Mizerne drogi jako przyczyna wypadków

IP: *.crowley.pl 23.10.05, 19:53
Czas wreszcie sobie powiedzieć, że przyczyną ogromnej większości powaznych
wypadków jest stan dróg w Polsce. Chodzi o prawie całkowity brak 2-pasmówek.
Mam już dość bredzenia przedstawicieli policji, że ktoś nie zachował
ostrożności, jedchał za szybko, nie dostosował sposobu jazdy do warunkó
drogowych itd. To wszystko troszkę prawda, ale co z tego ?! Na naszych
wąskich 1-pasmowych drogach ciągną tabuny TIR-ów i sznurek aut, 5 razy
większy niz 15 lat temu.
Powiedzcie szczerze, ile razy na 1-pasmowej drodze krajowej wyprzedzaliście
TIR-a, autobus itd. w pełni bezpiecznie, tj. przy zachowaniu dozwolonej
prędkości i z poczuciem, że nie ryzykujecie.
PO jaką cholerę autosytrady, czymu nie tańsze (2krotnie) 2-pasmówki ? Kilaset
osób rocznie ginie tylko dlatego, że znaleźli się w nieodpowiednim miejscu
(na przeciwległym pasie) w czasie wyprzedzania przez auto jadące z
naprzeciwka.
DOść politycznej, policyjnej poprawności. !!!
Jeszcze jedno - większość dróg nie ma nawet pobocza z prawdziwego zdarzenia.
SYF
    • Gość: bez Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 22:11
      Powinno się wprowadzić ogólnopolski zakaz wyprzedzania na drogach
      dwukierunkowych o dwu pasach ruchu - sprawa pilna !
      Wszystko zmierza ku temu bo odcinki prostych gdzie możnaby wyprzedzać są i
      znakuje się je "czarnym punktem".
      Linię podwójną ciągłą zakazującą wyprzedzania co parę metrów przerywa się celem
      umożliwienia mieszkańcom domostw lewoskrętów !!! Przecież oni będą ginąć przed
      samym domem !!
      brak słów
    • reggatta Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 23.10.05, 22:20
      Nie, nie. Takie gadanie to bzdura. Winą za wypadki obarczać każdorazowo trzeba
      kierowców. Tak długo, jak długo panowało będzie to wariactwo na polskich
      drogach, winą należy obciążać tylko i wyłącznie kierowców. Jeżeli droga nie
      pozwala na jazdę 100/h, to jazda 150-180/h jest idiotyzmem, za który winę ponosi
      kierowca. Rozumowanie odwrotne prowadzić nas będzie go wiecznego
      usprawiedliwiania się nawzajem i poklepywaniu po plecach. Czemu zginął? - bo
      śnieg spadł; bo żwir leżał, bo drzewo na poboczu rosło, bo roboty drogowe były.
      Albo jesteśmy za siebie odpowiedzialni i przyznajemy że jesteśmy po prostu
      kiepskimi kierowcami, ograniczamy prędkość i wtedy robimy wyrzuty drogowcom,
      albo dalej giniemy jak muchy i plujemy se w brodę, że brak nam autostrad.
      • Gość: stach Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: *.crowley.pl 23.10.05, 22:39
        Prentujesz myślenie życzeniowe, a nie praktyczne. Więc Ci Ułatwię.
        Wyobraź sobie, że przed Tobą jedzie dźwig z prędkością 40 km/h (stary, ciężki,
        ale jak widać dopuszczony do jazdy). Ma do przejechania 100 km. Jedziesz za nim
        np. trasą Z Warszawy do Augustowa. Jedziesz o 17:00, ruch ogromny z przeciwnego
        kierunku, wiec jedziesz cały czas za Dźwigiem bo nie masz jak wyprzedzic, chyba
        ze ...ryzkowny manewr? Nie ma mowy żebyś sie ciągle za nim wlókł, A jesli Ty
        będziesz to ktoś za Tobą będzie probował wyprzedzać itd itd, Choć tylko 3
        sekundy na manewr to ktos bedzie próbował...
        • reggatta Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 23.10.05, 22:47
          I co? mówisz że ten ktoś będzie wporzo? Nie ma warunków do wyprzedzania, mimo to
          ktoś jedzie na trzeciego, ryzykując życie swoje, Twoje i kogoś z naprzeciwka, a
          Ty mówisz wina drogowców. Mamy chyba inny rodzaj optyki.
        • bratmarzeny Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupoli 24.10.05, 09:44
          Gość portalu: stach napisał(a):

          > wiec jedziesz cały czas za Dźwigiem bo nie masz jak wyprzedzic, chyba ze
          ...ryzkowny manewr? Nie ma mowy żebyś sie ciągle za nim wlókł,

          "nie ma mowy"? A dlaczego "nie ma mowy"? Jesli sytuacja bylaby rzeczywiscie tak
          tragiczna, ze na calych 100 km (!) nie mozna byloby wyprzedzic tego dzwigu to
          rachunek jest prosty. Zamiast 1,5 godziny pojade 2,5 godziny.

          I co?

          Czy ta godzina to powod, zeby podejmowac tak "ryzykowny manewr" w ktorym nie
          chodzi o jakies punkty w grze tylko o wlasne i cudze zycie? Jesli ktos jest na
          tyle durny - prosze bardzo. Szkoda tylko, ze takie kiepy przy okazji ryzykuja
          zyciem innych.
          • emes-nju Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupo 24.10.05, 10:49
            bratmarzeny napisał:

            > Jesli sytuacja bylaby rzeczywiscie tak
            > tragiczna, ze na calych 100 km (!) nie mozna byloby wyprzedzic tego dzwigu to
            > rachunek jest prosty. Zamiast 1,5 godziny pojade 2,5 godziny.
            >
            > I co?


            Ano wymierne straty dla gospodarki. Czyli dla wszystkich - nie dla biznesmena, ktory nie zdarzyl na podpisanie kontraktu, a dla wszystkich bo ten biznesmen swoimi podatkami utrzymuje, byc moze, kilka osob. Madry biznesmen (wiem, w naszym komuszym raju nie wolno tak pisac, ale ja nie jestem komunista) uzna, ze skoro na pokonanie trasy potrzebuje 1,5 h, to wyjedzie 2 h przed czasem (czyli ZMARNUJE 0,5 h SWOJEGO, CENNEGO czasu)... i spozni sie pol godziny, bo cala droge jechal za dzwigiem. Jego kontrahent uzna go za niegodnego zaufania i z kontraktu nici.

            Sek w tym, ze malo ktory biznesmen czy REP ma wystarczajacy "komfort" czasowy, zeby troge planowac z 30% naddatkiem. Oni planuja droge bez marginesu, bo zycie im na margines nie pozwala... Nie, zebym tlumaczyl idiotow na drogach. Ale normalni ludzie tez czasem musza gdzies zdarzyc na czas! Kilka lat temu podwozilem znajomych z Zakopanego do Katowic bo nie udalo im sie zalapac na pociag w Zakopanem. Oczywiscie utknalem w gigantycznym korku za przeladowana ciezarowka pokonujaca Zakopianke z predkosciami do 20 km/h. Znajomym grozil nocleg na dworcu. Jak, po 2 godzinach, uwolnilem sie z korka, pojechalem szybciej niz zwykle. Nie szalenczo, ale szybciej - niektorym nie jest dane tyle samokontroli, zeby jechac "tylko" szybciej.

            Skad u Was poczucie, ze czas nie ma znaczenia w zyciu? Rozumiem w drodze na urlop, ale niektorzy pracuja w samochodzie - tych zreszta poza sezonem jest najwiecej. Oni sa rozliczani z terminowosci! Klienta/szefa g... obchodza korki czy dzwigi! Czy kogos z Was obeszloby, ze ciezarowka z chlebem nie dojechala bo utknela w jakims abstrakcyjnym i nieprzewidywalnym korku (np. w czasie piatkowego szczytu wieczornego na trasie Siekierkowskiej w Warszawie gdzie wylaczono dwa z trzech pasow ruchu, w celu krecenia filmu...)? Obeszloby Was, ze nie ma chleba i winni byliby wszyscy, a nie warunki drogowe.
            • reggatta Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupo 24.10.05, 12:01
              Nie no dobry businessman to martwy businessman. Ludzie skąd wy bierzecie takie
              wydumane argumenty!?
            • bratmarzeny ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 12:37
              Nie bardzo to rozumiem....

              Czy sukces polskiego "biznesmena" zdeterminowany jest czasem jazdy wynoszacym
              1,5 godziny?

              Czy przy czasie dojazdu wynoszacym 4 godziny (nawet jadac na zlamanie karku,
              200 km/h) nie ma szans na zaistnienie biznesu, poniewaz taki biznesmen nie moze
              pozwolic sobie na "MARNOWANIE" "SWEGO CENNEGO CZASU" zwlaszcza wtedy, gdy sa to
              az 4 godziny?????

              Czy w krajach o lepszej infrastrukturze niz w Polsce spoznienie sie "biznesmena"
              o 0,5 godziny jest wykluczone?

              • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 12:49
                bratmarzeny napisał:

                > Czy sukces polskiego "biznesmena" zdeterminowany jest czasem jazdy wynoszacym
                > 1,5 godziny?


                Czytajac takie odpowiedzi wcale sie nie dziwie, ze niepodzielna wladze w Polsce objely populistyczne Kaczory...

                PRZYKLAD! TO BYL PRZYKLAD! Troche abstrakcyjnego myslenia!

                Biznesmen moze nie byc biznesmenen, tylko rolnikiem jadacym sprzedac plody rolne, czyli 3 jajka od jedynej kury w gospodarstwie. Jezeli zamiast przewidzianej 1,5 h na targ bedzie jechal 2,5 h, nic nie sprzeda bo inni beda pierwsi. Wiec rolnik jadacy cala droge za dzwigiem, jak tylko uwolni sie od jego towarzystwa, da buta swojemu Zukowi (na nic wiecej przez kilkanascie lat kapitalistycznej komuny nie zarobil!). Ponial?!
                • reggatta Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 13:17
                  Taaa, bo o czwartej nad ranem kiedy rolnicy jadą na giełdy to wysyp dźwigów na
                  polskich drogach. Słuchaj ja wiem że ty przykłady podajesz, ale co ja poradzę że
                  co jeden to głupszy.
                  Przestań wymyślać idiotyczne usprawiedliwienia dla idiotycznej jazdy. Zawsze
                  życie i zdrowie ludzkie jest ważniejsze od czyjegoś pośpiechu. I nic tego nie
                  zmieni. Skoro 1h marginesu to za mało, to trzeba wziąć poprawkę i zapewnić sobie
                  2. Praw fizyki nie uchyla się w związku z trudnymi sytuacjami życiowymi. Masz do
                  przejechania 200 km po drodze na której jest ograniczenie do 90 km/h to ustalasz
                  sobie potrzebny do przejechania trasy limit w sposób, który te ograniczenia
                  bierze pod uwagę. I wtedy jesteś rozsądnym businessmanem. Nie to jesteś idiotą.
                  • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 13:36
                    Hm... u mnie na wsi targ zaczyna sie realnie ok. 8 rano i trwa do 13.00-14.00. Ale to pod Warszawa...

                    Nie tlumacze kretynow! Tlumacze tylko, ze snucie sie za kims, bez mozliwosci wyprzedzenia go powoduje REALNE straty. Od osobistych, po liczone w skali kraju. Czy strate poniesie znienawidzony przez narod biznesmen czy ukochany rolnik lub robotnik (najlepiej gornik) nie ma znaczenia. Straty sa i juz.

                    A zbyt czesto sa to straty w ludziach, ktorym puszczaja nerwy.
                    • bratmarzeny Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 14:23
                      emes-nju napisał:

                      > Nie tlumacze kretynow! Tlumacze tylko, ze snucie sie za kims, bez mozliwosci
                      > wyprzedzenia go powoduje REALNE straty. Od osobistych, po liczone w skali
                      > kraju.

                      Nie inaczej jest w krajach o duzo lepszej infrastrukturze, gdzie korki na
                      autostradach, drogach lokalnych i w miastach kosztuja miliardy.
                      Ale rzucanie sie w obliczu tego zjaiska na oslep pod kola TIRa bo "przewidziany"
                      czas zostanie przekroczony to glownie wschodnioeuropejska specjalnosc.

                      • tbernard Re: ach ci "biznesmeni".... 29.10.05, 19:18
                        > Nie inaczej jest w krajach o duzo lepszej infrastrukturze, gdzie korki na
                        > autostradach, drogach lokalnych i w miastach kosztuja miliardy.
                        > Ale rzucanie sie w obliczu tego zjaiska na oslep pod kola TIRa bo "przewidziany
                        > "
                        > czas zostanie przekroczony to glownie wschodnioeuropejska specjalnosc.

                        Czyli dochodzimy do tego, że dwupasmówka w wielu przypadkach zredukowałaby wiele
                        niebezpiecznych manewrów. Po prostu wyprzedzenie marudera nie wiązałoby się z
                        koniecznością wyskakiwania na część drogi przeznaczoną dla przeciwnego kierunku.
                • bratmarzeny Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 14:19
                  emes-nju napisał:

                  > Jezeli zamiast przewidzianej 1,5 h na targ bedzie jechal 2,5 h, nic nie sprzeda
                  > bo inni beda pierwsi.

                  No dobra.
                  Nie o ilosc "TRACONEGO" "CENNEGO CZASU" zatem idzie a o przewidywalnosc czasu
                  dojazdu? Dobrze zrozumialem?

                  Ponowie moje pytanie: czy w krajach o duzo lepszej infrastrukturze czas
                  przejazdu jest lepiej przewidywalny niz w Polsce? Czy w takich Niemczech albo
                  Szwajcarii jest zupelnie wykluczone, ze biznesmen (albo rolnik) utkwi w korku?

                  Pytam bo wiem, ze i tam sa biznesmeni i rolnicy, ktorzy musza gdzies tam zdazyc
                  ale chlew panuje tylko na naszych drogach.



                  • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 14:30
                    Przewidywalnosc w cywilizowanym kraju jest nieco wieksza niz u nas. Nawet jezeli trafi sie w korek, da sie to "odpracowac" na dluzszej trasie. U nas jak wpadnie sie w jeden korek, to po jego opuszczeniu trafi sie na ciagnik.

                    Nie bez przyczyny zagraniczni inwestorzy zaczynaja omijac Polske i lokowac sie w krajach, po ktorych da sie jezdzic. I nie chodzi tu wylacznie o autostrady...
                    • bratmarzeny Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 14:46
                      Sorry stary ale tego, co piszesz nie moge traktowac jako argument poniewaz to
                      tylko bardzo watpliwe domniemania a nie fakty. Zbyt czesto sam tkwilem na
                      Zachodzie w korkach w ktorych nic sie nie ruszalo. Wraz ze mna tysiace innych
                      ludzi, w tym biznesmeni i rolnicy.
                      Kilkugodzinnego korka na odcinku, ktory pokonujesz normalnie w godzine nie mozna
                      "odpracowac".

