Piesi na drodze nocą

02.01.07, 10:50
Temat stary jak świat, ale wczoraj o mało nie skończył sie dla mnie
tragicznie. Jescze nie mogę dojść do siebie.
Normalna droga z niewielkim poboczem. Wieczór, ok. godz. 18. Jadę z rodziną
do domu. Prędkość 90-max. 100 km/h. Raptem kilkadziesiąt metrów przede mną
pojawia się niebieska lampka. W jednej treciej drogi - idą sobie bowiem obok
siebie (!) 3, a chyba nawet 4 osoby. Z na przeciwka samochód. Minąłem ich w
ostatniej chwili. Musnąłem się z mijającym mnie autem. Co za idioci idą nocą
środkiem drogi, narażając życie swoje i innych? Gdyby nie ta lampka, zapalona
w ostatniej chwili, pewnie bym do Was już nie pisał.
    • Gość: piesi Re: Piesi na drodze nocą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.07, 10:56
      Gdyby nie ta lampka, zapalona
      > w ostatniej chwili, pewnie bym do Was już nie pisał.

      Myślisz że odbiłbyś i "walił w blachę" ?

      Ja mam na koncie potrącenie pieszego przy 45 km/h. Połamanie, ale przeżycie. Z
      Twoja prędkością , co bys nie zrobił zabijasz siebie (rodzinę) i gości z auta
      przeciwko, albo zabijasz "niewinnych" pieszych.
      • o-l-o Re: Piesi na drodze nocą 02.01.07, 11:05
        Tak, trzeba biż na alarm. Dlaczego w szkołach wiejskich nie propaguje się elementów odblaskowych. Czy ta młodzież jest naprawdę tak głupia i ślepa. Czy te dzieciaki nie obserwują drogi idąc razem na dyskotekę, że tych z przodu nie widać, nawet w świetle reflektorów.
    • emes-nju Re: Piesi na drodze nocą 02.01.07, 11:00
      Zaraz przeczytasz, ze jestes pirat i w nocy po Polsce, jezeli juz sie jezdzi, to nalezy jechac max 20 km/h i co kilkanascie metrow zatrzymywac sie, zeby sprawdzic czy jest jeszcze droga, czy nie ida nia piesi, nie jada najtrowery itd. Bo drogi polskie, szczegolnie w nocy i w warunkach zlej widocznosci, nie nie sa dla samochodow :-P

      A ja uwazam, ze faktycznie nalezy zachowac jak najdalej idaca ostroznosc ufajac jednoczesnie w to, ze idacy droga tez ja zachowuja (!). I do tego potrzebna jest edukacja ludzi. Najlepiej od przedszkola, a jezeli to za wczesnie (bo dziateczki moglyby wstrzas przezyc :-P ), to od pierwszej klasy. Ale to glos wolajacego na puszczy... Odpowiedzialni za katastrofe naszej komunikacji nadal beda zwalac wine na kierowcow, a pieszym wmawiac, ze tylko kierowcy maja uwazac.
      • Gość: babol Re: Piesi na drodze nocą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.07, 11:10
        Dlatego nocą nie zjezdzam na prawo zeby ustąpić szybszym (pomimo obtrąbienia i
        oslepiania) dlatego w nocy jade wolniej (pomimo obtrabienia i oslepiania) pzdr
        • o-l-o Re: Piesi na drodze nocą 02.01.07, 11:44
          W połowie grudnia widziałem czarny worek na poboczu i faworitkę bez szyby. Prawdopodobnie kierowca chciał być "uprzejmy", albo tę "uprzejmość" na nim wymuszono i zjechał na pobocze.
        • klemens1 Re: Piesi na drodze nocą 02.01.07, 16:44
          > Dlatego nocą nie zjezdzam na prawo zeby ustąpić szybszym (pomimo obtrąbienia i
          > oslepiania) dlatego w nocy jade wolniej (pomimo obtrabienia i oslepiania)

          A to "wolniej" to ile?
          Bo że nie zjeżdżasz "w prawo" (czyli zapewne na pobocze) to akurat całkowicie
          zrozumiałe.
    • Gość: piesi Re: Piesi na drodze nocą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.07, 11:09
      oczywiście gdyby doszło do wypadku nikt przez nawet moment nie pomyśli że
      piesiświętekrowy byli jego sprawcami :(
    • kozak-na-koniu Re: Piesi na drodze nocą 02.01.07, 11:47
      Twoja wypowiedź jest pierwszą, którą przeczytałem w tym wątku i celowo od razu
      na nią odpowiadam: nie tylko Ty masz podobne problemy ale powiedz to ludziom,
      którym płacą nie organizatorzy "akcji" pt. "bądź widoczny" (moim zdaniem,
      sensownej i bardzo potrzebnej), tylko osoby biorące kasę za "akcję" pt. "stop
      wariatom drogowym"...;-)))
    • tomek854 Re: Piesi na drodze nocą 02.01.07, 21:43
      Chcialem powiedziec tylko, ze niedawno bylem w okolicach Mszany Dolnej,
      Limanowej itp i widzialem tam bardzo duzo (w stosunku do reszty kraju) pieszych
      z odblaskowymi elementami.

      Jakas lokalna akcja? Czy przypadek?
      • Gość: opona balonowa A nie były to denka od butelek "wina" lub wódki IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.07, 19:06
        wystające z kieszeni? ( mam na myśli te "elementy odblaskowe")
        • tomek854 Re: A nie były to denka od butelek "wina" lub wód 06.01.07, 16:29
          Jeżeli oni mają np. kieszenie dookoła dolnej krawędzi nogawki lub na ramieniu,
          to mogło tak być, jeżeli denka butelek są jaskrawożółte :-)
    • jane14 Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... 05.01.07, 22:15
      Przy założeniu ze jedziemi 100 km/h ?
      1) Swiatełko odblaskowe ~ 100m przed nami = 4 sekundy do uderzenia
      2) Pieszego ubranego w jasne ubranie ~ 50-40m przed nami = 2 sekundy do
      uderzenia
      3) Pieszego ubranego w ciemne ubranie ~ 20 przed nami = 0,8 sekundy do
      uderzenia.
      • emes-nju Re: Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... 06.01.07, 12:12
        jane14 napisała:

        > Przy założeniu ze jedziemi 100 km/h ?
        > 1) Swiatełko odblaskowe ~ 100m przed nami = 4 sekundy do uderzenia
        > 2) Pieszego ubranego w jasne ubranie ~ 50-40m przed nami = 2 sekundy do
        > uderzenia

        Czyli pozostaje czas na jakakolwiek reakcje... Zwykle wystarczajaco duzo.

        > 3) Pieszego ubranego w ciemne ubranie ~ 20 przed nami = 0,8 sekundy do
        > uderzenia.

        A tu nie ma czasu nawet na westchniecie do Wszechmogacego... I nie trzeba jechac 100 km/h. Mozna jechac nawet 70 km/h, a i tak czasu na reakcje bedzie za malo, jezeli pieszy postanowi, w samobojczej misji, isc po jezdni, a nie po poboczu.

        4) Pieszego/rowerzyste w kamizelce odblaskowej. Nie wiem z jak daleka go widac. Najpierw widzi sie cos jaskrawo swiecacego. Potem zauwaza sie, ze to cos jest na poboczu - wlasnie w takiej kolejnosci. Potem nienerwowo zdejmuje sie noge z gazu (predkosc jazdy na prostym odcinku nie ma wiekszego znaczenia - z predkosci osiagalnych na naszych duktach zawsze da sie wyhamowac) i przygotowuje sie do hamowania albo ominiecia. Mialem okazje kilku takich spotkac na drogach i mysle, ze kamizelki takie powinny byc obowiazkowe dla wszystkich tych, ktorzy znajduja sie w nocy w obrebie drogi. Bez wyjatkow. Przypuszczam, ze liczba zabitych pieszych i rowerzystow spadlaby radykalnie. Sa kraje gdzie kazdy, kto wysiada z auta w nocy musi to miec - dlaczego wiec nie piesi przebywajacy na drodze stale? To naprawde nie jest duzy wydatek!!!
        • Gość: Kokeeno Re: Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... IP: 80.54.202.* 06.01.07, 14:05
          > To naprawde nie jest duzy wydatek!!!

          Coś koło 5PLN za sztukę. Mam zawsze pod ręką ze dwie sztuki (jak jadę na rowerze po zmierzchu to obowiązkowo nakładam jedną na plecy - widoczność na drodze w światłach mijania - spokojnie 200 m). Ale nóż by mi się w kieszeni otwarł (gdybym go nosił) jak widzę co się dzieje na wielu wiejskich (ale nie tylko) drogach, gdzie ciemno ubrany pieszy (albo rowerzysta bez świateł) nagle wyłania się na środku pasa ruchu (na 30 km takich dróżek naliczyłem ok 10 delikwentów "do odstrzału")...

          Może te kamizelki piękne nie są ale naprawdę mogą uratować czyjeś życie (dodam, że jeśli ja się nie zatroszczę o własne bezpieczeństwo, to nikt za mnie tego nie zrobi)...
          • emes-nju Re: Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... 06.01.07, 15:05
            Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

            > dodam, że jeśli ja się nie zatroszczę o własne bezpieczeństwo, to nikt za
            > mnie tego nie zrobi...


            No to trzeba zmienic wladze w Pomrocznej... Bo nasze wladze ciagle robia wszystko, zeby zdejmowac z obywateli obowiazek dbania o siebie.
            • Gość: Kokeeno Re: Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... IP: 80.54.202.* 06.01.07, 16:48
              Nie zauważyłem, chyba że chodzi Ci o ubezwłasnowolnienie.

              Natomiast jeśli pijesz do obowiązku zapinania pasów, to jest on jak najbardziej potrzebny (zresztą - reszta cywilizowanej Europy poszła dalej i wymaga zapięcia pasów w autobusach, przy czym one muszą mieć pasy dla pasażerów)... Nie chcę zginąć (czy to jako kierowca, czy jako pasażer) przywalony ponad tonowym cielskiem wyrzuconego z siedzenia pasażera bez pasów...
              • emes-nju Re: Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... 06.01.07, 17:15
                Pasy zapinam bez zadnych nakazow :-)

                Chodzi mi raczej o ogolna ideologie przyswiecajaca naszym rzadzacym na kazdym kroku. Obywatel o nic ma sie nie martwic bo waaadza mu poda reke. A to ustawi ograniczenie od czapy (bo bez niego gluptasek sie zabije), a to da zasilek (bo przedtem obciazajac prace najwyzszymi z mozliwych podatkow powoduje spadek zapotrzebowania na prace), a to OBOWIAZKOWO okradnie z polowy pensji, zeby obywatel na starosc mial emeryture starczajaca na znaczek pocztowy, a to wymysli przepisy na kazda okazje (poczytaj np. przepisy BHP - wlos sie jezy! Np. w przepisach dot. pracy przy komputerze napisali nawet, ze komputer trzeba wlaczyc do pradu... A jak pracuje na laptopie z baterii...?). Itp. itd. nasze panstwo pozornie zdejmuje z obywateli odpowiedzialnosc za ich losy i czesc obywateli to kupuje - w wypadku pieszych przejawia sie to gleboka wiara w to, ze skoro waaadza dla ich dobra postawila ZNAK, to moga juz sobie lazic jak chca i dowolnie sie maskowac.
                • Gość: Kokeeno Re: Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... IP: 80.54.202.* 06.01.07, 19:08
                  Z tym się muszę zgodzić, tyle, że ja przyjąłem że państwo to nie społeczeństwo, a rodzaj okupanta, który w głębokim poważaniu ma moje dobro. To ja jestem odpowiedzialny za samego siebie (i swoją rodzinę), a gdzieś tam uczepił się mnie pasożyt (państwo, które wie lepiej, że połowa ceny benzyny to akcyza i inne podatki - dzięki temu wszystkim u władzy będzie się żyć lepiej - alleluja!).
                  • emes-nju Re: Co mozna dostrzec w swiatłach mijania... 06.01.07, 19:20
                    My uwazamy na siebie w takim czy innym stopniu. A co powiedziec o takich, ktorzy ciemna noca, w deszczu maszeruja ze spokojnym sumieniem po jezdni, tylem do kierunku jazdy samochodow. Oni uwierzyli w to, ze skoro ustawodawca przepisami ma zapewnic im bezpieczenstwo, to jest to fakt.
                    • jane14 Rola ograniczeń ... 06.01.07, 21:04
                      Jest moim zdaniem nieco inna niż sadzisz Emes-nju. One nie mają ciebie chronić
                      przed zabiciem się. Choć może czasem uchroniły niejednego.
                      Jeśli chcesz, myslę że władza pomrocznej ci to wybaczy, jeśli się zabijesz.
                      Ograniczenia mają chronić innych, przed tymi którzy może nie chcą (ale czasem
                      muszą, bo sie spieszą) kogoś zabić/uczynic kaleką *) niepotrzebne skreślić.
                      Nawet jeśli ci których się chroni nie mają dość wyobraźni aby chronić się sami
                      z róznych powodów, dzieci, pozbawieni wyobraźni, czy pijani (w końcu pijany też
                      człowiek) to jeszcze nie powód by ich zabijać. A igrania czyimś życiem, nawet w
                      pomrocznej władza nie powinna wybaczać.
                      Pamietaj jeśli w kogoś wjedziesz to TY ZABIJASZ a nie ten ktoś sam siebie.
                      • Gość: Kokeeno Re: Rola ograniczeń ... IP: 80.54.202.* 07.01.07, 11:57
                        Tak, obciąży to sumienie kierowcy, ale zgodnie z prawem będzie on niewinny... Ponieważ poza przejściem dla pieszych, pieszy MUSI (zgodnie z PoRD) ustąpić pierwszeństwa nadjeżdżającym samochodom. A dla własnego dobra musi on być widoczny (przecież normalny człowiek nikogo nie chce zabić, ale jeśli jego ofiara chce popełnić samobójstwo, nawet nieświadomie, to nikt jej od tego nie powstrzyma)...

                        Nie wolno zapominać o jednym: zabić się jest bardzo łatwo i naprawdę niewiele osób to zauważy a my będziemy martwi, więc czas myśleć - najpierw za siebie, potem za innych! Jeśli ktoś chce być martwy, to jego sprawa, ale jeśli wlezie mi beztrosko przed maskę, to jako żywo, będę ciągał jego rodzinę po sądach w sprawie o odszkodowanie (jeśli był sprawcą, to czemu miałbym odstępować swoich praw?)
                        • jane14 Re: Rola ograniczeń ... 07.01.07, 20:16
                          "...ale zgodnie z prawem będzie on niewinny... "
                          Nie jest to takie pewne jak czasem sie wydaje.
                          Zwróć uwagę np. na ten przypadek który zainspirował tę dyskusję.
                          Pieszy szedł w grupie prawdopodobnie lewą strona jezdni i miał załaczoną
                          latarke. Czy była włączona cały czas czy tak jak sadzi autor wątku załaczył ją
                          w ostatniej chwili ...? A może kierowca nie zauaważył jej wcześniej ? Co
                          zeznają świadkowie ?
                          Jeśli nie ma pobocza ani chodnika pieszy ma prawo iść lewa stroną jezdni.
                          Latarka jest dodatkowym atutem dla niego, a odblaski choć pomagają nie są
                          warunkiem koniecznym aby iść skrajem jezdni.
                          Pisze o tym nie dlatego żeby usprawiedliwiać głupotę czy brak wyobraźni
                          pieszych. Zwracam na to uwagę dlatego ze wielu kierujących jest naiwnych sądzac
                          że nie tylko zostaną rozgrzeszeni ale i uzyskaja odszkodowanie.
                          Jeśli sprawa trafi do sądu (a trafi gdy są ofiary) każda watpliwość bedzie
                          roztrzygana na niekorzyśc kierowcy. Bo kierowca ma PR i teoretycznie powinien
                          posiadać wiedze i odpowiedni poziom wyobrażni aby unikać wypadku. Pieszy
                          teoretycznie nie musi mieć tej wiedzy.
                          A wiec jeśli dla kogoś własne sumienie to za mało niech raczej nie liczy na
                          nobilitacje w majestacie prawa.
                          • emes-nju Re: Rola ograniczeń ... 08.01.07, 12:10
                            jane14 napisała:

                            > Pieszy szedł w grupie prawdopodobnie lewą strona jezdni i miał załaczoną
                            > latarke.


