Gość: Piotr
IP: 195.116.201.*
01.08.02, 17:06
Tutaj nie chodzi o to jak karać, kiedy się złapie, tylko jak zrobic żeby
wyłapanie w odczuciu kierowcy było prawie pewne.
Spędziłem w skandynawii 3 tygodnie i jadąc z Gdańska do Warszawy po powrocie
myślałem że oszaleję. Zaczął się chamski wyścig od Gdańska. Pojazdy zjeżdżają
na przeciwległy pas wymuszając ucieczkę kierowców na pobocze. Przez tereny
zabudowane przejeżdża się 120 km/h i więcej.
Gdy czasem jest miejsce gdzie jest policja, to wszyscy ostrzegają się
światłami i przyhamowują na chwilę tylko. Policjanci stoją jak idioci bo
wszyscy koło nich grzecznie przejeżdżają.
Co ja bym zrobił ?
Budowałbym skrzynki jak w skandynawii do automatycznego pomiaru ze zdjęciami.
Tam nigdy nie wiadomo czy aparat jest w środku czy nie i wszyscy jadą
grzecznie.
Ustawiałbym niewidoczne fotoradary (ponoć zwracają się po kilku miesiącach).
Zwolniłbym większość z tych policjantów-symulantów którzy stoją po drogach w
widocznych miejscach bo to za pieniądze podatników. Za te oszczędności
zatrudniłbym więcej do administracji od ściągania należności od złapanych na
fotoradarze. itp, itp.
Policja nie robi nic !!!!!!!!!!
Wracając ze skandynawii kilka razy o mały włos uniknąłem kolizji z powodu
gości w drogich samochodach jadących z przeciwka wymuszających na mnie zjazd
na pobocze.
Wszyscy jeżdżą bez ograniczeń szybkości ponieważ panuje przekonanie, że jak
będzie stała policja to się odpowiednio wcześnie wyczyta ze świateł i
przyhamuje.
Pozdrawiam policję ale nie symulantów.
Piotr