Gość: Kicha@wp.pl
IP: *.grodzisk.rgnet.org
09.10.06, 14:32
Oto moja krótka historyjka. Jechałem sobie w piątek wieczorem z Wawy do
Bierunia. Jechałem gierkówką, odbiłem na wschodnią obwodnicę GOP. TIRów było
po drodze od cholery. W pewnym miejscu jechało ich kilka pod rząd. No to
spokojnie zabrałem się za wyprzedzanie. Byłem w połowie ich długiego sznurka,
na liczniku miałem 120. I szybciej nie miałem ochoty jechać. Wtem z tyłu
pojawił się WHOOY (czytać po angielsku), w mercedesie a jakże. Jebnąąął mi
długimi po lusterkach. Że niby mam się przed WHOOYEM przenieść w niebyt. Ale
nic to. Dokończyłem manewr wyprzedzania, zjechałem na prawy pas. WHOOY mnie
wyprzedził. To ja wiechałem za niego i użyłem magicznego przełączniczka,
który razem z długimi włącza w moim blachosmrodzie 6 dodatkowych halogenów.
Tak whooyowi pieeer....nąłem po oczkach, że prawie wpadł na barierkę. Niech
sobie whooy nie myśli, że każdy gorszy samochód będzie mu buty z wystającej
słomy czyścił.... :-)))