                            O ile mnie pamiec nie myli, pieszy (szlo ich trzech lub czterech obok siebie - w takiej sytuacji to, po ktorej ida stronie ma minimalne znacznie) blysnal latarka (oszczedzal droga baterie) jak zalozyciel watku byl bardzo blisko od niego (i tak czesc mu i chwala, ze w ogole cos do swiecenia mial!). Bo pieszy nie wiedzial, ze jadacy z przepisowa predkoscia samochod jedzie 25 m/s, bo pieszy nie wiedzial, ze blysniecie w ogole moze pozostac niezauwazone w powodzi swiatel innych samochodow, bo pieszemu nie wpadlo do glowy, ze jak idzie po jezdni, to nikt nie zadba o jego bezpieczenstwo tak, jak on sam. A tego powinno sie uczyc od przedszkola!!! I tu pileczka jest po strone waaadzy. Bo kierowcy niestety maja tylko jedna metode na edukowanie pieszych - rozjezdzanie! Nie z gwaltownej potrzeby, tylko, ze trudno zatrzymywac sie przy kazdym kretynie i, ryzykujac dostanie centralnie w puzon, przeprowaadzac pogadanki :-P Ale waaadza woli wprowadzac pruskie metody wychowawcze do szkol niz zajac sie czyms naprawde waznym :-/
                      • emes-nju Re: Rola ograniczeń ... 08.01.07, 11:57
                        jane14 napisała:

                        > Pamietaj jeśli w kogoś wjedziesz to TY ZABIJASZ a nie ten ktoś sam siebie.


                        I to mnie przeraza!

                        Moj brat mial niewatpliwa nieprzyjemnosc potracenia pieszego. W nocy, na szosie W-wa-Gdansk jechal z niewyobrazalna predkoscia 70 km/h kiedy z pobocza wyskoczyl mu czlowiek. Bum! I dopiero potem hamowanie...

                        Nie boje sie sytuacji, w ktorej przeholuje i narobie dymu - wtedy sytuacja bedzie jednoznaczna. Poza tym moj instynkt samozachowawczy (z cala pewnoscia w jego wyksztalceniu wzial udzial wypadek mojego brata) nie bardzo pozwala mi na szalenstwa. Boje sie sytuacji, na ktora nie bede mial w ogole wplywu, a uczyni mnie ona morderca. Nie oszukujmy sie, przy dzisiejszej infrastrukturze drogowej nie istnieje cos takiego jak bezpieczna predkosc jazdy w nocy. A jezeli piesi i rowerzysci zechcieliby uprzejmie troche wziac sprawy bezpieczenstwa w swoje rece, to istnialoby cos takiego. TYLKO tyle i AZ tyle. Kamizelka kosztuje pare zlotych!!! Nasze "tanie panstwo" opiekuncze mogloby je rozdawac za darmo (koszt takiej kamizelki to akcyza z paru litrow paliwa!) - mialoby to tez ten pozytywny skutek, ze nikt nie moglby powiedziec, ze go nie stac i mozna by drakonsko egzekwowac obowiazku noszenia. Tylko po co? Chlopiec do bicia jest na miejscu - to kierowca (wypadkow nie da sie uniknac - w tym mechanizmie dla urzednikow wazniejsza nie jest skala zjawiska, tylko jego prawne rozstrzygniecie, a "odpowiedniemu" wskazaniu winnego sluza odpowiednie przepisy i PRAKTYKA stosowania tych przepisow). Czlowiek dopoki nie wsiadzie za kierownice moze byc zaspany, zmeczony, rozkojarzony, moze "nie pomyslec", moze "nie zauwazyc", moze nie wiedziec po ktorej stronie drogi ma isc - praktycznie moze wszystko. Ale jak ten czlowiek zajmie miejsce za kierownica, to nie dosc, ze musi przez caly czas byc na 100% skoncentrowany, myslec za siebie i innych (w tym pieszych i rowerzystow), to jeszcze praktyka stosowania przepisow wymaga od niego zdolnosci nadprzyrodzonych - strasznie przez nasze waaadze naduzywane, acz faktycznie niezbedne, przepisy o koniecznosci dostosowywania.... Przypuszczam, ze te przepisy sa w kazdym KD, ale skadinad wiem, ze sa kraje gdzie nie sluza one do UDUPIANIA kierowcow jak okreslenie winy wymaga nadludzkiego wysilku polegajacego na schyleniu sie i obejrzeniu sladow. Znajomy potracil kiedys (kilkanascie lat temu) czlowieka idacego srodkiem pasa - poczatkowo policja orzekla wine kierowcy, bo... niedostosowal - a jakze! A potem moj znajomy zmusil policjantow (obfotografowal miejsce zdarzenia i grozil, ze wezwie inny patrol), do obejrzenia sladow. Okazalo sie, ze slady hamowania wyjezdzaja na przeciwny pas ruchu, a slady szkla z roztluczonego PRAWEGO reflektora sa dokladnie na srodku pasa. Dzielni policjanci wymyslali jeszcze, ze pieszy uciekal... Tak naprawde "uratowalo go" to, ze w aucie byly 4 osoby - swiadkowie. Bo najlatwiej zwalic wszystko na kierowce (samotny nie ma zadnych szans w konfrontacji z idaca na latwizne, a wiec ZAFALSZOWUJACA rzeczywistosc i statystyki, policja - ich jest dwoch, a poza tym to waaadza). Jak kierowca jest winien, nie ma zadnych watpliwosci - jak uzna sie wine pieszego, to trzeba sie gimnastykowac, badac slady, uzasadniac. No koszmar! Lepiej jak kierowca jest winien. No bo jest... To on prowadzil pocisk, pod ktory wpadl niewinny, idacy srodkiem pasa na czarno ubrany pieszy :-P

                        A co do igrania z zyciem... Nawet Twoja wypowiedz skierowuje cala odpowiedzialnosc na kierowce. Pieszy w srodku nocy, w srodku lasu, ubrany na czarno, idacy po niewlasciwej stronie drogi nie igra ze swoim zyciem... O nie! Z JEGO zyciem igra kierowca, ktory w najlepszej wierze jedzie droga, ktora akurat idzie ten pieszy. No wiesz... To nie jest nawet smieszne, ale DOKLADNIE obrazuje sposob myslenia naszych specjalistow od bezpieczenstwa na drodze :-/
                        • jane14 Re: Rola ograniczeń ... 08.01.07, 22:35
                          Twój post tylko potwierdza to o czym pisze.
                          Nieważne czy jesteś winny czy nie bo o winie decyduje sąd (tylko w
                          amerykańskich filmach nieomylny). Sumienie (jesli je ktoś ma) nie wybacza nigdy
                          nawet jeśli sąd wybaczy. Tak czy inaczej trzeba uważać i władza tu nie pomoze a
                          w każdym razie jeszcze nie predko. W szkołach nie nauczą rozsadku wszystkich
                          pieszych jak i nie nauczyli na kursach wszystkich kierowców.
                          A jeśli chodzi o tych ostatnich to niestety czasem mam wrazenie że to jednak od
                          nich trzeba zacząć. Już sam fakt że szuka się winny wszedzie tylko nie u siebie
                          świadczy o czymś ...
                          • Gość: Kokeeno Re: Rola ograniczeń ... IP: *.crowley.pl 09.01.07, 08:12
                            Dwa lata temu miałem podobnież wątpliwą "przyjemność" potrącić rowerzystę.
                            Sytuacja niby prosta - przejście dla pieszych (zatrzymałem się i przepuściłem
                            pieszego), droga dla rowerów i skrzyżowania (a po prawej jakieś krzaczory
                            całkowicie zasłaniające ścieżkę). Turlam się więc do skrzyżowania 5km/h
                            obserwując, czy coś mi nie wyjeżdża, aż tu nagle z prawej widzę rozpędzoną kulę,
                            hamulec i kula ląduje przed autem kosząc mi przednią rejestrację - kula okazała
                            się rowerzystą, który olał przepis o zakazie wjazdu bezpośrednio przed
                            nadjeżdżający pojazd (na szczęście nic mu się nie stało). Cały dzień myślałem,
                            co mogłem zrobić, aby uniknąć tego wypadku - i w końcu doszedłem do wniosku, że
                            nic - dzięki temu, że uważałem skończyło się na pogiętej rejestracji, a jeśli
                            choć jeden użytkownik drogi nie chce współpracować, to może być masakra...

                            P.S.
                            W tym miejscu dochodziło do znacznie groźniejszych wypadków, w końcu - niedawno,
                            ktoś ciężko pomyślał i krzaczory wyciął...
                            • emes-nju Re: Rola ograniczeń ... 09.01.07, 10:44
                              Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

                              > Dwa lata temu miałem podobnież wątpliwą "przyjemność" potrącić rowerzystę.


                              Takie sytuacje sa w Warszawie dosc nagminne - najbardziej lubie rowerzystow pedzacych noca BEZ SWIATEL prosto na skrzyzowanie. I pol biedy jak sciezka biegnie obok oswietlonej jezdni. A jak biegnie obok zaslonietego drzewami chodnika? Oczywiscie wina kierowcy jest jak zawsze bezsporna. Mogl wysiasc i popatrzec wglab sciezki, zeby wypatrzec nieco ciemniejsza od otoczenia sylwetke pedzacego rowerzysty... To tylko w przypadku kiedy rowerzysta jest. Jak go nie ma, to zatrzymywac sie nie wolno (no kto to widzial zatrzymywac sie na skrzyzowaniu!). Czyli znowu wracamy do koniecznosci bycia wrozka na polskich drogach. Albo kupienia noktowizora :-P To latwiejsze...
                          • emes-nju Re: Rola ograniczeń ... 09.01.07, 10:35
                            jane14 napisała:

                            > Twój post tylko potwierdza to o czym pisze.


                            Nie. Ja patrze na to od strony ZDECYDOWANEJ wiekszosci uzytkownikow drog, czyli kierowcow, a Ty od strony gosci i mniejszosci, czyli pieszych. Twoj punkt widzenia jest sliczny i POZORNIE humanitarny. A faktycznie taki punkt widzenia przyczynia sie do masakry nieoswietlonych pieszych i rowerzystow! Bo jak juz pisalem i powtorze - nie ma czegos takiego jak bezpieczna predkosc na nocnej polskiej drodze! Jezeli przejade spiacego na drodze pijaka, to tez bede winien? BEDE! Niedostosowalem predkosci :-P Moje wyrzuty sumienia i rozpacz krewnych trupa NIKOGO nie obchodzi - wazne jest zeby znalazl sie winny i sprawe dalo sie szybko odfajkowac!


                            > Nieważne czy jesteś winny czy nie bo o winie decyduje sąd (tylko w
                            > amerykańskich filmach nieomylny). Sumienie (jesli je ktoś ma) nie wybacza
                            > nigdy nawet jeśli sąd wybaczy.


                            Zdaje mi sie, ze to napisalem... Chyba nie trzeba mnie poprawiac?


                            > Tak czy inaczej trzeba uważać i władza tu nie pomoze a w każdym razie jeszcze
                            > nie predko.


                            Nie pomoze, bo nigdy nie pomaga jezeli moze wskazac winnego - kierowce. A wystarczyloby nakazac noszenia kamizelek przez pieszych i rowerzystow na drodze oraz rozpoczac solidna edukacje drogowa (nie w formie pogadanki przeprowadzonej przez znudzonego pana w niebieskim ubranku!). TYLKO tyle. Pare zlotych na czlowieka na sprzet, a lekcje mozna robic w ramach godziny wychowawczej.

                            Ale walka z UKLADEM jest wazniejsza... I inne obiecanki cacanki :-/
                            • jane14 Bezpieczna predkosć. 09.01.07, 21:11
                              Twierdzisz że nie ma predkości bezpiecznej, to bzdura i demagogia. Ona istnieje
                              a to że ktoś ma problem z jej okresleniem to nie powód aby jej istnienie
                              kwestionować.
                              Ona jest tez różna w identycznych warunkach dla róznych kierowców i nie chodzi
                              tylko o refleks czy umiejetność krecenia kólkiem. To także umiejetność
                              dostrzegania i przewidywania pewnych rzeczy.
                              Nie szukaj wiec predkości bezpiecznej na predkosciomierzu tylko w swojej
                              głowie. Jesli zdarza ci się zbyt czesto ze coś cię zaskakuje na drodze to
                              znaczy ze ja przekraczasz. I wyjścia sa dwa albo zwolnić albo szerzej się
                              rozglądać.
                              Najgorszym wyjściem jest narzekanie na wszystko i wszystkich.

                              PS Kolejny nakaz moze i warto wprowadzić ale najpierw zacznijmy przestrzegać
                              tych już istniejących. Aha i pieszy na drodze nie jest gościem, mniejszościa
                              czy czymś tam jeszcze ale uczestnikiem ruchu ani nie gorszym ani nie lepszym od
                              kierowcy.
                              • Gość: na zimno Aby reagowac trzeba widziec i dostrzegac IP: *.dip0.t-ipconnect.de 10.01.07, 10:23
                                Piszac, ze trzeba widziec, mam na mysli nasze wlasne mniemanie o sobie.
                                Moze potrzebne sa nam okulary do jazdy? ( szczerze sobie odpowiedzmy)

                                Dostrzegac mozemy tylko to, co zobaczymy, wiec wszelkie srodki poprawiajace
                                te dostrzegalnosc ( opaski odblaskowe u pieszych itp.) sa naturalna konsekwencja
                                logicznego myslenia o bezpieczenstwie.

                                Jezeli ktos ignoruje te proste srodki to jest po prostu delikatnie mowiac
                                pozbawiony rozsadku.

                                A rozsadek powinien rozstrzygac o predkosci w danych warunkach.
                                Po wypadku jest za pozno, aby sobie to wszystko przypomniec.

                                Najgorszy wariant jest wtedy, kiedy sami siebie oszukujemy.
                                Tak robi tylko glupiec.
                                • emes-nju Re: Aby reagowac trzeba widziec i dostrzegac 10.01.07, 11:50
                                  Gość portalu: na zimno napisał(a):

                                  > Najgorszy wariant jest wtedy, kiedy sami siebie oszukujemy.
                                  > Tak robi tylko glupiec.


                                  Takim oszukiwaniem sie jest przekonanie, ze wie sie jaka jest predkosc bezpieczna. Nigdy sie nie wie! - mozna przypuszczac, a i tak zawsze moze zajsc cos nieprzewidzianego.
                              • emes-nju Re: Bezpieczna predkosć. 10.01.07, 11:45
                                jane14 napisała:

                                > Twierdzisz że nie ma predkości bezpiecznej, to bzdura i demagogia. Ona
                                > istnieje a to że ktoś ma problem z jej okresleniem to nie powód aby jej
                                > istnienie kwestionować.


