Apel do kierowców

IP: *.chello.pl 11.06.06, 14:32
nie-rowerzystów. Ścieżka rowerowa jest dla rowerów, czemu więc pełno na niej
pieszych? Czemu piesi nie chodzą po ulicy, przecież to taka sama część drogi,
jak ścieżka rowerowa? Dziś o mało co nie potrąciłem kilku osób na wydzielonej
ścieżce rowerowej. Jeżdżę szybko (jak na rower - 30km/h to dla mnie normalna
prędkość), ale wolno mi - mam wydzieloną drogę. Tymczasem piesi zdają się nie
widzieć różnicy między chodnikiem, a ścieżką. Więc proszę, zejdźcie na
chodnik, bo może stać się wam krzywda, gdy kogoś w porę nie zobaczę.
    • franki8 Re: Apel do kierowców 11.06.06, 14:56
      Podtrzymuję. Jako piesi powinniśmy być zadowoleni ze ścieżki rowerowej
      (oczywiście tam gdzie one są) ponieważ zdejmuje z nas obowiązek myślenia za
      innych. Taki chodnik to jedno z niewielu miejsc gdzie można w miarę bezpiecznie
      rozkoszować się spacerem. A dlaczego w miarę? Ponieważ część cyklistów i tak
      zawsze wybierze chodnik, tłumacząc, że ścieżka jest niewygodna, dziurawa, albo
      nie z tej nawierzchni co powinna. Tak więc unikajmy ścieżek rowerowych, nawet
      jeżeli są szersze, wygodniejsze i mniej dziurawe od chodnika. Bądźmy ponad.
      • emes-nju Re: Apel do kierowców 11.06.06, 16:06
        Wiekzosc sciezek powstala przy okazji modernizacji chodnika. Nie przesadzaj, ze
        sciezki sa mniej dziurawe. Idac tym tropem nalezaloby chodzic po jezdniach -
        tam, w rozumieniu pieszego, w ogole nie ma dziur i nie trzeba "pokonywac"
        kraweznikow.

        Co do jazdy rowerem. Sporo ostatnimi czasy jezdze na bicyklu i calkowicie
        zgadzam sie z mundrym. Zauwazylem, ze wszystkie niebezpieczne sytuacje zwiazane
        ze srodkiem lokomocji, ktorego uzywam, zdarzyly sie na sciezkach (na jezdni
        czuje sie nieomal bezpiecznie). Tez jezdze szybko. 25-30 km/h to predkosci
        przelotowe. O ile samochod z takiej predkosci hamuje sprawnie, to rower juz
        nie. Poza tym ewentualne zderzenie z autem jadacym z taka predkoscia skonczy
        sie w wiekszosci wypadkow na niewielkim uszkodzeniu auta i otrzepaniu sie
        pieszego z kurzu. Zderzenie z rowerem moze baaaardzo bolec. I pieszego i
        rowerzyste. Nie rozumiem zatem calkowitej niefrasobliwosci ludzi! Z trudem
        akceptuje to, ze piesi nie dostrzegaja roznicy pomiedzy chodnikiem, a sciezka,
        ale pchanie sie pod rozpedzony rower graniczy z idiotyzmem. Przedwczoraj
        latalem przez kierownice, po tym, jak mamusia, spojrzawszy mi w oczy, wepchnela
        sie na sciezke z wozkiem - gwaltowny wyjazd na nierowny trawnik skonczyl sie
        wywrotka. Calej akcji przygladali sie straznicy miejscy, ale byli zbyt zajeci
        wypisywaniem mandatu pani babci sasiadce sprzedajacej na rogu pietruszke, zeby
        zareagowac :-/ Kilka tygodni temu odbilem sobie dlon (chyba) urywajac lusterko
        Zuka, ktory (oczywiscie sluzbowo) zjechal z trawnika na sciezke prosto pode
        mnie. Zdarzylem tylko wystawic reke, zeby lusterkiem w leb nie dostac. Jechalem
        wtedy ponad 35 km/h - bylo z wiatrem :-) Bolalo!
        • franki8 Re: Apel do kierowców 11.06.06, 16:13
          Toteż jestem zdecydowanym przeciwnikiem chodzenia po ścieżkach rowerowych! A
          samochody które na nich parkują powinny być wywożone na koszt właściciela, i to
          na ten dalszy parking! Przytoczyłem tylko kilka często spotykanych argumentów
          rowerzystów, którym ścieżki się nie podobają.
          • Gość: mundry Re: Apel do kierowców IP: *.chello.pl 11.06.06, 19:17
            Ja na samochody mam metodę. Wystawiam nogę i pyk, po lusterku:) A dziś znowu
            pieszy wlazł pod koła, dużo było rabanu, bo jechałem 40km/h (czasem i tyle się
            da na płaskim, jak wiatru nie ma) i nie wyhamowałem:( Mnie też bolało, ale
            pieszy dostał po nogach. Zwiałem jak najszybciej, bo prawie doszło do linczu -
            wszyscy stanęli po stronie pieszego, a ja zostałem zwyzywany za szybką jazdę. I
            najgorsza sytuacja, w czasie powrotu. Jadę sobie ścieżką 35km/h, z lewej strony
            ścieżką mija mnie koleś jadący nieco szybciej. Jedziemy sobie razem , bo powoli
            mnie wyprzedza. Mijamy grubą kobietę i co? Zza niej wyłania się jej piesek BEZ
            SMYCZY i wpada na ścieżkę! Koleś dał po hamulcach, zblokował oba koła i wpadł na
            mnie:/ Obaj wylądowaliśmy na trawie, a paniusia śmiejąc się poszła.
            • stefan4 Re: Apel do kierowców 11.06.06, 19:30
              mundry:
              > Ja na samochody mam metodę. Wystawiam nogę i pyk, po lusterku:)

              Lepiej tego nie rób. Po takiej akcji pozostaje w ludzie przesąd, że rowerzyści
              to chuligani, i utrudnia uznanie nas za pełnoprawnych użytkowników dróg.

              Lepiej przyklejaj do przedniej szyby blachosmroda karteczkę ,,Proszę, nie parkuj
              na mojej drodze'' (możesz tekst zmienić, ale lepiej bez wulgaryzmów). Żeby
              kierowiec musiał się trochę naskrobać i odniósł szkodę na paznokciach, ale nie
              na kasie.