                      Napisales, ze polski biznesmen jest stracony, gdy spozni sie o pol godziny. Czy
                      chcesz nam wmowic, ze na Zachodzie biznesmeni nie spozniaja sie wcale?

                      Inwestorzy omijaja Polske nie tylko ze wzgledu na nedzne drogi. W gorskich
                      rejonach Austrii, Szwajcarii czy Wloch jezdzi sie z duzo nizsza srednia niz w
                      Polsce. 40 km/h to czesto swietna srednia. Byle deszczyk w pazdzierniku lub
                      listopadzie moze unieruchomic cala droge a mimo to w tym rejonie funkcjonuje
                      przemysl i ma sie dobrze.
                      • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 24.10.05, 15:25
                        Wielogodzinny korek na autostradzie nie jest tak nagminny jak jazda z predkoscia bryczki po naszych drogach. I gdyby mozna jeszcze bylo miec pewnosc, ze chociaz te srednia 40 km/h uda sie utrzymac...

                        Fakt. Polgodzine spoznienie nie powoduje z automatu utraty pieniedzy czy kontraktu - sprawe ewidentnie przejaskrawilem dla zwiekszenia dramatyzmu. Bo dramat jest - spoznienie sie biznesmena, to takie pierdniecie na przyjeciu. Jedno jest krepujace, ale kolejne spowoduja, ze juz taki ktos na przyjecie zaproszony nie zostanie. A jak planowac droge skoro 25 km z domu do pracy jade, w zalezniosci od ilosci traktorow/przeladowanych ciezarowek/cieciow malinowych itp, pol godziny albo dwie godziny. W stolicy europejskiego miasta! Jak planowac spotkania i prace? A w skali przedsiebiorstwa: jak planowac produkcje nowoczesnej fabryki, ktora praktycznie nie ma magazynu i opiera sie wylacznie na rytmicznosci i przewidywalnosci dostaw (moja firma tez nie ma magazynu - na ogol trace kontrakt jezeli nieoczekiwane korki spowoduja niemoznosc dostarczenia mi towaru w odpowiednim terminie - nie musze nawet nigdzie jechac)? Problem nie wynika z tego, ze musze jechac wolno, tylko z tego, ze nigdy nie wiem ile czasu mi droga zajmie. Moge planowac z zapasem rzedu 20%. To i tak bardzo duzo. Ale wystarczy JEDEN niemozliwy do wyprzedzenia zawalidroga i nawet 200% bedzie malo.

                        Te nedzne drogi byc moze nie sa najwazniejsze przy wyborze miejsca przez inwestora, ale uwierz mi, ze sa bardzo wazne. Bo przestoje w produkcji sa szalenie kosztowne.
                        • stefan4 Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 08:54
                          emes-nju:
                          > A jak planowac droge skoro 25 km z domu do pracy jade, w zalezniosci od ilosci
                          > traktorow/przeladowanych ciezarowek/cieciow malinowych itp, pol godzi
                          > ny albo dwie godziny. W stolicy europejskiego miasta!

                          A nie macie tam w tej stolicy europejskiego miasta jakiegoś tramwaju albo kolejki?

                          Samochód jest tylko narzędziem. Kiedy narzędzie staje się niedostosowane do
                          zadania, należy zastąpić je innym. Dojazdów z przedmieścia do centrum dużego
                          gęsto zabudowanego miasta nie rozwiąże żaden narodowy program budowy autostrad,
                          bo zbyt dużo trzeba by burzyć. Trzeba przesiąść się na coś nowocześniejszego
                          niż te blaszane puszki na kółkach.

                          - Stefan

                          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                          • vatseq Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 09:02
                            Stefan, nie wiesz, że nie licowałoby to z godnością biznesmana dojeżdżać
                            kolejką/metrem/tramwajem? Ale byłby obciach, gdyby go ktoś zobaczył czekającego
                            na peronie! ;-)

                            vatseq
                            • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 10:30
                              vatseq napisał:

                              > Stefan, nie wiesz, że nie licowałoby to z godnością biznesmana dojeżdżać
                              > kolejką/metrem/tramwajem?


                              Godnosc, godnoscia, ale nie kazdy moze sobie na ten luksus pozwolic. Moj wspolnik mieszka na tyle daleko od Warszawy, ze inaczej nie moze dojechac - gdyby ktos wymyslil STRZEZONE (bezplatne na podstawie biletu) parkingi przy koncowych przystankach (NO PRZECIEZ, ZE NIE METRA!), to moze dojezdzalby do przystanku i przesiadalby sie do komunikacji. Teraz za nic nie zostawi samochodu przy peryferyjnych przystankach! Ja dla odmiany zrobilem kiedys eksperyment jak mialem auto w naprawie - droga do domu zajela mi ok. godz. 18.30 poltorej godziny (autem ok. 30-45 min.), za to z domu do pracy (na 9.00) ponad dwie godziny. Wychodzi, ze w komunikacji spedzalbym dziennie ok. polowy dniowki Polaka etatowca, z ta jednak roznica, ze dosc rzadko udaje mi sie wyjsc z pracy o czasie - zwykle pracuje 10-14 godzin. Jak doda sie do tego 3-4 godziny w komunikacji, malo czasu na sen zostaje! O takich drobiazgach jak spora szansa na dostanie w leb na przystankach (mam dwie przesiadki) i w pociagu podmiejskim nie wspominam.

                              Warszawa to wielkie miasto bez jakiejkolwiek SZYBKIEJ komunikacji, ktora moglaby byc alternatywa dla samochodu! A nie kazdy mieszka w centrum lub w jego okolicach - zwykle z wyboru. Za duzy smrod i halas! O horrendalnych cenach takiego luksusu nie wspomne.
                              • stefan4 Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 13:14
                                emes-nju:
                                > gdyby ktos wymyslil STRZEZONE (bezplatne na podstawie biletu) parkingi przy
                                > koncowych przystankach (NO PRZECIEZ, ZE NIE METRA!), to moze dojezdzalby do
                                > przystanku i przesiadalby sie do komunikacji.

                                Świetny pomysł! I w oczywisty sposób tańszy oraz łatwiejszy do zrealizowania
                                niż wprowadzenie dróg szybkiego ruchu ze wszystkich przedmieść wielkiego miasta
                                do jego centrum pomiędzy już istniejącą gęstą zabudowę. To może faktycznie
                                dajmy sobie siana z tymi autostradami i zamiast tego dopominajmy się o często
                                kursujące kolejki dojazdowe oraz o duże parkingi przy ich podmiejskich stacjach?

                                Dla biznesmenów możnaby (za specjalną dopłatą do biletu) wydzielić specjalne
                                wagony z fotelami samochodowymi, atrapami kierownic i atrapą licznika, na której
                                strzałka pokazuje duże prędkości w wyniku naciśnięcia atrapy pedału gazu. Żeby
                                osłodzić im chwile rozstania z ich ukochanym środkiem dominowania nad otoczeniem.

                                - Stefan

                                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                                • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 13:29
                                  No popatrz - odezwalem sie, obrzydliwy krwiozerczy biznesmen, a ty kpiny sobie robisz! Nie jest to sensowny pomysl!? Jest sensowny do tego stopnia, ze w funkcjonuje w wielu miejscach na swiecie. A w Polsce nie. Po co? Lepiej nie robic NIC i obdzierac wszystkich ze skory na (jakoby) robienie.

                                  Piszesz o dominowaniu, a jakos nie czuje sie na silach dominowac. Chce robic swoje i nikomu nic nie musze udowadniac (co najwyzej udowadniam, dosc skutecznie, ze lepiej robie to, co robie od innych - nie musze sie w tym celu z nikim scigac!). Taka jest wiekszosc. Od pracobiorcow, po pracodawcow. I ta wlasnie, wydawaloby sie normalna (nie krwiozercza) wiekszosc jezdzi, jak jezdzi... Moze wlasnie dlatego, ze nie bardzo jest po czym jezdzic i taka jest SPOLECZNA reakcja na temat?
                                  • stefan4 Re: ach ci "biznesmeni".... 28.10.05, 00:36
                                    emes-nju:
                                    > No popatrz - odezwalem sie, obrzydliwy krwiozerczy biznesmen, a ty kpiny sobie
                                    > robisz!

                                    Nie, nie robię. Kpina była dalej i z czegoś innego, ale mi się niechcący połączyła.

                                    Ja NAPRAWDĘ i bez kpin uważam, że należy inwestować w transport publiczny,
                                    szczególnie tam, gdzie ludzie mieszkają gęsto, w centrach miast itp. A
                                    samochody wypychać stamtąd na obrzeża.

                                    Twoje 25km w każdą stronę to już trochę zbyt daleko na codzienne dojeżdżanie na
                                    rowerze; ja mam tylko 10 w jedną stronę, to o wiele łatwiej. Ale mógłbyś pewnie
                                    dojeżdżać do najbliższej stacji kolejki, gdyby tam były warunki do przechowania
                                    roweru. Ostatecznie mógłbyś do tej stacji dojeżdżać samochodem. Ale codzienne
                                    przebijanie się spod miasta do centrum jest bezsensem wymuszonym na nas przez
                                    niedowład
                                    • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 28.10.05, 12:05
                                      Gość portalu: reggatta napisał(a):
                                      stefan4 napisał:

                                      > emes-nju:
                                      > > No popatrz - odezwalem sie, obrzydliwy krwiozerczy biznesmen, a ty kpiny
                                      > > sobie robisz!
                                      >
                                      > Ja NAPRAWDĘ i bez kpin uważam, że należy inwestować w transport publiczny,
                                      > szczególnie tam, gdzie ludzie mieszkają gęsto, w centrach miast itp. A
                                      > samochody wypychać stamtąd na obrzeża.


                                      Tez tak uwazam! Pierwszym i dosc skutecznym krokiem bylo wprowadzenie oplat za parkowanie - w godzinach pracy da sie po centrum Warszawy jezdzic. Tylko, ze mialo byc pieknie, a wyszlo jak zwykle - brak jakichkolwiek (chociaz przyspieszonych) obwodnic powoduje gigantyczne korki w godzinach szczytu. Powoduja je jadacy PRZEZ centrum do pracy i z pracy. Bo objechac sie tego centrum nie bardzo da...


                                      > Twoje 25km w każdą stronę to już trochę zbyt daleko na codzienne dojeżdżanie
                                      > na rowerze; ja mam tylko 10 w jedną stronę, to o wiele łatwiej.


                                      Przed przeprowadzka jezdzilem 18,5 km w jedna strone - 25 km to nie problem :-)


                                      > Ale mógłbyś
                                      > pewnie dojeżdżać do najbliższej stacji kolejki, gdyby tam były warunki do
                                      > przechowania roweru. Ostatecznie mógłbyś do tej stacji dojeżdżać samochodem.
                                      > Ale codzienne przebijanie się spod miasta do centrum jest bezsensem
                                      > wymuszonym na nas przez niedowład
                                • wujaszek.wania Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 22:11
                                  > Świetny pomysł! I w oczywisty sposób tańszy oraz łatwiejszy do zrealizowania
                                  > niż wprowadzenie dróg szybkiego ruchu ze wszystkich przedmieść wielkiego miasta
                                  > do jego centrum pomiędzy już istniejącą gęstą zabudowę. To może faktycznie
                                  > dajmy sobie siana z tymi autostradami i zamiast tego dopominajmy się o często
                                  > kursujące kolejki dojazdowe oraz o duże parkingi przy ich podmiejskich stacjach

                                  Stefanku, a słyszałeś o czymś takim jak "park&ride" funkcjonującym świetnie w wielkich aglomeracjach i megalopoliach USA, światowej ojczyzny automobilu? Nie? To nie ośmieszaj się. Mam nadzieję, że nei jesteś z Gdańska, bo to moje ukochane miasto i trzęsie mnie, jak czytam jakieś przygłupie wypowiedzi znad morza. I bez ciebie 3miasto ma sporo oszołomów...
                                  • stefan4 Re: ach ci "biznesmeni".... 28.10.05, 00:46
                                    wujaszek.wania:
                                    > Stefanku, a słyszałeś o czymś takim jak "park&ride"

                                    Słyszałem.

                                    wujaszek.wania:
                                    > funkcjonującym świetnie w wielkich aglomeracjach i megalopoliach USA,
                                    > światowej ojczyzny automobilu?

                                    W USA?! Nie, tam nie słyszałem i nie widziałem, chociaż wypatrywałem gały, jak
                                    mogłem. To świetnie funkcjonuje w Europie.

                                    wujaszek.wania:
                                    > To nie ośmieszaj się.

                                    Dobrze, Wujaszku. Od nowego tygodnia przestanę. Albo od nowego roku.

                                    wujaszek.wania:
                                    > Mam nadzieję, że nei jesteś z Gdańska

                                    Wcelowałeś! Z Zaspy.

                                    wujaszek.wania:
                                    > bo to moje ukochane miasto i trzęsie mnie

                                    To zrób sobie gorącej herbatki z sokiem malinowym i pójdź do łóżeczka, zamiast
                                    walić w klawisze. I w ogóle uważaj na siebie, Wujaszku.

                                    wujaszek.wania:
                                    > I bez ciebie 3miasto ma sporo oszołomów...

                                    Miało. Ale pojechali rządzić w stolicy i mamy nadzieję, ze już nie wrócą.

                                    - Stefan

                                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                          • Gość: Spider Taa, a towar pod pachę albo jak mongoł na stadion. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.05, 10:07
                            Trzeba wziąć torbę na kółkach i zasuwać 10km piechotą. Nic nie usprawiedliwia
                            syfu na naszych drogach i zawalidrogi typu "Facet" co to pisze, że będzie
                            jechał 40km/h za dźwigiem. Wtedy to już nie 2h z hakiem, ale cały dzień do
                            tyłu, bo ile takich kursów jesteś w stanie zrobić?
                    • vatseq Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 08:37
                      emes-nju napisał:

                      > Przewidywalnosc w cywilizowanym kraju jest nieco wieksza niz u nas. Nawet jezel
                      > i trafi sie w korek, da sie to "odpracowac" na dluzszej trasie. U nas jak wpadn
                      > ie sie w jeden korek, to po jego opuszczeniu trafi sie na ciagnik.
                      >

                      I tu doszliśmy do sedna: NIE można planować drogi z założeniem jazdy z
                      prędkością średnią 60km/h (realna średnia na drogach jednojezdniowych - 90 km/h
                      - ze średnią ilością terenu zabudowanego - 50 km/h) - z definicji mamy po drodze
                      dźwigi, ciągniki, kombajny itp, co oznacza realną średnią 40 km/h. Kropka.
                      Biznesman MUSI tak liczyć czas dojazdu, a nie maksymalne dozwolone prędkości!
                      Jeśli jego czas jest zbyt cenny, to niech kupi sobie samolot lub śmigłowiec.

                      vatseq
                      • emes-nju Re: ach ci "biznesmeni".... 27.10.05, 11:05
                        vatseq napisał:

                        > NIE można planować drogi z założeniem jazdy z prędkością średnią 60km/h
                        > (realna średnia na drogach jednojezdniowych - 90 km/h - ze średnią ilością
                        > terenu zabudowanego - 50 km/h) - z definicji mamy po drodze
                        > dźwigi, ciągniki, kombajny itp, co oznacza realną średnią 40 km/h. Kropka.