                                To odpowiedz mi jaka (w szerokich granicach oczywiscie) jest predkosc bezpieczna w takiej sytuacji (przypadek nieabstrakcyjny - Puszcza Kozienicka, bedaca dosc rozleglym laskiem). Pozna noca jedziesz przez las. Pada deszcz. Z przeciwka jedzie cos, co swieci Ci dokladnie w oczy. I teraz mamy dwie wersje wydarzen - pierwsza z pieszym, a druga bez. Oczywiscie, jako ludzie ostrozni, przyjmujemy wersje z pieszym (mimo, ze jego obecnosc w nocy, w deszczu, w srodku lasu jest raczej dosc malo prawdopodobna...). Kolejene wersje wydarzen - pieszy idzie prawidlowo (widzi nadjezdzajacy pojazd i ewentualnie mu ustepuje - zgodnie z przepisami i zdrowym rozsadkiem), pieszy idzie nieprawidlowo (i to nie po poboczu, tylko, z powodu wilgoci, po jezdni). Przyjmujemy wersje z pieszym na jezdni. Juz wiem! Bezpieczna predkosc wynosi tyle ile moze isc przecietny pieszy (oslepiajacy mnie jadacy z przeciwka skutecznie uniemozliwia mi obserwacje czegokolwiek i jest to spotegowane przez obecne na calej jezdni bliki, w ktorych moze pieszego zobacze, a moze nie...). A jezeli pieszy stoi...? A jezeli pieszy postanowi przejsc, wierzac gleboko w to, ze skoro widzi auto, to jego kierowca tez go widzi...?

                                No, specjalisto od teoretyzowania - jaka jest predkosc NAPRAWDE BEZPIECZNA (w odroznieniu od rozsadnej, ktora dopuszcza pewne ryzyko) w srodku nocy, w deszczu, w srodku lasu, przy jadacym z przeciwka oslepiaczu?

                                Wedlug mnie cos miedzy 60, a 90 km/h, bo prawdopodobienstwo obecnosci przeszkod jest minimalne. Ale jakies jest... A skoro jest i skoro WYLACZNIE na kierowcy ciazy odpowiedzialnosc za wszystko, co w jego zasiegu razenia, to ile mozna jechac?


                                > Nie szukaj wiec predkości bezpiecznej na predkosciomierzu tylko w swojej
                                > głowie. Jesli zdarza ci się zbyt czesto ze coś cię zaskakuje na drodze to
                                > znaczy ze ja przekraczasz.


                                Co znaczy zbyt czesto? Czesto jezdze noca ta sama trasa. Sa dni kiedy na odcinku ok. 150 km mam dwa, trzy, cztery ostre (nie awaryjne) hamowania. Sa dni (nie ma ZADNEJ reguly! - ani dzien tygodnia, ani godzina, ani pora roku, ani pogoda...) kiedy nie hamuje ani razu. Jak mam przewidziec, w ktorym dniu jade? Skad mam wiedziec, na ktorym odcinku 150 km trasy bede mial najtrower (chwala Wam konstruktorzy za chromowane i inne blyszczace elementy rowerow - gdyby ich nie bylo, to najprawdopodobniej kilka razy co najmniej zahaczylbym na czarno ubranego batmana zmierzajacego, niedaleko, o tu za rog, za to bez jakichkolwiek oznaczen)? Skad mam wiedziec, na ktorym odcinku bede mial pieszego bez jakichkolwiek oznaczen? Oczywiscie pomijam teren zabudowany, bo przy predkosci 50-60 km/h jestem sklonny zaryzykowac wyjazd w krajobraz w celu ominiecia nieoswietlonej swietej krowy (we wlasnym mniemaniu - jezeli w ogole mozna o mysleniu mowic...).

                                A do zapewnienia MINIMUM bezpieczenstwa wystarczyloby, zeby jeden z uczestnikow ruchu (skoro idzie po lub obok jezdni, to nim jest), wslad za drugim, ktory, z mocy prawa, swieci jak choinka, zalozyl na siebie cos, co owo swiecenie odbije dla pozytku obydwu :-P To naprawde nie sa nadmierne wymagania!!! Jest to tak rozsadne, ze naprawde w oslupienie wprawiaja mnie hordy potencjalnych samobojcow na naszych drogach. Przy nich pedzacy 180 km/h, to maly pikus!
                                • jane14 Bezpieczna predkosć i Najgorszy wariant. 10.01.07, 22:53
                                  "...Najgorszy wariant jest wtedy, kiedy sami siebie oszukujemy. Tak robi tylko
                                  glupiec."
                                  Dokładnie! tyle że warto postawić pytanie kto się tu oszukuje.
                                  Czy ten kto twierdzi, że problem zostanie rozwiazany administracyjnym nakazem
                                  czy nawet szeroko zakrojoną akcją uświadamiajacą.
                                  Założę się o każdą kwotę że za 10/20 lat tak jak i 10/20 lat temu bez wzgledu
                                  na to jaka władza i jakie akcje uświadamiajace przetoczą sie przez Polskę
                                  nadal bedziemy spotykać ludzi na drogach bez odblasków i kamizelek (nie tylko w
                                  Polsce). Może mniej (bo wiekszość bedzie pewnie jeździć), ale bedą.
                                  Natomiast nie ulega watpliwości, że na 100 kierowców postawionych przed takim
                                  spotkaniem, cześci uda się uniknąć wypadku a części nie.
                                  Czy wiec nie lepiej zastanowić się dlaczego jednym się udaje a drugim nie i
                                  spróbować dołączyć do tej cześci którym się uda.

                                  A co do NAPRAWDĘ BEZPIECZNEJ predkosci to sam sobie musisz ją znaleść. Ja nie
                                  siedzę w twojej głowie i nie widze twoimi oczami. Nie wiem co potrafisz
                                  dostrzec w światłach swoich i tego z naprzeciwka (bo one też oświetlają drogę).
                                  ... strzelam góra 7/h gdy czujesz że zostałeś oślepiony i nic już nie widzisz
                                  poza koncem swojego nosa.
                                  7 bo to predkość piechura wiec jest szansa że jeśli jest gdzieś tam w tej
                                  ścianie ciemności za końcem twojej maski to oddala sie równie szybko jak ty
                                  zbliżasz do niego. A jeśli idzie w tą samą stronę to moze się wyminiecie tak
                                  jak ludzie mijaja się na chodniku nawet po ciemku i bez świateł.
                                  Wbrew pozorom to nie żart. Bo kierujący musi tak dobrać predkość by zasieg jego
                                  wzroku pokrywał się z jego "polem rażenia" jak to ładnie nazwałeś.
                                  • emes-nju Re: Bezpieczna predkosć i Najgorszy wariant. 11.01.07, 11:39
                                    jane14 napisała:

                                    > Założę się o każdą kwotę że za 10/20 lat tak jak i 10/20 lat temu bez wzgledu
                                    > na to jaka władza i jakie akcje uświadamiajace przetoczą sie przez Polskę
                                    > nadal bedziemy spotykać ludzi na drogach bez odblasków i kamizelek (nie tylko
                                    > w Polsce).


                                    Jeszcze 30-40 lat temu nagminne bylo jezdzenie w miescie na pozycyjnych. Niektorzy jezdzili tak nawet na trasie. I co? Udalo sie... Jeszcze pare lat temu dosc malo aut jezdzilo na swiatlach w dzien. A teraz? W sezonie jesienno-zimowo-wiosennym swieci wszystko jak Polska dluga i szeroka. Udalo sie...

                                    Tak samo, przy pomocy srodkow przymusu (nieoswietlony pieszy na srodku drogi czyni szkody nie tylko sobie, a czasem tylko innym - nie raz samochody odwiedzaja krajobraz, zeby uniknac rozjechania pieszego-samobojcy!), da sie zrealizowac wizje powszechnego oswietlania sie pieszych i rowerzystow.


                                    > Natomiast nie ulega watpliwości, że na 100 kierowców postawionych przed takim
                                    > spotkaniem, cześci uda się uniknąć wypadku a części nie.
                                    > Czy wiec nie lepiej zastanowić się dlaczego jednym się udaje a drugim nie i
                                    > spróbować dołączyć do tej cześci którym się uda.


                                    Zbyt duzo zalezy od SZCZESCIA!!! Nie ma jednoznacznego przelozenia predkosc/uwaga na bezpieczenstwo NIEOSWIETLONYCH pieszych czy rowerzystow! Kilka razy to pisalem i napisze jeszcze raz - najbardziej boje sie tego, ze mimo majej uwagi, rozwagi czy czegokolwiek, zabije kogos na jego wlasna prosbe! Tu naprawde zbyt duzy jest udzial zwyklego LOSU. Chocby dlatego, ze zwykly los moze spowodowac, ze akurat mrugne okiem w tym momencie, kiedy byly jedyne sprzyjajace do zauwazenia pieszego-samobojcy warunki.


                                    > A co do NAPRAWDĘ BEZPIECZNEJ predkosci to sam sobie musisz ją znaleść. (...)
                                    > ... strzelam góra 7/h gdy czujesz że zostałeś oślepiony i nic już nie widzisz
                                    > poza koncem swojego nosa.


                                    A skad mam wiedziec, ze w srodku nocy, w deszczu, w srodku duzego lasu bede mial niewatpliwa nieprzyjemnosc spotkac na czarno ubranego samobojce? I skad mam wiedziec, w ktorym to bedzie miejscu? Tak z dokladnoscia do 100 m. Jezeli bede cos takie przewidywal za kazdym razem kiedy zle widze, to po pierwsze nigdzie nie dojade, a po drugie bede powodowal wypadek za wypadkiem, gwaltownie i pozornie bez przyczyny (dla jadacego za mna!!!) hamujac z bezpiecznej i rozsadnej predkosci 80-90 km/h do 7 km/h (mam predkosciomierz wyskalowany od 10 km/h - i co ja teraz zrobie...?).


                                    > Wbrew pozorom to nie żart. Bo kierujący musi tak dobrać predkość by zasieg
                                    > jego wzroku pokrywał się z jego "polem rażenia" jak to ładnie nazwałeś.

                                    Sliczna TEORIA i tylko teoria. Zasieg widzenia zmienia sie tak gwatlownie, ze nie wytrzymalbym przeciazen :-P

                                    Ja traktuje samochod jak pocisk na kolach. Tak samo traktuje tez inne samochody! Z tego powodu jezdze BEZPIECZNIE czego dowodzi moj wypadkowy rezultat - ja go znam, a Ty uwierz mi na slowo, ze nie spowodowalem zadnego w ciagu kilkunastu lat jazdy. Mialem jeden wypadek dlatego wlasnie, ze nie hamowalem jak IDIOTA (zza skrecajacego w prawo TIRa wyjechal samochod i stanal na mojej drodze, jak jechalem lewym pasem - nie przewidzialem tego, ze z podporzadkowanej, calkowicie bez widocznosci cos wyjedzie). I tu wkracza statystyka. Jeden wypadek w ciagu kilkunastu lat (18-19), a identycznych sytuacji z potencjalnie identycznym koncem bez liku. ZAWSZE mam hamowac do ZERA!!! (powodujac zagrozenie dla celego ruchu za mna!), czy liczyc, ze nic sie nie stanie? Statystyka mowi mi, ze nalezy jechac ze srednia bezpieczna predkoscia, a nie hamowac do zera za kazdym razem jak cos MOZE sie zdarzyc (musze liczyc na choc minimum przewidywalnosci drugiej strony - ale piesi sa nieprzewidywalni!). I w tym mechanizmie, w opisanym przeze mnie przypadku z lasu, zwolnilem do dosc niskiej, ale w tej jednej konkretnej sytuacji za wysokiej predkosci. I odchorowalem to potem na poboczu dosc dotkliwie. Ale sobie nie mam nic do zarzucenia - to pieszy byl samobojca, ktory probowal doprowadzic do wypadku. Ja, nie wiem jak, uniknalem tego wypadku, ktorego sprawca i poszkodowanym mogl byc ten idiota!!!

                                    Piszy jest swieta krowa na przejsciu dla pieszych i chodniku. Jak idzie droga czy poboczem jest gosciem i tak ma sie zachowywac. Skoro ZDECYDOWANA wiekszosc uczestnikow ruchu swieci, to we wlasnym interesie pieszy tez powinien swiecic! Przypominaja mi sie dyskusje na temat tego, ze swiecenie swiatel w dzien powoduje gorsze dostrzeganie pieszych i rowerzystow. Zawsze odpisywalem, ze przy takim podejsciu do sprawy nalezaloby zabronic swiecenia swiatel w nocy i we mgle - bo wtedy nieoswietleni nie maja zadnych szans. To moze dla wygody garstki pieszych i rowerzystow na naszych duktach, wprowadzic zakaz swiecenia swiatel w nocy (dopuszczalna bylaby okresowo zapalana latarka)? Wszyscy snuliby sie 5-10 km/h, co jakis czas wysiadali, zeby sprawdzic czy droga jeszcze jest (proponowales mi to - w czasie jazdy na swiatlach nie mialo to sensu i bylo niebezpieczne, ale w czasie powolnej jazdy bez swiatel...). A moze nakazac pieszym i rowerzystom oswietlac sie? Co ma wiecej sensu i co REALNIE poprawi bezpieczenstwo?
                                    • jane14 Re: Bezpieczna predkosć i Najgorszy wariant. 11.01.07, 22:41
                                      "...30-40 lat temu nagminne bylo jezdzenie w miescie na pozycyjnych..."
                                      Moze w Warszawie. Nie bedę polemizował bo wtedy bywałem w innych miastach
                                      sporadycznie, ale w Krakowie nikt tego nie robił a w każdym badź razie nie
                                      nagminnie. Natomiast było to nagminne w pierwszych latach wprowadzenia
                                      obowiązku jazdy na światłach, ale to nie ta epoka. Natomiast napewno odkąd
                                      pamietam istniał zakaz jazdy na swiatłach pozycyjnych/postojowych.
                                      "... Przy pomocy środkow przymusu ....da sie zrealizowac wizje powszechnego
                                      oswietlania sie pieszych i rowerzystow."
                                      Przypominam, że rowerzystów już istnieje odkąd też pamiętam i nie jest
                                      powszechny. Mało tego, występuje wyrażny regrez co zwiazane jest z pojawieniem
                                      się w użyciu rowerów bez świateł! Teoretycznie nie przystosowanych do jazdy po
                                      drogach publicznych, a jednak powszechnie używanych w tym celu.
                                      "...swieci wszystko jak Polska dluga i szeroka. Udalo sie..."
                                      Gdyby ludzie rodzili się z latarką na czole i odblaskiem w potylicy pewnie też
                                      by się udało. Bowiem nie świeci wszystko a tylko auta które "rodzą sie" ze
                                      swiatłami.

                                      "...Zbyt duzo zalezy od SZCZESCIA!!! ..."

                                      Slogan odpowiem sloganem: Szczęście sprzyja LEPSZYM!!!

                                      "...spotkac na czarno ubranego samobojce?..."

                                      Demonizujesz, co prawda nie znam statystyk ale ilość samobójców rzucajacych sie
                                      pod koła samochodów jest raczej marginalna. Oni wolą pociągi. Po za tym
                                      myślisz ze samobójca przejmie się nakazem uzycia odblasku czy kamizelki ?

                                      "Tu naprawde zbyt duzy jest udzial zwyklego LOSU. "

                                      Los tu nie ma nic do rzeczy nawet jak mrugniesz to TY mrugniesz nie los.

                                      "Zasieg widzenia zmienia sie tak gwatlownie..."

                                      Zmienia tak ale nie gwałtownie, raz jest wiekszy raz mniejszy ale predkość
                                      niekoniecznie musi. Grunt abyś nie przegapił tych chwil gdy jest wiekszy...

                                      "...Jak idzie drogą czy poboczem jest gosciem..."

                                      Na poboczu jest u siebie, samochód jest tam gościem. I tylko gdy chce
                                      przystanąć! W innych okolicznościach jest INTRUZEM.

                                      "...i tak ma sie zachowywac..."

                                      jest takie powiedzenie "gość w dom Bóg w dom" albo dla ateistów "Gośc choć
                                      świnia, swoje prawa ma."

                                      " we wlasnym interesie pieszy tez powinien swiecic! ..."

                                      powinien ale jak juz ustaliliśmy nie rodzi się z latarką na czole i może jej
                                      np. zapomnieć i co mozna go za to zabic?

