nie rozlozyli, wiec wsiedli do kabiny i... wszystko mieli w d...pie. Wyprzedzajacy mnie zdobyl kolejny "laur" zwyciestwa kierowcy nad organami represji.
Tak trzymac dzielna policjo!!!