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
            • iberia30 Re: Apel do kierowców 15.06.06, 18:36
              Gość portalu: mundry napisał(a):

              > Ja na samochody mam metodę. Wystawiam nogę i pyk, po lusterku:) A dziś znowu
              > pieszy wlazł pod koła, dużo było rabanu, bo jechałem 40km/h (czasem i tyle się
              > da na płaskim, jak wiatru nie ma) i nie wyhamowałem:( Mnie też bolało, ale
              > pieszy dostał po nogach. Zwiałem jak najszybciej, bo prawie doszło do linczu -
              > wszyscy stanęli po stronie pieszego, a ja zostałem zwyzywany za szybką jazdę.
              I
              > najgorsza sytuacja, w czasie powrotu. Jadę sobie ścieżką 35km/h, z lewej
              strony
              > ścieżką mija mnie koleś jadący nieco szybciej. Jedziemy sobie razem , bo
              powoli mnie wyprzedza. Mijamy grubą kobietę i co? Zza niej wyłania się jej
              piesek BEZ SMYCZY i wpada na ścieżkę! Koleś dał po hamulcach, zblokował oba
              koła i wpadł na
              > mnie:/ Obaj wylądowaliśmy na trawie, a paniusia śmiejąc się poszła.


              mundry ty chyba jestes niepowazny, naprawde takie szalone predkosci rozwijasz
              na swoich dwoch kolkach?Pogielo cie ? I kto tu stwarza zagrozenie dla
              otoczenia??
              • tomek854 Re: Apel do kierowców 16.06.06, 19:12
                Rower, jak kazdy inny pojazd ma prawo poruszać się z prędkością do 50 w dzień w terenie zabudowanym.
    • mejson.e Niedojrzałość społeczeństwa 11.06.06, 19:41
      Nasze społeczeństwo w prze(r/w)ażającej większości nie oswoiło się z istnieniem
      ścieżek rowerowych i z zasadami ich wykorzystania.

      Ani kierowcy ani piesi nie traktują ich poważnie i niefrasobliwie przecinają je
      czy po nich chodzą.
      Traktują je jak zwykły chodnik, na którym nie zaskakuje szybko i cicho jadacy rower.

      Kilkanaście lat temu przejechałem bez zastanowienia motocyklem przez ścieżke w
      Hamburgu i wpadł na mnie rowerzysta.
      Wylądowałem na boku, nikomu nic się nie stało, nawet rower nie ucierpiał.
      Wiem doskonale dlaczego doszło do wypadku - nie nawykłem wtedy do istnienia
      ścieżek rowerowych (koniec epoki socjalizmu) i nie spodziewałem się niczego
      groźnego w wolnym przecinaniu w moim mniemaniu po prostu chodnika.

      Musi jeszcze sporo czasu upłynąć, by polscy piesi zaczęli odróżniać ścieżkę
      rowerową od chodnika i wiedzieli, jak się na niej zachować i czego się tam
      spodziewać.

      Dlatego nie liczmy jeszcze przez parę lat, że możemy na ścieżkach pędzić
      bezpiecznie powyżej 20/h, chyba że są to ścieżki prowadzone z dala od pieszych i
      nie są przecinane wjazdami do posesji.

      Kierowcy szybciej niż piesi dadzą sie wychować ale i tak nie nastąpi to prędko.

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • emes-nju Re: Niedojrzałość społeczeństwa 11.06.06, 20:37
        mejson.e napisał:

        > Dlatego nie liczmy jeszcze przez parę lat, że możemy na ścieżkach pędzić
        > bezpiecznie powyżej 20/h


        Klopot w tym, ze dziennie jezdze ze 35 km wiec zmniejszenie predkosci o 25-30%
        zaowocuje znacznym wydluzeniem jazdy. Uwazam na pieszych jak moge, ale na
        kretynow rady nie ma - nawet jazda 20 km/h niewiele pomoze.
        • ss85 Uwaga na niedojrzałe matki!!! 15.06.06, 19:24
          Najgorsze są matki z dziećmi biegającymi po ścieżce rowerowej. Kilkoro dzieci już zawdzięcza życie mojemu refleksowi. A co się nasłuchałem od tych durnych mamusiek, że jestem debil, wariat, zabójca, to moje. A jakby mi pies wybiegł pod koła, to miałby szanse wprost proporcjonalne do swej wielkości. Zwłaszcza, że alergicznie nie znoszę małych psów (ratlerki, jamniki itp.) grubych i starych bab.
      • stefan4 Re: Niedojrzałość społeczeństwa 11.06.06, 21:31
        mejson.e:
        > Kilkanaście lat temu przejechałem bez zastanowienia motocyklem przez ścieżke w
        > Hamburgu i wpadł na mnie rowerzysta.
        [...]
        > Kierowcy szybciej niż piesi dadzą sie wychować ale i tak nie nastąpi to
        > prędko.

        Moim zdaniem gdańscy kierowcy już w zasadzie przywykli do dróg rowerowych jako
        okoliczności, którą trzeba brać pod uwagę W TRAKCIE JAZDY; to znaczy takie
        wypadki jak ten Twój sprzed lat zdarzają się rzadko
        • dorianne.gray Re: Niedojrzałość społeczeństwa 11.06.06, 23:28
          Heh, w Zielonej Górze są właśnie takie "inteligentne" ścieżki rowerowe -
          kończące się znienacka przed skrzyżowaniem, bo dalej chodnik nie jest
          przebudowany (i co? rower na plecy?...), albo takie ścieżki, na środku których
          rosną drzewa, latarnie, znaki drogowe... :)

          A wg moich obserwacji największą plagą ścieżek są starsze panie, które uważając
          się za święte krowy łażą jak po swojej łące, patrząc nadjeżdżającym rowerzystom
          wyczekująco prosto w oczy - autentycznie, nie kumam! :)
        • emes-nju Re: Niedojrzałość społeczeństwa 12.06.06, 10:08
          stefan4 napisał:

          > mejson.e:
          > > Kilkanaście lat temu przejechałem bez zastanowienia motocyklem przez
          > > ścieżke w Hamburgu i wpadł na mnie rowerzysta.
          > > [...]
          > > Kierowcy szybciej niż piesi dadzą sie wychować ale i tak nie nastąpi to
          > > prędko.
          >
          > Moim zdaniem gdańscy kierowcy już w zasadzie przywykli do dróg rowerowych
          > jako okoliczności, którą trzeba brać pod uwagę W TRAKCIE JAZDY; to znaczy
          > takie wypadki jak ten Twój sprzed lat zdarzają się rzadko
    • jane14 Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 08:13
      "zejdźcie na chodnik, bo może stać się wam krzywda"
      "jak mamusia, spojrzawszy mi w oczy, wepchnela sie na sciezke z wozkiem"
      "Ja na samochody mam metodę. Wystawiam nogę i pyk, po lusterku"
      "ale na kretynow rady nie ma "
      "największą plagą ścieżek są starsze panie, które uważając się za święte krowy
      łażą jak po swojej łące"

      To tylko nieliczne z cytatów zaczerpnietych z waszych postów drodzy "cykliści".
      Jeszcze nie tak dawno byłem zwolennikiem wspóldzielenia chodników ze ścieżkami
      rowerowymi jak to jest w niektórych krajach ale podobnie jak w przypadku
      samochodów widać wyrażnie że wojna o "MÓJ" kawałek asfaltu to świeta wojna i
      nie zależy od sposbu poruszania się a jedynie od pustki w głowie.
      Myślę że w Polsce nie dość że ściezek rowerowych jest jak na lekarstwo to 90% z
      nich to "drogi dla rowerów i dla pieszych".
      Co to oznacza? Ano to, że na takich drogach piesi mają pierwszeństwo. Jak są
      oznaczone "droga tylko dla rowerów" a jak "droga dla rowerów i pieszych" to
      chyba wiecie.
      To że chodnik jest częsciowo wyłożony płytkami a częściowo asfaltem nie oznacza
      że na tej części asfaltowej pieszego można taranować. Bo ścieżka rowerowa to
      nie to samo co droga dla rowerów po której pieszym nie wolno chodzic ale i tu
      sa wyjątki.
      W polsce ściezki rowerowe powstają (i dobrze) z reguły kosztem właśnie
      chodników. Jesli zaczniecie wojne o ten kawałek chodnika to może ona się
      skończyć wojną na dwa fronty. Z jednej strony przeciwnikami ścieżek bedą
      kierowcy z drugiej piesi.
      Scieżki rowerowe powstają bo wielu jazda rowerem kojarzy się z niedzielna
      wycieczką całą rodzinną, czy dojazdem do sklepu bądź do pracy. Jeżeli zacznie
      kojarzyć sie z kopaniem lusterek czy potrącaniem staruszek moze być problem.
      Czy warto !
      PS Nie przesadzajcie z tymi predkościami bo wam pomontuja garby i bedzie
      kolejny problem !!!
      • stefan4 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 08:36
        jane14:
        > PS Nie przesadzajcie z tymi predkościami bo wam pomontuja garby i bedzie
        > kolejny problem !!!

        Ja się z Tobą zgadzam, że lepiej po dobroci. Sa miejsca na drogach rowerowych,
        gdzie jazda z prędkością większą niż kilkanaście km/h jest agresywną głupotą.

        A tylko techniczna uwaga: garb jest dobry na samochody. Własne nogi są znacznie
        skuteczniejszym amortyzatorem niż samochodowe resory i inne rury wypełnione
        lepkim świństwem. Więc śpiącego policjanta przejeżdża się na rowerze kosztem
        lekkiego wybicia z rytmu pedałowania ale prawie bez zmniany prędkości.

        Jeśli chcesz skutecznie spowolnić rowerzystę, to musisz tak zrobić, żeby droga
        rowerowa miała zakręty, których nie da się przejechać na skróty. Tylko że to
        może być niebezpieczne.

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • klemens1 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 10:11
        > Myślę że w Polsce nie dość że ściezek rowerowych jest jak na lekarstwo to 90%
        > z nich to "drogi dla rowerów i dla pieszych".
        > Co to oznacza? Ano to, że na takich drogach piesi mają pierwszeństwo.

        Rozróżnijmy 2 przypadki gdzie występuje ten znak:
        1. Chodnik bez wyznaczonej strefy dla pieszych i strefy dla rowerzystów.
        2. Chodnik z wyznaczoną strefą dla pieszych i strefą dla rowerzystów.

        W tym drugim przypadku znak oznacza, że na ciągłym kawałku asfaltu/płyt
        chodnikowych/kostki jest dopuszczony ruch zarówno pieszych jak i rowerzystów,
        ale każdy z nich ma wydzielony pas do poruszania się - czyli strefa dla
        rowerzystów jest pełnoprawną ścieżką rowerową, tylko że nieodgrodzoną
        trawnikiem od chodnika.
        • jane14 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 10:45
          Jeśli jesteś tak biegłym w przepisach to podaj jaki to przepis, bo znak jest
          jeden i jeżeli nie ma innych wskazówek (np znaki poziome) a przeważnie nie ma
          to jakiż to paragraf mówi o róznych przypadkach.
          Nie nadinterpretujmy przepisów. Co to jest "strefa dla pieszych/rowerów"
          pojecie prawne czy nowomowa rowerzystów. A od kiedy to asfalt zgodnie z prawem
          a nie wymysłem oznacza zakaz chodzenia! Asfalt jest tam by cie nietelepało na
          płytkach a nie byś wyznaczał sobie "strefy"
          A ty sam jak jedzie rower z naprzeciwka to co robisz, bo rzadko na tych
          scieżkach/strefach mozna się bezpiecznie wyminąć. Zsiadasz i grzecznie
          przeprowadzasz rower po "strefie pieszych"?
          • Gość: kafar Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... IP: *.emrsn.co.uk / 80.79.80.* 12.06.06, 11:41
            Rozporządzenie Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji
            z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych, § 40
            • jane14 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 12:42
              "40. 1. Umieszczone na jednej tarczy symbole znaków C-13 i C-16 oznaczają, że
              droga jest przeznaczona dla pieszych i kierujących rowerami jednośladowymi;"

              Czyli jest to droga dla pieszych i rowerów a wiec pierwszeństwo ma pieszy !