                                      "Przypominaja mi sie... "

                                      Cały ten wywód jest trudno zrozumiały, to co w końcu jadący z naprzeciwka
                                      oślepiają i utrudniają widocznosć czy nie?!
                                      W końcu cos widzisz czy nie?! Zdecyduj się.
                                      Moze ja jestem nienormalny ale jeśli NIC NIE WIDZISZ to chyba naturalne jest że
                                      prowadzenie auta w takim stanie jest niemożliwe, a wiec zatrzymaj się i to
                                      niezwłocznie.
                                      Zapewniam cię że gdy mnie to spotka tak zrobię.
                                      Tyle że ja na razie nie narzekam że nic nie widze albo że nie jestem pewny czy
                                      dalej jest droga.
                                      Czasem widze dalej, czasem bliżej dlatego raz jadę szybciej raz wolniej i nie
                                      narzekam! Bo na co, na własne oczy.

                                      PS. Ja nie miałem wypadku/stłuczki przez już 21 lat (no bo to mamy nowy rok).
                                      Nikt też nie wjechał mi w tyłek co raczej wskazuje, że nie hamuje
                                      nieoczekiwanie, z byle powodu. Co ciekawe średnie przejazdu miewam zbliżone do
                                      innych kierowców ale... gdy jadę z nimi jako pasazer.
                                      No nie dlatego żebym na żywo komentował wydarzenia na drodze. Tylko kierowcy z
                                      osiaganymi predkosciami lubia przesadzać, jak wedkarze z wielkościami
                                      złowionych ryb.
                                      Generalnie mozna wiec przyjać, że nie wiele nas rózni poza nastawieniem. Ty
                                      twierdzisz ze jeśli coś sie zdarzy to bedzie to pech. Ja w pecha nie wierze.
                                      Jeśli coś sie zdarzy to bedzie to moja wina.
                                      Co jest lepsze?
                                      Głowy nie dam ale pozostane przy swoim, chocby dlatego że winna oznacza
                                      odpowiedzialność a pech zwalnia z niej co moim zdaniem jest niebezpieczne.
                                      • emes-nju Re: Bezpieczna predkosć i Najgorszy wariant. 12.01.07, 11:05
                                        Z Twoich wypowiedzi wnosze, ze rozmawiam z chodzacym/jezdzacym idealem. Nie wiem dlaczego w ogole z Toba polemizuje, bo nasze dyskusje nigdy, do niczego nie prowadza.

                                        Ja idealem nie jestem i chyba nie bede. Jezdze z predkosciami bezpiecznymi - sadzac z rezutlatow. Co jakis czas zdarzaja mi sie na drodze przygody, ktore Tobie i innym forumowym wszechwiedzacym sie nie przydarzaja. Mialem jeden wypadek nie ze swojej winy - nikt nie odniosl obrazen, bo jechalem z przepisowa i przy okazji bezpieczna predkoscia (ja tak rozumiem predkosc bezpieczna - wypadkow raczej w gestym miejskim ruchu sie nie uniknie - chyba, ze ma sie bardzo duzo szczescia albo bardzo malo jezdzi - trzeba wiec minimalizoawc ich skutki). To, ze ktos probowal zza przeszkody wjechac mi pod kola bardzo malo mnie obciaza, bo nie jestem wrozka, ktora moglaby brac sobie za zle, ze nie przewidziala czyjegos kompletnie nieracjonalnego zachowania. Acha - na tym skrzyzowaniu niedlugo potem ustawiono swiatla. Widocznie nie bylem jedynym, ktory natknal sie tam na kolowa przeszkode.

                                        Od Ciebie i innych forumowych swietoszkow roznie sie tylko tym, ze naprawde sporo jezdze i PRZYZNAJE sie publicznie do popelnionych bledow oraz opisuje swoje przygody. Raczej nie po to, zeby przeczytac jaki to ze mnie ciec malinowy, i ze piszacemu NIGDY sie nic takiego nie przydarzylo (ale czytam i polemizuje z pewna pokora, bo ludzie sa rozni - niektorzy musza sie wywyzszac i opisywac jacy to sa wspaniali i nieomylni), tylko po to, zeby inni przeczytali w celu zdobywania doswiadczen na cudzych bledach.

                                        PS Dzis w nocy (po 23.00 - w nocy udaje mi sie osiagnac srednia przejazdu na poziomie 65-70 km/h wiec warto) znow jade na poludnie Polski i zapewne znow (jak to zwykle na naszych duktach pieszo/rowerowo/samochodowych) bede mial kilka niezbyt przyjemnych sytuacji na drodze. Moze potrafisz mi podac miejsca gdzie musze szczegolnie (do zatrzymania auta) uwazac? Bede jechal z Warszawy w kierunku Sandomierza. Z Warszawy wyjezdzam przez Otwock i jade do drogi nr 50, gdzie skrecam na Gore Kalwarie. W Gorze Kalwarii skrecam na Sandomierz - droga nr 79. Z gory dziekuje :-P
                                        • emes-nju Brak odpowiedzi... 15.01.07, 11:40
                                          Wrocilem!

                                          Nie mialem ani jednej przygody na drodze! Wynika z tego, ze piatkowa noc i niedzielne popoludnie byly tymi dniami, w ktorych mozna bylo jechac bezpiecznie. Szkoda, ze nie wiedzialem tego wczesniej. A najbardziej szkoda, ze o niespodziewajkach (najtrowery, nieoswietleni piesi) WIEKSZOSC dowiaduje sie na miejscu, a nie zawczasu...
                                          • jane14 Też wróciłem... 15.01.07, 21:55
                                            ... i odpowiadam. Nasze dyskusje może i do niczego nie prowadzą bo ty liczysz
                                            na szczeście a ja tylko na siebie.
                                            Czy to coś nietypowego?
                                            Nie mam zdania, choć tak sobie myślę, że gdyby racja była po twojej stronie to
                                            za parę lat o przyznaniu PJ bedzie decydował nie kurs i egzamin ale rzut
                                            monetą, pewnie wielokrotny aby wyłowić tych prawdziwych szczęściarzy.
                                            Nie wiem jak innym "świętoszkom" ale mnie też zdażaja się przygody tylko, że
                                            wiem dlaczego i nie czekam aż ktoś coś zaradzi by było ich mniej i pewnie z
                                            tego powodu jest ich coraz mniej.
                                            Wracając do głównego wątku dyskuscji, dawniej miewałem dość sporo gwałtownych
                                            uników na drodze wywołanych przez pieszego idącego skrajem w ostatniej chwili
                                            pojawiajacego sie w światłach mijania. Ale z czasem nauczyłem sie nie patrzeć
                                            na nadjeżdzajace z naprzeciwka auto czy na koniec zasiegu swoich reflektorów,
                                            tylko możliwie daleko na jezdnie tak jak i za dnia, aby w światłach innych
                                            dostrzegać przeszkody (jego 40m + moje 40 to juz 80m prawie jak długie). A
                                            jeśli ktoś ma wyjątkowo podle ustawione światła nie żałuje jak zwolnię na tyle
                                            by minąć go z taką predkościa i w takim miejscu gdzie wiem, że nic nie ma na
                                            drodze. Spróbuj i innym polecam. To lepsze niż oczekiwanie na cudowną odmianę
                                            na naszych drogach. Bo zmiany sie nie doczekałem a mrożących krew w żyłach
                                            przygód z pieszymi nie miewam od dość dawna. Owszem czasem wkurza mnie ich
                                            bezmyślność, ale wkurza za wczasu, bo ich widzę! Na tyle daleko, że przy
                                            predkości z jaką jadę zdaże sie wkurzyć zanim do nich dojadę.
                                            PS. Niestety nie podam ci miejsc gdzie spotkasz pieszych/rowerzystów itp. pod
                                            Otwockiem, tak daleko nie widzę. Choć wygląda że moja rada jest troche
                                            spóźniona proponuje wizyte u wrózki, albo przynajmniej przeczytać horoskop.
                                            • emes-nju Re: Też wróciłem... 16.01.07, 13:43
                                              jane14 napisała:

                                              > ... i odpowiadam. Nasze dyskusje może i do niczego nie prowadzą bo ty liczysz
                                              > na szczeście a ja tylko na siebie.


                                              Nawet nie probujesz zrozumiec tego, co pisze! Wyraznie napisalem, ze staram sie jezdzic jak najostrozniej i sadzac z efektow, udaje mi sie to. Napisalem tez, ze przeraza mnie to, ze nie ma zachowan na tyle ostroznych, zeby mozna bylo do wartosci akceptowalnych zminimalizowac ryzyko wypadku z udzialem nieoswietlonego pieszego czy rowerzysty.

                                              Przeczytaj atrykulik, ktory podlinkowalem na koncu - tam ladnie i skladnie napisane jest to, co probuje nieladnie i nieskladnie wyjasnic.


                                              > Czy to coś nietypowego?
                                              > Nie mam zdania, choć tak sobie myślę, że gdyby racja była po twojej stronie
                                              > to za parę lat o przyznaniu PJ bedzie decydował nie kurs i egzamin ale rzut
                                              > monetą, pewnie wielokrotny aby wyłowić tych prawdziwych szczęściarzy.


                                              Jezeli szczescie jako takie faktycznie istnieje i jest wartoscia niezmiena w czasie, mialoby to sens - bezpieczenstwo na naszych drogach jest w zbyt duzym stopniu determinowane przez zwykly przypadek!


                                              > Nie wiem jak innym "świętoszkom" ale mnie też zdażaja się przygody tylko, że
                                              > wiem dlaczego i nie czekam aż ktoś coś zaradzi by było ich mniej i pewnie z
                                              > tego powodu jest ich coraz mniej.


                                              To co? Skoro przyznajesz, ze zdarzaja Ci sie przygody (po raz pierwszy to czytam...), to masz dwa wyjscia. Albo po kazdej przygodzie zmniejszac predkosc w okolicznosciach zblizonych do okolicznosci przygody (do zera, bo kazdemu nie raz zdarzylo sie z trudem uniknac potracenia nieoswietlonego pieszego. Predkosc trzeba wiec zmniejszac po kazdej takiej przygodzie - skoro znowu sie zdarzyla mimo zmniejszenia predkosci, to znow bylo za szybko), albo jezdzic dalej z predkosciami statystycznie bezpiecznymi i uznawac, ze na drodze nie wszystko zalezy od nas kierowcow (niestety). Jezeli to drugie, to jezdzisz tak jak ja... Tylko inaczej to okreslasz i wprowadzasz mnie w konsternacje swoimi wypowiedziami, z ktorych wywnioskowalem, ze Tobie dziwnym trafem nic sie nie przydarza.


                                              > Wracając do głównego wątku dyskuscji, dawniej miewałem dość sporo gwałtownych
                                              > uników na drodze wywołanych przez pieszego idącego skrajem w ostatniej chwili
                                              > pojawiajacego sie w światłach mijania. Ale z czasem nauczyłem sie nie patrzeć
                                              > na nadjeżdzajace z naprzeciwka auto czy na koniec zasiegu swoich reflektorów,
                                              > tylko możliwie daleko na jezdnie tak jak i za dnia, aby w światłach innych
                                              > dostrzegać przeszkody (jego 40m + moje 40 to juz 80m prawie jak długie).


                                              Tez tak robie. I mimo tego, ze nieraz zwalniam do abstrakcyjnie niskich predkosci, czasem jakiegos samobojce musze omijac gwaltownym manewrem (np. w srodku nocy, w srodku lasu, w czasie ulewy - nie pisz mi, ze bys sie tego pieszego spodziewal, bo bede sie dluuugo smial). I o tym jest mowa, a nie o tym, ze pozabijalem juz setke ludzi, a zabije jeszcze paru. Dla mnie wystarczajacym dramatem jest to, ze w kazdej podrozy widze kilku samobojcow. Bo wiem, ze mniej doswiadczeni ode mnie moga zauwazyc ich za pozno... Bo wiem, ze ja tez czasem kogos nie zauwaze... - czesto widze pieszych, ktorych mijam bezkolizyjnie, ale widze ich w takiej odleglosci, ze na ewentualny manewr byloby za pozno.
                                              • jane14 Re: Też wróciłem... 16.01.07, 22:42
                                                Staram sie zrozumieć ale nie mogę strawić tej niekonsekwencji.
                                                W jednym poscie piszesz o ostrożności którą zachowujesz i dzieki niej wracasz i
                                                kilka wersów dalej znów pech i szczeście jako naczelny kierujacy na drodze.
                                                To co od kierowców nic nie zależy czy zależy. Jeśli nic to po co jesteś
                                                ostrożny. Jeśli wszystko to po co ta magia.
                                                A po przygodzie masz rzeczywiscie dwa wyjścia tylko wcale to nie musi być
                                                zmniejszanie predkości, bo możesz poprawić swa zdolność postrzegania. Już to
                                                pisałem predkosć musisz dostosować do swoich możliwości jesli są one tak mierne
                                                (w co nie wierzę, ale tak wynika przynajmniej z niektórych fragmentów twych
                                                wypowiedzi), że musi być zerowa to trudno i trzeba zrezygnować z jeżdzenia do
                                                czasu aż twe możliwości wzrosna lub coś zmieni się na drogach (a na to sie nie
                                                zanosi).
                                                Artykulik przeczytałem rzeczywiście przypomina twe wypowiedzi. No jest pewna
                                                róznica tam mowa o predkościach nieco wyższych niż zerowe. Ponawiam swój apel
                                                do ciebie i autora artukułu oraz innych z podobnym problemem. Nauczcie się
                                                patrzeć a jeśli nie to przestańcie wariować na drogach.
                                                PS Co takiego strasznego w tym, że czasem trzeba jechać 60/h ? Czasem trzeba
                                                ale nie koniecznie wszędzie. Ja np. na drogach bez szerokiego pobocza w dobrych
                                                warunkach (sucho) jedę przeważnie ~70-75/h no chyba, że są długie proste
                                                odcinki i warunki pozwalają na użycie długich swiateł. Wcale mnie nie mierzi
                                                fakt, że jadę poniżej dopuszczalnej.
                                                • emes-nju Re: Też wróciłem... 17.01.07, 11:33
                                                  Od kierowcow zalezy bardzo duzo i dlatego jestem ostrozny. Ale ZATRWAZAJACO duzo tez od nich nie zalezy! I tego sie boje.

                                                  Przyklad z troche innej beczki: miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3854539.html

                                                  Policja poczatkowo obwinila pieszego przechodzacego w niedozwolonymn miejscu. Ale jak okazalo sie, ze "zebra" jest (z trudem) widoczna, to ma watpliwosci. Moge zalozyc sie o talon na widly i balon, ze w konsekwencji winnym bedzie nie ten, ktory sfuszerowal likwidacje znaku (czyli pogorszyl bezpieczenstwo na drodze), tylko kierowca. Kierowca jadacy w miejscu, w ktorym wg. znakow pionowych nie ma przejscia, i ktory najprawdopodobniej nawet nie widzial ledwie widocznej "zebry" (pieszemu nieco lepiej wychodzi przygladanie sie sladom na jezdni). Kierowca, ktoremu pieszy WTARGNAL na jezdnie w miejscu, w ktorym pieszego nie powinno byc. A jezeli zalozyc, ze pieszy moze WTARGNAC na jezdnie w dowolnym miejscu, to ograniczenie w miescie do 50 km/h jest o kant d... potluc - powinno byc 20-30 km/h, zeby ewentualne i nieuniknione przy tym zalozeniu wypadki mialy jak najmniejsze konsekwencje. I to 20-30 km/h na WSZYSTKICH drogach bez wyjatku - ze szczegolnym uwzglednieniem tras szybkiego ruchu, na ktorych piesi absolutnie nie powinni sie pojawiac (sa bariery), ale MOGA... :-P Uwazasz, ze to realne? Ja nie!


