edek40
26.03.13, 11:09
Wczoraj o maly wlos nie zaliczyl czolowego, choc egzamin panstwowy potwierdza jego umiejetnosci...
Wedlug relacji sasiada, ktory mial nerwowosc przejazdzki ze swiezo upieczonym kierowca, mlodzian ustawicznie dojezdzal do tylu wolniejszego pojazdu. Zblizal sie, zmniejszal kat widzenia i... dopiero wychylal sie w celu obejrzenia krajobrazu. W koncu sasiad nakazal adeptowi zwolnienie i wyjasnil na czym polega jego blad, oraz jak nalezy wykonywac manewr wyprzedzania tak, aby wysuniecie sie w celu obserwacji nie wiazalo sie z wielkim ryzykiem zderzenia czolowego nieomal zanim zobaczy pojazd, ktory go zabije.
Swiezynka odparl, ze owszem mial jazde szosowa, bo to obowiazkowe. Ale, o czym i ja wielokrotnie donosilem, szosa byla wybierana tak, aby przekroczenie 50 km/h bylo praktycznie niemozliwe, a zageszczenie ruchu wykluczalo wyprzedzanie.
Wczoraj byly idealne warunki na smiertelny wypadek... Slonce, dlugie proste i... zupelnie nie nauczony kierowca, o ktorym sasiad nie wyrazal sie inaczej niz "biedak rzucony na rzez".
Kurcze!!! Gdy ja robilem prawo jazdy, szosa nie byla obowiazkowa. Na szczzescie ruch byl o wiele, wiele mniejszy, wiec choc nie nauczony, moglem uczyc sie sam, ryzykujac o wiele mniej. Dzis, wobec zageszczenia ruchu, szosa jest obowiazkowa. Co z tego, jesli to fikcja. Tylko wzmozony ruch nie jest fikcyjny...