              "...ruchpieszych i rowerzystów odbywa się:
              1) na całej powierzchni, jeżeli symbole oddzielone są kreską poziomą,
              2) odpowiednio po stronach drogi wskazanych na znaku, jeżeli symbole oddzielone
              są kreską pionową...
              Sformułowanie to oznacza nakaz czy tylko wskazówkę ? Teoretycznie jest to
              połaczenie znaków nakazu ale praktycznie ... u mnie pod domem biegnie scieżka
              oznaczona kreską skośną, to pionowa czy pozioma? I żeby było smiesznie w kilku
              miejscach (zatoki autobusowe) scieżka przecina chodnik i na odwrót i nie ma tam
              dodatkowego znaku zmieniającego strone.
              No i głowy nie dam ale wszedzie z wszystkich kierunków rower jest po prawej a
              pieszy po lewej. Bez wzgledu na wyasfaltowaną strone. Nie było do tego jakiejś
              nowelizacji ?
          • klemens1 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 14:52
            > Jeśli jesteś tak biegłym w przepisach to podaj jaki to przepis, bo znak jest
            > jeden i jeżeli nie ma innych wskazówek (np znaki poziome) a przeważnie nie ma
            > to jakiż to paragraf mówi o róznych przypadkach.

            Napisałem o 2 przypadkach, więc logiczne jest, że w tym drugim jakoś te strefy
            są rozdzielone. Polega to na tym, że na pasie dla rowerów namalowany jest
            rower - znak poziomy uwzględniony w KD.
            • jane14 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 13.06.06, 08:59
              No wiec jak napisałem wczesniej koło mnie jest taka a nie inna ścieżka
              oznaczenie ma pionowe i nie dokońca zgodne z logiką i przepisami. Znaków
              poziomych nie ma zadnych. Jeszce moze tylko gwoli ścisłości szerokość asfaltu ~
              1,2 m i chodnika podobnie moze ciut wiecej.
              W tej sytuacji jest chyba jasne że na takiej ścieżce nie moze być mowy o
              bezkolizyjnym wyminięciu się dwóch rowerów bez naruszenia integralności
              chodnika i na odwrót (niewspomne że spacerowicze lubią chodzić parmi a i
              rowerzysci lubią sobie pogadać podczas jazdy). Co wieć robić? Toczyć wojnę, czy
              poprostu uwazać wzajemnie na siebie. Gdy chodzę tamtedy jako pieszy na może 10
              napotkanych rowerów zdaży się jeden który zachowuje się jakby mu ktoś coś
              wsadził w t...
              Gdy jadę rowerem nie ma problemów bo poprostu widząć wiekszą grupkę
              przechodniów, czy niezdyscyplinowanego/niezorientowanego pieszego poprostu
              omijam go bo nie pedze na złamanie karku, wiec ten manewr nie sprawia mi
              kłopotu. I szczerze mówiąc do tej dzisiejszej dyskusji nie dostrzegałem tam
              jakiś problemów.
              • stefan4 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 13.06.06, 09:22
                jane14:
                > Gdy chodzę tamtedy jako pieszy na może 10 napotkanych rowerów zdaży się jeden
                > który zachowuje się jakby mu ktoś coś wsadził w t...

                Ma za wąskie siodełko?

                - Stefan

                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 10:29
        To nie jest kwestia wojny. Chcialbym tylko, zeby piesi na WSPOLNEJ sciezce byli swiadomi, ze rower to nie pieszy. Nie zmieni nagle kierunku, nie zatrzyma sie w miejscu, a jak dojdzie do kolizji, to rower jest twardszy niz czlowiek. Tylko tyle - wspoldzialanie i swiadomosc koniecznosci wspolistnienia.

        Przytoczyles moj opis mamusi wpychajacej wozek mi pod kola. Zauwaz, ze to ja wyladowalem na trawie, a nie przydzwonilem w mamusie z wozkiem. A stalo sie to dlatego, ze mamusia absolutnie nie miala checi zauwazyc, ze rower ma swoje ograniczenia. Spojrzala i wyszla, a ja nie mialem nawet mozliwosci zahamowania. Ciekawe czy pod samochod tez by tak wyszla? Nawet jakby miala pierwszenstwo... Zauwaz, ze pierwszenstwo na drodze nie jest dane bezwzglednie. Przepisy stanowia kto, komu ustepuje i dlaczego (majacy pierwszenstwo musi sie upewnic, ze to pierwszenstwo zostalo mu udzielone!). Na chodniko-sciezce to nie obowiazuje - jak idzie pieszy, rowerzysta ma sie zdematerializowac, albo "tylko" uniknac zderzenia nawet jak jest to fizycznie niemozliwe. Standartem na sciezkach jest to, ze pieszy zmienia kurs o 90 st. w czasie wyprzedzania go przez rower - bo to rowerzysta musi ustapic wiec po co sie obejrzec? I tu jest pies pogrzebany - w swiadomosci ludzi wspolna sciezka jest traktem dla ludzi. O tym, ze moze sie na tym trakcie pojawic rower, lepiej nie myslec - jakby co, to winien bedzie rowerzysta bo piesi maja pierwszenstwo. Nawet jak majacy pierwszenstwo pieszy zrobi wszystko, zeby do wypadku doszlo, a rowerzysta wszystko, zeby nie doszlo. W zasadzie, to w opisywanym przeze mnie przypadku z mamusia niepotrzebnie zloscilem sie na straz miejscka. Oni dzialali racjonalnie, bo to pieszy ma pierwszenstwo i to, ze, chcac uniknac sprowokowanego przez mamuske wypadku, znalazlem sie na trawie w pozycji horyzontalnej bylo moja wina. Powinienem sie cieszyc, ze nie zaplacilem mandatu za deptanie trawnikow!
        • jane14 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 10:59
          Wspołczuje upadku ale...rower jest pojazdem i obowiązują go w kazdych
          okolicznosciach te same przepisy co i samochód z ograniczeniami
          do "dostosowania predkosci do warunków ruchu" "zasada ograniczonego zaufania"
          itd. Jeżeli jako rowerzysta masz pełne (choć nieskuteczne niestety) prawo
          wymagać by być wyprzedzanym przez auta z zachowaniem bezpiecznej odległości i
          należytej ostrożności, to to samo trzeba stosować do pieszych jeśli się jedzie
          rowerem. Czasem moze to oznaczać wolniejsza jazdę, ale lepiej jeździć wolniej
          po wspólnej drodze z pieszymi niż trzymać rower w piwnicy w oczekiwaniu na
          wybudowanie ekstra drogi dla rowerów.
          Wiem i ubolewam nad tym że rower nie jest w Polsce "doceniany" przez drogowców.
          To sie mam nadzieje zmieni. Ale póki co nie szukajmy wrogów tam gdzie ich nie
          ma.
          Pisze to ja okazjonalny, ale też cyklista.
          • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 11:31
            jane14 napisała:

            > Wspołczuje upadku ale...rower jest pojazdem i obowiązują go w kazdych
            > okolicznosciach te same przepisy co i samochód z ograniczeniami
            > do "dostosowania predkosci do warunków ruchu" "zasada ograniczonego zaufania"


            Jak zawsze teoretyzujesz. Gdyby mamuska NIE spojrzala na mnie, moglbym spodziewac sie jej WTARGNIECIA (niezaleznie od jej domniemanego pierwszenstwa bylo to wtargniecie - tak samo jak pieszey moze wtargnac na pasy nie zostawiajac kierowcy szansy na ustapienie mu pierwszenstwa) i zwolnic. Skoro jednak spojrzala na mnie, moglem sie spodziewac, ze nie ma sklonnosci samobojczych. Miala...

            Pieszych w okolicy sciezek jest bardzo duzo. W swietle tego, co piszesz rowerzysci w ogole nie powinni wsiadac na rower, tylko prowadzic go, zeby pieszemu wlos z glowy nie spadl - bo przeciez zgodnie z zasada ograniczonega zaufania musze domniemywac, ze KAZDY w okolicy sciezki, na nia wejdzie (tak samo zreszta kierowcy powinni przepychac swoje samochody w miejscach gdzie jezdnie sasiaduja z chodnikami - przeciez pieszemu trzeba ustapic i ni emozna mu ufac). A jedyna bezpieczna predkoscia w takie sytuacji jest predkosc nie do utrzymania na rowerze - bo sie przewraca... :-P


            > Jeżeli jako rowerzysta masz pełne (choć nieskuteczne niestety) prawo
            > wymagać by być wyprzedzanym przez auta z zachowaniem bezpiecznej odległości i
            > należytej ostrożności, to to samo trzeba stosować do pieszych jeśli się
            > jedzie rowerem.


            Jest pewna roznica. Kierowca i rowerzysta na drodze posluguja sie pewnym zasobem znanych im przepisow i zdrowym rozsadkiem. Pieszy na sciezce ma sie za swieta krowe nie dlatego, ze zna przepisy, tylko dlatego, ze ma w glebokim powazaniu te przepisy. To ze ma pierwszenstwo przed rowerzysta (kompletne nieporozumienie!), nie znaczy, ze moze wyskakiwac pod kazdego jadacego sciezka rowerzyste jak diabelek z pudeleczka! A piesi robia to systematycznie. Ostatnio duzo jezdze rowerem i kilka razy dziennie musze hamowac awaryjnie przed kims, komu nawet do glowy nie wpadlo, ze po sciezce moze cos jechac. Tego nie mozna rozpatrywac w kategoriach predkosci bezpiecznej czy zasady ograniczonego zaufania - nalezy zaczac od prozaicznego uswiadomienia, ze na sciezce dla rowerow moze sie znalesc rower! Tak jak jeszcze 30-40 lat temu trzeba bylo ludziom uswiadamiac, niezaleznie od najlepszych nawet checi kierowcy, samochodu nie da sie zatrzymac w miejscu. No to teraz trzeba uswiadomic, ze na sciezce rower moze sie pojawic, a jak juz sie to uswaiadomi, nalezy uswiadomic, ze rower podlega podobnym, czysto fizycznym, ograniczeniom jak samochod. I wtedy bedzie cacy - ja zwolnie, a pieszy jak juz mnie zobaczy (jak wpadnie na pomysl, ze wchodza na sciezke musi sie rozejrzec!), to oceni czy moze BEZPIECZNIE wejsc mi pod kola, czy lepiej poczekac (tak samo robi od lat na przejsciach dla pieszych i nie wpada mu do glowy lazenie po jezdni bez patrzenia).
            • jane14 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 11:56
              Nie wiem czemu uważasz ze teoretyzuję ? Jak wspomniałem zdaza mi się jeździć
              rowerami i nie widze konfliktu miedzy sobą a pieszymi.
              Ba jako kierowca też nie widze konfliktu miedzy sobą i rowerami. I w jednym i w
              drugim wypadku jeśli ktoś wytnie numer to poprostu traktuje to jako wypadek a
              nie zła wolę. Owszem są i debile majacy złą wolę ale napewno nie struszki czy
              matki z dziećmi. Jak już to własnie kierowcy/rowerzysci chcący udowadniać że
              ich sprzet (samochód/rower) z racji parametrów (200KM/144 przełożenia) nie
              nadaje się do ostrożnej i rozważnej jazdy.
              • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 12:07
                Nie ma konfliktu.

                W wypadku wspolzycia rowerzystow i kierowcow jest swiadomosc wspolistnienia (i chec unikniecia wypadku), a w wypadku rowerzystow i pieszych swiadomosc jest jednostronna (rowerzysta wie o pieszym, pieszy o rowerzyscie nie) - nie istnieje cos takiego jak jednostronny konflikt.

                Wyobraz sobie, ze piesi nagle zaczeliby traktowac jezdnie tak, jak teraz traktuja sciezki. W celu ulatwienia im tej sztuczki ustawodawca wprowadzilby przepis o bezwzglednym pierwszenstwie pieszych nad samochodami. Panowalby kompletny chaos, ale o tyle lepszy od obecnego chaosu na sciezkach, ze piesi nadal zdawaliby sobie sprawe z obecnosci samochodow i z tego, ze samochod nie moze stanac w miejscu. A teraz przeloz to na sciezki, ktore przez pieszych traktowane sa jak trakty piesze bez mozliwosci pojawienia sie pojazdu mechanicznego jakim rower niewatpliwie jest.

                Dziennie, w takich warunkach, przejezdzam ok. 35-40 km (wiekszosc po sciezkach - tak akurat sie ulozyly). Slowo honoru, ze wolalbym ten dystans pokonywac po drodze szybkiego ruchu!!! Tam wszystko jest jasne i jednoznaczne - ja wiem o samochodach, kierowcy wiedza, ze rowerzysty nie da sie bezkarnie wziac na maske i jest git. Na sciezkach za to kilka razy dziennie musze unikac uderzenia w kogos, kto wlazi zza jakiejs zaslony, albo "tylko" nagle zmienia kierunek prosto pod moje kola.