                                                  > A po przygodzie masz rzeczywiscie dwa wyjścia tylko wcale to nie musi być
                                                  > zmniejszanie predkości, bo możesz poprawić swa zdolność postrzegania.


                                                  Moja znajomosc teorii ewolucji nie zaklada mozliwosci nabycia nowych zdolnosci widzenia za zycia jednego pokolenia :-P


                                                  > PS Co takiego strasznego w tym, że czasem trzeba jechać 60/h ?


                                                  To, ze takie snucie sie nie daje ZADNEJ gwarancji bezpieczenstwa! A przy takiej predkosci max. (wobec duzego ruchu z przeciwka w zasadzie zawsze jezdzimy na swiatlach mijania) trase z Przemysla do Szczecina trzeba planowac z noclegiem! W XXI w!!! W centrum Europy!!!

                                                  Zwalanie calej odpowiedzialnosci na najmniej zdolnego do gwaltownych manewrow (z racji masy i predkosci) jest kompletnie bez sensu i jest posrednia przyczyna wypadkow - piesi i rowerzysci doskonale wiedza o tym, ze taka jest praktyka stosowania prawa w Polsce i korzystaja z tego uprawiajac nocne misje samobojcze.

                                                  Jestem za tym, zeby rowerzysci i piesi, ktorzy ulegna wypadkowi z powodu braku oswietlenia, byli uznawani winnymi! Taki przepis i obowiazkowe kamizelki/odblaski dosc szybko ograniczylyby masakre na naszych drogach. Zwroc uwage, ze jestes goracym zwolennikiem drakonskiego karania kierowcow za wszystko w celu poprawy bezpieczenstwa. Dlaczego zatem uwazasz, ze takie same metody stosowane wobec Polskich Swietych Krow nie przyniosa rezultatu? Pisales i tym jakis czas temu... To co? Kierowcy sa dobra zwierzyna do tresury mandatami, a piesi i rowerzysci nie? Biedne Baranki...? Zabiajane na wlasna prosbe, ale przez krwiozerczego kierowce...?

                                                  Daj spokoj! Kazdy powinien znac swoje miejsce. Kierowcy, w ramach obowiazujacych przepisow, powinni jezdzic po jezdniach ze swiadomoscia (ograniczona), ze inni uzytkownicy stosuja sie do choc minimum zasad na drodze. A ci inni, to piesi i rowerzysci. Te minimum w ich wykonaniu kosztuje ok. 10 zl i nazywa sie kamizelka! Juz nawet niech nie stosuja sie do przepisow, ale niech chociaz beda widoczni!!!

                                                  Wymagasz od jednych ludzi zbyt wiele (nawet jak juz nabede nadprzyrodzone zdolnosci dostrzegania, kiedys sie zmecze i troche przyslepne), a od drugich nic. A ja wymagam od siebie i innych kierowcow bardzo duzo (ale REALNIE!), a od pieszych MINIMUM. Minimum, ktorego nikt od nich nie wymaga, na ich zgube!
                                                  • jane14 Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 17.01.07, 22:33
                                                    Skad więc taka pewność u ciebie, że wtargnoł na jezdnie? Wtargnoł a przechodził
                                                    to naprawdę duża różnica. Po za tym tutaj niezależnie od tego czyja jest wina
                                                    aż prosi się o mandat dla inspektora który odpowiada za ten odcinek drogi i za
                                                    spowodowanie zagrożenia. To moze zrobić Policjant. Ma prawo taki wniosek do
                                                    sądu złozyć. Pozostawiam kwestie winy kierowcy/przechodnia, za mało o tym
                                                    wiemy, ale jestem pewien ze niezależnie od przechodnia kierowca mógł uniknąć
                                                    tego wypadku ale zapenne nikt nie dojdzie dlaczego tego nie zrobił.
                                                    Na marginesie twych wywodów o predkościach 0-20-30 proponuje zaczać jeździć
                                                    50/h Wiele osób przekraczających predkosć twierdzi dokładnie to co ty że jej
                                                    ograniczanie nie ma sensu bo i tak może sie coś zdarzyć z kategori "wtargnoł".
                                                    Otóż jest to nieprawda to co przy 80/h wtargnie przy 50 tylko wchodzi i daje
                                                    czas na uniknięcie kolizji.
                                                    A co do teori ewolucji. Moze nie rozróżniasz a może udajesz ale nie chodzi o
                                                    ewolucje tylko zdolność uczenia. Znasz zabawę w "znajdź 10 szczegółow" pierwsza
                                                    para rysunków jest trudna druga łatwiejsza a przy 10 jest to tak trywialne że
                                                    zaczyna cię nudzić. Czy doszło do "ewolucji w jednym pokoleniu" nie. Poprostu
                                                    nauczyłeś się patrzeć na rysunek pod kątem wyszukiwania różnić. I dokładnie to
                                                    samo zdarza się na drodze. Trzeba się nauczyć patrzeć pod katem wyszukiwania
                                                    przeszkód.
                                                    Z Przemyśla do Szczecina mozna jechać bez z noclegu ale z dłuższa przerwą na
                                                    obiad. Nie pokonywałem tej trasy jednorazowo ale myśle że 12 godzin z
                                                    uwzglednieniem A4 to aż nadto. No a pozatym z Rzeszowa chyba bedzie połaczenie
                                                    lotnicze dla niecierpliwych.
                                                    Wymagam od kierowców wiele to prawda ale nie wiecej niż od siebie. Oczywiście
                                                    nie mam nic przeciwko temu by Policja pouczała, karała i egzekwowała
                                                    bezwzglednie na początek choćby te istniejące zakazy i nakazy w tym oświetlenie
                                                    rowerów i ograniczenia predkości po równo.
                                                  • emes-nju Re: Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 18.01.07, 12:51
                                                    jane14 napisała:

                                                    > Skad więc taka pewność u ciebie, że wtargnoł na jezdnie?

                                                    Opieram sie wylacznie na tym, co przeczytalem. A przeczytalem, ze policja poczatkowo obciazyla wina za zdarzenie pieszego. W takiej sytuacji pada zwykle okreslenie wtargniecie :-)

                                                    > Po za tym tutaj niezależnie od tego czyja jest wina aż prosi się o mandat dla
                                                    > inspektora który odpowiada za ten odcinek drogi i za spowodowanie zagrożenia.
                                                    > To moze zrobić Policjant. Ma prawo taki wniosek do sądu złozyć.

                                                    TEORETYCZNIE! A teoretycznie, to mialem byc piekny, mlody i bogaty. A jaka praktyka jest... Na drodze praktyka wyglada tak, ze jeszcze nie slyszalem/czytalem o czyms takim, jak obciazenie zarzadzajacego droga wina za wypadek. Byc moze zdarza sie to. W jakis wyjatkowo razacych sytuacjach - we wszystkich innych przypadkach winny jest kierowca, bo tak latwiej i taniej.

                                                    > jestem pewien ze niezależnie od przechodnia kierowca mógł uniknąć tego
                                                    > wypadku

                                                    A ja jestem pewien, ze sa sytuacje, w ktorych wypadku uniknac sie nie da. Daloby sie gdyby potencjalny sprawca zadal sobie trud zastanowienia sie nad konsekwencjami. W przypadku naglego wchodzenia (poza przejsciem, ale na przejsciu tez!) pod JADACE auto, sprawca (niezaleznie od przepisow) jest pieszy. Bo to on nagle wprowadza nowy element do ruchu. On tez ponosi najdotkliwsze tego konsekwencje, ale to na marginesie. Kierowca jedzie w slusznym przekonaniu, ze droga jest dla samochodow i nie trzyma nogi na hamulcu bo hipotetycznie cos sie moze zdarzyc (zreszta nawet stale trzymanie nogi na hamulcu niewiele zmieni, bo samochody, zgodnie z obowiazujacymi prawami fizyki, nie sa wstanie zatrzymac sie natychmiast). Oczywiscie moze sie cos zdarzyc, ale REALANE ryzyko jest na tyle male, ze az pomijalne - gdyby bylo inaczej Polska skladalaby sie z kierowcow i nagrobkow pieszych. A nie jest tak - wiekszosc pieszych jednak na jezdnie nie wlazi... Ale ci, ktorzy "skutecznie" wleza, sa natychmiast uznawani za meczennikow w walce z kierowcami - niezaleznie od tego kto naprawde byl winien.

                                                    > Na marginesie twych wywodów o predkościach 0-20-30 proponuje zaczać jeździć
                                                    > 50/h

                                                    W miescie tyle jezdze! Ale w miescie. Poza miastem i na miejskich, ogrodzonych tranzytowkach pozwalam sobie na wiecej. Zreszta, w duzej mierze dzieki inicjatywie policji, w coraz wiekszej ilosci miejsc w Warszawie nie trzeba jechac 50 km/h.

                                                    I co mi z tych 50 km/h jezeli potrace kogos na jego wlasna prosbe? W Warszawie ulice sa oswietlone - we wsiach zwykle nie. W Warszawie piesi maja chodniki - we wsiach zwykle nie (a jak maja nader rzadko z nich korzystaja - nie potrafie powiedziec dlaczego). Chodzi o to, zebym po zabiciu nieoswietlonego pieszego nie zgnil w wiezieniu? W sumie wlasnie dlatego jezdze z przepisowymi predkosciami! Bo zdaje sobie sprawe z tego, ze jezeli los tak zechce, stane sie zabojca na zyczenie zabitego! LOS - nie maja brawura czy nieostroznosc. Los, ktory postawi mi na drodze nieoswietlonego kretyna!

                                                    > Otóż jest to nieprawda to co przy 80/h wtargnie przy 50 tylko wchodzi i daje
                                                    > czas na uniknięcie kolizji.

                                                    Wierzysz w to?!

                                                    80 km/h to ok. 22 m/s - 50 km/h to ok. 14 m/s Jezeli pieszy WTARGNIE mi na jezdnie 22 m przed maska jak jade 80 km/h lub 14 m przed maska jak jade 50 km/h (i to jest bardzo prawdopodobne, bo pieszy widzi, ze powoli jade i czuje sie, bezpodstawnie - z niewiedzy - bezpieczny!), to bede mial dokladnie tyle samo czasu na reakcje. W obydwu wypadkach za malo... Ale gdybanie nie ma sensu - nalezaloby zaczac edukowac ROWNIEZ pieszych. Nie tylko kierowcow, bo nam ta edukacja mandatami, wyrokami (czesto calkiem bezpodstawnymi, ale zgodnymi z praktyka i chorobliwa polityczna poprawnoscia robiaca z pieszych swiete krowy, na ich zgube) bokiem wychodzi. Glownie dlatego, ze musimy odpowiadac za czyjes nieprzewidywalna zachowania.

                                                    > A co do teori ewolucji.

                                                    Kpilem sobie! A teraz juz kpic nie bede, bo to, co napisales jest GROZNE! Zabawa w znajdz 10 szczegolow odbywa sie zwykle w domu, a swoja umiejetnosc dostrzegania cwiczymy w czasie jazdy! Jezeli okazemy sie niezbyt bystrzy w przyswajaniu tych umiejetnosci, to mozemy stac sie zabojcami! I zabawa oraz edukacyjne cwiczenia sie skoncza. A wystarczyloby, zeby "ciala obce" zaczely dbac o siebie i staly sie bardziej widoczne (za 10 zl!). Nie dla takich jak Ty geniuszy dostrzegania, tylko dla przecietniakow, starszych, czy po prostu zmeczonych!!! O oslepionych nie wspomne...

                                                    Nie rozumiem skad w Tobie taka zacieklosc, kiedy wysilek, do ktorego chcialbym zmusic pieszych i rowerzystow jest prawie niezauwazalny - pare zlotych (!). Kierowcy sa zmuszeni do nieporownywalnie wiekszych wysilkow. Zdjecie z nich bezwzglednego obowiazku myslenia za kretynow (i pozostawienie ograniczonego zaufania), wslipiania sie w ciemnosci, zeby cudem dojrzec blysk nie do konca sasyfionego pedalu (na szczescie zwyklke sa srebrne), czy cien, cienia nieoswietlonego pieszego bardzo by im (nam) pomogla. Tylko tyle! Skad ta zcieklosc w obronie sprawy nie do obrony?! Samochody swieca, a piesi nie. Dla ich wlasnego bezpieczenstwa powinni swiecic i to chyba nie podlega dyskusji (nawet jak wszyscy bedziemy swiecie przestrzgac przepisow, swiecie przestrzegac abstrakcyjnego obowiazku dostosowywania predkosci, zaczniemy swietnie dostrzegac przeszkody, zawsze na drogach mamy rowniez ludzi, ktorzy nie nauczyli sie dostrzegania niedostrzegalnego - np. cudzoziemcy, ktorzy nie musieli sie tego uczyc...).

                                                    PS Dzis niewiele brakowalo, zebym potracil starsza pania. Dojezdzalem do skrzyzowania, na ktorym, na zielonym swietle zamierzalem skrecic w prawo. Pani stala tylem do przejscia, nagle odwrocila sie i, nie patrzac, weszla mi pod kola. Na szczescie sasiedni pas byl wolny i mialem gdzie uciec, bo na hamowanie sie nie zdecydowalem przewidujac brak efektow (mokra jezdnia). Pani zauwazyla mnie dopiero jak ja omijalem! Ona chyba nawet nie zdawala sobie sprawy z tego, ze weszla na czerwonym pod kola jadecego auta! Mimo tego, ze jechalem ok. 25-30 km/h przez Ciebie uznany zostane za winnego, bo nie przewidzialem... :-P
                                                  • jane14 Re: Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 18.01.07, 22:09
                                                    Wyjaśnijmy sobie parę spraw...

                                                    "...przeczytalem, że policja poczatkowo obciażyła..."

                                                    Jak zapewne wiesz w takich sprawach z definicji nie roztrzyga policja tylko
                                                    sąd, jak zawsze gdy są ofiary. Policja zbiera dowody i kieruje sprawe do
                                                    prokuratora. Oczywiscie jeśli takie sformułowanie znalazło się w artykule to
                                                    tylko potwierdza mój pogląd, że bardzo ostrożnie trzeba traktować relacje
                                                    prasowe zwłaszcza, że są one zawsze nagiete do tezy jaką chce udowodnić piszący.

                                                    "...obciazenie zarzadzajacego droga wina za wypadek..."

                                                    też nie słyszałem, chyba że prowadził samochód. Chodzi o sprowadzenie
                                                    zagrozenia, niedopełnienie obowiązku itp. a to nie to samo co bezpośrednia
                                                    wina za wypadek. Fakt że policja nie korzysta zbyt chętnie z tych narzędzi ale
                                                    to już inny problem.

                                                    "A ja jestem pewien, ze ..."

                                                    Gdyby chodziło o sporadyczne przypadki rzeczywiscie nagłego wtargniecia
                                                    pieszego ... Niestety tak nie jest. Tu giną ludzie na przejściach pod kołami
                                                    wyprzedzajacych aut, tu giną ludzie prawidłowo idący poboczem, cóz tu giną też
                                                    ludzie na chodnikach i przystankach, to taki kraj. Jak już wspominałem jestem
                                                    za a nawet ... bardzo za, dyscyplinowaniem wszystkich uczestników ruchu. Tylko
                                                    czy to naprawdę od pieszych trzeba zacząć ? Może ale obawiam sie że na nich by
                                                    sie skończyło...

                                                    "...jezeli potrace kogos na jego wlasna prosbe..."
                                                    Naprawdę myslisz że sa tacy? Nawet jeśli zdarzy się ktoś roztargniety czy
                                                    nieostrożny młodzian albo wręcz dziecko pod twoimi kołami, to uznasz ze zrobił
                                                    to na własną prośbę!
                                                    Bedziesz miał odwage powiedzieć to np. matce tego dziecka. Jeśli tak to
                                                    gratuluję ...

