erasms25
07.03.13, 12:32
Druga po stołecznym Nowym Świecie w 2012 roku najdroższa ulica w Polsce. Floriańska w Krakowie straszy pustostanami.
Lokale opuszczane przez sklepy z ulic przy Rynku Głównym zajmują sprzedawcy turystycznych gadżetów lub stoją puste miesiącami. Klientów odbierają butikom galerie handlowe i kryzys. Tymczasem najbardziej rozpoznawalne ulice miasta zmieniają się w bazar z pamiątkami.
Sklepy z niewyszukanymi, tandetnymi pamiątkami, na które można natknąć się niemal w każdym większym mieście na świecie, pojawiły się też w Krakowie. I natychmiast zajęły sporo lokali w tak prestiżowych miejscach jak ul. Grodzka czy Floriańska, w miejscach butików i restauracji, których właściciele w ciągu ostatniego roku postanowili zamknąć interes.
Na zmiany w otoczeniu Rynku krytycznie patrzy dr Zbigniew Beiersdorf, historyk sztuki, a w latach 1990-1999 miejski konserwator zabytków. - Uważam, że zapełnianie pustostanów sklepikami z pamiątkami to zmiana na gorsze i rozmienianie na drobne potencjału Krakowa, w którego centrum mocno wdziera się komercja rodem z odpustu - mówi. - To wielka szkoda, tym bardziej że tego typu sklepy powstają w bardzo pięknych, zabytkowych wnętrzach starych kamienic. Obszar Starego Miasta staje się w ten sposób zapleczem dla obwoźnego handlu pamiątkarskiego. Dobrze widać na tym przykładzie ubożenie handlowców i brak mieszkańców w ścisłym centrum Krakowa.
Spory wpływ na biznes w tej części miasta mają centra handlowe, bo to do nich woli dojeżdżać wielu klientów
Jak ocenia Grażyna Leja, przedsiębiorca hotelowy, była pełnomocniczka prezydenta Krakowa ds. turystyki. - Powstało wiele galerii handlowych, które skutecznie przyciągają klientów. Zwłaszcza że znacznie łatwiej do nich dojechać. Tymczasem małe i średnie firmy, które wynajmują przestrzeń na ul. Floriańskiej, już muszą dźwigać mnóstwo narzutów.
Temat tylko pozornie nie związany z szeroko pojętym ruchem drogowym.