O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepisy...

14.06.05, 09:19
Witam serdeczni,

Proszę o zapoznanie sie z tematem i komentarze.
Moim zdaniem jestem nie winny, ale policja twierdzi inaczej...
Jestem ciekway waszych komentarzy.
Oto link do tematu: slave.e-
edukacja.pl/~darcoe28/forum/viewtopic.php?t=6856
Jaki sens ma w takim razie sygnalizacja???
    • domel81 Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 09:20
      slave.e-edukacja.pl/~darcoe28/forum/viewtopic.php?t=6856
      • tiges_wiz Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 09:37
        przeciez jeszcze nie opuszczales ronda ... ja tu nie rozumiem tego, jak bylo tak
        jak napisales. Byly powtorzone swiatla za rondem? bo dla mnie w tej chwili to
        jakas bzdura jest jak wjezdzajacy ma ustap pierszenstwo przejazdu. jezeli
        swiatel nie ma powtorzonych to skad masz wiedziec jakie tam sa swiatla?
        • domel81 Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 09:46
          Na rondzie nie ma powtarzaczy. Dla mnie to też bzdura. Ale koleżanka opowiadała
          mi, że jej znajoma tez miala identyczny wypadek na tym samym rondzie. Tylko, ze
          ona wjechala na czerwonym. I policja orzekła ze jest nie winna kolizji. Winny
          był (tak samo jak ja) pojazd, który opuszczał rondo.
          Wnosek nasuwa się sam, jeśli chcesz wyłudzić OC to....
    • klemens1 Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 09:54
      Czy przed wjazdami na rondo jest ustawiony znak "Ustąp pierwszeństwa"?
      • domel81 Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 10:00
        Hmmm szczerze mówiąc to musiałbym to sprawdzić. Dzisiaj bede tam jechał to
        zobacze. Ale na 99% są tam znaki. Tyle, że gdy jest uruchomiona sygalizacja
        świetlna, znaki te nie obowiązują.
        • klemens1 Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 13:45
          Chodzi o to, czy miejsce kolizji można traktować jako osobne skrzyżowanie.
          Jeżeli tak, to - ponieważ nie miałeś świateł - obowiązywały cię znaki i
          przepisy. Jeżeli przed rondem jest "Ustąp", to będąc na rondzie masz
          pierwszeństwo - tylko że przy tego typu interpretacji masz je również gdy tamci
          mają zielone światło.
          Niestety, kwestia interpretacji ronda (czy skrzyżowania z wysepką) jako jednego
          skrzyżowania lub wielu skrzyżowań nie jest przez kodeks rozstrzygnięta. Można
          przedstawić wiele argumentów zarówno za jedną, jak i drugą interpretacją.
        • Gość: domel Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi IP: *.icpnet.pl 14.06.05, 17:35
          Tak, przy wjeżdzie na rondo jest znak ustąp pierwszeństwa! Ale sygnalizacja
          była sprawna, wiec znak w tym przypadku nie ma znaczenia.
    • poldek16 Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 11:44
      Policja ma rację.
      Po pierwsze swiatła zielone/czerwone zezwalaja/zabraniaja wjazdu na
      skrzyżowanie. Nie mówią nic o pierwszeństwie.
      Po drugie nawet jeśli ten gość wjechał na czerwonym to nie zwalnia ciebie z
      obowiazku ustapienia mu pierwszeństwa (nadjeżdza z prawej).
      Nawet gdyby udało sie udowodnic że wjechał na czerwonym on by dostał mandat ale
      nadal bezpośrednim sprawca kolizji jesteś ty !!!
      • tiges_wiz Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 11:54
        no ale podobno tam ustap pierszenstwa jest ...
        wykladnia jest o tyle niebezpieczna, ze teraz wszycy beda na czerwonym wymuszac.
        bronic sie mozna przepisem ze swiatla maja pierwszenstwo nad znakami.
        • poldek16 Re: O co chodzi? Kto jest winny? zakręcone przepi 14.06.05, 12:57
          tiges_wiz napisał:

          > no ale podobno tam ustap pierszenstwa jest ...

          To jasno nie wynika z wcześniejszych postów (może cos przeoczyłem) ale nawet
          jeśli sygnalizacja świetlna działała więc ona regulowała ruchem.

          > wykladnia jest o tyle niebezpieczna, ze teraz wszycy beda na czerwonym
          wymuszac.

