O przejściach dla pieszych i rowerów

26.08.02, 22:13
Kilka spraw:

1. Rozumiem, że skręcając w prawo (czy lewo) na zielonym - gdybym nie daj
Boże miał nieprzyjemną sytuację z rowerzystą przejeżdżającym przez przejście -
wina będzie po jego stronie (ostatnio miałem taką sytuację - upewniwszy się,
że nie zmuszę pieszej do zatrzymania ani przyspieszenia - była ona jeszcze na
pasie między jezdniami - zacząłem manewr skrętu w prawo na zielonym - i
musiałem przyhamowć mocniej, bo z daleka zza tej pani wyjechał wariat na
rowerze. Obtrąbiłem go - i usłyszałem od swojego pasażera że "przecież on
miał zielone" - no i dobrze - jakby sobie ten rowerek grzecznie prowadził -
ja bym się grzecznie zatrzymał, bo bym go odpowiednio wcześniej WIDZIAŁ).
Dodam, że może kilka razy widziałem rowerzystów przekraczających przejście
dla pieszych "pieszo" reszta wali prosto, bez jakiegokolwiek pomyślunku.

2. Inna sytuacja: jest przejazd dla rowerów (na skrzyżowaniu ze światłami) -
najczęściej razem z przejściem dla pieszych. Sytuacja - podobna jak w pkcie
1. I czy rowerzysta może jechać z pełną prędkością mając zielone światło i
nie zważać na nic? Sytuacja w końcu jest podobna jak poprzednio: ciężko jest
skontrolować wzrokiem znacznie większy niż w przypadku pieszych fragment
ścieżki rowerowej, a te często są poprowadzone przez pijaną wizję
projektanta - rózne esey-floresy, skrzyżowanie z chodnikiem itp. - co
dodatkowo utrudnia stwierdzenie czy akurat ścieżką nie nadjedzie rowerzysta.
Gdyby ścieżki były częścią jezdni (do czego raczej nie dorośliśmy) -
starczyłby rzut oka w lusterko.

3. A teraz takie coś: Skręcam na zielonym w prawo - dla pieszych idących w
tym samym kierunku pali się już czerwone. I włazi jedna z drugim - mimo że
mają czerwone - kto wtedy byłby winien? Z jednej strony muszę, skręcając w
prawo ustąpić pierwszeństwa pieszym, z drugiej - im nie wolno wchodzić na
jezdnię przy czerwonym świetle (podkreślam: czerwonym, bo gdyby weszli
jeszcze na zielonym i opuszczali skrzyżowanie, sprawa jest jasna).

4. I jeszcze jedno - skręcając w prawo przecinam przejście dla pieszych - ale
dama przechodzi nie po przejściu, a jakieś 5-7 metrów przed, tzn między
jezdnią z której skręcam a pasami. Kto wtedy ma pierwszeństwo? I czy dama
powinna mieć do mnie pretensje, że nie puszczam jej?


Niby są to sprawy błahe, ale z każdą z nich się spotkałem, czasem bywało to
niebezpieczne. Wyjaśnię tylko, że nie należę do kierowców, którzy będąc "w
prawie" zachowują się jakby jechali czołgiem i nic ich nie ruszy, a zwłaszcza
nie mam instynku rozjeżdżania pieszych łamiących przepisy (aczkolwiek
porządne obtrąbienie czasem stosuję, żeby delikwent następnym razem pomyślał).
    • kilroy_was_here Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 28.08.02, 11:34
      drapka napisał:

      > Niby są to sprawy błahe, ale z każdą z nich się spotkałem, czasem bywało to
      > niebezpieczne. Wyjaśnię tylko, że nie należę do kierowców, którzy będąc "w
      > prawie" zachowują się jakby jechali czołgiem i nic ich nie ruszy, a zwłaszcza
      > nie mam instynku rozjeżdżania pieszych łamiących przepisy (aczkolwiek
      > porządne obtrąbienie czasem stosuję, żeby delikwent następnym razem pomyślał).


      Oczywiście masz na myśli teren niezabudowany, prawda? Bo zgodnie z kodeksem
      drogowym (Art. 29) "zabrania się używania sygnału dźwiękowego na obszarze
      zabudowanym, chyba że jest to konieczne w związku z bezpośrednim
      niebezpieczeństwem".

