emes-nju
02.04.13, 11:21
W niedzielę w nocy, w czasie intensywnych opadów śniegu jechałem sobie z Radomia do Warszawy. Dopóki jechałem niebezpieczną (bo można na niej jechać nawet 120 km/h!) eSką, było spoko, mimo że miejscami po lodowisku. Ale potem musiałem zjechać na krajówkę. Taką nowoczesną i bezpieczną, z wysepkami przy każdej polnej drodze.
Krajówka, co było do przewidzenia, była gorzej odśnieżona niż eSka. Ale jako że był spory ruch, to całkiem przejezdna i nawet mniej zalodzona niż eSka. Z wyjątkiem okolic wysepek... Wszystko przez TIRy (w wielkanocną niedzielę...). Dopóki było prosto lub po łagodnych łukach, jechały swoim torem. Ale jak musiały omijać "zaprojektowane" przy ekierce syna/córki wysepki, było gorzej. Nie! Nie wpadały na wysepki! Wpadały w porozrzucane przez poprzedników całe pryzmy śniegu. I ten śnieg lądował na szybach jadących z przeciwka...
Oczywiście można DOSTOSOWAĆ! Znaczy się stanąć i... czekać na strzała w dupę. Albo jechać próbując ominąć na ślepo "bezpieczny" beton po drodze, na której, jak już pisałem, bezładnie leżały pryzmy porozwalanego przez poprzedników zamarzającego śniegu. A żeby było śmieszniej, to zgodnie z moimi przewidywaniami, eleganckie błyskacze jak się raz popsuły, to tak już zostawało (znam ten odcinek i wiem od kiedy błyskacze nie działają).
I goooood, że przestają błyskać! Tylko, że z powodu błyskaczy zaoszczędzono na odblaskach i w nawet w czasie dobrej widoczności marnie je widać. A jak jeszcze oblepi je śnieg, to bezpieczeństwo na obetonowanej drodze osiąga apogeum :/