Niemiecka sprawiedliwość?

04.03.05, 12:13
Po kilkumiesięcznym oczekiwaniu na odszkodowanie po wypadku jaki miał miejsce
w Niemczech, mój ojciec dowiedział się, że odszkodowania nie dostanie, bo
niemiecki ubezpieczyciel uznał, że wina leży całkowicie po stronie ojca, a
nie niemieckiego sprawcy wypadku. Mimo, że facet wjechał ojcu w kufer na
pełnym gazie, gdy tata skręcał w lewo. Znajomy niemiecki policjant po fakcie
uznał całkowitą winę Niemca. Natomiast policja na miejscu zdarzenia uznała
winę połowiczną. Dlaczego ostanie słowo ma niemiecki ubezpieczyciel, który o
wypadku wie wyłącznie z policyjnego raportu?! I w dodatku zawsze orzeka rację
swojego klienta, bez względu na okoliczności (to cytuję za panią z
wrocławskiego o/PZU, która takich przypadków ma tysiące). Można założyć
sprawę cywilną, ale kto by się odważył. Podobno jest to zasadą - masz wypadek
w Niemczech - wina będzie zawsze po twojej stronie. To skandal.
    • vtec_z Re: Niemiecka sprawiedliwość? 04.03.05, 12:31
      Problem tkwi chyba w tym, że niemieckie firmy ubezpieczeniowe dbają zrówno o
      swoje finanse jak i o interes swojego klienta oraz w takich wypadkach działają
      we własnym kraju lepiej znając wszelkie realia.
      Polscy ubezpieczyciele wciąż jeszcze myślą głównie w kategoriach - czy mi się
      to opłaca - i nie są przygotowane do sporów z innymi ubezpieczycielami,
      szczególnie za granicą. w tej sytuacji poszkodowany zawsze będzie polski
      właściciel rozbitego auta.

      --------------------
      First man than machine
      • trusiaa Re: Niemiecka sprawiedliwość? 04.03.05, 12:40
        Wiadomo, że nikt nie jest skory do wypłaty ubezpieczenia, ale po co w takim
        razie w ogóle wzywać policję? Tylko, żeby poświadczyła, że wypadek miał
        miejsce? Podobno te zasady obowiązują w Niemczech od niedawna. Ale przecież to
        czysty bandytyzm. Orzekanie po fakcie, przez postronną osobę? Musieli by być
        nienormalni, żeby uznać winę swojego klienta.
        • vtec_z Re: Niemiecka sprawiedliwość? 04.03.05, 12:47
          > Orzekanie po fakcie, przez postronną osobę? Musieli by być
          > nienormalni, żeby uznać winę swojego klienta.

          Właśnie - oni bronią swojego klienta. W Polsce wielokrotnie firmy
          ubezpieczeniowe stosowały podobną praktykę ale by nie dopuścić do wypłat na
          rzecz swojego klienta. Na szczęście niektórych z tych firm już nie ma...

          Przecież w Twoim przypadku w rolę Twojego obrońcy powinien wcielić się polski
          ubezpieczyciel i dochodzićw Niemczech praw swoich (przecież będzie musiał
          pokryć koszty z Twojego OC oraz - być może AC) i Twoich. Tylko czy mu się to
          opłaci?

          --------------------
          First man than machine
          • trusiaa Re: Niemiecka sprawiedliwość? 04.03.05, 12:57
            Sęk w tym, że PZU ograniczyło się wyłącznie do przekazania nam tych smutnych
            wieści. Powiedziano nam, że możemy wynająć polskiego adwokata nawet w Niemczech
            (podali adres), ale że z ich doświadczenia wynika, że nikt takiej sprawy nie
            wygrał. ja nie wymagam od PZU pomocy, to byłby cud prawda? Niech mi tylko
            proszę ktoś wyjaśni, dlaczego Niemcy mają takie przepisy "bezprawne". I czy nie
            można z tym walczyć?
            • trusiaa Re: Niemiecka sprawiedliwość? 04.03.05, 13:07
              Dodam jeszcze, że na pytanie jak ustrzec się w przyszłości takich problemów,
              pani z PZU stwierdziła z prostotą, że nie ma takiej możliwości. To ojciec ma
              jeździć do Niemiec, a robi to regularnie, wyłącznie w towarzystwie niemieckiego
              adwokata, a może po prostu ubezpieczyć się w Niemczech? Niemcy jeżdżą
              koszmarnie szybko, tam raczej nie ma wypadków z rannymi, tam są trupy. Byłam
              jakiś czas, więc się napatrzyłam. O wypadek naprawdę nietrudno. A wtedy oprócz
              szoku powypadkowego Polak musi mieć świadomość, że właśnie poniósł duże straty
              i nie ma co liczyć na odszkodowanie.
              • Gość: edi Re: Niemiecka sprawiedliwość? IP: *.versanet.de 07.03.05, 06:43
                a od czego som fotoaparaty rzeby zrobic pare zdienc z ulicy gdzie i i jakie som
                szkody to jest dowöd ktury nie jeden adwokat da sobie rade ,
    • Gość: hej Re: Niemiecka sprawiedliwość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.05, 21:14
      Niemiecki ubezpieczyciel negocjuje sposób naprawy szkody z drugim
      ubezpieczycielem a jak go w Polsce nie ma to nie ma z kim !
    • vatseq Re: Niemiecka sprawiedliwość? 07.03.05, 11:38
      Mój znajomy mieszkający na stałe we Frankfurcie n/M. zawsze wozi w samochodzie
      idiotenkamerę: żeby sfotografować okoliczności wypadku, obojętnie czy swojego,
      czy cudzego. Ze zdjęciami (chemicznymi :-D )trudno potem dyskutować zadufanym w
      niemieckiej wyższości dupkom z firmy ubezpieczeniowej!