                                                    "Wierzysz w to?!..."

                                                    To nie kwestia wiary! To codzienna praktyka. Faktom sie nie da zaprzeczyć nawet
                                                    tak demagogicznie jak to przedstawiasz. Ta teoria z tym że jak jedziesz
                                                    ostrożniej/wolniej to ośmielasz innych (pieszych) do nieodpowiedzialnego
                                                    zachowania dla mnie jest śmieszna. Nie zauważyłem takiej reakcji na moja
                                                    ostrożną/wolną jazdę. I nie zauważył chyba nikt w świecie, bo gdyby, to
                                                    wszędzie zamiast 50/h byłoby 100 w mieście - dla poprawy bezpieczeństwa.
                                                    Ale jesli w to wierzysz spróbuj sobie wymodelować maske na kształt np. paszczy
                                                    rekina może się wystraszą i onieśmielą bez potrzeby zwiekszania predkości.

                                                    "Grożne ...a swoja umiejetnosc dostrzegania cwiczymy w czasie jazdy! "

                                                    A gdzie mamy ćwiczyć na strzelnicy ? Oczywiście że na drodze tyle, że nie
                                                    musimy odrazu zaczynać od ostatniego poziomu czyli przy predkosci max
                                                    dopuszczalnej czy nawet wiekszej.
                                                    A ty uczyłeś się jeździć na symulatorze a zaczynałeś odrazu od 100/h ?

                                                    "...np. cudzoziemcy..."

                                                    Już wspomniałem kiedyś, że wszyscy cudzoziemcy których znam wśród podstawowych
                                                    zagrozeń w Polsce wymieniaja agresje, nieodpowiedzialność i brawurę kierowców,
                                                    na pieszych nikt nie narzekał.

                                                    "... uznany zostane za winnego, bo nie przewidzialem..."

                                                    Nie wnikam co przewidziałeś a co nie ale uznałbym cię za niewinnego gdyby to
                                                    ona wpadła na ciebie a nie ty na nią.
                                                    Wbrew pozorom to nie abstrakcja. Dokładnie w takiej sytuacji (kobita wpada w
                                                    bok mojego auta) uznałbym że rzeczywiście nic się nie dało zrobić, choć pewnie
                                                    nie bez wahania.
                                                  • emes-nju Re: Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 19.01.07, 11:26
                                                    jane14 napisała:

                                                    > "...obciazenie zarzadzajacego droga wina za wypadek..."
                                                    >
                                                    > też nie słyszałem (...) Fakt że policja nie korzysta zbyt chętnie z tych
                                                    > narzędzi ale to już inny problem.

                                                    Nie! To powazny problem, bo za bezkarnosc organizatora ruchu odpowiadamy my, kierowcy.

                                                    > Gdyby chodziło o sporadyczne przypadki rzeczywiscie nagłego wtargniecia
                                                    > pieszego ... Niestety tak nie jest.

                                                    Fakt. Obecnosc nieoswietlonego pieszego na pasie ruchu nie jest wtargnieciem. On tam jest tyle czasu, ile mu sie podoba jezeli ma szczescie i kierowcy wypatrza go w ciemnosci. Albo tyle czasu, ile potrzeba to wpadniecia pod kogos, kto go nie zauwazyl. Bo chyba nie mamy watpliwosci, ze zabijajacy nieoswietlonego pieszego na pasie ruchu, nie zrobil tego z premedytacja...?

                                                    Fakt - piesze spacery nocna pora po pasie ruchu nie sa wtargnieciem. Blad w okresleniu naprawie...

                                                    > "...jezeli potrace kogos na jego wlasna prosbe..."
                                                    > Naprawdę myslisz że sa tacy?

                                                    Sa. Tylko, ze NIKT ich nie uswiadomil, ze wlasnie tak postepuja, chodzac po jezdni bez najmarniejszego odblasku. Zreszta maly odblask nie rozwiazuje sprawy na drogach o duzym natezeniu ruchu, bo za duzo tam swiatel - dlatego postuluje obowiazkowe kamizelki dla kazdego, kto znajduje sie na jezdni. Sa kraje gdzie taki przepis juz wprowadzono i coraz czesciej widujemy auta z dumnie naciagnieta na oparcie fotela kamizelka (tez taka mam, ale nie na fotelu). Paradoks polega na tym, ze kamizelki woza ci, ktorzy na jezdni pojawiaja sie sporadycznie i tylko w awaryjnej sytuacji. Stali piesi uzytkownucy drog nawet nie zadaja sobie trudu, zeby sie zastanowic. Tak. Gina wiec na wlasna prosbe... Niewyartykulowana, ale jednak. Nas, kierowcow obowiazuja przepisy i tlumacznie, ze sie jakiegos nie znalo, nie daje zadnego usprawiedliwienia. Pieszego nikt ze znajomosci przepisow nie rozlicza, ale chyba warto by nauczyc go troche zdrowego rozsadku... Bo tlumacznie, ze nie wiedzial, ze na drodze mozna wpasc pod samochod jakos do mnie nie trafia :-P

                                                    > Nawet jeśli zdarzy się ktoś roztargniety czy nieostrożny młodzian albo wręcz
                                                    > dziecko pod twoimi kołami, to uznasz ze zrobił to na własną prośbę!
                                                    > Bedziesz miał odwage powiedzieć to np. matce tego dziecka. Jeśli tak to
                                                    > gratuluję ...

                                                    Nie bedzie mi dane, bo niezaleznie od przyczyn wypadku bede siedzial w pierdlu...

                                                    To po pierwsze. A po drugie dlaczego starasz sie robiz ze mnie kogos, kim nie jestem? WYRAZNIE pisalem, ze boje sie, ze kiedys kogos zabije. I WYRAZNIE napisalem, ze mniej obawiam sie sytuacji, w ktorej stane sie morderca na swoja prosbe, niz tej, w ktorej stane sie zabojca na prosbe zabitego. Boje sie, ze do konca zycia bede mial wyrzuty sumienia. I mniej sie ich boje jezeli ja przeholuje tak, ze stanie sie nieszczescie - sytuacja bedzie jasna z moralnego punktu widzenia. A jezeli zachowujac najdalej idaca ostroznosc (w chwili wypadku oczywiscie za mala, ale temat wrozenia z fusow uwazam za zamkniety) zabije kogos? Z jednej strony bede wiedzial, ze zrobilem najwiecej jak moglem, a z drugiej bede zadawal sobie pytanie czy wszystko...

                                                    Bylem kiedys swiadkiem smiertelnego potracenia pieszej przez autobus. Przy prawie zerowej predkosci. Pani odbila sie niegroznie od autobusu i upadla. Podbieglem i okazalo sie, ze kobieta ma silny krwotok z ust i nosa - zero mozliwosci niesienia pomocy. Bylo to prawie 20 lat temu, ja w tym nie uczestniczylem, ale to, ze nie moglem pomoc snilo mi sie latami. I nie pomagaly zapewnienia moich znajomych lekarzy, ktorzy stanowczo twierdzili, ze przy takim krwotoku nie miala prawie szans, nawet jezeli znalazlaby sie na stole pare minut od zdarzenia. Ja mam sumienie!

                                                    > "... uznany zostane za winnego, bo nie przewidzialem..."
                                                    >
                                                    > Nie wnikam co przewidziałeś a co nie ale uznałbym cię za niewinnego gdyby to
                                                    > ona wpadła na ciebie a nie ty na nią.

                                                    Czyli jednak LOS. Z Twojej wypowiedzi jasno wynika, ze o mojej winie decydwalby SLEPY LOS! Jezeli kobieta wyszlaby na jezdnie pol sekundy pozniej, to ona bylaby winna, a jezeli pol sekundy wczesniej - ja. Los. Bo pol sekundy, to za malo jakakolwiek skuteczna reakcje, przy jakiejkolwiek predkosci! Slepy los zadecydowalby wtedy o tym czy pojde siedziec, czy nie.

                                                    Na szczescie policja nie jest az tak radykalna i jej wystarczyloby to, ze pani weszla na czerwonym. Zreszta, wobec mojej minimalnej predkosci, to raczej ja ponioslbym szkode, a pani po prostu siadlaby mi na masce. Mimo wyrzutow sumienia (bo ja jednak stuknalem), scigalbym ja po sadach, zeby zrefudowalaby mi koszty naprawy! Ja odpowiadam za zniszczenia innych aut (nawet jezeli moja wina jest watpliwa), za skutki wypadkow z pieszymi (nawet jezeli moja wina jest watpliwa), wiec piesi powinni odpowiadac jezeli wypadek bylby z ich winy. Moga ubezpieczyc sie od skutkow chodzenia po ulicy - serio.
                                                  • jane14 Re: Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 22.01.07, 23:12
                                                    "Nie! To powazny problem, bo za bezkarnosc organizatora ruchu odpowiadamy my,
                                                    kierowcy..."

                                                    Podobnie jak za bezkarność piratów drogowych, pijanych , pieszych, rowerzystów
                                                    itd. Opieszałość i nieporadność policji i innych odpowiedzialnych za
                                                    egzekwowanie prawa to już norma w tym kraju! Nie ma wyjścia jeśli coś jest
                                                    normą musisz to brać pod uwagę jako czynnik ryzyka tak jak gołoleć zimą...

                                                    "...nie zrobil tego z premedytacja..."

                                                    Sa rózne rodzaje premedytacji. Moim zdaniem jeśli ktoś świadomie ryzykuje lub
                                                    przekracza przepisy w ruchu drogowym, należy uznawać, że doprowadza do wypadku
                                                    z premedytacją.

                                                    "Czyli jednak LOS. ..."

                                                    Nie. Jeśli ktoś znalazł sie przed twoją maską tzn. że tam zmierzał a to
                                                    powinieneś dostrzec.

                                                    " ... wystarczyloby to, ze pani weszla na czerwonym..."

                                                    To nie jest takie pewne. Ale to razcej temat rzeka. Otóż fakt naruszenia
                                                    przepisu przez jednego z uczestników kolizji wcale nie oznacza że drugi
                                                    automatem jest bez skazy. W grę wchodzi też to czy mogłeś czy nie zapobiec
                                                    wypadkowi. Jeśli mogłeś a nie zrobiłeś tego, jesteś winny. Owszem Policja
                                                    czasami idzie na łatwizne gdy w grę wchodzą pogięte blachy ale przy ofiarach to
                                                    rozmowa bywa inna. Zapewne dlatego cześciej niż by się można spodziewać uznana
                                                    zostaje wina kierowcy. Moze ci sie to nie podobać ale moim zdaniem to
                                                    SPRAWIEDLIWE!
                                                    PS. Warto zwrócić uwage na pewien drobiazg który jak wynika z wypowiedzi wielu
                                                    kierowców (choćby sygnalizowanych klaksonami), nie jest powszechnie znany. Otóz
                                                    pieszy na przejściu jest świetą krowa bez wzgledu jakie pali sie światło.
                                                    Bowiem przepis mówi jasno "pieszy ma pierwszeństwo" (zero wzmianki o kolorze
                                                    światła). Twoje zielone daje ci prawo wjazdu za sygnalizator i tyle, a nie
                                                    pierwszeństwo.
                                                  • emes-nju Re: Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 23.01.07, 10:57
                                                    jane14 napisała:

                                                    > "Nie! To powazny problem, bo za bezkarnosc organizatora ruchu odpowiadamy my,
                                                    > kierowcy..."
                                                    >
                                                    > Podobnie jak za bezkarność piratów drogowych, pijanych , pieszych,
                                                    > rowerzystów (...)


                                                    Nie o tym tu mowa, ale masz racje.


                                                    > "...nie zrobil tego z premedytacja..."
                                                    >
                                                    > Sa rózne rodzaje premedytacji. Moim zdaniem jeśli ktoś świadomie ryzykuje lub
                                                    > przekracza przepisy w ruchu drogowym, należy uznawać, że doprowadza do
                                                    > wypadku z premedytacją.


                                                    A jezeli nie ryzykuje (choc nocna jazda po Polsce sama w sobie niesie duzy element ryzyka - i to niemozliwego do oszacowania) i nie przekracza. A jezeli jedzie grubo ponizej dopuszczalnego limitu? A jezeli wslipia sie w pobocza, zeby wyslipic pieszgo/rowerzyste bez oswietlenia. Jezeli mimo tego, ktoregos z tych kretyniow trafi? Nadal mamy do czynienia z premedytacja? No tak! Mamy! Po co wsiadal do samochodu!? Przeciez piesi chodza po jezdniach, ktore dla nich sa przeznaczone! :-P


                                                    > "Czyli jednak LOS. ..."
                                                    >
                                                    > Nie. Jeśli ktoś znalazł sie przed twoją maską tzn. że tam zmierzał a to
                                                    > powinieneś dostrzec.


                                                    Czytasz czasem, co napisalem? Kobieta stala tylem do jezdni, nagle wykonala w tyl zwrot i na czerwonym weszla na przejscie. Ona miala czerwone, ja zielone. Rozumiem, ze wciaz uwazasz, ze powinienem przewidziec to, ze rozmawiajaca z kims na chodniku osoba nagle odwroci sie i wejdzie mi pod kola? Czyli nie los, a jasnowidzenie...


                                                    > " ... wystarczyloby to, ze pani weszla na czerwonym..."
                                                    >
                                                    > To nie jest takie pewne. Ale to razcej temat rzeka. Otóż fakt naruszenia
                                                    > przepisu przez jednego z uczestników kolizji wcale nie oznacza że drugi
                                                    > automatem jest bez skazy.


                                                    Bez skazy nie. Kazdy normalny czlowiek skaze bedzie nosil do konca zycia. Ale, zlituj sie (!) - sa pewne zasady. Jedna z nich jest to, ze jadac spodziewam sie, ze inni uczestnicy ruchu choc w zarysie stosuja sie do tych zasad. W opisanym przypadku jedna z osob w razacy sposob naruszyla te zasady. Gdyby ta kobieta szla w kierunku przejscia, to widzialbym, ze cos sie swieci. Ale ona STALA TYLEM do przejscia. Trudno chyba wymagac od kierowcy, zeby hamowal za kazdym razem jak widzi pieszego w takiej odleglosci od jezdni, ktora umozliwi mu skutezny sprint pod kola jego auta?


                                                    > W grę wchodzi też to czy mogłeś czy nie zapobiec wypadkowi. Jeśli mogłeś a
                                                    > nie zrobiłeś tego, jesteś winny.


                                                    Udalo sie! Nie mozesz mnie, o GURU BEZPIECZNEJ JAZDY, obwinic! Ale mialem szczescie, ze kobieta nie wykonala w tyl zwrot prosto pod moja maske... Dala mi szanse (nieswiadomie) - jestem ocalony! Ufff.... Ale mi ulzylo... :-P


                                                    > Owszem Policja czasami idzie na łatwizne gdy w grę wchodzą pogięte blachy ale
                                                    > przy ofiarach to rozmowa bywa inna. Zapewne dlatego cześciej niż by się można
                                                    > spodziewać uznana zostaje wina kierowcy. Moze ci sie to nie podobać ale moim
                                                    > zdaniem to SPRAWIEDLIWE!


                                                    Sprawiedliwosc polega na tym, ze jedacy po jezdni dla niego przeznaczonej ma ustepowac kazdemu, kto tego zechce, a kto ma do dyspozycji chodnik, nawet jezeli ten ktos razaco narusza przepisy? Ciekawa koncepcja... W ramach symetrii powinienem zaczac jezdzic po chodnikach chyba... :-P


                                                    > PS. Warto zwrócić uwage na pewien drobiazg który jak wynika z wypowiedzi
                                                    > wielu kierowców (choćby sygnalizowanych klaksonami), nie jest powszechnie
                                                    > znany. Otóz pieszy na przejściu jest świetą krowa bez wzgledu jakie pali sie
                                                    > światło.