                > Owszem są i debile majacy złą wolę ale napewno nie struszki czy matki z
                > dziećmi.


                To efekt kompletnej nieswiadomosci, choc "moja" mamuske o zdrowe zmysly bym nie podejrzewal...
                • jane14 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 13:03
                  emes-nju napisał:

                  > To efekt kompletnej nieswiadomosci...

                  Tu jest pies pogrzebany z tzw. zasadą ograniczonego zaufania. Zarówno na lini
                  kierowca rowerzysta jak i rowerzysta pieszy juz sam widok tego drugiego na
                  naszej trasie musi wywołać ostrożność. Rowerzysta z reguły gorzej orientuje się
                  w przepisach niż kierowca . Natomiast pieszy tym bardziej. Pozaty i jeden i
                  drugi mają problem z wyobraźnią jak niebezpieczny może być ich nieprzemyślany
                  manewr.
                  Nic dziwnego że przygody takie najczesciej maja miejsce z staruszkami mamami
                  itp. które nie dosć że mają ograniczoną zdolnośc postrzegania to i mają problem
                  z tą "ruchową" wyobraźnią bo nie maja doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu
                  pojazdów.
                  • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 13:06
                    A wystarczyloby troche zmienic przepisy. Zgodnie z gloszona przez Ciebie doktryna, kilka mandatow dla pieszych na sciezkach zalawiloby sprawe nieswiadomosci :-)
                    • jane14 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 13:12
                      Nie wywołuj wilka z lasu. Jak ktoś kiedyś rzeczywiście wpadnie na pomysł
                      wzmożonych kontroli na ścieżkach rowerowych to nie jest powiedziane kto więcej
                      i za co zapłaci. Lepiej "dogadać" się miedzy sobą bez udziału władzy.

                      PS Moja doktryna zakłada surowe kary dla umyślnie łamiących przpisy nie dla
                      wszystkich jak leci.
                      • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 13:22
                        Czy wejscie na OZNACZONA (znakami pionowymi i poziomymi) sciezke dla rowerow (oddzielna od chodnika!) nie jest swiadomym lamaniem przepisow?

                        A co wywolywania wilka z lasu... W swietle dzisiejszych przepisow rowerzysta bedzie zawsze winien bo ustawodawca zapomnial na pieszych nalozyc egzekwowalny nakaz zachowania ostroznosci na wspolnych traktach rowerowo-pieszych. Za cala sytuacje na takim szlaku odpowiedzilany jest rowerzysta nawet jezeli przejedzie sie po kims, kto polozyl mu sie pod kolami w ramach proby samobojczej.

                        Generalnie w naszym KD kroluja przepisy-worki: zachowanie bezpiecznej predkosci, zachowanie bezpiecznej odleglosci, ustepowanie pieszym na sciezkach dla rowerow... Tu nie chodzi o bezpieczenstwo, tylko o ulatwienie organom ustalenia winnego. Samochod wykrecil baczka na polanym obficie olejem napedowym mokrym asfalcie - nie zachowal bezpiecznej predkosci; rowerzysta zderzyl sie z gosciem, ktory wylazl z krzakow (gdzie akurat odlewal sie po spozyciu wiekszych ilosci zlotego plynu) prosto pod kola roweru - winien rowerzysta bo nie ustapil pierwszenstwa.
                        • stefan4 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 14:11
                          Emes-Nju, jak już często bywało, zgadzam się z Tobą prawie stuprocentowo w
                          warstwie faktograficznej, ale nie mogę zaakceptować tonu beznadziei, goryczy i
                          plucia na władze, że znowu chcą się obłowić na mandatach. Budowniczych
                          (ew. znakowniczych) drogi rowerowej należy krytykować tam, gdzie wykonali
                          konkretne kiksy (jest ich mnóstwo, niestety), ale współżycie z pieszymi musimy
                          sobie układać na WŁASNY rozum na takich drogach, jakie są.

                          emes-nju:
                          > W swietle dzisiejszych przepisow rowerzysta bedzie zawsze winien bo
                          > ustawodawca zapomnial na pieszych nalozyc
                          [...]

                          W przeważającej liczbie przypadków policja nie jest wzywana do kolizji rowerów
                          czy do kolizji rowerów z pieszymi, więc nie ma znaczenia praktycznego, komu po
                          czym ustawodawca nałożył. Nie ma też znaczenia, kto był winien w świetle
                          przepisów. Na ogół rozmowa wygląda potem tak:
                          • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 14:48
                            Moje plucie na waaadze jest stalym elementem moich wypowiedzi, ale w tym wypadku mialo charakter luznej dygresji. Faktycznie niewiele wnioslo, choc bylo reakcja na powolywanie przez Jane na przepisy. Przepisy rzeczywiscie niewiele wnosza skoro przynajmniej jedna ze stron jest ich absolutnie nieswiadoma. Samochod, za racji swej wielkosci, budzi (nawet u nieswiadomego istnienia przepisow) respekt - rower nie.

                            Co do przyczyn zjawiska zgadzamy sie dosc dokladnie - wlazenie pod rower wynika z nieswiadomosci. Co do lazenia bo to blisko od domu (jestem u siebie wiec czuje sie bezpieczny) nie jestem pewien. Sklanialbym sie jednak do nieswiadomosci - ewentualna kraksa pieszy bedzie rownie zaskoczony pod domem jak i w innym miescie, bo przeciez rower nie istnieje w swiadomosci.