      A ja Ci napiszę jeszcze tak: nie trąb, jeśli sprawy są błahe. Jeśli nie ma
      bezpośredniego niebezpieczeństwa, to refleksji klaksonem nie przywołasz.
      Dla siebie trąbisz, nie dla tamtego ;)

      I jeszcze dodam: kiedy ktoś uznaje, że będzie wychowywał pieszego (albo kiedy
      ktoś trąbi na znajomego; albo kiedy ktoś daje upust swojemu rozkapryszeniu pod
      światłami, bo inny przed nim nie zadowolił go tempem startu), to pozostali
      kierowcy niekoniecznie muszą wiedzieć, co się dzieje. Dla nich to wcale nie
      jest takie sobie nic nie znaczące trąbnięcie - to się też trochę przyczynia do
      bałaganu.
      • drapka Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 28.08.02, 13:23
        Coz - jeśli chodzi o trąbienie na tych, co wolniej ruszają spod świateł czy
        inne tego typu sytuacje - to oczywiście tego nie robię. Tak samo jak nie trąbię
        na każdego pieszego, który łamie przepisy. Ale jeśli z kilkudziesięciu metrów
        widzę, zbliżając się do przejścia dla pieszych, na którym świeci się zielone
        światło dla mnie, idącą rodzinkę, czasami mamusię z małym dzieckiem - która
        włazi jak stado krów, co zmusza mnie do zdjęcia nogi z gazu, czasem
        przyhamowania - no to juz się taka sytuacja chyba ociera o niebezpieczeństwo. A
        i dziecko w ten sposób przeprowadzane po usłyszeniu klaksonu nie pozostanie w
        błogiej świadomości, że tak należy robić.
        • anna-zielinska Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 28.08.02, 16:11
          drapka napisał:

          > Ale jeśli z kilkudziesięciu metrów widzę,... , idącą rodzinkę, czasami
          mamusię z małym dzieckiem - która włazi jak stado krów, co zmusza mnie do
          zdjęcia nogi z gazu, czasem przyhamowania ....- no to juz się taka sytuacja
          chyba ociera o niebezpieczeństwo. A
          >

          To dosyc typowa suytuacja - atrakcyjnym blądynkom daruje sie znacznie więcej.
          Zupelnie co innego jak przez jezdnie przechodzi staruszka, czy matka z dziecmi.
          Czy naprawde zdjecie nogi z gazu jest takie trudne?

          Pozdrawiam
          • drapka Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 29.08.02, 10:41
            anna-zielinska napisała:

            > drapka napisał:
            >
            > > Ale jeśli z kilkudziesięciu metrów widzę,... , idącą rodzinkę, czasami
            > mamusię z małym dzieckiem - która włazi jak stado krów, co zmusza mnie do
            > zdjęcia nogi z gazu, czasem przyhamowania ....- no to juz się taka sytuacja
            > chyba ociera o niebezpieczeństwo. A
            > >
            >
            > To dosyc typowa suytuacja - atrakcyjnym blądynkom daruje sie znacznie
            więcej.

            No to mnie Pani rozszyfrowała: typowy (!) killer uliczny, który rozjedzie,
            obtrąbi, zniszczy wszystko, co nie jest blądynką, a jak zobaczy blądykę to się
            obślini, nie zdjemie nogi z gazu i ją przejedzie tylko po to żeby się z nią
            umówić.

            Gdyby jeszcze Pani zechciała znaleźć w moich postach jakies cytaty, w których
            piszę o blądynkach i darowaniu im znacznie więcej...

            > Zupelnie co innego jak przez jezdnie przechodzi staruszka, czy matka z
            dziecmi.
            >
            > Czy naprawde zdjecie nogi z gazu jest takie trudne?

            A czy naprawdę niewchodzenie na jezdnie na czerwonym świetle prosto przed
            jadący samochód jest takie trudne? I czy doprowadzanie do takiej sytuacji
            prowadząc dziecko za rękę i wpajanie dziecku fatalnych nawyków jest godne
            wyrozumiałości i pobłażania?