                                                    Wprawiasz mnie w takie oslupienie, ze az nie wiem co napisac. Podaj podstwe prawna, bo nie uwierze!


                                                    > Bowiem przepis mówi jasno "pieszy ma pierwszeństwo" (zero wzmianki o kolorze
                                                    > światła). Twoje zielone daje ci prawo wjazdu za sygnalizator i tyle, a nie
                                                    > pierwszeństwo.


                                                    Wedlug mnie sygnalizator jest nadrzedny. Jezeli byloby inaczej, to jadac droga z pierwszenstwem przejazdu nie zwracalbym na niego uwagi!

                                                    Strasznie sie zaplatales. Teraz sie wyplac. Zadam podstawy prawnej tego, cos wymylil. Chce sie uswiadomic :-P
                                                  • jane14 Re: Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 24.01.07, 22:49
                                                    Tą podstawe już ci podałem. Pieszy znajdujący sie już na przejściu ma
                                                    pierwszeństwo i jest to przepis bez dyskusyjny. Odrębną sprawą jest jak i czy w
                                                    wyniku złamania przepisu tam sie znalazł, oraz czy kierowca mógł czy nie
                                                    uniknąć potrącenia.
                                                    I tu kłania się sprawa analizy już każdego konkretnego przypadku. Jeśli sąd
                                                    uzna, że mogłes się zatrzymać i uniknąć potrącenia ale tego nie zrobiłeś
                                                    poniesiesz winę niezależnie od koloru swiateł.
                                                    Klasycznym przykładem jest tu tzw. utrudnianie pieszym opuszcenia przejścia
                                                    przez kierowców którym już zapaliło się zielone światło. Teoretycznie mają
                                                    prawo wjechać na przejście ale jeśli tam są piesi to maja obowiązek najpierw
                                                    umożliwić im opuszczenie przejscia.
                                                    A w sensie sygnalizatorów, zielone daje prawo wjazdu na skrzyzowanie ale nie
                                                    znosi żadnych przepisów ani reguł. Sygnalizator jest nadrzedny w stosunku do
                                                    niektórych znaków drogowych ale nie w stosunku do reguł. A przepuszczenie
                                                    pieszego znajdującego się już na przejściu jest regułą.
                                                    A ty co proponujesz ?
                                                    Niech poczeka na środku miedzy pedzącymi autami az zapali się zielona dla niego?
                                                  • emes-nju Re: Przechodził przez jezdnię i nagle ciemność - 25.01.07, 11:46
                                                    jane14 napisała:

                                                    > Tą podstawe już ci podałem. Pieszy znajdujący sie już na przejściu ma
                                                    > pierwszeństwo i jest to przepis bez dyskusyjny.


                                                    Link! Link do przepisu.


                                                    > Odrębną sprawą jest jak i czy w wyniku złamania przepisu tam sie znalazł,
                                                    > oraz czy kierowca mógł czy nie uniknąć potrącenia.


                                                    Zdaje sie, ze tiges_wiz podal dane, z ktorych wynika, ze policja zaskakujaco czesto uznaje wine pieszego. Zwazywszy na ogolna tendencje do automatycznego obciazania wina kierowcy, dane te sa dosc powaznie sprzeczne z Twoimi teoriami.


                                                    > I tu kłania się sprawa analizy już każdego konkretnego przypadku. Jeśli sąd
                                                    > uzna, że mogłes się zatrzymać i uniknąć potrącenia ale tego nie zrobiłeś
                                                    > poniesiesz winę niezależnie od koloru swiateł.


                                                    No to znow mi ulzylo :-P W opisanym przeze mnie przypadku za zadne skarby swiata nie uniknalbym potracenia gdybym nie mial gdzie uciekac.


                                                    > Klasycznym przykładem jest tu tzw. utrudnianie pieszym opuszcenia przejścia
                                                    > przez kierowców którym już zapaliło się zielone światło. Teoretycznie mają
                                                    > prawo wjechać na przejście ale jeśli tam są piesi to maja obowiązek najpierw
                                                    > umożliwić im opuszczenie przejscia.


                                                    Nie jest to klasyczny przypadek. Co innego zejscie z przejscia na czerwonym, a co innego wmaszerowanie na nie pod jadace (nie pedzace) auto. Calkowicie rozna klasyfikacja prawna!


                                                    > A w sensie sygnalizatorów, zielone daje prawo wjazdu na skrzyzowanie ale nie
                                                    > znosi żadnych przepisów ani reguł. Sygnalizator jest nadrzedny w stosunku do
                                                    > niektórych znaków drogowych ale nie w stosunku do reguł. A przepuszczenie
                                                    > pieszego znajdującego się już na przejściu jest regułą.


                                                    Bajki! Robienie wszystkiego, zeby nie potracic pieszego wchodzacego na czerwonym swietle jest naturalne, ale wcale nie daje pieszemu prawa do przebywania na przejsciu i do zmuszania kierowcow do wykonaywaniu stojek na intymnych czesciach ciala, zeby swietej krowy nie potracic (wyobrazasz sobie chaos, do ktorego by doszlo gdyby taki przepis byl?!). Jezeli sie da ustapic, to z grubsza ok... A jezeli sie nie da, to dochodzi do wypadku Z WINY PIESZEGO!!! Wina mozna obciazyc kierowce, ktory potracil, bo zamiast hamowac trabil! Sa niestety tacy... :-/


                                                    > A ty co proponujesz ?
                                                    > Niech poczeka na środku miedzy pedzącymi autami az zapali się zielona dla
                                                    > niego?


                                                    Ja nie mam watpliwosci, ze to ja powinienem poczekac az pieszy ZEJDZIE. Wiekszosc kierowcow tez (no chyba, ze w Moskwie...). Ja mam watpliwosci czy wejscie na czerwonym switle czyni z pieszego pewna swoich praw swieta krowe. No i gdzie przebiega granica pomiedzy pieszym oczekujacym na zielone (bez prawa do wejscia na jezdnie), a swieta krowa, ktora stala sie nia w momencie zlamania przepisu o zakazie wchodzenia na czerwonym. Chce sie dowiedziec jaka magia sprawia, ze ktos, kto na wlasne zyczenie wchodzi na przejscie lamiac prawo (czyli wylacza sie spod prawa...), staje sie kims, kogo prawo wywyzsza ponad jadacych przepisowo kieorwcow.
                                                  • jane14 "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 07:43
                                                    ... jaka magia sprawia, ze ktos,staje sie kims, kogo prawo wywyzsza ponad
                                                    jadacych przepisowo kieorwcow."
                                                    To zanikający co prawda tzw "duch prawa" który nakazuje prawu chronić słabszych
                                                    przed agresją silniejszych. Zwróć uwagę ile nawet w takim sformułowaniu "Świeta
                                                    krowa" w tobie agresji skierowanej na pieszych.
                                                    A co oni ci zrobili że tak ich nie lubisz ! Raz na jakiś czas zmusili cie do
                                                    naciśnięcia hamulca to już wróg.
                                                    Niestety nie jestem, ale gdybym był ustawodawcą zwiekszyłbym ochronę pieszych
                                                    na drodze po lekturze niektórych postów.
                                                  • klemens1 Re: "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 08:28
                                                    > To zanikający co prawda tzw "duch prawa" który nakazuje prawu chronić
                                                    > słabszych przed agresją silniejszych.

                                                    To co piszesz miałoby sens, gdyby kierowcy ganiali pieszych po chodnikach. Jeżeli pieszy sam się podstawia, to już nie ma nic wspólnego z ochroną słabszego.
                                                    Dla lepszego zrozumienia postaraj się wymyśleć DOWOLNĄ sytuację, gdzie pieszy byłby winien. Chyba że uważasz że pieszy może zaczaić się za barierką autostrady i wskoczyć przed jadący przepisowo samochód 10m przed maską a winien jest oczywiście kierowca.
                                                  • jane14 Re: "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 11:55
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > To co piszesz miałoby sens, gdyby kierowcy ganiali pieszych po chodnikach...

                                                    To co pisze nie miałoby sensu gdyby piesi wchodzili na jezdnie na złośc
                                                    kierowcom czy dla jaj. Tak nie jest oni tam wchodza bo muszą. Jeżeli czasem
                                                    popełnią błąd to robią to z roztargnienia, nieświadomości itd. Zakładam i chyba
                                                    słusznie że nie ma premedytacji w ich działaniu. W starciu pojazd/pieszy z góry
                                                    znany jest wynik i nikt z pieszych napewno nie liczy na cud.
                                                    Natomiast zwróć uwage w jak wielu kierowców swym działaniem wprowadza świadomy
                                                    element ryzyka traktując to jak wypadek losowy. Los jak wspomniałem jest próba
                                                    usprawiedliwienia i zakłada że coś jest nieuniknione. A to nieprawda.
                                                    Wszystkiego można uniknąć tylko trzeba chcieć a nie zakładać spiskową teorię
                                                    pieszego "kamikadze"
                                                    P.S Odbiegając nieco od tematu można by podać kilka przykładów samochodu
                                                    zabijajacego pieszych na chodniku. Niestety to też się zdaża.
                                                  • kozak-na-koniu Re: "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 13:28
                                                    Wydaje mi się, że błędy popełniają wszyscy, nie tylko wybrane, aktualnie modne
                                                    grupy podmiotów. Kierowców - ryzykantów nie brakuje ale też nie jest ich AŻ tak
                                                    wielu, jak niektórzy by chcieli... 90% kierowców jeździ normalnie i przeciętnie
                                                    oraz ogromna większość pieszych zachowuje się także w miarę rozsądnie a jeśli,
                                                    mimo wszystko zdarzają się wypadki, to moim zdaniem winę przeważnie ponoszą
                                                    wyjątkowe okoliczności, skrajne postawy oraz nieodpowiedzialność i
                                                    niekompetencja osób, których zadaniem podobno jest choćby częściowe ujarzmienie
                                                    żywiołu - takiego samego, jak woda, ogień i powietrze...
                                                  • emes-nju Re: "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 14:35
                                                    jane14 napisała:

                                                    > klemens1 napisał:
                                                    >
                                                    > > To co piszesz miałoby sens, gdyby kierowcy ganiali pieszych po chodnikach...
                                                    >
                                                    > To co pisze nie miałoby sensu gdyby piesi wchodzili na jezdnie na złośc
                                                    > kierowcom czy dla jaj. Tak nie jest oni tam wchodza bo muszą. Jeżeli czasem
                                                    > popełnią błąd to robią to z roztargnienia, nieświadomości itd.


                                                    A dlaczego u jednych dopuszczasz blad roztargnienie czy nieswiadomosc, a u innych (kierowcow) dopuszczasz wylacznie zachowania idealne? Czy wsiadajac za kolko pozbywam sie cech czlowieczych?! Jezeli potrace nieoswietlonego pieszego, to tez nie zrobie tego dla jaj, tylko dlatego, ze pieszy nie zrobil nic, zeby do tego nie dopuscic (bo ja tez moge popelnic blad i w interesie pieszego jest zachowywac sie tak, zeby zmniejszyc SWOJE ryzyko). To kto tu sobie jaja z kogo robi?!


                                                    > W starciu pojazd/pieszy z góry znany jest wynik i nikt z pieszych napewno nie
                                                    > liczy na cud.


                                                    Pieszy czesto w ogole nie mysli! Nawet nie o wypadku, tylko o tym, ze jego zachowanie moze doprowadzic do wypadku! To dlaczego ma sie zastanawiac nad konsekwencjami...?


                                                    > Wszystkiego można uniknąć tylko trzeba chcieć a nie zakładać spiskową teorię
                                                    > pieszego "kamikadze"


                                                    Nie wszystkiego! A jezeli wszystkiego, to podaj NIEZAWODNA recepte. I nie polegajaca na przesiadce do PKP na nocna podroz albo jezdzie z predkosciami zblizonymi do predkosci pieszego (wtedy moze sie mi jeszcze zdarzyc potracenie pieszego spiacego na srodku pasa :-P - np. w gestej mgle).
                                                  • jane14 Człowiek rodzi się pieszym ! 26.01.07, 17:33
                                                    Ty też. Kierowcą zostaje się z wyboru jeśli nie masz predyspozycji nie musisz.
                                                    Dlatego od kierowcy można i trzeba wymagać znacznie wiecej.

                                                    > Pieszy czesto w ogole nie mysli!

                                                    Mów za siebie, ja nie zostawiam rozumu w samochodzie. A bywa ze chodze piechotą
                                                    i nawet to lubię. Po nabyciu PJ nie zauważyłem bym wybitnie górował
                                                    inteligiencją nad tymi nie zmotoryzowanymi.

                                                    > ... podaj NIEZAWODNA recepte.

                                                    Już ją podawałem wcześniej "oczy do okoła głowy i daleko przed sobą". Predkość
                                                    taka byś wiedział dokąd jedziesz i na co wjeżdzasz, zanim wjedziesz.

                                                    > wtedy moze sie mi jeszcze zdarzyc potracenie pieszego spiacego na srodku
                                                    pasa :-P - np. w gestej mgle).

                                                    Jeśli obawiasz się takich fantazyjnych przypadków powieś sobie budzik na
                                                    przednim zderzaku. Wybacz ale to nie ja sprowadzam tę rozmowę do absurdu.
                                                  • klemens1 Re: "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 22:52
                                                    > Jeżeli czasem popełnią błąd to robią to z roztargnienia, nieświadomości itd.
                                                    > Zakładam i chyba słusznie że nie ma premedytacji w ich działaniu.

                                                    Opisz technikę jazdy kierowcy w nocy po trasie, która to technika wg ciebie jest
                                                    taka jaka być powinna.
                                                    Konkretnie, bez ogólników "jechać tak, żeby ...".
                                                  • jane14 Re: "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 23:23
                                                    Najprostszy sposób? Jeśli czujesz się niepewnie znajdź sobie przewodnika, znasz
                                                    to z jazdy we mgle?
                                                    W skrócie już pisałem ale w punktach to :
                                                    A) Gdzie możesz właczaj długie.
                                                    B) Gdzie nie mozesz, patrz daleko, jeśli pieszy idzie droga to idzie i widać go
                                                    w światłach jadących z naprzeciwka. On nie wyrasta z asfaltu dopiero w twoich
                                                    światłach mijania.
                                                    C) Jedziesz tak by w razie pojawienia się czegość na drodze móc to ominać badź
                                                    zatrzymać auto. I predkość dopasowujesz do dystansu jaki jesteś wstanie
                                                    obserwować.
                                                    Tylko tyle i aż tyle.
                                                  • klemens1 Re: "Chce sie dowiedziec .... 27.01.07, 20:41
                                                    > to idzie i widać go w światłach jadących z naprzeciwka. On nie wyrasta z
                                                    > asfaltu dopiero w twoich światłach mijania.
                                                    Czyli wg ciebie nieoświetlony pieszy jest wystarczająco dobrze widoczny na
                                                    drodze. Zgadza się? Czyli jeżeli kierowca go potrąci, to wynika to z agresji
                                                    owego kierowcy?

                                                    > C) Jedziesz tak by w razie pojawienia się czegość na drodze móc to ominać badź
                                                    > zatrzymać auto. I predkość dopasowujesz do dystansu jaki jesteś wstanie
                                                    > obserwować.
                                                    Napisałem wyraźnie, żebyś nie odpowiadał że należy "jechać tak, żeby ...". Nie
                                                    pisz co ma wynikać z tej jazdy, lecz JAKA KONKRETNIE ta jazda ma być. Może
                                                    podpowiem: 20 km/h?
                                                  • emes-nju Re: "Chce sie dowiedziec .... 26.01.07, 14:22
                                                    jane14 napisała:

                                                    > ... jaka magia sprawia, ze ktos,staje sie kims, kogo prawo wywyzsza ponad
                                                    > jadacych przepisowo kieorwcow."
                                                    > To zanikający co prawda tzw "duch prawa" który nakazuje prawu chronić
                                                    > słabszych przed agresją silniejszych.


