ss85
13.04.06, 12:11
Godz. 5:45, 10.IV. nie ważne którego roku, mglisto, mży. Wyprzedzanie ł-UNO-choda, a z przeciwka wyłania się maluch bez świateł... Na szczęście zawczasu oświetlił go samochód, który wyprzedził ł-UNO-choda chwilę wcześniej. Gdyby nie to, to strach powyśleć, co by było.
Sytuacja zdarzyła się memu ojcu jadącemu do roboty. Jak myślicie, co się powinno takim robić?
Osobiście, czasem marzę, by mieć pojazd, w którym nie musiałbym się takich matołów obawiać (KAMAZ? KRAZ? BRDM?)