edek40
13.02.13, 15:10
Wczoraj, ni z gruchy, ni z pietruchy, nacialem sie na "wypadunek" z jezdni. Wydaje sie, ze grozny glowne dla pojazdu, ktory wypadl, choc potencjalnie bardzo grozny. Otoz szosa, o ktorej mowa, charakteryzuje sie dluga linia ciagla, ciagnaca sie pewnie z 5 km. Czy trzeba, czy nie.
No i pod jej koniec, na dosc dlugiej prostej, pewien gosc z opla sie wkurzyl i, zapewne nieco zaslepiony, wyszedl na wyprzedzanie. Tak domniemuje, poniewaz mial numery "zamiejscowe", wiec nie wiedzial, ze kreska sie zaraz konczy. Cos poszlo nie tak i gosc odbil w lewo, skasowal, na szczescie pusty, przystanek i wyladowal w rowie. Zadne slady nie swiadczyly o tym, aby doszlo do jakiejkolwiek kolizji. Tym razem nie...
I tak sie teraz zastanawiam nad celowoscia bezmyslnego malowania linii ciaglych...