            Jeszcze raz powtarzam to, co już raz napisałem: nigdy za kierownicą nie
            egzekwuję bezwzględnie tego, że jestem "w prawie", a więc mogę rozjechać
            staruszkę czy blondynkę. Czynię tak zarówno w sytuacji, gdy z naprzeciwka zza
            górki pędzi polonez wyprzedzający na trzeciego, przez co muszę uciekać na
            pobocze, chociaż przepisy mi tego nie każą, w sytuacji, w której widzę Z LEWEJ
            STRONY rozpędzoną taksówkę czy żuka zbliżające się do skrzyżowania
            równorzędnego - chociaż to ja mam pierwszeństwo, jak i w sytuacji, w której
            stado pieszych wkracza na jezdnię nie patrząc że mają czerwone światło, a gdieś
            tam w oddali nadjeżdża samochód. Kolor włosów nie ma raczej znaczenia. Pytanie
            moje dotyczyło nie ogólnych rozważań a szczegółowych kwestii przepisowych - i w
            tej kwestii dziękuję Pani za wyjaśnienia

            PS. Co do niefrasobliwych pieszych, których boli głowa - polecam serdecznie
            skrzyżowanie Radiowa - Powstańców Śląskich w Warszawie. Pieszych z bolącą głową
            nie rusza ani czerwone światło, ani ruszający tramwaj. Tam w praktyce widać
            skalę, powiedzmy to sobie szczerze- głupoty ludzkiej. I gdyby prowadzący
            tramwaje nie znali Pani rady o "zdjęciu nogi z gazu" - codziennie
            przyjeżdżałyby tam karetki.


            • anna-zielinska Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 30.08.02, 11:41
              drapka napisał:

              > anna-zielinska napisała:
              >
              > > To dosyc typowa suytuacja - atrakcyjnym blądynkom daruje sie znacznie
              > więcej.
              >
              > No to mnie Pani rozszyfrowała: typowy (!) killer uliczny, który rozjedzie,
              > obtrąbi, zniszczy wszystko, co nie jest blądynką...
              > Gdyby jeszcze Pani zechciała znaleźć w moich postach jakies cytaty, w których
              > piszę o blądynkach i darowaniu im znacznie więcej...
              >
              Wyglada na to, ze to byla nadinterpretacja z mojej strony. Przepraszam za
              ta "blądynkę". Pewnie przesadzilam ale Pana sformulowania "...mamusię z małym
              dzieckiem - która włazi jak stado krów" zaniepokoiły mnie. O tym ze kierowcy
              atrakcyjne kobiety czy silnych mezczyzm traktuja zazwyczaj znacznie lagodniej
              mozna znalezc w literaturze fachowej.

              > A czy naprawdę niewchodzenie na jezdnie na czerwonym świetle prosto przed
              > jadący samochód jest takie trudne? I czy doprowadzanie do takiej sytuacji
              > prowadząc dziecko za rękę i wpajanie dziecku fatalnych nawyków jest godne
              > wyrozumiałości i pobłażania?

              Oczywiście ma Pan racje, ze piesi powinni trzymac sie przepisow, nie
              przechodzic na czerwonym swietle, nie wbiegac na jezdnie itd przede wszystkim
              dla wlasnego bezpieczeństwa. Sa przeciez w Kodeksie przepisy dotyczace
              zachowania sie pieszych.
              Jednak znacznie trudniej dotrzec jest do pieszych niz do kierowcow. Karanie
              pieszych tez jest dosyc problematyczne bo przeciez jezeli troska o wlasne
              zdrowie nie jest dla nich wystarczajaco silnym argumentem to czy mandat 50 zl
              bedzie motywowal ich do innego zachowania.
              Ciagle powtarzam ze pieszym nalezy sie duza wyrozumialosc ze strony kierowcow.
              Ich sytuacja jest znacznie trudniejsza.
              Ale oprocz zachowania kierowcow bardzo duzy wplyw na bezpieczenstwo pieszych
              maja rozwiazania inzynierskie dostosowane do potrzeb np. osob starszych,
              inwalidow itp. Tak ze nie tylko kierowcy odpowiadaja za tragiczna sytuacje
              pieszych

              Pozdrawiam





              • Gość: fanka Re: O przejściach dla pieszych i rowerów IP: 213.77.91.* 02.09.02, 14:37
                anna-zielinska napisała:
                >
                > Oczywiście ma Pan racje, ze piesi powinni trzymac sie przepisow, nie
                > przechodzic na czerwonym swietle, nie wbiegac na jezdnie itd przede wszystkim
                > dla wlasnego bezpieczeństwa. Sa przeciez w Kodeksie przepisy dotyczace
                > zachowania sie pieszych.
                > Jednak znacznie trudniej dotrzec jest do pieszych niz do kierowcow.