                            I ta nieswiadomosc paradoksalnie ratuje skore rowerzystom, ktorzy mieli pecha trafic w pieszego. Skoro pieszy nie wie, ze na sciezce moze pojawic sie rower, to skad ma wiedziec, ze ma na tej sciezce pierwszenstwo? :-)

                            Policja nie pojawia sie na miejscu zdarzenia bo wyjatkowo rzadko dochodzi do czegos powazniejszego niz siniak lub otarcie. Z mojego doswiadczenia wynika ponadto, ze zwykle to rowerzysta, probujac za wszelka cene uniknac kraksy, odnosi powazniejsze obrazenia (dwa lata temu opatrywalem dziewczyne, ktora wyladowala na betonowym koszu na smieci unikajac rozjechania puszczonego samopas dziecka - na szczescie zawsze woze apteczke, bo lala krwawila obficie z kilku ran, kwalifikujacych sie chyba do szycia; rower bez kola, widelca i przedniej czesci napedu; nigdzie nie dzwonilem zostawiajac inicjatywe jej chlopakowi) - to my poruszamy sie jednak ze znaczna predkoscia (nawet 15-20 km/h, bedace dla sprawnego rowerzysty spacerkiem, boli w momencie zetkniecia z twardym). Skoro powazniej poszkodowany jest ktos, kto wie, ze potracil kogos, komu mial (z racji obowiazujacych przepisow) ustapic, to musialby byc niespelna rozumu, zeby wzywac policje...
                            • stefan4 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 15:24
                              emes-nju:
                              > Z mojego doswiadczenia wynika ponadto, ze zwykle to rowerzysta, probujac za
                              > wszelka cene uniknac kraksy, odnosi powazniejsze obrazenia

                              Hmmm... Jest sporo przypadków, których rowerzysta w ogóle nie uważa za kraksę a
                              pieszego bolą. Np. potrącił dziecko, które mu wylazło znikąd, zatrzymał się
                              kilka metrów dalej, zobaczył, że krew się nie leje, ze dziecko potrzebuje tylko
                              pocieszenia, że mamusia już je pociesza lepiej niż on by potrafił, więc pojechał
                              dalej. Albo przecisnął się skutecznie między dwoma pieszymi i tylko jednego
                              trącił rogiem kierownicy w łokieć. Gdyby takie wypadki też ująć w statystykę,
                              to nie wiem, jak ona by wypadła.

                              Moja ostatnia kolizja z pieszą skończyła się z grubsza remisem. Paniusia łaziła
                              po ścieżce dla rowerów (nie szła donikąd, czekała na autobus), więc zwolniłem.
                              W pewnej chwili spojrzała mi w oczy i wykonała krok do tyłu, na trawnik, więc
                              przyspieszyłem. Wtedy zrobiła krok do przodu z powrotem na ścieżkę, więc
                              wjechałem w nią w ogóle bez hamowania. Potem obie strony z trudem pozbierały
                              się z asfaltu i ja się zainteresowałem jej stanem a ona moim. Nie ustalaliśmy
                              winy; nawzajem się przeprosiliśmy i podażyliśmy we własne strony. Bolało
                              jeszcze kilka dni; myślę, że ją też.

                              - Stefan

                              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                              • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 15:38
                                Wyglada na to, ze moje doswiadczenia sa nieco drastyczniejsze w skutkach. Nigdy nikogo nie potracilem, natomiast kilka razy dosc bolesnie zaliczylem glebe. I NIGDY nie zdarzylo sie, zeby osoba dzieki ktorej obnizylem loty do poziomu ziemi, zechciala zapytac mnie czy zyje.

                                No coz, takie jest zycie. Majac na uwadze integralnosc czachy zawsze jezdze w kasku, a ze wzgledu na to, ze lubie ogladac swiat, nabylem poliweglanowe okularki, ktore trudno stluc.
                                • Gość: mundry Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... IP: *.chello.pl 12.06.06, 16:38
                                  Emes i Stefan, jak tu wychować nasze społeczeństwo? Ja to chyba nie mam
                                  refleksu, dziś miałem kolejne bum z pieszym:/ Ścieżka rowerowa odgrodzona
                                  żywopłotem od 2 razy szerszego od niej chodnika jest oczywiście najlepszym
                                  miejscem do spacerów z dziećmi, psami, wózkami itp. Nie zauważyłem w porę wózka,
                                  ale na szczęście zdążyłem wyhamować na tyle, żeby za mocno nie uderzyć
                                  prowadzącej go mamusi. Oczywiście dostałem porządny opie.. że jeżdżę jak
                                  wariat, że ona idzie z wózkiem, a na moje argumenty, że to jest ścieżka
                                  rowerowa, inny pieszy (pewien pan, nieco większy ode mnie) użył wobec mnie
                                  groźby karalnej po czym oddaliłem się z miejsca zdarzenia.
                                  • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 16:48
                                    Istnieje w tym kraju cos takiego jak PUBLICZNA, finansowana czesciowo z abonamentu, TV. Reklama spoleczna nie jest zjawiskiem nieznanym nawet w Polsce. Mozna bylo zrobic serie filmikow o pasach bezpieczenstwa, mozna i o sciezkach.
                                    • Gość: mundry Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... IP: *.chello.pl 12.06.06, 16:56
                                      I mnie :D Jak rozpędzony, 100kg pocisk wpada z prędkością 35km/h na matkę z
                                      dzieckiem :D
                                    • franki8 Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 12.06.06, 17:01
                                      emes-nju napisał:

                                      > Istnieje w tym kraju cos takiego jak PUBLICZNA, finansowana czesciowo z
                                      aboname
                                      > ntu, TV. Reklama spoleczna nie jest zjawiskiem nieznanym nawet w Polsce.
                                      Mozna
                                      > bylo zrobic serie filmikow o pasach bezpieczenstwa, mozna i o sciezkach.
                                      >
                                      Święte słowa!!! Mogę powiedzieć tylko tyle: jeśli uda się zdobyć "wolę
                                      polityczną" postaram się uwzględnić sytuację na styku rowerzysta-pieszy i
                                      ścieżka-chodnik w jednej z najbliższych kampanii. Problem tylko w tym, że mogę
                                      mieć wpływ na zaplanowanie tematu poruszanego w tej czy innej kampanii, ale ze
                                      zdobyciem kasy będzie dużo gorzej (teoretycznie takie pieniądze są, tylko
                                      przeznaczenie ich na konkretny cel to morze papieru). Ale inicjatywę - popieram!
                                      • emes-nju Re: Mój jest ten kawałek asfaltu ... 13.06.06, 09:40
                                        Na wole polityczna bym nie liczyl :-(

