Pytanie do ekspertek: Przepisy a egzekucja.

IP: *.lot.pl 02.10.02, 21:01
Poruszamy tu wiele ważnych tematów, chcemy coś poprawić, zmienić przepisy,
ale niestety nie mamy siły sprawczej. Cześć naszego kodeksu jest nawet nie
zła i przystaje do rzeczywistości ale jest po prostu nie egzekwowana. Możemy
stworzyć najlepsze przepisy na świecie ale co z tego skoro nikt ich nie
będzie egzekwował, a co za tym idzie - przestrzegał. Wiadomo, że policja jest
jaka jest i tu nie wiele się zmienia niestety. Jest powszechne odczucie, że
przepisy są dla szaraków, a inni to święte krowy. I ma to potwirdzenie w
rzeczywistości. W innych krajach policja nie boi sie zatrzymać znanego
polityka, artystę, sportowca i wsadzić go do pudła jak np. jest pijany. Na
drugi dzień wszystko jest w prasie i delikwent ma kłopoty. Jeżeli nawet od
razu go nie złapią, to zrobią mu kilka zdjęć i tak będzie odpowiadał. A u
nas - tylko policja ma kłopoty, a delikwent za godzinę jest... w domu. Jeśli
wogóle da sie zbadać. Jest to bardzo demoralizujące, bo każdy widzi, że
odpowiedzialność jest odwrotnie proporcjonalna do stanowiska. Na koniec mam
pytanie do obu Pań: co można zrobić, żeby poprawić skuteczność egzekucji
kodeksu drogowego i przekonć wszystkich, że kara jest nieuchronna ? Jak
spowodować, żeby policja nie robiła akcji od czsu do czasu ale żeby akcja
trwała cały rok ? Prowadzicie długie i żmudne badania ruchu drogowego, potem
wprowadza się jakiś przepis np. 50/h w mieście, a i tak 90% pojazdów jeździ
80 albo więcej (motocykle!!!) Nie wkurza Was to???
    • ilona.buttler Re: Pytanie do ekspertek: Przepisy a egzekucja. 04.10.02, 11:39
      KOREK napisał:
      >> Na koniec mam pytanie do obu Pań: co można zrobić, żeby poprawić skuteczność
      egzekucji kodeksu drogowego i przekonać wszystkich, że kara jest nieuchronna ?
      Jak spowodować, żeby policja nie robiła akcji od czasu do czasu ale żeby akcja
      trwała cały rok ?

      Przeczytałam Pana wypowiedź i pytania skierowane do nas i zamarłam. Siedziałam
      potem przez dłuższy czas i zastanawiałam się jak zareagować, co napisać. Temat
      jest znakomity, ale szalenie trudny do krótkiego skomentowania, więc jeżeli się
      znowu rozpiszę, to będzie to Pana wina.Ale spróbujmy zacząć dyskusję na ten
      temat. Zacznę może od ogólnej uwagi – aby prawo było przestrzegane musi być
      zrozumiałe, powszechnie znane, akceptowane przez ludzi i skutecznie
      egzekwowane. Liczba wątków w FORUM dotyczących interpretacji przepisów ruchu
      drogowego czy pytań o przepisy wskazuje że już pierwsze dwa warunki nie są
      spełnione. Powodów tego stanu jest wiele. Nie tak dawno w kwartalniku BRD,
      który wydaje Instytut Transportu Samochodowego pojawił się artykuł Zbigniewa
      Drexlera „Pora skończyć ze złym prawem” (nr 2/2002). Nie mogę sobie odmówić
      przyjemności i załączam fragment tego artykułu:

      "Zasady ruchu należą do tych, które powinny być ustalone możliwie „raz na
      zawsze" i podlegać tylko uzupełnieniom, wynikającym z nowych rozwiązań
      technicznych, np. drogowych; nie wolno ich zmieniać w zależności od widzimisię
      pewnych „sił nacisku". Warto przy tym pamiętać, że zasady postępowania
      wynikające z regulacji prawnej, stają się z czasem odruchem kierującego. To,
      zaś co wyrabia się od kilku lat z przepisami ruchu przeciwdziała temu i
      powoduje zupełne zamieszanie w głowach kierujących, w większości nie
      orientujących się w aktualnym stanie prawnym. I trudno się temu dziwić. Dlatego
      nowa ustawa, dotycząca rzeczywiście spraw ruchu drogowego, musi być opracowana
      przez zespół wysokiej klasy specjalistów z tej dziedziny. Posłowie właściwie
      już nie powinni w niej „mieszać", chyba w jakimś szczególnym przypadku.
      Przedyskutowane i uzgodnione w ramach takiego zespołu dobre przepisy nie
      powinny być podważane przez dyletantów, którym nie zawsze potrafiono się
      należycie przeciwstawić, nie tylko w Sejmie. Jakkolwiek ponowne zmienianie
      Prawa o ruchu drogowym nie jest rozwiązaniem najlepszym, to jednak jest
      znacznie mniejszym złem niż utrzymywanie nadal niewłaściwych regulacji, które i
      tak będą musiały być naprawione. Jeżeli dokona się kompleksowo zmian z
      prawdziwego zdarzenia, to powstanie prawo stabilne, nie podatne na
      nieprzemyślane, pochopne zmiany. Można tu przypomnieć huśtawkę przepisów
      określających wiek dla otrzymania prawa jazdy kategorii B - na przemian 17 i 18
      lat, w zależności od tego czyje poglądy mają większą siłę przebicia”.

      Tyle dzisiaj o przepisach. Problem zdobycia społecznej akceptacji musimy
      odłożyć na inny czas, bo skoro nie ma co promować.... Pozostaje ostatni element
      czyli egzekucja przepisów. Co zrobić, aby była skuteczna ? Generalne zasady są
      proste – aby ludzie przestrzegali przepisów, to kara za ich łamanie musi być
      dotkliwa i musi być nieuchronna. Z tych dwóch elementów ważniejszy jest ten
      drugi – nieuchronność. I dochodzimy do pytania kluczowego – dlaczego w Polsce
      policja drogowa nie jest w stanie poradzić sobie z tym problemem. Wiem, że w
      tym momencie zaraz pojawią się argumenty o braku kadr, pieniędzy czy benzyny do
      samochodów. To wszystko prawda, choć zastanowienie musi budzić, dlaczego przez
      ostatnie kilkanaście lat problemu tego nie udało się rozwiązać. I od tego
      momentu zaczynam się narażać, bo podobnie jak w innych krajach europejskich,
      policja to instytucja dość zamknięta i niezbyt przychylnie nastawiona do
      zastrzeżeń zgłaszanych pod jej adresem. Może więc zacznę od stwierdzenia, że
      jestem zwolennikiem skutecznej i sprawnie działającej policji drogowej,
      ponieważ uważam, że może to istotnie ograniczyć zagrożenia występujące w ruchu
      drogowym. Ale jestem przeciwnikiem dalszego zwiększania nakładów na policję
      drogową bez rozliczania jej z efektów pracy. Stąd uważam, że pierwszym krokiem
      powinno być przeprowadzenie zewnętrznego, rzetelnego i obiektywnego audytu
      funkcjonowania tej formacji i to pod względem merytorycznym jak i finansowym.
      Jest to trudna sprawa, bo do tej pory chyba nikt tego w Polsce nie robił, ale
      bez tego nie ruszymy. Jak już się uporządkuje sprawy organizacyjne i finansowe
      przyjdzie pora na modyfikację zakresu i strategii działania. Ostatnio mam
      wrażenie, że policja drogowa zajmuje się tak wieloma sprawami, że cud że
      jeszcze ma czas nadzorować ruch drogowy. Moim zdaniem trzeba odciążyć policję
      drogową od wielu działań reprezentacyjno-administracyjno-propagandowych i dać
      jej więcej czasu na działania realizowane bezpośrednio na drodze. I sprawa
      kluczowa – to zmiana motywacji działania samych policjantów. W tej chwili
      policjanci chcą wszystkim się podobać i w pogoni za wskaźnikami akceptacji
      społecznej co rusz zmieniają zasady prowadzenia kontroli w ruchu drogowym.
      Działaniami propagandowymi są także w dużym stopniu wspomniane przez Pana
      akcje. Trwają dwa-trzy dni, a potem cisza, choć jak wiadomo, zdecydowana ich
      większość kończy się sukcesem. Problemem jest niewątpliwie korupcja, której nie
      mogą tłumaczą niskie zarobki policjantów. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego
      policjanci drogowi decydują się na takie zachowania, skoro za chwilę odbije się
      to rykoszetem i wróci do nich etykietka nieuczciwej instytucji. Problemem jest
      także liberalny stosunek policjantów do przepisów prawa ruchu drogowego. To np.
      stosunek do wykroczeń popełnianych przez osoby z tzw. pierwszych stron gazet
      czy przedstawicieli władz, ale także ich własne zachowanie na drodze. Przykłady
      choćby na stronach FORUM. I znowu chcę być dobrze zrozumiana – nie uważam, że
      wymienione przeze mnie przykłady różnych zachowań są w policji powszechne, ale
      na tyle częste i lekceważone przez lata, że ugruntowały się w opiniach
      społecznych. A zmienić te opinie będzie teraz bardzo trudno. Wszystkie badania
      robione w tej chwili w Europie pokazują duże społeczne poparcie dla silnego
      nadzoru policyjnego, ale nadzór ten powinien być oparty na jasnych i
      zrozumiałych dla obu stron regułach. Tymczasem mam wrażenie, że u nas nadal w
      egzekucji przepisów ruch drogowego dominuje uznaniowość i przypadkowość.