                Dlaczego Pani tak sądzi ?
                Skoro dociera się do kierowców poprzez mandaty, to czemu ten mechanizm
                nie miałby działać dla pieszych ?

                Karanie
                > pieszych tez jest dosyc problematyczne bo przeciez jezeli troska o wlasne
                > zdrowie nie jest dla nich wystarczajaco silnym argumentem to czy mandat 50 zl
                > bedzie motywowal ich do innego zachowania.

                Czyli proponuje Pani rezygnację z ukarania pieszego, który łamie przepisy
                ruchu drogowego 'bo to i tak nic nie da' ? To może kierowców tez nie karajmy..

                > Ciagle powtarzam ze pieszym nalezy sie duza wyrozumialosc ze strony
                kierowcow.
                > Ich sytuacja jest znacznie trudniejsza.

                Ale czy to ma oznaczać całkowitą bezkarność ?

                pozdrawiam,
                f.
                • anna-zielinska To kierowcy zabijaja pieszych nie odwrotnie 02.09.02, 15:05
                  Gość portalu: fanka napisał(a):

                  > anna-zielinska napisała:
                  > > Jednak znacznie trudniej dotrzec jest do pieszych niz do kierowcow.
                  >
                  ...
                  > Dlaczego Pani tak sądzi ?
                  > Skoro dociera się do kierowców poprzez mandaty, to czemu ten mechanizm
                  > nie miałby działać dla pieszych ?

                  Dlatego, że pieszym może być kazdy, niedołężna staruszka, niewidomy,
                  upośledzony umysłowo, niepełnosprawny, dziecko. Dlatego ze kierowca nim dostaje
                  prawo jazdy jest badany przez lekarza, szkolony, egzaminowany itp. i od niego
                  wymagamy wiecej. To kierowca musi uważać, obserwować, przewidywać bo jego
                  nieuwaga moze kosztowac zycie lub zdrowie pieszego bo to oni są głównymi
                  poszkodowanymi w zetknieciu z pojazdem.
                  >
                  > Karanie pieszych tez jest dosyc problematyczne...
                  >
                  > Czyli proponuje Pani rezygnację z ukarania pieszego, który łamie przepisy
                  > ruchu drogowego 'bo to i tak nic nie da' ? To może kierowców tez nie karajmy..
                  >
                  Powtarzam, kierowanie pojazdem to jest przywilej, który zoobowiazuje kierowce
                  do ostrożnej jazdy w mysl zasady "nie zabijaj!" Rożnica jest taka, że kierowca
                  ktory potracil pieszego ma przeważnie uszkodzony samochód a pieszy traci zycie
                  lub zdrowie (prawie nigdy nie wychodzi bez szwanku).

                  Oczywiscie mandaty dla niesfornych pieszych sa jednym z rozwiazan
                  dyscyplinujacych i jak napisano w innych watkach to tez sie zdarza, ale nie
                  oszukujmy sie ze to przez pieszych jest w Polsce tyle wypadków i nie myslmy ze
                  karanie staruszek rozwiaze problem bo nie rozwiaze jak dlugo kierowcy nie beda
                  ich odpowiednio traktowac a drogowcy nie beda o pieszych pamietac projektując i
                  budujac drogi.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: fanka Re: To kierowcy zabijaja pieszych nie odwrotnie IP: 213.77.91.* 02.09.02, 17:13
                    anna-zielinska napisała:

                    > Gość portalu: fanka napisał(a):
                    >
                    > > anna-zielinska napisała:
                    > > > Jednak znacznie trudniej dotrzec jest do pieszych niz do kierowcow.
                    > >
                    > ...
                    > > Dlaczego Pani tak sądzi ?
                    > > Skoro dociera się do kierowców poprzez mandaty, to czemu ten mechanizm
                    > > nie miałby działać dla pieszych ?
                    >
                    > Dlatego, że pieszym może być kazdy, niedołężna staruszka, niewidomy,
                    > upośledzony umysłowo, niepełnosprawny, dziecko.

