emes-nju
01.04.13, 11:36
Jechałem sobie po jednej z DK w dość gęstej śnieżycy. Na szczęście w dzień...
Bo gdyby było w nocy...
A było to tak. Po mojej lewej stronie, zapewne przypadkiem prawidłowo, szedł sobie po poboczu pieszy. Z przeciwka jechały trzy samochody. Jak samochody minęły pieszego, ten zdecydowanym skokiem wbiegł na jezdnię. Na szczęście widziałem go z daleka i "dostosowałem". To znaczy noga z gazu i PRZEDE WSZYSTKIM ręka na klakson. Na hamowanie nie było czasu, a więc hejnał i ucieczka na prawe, na szczęście puste pobocze. Pieszy na szczęście stanął... Na szczęście widziałem go z daleka... Bo on ma prawo!
A ja jestem Mordercą Drogowym :/
I najważniejsze. Było to w całkiem niezabudowanym polu w sporej odległości od wszelkiej zabudowy. Zapewne za krzakami było niewidoczne przedszkole i powinien tam być teren zabudowany, prawda hanni? :P