      I to na razie tyle. Wiem, że tysięcy spraw nawet nie dotknęłam, ale problem
      przez Pana wywołany to temat-rzeka. Skupiłam się na policji drogowej, ale
      przecież mamy kto wie, czy nie poważniejszy problem wymiaru sprawiedliwości.
      Ale to temat na następną dyskusję.

      Pozdrawiam
      Ilona Buttler

      • Gość: KOREK. Re: Pytanie do ekspertek: Przepisy a egzekucja. IP: *.lot.pl 06.10.02, 21:16
        Dziekuję za wyczerpującą odpowiedź. Pani, Pan Drexler i ja mamy pewnie rację
        i .... nic poza tym. Oczywiście, że mieszanie w przepisach co 2-3 lata nie
        sprzyja pozytywnemu nastawieniu i egzekucji. Jasne jest też, że informacja o
        zmianach jest niedostateczna. Czy ja mam obowiązek śledzić Dzienniki Ustaw i
        Rozporządzenia R.M., żeby się dowiedzieć, który przepis wchodzi od stycznia, a
        który od lipca ? A co na to policja ? Widziałem w zeszłym roku w TV (chyba
        w "Kawa czy herbata") pana policjanta, który mówił o zmianach w kodeksie
        drogowym. Na pytanie jak to propagują, odpowiedział, że wręczają broszurki
        kierowcom, których akurat kontrolują... A RESZTA ???!!! Czytałem na forum w
        temacie "Obyczaje drogowe pod marketami", że policja nie może na parkingach
        hipermarketów egzekwować prawa drogowego, bo .... to teren prywatny i
        zamknięty. Wypowiadałem się już na forum w sprawie bezpieczeństwa drogowego w
        mediach. Jest kiepsko, bo TV jest zainteresowana pokazywaniem programów
        reklamujących super-bolidy, epatowaniem widza ich osiągami i namawiających do
        kupna, a bezpieczeństwo jest nudne i nie wolno za dużo o nim mówić, bo spadnie
        oglądalność. A moim zdaniem takie programy o bezpieczeństwie powinno finansować
        państwo i powinny być nadawane w godzinach przyzwoitych. Nasi ubezpieczyciele
        też powinni poczuć wreszcie powołanie i wyskrobać trochę grosza na programy o
        tym temacie, a przynajmniej na propagandę nowości w kodeksie. Na Zachodzie
        firmy ubezpieczeniowe mają fundusze na finansowanie badań nad bezpieceństwem,
        na nowe konstrukcje zabezpieczeń, na wypłacanie nagród za odnajdywanie
        skradzionych aut. A nasi - płaczą co roku, że nie wyrabiają z wypłatami
        odszkodowań. Codziennie znajduję w skrzynce na listy masę makulatury o bzdetach
        ale o nowościach w prawie o ruchu drogowym - nic. W gazetach dziennikarze
        często piszą po prostu swoje interpretacje nowych przepisów i nie podają ich
        brzmienia. Jak się nie trafi na odpowiedni numer Rzeczypospolitej to nic się
        nie wie. I to tak jest w Stolicy, a na prowincji? Następna sprawa, to
        oczywiście przestrzeganie prawa w całości, nie tylko o ruchu drogowym. Ciężko
        wprowadza się jakiekolwiek przepisy w kraju, w który łamanie przepisów jest
        niejako cnotą narodową, wyniesioną chyba z poprzedniego systemu. Ale część winy
        za taki stan rzeczy to mogą sobie przypisać ustawodawcy. Ustawa o punktach
        karnych, która miała zdyscyplinować kierowców, okazała się niedopracowanym
        niewypałem i tylko rozbestwiła piratów. I tu wraca temat wychowania
        komunikacyjnego dzieci. Jest tego za mało, nie jest prowadzone przez
        kompetentnych nauczycieli, często jest zbywane lub zastępowane ważniejszą
