drapka
26.08.02, 22:13
Kilka spraw:
1. Rozumiem, że skręcając w prawo (czy lewo) na zielonym - gdybym nie daj
Boże miał nieprzyjemną sytuację z rowerzystą przejeżdżającym przez przejście -
wina będzie po jego stronie (ostatnio miałem taką sytuację - upewniwszy się,
że nie zmuszę pieszej do zatrzymania ani przyspieszenia - była ona jeszcze na
pasie między jezdniami - zacząłem manewr skrętu w prawo na zielonym - i
musiałem przyhamowć mocniej, bo z daleka zza tej pani wyjechał wariat na
rowerze. Obtrąbiłem go - i usłyszałem od swojego pasażera że "przecież on
miał zielone" - no i dobrze - jakby sobie ten rowerek grzecznie prowadził -
ja bym się grzecznie zatrzymał, bo bym go odpowiednio wcześniej WIDZIAŁ).
Dodam, że może kilka razy widziałem rowerzystów przekraczających przejście
dla pieszych "pieszo" reszta wali prosto, bez jakiegokolwiek pomyślunku.
2. Inna sytuacja: jest przejazd dla rowerów (na skrzyżowaniu ze światłami) -
najczęściej razem z przejściem dla pieszych. Sytuacja - podobna jak w pkcie
1. I czy rowerzysta może jechać z pełną prędkością mając zielone światło i
nie zważać na nic? Sytuacja w końcu jest podobna jak poprzednio: ciężko jest
skontrolować wzrokiem znacznie większy niż w przypadku pieszych fragment
ścieżki rowerowej, a te często są poprowadzone przez pijaną wizję
projektanta - rózne esey-floresy, skrzyżowanie z chodnikiem itp. - co
dodatkowo utrudnia stwierdzenie czy akurat ścieżką nie nadjedzie rowerzysta.
Gdyby ścieżki były częścią jezdni (do czego raczej nie dorośliśmy) -
starczyłby rzut oka w lusterko.
3. A teraz takie coś: Skręcam na zielonym w prawo - dla pieszych idących w
tym samym kierunku pali się już czerwone. I włazi jedna z drugim - mimo że
mają czerwone - kto wtedy byłby winien? Z jednej strony muszę, skręcając w
prawo ustąpić pierwszeństwa pieszym, z drugiej - im nie wolno wchodzić na
jezdnię przy czerwonym świetle (podkreślam: czerwonym, bo gdyby weszli
jeszcze na zielonym i opuszczali skrzyżowanie, sprawa jest jasna).
4. I jeszcze jedno - skręcając w prawo przecinam przejście dla pieszych - ale
dama przechodzi nie po przejściu, a jakieś 5-7 metrów przed, tzn między
jezdnią z której skręcam a pasami. Kto wtedy ma pierwszeństwo? I czy dama
powinna mieć do mnie pretensje, że nie puszczam jej?
Niby są to sprawy błahe, ale z każdą z nich się spotkałem, czasem bywało to
niebezpieczne. Wyjaśnię tylko, że nie należę do kierowców, którzy będąc "w
prawie" zachowują się jakby jechali czołgiem i nic ich nie ruszy, a zwłaszcza
nie mam instynku rozjeżdżania pieszych łamiących przepisy (aczkolwiek
porządne obtrąbienie czasem stosuję, żeby delikwent następnym razem pomyślał).