                                        Nasze wspolczesne wladze ze wszystkich sil staraja sie zepchnac ten kraj do epoki przedrowerowej (o samochodach nawet nie wspomne). Z nowoczesnosci moze pozostac tylko TV. Ale tez pod warunkiem, ze odbiorniki beda mogly odbierac tylko jeden, sluszny kanal i nie bedzie ich mozna wylaczyc pomiedzy 6, a 22.
                                        • Gość: mundry Z pozdrowieniami IP: *.chello.pl 15.06.06, 16:40
                                          dla dwóch sku..synów w srebrnej Alfie, z rejestracją na WI. Jechałem spokojnie
                                          przy prawej krawędzi osiedlową uliczką - nie ma tam ścieżek rowerowych, za to
                                          całe chodniki zawalone są pieszymi. Mija mnie srebrna Alfa - najpierw trąbi,
                                          potem dodaje gazu, wyprzedza mnie, a następnie hamuje z piskiem. Musiałem
                                          ratować się ucieczką, co skończyło się rozciętym kolanem - krawężnik był za
                                          wysoki:/ Panowie zatrzymali się, zobaczyli jak obficie krwawię (ledwie 4 szwy na
                                          ostrym dyżurze założone), po czym jeden wystawił głowę przez okno i śmiejąc się
                                          powiedział "dobrze ci tak". O co im mogło chodzić????
                                          • emes-nju Re: Z pozdrowieniami 15.06.06, 17:06
                                            Zbrukales dwoma kolami ich swieta matke jezdnie!
                                          • franki8 Re: Z pozdrowieniami 17.06.06, 12:58
                                            Gość portalu: mundry napisał(a):

                                            O co im mogło chodzić????
                                            A co chodzi kretynom? Numer pamiętasz? Zgłoś się na policję i powiedz, że cię
                                            potrącili i uciekli z miejsca zdarzenia. Świadków paru znajdziesz, ja już się
                                            zgłaszam na ochotnika. Jak będą mieli dym, oduczą się głupoty.
                                            • Gość: mundry Re: Z pozdrowieniami IP: *.chello.pl 17.06.06, 13:13
                                              Niestety nie pamiętam całego numeru:( Ale wiem gdzie ich szukać. I nadal będę
                                              jeździł tam ulicą, nie mam zamiaru przez debili łamać przepisów i narażać się na
                                              mandat.
                                              • franki8 Re: Z pozdrowieniami 17.06.06, 13:16
                                                Pewnie jeszcze na nich trafisz. Jakby jakiś kolejny numer wyszedł, to już
                                                absolutnie nie darowuj kretynom! Tak samo mogą załatwić pieszego, innego
                                                rowerzystę, innego kierowcę. Ale że takie burki jeżdżą Alfą... aż wstyd, to
                                                nigdy nie były samochody popularne wśród bydła.
                                                • Gość: mundry Re: Z pozdrowieniami IP: *.chello.pl 17.06.06, 13:29
                                                  To są jacyś południowcy, wyglądają na Włochów, Greków lub Turków. Wiesz, takie
                                                  nowobogackie osiedla dla zachodnich snobów itp. Znajdę sku..synów i tylko od
                                                  tego , czym akurat będę jechał będzie zależeć jak oni skończą.
                                                  • franki8 Re: Z pozdrowieniami 17.06.06, 13:55
                                                    Lepiej zafunduj im jazdę bez powietrza w oponach - musisz tylko sprawdzić, w
                                                    jakim kolorze mają wentylki ;)
    • agulha Re: Apel do kierowców 23.06.06, 00:28
      Ogólnie macie rację, ale dołożę swoje trzy grosze. Po pierwsze, ostatnio
      zdarzyło mi się widzieć chodnik-ścieżkę, gdzie były różnym kolorem kostki Bauma
      oznaczone te dwa pasma, tyle tylko, że nie było żadnego znaku (np.
      namalowanego), który jest który. I jak to wtedy ustalić? Mam iść po szarym czy
      po czerwonym?
      Po drugie, rzadko spotyka się przejścia dla pieszych przez ścieżkę rowerową. W
      Sopocie przechodziłyśmy przez ścieżkę, bo po prostu pora nam była skręcić w lewo
      z deptaka, a rowerzysta zwrócił nam uwagę, że idziemy po ścieżce. A jak on sobie
      to wyobrażał, że przelecimy górą? (zaznaczam, że przechodziłyśmy najkrótszą
      możliwą drogą, czyli dokładnie w poprzek).
      • stefan4 Re: Apel do kierowców 23.06.06, 01:05
        agulha:
        > zdarzyło mi się widzieć chodnik-ścieżkę, gdzie były różnym kolorem kostki
        > Bauma oznaczone te dwa pasma, tyle tylko, że nie było żadnego znaku (np.
        > namalowanego), który jest który. I jak to wtedy ustalić? Mam iść po szarym czy
        > po czerwonym?

        Jeśli nie było ani rowerków namalowanych na drodze ani pionowych znkaów, to był
        to błąd znakowania. Ja bym szedł po szarym, bo ZAZWYCZAJ czerwone jest dla
        rowerów, ale bym się rozglądał na wszystkie strony.

        agulha:
        > Po drugie, rzadko spotyka się przejścia dla pieszych przez ścieżkę rowerową. W
        > Sopocie przechodziłyśmy przez ścieżkę, bo po prostu pora nam była skręcić w
        > lewo z deptaka, a rowerzysta zwrócił nam uwagę, że idziemy po ścieżce. A jak
        > on sobie to wyobrażał, że przelecimy górą? (zaznaczam, że przechodziłyśmy
        > najkrótszą możliwą drogą, czyli dokładnie w poprzek).

        Jeśli to była droga tylko dla rowerów, to pewnie wyobrażał sobie, że odczekacie,
        aż przejedzie i dopiero wtedy przejdziecie. Tak jak przez jezdnię w braku
        przejścia dla pieszych. Jeśli to była droga dla rowerów i pieszych, to po
        prostu nie miał racji.

        Jesli masz na myśli drogę z Jelitkowa do Sopotu przy samym molu, to wydaje mi
        się, że ona jest oznaczona jako osobno dla pieszych i osobno dla rowerów. Jeśli
        tak jest (nie jestem pewien), to on miał rację.

        Ja tam dość często jeżdżę, ale z góry zakładam, że tak od chińskiej knajpy to
        już piesi mają bezwzględne pierwszeństwo i bardzo na nich uważam. Przecież nie
        będę się chandryczył z letnikiem. Zresztą tam w lecie nie warto pędzić, lepiej
        spokojnie pogapić się na dziewczyny.

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
Inne wątki na temat:
Pełna wersja