                    A jeśli pieszy jest zdrowy na ciele i umysle, to na czym polega 'trudność
                    dotarcia do niego' ?

                    [tu trochę wytnę]

                    > Oczywiscie mandaty dla niesfornych pieszych sa jednym z rozwiazan
                    > dyscyplinujacych i jak napisano w innych watkach to tez sie zdarza,
                    ale nie
                    > oszukujmy sie ze to przez pieszych jest w Polsce tyle wypadków
                    i nie myslmy ze
                    > karanie staruszek rozwiaze problem bo nie rozwiaze jak dlugo kierowcy nie
                    beda
                    > ich odpowiednio traktowac a drogowcy nie beda o pieszych pamietac projektując
                    i budujac drogi.

                    Oki, jak to wszystko się spełni i piesi będą korzystać np. z kładek, a nie
                    przebiegać na przełaj przez dwupasmową jezdnię z międzylądowaniem na pasie
                    zieleni to faktycznie będzie bardzo pięknie.

                    Oczywiście - ideałem jest, kiedy i kierowcy i piesi przestrzegają przepisów
                    i uważają na siebie w trosce o własne i cudze zycie i zdrowie.

                    Ja tylko zapytałam o problematyczność egzekwowania przepisów od pieszych -
                    w czym niby jest ten problem ?

                    Przecież do wystawienia mandatu/udzielenia pouczenia o tym np. że nie
                    wchodzi się na pasy na czerwonym wystarczy jeden pieszy policjant - nie
                    musi mieć radiowozu, 'suszarki' ani żadnego innego specjalistycznego
                    wyposażenia. [Może mieć panterkę, żeby mógł się schować w krzakach ;-))))]

                    pozdrawiam,
                    f.


                    • anna-zielinska Re: To kierowcy zabijaja pieszych nie odwrotnie 03.09.02, 10:32
                      Gość portalu: fanka napisał(a):
                      >
                      > A jeśli pieszy jest zdrowy na ciele i umysle, to na czym polega 'trudność
                      > dotarcia do niego' ?
                      >
                      problem polega na tym, że zdecydowana większość pieszych, którzy zostali
                      potrąceni to osoby starsze w wieku powyżej 65 lat. Ci zdrowi i silni nawet
                      jezeli nieprawidlowo przechodza przez ulice to przeważnie wychodza z tego bez
                      szwanku. A w karaniu nie chodzi o zbieranie kasy (przynajmniej nie powinno o to
                      chodzic) tylko o dzialania profilaktyczne, ktore doprowadza do istotnego
                      zmniejszenia liczby ofiar. Duzo lepszy efekt uzyskamy gdy ten sam policjant
                      bedzie upominal kierowcow, ktorzy zdecydowanie czesciej zagrazaja pieszym niz
                      piesi sami sobie.Nie chodzi nam o podejmowanie dzialan pozornych ale takich,
                      ktore naprawde cos dadza.

                      >
                      > Oki, jak to wszystko się spełni i piesi będą korzystać np. z kładek, a nie
                      > przebiegać na przełaj przez dwupasmową jezdnię z międzylądowaniem na pasie
                      > zieleni to faktycznie będzie bardzo pięknie.
                      >
                      Kladki i przejscia podziemne dla pieszych to nie są rozwiazania przyjazne dla
                      pieszych. Sluza one glownie kierowcom a nie pieszym. Dla starszych osob, matek
                      z dziećmi, inwalidów wspinanie sie po schodach jest trudne i część z tych osob
                      sila rzeczy bedzie przechodzic w miejscach niedozwolonych.
                      W rozwiazaniach drogowych chodzi raczej o dostosowanie ich do ograniczonych
                      mozliwosci pieszych czyli wyniesione do poziomu chodnika przejscia dla
                      pieszych, spowolnienie ruchu w obszarach mieszkaniowych i centrach miast,
                      dostosowanie sygnalizacji itp.
                      >
                      > Przecież do wystawienia mandatu/udzielenia pouczenia o tym np. że nie
                      > wchodzi się na pasy na czerwonym wystarczy jeden pieszy policjant ...

                      Piesi ulegaja wypadkom nie dlatego ze wchodza na czerwonym świetle 9tylko
                      czasami). Najczesciej dzieje sie to na odcinkach pomiedzy skrzyżowaniami, na
                      przejsciach dla pieszych ale czesto tez w miejscach niedozwolonych tam gdzie
                      nie ma wyznaczonych przejsc. Ale jezeli w miescie miedzy przejsciami dla
                      pieszych jest 300-400 m (tak niestety bywa) to pieszy stara skrocic sobie
                      droge. Nie pieszych trzeba karac w takich sytuacjach ale osoby, ktore takie
                      nieprzyjazne srodowisko stworzyly.
                      Nie karzmy pieszych tylko ich chrońmy!

                      Pozdrawiam

                      • Gość: waldek Re: To kierowcy zabijaja pieszych nie odwrotnie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.02, 22:30
                        Po pierwsze, radzę popracować nad ortografią i interpunkcją.
                        Po drugie, jezdnia jest miejscem dla kierowców, a nie dla pieszych. Pieszy nie
                        ma po jezdni spacerować jak po chodniku. To nie jest miejsce przyjazne dla
                        pieszych, którzy mogą sobie na nim robić co chcą, a Pani będzie ich chronić.
                        Wymaga Pani od kierowców niesamowitej ostrożności, wskazuje na to, że są oni
                        ludźmi szkolonymi, że posiadają przywilej prowadzenia pojazdu. A dlaczego piesi
                        nie muszą posiadać umiejętności chodzenia po jezdni? Czy wychodzimy z
                        założenia, że każdy pieszy opanował doskonale sztukę przechodzenia przez ulicę?
                        Czemu to tylko dla kierowców wiszą co i raz wściekłe bilbordy, agresywnie
                        nakazujące natychmiastowe zmniejszenie prędkości? Powieśmy takie coś dla
                        pieszych "pieszy - uważaj na samochody! rozejrzyj się! nie wyłaź! nie wbiegaj!
                        POMYŚL ZANIM WEJDZIESZ NA JEZDNIĘ!".
    • anna-zielinska Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 28.08.02, 16:22
      drapka napisał:

      >
      > 1. Rozumiem, że skręcając w prawo (czy lewo) na zielonym - gdybym nie daj
      > Boże miał nieprzyjemną sytuację z rowerzystą przejeżdżającym przez przejście -
      > wina będzie po jego stronie

      Rowerzyscie nie mozna jechac w poprzek po przejsciu dla pieszych tak jak
      zadnemu innemu pojazdowi. Oczywiscie winna bedzie rowerzysty ale to rowerzysta
      bedzie poturbowany a Pan bedzie mial go na sumieniu.
      >
      > 2. Inna sytuacja: jest przejazd dla rowerów (na skrzyżowaniu ze światłami) -
      > najczęściej razem z przejściem dla pieszych. Sytuacja - podobna jak w pkcie
      > 1. I czy rowerzysta może jechać z pełną prędkością mając zielone światło i
      > nie zważać na nic?

      Na przejezdzie dla rowerow rowerzysta ma pierwszenstwo nawet jak sie zbliza do
      przejazdu. Musi go Pan przepuscic, on ma zielone swiatlo.


      >
      > 3. A teraz takie coś: Skręcam na zielonym w prawo - dla pieszych idących w
      > tym samym kierunku pali się już czerwone. I włazi jedna z drugim - mimo że
      > mają czerwone - kto wtedy byłby winien? Z jednej strony muszę, skręcając w
      > prawo ustąpić pierwszeństwa pieszym, z drugiej - im nie wolno wchodzić na
      > jezdnię przy czerwonym świetle (podkreślam: czerwonym, bo gdyby weszli
      > jeszcze na zielonym i opuszczali skrzyżowanie, sprawa jest jasna).

      Jezeli pieszy mial czerwone to Pan pewnie tez. Obie strony sa winne ale
      poszkodowany jest pieszy nie Pan. Bez wzgledu na przepisy powinnysmy tak sie
      zachowywac aby nie zagrazac innym. Pan ma prawo prowadzenia samochodu - to
      zobowiazuje.
      >
      > 4. I jeszcze jedno - skręcając w prawo przecinam przejście dla pieszych - ale
      > dama przechodzi nie po przejściu, a jakieś 5-7 metrów przed, tzn między
      > jezdnią z której skręcam a pasami. Kto wtedy ma pierwszeństwo? I czy dama
      > powinna mieć do mnie pretensje, że nie puszczam jej?
      >
      dama zachowala sie nieprawidlowo ale moze zle widziala albo miala migrene,a
      musiala jakosc doisc do autobusu, a Pan siedzi wygodnie w samochodzie i szkoda
      Panu kilku sekund zeby przepuscic Damę?

      Pozdrawiam
      > Niby są to sprawy błahe, ale z każdą z nich się spotkałem, czasem bywało to
      > niebezpieczne. Wyjaśnię tylko, że nie należę do kierowców, którzy będąc "w
      > prawie" zachowują się jakby jechali czołgiem i nic ich nie ruszy, a zwłaszcza
      > nie mam instynku rozjeżdżania pieszych łamiących przepisy (aczkolwiek
      > porządne obtrąbienie czasem stosuję, żeby delikwent następnym razem pomyślał).
      • drapka Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 29.08.02, 10:15

        > bedzie poturbowany a Pan bedzie mial go na sumieniu.

        Toteż zawsze ustępuję rowerzyście - nawet jeśli łamie przepisy


        > > 3. A teraz takie coś: Skręcam na zielonym w prawo - dla pieszych idących w
        >
        > > tym samym kierunku pali się już czerwone. I włazi jedna z drugim - mimo że
        >
        > > mają czerwone - kto wtedy byłby winien? Z jednej strony muszę, skręcając w
        >
        > > prawo ustąpić pierwszeństwa pieszym, z drugiej - im nie wolno wchodzić na
        > > jezdnię przy czerwonym świetle (podkreślam: czerwonym, bo gdyby weszli
        > > jeszcze na zielonym i opuszczali skrzyżowanie, sprawa jest jasna).
        >
        > Jezeli pieszy mial czerwone to Pan pewnie tez.

        Niekiedy bywa inaczej: gdy dla pieszych jest już czerwone światło - samochody
        mają jeszcze zielone albo mamy do czynienia z sygnalizacją "na przycisk" - dla
        pieszych i z pętlą inducyjną dla samochodów. Jeśli samochód skręca w prawo i
        czeka przed zygnalizatorem - to zielone dla niego się zapali. A jesli pieszy
        chce przejść przez jezdnię - a nie uzyje przycisku - zielonego dla pieszych w
        tym cyklu w ogóle nie będzie (np było tak - nie wiem czy jeszcze tak jest - po
        remoncie Marszałkowskiej w Warszawie)

        Obie strony sa winne ale
        > poszkodowany jest pieszy nie Pan. Bez wzgledu na przepisy powinnysmy tak sie
        > zachowywac aby nie zagrazac innym. Pan ma prawo prowadzenia samochodu - to
        > zobowiazuje.

        Zgadzam sie - zobowiazuje do wiekszej wyobraźni, większego przewidywania -
        chociażby omijając autobus stojący na przystanku (klasyczny przykład sytuacji,
        w której piesi zachowują się niesfornie)

        > >
        > > 4. I jeszcze jedno - skręcając w prawo przecinam przejście dla pieszych -
        > ale
        > > dama przechodzi nie po przejściu, a jakieś 5-7 metrów przed, tzn między
        > > jezdnią z której skręcam a pasami. Kto wtedy ma pierwszeństwo? I czy dama
        > > powinna mieć do mnie pretensje, że nie puszczam jej?
        > >
        > dama zachowala sie nieprawidlowo ale moze zle widziala albo miala migrene,a
        > musiala jakosc doisc do autobusu, a Pan siedzi wygodnie w samochodzie i
        szkoda
        >
        > Panu kilku sekund zeby przepuscic Damę?

        Moze nie kilku sekund, ale tylnego zderzaka...

