wiemicho1
11.04.06, 08:54
Spokojna ulica łacząca osiedla. Ludziska leniwie przemiesczają się od sklepiku do koscioła i odwrotnie też czasami. Słońce nie daje wyraźnych znaków swojej działalności i zmierza na niezasłużony odpoczynek. Cisza, spokój, sielanka, przerwana jedynie odgłosem motocykla. Głośny warkot dziurawego tłumika tylko trochę drażni uszy. Odwróciłem głowę. Przez myśl przemknęło - oszołom, mógłoby wolniej przez osiedle. Z bocznej uliczki wystwiło dziób niewielkie CC. Wystawiło na tyle daleko, że huk giętych blach przerwał warkot. Znowu cisza. Pod moje nogi spadł kierowca motocykla. Dziwna poza z nienaturalnie skręconymi kończynami. Przez szczelinę w pękniętym kasku pod moje buty podpłynęła strużka krwi. Ułamki sekund które potrzebne są na pozbieranie się do działania spowodowały, ze dreptałem w kałuży. Odchodził.
Zapewne pewien, że jego umiejętności i sprzęt pozwolą mu wyjść z każdej opresji. Motocykl taki zwrotny.
W świetle przepisów sprawcą wypadku był kierowca CC. Nadmierna prędkość motocyklisty jedynie przyczyniła się do wypadku i zwiększyła skalę obrażeń.
Obrażeń motocyklisty.
Kierowca CC, roztrzęsiony powtarzał mantrę która miałaby zmyć jego winę. Nie zauważyłem, nie widziałem, nie widziałem....jechał tak szybko.
Dzisiaj wsiadłem do samochodu mimowolnie powtarzając swoją modlitwę:
pozwól dostrzec, pozwól dostrzec tych, którzy wystawią mnie na próbę licząc, że dar spostrzegania równo rozdzieliłeś miedzy ludzi Panie.
Takie jest zycie, powiedział mój duzo młodszy kolega.
Miłośnik szybkiej jazdy bez celu, nie ustający w poszukiwaniu adrenaliny.
Na kogo trafi? Może na mnie, a może na Ciebie?