                        No wlasnie...


                        > Biznesman MUSI tak liczyć czas dojazdu, a nie maksymalne dozwolone prędkości!


                        Sliczna teoria. Tylko kiedy ma pracowac?!


                        > Jeśli jego czas jest zbyt cenny, to niech kupi sobie samolot lub śmigłowiec.


                        Teraz dales do pieca! Zauwaz, ze biznesmenem jest niejaki Jan Kulczyk (on smiglowiec ma) jak i anonimowy Jan Kowalski, ktory byc moze ma szanse na smiglowiec zarobic, ale musi miec kiedy. Jezeli polowe zycia bedzie spedzal na jezdzie z predkoscia bryczki (patrzac jak konkurenja go wyprzedza), nie zarobi na sznurowadla. Nie tlumacze oczywiscie zachowan kretynskich, niebezpiecznych itp. Wiem jednak z wlasnego doswiadczenia, ze nie da sie prowadzic biznesu z zalozeniem, ze na dojazd dokadkolwiek trzeba marnowac CALY dzien (cale szczescie, ze stosunkowo niewiele jezdze w interesach i mam ten luksus, z moge planowac z wyprzedzeniem - ale kilka kontraktow przeszlo mi kolo nosa bo np. nie dostalem na czas zamowionego towaru). Przepisowy przejazd, w godzinach szczytu, z jednego konca Warszawy, na drugi i z powrotem moze zajac nawet 3-4 godziny. Skoro nie ma jakichkolwiek logicznych ciagow komunikacyjnych zlozonych z drog o przyspieszonym ruchu, robi sie takie drogi we wlasnym zakresie - czas przejazdu da sie wtedy znacznie skrocic bo przeciez nie cala droge stoi sie w korku. Niesty wyjscia sa dwa - albo zamorzysz swoje dzieci glodem, bo szybsi wygrywaja, albo ryzykujesz wypadek. Wez pod uwage rowniez to, ze jezeli biznesmen bedzie swiety na drodze, da sie wszystkim wyprzedzic, to, z mocy prawa, nie przysluguje mu nawet zasilek dla bezrobotnych jak zbankrutuje! Z tego wynika smutna konkluzja, ze dla wlasnej rodziny wiecej jest wart przesiebiorca szybki, dynamiczny i, niestety, ryzykujacy wiecej niz pieniadze, za to dobrze ubezpieczony na zycie! Dopoki zyje, daje rodzinie srodki na utrzymanie. Jak zginie tez. Gorzej jezeli przezyje, ale zbanrutuje. Nie wierz w mity o bankructwach, po ktorych "biznesmen" wyprowadza sie do raju podatkowego - ZDECYDOWNA wiekszosc wyprowadza sie "pod most". Bo jestesmy i spoleczenstwem i biznesem na dorobku (naprawde bogatych jest garstka i to glownie tych z politycznymi powiazaniami). A jak dorobek to i patologie. Patologie konserwowane przez waaadze we wszystkich dziedzinach - od chorego, antyrozwojowego, systemu podatkowego, po uniemozliwienie szybkiego zalatwiania interesow z powodu braku drog. Nie uwazam, ze autostrady sa pacaneum na kaca, ale ludzie jezdza nie tylko na wakacje (wtedy moga jechac wolniej) - przede wszystkim jezdza w interesach. Tych za 100 zl i za 100 000 000 zl. ZAWSZE szybszy (albo "tylko" punktualny") zwycieza. Smutne, ale prawdziwe.
                      • knurszczur To co piszecie to brednie 27.10.05, 11:23
                        Czy wy wogóle macie ludzie pojęcie o czym piszecie? Przecież z tego jawnie
                        wynika że wy chcecie aby gospodarkę dostosowywać (mówiąc wprost hamować) do
                        stanu dróg w Polsce, a nie na odwrót. Typowe podejście dla wyborców Pisu na
                        przykład. Drogi w Polsce są fatalne i zatłoczone, to najlepiej nic nie robić z
                        nimi tylko nakazać ograniczenie prędkości do 30km/h, a wszystkie drogi oznaczyć
                        powdójną ciągłą, natomiast ci co się spieszą to pod sąd.
                        Prawda jest taka, że kraj się rozwija. W ciągu półtora roku przybyło ponad
                        milion samochodów. Aby się rozwijać, trzeba jeździć, załatwiać, kupować,
                        sprzedawać. Wielokrotnie już tutaj pisałem o podręcznikowych przykładach: jak
                        kierowca ciężarówki ma zarabiać na chleb, jeżeli ma do przejechania w 8h
                        dystans, powiedzmy Gliwice - Szczecin. Zero odcinków drogi dwupasmowej, same
                        wiochy po drodze i nawaleni rowerzyści. A to 8h zdeterminowane jest tym, że
                        klient którego obsługuje logistycznie, przygotowuje towar do odbioru w
                        Gliwicach, a następnie ten towar ma być załadowany na statek w Szczecinie za
                        9h. No i co teraz niedzielni kierowcy??? Producentowi karzecie wyprodukować
                        dzień wcześniej a tankowcowi poczekać w porcie??? To bzdura. Powodem wypadków
                        są fatalne drogi, ponieważ przytoczony przeze mnie kierowca tira po kilku
                        godzinach jazdy za traktorami, maluchami, koparkami straci cierpliwość i
                        zacznie świrować na drodze. Nie będę się tutaj rozpisywał o kierowcach, którzy
                        mają terminy i muszą przejechać całą Polskę z zachodu na wschód. 600km pseudo
                        dróg. O przedstawicielach handlowych, którzy dziennie muszą obskoczyć teren
                        1000km kwadratowych i zaliczyć 30 punktów sprzedaży detalicznej.
                        Wypadki mają miejsce ponieważ sfrustrowani ludzie, którzy żyją z jazdy autem
                        zaczynają wariować na drodze. I ludzi się nie zmieni, ponieważ jeżeli ktoś ma
                        do wyboru łamanie przepisów lub bezrobocie, wiadomo co wybierze. W biznesie nie
                        ma mowy o anielskim spokoju i nadmiarze wolnego czasu.
                        I jeżeli ktoś ma do pokonania te 600km w kilka godzin, to biorąc pod uwagę
                        frustrację a do tego zmęczenie, to wtedy nie myśli racjonalnie i zaczyna robić
                        głupoty. I tego nic nie zmieni. A tym, którym się wydaje że zmienić to można,
                        to zapraszam do fanklubu Kaczyńskch i Giertycha - oni wyznają
                        zasadę "dostosować obywateli do wymogów państwa".
                        • emes-nju Re: To co piszecie to brednie 27.10.05, 12:28
                          knurszczur napisał:

                          > A tym, którym się wydaje że zmienić to można,
                          > to zapraszam do fanklubu Kaczyńskch i Giertycha - oni wyznają
                          > zasadę "dostosować obywateli do wymogów państwa".


                          Raczej dostosowac obywateli do szalenie kosztownej indolencji panstwa.
                        • wujaszek.wania Re: To co piszecie to brednie 27.10.05, 22:22
                          O ile ogólnie się z tobą zgadzam, tu chyba walnąłeś lapsa:

                          >O przedstawicielach handlowych, którzy dziennie muszą obskoczyć teren
                          > 1000km kwadratowych i zaliczyć 30 punktów sprzedaży detalicznej.

                          Już nawet gdzie indziej to wklejałeś, ale nie chciało mi się komentować. Czy na pewno chodzi ci o 1000 km2? To kwadrat o boku ok. 31,5 km. W jeden dzień objechać taki obszar powinno się dać, a tym bardziej zaliczyć 30 punktów na takich trasach. Może chodziło ci o jakieś większe tereny?
                      • Gość: rafvonthorn Nie rozumiesz, że nie każdy biznesmen to Kulczyk? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 12:33
                        Ja zatrudniam 15 osób i każda z nich dostaje większą wypłaty, niż ja sobie mogę
                        pozwolić wyciągnąć z firmy. Literalnie ludzie pracujący w mojej firmie (handel)
                        zarabiają więcej niż ja. To skąd na helikopter? Rydzyk się swoim podzieli?
                        Łatwo Wam tak gadać na etacie- firma padnie to znajdziecie inną robotę, a jakby
                        co, to ja na bruk trafię i to z ogromnymi długami na rzecz hipermarketów i
                        ZUSu. Niech Wam Kaczyński z Lepperem i Giertychem dadzą pracę. Ludzie się
                        zabijają na drogach, bo drogi są sprzed lat, a samochodów przybywa.
                        • Gość: rafvonthorn pozdrawiam emes-nju i knurszczur, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 12:38
                          liberalnie, a nie solidarnie, Rafał.
                        • mbishop Co chcesz od Kulczyka? 27.10.05, 16:36
                          Gość portalu: rafvonthorn napisał(a):

                          > Ja zatrudniam 15 osób

                          Kulczyk zatrudnia więcej :)
                          I nic mu jeszcze nie udowodniono (ba, nawet zarzutów nie ma!). Więc dlaczego i
                          jemu nie należy się też szacunek? Ja go szanuję.

                          i każda z nich dostaje większą wypłaty, niż ja sobie mogę
                          >
                          > pozwolić wyciągnąć z firmy. Literalnie ludzie pracujący w mojej firmie (handel)
                          >
                          > zarabiają więcej niż ja. To skąd na helikopter? Rydzyk się swoim podzieli?
                          > Łatwo Wam tak gadać na etacie- firma padnie to znajdziecie inną robotę, a jakby
                          >
                          > co, to ja na bruk trafię i to z ogromnymi długami na rzecz hipermarketów i
                          > ZUSu. Niech Wam Kaczyński z Lepperem i Giertychem dadzą pracę. Ludzie się
                          > zabijają na drogach, bo drogi są sprzed lat, a samochodów przybywa.
                          • rafvonthorn oj, nie pojąłeś, albo źle napisałem 27.10.05, 16:39
                            Wypirając się bycia Kulczykiem jedynie chciałem uzmysłowić czytelnikom, że nie
                            mam kasy. Daję pracę 15 osobom, a jeżdżę starym golfem dwójką. Nie każdy
                            biznesmen ukrywa sejfy.
            • Gość: kierowca od 72r Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupo IP: *.aster.pl / *.aster.pl 27.10.05, 08:02
              jesteś rozczulający.BYZMEZMEN jest nie tylko ponad prawem ale i
              nieśmiertelny!!!!!Jego czas jest ważniejszy niz moje(i tabuna innych ludzi na
              drodze)życie.On się spieszy,JEMU wolno.Reszta sp....iesznie się ma usunąć z
              drogi bo "jadzie jaśniepanisko".Zmarnuje SWÓJ CENNY CZAS.A mój???Mój to on ma
              tam gdzie ja jego.Nie ma czasu???/Ja mam dwa,to się z nim podzielę.
              Jeżdzę samochodem od dość dawna i to raczej sporo.Ile przejechałem???nie mam
              pojecia.Kto by liczył po pierwszym milionie kilometrów.Jeżdże szybko.Ale tylko
              tak szybko,zeby nie miec kłopotów.Nie znaczy to ze nie miałem stłuczek.Miałem.I
              zawsze to było z głupoty:mojej albo innych.Bo rozpedzić samochód potrafi każdy
              idiota.Zachamować PREZED przeszkodą już nie.Trzeba doświadczenia i
              wyobraźni.Żadne ABS-y,kontrola trakcji i zimowe opony nie ominą praw fizyki.
              Warunki drogowe są takie jakie są.Dotyczą wszystkich.W samochodzie przed który
              będziesz się chciał władowac moze będę siedział ja.Stoję grzecznie w korku,ty
              podjeżdzasz z boku widząc że jest ten korek(to tak n.t. Siekierkowskiej)i
              chcesz się władowac przede mnie i innych którzy grzecznie swoje odstali.I
              chcesz żebym cię wpuścił.Ale nie-podnosząc rękę w geście prośby,o nie.To się
              tobie nalezy,bo ty jesteś BYZMEZZMEN.A ja to co???Dla ciebie nic,zero.Ja i ci
              wszyscy ludzie którzy spokojnie czekają na swoją kolej.Jesteś coraz bardziej
              wsciekły bo tam podpisanie umowy a ciebie nie ma.Mogą uznac że jesteś niegodny
              zaufania i podpiszą z kimś innym....NO WŁAŚNIE: z kimś podpiszą.Podatki będą,a
              ty JESTEŚ niegodny zaufania.Bo jeśli dziś nie zdążyłeś to znaczy że kiedy
              bedziesz miał wykonac pracę też nie zdążysz.I tyle.Nie mogłeś wcześniej
              wyjechać???Mogłeś.Masz sekretarkę.Nie masz???To co z ciebie za BYZMEZMEN????
              Masz telefon.Zadzwoń i usprawiedliw się:,,jestem w korku chyba wypadek albo
              film kręcą".Wyżej nerek nie podskoczysz.
              Takim,,młodym jurnym" wydaje się że WAS to nie dotyczy.Wytresowano was na
              samozadowolenie i zawyżone poczucie własnej wartości.A takich jak ty jest
              wielu.I kazdy ,,jest lepszy".Ano-nie jest.Czego przykładem wypadki i śmierć
              wielu znanych osób.Ten BYZMEZMEN o którym pisesz będzie następny.Może to TY????
            • vatseq Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupo 27.10.05, 08:28
              Znajomy biznesman przeszedł do trzeciego wymiaru - już się nie spóźnia od czasu,
              gdy kupił sobie awionetkę i lata sobie nad zatłoczonymi drogami :-)
              Jeśli biznesman taki ważny i tyle zarabia, że z jego podatku żyje kilku
              bezrobotnych, to stać go na kupienie samolotu - będzie jeszcze szybciej się
              przemieszczał niż po najlepszej autostradzie!

              vatseq
              • emes-nju Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupo 27.10.05, 13:22
                vatseq napisał:

                > Jeśli biznesman taki ważny i tyle zarabia, że z jego podatku żyje kilku
                > bezrobotnych, to stać go na kupienie samolotu


                Nie. KAZDY (drobny) biznesmen w Polsce placi ZUS (a co to innego jak nie podatek?) w wysokosci ok. 900 zl miesiecznie - nie ma znaczenia czy zarabia czy nie. Jezeli zarabia, placi 22% VAT i 19% PDOF. Czyli ok. 40% wartosci brutto faktury laduje na panstwowym smietnisku (i nie ma znaczenia czy zanosze te pieniadze ja, czy kontrachent, od ktorego kupuje towar i wciagam to w koszty - w koncowym rozrachunku tak to wyglada). I laduje czy biznesmen zarobi, czy nie bo w Polsce podatki placi sie od wystawionej, a nie od zaplaconej faktury. Reasumujac: biznesmenik przynoszacy do domu, powiedzmy, 3000 zl (zdecydowana wiekszosc, z 2 mln polskich przedsiebiorcow, mniej!) w formie podatkow i parapodatkow oddaje panstwu prawie drugie tyle. To wystarczyloby na utrzymanie kilku ludzi, ale nie wystarcza bo system kosztuje tyle, ze z trudem starcza na jednego.
            • Gość: Azjael666 Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupo IP: *.cl.ad / 195.205.192.* 27.10.05, 09:24
              Skoro ten biznesmen "swoimi podatkami utrzymuje, byc moze, kilka osob", to
              jeśli jest to "Madry biznesmen", to będzie wiedział, że sątzw. przypadki losowe
              i jeśli kontrakt jest wybitnie ważny, to... poleci helikopterkiem (albo
              samolotem).
              A jak jest trendy, to całą transakcję sfinalizuje elektonicznie :)
              • emes-nju Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków - glupo 27.10.05, 13:33
                Polski, Niemiecki, Szwajcarski biznesmen dosc rzadko jest szejkiem albo Janem Kulczykiem. Mu ciezko pracujemy. W Polsce glownie na rzadowe, nie prywatne helikoptery.

                Kolejny teoretyk. Druty sa za cienkie, zeby po nich dostarczyc mi do firmy towar! Sa tez za cienkie, zeby ten towar dotarl do odbiorcy - NA CZAS! A w swietle PRAKTYKI polskiego prawa jezeli nie ma PODPISANEGO papieru, to NIC nie ma! To tak w temacie bycia trendy...
      • Gość: Spider Oj facet ty to jesteś zagrożenie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.05, 09:59
        Nie chiałbym spotkać Cię na drodze. Tacy jak Ty stanowią zagrożenie na drodze.
        Jazda z prędkością 40 na godzinę przez 100 km? Ty chyba jakiś robot jesteś.
        Przy tej prędkości człowiek usypia po 1h. Takie zachowanie prowokuje innych do
        wyprzedzania i stwarza poważne zagrożenie na drodze.
    • rapid130 Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 24.10.05, 14:16
      Rob vs. Reggatta

      Oboje macie sporo racji, ale przedstawiacie skrajne punkty widzenia.
      A prawda leży pośrodku. I można do usr*nej śmierci dyskutować, do której strony
      prawdzie bliżej.

      Przyczyny wypadków dzielą się na pośrednie i bezpośrednie.
      Policja, statystyki, spece od BRD odnotowują tylko przyczyny bezpośrednie.
      Bo na dogłębne badanie konkretnych wypadków albo nie mają czasu, albo nie mają
      ochoty, albo jednego i drugiego.

      Nikt nie ujmuje w statystykach przyczyn pośrednich, które czasem są decydujące.
      Tzn. często od nich zaczyna się fatalny ciąg przyczynowo-skutkowy, efekt
      domina, który kończy się wypadkiem.

      > Czas wreszcie sobie powiedzieć, że przyczyną ogromnej większości powaznych
      > wypadków jest stan dróg w Polsce.

      Zły stan dróg w Polsce bardzo często bywa pośrednią przyczyną wypadków, ale nie
      pokuszę się, żeby określić ilu procent.

      Jazda po wąskiej, zatłocznej drodze (bo nie 2-pasmowej), co chwile rzucającej
      po koła pułapki (dziury, słabe oznakowanie, źle wyprofilowane zakręty), w
      nerwowym ruchu innych pojazdów MĘCZY, NIECIERPLIWI, ZŁOŚCI. Tym samym prowokuje
      KAŻDEGO kierowcę do kretyńskich zachowań. Tak rodzą się zaskakująco debilne
      pomysły, które potem stają się bezpośrednimi przyczynami wypadków! To że nie ma
      totalnego pogromu na drogach, to zasługa tylko tych posiadaczy praw jazdy,
      którzy potrafią utrzymać nerwy na wodzy.

      Często widzę na tym forum stwierdzenia, że modernizacja dróg poprawiająca
      przepustowość i PŁYNNOŚĆ RUCHU, pozwalająca w efekcie na szybszą jazdę, da
      tylko pogorszenie bezpieczeństwa, bo piraci się rozzuchwalą.
      Bzdura! Stara prawda mówi, że gdy cham wejdzie na salony, stara zachowywać się
      po pańsku.

      Piraci drogowi byli, są i będą.
      Ale w rzeczywistości stanowią najwyżej kilka procent populacji kierowców.

      Reszta jeździ generalnie rozsądnie, po bożemu, co najwyżej lekko naginając
      przepisy (na co przymyka się oko, do pewnego stopnia, w większości krajów
      Europy!).

      I tylko czasem popełniają fatalne błędy.
      Te błędy biorą się z niedouczenia, z braku umiejętności, ale najczęściej
      wskutek własnej niecierpliwości. Gdyby tylko były lepsze drogi, cierpliwość i
      wytrzymałość psychiczna tych normalnych kierowców nie byłaby wystawiana na tak
      ciężkie próby jak teraz. Jeździłoby się spokojniej, płynniej, bezpieczniej, w
      nieporównywalnie zdrowszej atmosferze, która jest wciąż niedocenianym
      czynnikiem wpływającym na poziom bezpieczeństwa.
      • reggatta Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 24.10.05, 14:41
        Rajt. Zdaję sobie sprawę, że zająłem skrajne pozycje. Chodzi mi o to, że
        wdawanie się w subtelności w sytuacji, gdy czytam iz największym problemem dla
        bezpieczeństwa są kierowcy jeżdżący przepisowo, wydaje mi się mało czytelne.
        Myślę, że w Polsce potrzeba generalnej zmiany mentanlności kierowców. A do tego
        potrzeba paru gorzkich słów. Nie jesteśmy najlepszymi kierowcami, bo się
        hartujemy na złych drogach. Wielu z nas mimo, iż mówi o swoim wieloletnim
        doświadczeniu za kółkiem, w życiu nie miała do czynienia z sytuacją ekstremalną
        i nie wyprowadzała z takiej swojego samochodu. W związku z czym, nie powinna
        mówić o swoich doskonałych umiejętnościach.
        Kolejny mit - refleks. W samochodzie refleks odgrywa znaczenie minimalne. Przy
        prędkości 150/h czas reakcji ma znaczenie żadne! Podstawowe ma prędkość! Czas
        reakcji to ułamki sekundy, rozpoczęcie hamowania nie zaczyna się w momencie
        naciśnięcia nogi na hamulec, ale wiele wiele później! Kilkadziesiąt metrów
        później. I takich mitów jest miliard. Prosta droga i słoneczna pogoda. Można
        więc nacisnąć. Tyle tylko, że zapominamy o zwierzętach, które lubią sobie wybiec
        przed samą maskę. Zwykły pies, potrącony przy prędkości ponad 100/h jest zaporą
        o którą można roztrzasakać cały samochód!
        Dlatego mówię ze skrajnej pozycji. Bo musi to dotrzeć do głowy każdego - wyżej
        dupy nie podskoczysz.
        • bratmarzeny Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 24.10.05, 14:51
          Masz absolutna racje. Chrzanienie o "refleksie" i "umiejetnosciach" pasuje do
          gownierzy, ktorych niestety jest cala masa na naszych drogach.
          O plynnosci i bezpieczenstwie na drogach decyduja nie takie umiejetnosci jak
          "refleks" i spektakularne branie zakretow a umiejetnosc wspolpracy kierowcow,
          wzajemny respekt.
          Zamiast tego na naszych drogach panuje wojna gownierzy, w ktorej kazdy chce
          "wycwanic" kazdego i mu "pokazac" jaki z niego gieroj.
          Skutki sa takie, ze wycwanieni jestesmy wszyscy.
        • vatseq Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 08:57
          reggatta napisał:

          > Kolejny mit - refleks. W samochodzie refleks odgrywa znaczenie minimalne. Przy
          > prędkości 150/h czas reakcji ma znaczenie żadne! Podstawowe ma prędkość! Czas
          > reakcji to ułamki sekundy, rozpoczęcie hamowania nie zaczyna się w momencie
          > naciśnięcia nogi na hamulec, ale wiele wiele później! Kilkadziesiąt metrów
          > później. I takich mitów jest miliard. Prosta droga i słoneczna pogoda. Można
          > więc nacisnąć. Tyle tylko, że zapominamy o zwierzętach, które lubią sobie wybie
          > c
          > przed samą maskę. Zwykły pies, potrącony przy prędkości ponad 100/h jest zaporą
          > o którą można roztrzasakać cały samochód!


          Dokładnie tak! Ale stada takich napaleńców, jak czasem tu się udzielający
          swan_ganz (albo ganz_swan - nie pamiętam nicka) o tym nie wiedzą.

          Problem polega nie na refleksie, tylko na umiejętności PRZEWIDYWANIA
          potencjalnych zagrożeń i dostosowania sposobu jazdy do nich. Na autostradzie
          mogę założyć z prawdopodobieństwem sięgającym pewności, że mi zwierz nie wskoczy
          pod koła (chociaż kolega na A4 rozjechał zająca - zderzak, lampa p-mgielna,
          czyszczenie podwozia z flaków), na zwykłej drodze, zwłaszcza w lesie rośnie
          prawdopodobieństwo zdarzenia przeciwnego = zwierz na jezdni. Muszę to uwzględnić
          w sposobie jazdy i tyle. 150 na takiej lokalnej drodze, zwłaszcza w lesie, to
          kretyństwo.

          Przewidywania nie uczą - to kwestia 1. doświadczenia, 2. inteligencji kierowcy.

          vatseq
    • Gość: gp Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: *.mofnet.gov.pl 27.10.05, 07:15
      Czas sobie wreszzcie powiedzieć, że chocby zbudowano 100000 km autostrad, to i
      tak samochodów będzie cały czas przybywać i przybywać, drogi będą tak samo
      zatłoczone i niebezpieczne, takie same świry b ędąjeździć 200 km/h, kosić
      słupki, łamać dewa i zabijając normalnych kierowców i przechodniów. Jedyna
      wyjście to budowa nowoczesnych linii kolejowych, po któryhc będą jeździć
      szybkie pociągi, osiągające 300 km/h, dzięki którym podróż bęzie szybsza niż
      samochodem i o wiele bezpieczniejsza.
      • vatseq Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 09:01
        Masz rację w dużym stopniu. Problem w tym, że do Koziej Wólki szybkim pociągiem
        nie dojedziesz :-(

        Ale generalnie mechanizm taki zadziałałby: znajomy architekt we Francji, gdy
        jedzie z Paryża do Dijon, to nie wsiada do swojego Peugeota 607, tylko kupuje
        bilet na TGV (szybki pociąg) i ma: szybki przejazd, spokój, miłą obsługę i może
        w tym czasie popracować/zdrzemnąć się do wyboru, a na miejscu jest rześki i
        wypoczęty.

        vatseq
    • bloczek4 Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 27.10.05, 07:48
      Powiedział mniej więcej coś takiego: dajemy sobie w Austrii spokój z rozbudową
      autostrad. Każdy nowy odcinek w chwili oddania do użytku jest już za mało
      przepustowy, nie ma mowy, żeby nadążyć za wzrostem ruchu samochodowego. Po
      prostu trzeba coś zrobić z ruchem samochodowym. I zrobili. Regulacje prawne i
      podatkowe są takie, że taniej wychodzi tranzyt koleją, a podróż środkami
      komunikacji publicznej.
      • bratmarzeny Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 27.10.05, 09:31
        W Szwajcarii juz od lat coraz wiecej ludzi rezygnuje z samochodu. Moga sobie na
        to pozwolic juz wiele lat temu postawili na rozbudowe perfekcyjnie
        funkcjonujacych polaczen autobusowych i kolejowych i maja zupelnie inna mentalnosc.

        Dla szwajcarskiego biznesmena korzystanie z koleji i roweru jest cool bo w
        pociagu moze wykorzystac optymalnie czas (wypoczywajac lub pracujac) a na
        rowerze zadbac o swoje zdrowie. W obu przypadkach robi tez cos dla swojego kraju
        (srodowiska).

        Na wschodzie Europy takie myslenie jeszcze dlugo bedzie abstrakcja. "Bryka" i
        "szpan" to centralne atrybuty "biznjesmjenow".
        • Gość: rafvonthorn A gdzie pracujesz, bracie marzeny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 12:47
          Bo najprawdopodobniej płaci Ci byznesmen, który nie bał się podjąć ryzyka (w
          tym kraju olbrzymiego) i robi coś ze swoim życiem, coś buduje, przy okazji
          dając Ci pracę. Nie chodzi mi o nadmierny szacunek, ale skąd ta pogarda dla
          ludzi, którzy poświęcają swoje bezpieczeństwo aby coś w życiu osiągnąć?
          • jureek Re: A gdzie pracujesz, bracie marzeny? 27.10.05, 14:27
            Gdyby tylko swoje bezpieczeństwo poświęcali, nie byłoby problemu. Ale ryzykowne
            wyprzedzanie to ryzyko nie tylko dla wyprzedzanego.
            Jura
            • bratmarzeny Re: A gdzie pracujesz, bracie marzeny? 27.10.05, 14:35
              jureek napisał:

              > Gdyby tylko swoje bezpieczeństwo poświęcali, nie byłoby problemu. Ale ryzykowne
              > wyprzedzanie to ryzyko nie tylko dla wyprzedzanego.

              Slusznie!
          • bratmarzeny nikogo to tutaj nie powinno obchodzic 27.10.05, 14:34
            Gość portalu: rafvonthorn napisał(a):

            > Bo najprawdopodobniej płaci Ci byznesmen,

            Najprawdopodobniej to ty nie rozumiesz, ze identyfikowanie sie z jakas grupa nie
            wyklucza jej krytyki, jesli to jest uzasadnione.

            > który nie bał się podjąć ryzyka (w
            > tym kraju olbrzymiego) i robi coś ze swoim życiem, coś buduje, przy okazji
            > dając Ci pracę.

            Oooo Jezu! "Zywia y bronia"

            > Nie chodzi mi o nadmierny szacunek, ale skąd ta pogarda dla
            > ludzi, którzy poświęcają swoje bezpieczeństwo aby coś w życiu osiągnąć?

            Po pierwsze pogarda nie darze KAZDEGO biznesmena ale duza (bardzo duza jej
            czesc), ktora niestety w naszym kraju zasluguje tylko na miano buraka.
            Vide - zachowanie na drodze i nie tylko.

            Po drugie. Jesli ktos na drodze "poswieca bezpieczenstwo" (aby cos osiagnac!!!)
            to "poswieca" nie tylko wlasne ale rowniez i cudze.
        • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 27.10.05, 13:03
          bratmarzeny napisał:

          > W Szwajcarii juz od lat coraz wiecej ludzi rezygnuje z samochodu. Moga sobie
          > na to pozwolic juz wiele lat temu postawili na rozbudowe perfekcyjnie
          > funkcjonujacych polaczen autobusowych i kolejowych i maja zupelnie inna
          > mentalnosc.


          Maja moze inna mentalnosc, ale maja tez to czego my nie mamy - infrastrukture pozwalajaca wybrac czym jechac: autobusem, kolejka, rowerem...


          > Dla szwajcarskiego biznesmena korzystanie z koleji i roweru jest cool bo w
          > pociagu moze wykorzystac optymalnie czas (wypoczywajac lub pracujac) a na
          > rowerze zadbac o swoje zdrowie. W obu przypadkach robi tez cos dla swojego
          > kraju (srodowiska).


          Moze cie zdziwie, ale jako biznesmen, dopoki moglem, jezdzilem do pracy rowerem. Caly rok! Chocby dlatego, ze dzieki mojej pracy stac mnie na odpowiednie ubrania. Problem w tym, ze teraz przeprowadzilem sie w miejsce, z ktorego do pracy prawie cala droge jechalbym po drogach szybkiego ruchu bez sciezek dla rowerow. Ja, biznesmen, nie decyduje sie na az takie ryzyko!


          > Na wschodzie Europy takie myslenie jeszcze dlugo bedzie abstrakcja. "Bryka" i
          > "szpan" to centralne atrybuty "biznjesmjenow".


          Nie szpan! Zwykle brak jakijekolwiek sensownej alternatywy!

          Skad ta zajadlosc? Z cala pewnoscia nie wynika ona z rzetelnej wiedzy na ten temat - wiedza to raczej wiara w lansowana przez komuszkow teze biznesmen=zlodziej. Warto wierzyc w takie banialuki i samemu nie sprawdzic?
          • bratmarzeny Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 27.10.05, 14:39
            emes-nju napisał:


            > Moze cie zdziwie, ale jako biznesmen, dopoki moglem, jezdzilem do pracy
            > rowerem. Caly rok!

            W porzadku! Moje uogolnienie nie odnosilo sie do wszystkich biznesmenow a tylko
            do sporej jej czesci. Jesli do niej sie nie zaliczysz, to nie musisz czuc sie
            urazony moim postem.

            > Skad ta zajadlosc? Z cala pewnoscia nie wynika ona z rzetelnej wiedzy na ten
            > temat - wiedza to raczej wiara w lansowana przez komuszkow teze
            > biznesmen=zlodzie

            To tylko (przyznaje) uogolnienie odnoszace sie do duzej ale tylko CZESCI tzw.
            biznesmenow (nie lubie tego slowa) opierajace sie na rzetelnej obserwacji.
            Powtarzam, ze to uogolnienie nie odnosi sie do wszystkich!

            • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 27.10.05, 14:46
              bratmarzeny napisał:

              > emes-nju napisał:
              >
              > > Moze cie zdziwie, ale jako biznesmen, dopoki moglem, jezdzilem do pracy
              > > rowerem. Caly rok!
              >
              > W porzadku! Moje uogolnienie nie odnosilo sie do wszystkich biznesmenow a
              > tylko do sporej jej czesci.


              Nie sporej. Najbardziej widocznej. Przy czym znaczna czesc zakratowanych samochodow powozonych jest przez pracownikow firm. Trudno odroznic firmowy samochod prowadzony przez wlasciciela firmy od reszty.


              > > Skad ta zajadlosc? Z cala pewnoscia nie wynika ona z rzetelnej wiedzy na
              > > ten temat - wiedza to raczej wiara w lansowana przez komuszkow teze
              > > biznesmen=zlodzie
              >
              > To tylko (przyznaje) uogolnienie odnoszace sie do duzej ale tylko CZESCI tzw.
              > biznesmenow (nie lubie tego slowa) opierajace sie na rzetelnej obserwacji.
              > Powtarzam, ze to uogolnienie nie odnosi sie do wszystkich!


              No coz. WSZYSCY znani mi ludzie prowadzacy dzialalnosc gospodarcza, to uczciwi, ciezko pracujacy ludzie. W tym kraju takich ludzi jest ok. 2 mln, a siedzi za przekrety kilkunastu, kilkudziesieciu, kilkuset - to nie jest podstawa do uogolnien! Chyba, ze cala wiedze o zyciu czerpie sie z TV...
              • bratmarzeny Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 27.10.05, 15:17
                emes-nju napisał:


                > Nie sporej. Najbardziej widocznej.

                Nie przecze. Moja krytyke odnioslem do biznesmenow bo akurat od biznesmenow
                szystko tu sie zaczelo. Krytyka powinna odnosic sie do ogolu spoleczenstwa i tym
                samym kierowcow, ktore ma (niestety) wiele do nadrobienia w kwestii zachowan
                manifestujacych sie miedzy innymi na drogach.

                > No coz. WSZYSCY znani mi ludzie prowadzacy dzialalnosc gospodarcza, to
                > uczciwi, ciezko pracujacy ludzie.

                To akurat nie ma wiele wspolnego z odpowiedzialnym zachowaniem na drodze.
                • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 27.10.05, 17:39
                  bratmarzeny napisał:

                  > emes-nju napisał:

                  > > No coz. WSZYSCY znani mi ludzie prowadzacy dzialalnosc gospodarcza, to
                  > > uczciwi, ciezko pracujacy ludzie.
                  >
                  > To akurat nie ma wiele wspolnego z odpowiedzialnym zachowaniem na drodze.


                  To ma duzo wspolnego (i nie ma znaczenia czy w odniesieniu do przedsiebiorcy czy etatowca) z odpowiedzialnoscia za swoje zycie - faktyczne, a nie grozbe jego utraty. Mimo wszystko latwiej traci sie u nas prace z powodu niewywiazania sie z terminow, niz zycie w czasie prawie niemozliwej proby zdarzenia na czas! Prosta statystyka.

                  Uczciwie i ciezko pracujacy ludzie maja malo czasu. Ot, tak po prostu.

                  Standartem jest, ze klient zleci na ostatnia chwile. Ostatnio wykonywalem zlecenie, ktore po 3 dniach nienerwowego akceptowania przez klienta, mialo znalesc sie na lotnisku Okecie 2 godziny po zleceniu. Na wykonanie zlecenia potrzebowalem ok. poltorej ogdziny bo bylo mikre. Jak sadzisz jak jechal kurier, zeby zdarzyc? Bo zostal przeze mnie poinstruowany jakie bede konsekwencje niezdarzenia. Jako krwiozerczy biznesmen zrzucilem ryzyko szalenczej jazdy przez Warszawe, w godzinach szczytu, na znacznie slabszego ekonomicznie ode mnie. I ci wlasnie "slabsi ekonomicznie" stwarzaja na drodze najwieksze zagrozenie - nie biznesmeni jak sie niektorym wydaje!

                  Standartem sa tez "urlopy" po 3-4 dni. Jezeli na taki urlop bedzie sie jechalo rozsadnie (nie mowie, ze przepisowo bo to w ogole prawie niewykonalne), to przy srednich polskich odleglosciach na wypoczynek pozostaje 1 dzien. A 2 dni spedza sie w potwornie stresujacych okolicznosciach przyrody na naszych drogach. Nie pochwalam, ale rozumiem ludzi, ktorzy te stresujace okolicznosci przyrody chca ograniczyc do minimum gnajac na maximum.
                  • Gość: reggatta Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii IP: *.acn.waw.pl 27.10.05, 20:52
                    Emens-ju proszę nie bierz do siebie, ale co mnie obchodzą twoje problemy
                    zawodowe? Nic. Ginąc w kretyńskim wypadku samochodowym, na chwilę przes
                    śmiercią, zdychając gdzieś na poboczu, nie przyniesie mi żadnej ulgi fakt, że
                    pie..nął we mnie biznesmen dający pracę 15 osobom i śpieszący się z
                    wykonaniem zadania. Uwierz mi.
                    • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 28.10.05, 11:23
                      Gość portalu: reggatta napisał(a):

                      > Emens-ju proszę nie bierz do siebie, ale co mnie obchodzą twoje problemy
                      > zawodowe? Nic. Ginąc w kretyńskim wypadku samochodowym, na chwilę przes
                      > śmiercią, zdychając gdzieś na poboczu, nie przyniesie mi żadnej ulgi fakt, że
                      > pie..nął we mnie biznesmen dający pracę 15 osobom i śpieszący się z
                      > wykonaniem zadania. Uwierz mi.


                      Wierze do tego stopnia, ze niezaleznie od tego ilu ludziom daje prace, nie jezdze jak wariat. Wiecej - na drogach to zwykle mnie wyprzedzaja. Tatuski, mamuski, mlodzi gniewni, mlodzi (jeszcze) zestrachani, ale juz jadacy za szybko, biznesmeni, bandyci... Jadacy prywatnie i sluzbowo... Bo na jednojezdniowce zwykle nie jade szybciej niz 100 km/h, a na dwujezdniowce jade spokojnie 100-120 km/h. Zwalniam tez (nie zawsze do przepisowych 50 km/h) w terenie zabudowanym. Nie jestem forumowym swietym i przyznaje sie do tego...

                      Mam jednak ten luksus, ze jak w tym roku jechalem na tydzien do Chorwacji na jacht, moglem zaplanowac podroz na, w sumie, 5 dni (2 do i 3 z). Bo nie musze nikogo prosic sie o urlop, a noclegi nie rujnuja mojego budzetu. Ilu Polakow moze sobie na ten luksus pozwolic?! Biora jacht/apartament w sobote, to ruszaja w piatek wieczorem (zwykle poznym bo szef wczesniej nie puscil). Oddaja w sobote, wiec najpozniej w niedziele musza byc w domu. I dojezdzaja bo urlop sie konczy! Tak samo jak wiekszosc jezdzacych tam Niemcow, Austriakow itd. Tylko, ze jada po dobrych drogach! Do Chorwacji jest 1200-1800 km. Da sie to zrobic na raz. W nocy mozna sie zdrzemnac w samochodzie na parkingu (wiecej na nich samochodow z bogatych krajow - to nie jest beduinsko-polska specjalnosc!) i pojechac dalej. W Polsce trudno na raz zrobic 500-600 km. A jak juz sie tego dokona, to jest sie wykonczonym. I jest sie wystarczajaco zmeczonym po polowie tego szalonego dystansu, zeby zaczac robic glupoty.

                      Nie tlumacze wariatow, ale doskonale rozumiem skad sie biora!
                  • stefan4 Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 28.10.05, 01:00
                    emes-nju:
                    > Standartem sa tez "urlopy" po 3-4 dni. Jezeli na taki urlop bedzie sie
                    > jechalo rozsadnie (nie mowie, ze przepisowo bo to w ogole prawie
                    > niewykonalne), to przy srednich polskich odleglosciach na wypoczynek pozostaje
                    > 1 dzien. A 2 dni spedza sie w potwornie stresujacych okolicznosciach przyrody
                    > na naszych drogach.

                    Nie no, zaraz. Jeśli jakiś misio spędza 2 dni za kółkiem w stresie po to, żeby
                    odpocząć 1 dzień, to jego zachowanie trudno nazwać rozsądnym. Stosuje
                    niewłaściwe narzędzie, tak jakby wiertarką wbijał gwoździe
                    • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 28.10.05, 11:31
                      Stefan! Ile razy korzystales z urokow "dlugiego weekendu"? 3-4 dni luzu wiec w nogi z roboty. Jezeli zechcesz pojechac nad morze, jedz kuszetka (mimo, ze to znacznie drozsze i zwykle dluzsze niz samochodem), ale jezeli zechcesz pojechac tam, gdzie ja lubie, pozostaje WYLACZNIE samochod. Mam taka odstresowujaca przystan w Beskidzie Niskim. Z Warszawy jest tam ok. 350 km. Da sie spokojnie przejechac w 5-6 godzin. Albo, jak 3 lata temu, w 11!!! Uwierz mi, ze jak juz wyrwalem sie na boczne drogi z najwiekszym trudem jechalem z rozsadna predkoscia. Na miejsce dojechalem po 2 w nocy - gdybym dal buta, przespalbym noc (gospodarze tez) bo dojechalbym przed polnoca. I wcale sie nie dziewie, ze prawie wszyscy jadacy ze mna w korku, po uwolnieniu sie z niego, znikneli za horyzontem. Czy mi sie to podoba, czy nie, nie ma znaczenia - ja rozumiem dlaczego tak sie stalo.
                      • stefan4 Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 28.10.05, 14:01
                        emes-nju:
                        > Stefan! Ile razy korzystales z urokow "dlugiego weekendu"?

                        Jak to ile razy? Pytasz mnie o wiek? Jasne, że tak planuję te weekendy (i inne
                        odpoczynki też), żeby nie stracić zbyt wiele czasu w podróży.

                        Jacht na Bałtyku to lepsza zabawa niż w Chorwacji, bo Bałtyk jest o wiele
                        bardziej burzliwy. Ja mam marinę pod nosem, jadę Szybką Koleją Miejską. Ty
                        masz ciut dalej, ale też nie tak, żeby jechać 2 dni w jedną stronę a 3 w drugą
                  • bratmarzeny Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 28.10.05, 10:23
                    teraz drogi emesnju zagalopowales sie ostatecznie...

                    Ludzie, ktorzy nie sa w stanie zyc NORMALNIE w warunkach konkurencji i zapanowac
                    nad stressem ktory maja w pracy czy gdzie indziej nie powinni sie brac ani za
                    robienie interesow ani za jazde samochodem.

                    Tacy ludzie beda zawsze zestresowani i niebezpieczni dla siebie i otoczenia
                    wszedzie, nawet gdyby mieli do dyspozycji puste autostrady bez ograniczen.

                    Twoj opis "stresujacej" przyrody i stresujacych wyjazdow na urlop to juz niemal
                    parodia. Nie lepiej byloby miec dzialke w poblizu zamiast wykanczac sie
                    wielogodzinna jazda w miejsc "wypoczynku"(??????)
                    • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 28.10.05, 11:36
                      Nie. Teraz ty sie zagalopowales! Prawie kazdy mieszkaniec miasta zyje w nieustannym stresie i w ciaglym biegu. Kazac im "wylaczyc" motorek, ktory daje im prace i chleb, to tak jak kazac sercu zwolnic na zyczenie, po szybkim biegu. Eeeee... sluchajcie no serce - koniec wysilku, tentno 70 :-P

                      Mi na spowolnienie obrotow potrzeba 2-3 dni. Mam na tyle samoswiadomosci, ze siadajac za kolko hamuje swoje zapedy wychowane ciaglym biegiem w pracy - inni nie maja... A ze drogi nie pozwalaja na szybka (nie szalencza, bo to oddzielny temat!) i bezpieczna jazde, dzieje sie to, co sie dzieje.
                      • bratmarzeny Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 28.10.05, 13:45
                        Nikt tutaj nie watpi, ze jestes swietny i bezblednie kontrolujesz twoj codzienny
                        stres :) ale przyznajac, ze naklaniasz "slabszych ekonomicznie" kierowcow do
                        "szalenczej jazdy" i ze jadac na urlop nie jedziesz "rozsadnie" godzac sie
                        podczas urlopu (!!!!) na "potwornie stresujace okolicznosci) dowodzisz akurat
                        czegos zupelnie przeciwnego.

                        Jedna i druga wypowiedz to niestety potwierdzenie bycia czescia tego naszego
                        "systemu" a nie stania ponad nim.


                        • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 30.10.05, 12:06
                          bratmarzeny napisał:

                          > Nikt tutaj nie watpi, ze jestes swietny i bezblednie kontrolujesz twoj
                          > codzienny stres :)


                          Ani nie jestem swietny, ani nie kontroluje swojego stresu. Potrafie (z duzym trudem i nie zawsze) panowac nad jego objawami.


                          > ale przyznajac, ze naklaniasz "slabszych ekonomicznie" kierowcow do
                          > "szalenczej jazdy"


                          Nie ja naklaniam tylko nasza chora, niedorozwinieta (i to niekoniecznie ekonomicznie!) gospodarka. Czy jestem winien tego, ze co drugi klient na pytanie "na kiedy to ma byc?" odpowiada "na wczoraj"? Jak ripostuje, ze "zapraszam przedwczoraj", czesc sie obraza! I idzie do konkurencji... Przestalem wiec ripostowac, zaciskam zeby i zasuwam (dzis jest NIEDZIELA w czasie "dlugiego lykendu" - wczoraj pracowalem tak, ze nie moglem pisac na forum, dzis pracuja maszyny...). Zmuszam podwykonawcow do dostosowania sie do moich wymagan tak, jak mnie zmuszaja klienci. Takie zycie :-( Pracownikow za to nie zmuszam do pracy w weekendy i po nocach mimo, ze oznacza to dla mnie znacznie dluzsza niz gdyby mi pomogli/zrobili za mnie - ludzki pan! :-P


                          > i ze jadac na urlop nie jedziesz "rozsadnie"


                          Przytocz mi choc jeden fragment MOJEJ wypowiedzi, w ktorej pisalem, ze na urlop jade nierozsadnie. Pisalem, ze rozumiem tych, ktorym puszczaja nerwy jada jak szaleni. Nie podoba mi sie to, ale rozumiem.

                          Obrazek z wczoraj. Przed lykendowa praca postanowilem pojechac kupic sobie jakis ubrania. Skoro i tak jechalem do pracy, postanowilem pojechac do hurtowni pod Warszawa - mam do niej z domu ok 25 km. Jechalem, bocznymi drogami, ok. 1 godziny 15 min (dzieki temu z pracy wyszedlem potem ponad 2 godziny pozniej niz planowalem - moja narzeczona wyrazila swoj poglad na te sprawe w twardych zolnierskich slowach. A moze, zeby tego uniknac, powinienem jednak "docisnac" na wolnych odcinkach drogi, a moze powinienem czasem wyprzedzic w niewyraznych okolicznosciach?). I tak mialem kupe szczescia bo te imponujaca srednia wykrecilem tkwiac w jednym tylko korku do skrzyzowania z trasa Warszawa-Krakow. Co dzialo sie na glownych drogach, to temat na poemat! Tragiczny poemat! Mnie, na podrzednych (czyli jak wiekszosc tras w Polsce) spowalnial glownie ruch lokalny - koparki, ciagniki, ciezarowki itp. Oraz TIRy, ktore z tej wlasnie lokalnej drogi zrobily sobie obwodnice Warszawy (TIR na drodze o szerokosci 6-7 m nie jest wstanie jechac szybciej niz 40-50 km/h, a i to juz chyba za szybko!). Na coraz wiekszej ilosci drog, do niedawna, lokalnych pojawia sie ruch tranzytowy, uciekajacy przed korkami na drogach glownych. Tak to dziala. Nie mamy na to wplywu. Mozemy jechac spokojnie, nie wyprzedzac na wariata jadacej koparki i osiagac srednia nizsza niz 40 km/h. Sek w tym, ze czesc ludzi wytrzymuje cos takiego (godzac sie na to w imie bezpieczenstwa), a czesc nie. Ci ktorzy nie wytrzymuja, zaczynaja robic glupstwa, bo robiac cos takiego nie mysli sie o czyhajacej za zakretem smierci tylko o tym, ze za kilkaset/kilka tysiecy zakretow jest cieply dom, TV i piwko!

                          Latwo oceniac piszac na forum, a znacznie trudniej wprowadzic to w zycie!
                          • bratmarzeny Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 31.10.05, 12:02
                            emes-nju napisał:

                            > Nie ja naklaniam tylko nasza chora, niedorozwinieta (i to niekoniecznie
                            > ekonomicznie!) gospodarka.

                            Drogi emes-nju.... Nie zaslaniaj sie "gospodarka". Napisales wyraznie:
                            "Bo zostal przeze mnie poinstruowany jakie bede konsekwencje niezdarzenia. Jako
                            krwiozerczy biznesmen zrzucilem ryzyko szalenczej jazdy przez Warszawe, w
                            godzinach szczytu, na znacznie slabszego ekonomicznie ode mnie"

                            "Poinstruowales" i "zrzuciles ryzyko szalenczej jazdy". Jestes
                            wspolodpowiedzialny za to, co moglo sie stac. Co byloby, gdyby facet sie rozbil?
                            Niedorozwninieta gospodarka nie moze byc usprawiedliwieniem ryzykowania zyciem.

                            > Czy jestem winien tego, ze co drugi klient na pytanie "na kiedy to ma byc?"
                            > odpowiada "na wczoraj"?

                            Tak jest nie tylko w Polsce ale i w krajach o duzo lepiej rozwinietej
                            gospodarce. Wiem na ten temat co nieco. Tam tez jest konkurencja i tam tez
                            znikaja firmy ale w przeciwienstwie do Polski na drogach nie panuje tam chlew.

                            > Przytocz mi choc jeden fragment MOJEJ wypowiedzi, w ktorej pisalem, ze na
                            > urlop jade nierozsadnie.

                            "Standartem sa tez "urlopy" po 3-4 dni. Jezeli na taki urlop bedzie sie jechalo
                            rozsadnie (nie mowie, ze przepisowo bo to w ogole prawie niewykonalne)"

                            Wypowiedz ta odnioslem do ciebie. Piszesz dalej, ze tego nie pochwalasz ale
                            "rozumiesz".

                            Ja tego ani nie pochwalam ani nie rozumiem. Nie mam najmniejszych problemow z
                            tym, zeby na 3-4 dniowy urlop jechac "rozsadnie" bo cel urlopu dobieram tak,
                            zeby urlop byl urlopem a nie "stresujaca okolicznoscia" czyli "gnaniem na maxa".
                            • emes-nju Re: Słuchałem ministra infrastuktury Austrii 02.11.05, 09:34
                              W zasadzie nasza dyskusja jest jalowa. Ja dostrzegam problem od przyczyny do skutku. Ty ograniczasz sie do skutkow, calkowicie pomijajac "czynnik ludzki", ktory w okreslonych sytuacjach zachowuje sie w dosc latwy do przewidzenia (jak widac nie przez wszystkich) sposob - zupelnie jak nasza kochana waaadza, ktorej sie wydaje, ze jak postawi kolejne ograniczenie czy inny zakaz, sytuacja sie poprawi :-(

                              Jeszcze raz napisze. Rozumiem dlaczego ludzie robia na drogach to, co robia. Nie podoba mi sie to, ale dokonale pojmuje przyczyny takich zachowan. Nie rozumiem dlaczego ludzie wsiadaja po pijaku za kierownice (z trudem potrafie zrozumiec jak wsiada ktos zalany w 3 d... bo on nie panuje nad soba w najmniejszym stopniu) i nie rozumiem ludzi, ktorzy scigaja sie po drogach (glownie miejskich) dla zabawy. Reszta ludzkich zachowan, w mechanizmie przyczyna-skutek jest dla mnie obejmowalna rozumem!
    • mucha123443 Winne są DRZEWA 27.10.05, 09:11
      Nie jest winna brawura, głupota, alkohol, spanie za kierownicą, kiepski stan pojazdów i dróg, brak autostrad i tania benzyna.
      Winne są DRZEWA. To one przyczyniają się do 70% śmiertelnych wypadków w Polsce. Po wycince liczba ofiar spadnie więc ponad
      trzykrotnie.
      (dane za autorem apelu o wycinkę drzew przydrożnych)
      • vatseq Re: Winne są DRZEWA 27.10.05, 09:14
        www.kgp.gov.pl/RUCH_DROGOWY/raport_2004.htm
        vatseq
        • vatseq Re: Winne są DRZEWA 27.10.05, 09:25
          Według statystyk z linku jak w poprzednim poście - przyczyną śmierci były drzewa
          w 16% wypadków śmiertelnych. Żadne 70%! Dane KGP.


          vatseq
          • Gość: zx Re: Winne są DRZEWA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 09:29
            Ludzie, o czym Wy mówicie......

            Należy jakoś zmusić ten pie..ny kraj do budowy normalnych dróg i tyle.

            Dlaczego wszędzie indziej można a tu w tym dziadostwie nie ??????
      • bratmarzeny Re: Winne są DRZEWA 27.10.05, 09:33
        mucha123443 napisał:

        > Winne są DRZEWA.

        Zgadza sie! A najbardziej winna jest ta agresywna odmiana, ktora "pochlania"
        kierowcow. Nie pamietam jak te drzewa sie nazywaja.... Platany?
      • mbishop Czy drzewa RZUCAJĄ SIĘ na samochody? 27.10.05, 16:24
        Czy na odwrót?
        • bratmarzeny nie wiem tak do konca ale wiem ze sa drzewa... 27.10.05, 17:12
          ktore "pochlaniaja" kierowcow. Czytalem tu niedawno o nich.
    • Gość: Spider Już dawno to mówiłem. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.05, 09:34
      Niestety ręczne sterowanie prasą i TV zapobiega rozgłaszaniu prawdy o drogach,
      że "kierowca zjechał z niewiadomych przyczyn na przeciwległy pas jezdni" to nic
      innego tylko - wyrzuciło kierowcę na przeciwległy pas, bo drogowcy wylali smołę
      a nie asfalt, bo gmina zapłaciła za remont domu burmistrza, a nie drogi i że
      TIR przeładowany to mit. Jak wytłumaczą, że te same TIRy po stronie niemieckiej
      nie niszczą dróg, a 100m za granicą Polski jezdnia zdewastowana. Co celnicy je
      doładowują na granicy czy co?. Ciągle wciskają nam kit. To wszystko to mafia
      drogowa. Przeładowane to są stare rupiecie ze śląska wiozące węgiel do
      białegostoku. Bo Polska to taki kraj, że się opłaca węgiel 600 km wieźć Kamazem
      co pali 100/100, a nie koleją.
      • Gość: denerw sposób na zawalidrogi IP: *.uwm.edu.pl 27.10.05, 10:28
        Sposobem na zawalidrogi byloby wybudowanie co 5-10 km na poboczu odcinka
        szerszego pasa, na ktory dzwig/traktor/bryczka i inne dopuszczone do ruchu
        zolwie mialyby obowiazek zjechac i przepuscic wszystkie samochody jadace za
        nimi. Dzieki temu wiadomo by bylo, ze powleczemy sie max. 5-10 km, a w praktyce
        duzo mniej, bo rzadko byloby tak ze zaraz za poszerzeniem natykamy sie na
        nastepny dzwig. DO wyboru: zakaz poruszania sie ww. pojazdami na drogach o
        statusie drog krajowych, wtedy wiedzialbys, ze pojedziesz tam zawsze co najmniej
        80 km/h (TIR).
        • Gość: teszu Re: sposób na zawalidrogi IP: 213.199.197.* 27.10.05, 10:47
          W przedostatniej (bodajże) Polityce był artykuł o drogach w Szwecji - o tym jak
          swoja najniższą w Europie śmiertelność w wypadkach zamierzają zbić do 0 (no
          cóż, sky is the limit...). to co najciekawsze z naszego punktu widzenia, to
          program przebudowy dróg jednopasmowych: do dwóch pasów dokładają na całej
          długości szerokość trzeciego, który co ok. 1-2 km (jesli dobrze pamiętam)
          przypada innemu kierunkowi jazdy umożliwiając wyprzedzanie "zawalidróg" - oba
          kierunki sa zaś rozdzielone rozpiętą pomiędzy nimi, wyraźnie zaznaczoną,
          stalową liną, uniemożliwiającą wyprzedzanie po przeciwległym pasie - i co?
          mozna sobie jakoś poradzić?!
          • Gość: cockers Re: sposób na zawalidrogi IP: 213.164.6.* 27.10.05, 11:04
            masz racje - bylem ostatnio w szwecji i ten sposob dziala - co kilka km ktorys
            z kierunkow ma dwa pasy - w sumie sa zawsze 3 - dwa w jednym kierunku i jeden w
            przeciwna - mozna bez problemu wyprzedzic tiry!!! moze u nas mogliby tez tak
            zrobic???
          • emes-nju Re: sposób na zawalidrogi 27.10.05, 13:55
            Gość portalu: teszu napisał(a):

            > (...) przebudowy dróg jednopasmowych: do dwóch pasów dokładają na całej
            > długości szerokość trzeciego, który co ok. 1-2 km (jesli dobrze pamiętam)
            > przypada innemu kierunkowi jazdy umożliwiając wyprzedzanie "zawalidróg" - oba
            > kierunki sa zaś rozdzielone rozpiętą pomiędzy nimi, wyraźnie zaznaczoną,
            > stalową liną, uniemożliwiającą wyprzedzanie po przeciwległym pasie - i co?
            > mozna sobie jakoś poradzić?!


            Stalowa lina? U nas problemem sa drapiezne drzewa zabijajace bezposrednio (wybiegajac przed pojazd) i posrednio (sypiac liscmi na mokra jezdnie), a ty mi tu o linach przy jezdni? Z tego moze sie zrobic garota!
        • mbishop Re: sposób na zawalidrogi JADĄCE 90 km/h ;) 27.10.05, 16:30
          Gość portalu: denerw napisał(a):

          > Sposobem na zawalidrogi byloby wybudowanie co 5-10 km na poboczu odcinka
          > szerszego pasa, na ktory dzwig/traktor/bryczka i inne dopuszczone do ruchu
          > zolwie mialyby obowiazek zjechac i przepuscic wszystkie samochody jadace za
          > nimi.