          To nie jest tak, kierowca jadący na wprost nie wymusił pierwszeństwa.
          Jest problematyczne czy miał czerwone światło czy nie (dlatego policja wogóle
          nie rozważała tej kwesti, ale nie ulega wątpliwości ze miał pierwszeństwo jadac
          na wprost przed pojazdem skręcajacym w lewo, dlatego policja go nie obwiniła za
          stłuczkę.
          Nasz głowny bohater został obwiniony dlatego, że nie ustapił pierwszeństwa, bo
          albo nie dojrzał samochodu albo domniemywał (nie miał pewności) że nastapiła
          zmiana świateł. Czyli krótko mówiąc nie zachował nalezytej ostrożności.

          > bronic sie mozna przepisem ze swiatla maja pierwszenstwo nad znakami.

          Nie można. Można by było gdyby światła lub znak były powtórzone dla aut
          skręcających w lewo, jeśli nie są, a jest to traktowane jak odrębne
          skrzyżowanie, przy braku świateł/znaków obowiązuje zasada prawej ręki.


    • micra wina jadącego na czerwonym 14.06.05, 12:01
      A nad czym tu dywagować? Jakie wymuszenie pierwszeństwa? Jeżeli jest
      sygnalizacja świetlna i ktoś ma zakaz wjazdu na czerwonym świetle to nie może
      wjechać na dowolne skrzyżowanie - rondo, czy dowolne inne najbardziej wymyślne.

      Równie dobrze ktoś mógłby powiedzieć, że ja jadąc na zielonym świetle na
      normalnym skrzyżowaniu zderzając się z kimś wjeżdżającym z prawej strony na
      czerwonym jestem winny wypadku. Są teraz programy o wypadkach - na Polsacie (a
      przynajmniej był), na TVN Turbo - o tych wiem. Tam przypadek wjazdu na czerwonym
      na skrzyżowanie jest przynajmniej jeden w programie. Wystarczy obejrzeć i nie
      zastanawiać się, czy jak rondo to można, czy miał grube okulary. Jeżeli nie było
      na zjeździe sygnalizacji to mógł jak najbardziej (o ile tamci mieli rzeczywiście
      czerwone światło).

      micra (Krzysiek)
      • Gość: fragi Re: wina jadącego na czerwonym IP: *.zebyd.com.pl 14.06.05, 22:50
        Po pierwsze to nie było żadne "rondo" tylko zwykłe skrzyżowanie z wysepką
        pośrodku. Jeżeli działa sygnalizacja świetlna to nie może być mowy o rondzie.
        Po drugie skręcając w lewo mamy obowiązek ustąpienia pierwszeństwa
        nadjeżdżającym z przeciwka jadącym prosto i skręcającym w prawo. Zawsze mamy
        taki obowiazek. Nie ma znaczenia czy On ma światło zielone, czerwone czy
        fioletowe. A już zwłaszcza wtedy gdy, tak jak w tym przypadku, nie wiemy gdzie
        jakie światło jest wyświetlone. Dla normalnych ludzi nie ulega wątpliwości, że
        demontaż sygnalizatorów powtarzających był bez sensu. Ale nasi wspaniali
        decydenci chcieli być europejscy.
        • jaro_ss Re: wina jadącego na czerwonym 15.06.05, 07:34
          Co do demontażu "wtrórników" to racja, niestety zasady dalej są takie, że na
          rondzie z sygnalizacją świetlną, ktora aktywną, ktra świeci na czerwono,
          zielono i zółto przy wjazdach na rondo (a nie przed każdym wylotem), ma się
          obowiązek puszczać tych z prawej i jechać jak oni wyraźnie i daleko stoją....
        • micra Re: wina jadącego na czerwonym 15.06.05, 07:51
          No to mały eksperyment myślowy, ale najpierw cytacik:

          > Po drugie skręcając w lewo mamy obowiązek ustąpienia pierwszeństwa
          > nadjeżdżającym z przeciwka jadącym prosto i skręcającym w prawo. Zawsze mamy
          > taki obowiazek. Nie ma znaczenia czy On ma światło zielone, czerwone czy
          > fioletowe.

          Po trzecie. Normalne skrzyżowanie. Jest sygnalizacja. Ja mam zielone światło.
          Jadę prosto. Z prawej strony ktoś wjeżdża na skrzyżowanie, bo on chce jechać
          swoje prosto. Spójrz teraz na cytat. Zgodnie z Twoją teorią to moja wina, bo on
          był z mojej _prawej_strony_, i nie ma znaczenia
          _czy_On_ma_światło_zielone_,_czerwone_czy_fioletowe_. Tak? Bo do tego sprowadza
          się Twoja wypowiedź. Wjeżdżając na skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną nie
          możemy zakładać, że skoro my mamy zielone światło to inni mają czerwone (jezdnia
          przecinająca naszą jezdnię).