        lekcją. A kiedyś wychowywała milicja. Do mojej podstawówki przychodził
        milicjant i po prostu uczył. Na boisku rysowano ulice i jeździliśmy na
        rowerkach ucząc się zasad ruchu. Potem można było się zapisać na egzamin na
        kartę rowerową. Parę lat temu chciałem moją córkę zapisać na takie szkolenie.
        Nie ma. A potem dziwimy się, że dzieciaki jeżdżą jak chcą i bez świateł po
        nocy. A jak sie za młodu nie nauczy, to co będzie robił na motorze czy w
        samochodzie ? Czy emerytowani policjanci z drogówki nie chcą dorobić do
        emerytury ucząc dzieciaki?
        Wiemy wszyscy o bolączkach policji, o używaniu ich do wszystkiego, o
        politycznych przepychankach, o niebezpiecznej pracy. Ale nikt mi nie wmówi, że
        nie mogą łapać nieoświetlonych rowerzystów w nocy, maszyn wolnobieżnych na
        drogach szybkiego ruchu i walących dymem i olejem "autokarów" w centrum
        Warszawy. Nic tak nie robi policji złej reklamy jak zaniechanie, obojętność, a
        czasem - przekraczanie przepisów ruchu. Ja osobiście byłem świadkiem wypadku
        malucha, który wpadł na latarnie, a pierwszy radiowóz, który przejeżdżał tylko
        zwolnił ale nie zatrzymał się bo miał pilne sprawy. Drugi też się nie zatrzymał
        bo ... nie był z drogówki. W tym czasie zdejmowałem z przygodnymi gapiami
        trzymetrowy kawał latarni z dachu malucha. Na ulicy Modlińskiej, przy której
        mieszkam, od 2-3 lat szaleją motocykliści dzień i noc i... nikt nie reaguje. Są
        to ci sami goście, tak samo ubrani, na tych samych motocyklach. Gdyby zostali
        skontrolowani, to pewnie pożegnaliby się z prawem jazdy. Ale nic z tego.
        Komisariat policji jest 20 m od Modlińskiej. Jak w takim razie można wierzyć,
        że ktoś chce to zmienić, że komuś na tym zależy, że jest to czyjś obowiązek? A
        młodzi kierowcy to widzą i ... uczą się! Policja wiele mówi o tym, że trzeba
        zmienić archaiczne metody szkolenia kierowców, że musi być nowa filozofia
        szkolenia, że trzeba brać przykład z krajów wysoko zmotoryzowanych itd. Ale
        jednocześnie wzbrania się rękami i nogami od wprowadzenia chodzenia na służbę z
        wyliczonymi pieniędzmi i liczeniem po służbie... A to może być pierwszy krok do
        bezpieczeństwa. Bo jeśli kierowcy nabiorą przekonania, że nie można już "tanio"
        przekraczać przepisów, jeżeli mandat będzie tylko kredytowy, a za "zapomnienie"
        zapłacenia można będzie spodziewać się komornika, to pewnie zdejmą nogę z gazu.
        No i nie może być świętych krów.
        Nie jestem zwolennikiem karania dla karania i opierania wszystkiego na
        dyscyplinie i strachu. Nie piszę tych polemik po to, żeby zwalać wszystko na
        policję. Ale policja musi mieć autorytet. Musi umieć przeforsować swoje
        inicjatywy ustawodawcze i nie pozwolić w nich grzebać. Nie może się bać
        świętych krów.
        Szkolenie kierowców, sensowne zmiany kodeksu, nieuchronność kary - nawet za
        parkowanie jednym kołem na trawniku. To nie są prawdy objawione. To są nawet
        truizmy. Ale to normalne w cywilizowanym świecie. Ale - niestety nie u nas. W
        obyczajach drogowych jesteśmy bliżej azji... Mnożą się krzyże przy drogach.
Pełna wersja