      vatseq
      • Gość: trusiaa Re: Niemiecka sprawiedliwość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.05, 11:48
        Owszem, były zdjęcia robione przez policję. No i nasza dokumentacja zniszczeń,
        ale dopiero jak dotarliśmy po poary godzinach do domu. Tylko co to zmieni...
        • Gość: czubek Re: Niemiecka sprawiedliwość? IP: *.range81-154.btcentralplus.com 07.03.05, 20:33
          Niestety, madry Polak po szkodzie. Dal mi Twoj przypadek do myslenia.
          Jedziesz za granica samochodem - wez Polaroid. Ciezki nie jest, zmiesci sie w
          schowku na desce rozdzielczej. Jakby co (odpukac) to mozna zdjecie cyknac na
          miejscu.
          • Gość: trusiaa Re: Niemiecka sprawiedliwość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 09:43
            Fajnie. I zgadnij co Ci to da? Skoro Niemcy każą Ci udowodnić, że nie jesteś
            wielbłądem? Poza tym należy tam być na miejscu ze swoim adwokatem i doglądać
            swoich spraw przez parę miesięcy aż do skutku. Życzę zdrowia i duuużej kasy na
            początek.
            • Gość: czubek Re: Niemiecka sprawiedliwość? IP: 217.8.12.* 08.03.05, 10:50
              > Fajnie. I zgadnij co Ci to da? Skoro Niemcy każą Ci udowodnić, że nie jesteś
              > wielbłądem? Poza tym należy tam być na miejscu ze swoim adwokatem i doglądać
              > swoich spraw przez parę miesięcy aż do skutku. Życzę zdrowia i duuużej kasy
              na
              > początek.

              Co mi zdjecia dadza? Dowod. Na nich bedzie widac zem nie wielblad.
              Kasy nie potrzebuje bo moje ubezpieczenie wszystko pokrywa (od zastepczego
              samochodu po prawnikow). Raz mialam "przyjemnosc" korzystania z ich uslug.
              Sprawa nie skonczyla sie w sadzie bo zrobilam zdjecia miejsca gdzie zdarzyla
              sie stluczka. Facetowi (firmie w sumie) rura zmiekla i przyznali sie do winy.
              Migali sie, klamali w zeznaniach i mysleli, ze ja "popuszcze", sie wystrasze
              albo co. A ja "nie", sad i koniec. W dzien rozprawy "zeszlo im powietrze" bo
              sie zorientowali, ze "ide na calego" no i wzieli wine na siebie.
    • bolo737 Re: czegoś tu nie rozumiem 08.03.05, 12:42
      zawsze mi się wydawało, że to nie klient a TU musi się chandryczyć z obcymi, w
      roli jego "adwokata" - jak już ktoś wyżej napisał - powinno występować
      jego "macierzyste" TU - w tym wypadku PZU o/Wrocław. Po to obydwie strony
      kolizji płacą składki OC i po to są specjalne "zunifikowane i międzynarodowe"
      druki z opisem zdarzenia które strony przekazują do SWOICH TU a TU już dogadują
      się między sobą.

      Wydaje mi się że w takich przypadkach każde TU powinno bez gadania pokryć
      szkody SWOJEMU klientowi a kwestię winy i refundacji kosztów ustalić między
      sobą a nie wciągać w to klienta.

      Ktoś tu gra w kulki i myślę że są to OBYDWA TU. Może nawet PZU o/Wrocław
      bardziej. Rozumiem, że Niemcowi jego TU zapłaciło za szkody ? Rozumiem że
      zrefundowało je PZU ? Tak po prostu ? Czy opis zdarzenia, raport policyjny itd.
      nie były dostatecznie jasne ? Można powiedzieć że w 100% przypadków winien jest
      ten co wjeżdza w kufer a nie ten komu wjeżdzją... i nie ma co gadać... dziwne.

      Schemat jest następujący: TU dymają klientów na całym świecie. Tutaj TU
      niemieckie wydymało TU polskie a to swojego klienta.

      Stroną dla Ciebie jest PZU o/Breslau (a NIE NIemcy) i jeżeli opis zdarzenia
      jest jasny a wina na podstawie dokumentacji nie budzi wątpliwości to PZU
      powinno zapłacić bez gadania a nie spuszczać na drzewo. A cz będą się użerać z
      Niemcami to już ich broszka. Jeżeli nie chcą zapłacić tzn. to ONI (a nie
      Niemcy) uważają że winę ponosisz Ty - napisali to ?
      • bolo737 Re: czegoś tu nie rozumiem - PS 08.03.05, 12:55
        > Wydaje mi się że w takich przypadkach każde TU powinno bez gadania pokryć
        > szkody SWOJEMU klientowi a kwestię winy i refundacji kosztów ustalić między
        > sobą a nie wciągać w to klienta.

        trochę się zagalopowałem: sprawcy oczywiście nie - bez gadania powinni zapłacić
        swojemu klientowi za szkodę JEŻELI ubezpieczyciel uważa (bo np. z dokumentów
        tak wynika), że nie ponosi on winy za wypadek.

        Rozumiem że w tym wypadku TU Niemca uważa że nie jest on winny a PZU uważa że
        Twój ojciec nie jest winny (my som dobrzy, tylko tamci blokują...). Nie ma
        sprawy, niech płacą obydwa TU a chandryczą się między sobą...
    • Gość: hej Czytaj tu: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 15:02
      Czytaj też tutaj:

      www.wsdsc.poznan.pl/bonn/NS%20wypadek%20samochodowy.htm
      • Gość: trusiaa Re: Czytaj tu: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.05, 11:34
        Dziękuję Wam za wsparcie.

        Jeśli ktoś miał podobne doświadczenia za granicą, proszę o wypowiedzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja