Prawie potracilem pieszego!

19.10.05, 18:17
Jechalem dwupasmowa droga, na ktorej bylo przejscie ze swiatlami. Akurat palilo sie czerwone wiec grzecznie zwolnilem i dotaczalem sie prawym pasem do linii postoju (na lewym stalo, jak to u nas, 5 samochodow - pierwszy stal jakis furgon). Gdy bylem ok. 10 m od przejscia zapalilo sie zielone swiatlo. Dodalem wiec gazu i wjechalem na pasy. W tym momencie zza furgonu wybiegl starszy pan. Udalo mi sie go ominac bo na hamowanie nie bylo szans. Jechalem jeszcze wolno wiec zapewne skonczyloby sie na strachu i uszkodzeniu auta.

Zastanawiam sie jednak jak ten (potencjalny) wypadek ocenilaby policja...
    • Gość: bb Re: Prawie potracilem pieszego! IP: 80.51.233.* 19.10.05, 18:22
      Czyli gość przed Twoim samochodem przechodził z lewej na prawą?
      • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 19.10.05, 18:34
        Z lewej na prawa. Zapewne wiem do czego zmierzasz - zbiegl z wysepki i powinienem mu ustapic drogi. Otoz nie - mial oddzielny sygnalizator przed ta jezdnia, przez ktora przebiegal. Widzilem to z daleka, bo jeszcze furgon nie zalanial mi widoku. Wiecej, widzialem tego pana jak wchodzil (nie wbiegal!) na wysepke, chwile przed tym jak MI zapalilo sie zielone.

        Przypuszczam, ze to jest kolejny przyklad karygodnego oznakowania. W tym miejscu pieszy sam wyzwala zielone dla siebie. Tylko, ze dla kazdej nitki oddzielnie! Skutkiem tego przechodzi jedna nitke, wciska przycisk i czeka. Ten wyraznie nie chcial czekac i ruszyl pode mnie, akurat jak doszedl do srodka zapalilo mu sie czerwone. Ten baran, ktory wymyslil, ze zielone swiatlo dla pieszych powinno zapalac sie, na dwujezdniowce, oddzielnie dla kazdej jezdni byl chyba chory na rozum! Po co to? Czy ktos uwaza, ze piesi, przechodzac przez dwujezdniowke, maja jakies wazne sprawy do zalatwienia pomiedzy jezdniami!? Skutkiem tego sa wlasnie tacy, ktory po przejsciu jednej jezdni nie chca czekac...
        • b-beagle Re: Prawie potracilem pieszego! 19.10.05, 18:53
          Kochani piesi UWAŻAJCIE nawet na przejściu dla pieszych!!! To nic, że macie
          pierszeństwo skoro w zderzniu z samochodem nie macie żadnych szans.Na
          cmentarzach pełno takich co mieli pirszeństwo !!!
          • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 19.10.05, 18:56
            Nie bardzo rozumiem ten komentaz w odniesieniu do opisywanej przeze mnie sytuacji.
            • b-beagle Re: Prawie potracilem pieszego! 19.10.05, 19:21
              To jest komentarz ogólny skierowany do wszystkich bo każdy bywa kiedyś pieszym.
              Czasami kierowca może sie zagapić lub zamyślić i nieszczęście gotowe.Jesteśmy
              tylko ludźmi i uważajmy na siebie w każdej sytuacji ;-))))
              Nic złego nie miełam na myśli
              • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 19.10.05, 19:33
                No coz, w tym wypadku pieszy mial szczescie, ze ja zachowalem minimum uwagi.

                Zawsze zreszta uwazam na pieszych i dlatego ten wypadek wzburzyl mnie tak, ze zalozylem ten watek.
        • Gość: bb Re: Prawie potracilem pieszego! IP: 80.51.233.* 19.10.05, 19:03
          W takim wypadku policja potraktowałaby Cię następująco. Pieszy był na przyjściu
          w chwili wejścia na przejście miał zielone światło, pojazd stojący nna lewym
          pasie ustąpił mu pierwszeństwa,Ty nie (on je miał pomimo tego, że już zapaliło
          się dla niego czerwone światło). Jeśli gościu miałby lekkie obrażenia mandat i
          punkty dla Ciebie. Jeżeli natomiast wymagałby leczenia powyżej dni siedmiu -
          wszczęcie postępowania - sprawa do sądu grockiego + ewentualnie może się domagać
          odszkodowania w 1 i 2 przypadku z powództwa cywilnego.
          • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 19.10.05, 19:26
            Gość portalu: bb napisał(a):

            > W takim wypadku policja potraktowałaby Cię następująco. Pieszy był na
            > przyjściu w chwili wejścia na przejście miał zielone światło,


            Nie mial. Ja mialem i to od dluzszego czasu. Zapalilo sie jak bylem ok. 10 m. od przejscia, a jechalem ok. 30 km/h


            > pojazd stojący nna lewym
            > pasie ustąpił mu pierwszeństwa,


            Raczej nie zdarzyl ruszyc (poza tym widzila tego czlowieka wchodzacego ewidentnie na czerwonym). Ja wjezdzalem na zielonym z pewna predkoscia - on musial ruszyc.


            > Ty nie (on je miał pomimo tego, że już
            > zapaliło się dla niego czerwone światło).


            Nie mial. Wyraznie pisalem, ze w tym miejscu piesi sami wyzwalaja zapalenie zielonego swiatla NIEZALEZNIE dla kazdej jezdni (zwykle wyglada to tak, ze jedna jezdnia jedzie, a druga, przeciwna, puszcza pieszego). To, ze jedna jezdnie przeszedl na zielonym, nie znaczy, ze druga mogl przejsc - mial czerwone i dopiero nacisniecie guzika i poczekanie na zielone pozwoliloby mu przejsc.


            > Jeśli gościu miałby lekkie obrażenia mandat i
            > punkty dla Ciebie. Jeżeli natomiast wymagałby leczenia powyżej dni siedmiu -
            > wszczęcie postępowania - sprawa do sądu grockiego + ewentualnie może się
            > domagać odszkodowania w 1 i 2 przypadku z powództwa cywilnego.


            No tak - dzieki idiotycznemu oznakowaniu prawie stalem sie przestepca... Starszemu panu moglo nawet do glowy nie wpasc, ze pomiedzy jedniami ma obowiazkowy postoj bo jakis baran wymyslil oddzielna sygnalizacje dla kazdej jezdni! To tak nielogiczne, ze sam kiedys przetruchtalem na czerwonym - no bo to jesne, ze jak zaczalem przechodzenie, to muszu je skonczyc bez "miedzyladowania", w celu nacisniecia guzika, na wysepce. Teraz juz nie jest to jasne bo ktos, zapewne dla zwiekszenia bezpieczenastwa, wymyslil taki idiotyzm!
            • Gość: bb Re: Prawie potracilem pieszego! IP: 80.51.233.* 19.10.05, 19:40
              To że teoretycznie Ty masz rację nie znaczy, że było by inaczej, niestety.
              Gdyby walną go gość w aucie stjącym po lewej lub Ty ale gdyby wszedł Ci z prawej
              strony mogłoby być to wtargnięcie a tak niestety Twoja wina.
              Takich przypadków jak Twój jest pełno i tylko nikłe procenty tego są osądzone
              jako wina pieszych.
              • Gość: zaq26 Re: Prawie potracilem pieszego! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 23:05
                spore znaczenie mógłby mieć dla sądu fakt, że gość jednak wybiegł zza tego
                auta. pewnie byłaby orzeczona wina obu stron. ostatnio coraz więcej jest takich
                rozstrzygnięć. myślę że sąk klepnąłby rozwiązanie podsunięte przez biegłego od
                wypadków komunikacyjnych.
              • Gość: fragi Re: Prawie potracilem pieszego! IP: *.zebyd.com.pl 19.10.05, 23:07
                A tak pomijajac pieszego to co Ty robiłeś na tym przejściu ? Wyprzedzałeś z
                prawej strony ? Omijałeś pojazd który zatrzymał się w celu przepuszczenia
                pieszego ? Co oznacze zielone swiatło ? Toczyła się kiedyś dyskusja na tym
                forum: zielone światło NIE PRZYZNAJE pierwszeństwa tylko zezwana na wjazd poza
                sygnalizator. Nie znaczy to, że można wjechać nie zwracając na nic uwagi. Jesteś
                piratem drogowym ! Dostałbyś mandat, który słusznie Ci się należał.
                A gdyby ciężarówka stała na prawym pasie, Ty jechałbyś lewym a pieszy wchodziłby
                z chodnika po prawej? Co by to zmieniło ? Co myślałeś widząc pieszego
                wchodzącego na jezdnię ? Że się zdematerializuje przed ciężarówką, że wchodzi do
                studzienki kanalizacyjnej czy liczyłeś na to, że ciężarówka go przejedzie ?
                Normalny człowiek powinien przewidzieć, że pieszy wyjdzie zza tej ciężarówki
                skora za nią wszedł. Ale łatwiej narzekać na złe oznakowanie "jakie sprawy do
                załatwienia ma pieszy na wysepce ?". A Ty myślałeś że jakie ?
                • iberia29 fragi-czy ty umiesz czytac? 20.10.05, 08:18
                  wez przeczytaj te posty przed twoimi wypocinami,chyba uator dokladnie
                  przedstawil sytuacje.Zakladam,ze jestes tylko pieszym a nie kierowca.I wiesz
                  co? gdyby wszyscy byli takimi piratami drogowymi jak emes-nju to by na naszych
                  drogach nie ginelo co roku 6 tys ludzi.
                • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 10:57
                  Gość portalu: fragi napisał(a):

                  > A tak pomijajac pieszego to co Ty robiłeś na tym przejściu ? Wyprzedzałeś z
                  > prawej strony ? Omijałeś pojazd który zatrzymał się w celu przepuszczenia
                  > pieszego ?


                  Nie wyprzedzalem, tylko jechalem WOLNYM pasem przy zielonym swietle! To, ze na lewym ktos stal w tym wypadku nie mialo znaczenia, bo wolno mi wyprzedzic stojacy czy jadacy samochod po prawej stronie jezeli jest sygnalizacja swietlna (i pali sie zielone dla mnie). Na przejscie wjechalem z pewnym opoznieniem w stosunku do zapalenia sie zielonego swiatla bo, jak pisalem, a ty nie czytales, zwalnialem w celu zatrzymania sie na czerwonym. Zielone swiatlo zapalilo sie jak bylem ok. 10 metrow od przejscia, a ja jechalem ok. 30 km/h (zanim zredukowalem bieg - dotaczalem sie na 4 biegu - i dodalem gazu tez troche czasu minelo). Zauwaz, ze zielone swiatlo dla pieszych zaczyna mrugac ZANIM dla samochodow zapali sie zolte, o zielonym nie wspominajac. Margines czasowy byl duzy!


                  > zielone światło NIE PRZYZNAJE pierwszeństwa tylko zezwana na wjazd poza
                  > sygnalizator. Nie znaczy to, że można wjechać nie zwracając na nic uwagi.


                  Gdybym nie zwracal uwagi, doszloby do wypadku! Wyraznie pisalem, ze nie jechalem szybko i nie przyspieszalem gwaltownie! Chyba, ze uwazasz, ze jedyna forma zwrocenia uwagi w tym momencie byloby awaryjne hamowanie do zatrzymania, wyjscie z auta w celu uwaznego zaobserwowania terenu za ciezarowka i dopiero ruszenie w dalsza droge. A wtedy jakis zlosliwiec jednak by sie pojawil, ja bym go potracil i poszedl siedziec bo nie zachowalem uwagi... Daj spokoj!!!


                  > Co myślałeś widząc pieszego wchodzącego na jezdnię ? Że się zdematerializuje
                  > przed ciężarówką, że wchodzi do studzienki kanalizacyjnej czy liczyłeś na to,
                  > że ciężarówka go przejedzie ?


                  Proponuje, zebys zanim zaczniesz pluc na mnie jadem, DOKLADNIE przeczytal opis wypadku i moje odczucia po fakcie tez.

                  Starszy pan, ktorego prawie potracilem, WSZEDL na wysepke pomiedzy jezdniami (szeroka wysepke - na tyle szeroka, ze jakis baran postanowil rozdzielic zapalanie sie swiatel dla lewej i prawej jezdni). W tym momencie zapalilo sie zielone swiatlo dla mnie wiec, majac wolna droge, dodalem gazu - powoli dodalem gazu. Starszy pan WYBIEGL jednak zza ciezarowki i gdybym nie zrobil uniku, bardzo prawdopodobnym by bylo "ciekawe" zderzenie, polegajace na staranowaniu samochodu przez pieszego. Moglbym go tez wziac "na rogi". Nie wiem - nie bylo czasu na analize.


                  > Co myślałeś widząc pieszego wchodzącego na jezdnię ? Że się zdematerializuje
                  > przed ciężarówką, że wchodzi do studzienki kanalizacyjnej czy liczyłeś na to,
                  > że ciężarówka go przejedzie ?


                  A na co liczyl pan wbiegajacy na jezdnie, na czerwonym swietle, zza ciezarowki?! Liczyl na to, ze ewentualny samochod jadacy, wolnym w tym momencie, prawym pasem zdematerializuje sie, wpadnie do studzienki kanalizacyjnej, wjedzie na trawe (prawie wykonalem te opcje), czy zaparkuje w ciezarowce?

                  Prawo pieszego do PRZEJSCIA przez jezdnie na zielonym powinno byc oblozone koniecznoscia zachowania co najmniej takiej samej uwagi, jak dla kierowcy przejazd na zielonym (wiecej - pieszy, z racji swojej "miekkosci" powinien, we wlasnym intertesie, uwazac bardziej!). A jak bardzo musi uwazac pieszy wbiegajacy na jezdnie (ktorej nie widzi zza ciezarowki) na czerwonym swietle, ktore pali sie juz ladny kawalek czasu?!

                  Na koniec powtorze jeszcze raz. To bylo przejscie z oddzielna sygnalizacja dla jazdego kierunku! Ponial!?

                  To, ze czuje sie malo winny tej sytuacji nie zmniejsza mojego kaca moralnego. Faktycznie powinieniem przewidziec itd. Z tym, ze zycie plata takie figle, ze przewidziec sie wszystkiego nie da! Aaaa, przepraszam - da sie! Z fotela przed klawiatura! Wtedy kazdy moze byc madry...
                  • Gość: fragi Re: Prawie potracilem pieszego! IP: 80.51.215.* 20.10.05, 11:24
                    Nie możesz mieć w stosunku do pieszych takich wymagań jak do kierowców. Dlatego,
                    ze kierowcą nie może zostać każdy. Trzeba przejść badania lekarskie, odbyć kurs
                    i zdać egzamin. Nie każdemu się to udaje, choć niestety prawie każdemu (uważam
                    że powinna być ostrzejsza selekcja). Pieszym może być każdy, również analfabeta
                    lub człowiek niezrównoważony psychicznie. To kierowca ma zasrany obowiązek
                    ustąpienia pieszemu. Nawet wtedy, gdy pieszy przebiega przez jezdnię lub wszedł
                    na czerwonym. Pisałeś, że widziałeś pieszego i na co liczyłeś ? Że śmigniesz mu
                    przed nosem i będziesz sekundę szybciej na następnym skrzyżowaniu. Nie
                    przewidziałeś tylko, że pieszy zacznie biec. Całe szczeście że nic się nie
                    stało. Mam nadzieję, że wyciągniesz wnioski - każda nauka kosztuje.
                    • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 11:44
                      Poddaje sie!

                      Ja pisze, ze pieszy WCHODZIL na szeroka WYSEPKE, a mi zapalalo sie zielone swiatlo i powoli przyspieszalem z malej predkosci, a ty mi jakies kocopaly o smiganiu!

                      Ale faktycznie nie przewidzialem, ze pieszy na zapalenie sie mu czerwonego swiatla zareaguje rozpoczeciem biegu, ktorego efektem bedzie wbiegniecie na jezdnie. Przypomne jeszcze raz. Zielone dla mnie zapalilo sie jak pieszy WCHODZIL na szeroka WYSEPKE - wchodzil z drugiej jezdni, inaczej bym go zza ciezarowki nie zobaczyl! Znaczy to, ze na jedni, ktora ja jechalem, od jakiegos czasu palilo sie juz czerwone dla niego. Pieszy (starszy pan), po zobaczeniu czerwonego swiatla, musial przejsc/przebiec przez szeroka wysepke i wbiec pod ciezarowke, a potem pode mnie. Jak sadzisz ile czasu mu to zajelo? Wedlug mnie wystarczajaco duzo, zeby uspic moja czujnosc! I zalozylem ten watek ku przestrodze dla innych. Bo zdarzaja sie rzeczy, ktorych sie nie przewidzi (sa tez takie, ktore przewidziec trudno, albo przwiedziec sie nie da!).

                      No ale sa tez swieci/wrozki, ktorzy przewidza wszystko. Z fotela :-P
                      • Gość: fragi Re: Prawie potracilem pieszego! IP: *.zebyd.com.pl 21.10.05, 22:34
                        Dobry kierowca powinien posiadać kilka cech:
                        PRZEWIDYWAĆ sytuacje na drodze i być na nie gotowym zanim jeszcze nastąpią.
                        Podręcznikowy przykład: na jezdnię wpada piłka za nią prawdopodobnie wpadnie i
                        piłkarz i mimo, że go jeszcze nie widzisz - spodziewaj się go ! Przykład z
                        życia: za ciążarówkę wchodzi pieszy - spodziewaj się że zza niej wyjdzie. Inna,
                        bardzo ważna cecha, pokora i wyciąganie wniosków ze zdarzeń które się zdarzyły.
                        Uniknąłem potracenia pieszego - będę w przyszłości bardziej uważał. Czego sobie
                        i Wam życzę.
                        • emes-nju Kaznodzieja? Wrozka? Prorok? 3w1? 24.10.05, 11:10
                          A, cholera, tylko czlowiek, ktory nie przewidzial, ze starszy pan postanowi cwiczyc sprint kilkanascie sekund po zapaleniu sie mu czerwonego swiatla...
                      • elbereth11 Re: Prawie potracilem pieszego! 26.10.05, 14:59
                        jak czytam niektóre posty to sobie myśle, że szkoda, że go nie przejechałeś :-)
                        • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 26.10.05, 15:08
                          elbereth11 napisała:

                          > jak czytam niektóre posty to sobie myśle, że szkoda, że go nie
                          > przejechałeś :-)


                          Sadze, ze to jakas podpucha :-) , ale nie zasysam :-(
                          • elbereth11 Re: Prawie potracilem pieszego! 26.10.05, 15:41
                            taki czarny żarcik, bo mi sie na wymioty zbiera.... każdy użytkownik ruchu ma
                            taki sam obowiązek przestrzegać przepisów i uważać, również szanowny dziadek na
                            przejściu dla pieszych ;-)
                    • Gość: gniewko_syn_ryba Re: Prawie potracilem pieszego! IP: *.autocom.pl 20.10.05, 15:30
                      Skoro wg ciebie pieszy ma ZAWSZE na przejściu pierwszeństwo, nawet jak ma
                      CZERWONE światło, to po co w ogóle są światła dla pieszych na przejściach ???? I
                      dlaczego w takim razie policja i straż miejska karze pieszych mandatami za
                      przechodzenie na czerwonym (bardzo rzadko ale jednak...) ????!!!! A
                      przejeżdżający przez przejście na ZIELONYM świetle emes-nju jest PIRATEM
                      ?????????!!!!!!!!! W takim razie wszyscy kierowcy są piratami bo przecież
                      wszyscy tak robią... Tak więc, drogi fragi, zanim coś napiszesz, to najpierw
                      POMYŚL... Zaś wracając do opisanego przypadku, moim skromnym zdaniem była tu
                      ewidentna wina pieszego. Sam codziennie obserwuję wiele takich sytuacji,
                      niestety. Czyżby odsetek daltonistów w naszym społeczeństwie był aż tak wysoki ?...
                    • tbernard Re: Prawie potracilem pieszego! 24.10.05, 13:23
                      > Nie możesz mieć w stosunku do pieszych takich wymagań jak do kierowców. Dlatego
                      > ,
                      > ze kierowcą nie może zostać każdy. Trzeba przejść badania lekarskie, odbyć kurs
                      > i zdać egzamin. Nie każdemu się to udaje, choć niestety prawie każdemu (uważam
                      > że powinna być ostrzejsza selekcja). Pieszym może być każdy, również analfabeta

                      (...)

                      Aby zostać maszynistą i pociągami kierować też należy przejść zapewne
                      odpowiednie badania które potwierdzą predyspozycje do wykonywania takiego
                      zawodu. Aby kierować ekspresem lub IC zapewne selekcja jest jescze bardziej
                      rygorystyczna. Proponuję Panu położyć się nagle przed rozpędzonym ekspresem i
                      liczyć na to, że tak wyseleksjonowany maszynista przewidzi to i się nagle
                      zatrzyma. Ja bym nawet pokrył mandat jaki by Pan musiał zapłacić.
    • pietnacha40 Re: Prawie potracilem pieszego! 19.10.05, 23:09
      Nie lubię takich świateł.Raz bym wlazła pod koła jako pieszy(patrzylam na
      światło po drugiej stronie,a nie w połowie),a ostatnio prawie sklęłam
      pieszego,który przechodził po pasach.Ja na moim miałam zielone,jak
      nawróciłam,druga strony ulicy była zielona dla pieszych.Co ciekawe,nigdy
      wcześniej tak nie było,dopiero jak zmienili sygnalizację na "bezpieczną".I
      zabrali nam strzałkę :(
    • wiemicho1 Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 11:07
      Zapewne dla policjanta byłbys przynajmniej współwinien. Ale po po pierwsze zabrania się przebiegania przez jezdnię. Po drugie wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, również z prawej strony, jest dopuszczalne o ile ruch jest kierowany. Po trzecie i niestety dla Ciebie, zbliżając się do przejścia dla pieszych jesteś zobowiązany do szczególnej ostrożności i ustąpienia pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu (a tu ani słowa o tym czy wlazł tam przepisowo czy nie). I z tego trzeciego powodu dostałbyś mandat stosowny. Sadzę, ze Twoje zachowanie nie było niestosowne, splot okoliczności? To się zdarza. Dla mądrego policjanta fakt przebiegania przez jezdnię świadczyłby o nagłym wtargnięciu (moim zdaniem). Ale czy trafiłbyś na mądrego?
      Pozdrawiam.
      • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 11:18
        Jechalem ostroznie. Gdybym, po zapaleniu sie zielonego, dal buta tak, jak moje auto na drugim biegu potrafi, nie mialbym szans na zahamowanie czy ominiecie, a starszy pan najprawdopodobniej zaparkowalby mi w okolicach od srodkowego slupka do tylnego blotnika.

        To byl efekt splotu okolicznosci, i (chyba) glupawego rozwiazania sygnalizacji swietlnej z podzialem na jezdnie. Ale nie zmniejsza to kaca moralnego u mnie...

        Tak naprawde, to bycie dobrym kierowca, to suma takich doswiadczen - zalozylem wiec ten watek, zeby niektorzy przeczytali i zapamietali. Nie jest to odkrycie, ale trzeba sobie uswiadomic, ze pieszego na przejsciu mozna sie bardziej spodziewac chwile po zapaleniu sie dla samochodow zielonego (zdarze przeskoczyc - te technike stosuje tez wielu kierowcow), niz jak zielone pali sie dlugo.
        • wiemicho1 Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 11:54
          Kurcze, nie widzę Twojego błędu. W mojej ocenie Twoje zachowanie było prawidłowe. A kac? Kiedy tylko przypomnę sobie swoją sumę podobnych doświadczeń to....ech, szkoda gadać.

          Starszy Pan miał szczęście. Gdyby trafił na "wykorzystywacza możliwości samochodu" to pewnie temat wątku byłby inny.

          Pozdrawiam.
          • misiania Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 12:21
            a ja się kiedyś zagapiłam i musiałam ostro hamować przed przejściem dla
            pieszych - nie zauważyłam, że samochód z boku zatrzymuje się, bo ludzie chcieli
            przejść przez ulicę. i ten jeden raz mi wystarczył, wystraszyłam się jak
            cholera. i tak się porobiło, że jak jakiś samochód stoi przed przejściem albo
            niepokojąco wolno się porusza naprzód, to niezależnie od tego, czy mam zielone
            czy nie - zwalniam i jadę bardzo wolno, wychylając łeb do przodu, żeby
            sprawdzić czy aby nie ma istotnego powodu, dla którego tamten samochód nie
            jedzie normalnie.
            • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 12:27
              Tez tak robie. Wiecej - znaczaco zwalniam tez jak z przeciwka cos duzego opuszcza wlasnie niesterowane swiatlami przejscie. Kiedys zza autobusu jadacego w przeciwnym niz ja kierunku, wystrzelila pode mnie mamuska z wozkiem - to daje do myslenia... I myslec mam, jak sie okazuje, ja, bo na mamuske liczyc nie mozna!

              Sek w tym, ze przewidziec wszystkiego sie nie da. A jezeli zalozyc, ze za kazdym wiekszym czy mniejszym pojazdem czai sie potencjalny samobojca, nie da sie jezdzic.
              • misiania Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 12:37
                no tak, fakt. gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się wcześniej
                położył.
      • Gość: dragon Re: Prawie potracilem pieszego! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.05, 19:34
        Właściwie zgadzam się z tym, co napisano powyżej. Z jednym "ale". Kierujący
        pojazdem na obowiązek ustąpienia pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na
        przejściu. Fakt. "Jeżeli przejście dla pieszych wyznaczone jest na drodze
        dwujezdniowej, przejście na każdej jezdni uważa się za przejście odrębne.
        Przepis ten stosuje się odpowiednio do przejścia dla pieszych w miejscu, w
        którym ruch pojazdów jest rozdzielony wysepką lub za pomocą innych urządzeń na
        jezdni". Wynika to bezpośrednio z art. 13 ust. 8 Kodeksu Drogowego. W tym
        wypadku była taka sytuacja i to kierujący pojazdem miał pierwszeństwo.
        Przejście jest wyznaczane DLA JEZDNI a nie DLA DROGI. Tak że było to
        wtargnięcie na jezdnię (dziadek znajdował się PRZED PRZEJŚCIEM i nie miał
        pierwszeństwa, nawet gdyby świateł tam nie było) i to ze złamaniem przepisu
        art. 14 (zabrania się: ..itd, m.in. włażenia pod nadjeżdżające pojazdy i SPOZA
        stojącego pojazdu) Pośrednio odpowiada to na pytanie, dlaczego montowana jest
        osobna sygnalizacja. Moim zdaniem jest to słuszne, ponieważ:
        1. sygnalizacja wzbudzana montowana jest na przejściach o stosunkowo małym
        natężeniu ruchu pieszych
        2. Gdyby był jeden sygnalizator dla dwóch jezdni, to czas światła zielonego
        musiałby być taki, żeby osoby starsze dały radę przejść na drugą stronę drogi.
        A więc dłuższe światło czerwone dla pojazdów. A więc jednoczesne blokowanie obu
        jezdni z powodu np jednego przechodzącego starszego pana. Przy większym
        natężeniu ruchu pojazdów nie do przyjęcia.
        3. Niefrasobliwość/bezmyślność/ nieuwaga kierowców i pieszych bywa przerażająca.
        4. I nieznajomość przepisów też, co nie zwalnia z obowiązków ich stosowania
        Pozdrawiam!!!
        • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 27.10.05, 11:07
          Duzo wykladu na znane tematy, a malo konkluzji...
          • Gość: dragon Re: Prawie potracilem pieszego! IP: 195.205.180.* 27.10.05, 14:37
            Ok, konkluzja ;-). Bardzo wielu kierowców traktuje pasy przechodzące przez
            wyspę jako całość, czyli jednak jakby temat nie jest oczywisty i na siłę
            przepuszczają pieszych. Czasem trzeba ustapić, ale sęk w tym że widząc goscia
            wchodzącego na wyspę mozna domniemywać, że tam poczeka (choc, jak widac
            spodziewać sie trzeba wszystkiego). Dlatego ze strony pieszego w opisywanym
            wypadku było to wtargnięcie na jezdnię i byłoby nim nawet gdyby swiateł tam nie
            było. Po drugie: mój (przydługi, przyznaję ;-)) post był tez odpowiedzia na
            pytanie: dlaczego osobna sygnalizacja? Bo definicja kodeksowa sama to
            wyjaśnia...
    • klemens1 Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 12:40
      > Zastanawiam sie jednak jak ten (potencjalny) wypadek ocenilaby policja...

      Byłbyś niewinny. Znam podobny przypadek, w którym brał udział kolega.

      Coś podobnego widziałem z boku - autobus na lewym pasie (właśnie zapaliło się
      zielone) przepuszczający starszą panią, która przebiegła przez jezdnię nawet
      się nie rozglądając czy prawym pasem coś nie jedzie.

      Dla kontrastu - widziałem też sytuację, gdy autobus zatrzymał się przed
      czerwonym światłem, a po kilku sekundach pasem obok przemknął sobie ktoś tak
      ok. 70 km/h - nie miał szans żeby zauważyć ewentualnego pieszego (który miał
      zielone światło).
    • rapid130 Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 12:43
      Fragi mocno przegiął w ocenie twojego postępowania. Zrobił z igły widły ;)

      Ale gdyby całe zdarzenie skończyło się tragicznie, to bb miałby rację.
      Na 90 % byłbyś uznany winnym potrącenia.

      Tak to już jest. Kodeks Drogowy bezwzględnie chroni pieszego na przejściu,
      nawet gdy zachowałby się niepoprawnie. Jeżeli już wlazł, nawet na czerwonym
      świetle, kierowca ma obowiązek pozwolić bezpiecznie zejść mu z jezdni.

      Do tej pory nie miałem takiej sytuacji, ale chyba TYLKO dzięki temu, że dawno
      dawno temu trafiłem w którejś z gazet motoryzacyjnych na szczegółowy opis
      wypadku, który wydarzył się według identycznego scenariusza.

      Tamto zdarzenie skończyło się tragicznie. Tym tragiczniej, że schodzącą z
      jezdni na czerwonym świetle była baba z niemowlakiem w wózku. Dziecko przeżyło,
      acz poturbowane, matka nie.

      Dlatego teraz, gdy dojeżdżam do skrzyżowania i właśnie następuje zmiana świateł
      nigdy nie korzystam z "przywileju korzyści", nie wyprzedzam / nie omijam
      stojących w pierwszym rzędzie. Jeżeli ruszają, to w najlepszym razie
      przejeżdżam przez przejście równo z nimi. Z podobnego powodu nigdy nie wjeżdżam
      na skrzyżowanie rozpędem tuż zmianie świateł na zielone - bo być może trafi się
      jakiś rozpędzony "artysta", który wyleci rozpędzony z przecznicy w pierwszych
      sekundach świecenia czerwonego sygnału [dla jego kierunku] i strzaśnie się ze
      mną.

      I powtarzam sobie jak mantrę, że jazda samochodem jest jak nauka języka
      chińskiego - jednego i drugiego uczysz się całe życie.
      • rapid130 Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 12:44
        rapid130 napisał:

        > Ale gdyby całe zdarzenie skończyło się tragicznie, to bb miałby rację.
        > Na 90 % byłbyś uznany winnym potrącenia.

        Zapomniałem dopisać. W tym konkretnym przypadku bardzo wiele mogliby wnieść
        ewentualni świadkowie, którzy w przeciwieństwie do Ciebie widzieli zachowanie
        dziadka od A do Z.
      • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 20.10.05, 12:53
        Ano zgadzam sie. W sumie dalem mu wolna droge mocno zmieniajac kurs (na szczescie w tym miejscu jest szeroko bo zaczyna sie zatoka dla autobusow). Tylko, ze ja ustapie pierwszenstwa pieszemu nawet na czerwonym JEZELI GO WIDZE. Starszy pan wybiegajac zza ciezarowki pozbawil mnie mozliwosci ogladania swojego widoku... Mysle, ze w tej sytuacji mielismy raczej (poslugujac sie jezykiem z KD) do czynienia z wtargnieciem. Tym bardziej, ze ten czlowiek nie wbiegl na jezdnie zaraz po zapaleniu sie mu czerwonego - zanim dobiegl do drugiej jezdni musialo uplynac sporo czasu. Mam nauczke - zle ocenilem "raczosc" starszego pana :-) To znaczy zle ocenilem jego zamiary - mi nie wpadloby to do lba mimo, ze na oko mam o polowe mniej lat niz moja potencjalna ofiara.
        • rapid130 Re: Prawie potracilem pieszego! 21.10.05, 13:56
          > Tylko, ze ja ustapie pierwszenstwa pieszemu nawet na czerwonym JEZELI GO
          WIDZE. Starszy pan wybiegajac zza ciezarowki pozbawil mnie mozliwosci ogladania
          swojego widoku... Mysle, ze w tej sytuacji mielismy raczej (poslugujac sie
          jezykiem z KD) do czynienia z wtargnieciem. Tym bardziej, ze ten czlowiek nie
          wbiegl na jezdnie zaraz po zapaleniu sie mu czerwonego - zanim dobiegl do
          drugiej jezdni musialo uplynac sporo czasu. Mam nauczke - zle
          ocenilem "raczosc" starszego pana :-) To znaczy zle ocenilem jego zamiary - mi
          nie wpadloby to do lba mimo, ze na oko mam o polowe mniej lat niz moja
          potencjalna ofiara.

          Analogicznie należałoby uznać winnym pieszego, który wchodzi na przejście np.
          zza przejeżdżającej ciężarówki. Ty się z nią wymijasz i nagle widzisz tuż przed
          maską przechodnia na pasach. Dopiero w tym momencie, bo wcześniej był
          zasłonięty. Takie wchodzenie to też podręcznikowy przykład przeprzebranej
          głupoty pieszego. Ale, niestety, w większości podobnych przypadków uznaje się
          wyłączną winę kierowcy, który musi mieć rentgena w oczach i potrafić
          przewidywać [często] nieprzewidywalne.

          P.S. Też tak rozbieram przyczynowo-skutkowo swoje sytuacje podbramkowe, nawet
          jeżeli wygląda, że nie było w nich mojej winy. I niemal zawsze dochodzę do
          wniosku, że wina rozkłada się na obie strony, tylko w różnym procencie.
    • meps3 Re: Prawie potracilem pieszego! 22.10.05, 11:32
      ''Nie możesz mieć w stosunku do pieszych takich wymagań jak do kierowców ''.
      Tak oto ktoś skwitował sprawę.
      A ja pytam ,a dlaczego nie?
      Pieszy jest takim samym użytkownikiem drogi jak i kierowca.Obu dotyczą te same
      prawa i obowiązki.Ale niestety mam wrażenie ,że za sprawą mediów i częstych
      wypowiedzi przedstawicieli Policji ,piesi są ciągle przekonywani o swojej
      całkowitej bezkarności i przyzwoleniu na bezmyślność.Na przejściu ,poza nim ,na
      światłach - nawet przy czerwonym- itd ,itp.Niestety taka jest prawda.Piesi po
      prostu nie myślą ,czy raczej nie chcą myśleć o konsekwencjach wejścia na
      jezdnię.Mam prawo jazdy od wielu lat i przejechałem grubo ponad milion km i
      powiadam,że za komuny jeżdziło mi się bezpieczniej niż teraz.I to nie ze
      względu na mniejszą liczbę samochodów - to mi nie przeszkadza- ale ze względu
      na większe zdyscyplinowanie pieszych.Teraz zaczynam sie bać o to ,że jakiś
      kretyn - a widzę ich codziennie setki - wlezie mi prosto pod koła będąc
      przekonanym o swojej bezkarności.Pwenie wszyscy widzieli pieszego,który idąc po
      chodniku bez chwili zastanowienia włazi prosto pod koła,no bo przecież ma
      prawo!!zmusz cię do hamowania i ma wiele szczęścia jeśli się uda.A jak
      popatrzysz w lusterko to co widać za tobą? Tak !! całkowicie pustą
      jezdnię.Ludziom niestety demokracja pomyliła się z anarchią.
      • Gość: fragi Re: Prawie potracilem pieszego! IP: *.zebyd.com.pl 25.10.05, 10:15
        To ja tak uważam. A może chciałbyś wprowadzić PRAWO CHODZENIA ? Człowiek
        zapisuje się na kurs, przechodzi badania, zdaje (lub nie zdaje) egzamin i
        uzyskuje prawo do chodzenia po chodnikach. A kto nie ma prawa chodzenia siedzi w
        domu lub chodzi tylko po polach. Swietny pomysł, szkoda tylko że nierealny ze
        względów dla mnie oczywistych.
        Jak było mniej samochodów to i pieszym lepiej się przechodziło przez jezdnię.
        Czasami kogoś trzeba było przepuścić. Teraz jak nie wymusisz to żaden cymbał cię
        nie przepuści. Wyluzuj się i przyjmij do wiadomości że to pieszy ma
        pierwszeństwo na przejściu. Nawet jak wszedł na czerwonym.
        • Gość: Raptus Re: Prawie potracilem pieszego! IP: *.206.113.210.telsat.wroc.pl 26.10.05, 00:30
          Miejsce świętych krów jest na pastwisku. Nie mam nic przeciwko wchodzeniu
          pieszych na czerwonym, sam czasem tak robię. Ale ja przynajmniej jak to robię,
          to upewniam się, że nie zmuszę żadnego kierowcy do hamowania. Biorę pełną
          odpowiedzialność za to i jeśli źle ocenię sytuację to będzie to tylko moja wina.
          Natomiast ludzi o inteligencji na poziomie świętych krów należy tępić
          bezwzględnie, bo stwarzają niebezpieczeństwo.
    • stefan4 Re: Prawie potracilem pieszego! 26.10.05, 09:34
      emes-nju:
      > Ten baran, ktory wymyslil, ze zielone swiatlo dla pieszych powinno zapalac
      > sie, na dwujezdniowce, oddzielnie dla kazdej jezdni byl chyba chory na rozum!
      > Po co to?

      Jeśli zapala się automatycznie oddzielnie dla każdej jezdni, to pewnie po to,
      żeby umożliwić zieloną falę. Światła sa koordynowane między sąsiednimi
      skrzyżowaniami a nie między jezdniami na tym samym skrzyżowaniu. Na większych
      ulicach w naszych miastach zielona fala na ogół działa, ale z trudem daje się
      zauważyć ze względu na samochody, które jechały za szybko, wobec tego musiały
      się zatrzymać przed skrzyżowaniem i blokują je przed jadącymi prawidłowo (50 km/h).

      Jeśli pieszy sam sobie włącza, to pewnie po to, żeby takie włączenie nie
      blokowało ruchu na jezdni, po której on akurat wcale nie idzie. Gdyby pieszy
      włączał od razu na obu nitkach, to pojazdy na tej drugiej nitce musiałyby czekać
      przed pustym przejściem. Czyli dla poprawienia przelotowości skrzyżowania.

      Ja bym nie obciążał odpowiedzialnością ,,tego barana, który wymyślił'' tylko
      raczej pieszego...

      - Stefan

      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 26.10.05, 11:19
        stefan4 napisał:

        > Jeśli zapala się automatycznie oddzielnie dla każdej jezdni, to pewnie po to,
        > żeby umożliwić zieloną falę. Światła sa koordynowane między sąsiednimi
        > skrzyżowaniami a nie między jezdniami na tym samym skrzyżowaniu. Na
        > większych ulicach w naszych miastach zielona fala na ogół działa


        No to Warszawa jest prowincjonalnym miasteczkiem bo zielonej fali nie zaobserwowalem. Czerwona i owszem. Np. piesi sa wstanie zawsze wyzwolic sobie zielone dokladnie pod auta jadace z poprzedzajacego przejscie skrzyzowania. Inne swiatla dzialaja w stanie ekscytujacego rozsynchronizowania chyba, ze akurat zsynchronizuja sie w precyzyjnej przeciwfazie - w centrum tego prowincjonalnego miasta, jest jedno z bardziej ruchliwych skrzyzowan (ruch ja na Marszalkowskiej), 200 m za ktorym jest nastepne, malo ruchliwe. Samochody zjezdzajace z ruchliwego ZAWSZE staja na tym nastepnym skrzyzowaniu - wyobraz sobie co sie dzieje na tym ruchliwym, kiedy na cyklu moze przejechac raptem (max) kilkanascie aut z kilkusetmetrowego korka ciagnacego sie od poprzednich swiatel, i jeszcze poprzednich, i jeszcze...


        > Jeśli pieszy sam sobie włącza, to pewnie po to, żeby takie włączenie nie
        > blokowało ruchu na jezdni, po której on akurat wcale nie idzie. Gdyby pieszy
        > włączał od razu na obu nitkach, to pojazdy na tej drugiej nitce musiałyby
        > czekać przed pustym przejściem. Czyli dla poprawienia przelotowości
        > skrzyżowania.


        Sluszna idea, ale jak wiekszosc idei trudna dla ludzi. Pieszych g... obchodzi plynnosc ruchu samochodowego i raczej nie zaakceptuja konecznosci przechodzenia przez JEDNA droge (co z tego, ze dwujezdniowa - przeszkoda, to przeszkoda) z miedzyladowaniem. W pedzacy nurt samochodow nie wleza, ale tak kilka, kilkanascie sekund po zapaleniu sie czerwonego (kiedy albo nikt nie ruszyl albo ledwie jedzie) i owszem. Stad ten watek.


        > Ja bym nie obciążał odpowiedzialnością ,,tego barana, który wymyślił'' tylko
        > raczej pieszego...


        No nie do konca! Akurat w tym przypadku starszy pan raczej przesadzil, bo wybiegl zza duzego auta, kilkanascie sekund po zapaleniu mu sie czerwonego, a kilka sekund po zapaleniu sie zielonego dla ruchu aut - jakos chyba instynkt samozachowawczy mu sie wylaczyl. Problem w tym, ze mozna probowac zmusic ludzi do przechodzenia przez jezdnie tylem ze wzgledow np. bezpieczenstwa. I tak malo kto bedzie sie do tego stosowal bo to strasznie niewygodne. Trwajace kilka minut przechodzenie przez jezdnie tez jest niewygodne...
        • stefan4 zielone fale 26.10.05, 11:43
          emes-nju:
          > No to Warszawa jest prowincjonalnym miasteczkiem bo zielonej fali nie
          > zaobserwowalem.

          Ach, Warszawa... To jest specyficzne miasto, wiele rzeczy działa tam inaczej.

          Żeby zielona fala działała, wszystkie pojazdy muszą jechać równo, nie
          przyspieszać, nie zwalniać, nie wyprzedzać. Kiedy jakiś wyścigowiec przekroczy
          ograniczneie prędkości, zrobi slalom między samochodami i dojedzie do
          skrzyżowania prędzej niż inni, to tam jeszcze jest czerwone, więc wyścigowiec
          musi stanąć. Kiedy zapala się zielone, to akurat nadjeżdżają jadący prawidłowo
          a on dopiero rusza. Więc ci prawidłowi muszą zwolnić i nie zdążają na następne
          skryżowanie. Skutkiem tego wszyscy jadą wolniej, bo nie mieszczą się w zielonej
          fali.

          Jej trzeba dać szansę.

          Kiedy bywam w Warszawie, to nigdy nie dostrzegam samochodów dających szansę
          zielonej fali. Mam wrażenie, że to jest miasto wyścigowców. Jesli ktoś jeździ
          prawidłowo, to gdzieś mi się gubi w tle i wcale go nie zauważam (choć nie
          wątpię, że są tacy na tej grupie dyskusyjnej).

          Ale nie wykluczam też, że nie macie tam u siebie specjalistów od ustawiania
          zielonej fali, jak twierdzisz. W takim razie mielibyśmy dwa niezależne powody
          jej niedziałania.

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • emes-nju Re: zielone fale 26.10.05, 12:53
            Kilkanascie lat temu na JEDNEJ ulicy w Warszawie byla zielona fala. Samochody jechaly rowniutko i plynnie. Teraz zielonej fali nie ma NIGDZIE (zapewne w celu planowego, zgodnego z ogolna tendencja, spowalniania ruchu - szalenie skuteczne, bo jedna ulica nieomal wstrzymuje ruch, w godzinach szczytu, w obrebie polowy dzielnicy) i wszyscy jezdza jak chca - problem w tym, ze wobec przewazajacej przeciwfazy "wygrywaja" sciganci, bo tylko oni zdarzaja na nastepne skrzyzowanie przed zapaleniem sie zoltego albo, czesciej, czerwonego...

            Jezeli chodzi o przepisowa jazde, to przyznaje sie, ze w obrebie miasta wyjatkowo rzadko przekraczam 60 km/h (dlatego zaliczam WSZYSTKIE swiatla). Chyba, ze jade wielopasmowa dwujezdniowka gdzie ograniczenie do 50 km/h jest zwyklym sabotazem (autobusy szybciej tam jezdza!) - na takich drogach jezdze ok. 70-80 km/h i pozwalam prawie wszystkim (radiowozom i autobusom tez) sie wyprzedzac.

            Specjalisci od zielonej fali moze by sie i znalezli, ale kasy brak - w koncu Kaczor od kilku lat nami rzadzi... W tak duzym miescie zielona fala to szalenie kosztowny system, sterowany komputerami, z czujnikami i kamerami - chocby dlatego, ze system musi uwzgledniach chwilowe i cykliczne zmiany natezenia ruchu.
    • mmarko2 Re: Prawie potracilem pieszego! 28.10.05, 01:51
      Mam wrażenie że brak ci doświadczenia i stosunkowo krótko masz prawo jazdy
      dlatego popełniłeś błąd. W takiej sytuacji jak opisałeś nigdy nie możesz byc
      pewny czy zza stojącego jeszcze samochodu ktoś nie wyjdzie, tym bardziej że był
      to furgon więc zasłaniał Ci całkowicie widoczność. Przecież ten dziadek nie
      musiał przechodzić, mógł tan stać dłuższą chwilę i robić cokolwiek np.
      rozmawiać przez telefon, poprawiać ubranie - więc wogóle byś go nie widział.
      Widząc taką sytuację lepiej stracić parę sekund i przychamować, a nawet
      poczekać aż ruszy ten obok. Mam nadzieję że ta przygoda nauczyła Cię czegoś i
      nie popełnisz więcej tego błędu. CO się tyczy policji to prawdopodobnie byłaby
      to Twoja wina- pasy, światła no i pieszy.
      • emes-nju Re: Prawie potracilem pieszego! 28.10.05, 10:03
        mmarko2 napisał:

        > Mam wrażenie że brak ci doświadczenia i stosunkowo krótko masz prawo jazdy
        > dlatego popełniłeś błąd.


        Krotko. Tylko 18 lat :-)

        Szczerze powiedziawszy to Twoja wypowiedz moze sugerowac male doswiadczenie (albo werbalne przywiazanie do dogmatow) - to co napisales to sliczna teoria, dobra dla panow policjantow w celu udowodnienia ZAWSZE bezspornej winy kierowcy. Nieco bardziej doswiadczony wie, ze nie jest wstanie przewidziec wszystkiego i jezdzi z zachowaniem pewnego minimum marginesu bezpieczenstwa - dlatego dziadek zyje (!!!). Oczywiscie zaistniala sytuacja jest dla mnie (i dla czytajacych, a rozumiejacych) nauczka. Tylko, ze doswiadczenie to w praktyce nie zmieni mojego stylu jazdy. Bo NIE DA SIE jezdzic z zalozeniem, ze zza WSZYSTKIEGO moze wybiec pieszy (bo faktycznie moze!). Szczegolnie jezeli pieszy ten od dlugiego czasu ma juz czerwone swiatlo. Wymagaloby to, w celu zachowania bezpieczenstwa, zatrzymywania samochodu przed WSZYSTKIM, co stwarza potencjalne ryzyko. Ja, w opisywanym przeze mnie przypadku, nie dalem buta natychmniast po zapaleniu sie mi zielonego swiatla, tylko powoli przyspieszalem. To byl wlasnie zachowany przeze mnie margines. Nie czekanie na zmiluj sie (czyli na to czy wyskoczy diabelek zza ciezarowki czy nie :-P ), ale spokojna jazda.


        > CO się tyczy policji to prawdopodobnie byłaby to Twoja wina- pasy, światła no
        > i pieszy.


        Mam watpliwosci. Nie twierdze, ze nie bylaby moja wina bo w Polsce kierowca zawsze jest winny, ale watpliwosci pozostaja. Stan sobie kiedys na skrzyzowaniu tak, zeby widziec jednoczesnie sygnalizatory dla obydwu jezdni. Popatrz kiedy zielone dla pieszych zaczyna migac, a kiedy zapala sie zielone dla samochodow. Odstep jest BARDZO duzy. Czerwone dla pieszych (po kilku sekundach migania zielonego) zapala zanim dla samochodow zapali sie zolte (a to swieci ok. 4 sek. zanim zapali sie zielone)! W opisywanym wypadku starszy pan nie wszedl jeszcze na pas rozdzielajacy, gdy mi zapalilo sie zielone. Musial zatem przebiec (nie widzialem tego juz) kilka metrow zamin wbiegl na "moja" jezdnie! Jak sadzisz ile sekund po tym jak zapalilo mu sie czerwone swiatlo? Wedlug mnie na tyle pozno, ze uspilo moja czujnosc. Niestety to, ze ciezarowka nie ruszyla nie jest ZADNYM ostrzezeniem bo "zaspanie" na swiatlach jest nagminne.
Pełna wersja