          To prawda, problem polega na tym, że u nas jesteś zawalidrogą jadąc 100 km/h :)


          zieki temu wiadomo by bylo, ze powleczemy sie max. 5-10 km, a w praktyce
          > duzo mniej, bo rzadko byloby tak ze zaraz za poszerzeniem natykamy sie na
          > nastepny dzwig. DO wyboru: zakaz poruszania sie ww. pojazdami na drogach o
          > statusie drog krajowych, wtedy wiedzialbys, ze pojedziesz tam zawsze co najmnie
          > j
          > 80 km/h (TIR).
    • tofik79 Bzdura!!! 27.10.05, 10:51
      Winę za ogromną częśc wypadków ponoszą tylko i wyłącznie kierowcy!!!
      Pisanie o tirach i kiepskich drogach to usprawiedliwianie własnej głupoty. W
      niedziele jechałem jedynką z torunia do gdańska - tak jak bozia przykazała 100-
      110 max poza miastem i 60 w terenie zabudowanym. Droga pusta w miarę, tiry
      nieliczne. Ale i tak co pare kilometrów wyprzedzał mnie oszołom jadący 160
      km/h, niewazne jaka linia na środku drogi i czy jedzie coś z przeciwka. Jazda
      autostradą czy 2 pasmówką to samo - zapierd...nie 200 km/h, zajezdzanie drogi,
      trąbienie i oslepianie długimi jesli osmieliles sie zjechac na lewy pas, bo
      wyprzedzasz cięzarówke i jedziesz tylko 130 km/h. Polscy kierowcy to kretyni -
      nie przyjmuje zadnego tlumaczenia, że tiry, że wąsko, że to tamto, dopóki
      dopóty widze kierówców na pustej (!) porządnej drodze którzy i tak łamią
      przepisy i zagrazają innym. A niestety większosc tych co płacze ze musi
      wyprzedzac na 3 albo 4 bo nie bedzie sie wlokl za tirem, tak samo wyprzedza
      osobówki które jadą 120.
      Pozdro
      • emes-nju Re: Bzdura? 27.10.05, 12:22
        Jak bozia przykazala jedzie sie 90 km/h na jednojezdniowce, 100 km/h na ekspresowej i 110 km/h na dordze dla pojazdow samochodowych. W terenie zabudownym w dzien trzeba jechac 50 km/h. Chyba, ze na odcinku Torun-Gdansk obowiazuje inny KD :-P

        Przekraczasz przepisy dosc znacznie, ale uwazasz, ze to niewazne do tego stopnia, ze piszesz o bzdurach. Kim jestes, zeby dawac SOBIE SAM prawo do jazdy szybszej niz nakazuje prawo i oceniania jadacego 160 km/h?! A poza tym - masz radar w oczach? Skad wiesz, ze wyprzedzajacy cie gosc nie jechal np. 130 km/h? I skad wiesz, ze nie uwazal cie za zawalidroge, a kazdego wyprzedzajacego go za wariata?

        Caly problem na polskich drogach to wlasnie cale to traktowanie prawa z przymruzeniem oka! Ja jade za szybko, ale bezpiecznie - wariatem jest ten, ktory mnie wyprzedzil. TO wlasnie jest bzdura! Oceniaj jak sam bedziesz jechal zgodnie z przepisami!
        • mbishop Obaj macie rację 27.10.05, 16:29
          Ja jeżdżę z rzadka, ale osobliwą przyjemność sprawia mi doprowadzanie do szału
          wszystkich "hołków" na drodze jazdą 90/60/90 :)
          I ciekawostgka - NIGDY nie znalazłem się w "niewyraźnej" sytuacji. Zawsze
          dojeżdżam na miejsce wyluzowany :)
    • Gość: cockers Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: 213.164.6.* 27.10.05, 10:59
      czesto jezdze trasa nr 7 - Warszawa- Gdansk, ostatnio w piatek jechalem 25 km
      za tirem bez szans na wyprzedzenie - predkosc 70 a z przeciwka sznur aut... za
      mna oczywiscie tez gigantyczny korek... paranoja - zwykla dwupasmowka by juz
      rozwiazala sprawe ale na to trzeba poczkac jeszcze 50 lat !! Turcja ma wiecej
      autostrad i lepsze drogi miedzymiastowe niz my !!!
      • bratmarzeny Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 11:13
        Gość portalu: cockers napisał(a):

        > za mna oczywiscie tez gigantyczny korek... paranoja - zwykla dwupasmowka by juz
        > rozwiazala sprawe

        a czteropasmowka?

        www.spiegel.de/img/0,1020,398146,00.jpg
        • emes-nju Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 11:25
          Niemcy sa bardzo zdyscyplinowani. Na ich autobahnach co jakis czas stoja znaki z wyswietlanym napisem STAU. Jak korka nie ma, to oni go robia... Bo to zdyscyplinowany narod :-P

          Serio - spotkalem sie z czyms takim :-) Jechalem sobie spokojnie w zasiegu wzroku majac przez dlugi czas raptem kilka samochodow. Byl pozny wieczor. Nagle minalem zapalony magiczny napis. Spokojnie przejechalem jeszcze kilka kilometrow i stanalem w korku. Po 15 minutach korek sie rozmyl. Nic, tylko niemiecka dyscyplina. Na znaku bylo, ze jest korek, wiec go zrobili. Odczekali 15 minut i pojechali dalej :-P ;-)

          PS Wyobrazasz sobie co dzialo by sie na naszych drogach jednojezdniowych przy takiej pogodzie i natezeniu ruchu. O ile dobrze pamietam Krakow zeszlej zimy przezyl taki kataklizm.
        • Gość: cockers Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: 213.164.6.* 27.10.05, 12:59
          4pasmowka ?? marzenia - po dwa pasy w kazda starczy i pewnie taniej niz jakas
          autostrada. jestesmy 50 lat za turcja - Turcja nie ma koleji - ma tylka jedna
          linie Ankara-stambul ale ma za to siec drog !!! mozemy pozazdroscic !!! nam
          tez by sie przydal Taki ATA TURK !!!
          • Gość: Baba Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: *.ca.pw.edu.pl 27.10.05, 13:33
            Turcja? A co powiecie o Słowenii, która jest mniej więcej taka jak Mazowsze a
            drogi ma wspaniałe! U nas też się coś tam robi - po kawałku, 10 km, 15 km ale
            niestety niektóre nasze główne drogi są koszmarne - mam tu na myśli przede
            wszystkim drogę Warszawa- Poznań na odcinku do Konina. 2 tygodnie temu na
            odcinku od ronda w Sochaczewie do zjazdu na autostradę poznańską naliczyliśmy
            1200 mijajacych nas z przeciwka TIRów.Mniejszych ciężarówek nie liczyliśmy.
            Ruch na tej trasie jest z roku na rok coraz większy i robi się coraz bardziej
            niebezpiecznie.Miejscami koleiny są takie, że mozna się zawiesić.
            A tak na marginesie - jeździliśmy ostatnio po Polsce wszerz i wzdłuż i tylko 1
            raz widzieliśmy radiowóz drogówki.
      • Gość: Emeryt Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: *.telsten.com / *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.05, 11:17
        Ta dyskusja nie prowadzi do niczego madrego,bo obie strony maja racje.I drogi
        sa nie do przyjecia i zachowanie kierowcow tez pozostawia wiele do
        zyczenia.Wine za taki stan rzeczy ponosi wylacznie nasze panstwo i to rzad,sejm
        itd nalezy atakowac.Budowanie,wlasciwie mowienie o budowaniu,autostrad to
        bzdura i szalbierstwo.Jestesmy biednym krajem,na dorobku i nie rozumiem
        dlaczego nie budujemy drog ekspresowych,ktore sa wielokrotnie tansze.Autostrady
        to kwiatek do naszego dziurawego kozucha.
        • emes-nju Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 11:45
          Gość portalu: Emeryt napisał(a):

          > Budowanie,wlasciwie mowienie o budowaniu,autostrad to bzdura i szalbierstwo.


          Tylko szalbierstwo!


          > Jestesmy biednym krajem,na dorobku i nie rozumiem dlaczego nie budujemy drog
          > ekspresowych,ktore sa wielokrotnie tansze. Autostrady to kwiatek do naszego
          > dziurawego kozucha.


          Nie naszego! To raczej diamentowa kolia dla zony kolegi, ktory sie na budowanie autostrad zalapal.
      • Gość: Rejka Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: *.imet.tu-clausthal.de 27.10.05, 11:24
        Punkt widzenia jest zazwyczaj rozna dla tych, ktorych problem dotyczy i
        dlatych, ktorych nie. Jesli cos nas nie dotyka bezposrednio, to latwiej byc
        poprawnym, bo co nam szkodzi wyglosic kilka frazesow i byc tym porzadnym,
        zgodnym z prawem.
        Raz w miesiacu staram sie odwiedzic rodzicow. Do przebycia mam 674 km spod
        jednych drzwi, pod drugie. Bardzo chetnie latalabym helikopterkiem, jak ktos
        proponowal albo chocby i zwyklym liniowym samolotem. Niestety nie ma polaczen.
        Nie mam nic przeciwko koleji, tylko ze droga pocuagiem zajmuje mi 14 godzin i
        mam 5 przesiadek.
        Zostaje auto.
        Wyjezdzam w piatek po pracy w poniedzialek musze byc punktualnie. Jesli
        trzymalabym sie scisle przepisow to zjawialabym sie w domu na tyle dlugo by
        powiedziec "dzien dobry" i "do widzenia" w jednym zdaniu.
        Nie ulega watpliwosci, ze ruch na drogach jest coraz wiekszy i nalezy do niego
        dostosowac drogi a takze zweryfikowac pzrepisy. Kiedy ustalano predkosc na
        drogach? Jakie byly wtedy auta?
        Istniejaca sytuacja nie zwalnie kierowcow od odpowiedzialnosci, przezornosci i
        zwyklego myslenia. Wciskanie frazesow, ze ja bym jechal za ciagnikiem bez
        wyprzedzania, bo mnie godzina nie zbawi, to glodne kawalki. Nikt, kto potrafi
        prowadzic auto by tak nie zrobil. Czasem zdazaja sie neidzielni kierowcy,
        ktorzy najzyczajniej boja sie wyprzedzac, bo nie sa pewni swoich mozliwosci.
    • mkorbol Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 11:58
      Nie do końca masz rację. Faktem jest, że na naszych mizernych drogach przybyło
      TIR-ów. Ale TIR-y jeżdżą szybko, w granicach dopuszczalnej prędkości, bo
      kierowcy mają takie grafiki, że muszą zwykle nawet przekraczać dozwolone
      prędkości, żeby wyrobić się na trasie. I po co ich wyprzedzać? Żeby być na
      miejscu 5 minut wcześniej? Jeśli jedziesz drogą 120 km/h, a przed tobą jedzie
      kolumna TIR-ów, to ty jesteś idiotą jeżeli się bierzesz za wyprzedzanie. Jeżeli
      nawet zabierasz się za wyprzedzanie, to ewentualna "czołówka" jest też tylko i
      wyłącznie twoją winą, bo nie zachowałeś należytej ostrożności. A jak kogoś przy
      okazji zabijesz, to też będzie twoja wina. Pytasz ile razy na 1-pasmowej drodze
      krajowej wyprzedzaliście TIR-a, czy autobus w pełni bezpiecznie itd. A może
      zapytaj ile razy wogóle złamaliście prawo na drodze. Ja już nie mówię o
      niebezpiecznym wyprzedzaniu, ale nawet o zachowaniu w mieście 50 km/h, czy
      pędzenie na pustej nawet szosie 150 km/h. A to też jest przecież łamanie prawa.
      Przepisy mówią o dostosowaniu stylu jazdy do warunków panujących na drodzę. I
      nikt ci nie każe wyprzedzać kolumny TIR-ów na jednopasmówce. I nie drogi są
      przyczyną wypadków. Droga nie spowoduje czołowego zdarzenia przy nieprawidłowym
      wyprzedzaniu, droga nie spowoduje wypadnięcia z zakrętu przy nadmiernej
      prędkości, droga nie spowoduje przywalenia w drzewo po 5 browarach w drodze z
      dicha, droga nie spowoduje poślizgu przy brawurowej jeździe zimą itd. To
      wszystko jest głupota i brak umiejętności kierowców. Droga może być jedynie
      winna, jak w dziurę wpadniesz. I to wszystko.
      • Gość: na zimno Polecam serdecznie, dyskurs o glupocie, link tu: IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.10.05, 12:45

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=24189170
        Sama rozkosz, gdy sie to czyta.
      • emes-nju Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 12:47
        Czy jako pracownik biura albo wlasciciel firmy korzystasz czasem z uslug kurierow?

        Jezeli tak, to zadam ci pytanie. Co powiesz kurierowi, ktory spozni sie z dostarczeniem ci czegos bardzo waznego (od czego zalezy twoja praca), a tlumaczyc sie bedzie, ze drogi sa do d... i nie chcial jechac niebezpiecznie i dostosowywal predkosc do warunkow drogowych. Jezeli bedziesz mial na to wplyw, zmienisz firme kurierska bo na forum mozna byc swietym, a w zyciu wazne sa terminy! I, oczekujac na wazna przesylke, nawet przez moment nie wpadnie ci do lba co kurier (zagrozony bezrobociem) musi zrobic, zebys ty mogl dopiac sprawe (bo tez jestes zagrozony bezrobociem!).

        Jezeli nie korzystasz z uslug tych biedakow spedzajacych zycie na ciaglym spieszeniu sie z pkt A do pkt B, zastanow sie co powiesz ekspedientce w sklepie nie mogac kupic chleba bo kierowca ciezarowki nie chcial jechac jak wariat i przez kilkanascie km jechal za traktorem nie mogac go BEZPIECZNIE wyprzedzic?

        WSZYSCY zalezymy od ludzi, ktorych zadaniem jest SZYBKO cos nam zalatwic, cos nam dowiesc itp. Jak wozacy cie taksowkarz bedzie snul sie za traktorem nie mogac go wyprzecic BEZPIECZNIE, zostawisz go bez zarobku i zamowisz inna taksowke, ktora dowiezie cie o czasie.