          Otóż, jeżeli starszy człowiek uderzający w inny pojazd przejechał na czerwonym
          świetle to jest ewidentnie winny i tylko to trzeba ustalić - czy było czerwone
          światło. Jeżeli było jakiekolwiek inne to wina jest po stronie skręcającego w
          lewo na skrzyżowaniu z wysepką, które nie jest rondem (wg Twojej definicji).

          micra (Krzysiek)
        • micra I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 08:11
          Na egzaminie (moim, własnym) na Prawo Jazdy miałem podobną sytuację. Dostałem
          polecenie zawrócenia na rondzie (z sygnalizacją świetlną - prawdziwe rondo - nie
          wysepka). Jezdnia z trzema pasami ruchu, na rondzie dwa, ja byłem na skrajnym
          prawym, więc zacząłem się przebijać do lewego pasa, by z tego wjechać na rondo.
          Ruch był duży.

          Ze środkowego nie mogłem wjechać na lewy, bo nikt mnie nie wpuszczał, nagle ktoś
          mi ustąpił miejsca, ale w tym momencie samochód z tyłu uczynnego samochodu
          wyprzedził go przez podwójną ciągłą (wyprzedził z lewej strony) i wjechał na
          miejsce dla mnie trąbiąc jednocześnie. Egzaminator: "dziękuję, nie zdał Pan".
          Wytłumaczyłem mu całą sytuację, że było tak, a nie inaczej. Przyznał mi rację,
          że ten człowiek z tyłu ewidentnie złamał przepisy, że nie było w tym mojej winy.

          Jedyna wina (moja wina) jaką teraz widzę w tamtej sytuacji to zbyt wolna reakcja
          na wolne miejsce, bo powinienem chyba wyrwać kołami asfalt i wjechać na wolne
          miejsce. Gdyby nie podwójna ciągła to rzeczywiście byłaby to moja wina, samochód
          z tyłu wyprzedziłby samochód ustępujący mi miejsca i wszystko byłoby ok, ale nie
          było, bo przejechał przez podwójną ciągłą.

          Jedyna rzecz w której się nie zgadzamy to kolor świateł - ma czy nie ma
          znaczenia. Jeżeli ktoś ma czerwone to ma stać, a nie zastanawiamy się, czy miał
          czy nie miał pierwszeństwa.

          micra (Krzysiek)
          • domel81 Re: I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 08:49
            Witam,
            Moim zdaniem (dotyczy mojedo wypadku) auto , które wjechało na rondo miało
            czerowe. I jestem tego w 100% pweien. Ponieważ tak jak zaznaczyłem w opisie,
            auta na lewym pasie już stały.
            Czyli. auto dojeżdża do swiateł i zatrzymuje się (musi już widzieć czerwone
            światło - skoro się zatrzymuje, ewentualnie żółte). Zanim ja ruszyłem po
            zatrzymaniu się tego auta minęło kilka sekund. Po za tym nie ruszyłem ostro
            tylko normalnie. Czyli nawet gdyby auto na lewym pasie zatrzymało się na
            żółtym, zanim ja ruszyłem i dojechałem do środkowego pasa musiało już być
            światło czerwone. No chyba, ze auto na lewym zatrzymało się na zielonym ale to
            raczej mało prawdopodobne. Najgorsze jest to, że nie mam jak udowodnić, że
            auto, które we mnie wjechało miało śiatło czerwone.
            Jest jeszcze inna kwestia. Kierowca zaraz po wypadku, stwierdził, że
            rzeczywiści jest to jego wina, ale zanim zorganizowałem papier i długopis aby
            napisać oświadczenie, zaczął ściemniać. Na policje czekaliśmy prawe 2 godziny.
            W tym czasie dziadek ułożył już sobie swoją wersje wydażen. Ze niby stał na
            światłach 3 w kolejce i ruszył na zielonym. Udowodniłem, że było to nie
            możliwe, bo zielone światło dostaliśmy razem a ja musiałem objechać jeszcze pół
            ronda.
            Policja powinna reagować od razu, a nie po 2 godzinach.
            Tak czy siak powtórze zdanie policjanta: "Jeśli nawet kierowca ten wjechał na
            CZERWONYM świetle, to i tak wina leży po mojej stronie bo to JA opuszczałem
            rondo. Opierałem, się tylko i wyłącznie na przypuszczeniu, że ten kierowca ma
            czerwone."
            Idąc dalej tym tokiem myślenia, NIGDY nie będę pewien, czy tam jes światło
            czerone skoro nie widze sygnalizacji. W takim razie powinienem chyba zatrudnić
            jakiegoś bezrobotnego, który wyjdzie i zobaczy jakie światło się świeci. Wtedy
            (zakładająć, że mam 100% zaufanie do niego) będę pewien, że świeci się
            czerwone.
            Innego sposobu nie widze.
            Jednak nie mogę pojąć (a prawo jazdy mam od 6 lat) dlaczego, ktoś kto ŁAMIE
            PRZEPISY i powoduje tym kolizje drogową, NIE JEST JEJ WINIEN.
            Ja nie złamałem przepisów. Złamał je tamten kierowca a winny jestem JA!
            To jest absurd !
            • Gość: Marcin Re: I jeszcze jedno - przykład IP: *.innsoft.com.pl 15.06.05, 10:34
              Nie masz racji. Nie możesz być pewien w 100%, że było czerwone światło.
              Powiedzmy, że samochody, które się zatrzymały na lewym pasie, zrobiły to mając
              zielone (kierowca zasłabł albo problem z samochodem) - Ty nie wiesz jakie było
              światło. Kierowca z prawego pasa miał zielone więc jechał. Po prostu musisz
              ustąpić wszystkim, bo nie wiesz jakie oni mają światło.