    • Gość: Robert Re: O przejściach dla pieszych i rowerów IP: *.astercity.net 18.09.02, 10:44
      Miasta sa dla ludzi to wlasnie piesi winni miec pierszenstwo w kazdej
      sytuuacji. Samochod jest tylko zlem koniecznym dla leniwych. Rowerzysta i
      pieszy sa pelnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego na ich nieszczescie sa
      slabsi od kazdego samochodu. Jezeli samochodziaze zadza sie prawem silniejszego
      lub szybszego to pomylka. To nie ta epoka. W czasach kamienia lupanego prawo
      stalo po stronie silniejszego. Dazylismy do zmian, zmian na lepsze wiec
      pokornie sie do nich stosujmy. 50 km/h w miescie to przyklad zmian na lepsze.
      Czy jazda ze zmniejszona predkoscia wyzadzila komus szkode? NIE! A ile
      kierowcow stosuje sie do tego przepisu? Obawiam sie, ze tylko ja i moja zona.
      To jest smutne.
      • Gość: fanka Re: O przejściach dla pieszych i rowerów IP: 213.77.91.* 19.09.02, 08:51
        Gość portalu: Robert napisał(a):

        > Miasta sa dla ludzi to wlasnie piesi winni miec pierszenstwo w kazdej
        > sytuuacji. Samochod jest tylko zlem koniecznym dla leniwych.

        Tak samo jak windy, ruchome schody autobusy i pociągi

        Rowerzysta i
        > pieszy sa pelnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego

        I powinni tak samo jak kierowcy znać przepisy i się do nich stosować.

        >na ich nieszczescie sa
        > slabsi od kazdego samochodu. Jezeli samochodziaze zadza sie prawem
        silniejszego
        >
        > lub szybszego to pomylka. To nie ta epoka. W czasach kamienia lupanego prawo
        > stalo po stronie silniejszego. Dazylismy do zmian, zmian na lepsze wiec
        > pokornie sie do nich stosujmy. 50 km/h w miescie to przyklad zmian na lepsze.
        > Czy jazda ze zmniejszona predkoscia wyzadzila komus szkode? NIE!

        A czy podejście 50 m do przejścia dla pieszych wyrządziło komuś szkodę ?
        Zejście z roweru i przeprowadzenie go na pasach ?
        Niewychodzenie zza autobusu na przystanku ?
        Nieprzebieganie na czerwonym świetle do przystanku ?

        zgadzam się z tym, że należy uważać na pieszych, ale nich piesi też
        wykonają swoją część roboty i uważają na siebie. A jeśli lekceważa swoje
        bezpieczeństwo, to nie wińmy za to kierowców.

        pozdrawiam,
        f.

        • Gość: Robert Re: O przejściach dla pieszych i rowerów IP: *.astercity.net 20.09.02, 16:17
          Dziecinko! To samochody rozjezdzaja pieszych a nie piesi samochody. To kierowcy
          musza uwazac. Pieszy stoi zawsze na przegranej pozycji. Toleracji! Sama chyba
          kiedys wychodzisz z samochodu i co wtedy? Czy naprwde nie przeszkadzaja ci
          samochody pedzace po 130 km/h tuz obok ciebie? Czy z obojetnoscia przeciskasz
          sie po chodniku pomiedzy samochodami czesto brudac sobie odziez? A jak chodnik
          jest zastawiony to ktoredy przechodzisz: po trawce gdzie jest blotko i psie
          odchody, o moze po ulicy? Bo ja inne wyjscia nie widze?
          • jaceq Re: O przejściach dla pieszych i rowerów 09.10.02, 18:55
            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > Dziecinko! To samochody rozjezdzaja pieszych a nie piesi samochody. To kierowcy
            > musza uwazac. Pieszy stoi zawsze na przegranej pozycji.

            Współczuję Twoim dzieciom, jeśli je uczysz takich zasad RD, bo nie pożyją długo.
            Niestety.
    • Gość: JMB Re: O przejściach dla pieszych i rowerów IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.02, 05:06
      Piesi na ulice, auta na chodniki!!!
      JMB
      • Gość: maruda Re: O przejściach dla pieszych i rowerów IP: *.mpsz.pl / *.gdynia.mm.pl 10.10.02, 06:05
        Gość portalu: JMB napisał(a):

        > Piesi na ulice, auta na chodniki!!!
        > JMB

        Dobry postulat. Tylko co z cyklistami?

        A propos cyklistów - źle się stało, że nie ma już
        obowiązku posiadania karty rowerowej.
Pełna wersja