edek40
05.03.13, 13:29
Wiele razy spieralismy sie na temat nadmiernych ograniczen predkosci, wszelkiej masci szykan czy wrecz celowego zmniejszania przepustowosci drog w jakze szczytnym celu - poprawy bezpiecznestwa. Wiele z tych dzialan ma, w moim odczuciu, szalenie watpliwy charakter. Jego wplyw na bezpieczenstwo nie jest wielki, a na ruch ogromny. Adwersarze podnasza kwestie, ze sie przeciez buduje, ze drogi sa jakie sa, ze trzeba przecierpiec, ze w koncu dogonimy ten zachod w sprawnosci i bezpiecznestwie transportu. Ze trza zaciskac zeby i spokojnie i powolutku wstrzymywac.
Takie rady zawsze kojarzyly mi sie z zaleceniem wstrzymania oddechu, az smog przejdzie.
Dzis dowiaduje sie, ze burdel, zaniechania, lenistwo, brak kompetencji, zero odpowiedzialnosci (czyli, tak na marginesie, glowne powody tego, ze w ciagu 24 lat udalo sie wybudowac tak malo drog) spowodowaly, ze wielu kierowcow, pomimo posiadania kompetencji, nie moze wykonywac zawodu. Przepisy dotyczace przewozu towarow niebezpiecznych zmienily sie tak calkowicie niespodziewanie 1 stycznia tego roku, ze dopiero 31 stycznie ktos sie polapal i wpadl na pomysl zamowienia odpowiednich drukow...
Do czasu wydrukowania ich kierowcy musza wstrzymac sie od jedzenia...
LINK
Wazne jest to, ze wszystko dla naszego bezpiecznestwa. Dla bezpiecznestwa ruchu bowiem sam fakt posiadania kompetencji jest niczym wobec faktu nie posiadania kwitu. Lepiej wiec niech nie jezdza. Bez kwitka. Do czasu unormowania...