              Pozdrawiam,
              Marcin
              • domel81 Re: I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 11:15
                Ok musze ustąpić. Ale w takim razie NIGDY nie będę pewien (nawet jesli bedzie
                stało 100 aut), że światło jest czerwone.
                Jasne ustąpiłbym gdybym go widział, ale auta, które stały zasłoniły mi środkowy
                pas.
                Ale chodzi o FAKT że (cytuje policjanta):
                "nawet jeśli kierowca WJECHAŁ NA CZERWONYM to wina i tak jest moja.
                Nawet jeśli miałbym świadków, że on wjechał na czerwonym, to on dostaje mandat
                za czerwone a ja za spowodowanie kolizji"
                Już nie ważne czy dziadek w tym przypadku miał czerwone, zielone czy
                niebieskie...
                Chodzi o fakt, że on łamie przepisy a ja jestem winny.
                To jes chore !
                • micra tak to jest chore 15.06.05, 11:36
                  Dokładnie, to jest chore. Policjant powinien pójść się doszkolić.

                  Sprawę miałbyś wygraną, gdybyś zdołał udowodnić, że starszy facet wjechał na
                  czerwonym, ale w to raczej nie wierzę, bo:

                  - albo musiałbyś znaleźć te dwie osoby stojące przed skrzyżowaniem;
                  - albo dziadek musiałby się przyznać do winy, a w to nie wierzę.

                  A to, że nie jesteś pewien czy ci z prawej strony już maja czerwone oczywiście
                  nie możesz być pewnym, nie słuchaj bzdur o zjeżdżaniu z ronda czy skrzyżowania,
                  że musisz ustąpić nawet jak ktoś ma czerwone.

                  micra (Krzysiek)
                • tiges_wiz Re: I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 12:42
                  Jezeli zielone w lewo bylo "pelne" to z przodu maja tez zielone
                  jak ze strzalka to ruch ma byc nbezkolizyjny.
                  • domel81 Re: I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 13:25
                    hmm nie rozumiem. Zielone w lewo?? Na rondzie nie ma osobnej sygnalizacji dla
                    jadących w lewo i na wprost. Jest strzałka dla skrecających w prawo, ale to nie
                    ma zadnego związku ze sprawą, ponieważ on jechał prosto.

                    Pozdrawiam
                • klemens1 Re: I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 13:26
                  > Ale chodzi o FAKT że (cytuje policjanta):
                  > "nawet jeśli kierowca WJECHAŁ NA CZERWONYM to wina i tak jest moja.
                  > Nawet jeśli miałbym świadków, że on wjechał na czerwonym, to on dostaje
                  mandat
                  > za czerwone a ja za spowodowanie kolizji"
                  > Już nie ważne czy dziadek w tym przypadku miał czerwone, zielone czy
                  > niebieskie...

                  A jakbyś nie skręcał w lewo, tylko jechał prosto, a z prawej wjechałby dziadek
                  na czerwonym, to też byłbyś winny, bo zjeżdżałeś z ronda?
                  • domel81 Re: I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 13:36
                    klemens1 napisał:

                    > A jakbyś nie skręcał w lewo, tylko jechał prosto, a z prawej wjechałby
                    dziadek
                    > na czerwonym, to też byłbyś winny, bo zjeżdżałeś z ronda?
                    >
                    Hm tego nie wiem...
                    mogłem się policjanta zapytać, ale nie przyszło mi to do głowy.
                    Zwalił mnie z nóg gdy powiedział, ze to ja jestem winny.
                  • vip_wielka8 Re: I jeszcze jedno - przykład 15.06.05, 14:35
                    A jakby dziadek nie jechał prosto, tylko skręcał w prawo na czerwonym i
                    zielonej strzałce, to do dzisiaj byście się nawzajem przepuszczali ;)
Pełna wersja