        A teraz, k... mac, swieci sami na tym forum!
        • Gość: jet Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: 212.160.156.* 27.10.05, 16:45
          Sto procent racji. Sposob jazdy naszych piratow drogowych to jedno ale drugie
          to jakosc drog. To z czym mamy do czynienie, to istne safari, nawet jadac z
          przepisowa predkoscia mozna:
          -wypiep.. sie o dziure wielkosci kola i po piesni
          -zmienic pasy na skrzyzowaniu, nie wiedzac o tym (bo pasy dawno sie starly, a
          do tego u nas normalne jest budowanie skrzyzowan z pasami biegnacymi po skosie)
          -wpiep.. sie na koparke (niegdzie na zachodzie nie widzialem by ciezkie maszyny
          budowlane przemieszczaly sie o wlasnych silach w centrum miasta - zawsze sie je
          przewozi na platformach)
          -wpasc pod kombajn albo ciagnik z plugiem (na zachodzie chlopi/farmerzy
          korzystaja z drog lokalnych, u nas z braku autostrad drogi lokalne sa
          jednoczesnie miedzynarodowymi)
          -zima mozna zatonac w sniegu (bo plug albo nie jezdzi, albo robi to raz na dobe)
          -etc - mozna mnozyc, zawsze jednak w razie wypadku wpisuje sie nie wine
          drogowcow (taka kategoria u nas nie istnieje, w Stanach mozna sie procesowac)
          ale tzw "niedostosowanie predkosci do warunkow na drodze" - jakze wygodne,
          przeciez zawsze mogles jechac 10km/h i wtedy bys dziure zobaczyl.
    • Gość: zebur wariaci jako przyczyna wypadków IP: 213.25.99.* 27.10.05, 13:33
      dwupasmówki? - dzisiaj jechałem gdańska obwodnicą, ok.140,lewym pasem
      (wyprzedzałem), za mną jechała BMW cabrio, która wyprzedziła mnie z p r a w e
      j s t r o n y !!!!! złe drogi?!?
      • Gość: ktb Re: wariaci jako przyczyna wypadków IP: 80.51.224.* 31.10.05, 16:00
        A co, nie wolno wyprzedzać prawą stroną na jezdniach jednokierunkowych?
        Nauczyłem się tu od kodeksu że wolno. Przy naszym prawostronnym ruchu jest to
        trochę bardziej niebezpieczne ale przy wyprzedzaniu nalezy przezcież zachować
        szczególną ostrożnośc.
    • Gość: egon Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków IP: 212.106.132.* 27.10.05, 14:21
      To niestety tragiczna prawda. Są miejsca na drogowej mapie Polski gdzie włos
      sie jeży. Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność poruszania się drogą 846
      Krasnystaw-Teratyn (lubelskie). Żadne słowa nie oddają tragizmu w/w szlaku. Tam
      powinien być wprowadzony od zaraz zakaz ruchu ciężarówek o masie powyżej 3,5T.
      Ta droga to koszmar. Potężne 40 tonowe ciężarówki przyprawiają o palpitacje
      serca przy wymijaniu o wyprzedzaniu nie może być mowy!!! Niedość że jezdnia
      jest wąska to pobocza też praktycznie nie ma ( niby jest ale ok. 40cm niżej i z
      wyrwami jeszcze głębszymi).Czy nikt nie nadzoruje tej drogi? Jeśli tak to za co
      bierze pieniądze?
    • mbishop NIE DROGI TYLKO KIEROWCY! 27.10.05, 16:23
      Gość portalu: Rob napisał(a):

      > Czas wreszcie sobie powiedzieć, że przyczyną ogromnej większości powaznych
      > wypadków jest stan dróg w Polsce. Chodzi o prawie całkowity brak 2-pasmówek.
      > Mam już dość bredzenia przedstawicieli policji, że ktoś nie zachował
      > ostrożności, jedchał za szybko, nie dostosował sposobu jazdy do warunkó
      > drogowych itd. To wszystko troszkę prawda, ale co z tego ?!

      "Troszkę prawda"??? To jest CAŁA PRAWDA! Pojedź do Szwecji i zobacz jak tam się
      jeździ po 1-pasmowej drodze, a jak u nas.
      Bez komentarza

      Na naszych
      > wąskich 1-pasmowych drogach ciągną tabuny TIR-ów i sznurek aut, 5 razy
      > większy niz 15 lat temu.
      > Powiedzcie szczerze, ile razy na 1-pasmowej drodze krajowej wyprzedzaliście
      > TIR-a, autobus itd. w pełni bezpiecznie, tj. przy zachowaniu dozwolonej
      > prędkości i z poczuciem, że nie ryzykujecie.
      > PO jaką cholerę autosytrady, czymu nie tańsze (2krotnie) 2-pasmówki ? Kilaset
      > osób rocznie ginie tylko dlatego, że znaleźli się w nieodpowiednim miejscu
      > (na przeciwległym pasie) w czasie wyprzedzania przez auto jadące z
      > naprzeciwka.
      > DOść politycznej, policyjnej poprawności. !!!
      > Jeszcze jedno - większość dróg nie ma nawet pobocza z prawdziwego zdarzenia.
      > SYF
      • mr.marbak nie zgadzam się z ideologami od prędkości... 27.10.05, 17:35
        a czy ty widziałeś tira , ciężarówkę jadącą..70 km/h???
        -jak często???
        Skoro przeważnie jest to 80-100 lub nawet 110 - to jasne że aby kogoś wyprzedzić
        musisz jechać szybciej .
        W trakcie manewru wyprzedzania żadna predkość nie jest za duża - im szybciej
        jedziesz tysz któcej jesteś na lewym pasie...

        a co do dróg - to ile jest bezsensownych ograniczeń..
        kiedyć jechałem dróżką przez jakieś pola w Niemczech - a tam ..podwyższenie
        prędkości do 100 km\h -?? ciwekawostka

        co do bizmesmena - to nikt nie policzył ile tracimy na tych drogach - gdyby
        policzył to okazało by się że budowa drtóg to najlepsza inwestycja...

        tiry i koszty.

        zanim ktoś zacznie klepać bzdury niech sobie policzy i się zastanowi...

        stawka za przewóz towaru jest ustalona przez rynek..powiedzmy X zł i jest stała
        bo jak podniesiemy kwotę to stracimy klienta. przez czas pracy kierowcy można
        przejechać Y kilometrów czyli X*Y= przychód - wniosek przychód zależy tylko od
        liczby przejechanych kilonetrów.

        koszty przewożnika
        to suma kosztów pracy kierowcy , amortyzacji samochodu ubezpieczeń, paliwa
        itd... sumę tych kosztów dzielimy na dni robocze i wychodzi stawka dzienna.
        stawka dzienna dzielona przez liczbę kilonetrów daje stawkę na kilometr kosztów.
        - im mniej kilometrów(mianownik) tym więcej kosztów na kilometr.
        Firma wychodzi na zero jak:
        przychód(zależy wprost proporcjonalnie od ilości kilometów - rośnie przy wzrości
        przejazdu) = koszt( suma kosztów różnych na kilometr koszt jednostkowy jest
        zależna odwrotnie proporcjonalnie -> maleje koszt jednostkowy jak się przejedzie
        więcej kilometrów)

        Czyli jest taka liczba kilometrów dla których firma wychodzi na zero...

        jak pracownik podczas pracy przejedzie mniej - to firma traci , jak przejedzie
        wiecej to zyskuje)
        kolejna zależność : jak firma zoś zarobi to ma czym płacić , jak nie zarobi to
        nie ma czym płacić...
        jak średnia na drodze będzie 60 km/h to może firma ma więcej , jak średnia
        wynosi 40km/h to firma pozbywa się pracowników i przestaje jeździć bo tylko na
        tym traci, a może też zmniejszać pensje itd - czyli musi ciąć koszty..albo znika
        z rynku.

        I nikt tego nie zmieni...

        kolejna sprawa to przyczyna wypadków - jajłatwiej wpisać pilicji az dużą
        prędkość.. - nawet jak będzie to prędkość dozwolona....tzw. niedostosowanie..

        jak ktoś wymusi pierszeństwo i pierwszy z piskiem hamujący w niego nie uderzy -
        za to dostanie w tył od kolejnego pojazdu - który nie zdążył wyhamować to treż
        wpisują przyczynę niedostosowanie prędkości...





        • Gość: Bywalec Re: na glupote nie ma lekarstwa. IP: *.aster.pl 27.10.05, 19:11
          Wariatom i zakompleksionym przyglupom najlepsze drogi nie pomoga! Na glupote
          nie ma lekarswta, a glupota na drogach tym wieksza, im wieksze kompleksy
          kierowcow. W Kalifornii, gdzie autostrady i jezdzace po nich samochody sa
          najlepsze na swiecie, nikt nie musi pokazywac, ze moze jezdzic 120 mil na
          godzine.
        • jureek Re: nie zgadzam się z ideologami od prędkości... 02.11.05, 12:48
          mr.marbak napisał:

          > a czy ty widziałeś tira , ciężarówkę jadącą..70 km/h???
          > -jak często???
          > Skoro przeważnie jest to 80-100 lub nawet 110 - to jasne że aby kogoś wyprzedzi
          > ć
          > musisz jechać szybciej .

          A po co w ogóle wyprzedzać, jeśli ten tir jedzie wystarczająco szybko? 110 km/h
          to za wolno? Zuważam jakiś dziwny imperatyw - jak jedzie przede mną tir (albo
          polonez) to _muszę_ go wyprzedzić, bez względu na okoliczności. Skąd to się bierze?
          Jura

    • Gość: Janusz ZGADZAM SIE W 100% IP: *.n4u.krakow.pl / *.n4u.krakow.pl 27.10.05, 19:35
      To jest dokladnie najwazniejsza przyczyna. Brak normalnych drog, przy czym
      przez normalna rozumiem droge, a nie imitacje drogi: czyli w przypadku drog
      krajowych conajmniej dwupasmowke, bez kolein, dziur, z prawidlowym poboczem.

      Wkurza mnie jak sie mowi, ze przyczyna wypadku byla nadmierna predkosc,
      niedostosowanie predkosci do warunkow atmosferycznych itd. - bo prawie zawsze
      nie byloby mowy o wypadku, gdyby droga byla normalna!

      A u nas nawet autostrady sa niebezpieczne - vide Krakow-Katowice, gdzie przez
      notoryczne remonty (sic!) pojawialo sie wiele niebezpiecznych sytuacji i
      korki...

      Ponadto brak normalnych drog uczy kierowcow zlych nawykow, brawury, sklonnosci
      do dokonywania niebezpiecznych i ryzykownych manewrow. Przy normalnej drodze
      wiekszosc z tych, ktorych irytuje jechanie w korku za TIRami z predkoscia 80
      km/h przez traca cierpliwosc i wyprzedzaja - jechaloby sobie 110-130 km/s i
      bylby spokoj.

      Nawet chcac jechac bardzo wolno - np. 70-80 km/s przy takich jak
      obecnie "drogach" jest sie narazonym na zderzenie czolowe z TIRem, ktory
      zjedzie na drugi pas, badz z kierowca, ktory takiego TIRa wyprzedza. :( To jest
      najgorsze - polskie drogi to rosyjska ruletka. Jadac siodemka z Krakowa do
      Warszawy i dalej na polnoc, naprawde trzeba miec mocne nerwy. :(

      Dziwne, ze Niemcy jezdza po swoich autostradach nawet i 200 km/h i jakos nie ma
      z tego powodu tragedii - nie ma, bo system drog jest rozbudowany, a same drogi
      sa drogami, a nie jak wspomnialem - imitacja drogi.

      Odnosnie imitacji: dochodzi do paranoi, ze droga majaca zaledwie dwa lata jest
      pelna kolein i dziur. To jakies nieporozumienie. Urzednicy i rozmaite zarzady
      drog rzna glupa mowiac, ze to przez przeciazone ciezarowki, a nie przez ich
      kanty i oszukiwanie przy przetargach.

      Mamy paliwo drozsze niz w USA i paru innych krajach UE, ponad polowe zabieraja
      podatki, vat, akcyza - gdzie te pieniadze? Gdzie drogi? Co do pieniedzy to
      wiemy, ze tchorzliwe i bezmyslne rzady wydaja je na emerytury gornicze i inne
      socjalizmy, ale czy to okradanie spoleczenstwa kosztem poszczegolnych grup
      interesow i glupoty rzadzacych (bo te pieniedza w gruncie rzeczy ida w bloto)
      ma trwac nadal?



      • Gość: reggatta Re: ZGADZAM SIE W 100% IP: *.acn.waw.pl 27.10.05, 21:01
        Przeczytaj sobie Januszku wątek od początku i nie śmiardol.
        • Gość: Janusz Nie ma drog w tym kraju! IP: *.n4u.krakow.pl / *.n4u.krakow.pl 27.10.05, 21:52
          Obawiam, ze drogi kolego regatta, ze nic specjalnie nie wniosles do tej
          dyskusji poza swoimi dywagacjami o prawach fizyki i nie tylko. Proponuje
          prosty eksperyment myslowy: dlaczego w Polsce jest wiecej wypadkow niz u
          sasiadow? Czy to genetycznie zdeterminowana brawura i glupota tubylczych
          kierowcow - jak co poniektorzy karkolomnie staraja sie na tym forum udowodnic?
          A jesli inne przyczyny, to warto sobie zadac pytanie, co nas od tych sasiadow
          odroznia? Podpowiem od razu - ze DROGI, ktorych u nas tak naprawde nie ma w
          rozumieniu, o ktorym pisalem wczesniej. Pojezdzij sobie najpierw troche po
          swiecie, a dopiero potem "smiardol" (to jakies warszawskie slowo?) na forum.

          • Gość: reggatta Re: Nie ma drog w tym kraju! IP: *.acn.waw.pl 28.10.05, 11:50
            To jest nas dwóch. A co do różnic to dorzucę od siebie jeszcze most Waclawa i
            jezioro balaton. MOże ktoś się skusi i coś jeszcze wymyśli.
            Polecam książki z zakresu socjologii, może nie będziesz się musiał wysilać nad
            determinizmami i genetyką.
    • callafior Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 27.10.05, 21:16
      Masz częściową rację. Na pewno byłoby bezpieczniej gdyby były "dwupasmówki" ale
      to nie jest usprawiedliwienie dla wyprzedzających na trzeciego. To nie jest
      wytłumaczenie. Kierujący zwyczajnie nie potrafią bezpiecznie jeździć, nie
      potrafią ocenić sytuacji. Niech nikt nie chrzani, że do wypadków dochodzi przez
      dziury w asfalcie. Przyczyną wypadków może być fatalne oznakowanie dróg (a takie
      jest w dużej części) ale nie stan dróg. Przyczyną wypadków jest w większości
      nieodpowiedzialność i bezmyślność kierowców.
      • kozak-na-koniu Re: Mizerne drogi jako przyczyna wypadków 29.10.05, 21:54
        Zadałem sobie trud i przeczytałem większość wypowiedzi w tym wątku... Nie wiem
        dlaczego ale wciąż mam wrażenie że spora część osób wypowiadających się na tym
        forum to, oprócz prowokatorów - policjanci, dyspozycyjni dziennikarze oraz
        ludzie od PR, a także osoby, dla których używanie samochodu ogranicza się do
        dojazdów do pracy lub po zakupy, kilkanaście - najwyżej kilkadziesiąt km
        dziennie, w 90% w Warszawie i okolicach.:(
Inne wątki na temat:
Pełna wersja