                                                    Jezeli ktos wbiega mi pod maske na ulice, na czerwonym swietle, to ja nie czuje sie agresorem. Tak samo jak nie czuje sie agresorem w konfrontacji z nieoswietlonym pieszym na szosie - ja po prostu uwaznie jade, bez zadnych zlych zamiarow, po kawalku wyasfaltowanej ziemi przeznaczonej dla samochodow. To raczej nas, kierowcow, nalezaloby bronic przed agresja (wtargniecie ma w sobie duzo agresywnego posmaczku...) pieszych. Oczywiscie jezeli traktowac sprawe w kategoriach agresji! Ja tego tak nie widze. Ani ja nie jestem agresywny, ani wiekszosci pieszych o agresje nie podejrzewam. To, ze sa agresywni kierowcy mnie osobiscie nie dotyczy - nie mam na ich zachowania wplywu i nie widze potrzeby ponoszenia zbiorowej odpowiedzialnosci (nawet moralnej). Wiekszosc kierowcow nie jest agresywna - zdecydowana wiekszosc! Natomiast piesi i rowerzysci zachowuja sie tak, jakby nie mieli instynktu samozachowawczego.


                                                    > Zwróć uwagę ile nawet w takim sformułowaniu "Świeta krowa" w tobie agresji
                                                    > skierowanej na pieszych.
                                                    > A co oni ci zrobili że tak ich nie lubisz ! Raz na jakiś czas zmusili cie do
                                                    > naciśnięcia hamulca to już wróg.


                                                    Gdyby konczylo sie na zdjeciu nogi z gazu czy podhamowaniu NIKT by kopii nie kruszyl - robie tak tyle razy dziennie, ze nawet nie bylbym wstanie podac liczby (uwierz mi na slowo, ze pieszym ustepuje jak tylko moge, a sam bedac rowerzysta, nie wyprzedzam ich na milimetry, tylko spokojnie czekam az bede mogl wyprzedzic - musze tylko przeszkode dostrzec...). W tym watku dyskutujemy o tym, ze wiekszosc z nas miala z pieszymi na jezdni (nie z pieszymi na chodniku, kiedy faktycznie o naszej agresji moznaby mowic!!!) akcje z gatunku mrozacych krew w zylach. Glownie z powodu glupoty sprawcow oraz ich wiary w sliczne bajeczki o "duchu prawa" nakazujacymu ochrone slabszych. A wystarczyloby gleboko wierzyc w tego ducha, ale CZESC spraw wziac w swoje rece. Ta czesc, to zapewnienie bezpieczenstwa wlasnej d... bez ogladania sie na "ducha prawa". Paradoksalnie, mimo zakucia w pancerz, slabszym jest kierowca - niewiele wiedzi (postrzeganie w ruchu jest mocno zaburzone, bo ewolucja nie przystosowala nas do poruszania sie szybciej niz bieg) i ma bardzo mala mozliwosc manewru. Pieszy za to widzi OSWIETLONE auta (pod warunkiem, ze zgodnie z przepisami idzie "pod prad") i czasem do unikniecia niebezpiecznej sytuacji wystaczy jego jeden krok. Dystans, o ktory jadycy nawet powoli samochod czasem nie jest wstanie sie przesunac (np. z powodu jadacego z przeciwka auta).

                                                    Zwroc uwage, ze nie odmawiam pieszym i rowerzystom prawa do obecnosci na drodze. Musza jakos sie poruszac i nic na to nie poradzimy, a ja ze swojej strony chce umozliwic GOSCIOM na drodze jak najwiekszy komfort i bezpieczenstwo. Ale nie jestem/jestesmy wstanie tego zrobic bez minimum wspolpracy ze strony gosci! Niech w nocy zaloza obciachowa kamizelke i nie wbiegaja na jezdnie pod jadace auta. TYLKO tyle - o reszte zadbamy my, kierowcy.

                                                    Ale masz racje - jestem bardzo ciety na pieszych, ktorzy zachowuja sie jak swiete krowy. Wiem po prostu, ze jezeli dojdzie do konfrontacji najpierw bede staral sie ratowac kretyna, a dopiero potem siebie i swoje mienie. I w ten sposob z winy kogos, kto nie chce wydac 10 zl na zapewnienie sobie (i innym!) bezpieczenstwa, moge zginac albo "tylko" stracic auto (wyjechanie w krajobraz nawet przy malej predkosci jest dosc szkodliwe, nie mowiac juz o ewentualnym czolowym zderzeniu jezeli w prawo nie da sie uciec). Tak - na takich kretynow jestem tak ciety, ze po udanych (dla pieszego - ja to ciezko odchorowuje!) konfrontacjach mam ochote zatrzymac sie, i mimo, ze nigdy nikogo nie pobilem, stluc debila na kwasne jablko!


                                                    > Niestety nie jestem, ale gdybym był ustawodawcą zwiekszyłbym ochronę pieszych
                                                    > na drodze po lekturze niektórych postów.


                                                    Jak? Dajac im prawo do swobodnego maszerowania bez oswietlenia cala szerokoscia jezdni i kierowcow obciazajac wina nawet za to, jak ktos sie potknie i noge zlamie?

                                                    Nie zartuj sobie! Piesi sa chronieni na tyle dobrze, na ile przepisami da sie to zrobic (ich egzekwowanie, to oddzielny problem). Ale piesi i rowerzysci nie chca poniesc czesci ciezaru zapewniania sobie bezpieczenstwa! W takiej sytuacji, ustawodawca dla DOBRA KRETYNOW, powinien NAKAZAC im nakladanie kamizelek - dokladnie tak samo jak wielu krajach nakazuje to kierowcom, ktorzy musza znalesc sie na jezdni. Przypominam, ze ten watek mowi o pieszych na drodze noca, a nie o tym, ze jakis kierowca kiedys nie ustapil pieszemu pierwszenstwa!
                                                  • jane14 O agresji i kamizelkach... 26.01.07, 23:03
                                                    Agresja moze mieć rózne oblicza. Jednym z nich moze być np. szybka jazda,
                                                    negacja ograniczeń których celem jest uporządkowanie ruchu, próba
                                                    dyscyplinowania innych, czy też poprostu epitety itd.
                                                    Fakt 10 zł to niedużo i nie o nie tu chodzi. Poprostu rozwiązanie które
                                                    proponujesz jest niezyciowe. Kierowca ma w bagażniku miejsce na różne mniej lub
                                                    bardziej przydatne rzeczy (gaśnica, apteczka, trójkąt, kamizelka ...). Gdy
                                                    wybiera sie w drogę zabiera je ze sobą bezwiednie. Pieszy który codziennie w
                                                    późnych godzinach wraca do domu ze stacji kolejowej drogą bez chodnika może i
                                                    zakupi i bedzie używał kamizelki, może nawet bez wymogu. A co zresztą? Np. ty
                                                    bedziesz na każdą impreze zabierał kamizelkę na wypadek jakby nie było
                                                    taksówki, albo na plażę na wypadek gdyby był piękny zachód słońca i zechciałbyś
                                                    posiedzieć dłużej. To co proponujesz to niestety kolejny martwy przepis i w
                                                    dodatku ewenement na skalę światową. A moze się mylę może jest jakiś kraj który
                                                    już nas ubiegł?
                                                    Natomiast np. sa kraje (nawet nasz do niedawna był takim) gdzie auto ze żle
                                                    ustawionymi światłami nie miało szans przejechać niezaczepione przez miasto.
                                                  • klemens1 Re: O agresji i kamizelkach... 27.01.07, 20:44
                                                    > Np. ty
                                                    > bedziesz na każdą impreze zabierał kamizelkę na wypadek jakby nie było
                                                    > taksówki, albo na plażę na wypadek gdyby był piękny zachód słońca (...)

                                                    Odpowiem w swoim imieniu: nie zabierałbym kamizelki - po prostu gdyby nadjeżdżał
                                                    samochód, zszedłbym z jezdni. Jest to dla mnie tak samo oczywiste jak zejście z
                                                    torów w przypadku gdyby nadjeżdżał pociąg (pomijam motywację spacerowania po
                                                    torach).
                                                  • jane14 Do Klemensa 27.01.07, 22:31
                                                    "Czyli wg ciebie nieoświetlony pieszy jest wystarczająco dobrze widoczny na
                                                    drodze. Zgadza się?"

                                                    Tak. Ale dla uważnego i skoncentrowanego na tym co robi kierowcy który chce
                                                    dojechać cało do celu i nie zrobić po drodze nikomu krzywdy.
                                                    To niestety wyklucza się z chęcią dojechania najszybciej jak sie da.

                                                    "Napisałem wyraźnie, ... Może podpowiem: 20 km/h?"

                                                    Juz wcześniej pisałem. Jeśli ktoś tak uważa to tak powinien jechać. Jeśli nie
                                                    rozumie punktu "C" nie powinien jeździć autem wogóle.
                                                    A przy okazji ile schodów na sekundę można pokonać za dnia ile w słabo
                                                    oświetlonej klatce schodowej, a ile po ciemku i jak to się zmieni gdy schody
                                                    bedą waskie i kręte (tzw zabiegowe), a jak gdy bardzo szerokie ale za to bez
                                                    barierki?

                                                    "Odpowiem w swoim imieniu: nie zabierałbym kamizelki - po prostu gdyby
                                                    nadjeżdżał samochód, zszedłbym z jezdni."

                                                    Ale Emes-nju proponuje obowiązek uzywania bez wzgledu na zachowanie, a to
                                                    oznacza że moze auto cie nie trąci, ale policja nałoży mandat. No chyba że
                                                    zdecydujesz się przedzierać przez krzaki z dala od drogi.
                                                  • klemens1 Re: Do Klemensa 29.01.07, 20:33
                                                    > "Czyli wg ciebie nieoświetlony pieszy jest wystarczająco dobrze widoczny na
                                                    > drodze. Zgadza się?"
                                                    >
                                                    > Tak. Ale dla uważnego i skoncentrowanego na tym co robi kierowcy który chce
                                                    > dojechać cało do celu i nie zrobić po drodze nikomu krzywdy.

                                                    Otóż z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że BREDZISZ. Nieoświetlony pieszy
                                                    nocą, w deszczu, przy światłach jadących z naprzeciwka odbijających się od
                                                    asfaltu jest niewidoczny. Jedynym sposobem niepotrącenia go jest zatrzymanie się
                                                    w takiej sytuacji.

                                                    > "Napisałem wyraźnie, ... Może podpowiem: 20 km/h?"
                                                    > Juz wcześniej pisałem. Jeśli ktoś tak uważa to tak powinien jechać.

                                                    Pytam o twoje zdanie. ILE ?
                                                  • jane14 Re: Do Klemensa 29.01.07, 23:10
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > Otóż z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że BREDZISZ.

                                                    Otóż z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że NIE bredzę...

                                                    > Pytam o twoje zdanie. ILE ?

                                                    W warunkach jakie opisałeś (deszcz ale bez mgły, śniegu itp. atrakcji) na
                                                    wąskiej drodze (bez pobocza) i tak nie przekraczam 70-80/h. Jeżeli z
                                                    naprzeciwka bedzie jechał samochód to mimo jak twierdzisz odbijających się
                                                    świateł pieszy bywa widoczny jako cień o ile patrzysz wystarczająco daleko.
                                                    Wbrew pozorom im bliżej do niego tym trudniej go zauważyć. Jeśli przeoczy się
                                                    go mniej wiecej na 70/50m przezd soba to wyraźnie pojawi się dopiero 15-25 m
                                                    przed maską. Jesli dostrzeżesz coś co moze być pieszym (bo pewności 100% nie
                                                    bedziesz miał) wystarczy ze tak dopasujesz swą predkość by minać jadącego z
                                                    naprzeciwka z dala od "podejrzanego" miejsca W praktyce predkość oscyluje
                                                    wówczas miedzy 60-80/h. Pewnie ktoś nazwie to czkawką, wg mnie to tylko
                                                    ziewanie. Ale bywa w wyjatkowo paskudnych warunkach (np. duzy ruch ciezkich aut
                                                    walących mgła błota po szybie że i 40 jest dużo.
                                                    A skoro już mowa o szczególach. W takich warunkach nie wolno wyprzedzać, jeśli
                                                    nie masz możliwości dostrzerzenia całej drogi albo w światłach jadącego z
                                                    naprzeciwka (oczywiście zanim przekroczysz oś jezdni) lub jeśli wyprzedzany nie
                                                    da ci długich. Wbrew bowiem pozorom najwiecej potrąceń ma miejsce właśnie w
                                                    trakcie manewru wyprzedzania i to zarówno przez wyprzedzajaego jak i
                                                    wyprzedzanego.
                                                  • klemens1 Re: Do Klemensa 30.01.07, 15:28
                                                    > Otóż z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że NIE bredzę...

                                                    Twierdzisz że w każdych warunkach pieszy jest wystarczająco dobrze widoczny, co jest kłamstwem.

                                                    > Jeżeli z
                                                    > naprzeciwka bedzie jechał samochód to mimo jak twierdzisz odbijających się
                                                    > świateł pieszy bywa widoczny jako cień o ile patrzysz wystarczająco daleko.

                                                    Dodaj do tego kolumnę samochodów z naprzeciwka. Pieszy jest wtedy mniej widoczny niż F-19 na starych radarach.
                                                    Prędkość którą podałeś: 70-80, jest zdecydowania za wysoka żeby pieszego dostrzec na czas przy ciągłym mijaniu się z samochodami z naprzeciwka.

                                                    Poza tym nie bardzo rozumiem o co walczysz. O to żeby winien był kierowca jadący zgodnie z przepisami, a nie pieszy zlewający przepisy? Może prędkość pociągów też należy ograniczyć, bo jakiemuś pieszemu zachce się spać akurat na torach?
                                                  • jane14 O co "walczę" ? 30.01.07, 21:49
                                                    Cel jest prosty, przekonać choćby nielicznych, że da się dostrzec dużo wiecej
                                                    niz się wydaje. Jesli uda sie przekonać, to pierwszy krok aby sie nauczyć to
                                                    dostrzegać. Wielu kierowców jadąc w nocy wąską drogą patrzy albo na jadące z
                                                    naprzeciwka auto, albo na pobocze na skraj swych swiateł mijania. W takiej
                                                    sytuacji rzeczywiście niewiele mozna zobaczyć. A wystarczy patrzeć daleko przed
                                                    siebie.

                                                    PS. Ilosć aut jadących z naprzeciwka nie ma istotnego znaczenia, dla
                                                    dostrzeżenia pieszego idacego prawą stroną. Wprost przeciwnie im wiecej tym
                                                    lepiej (wiecej światła). Realnym problemem jest dostrzec na czas pieszego
                                                    przechodzącego przez jezdnie gdy taka kolumna stoi czy porusza się bardzo
                                                    wolno. W takiej sytuacji rzeczywiście można liczyć tylko na jego roztropność,
                                                    że nie wejdzie ci wprost pod maskę.
                                                  • klemens1 Re: O co "walczę" ? 31.01.07, 07:48
                                                    > Cel jest prosty, przekonać choćby nielicznych, że da się dostrzec dużo wiecej
                                                    > niz się wydaje.

                                                    Jeżeli by się dało, to by dostrzegali. Bo tak się śmiesznie składa że kierowca widzi akurat dokładnie tyle, ile wydaje mu się że widzi. Chyba że twierdzisz że kierowca dostrzega, ale specjalnie rozpłaszcza pieszego.

                                                    Mamy taką sytuację: jakiś kierowca jeździ np. 20 lat i z całą pewnością stwierdza, że pomimo swoich starań jest wiele sytuacji kiedy NIE DA SIĘ dostrzec nieoświetlonego pieszego. Jak zamierzasz go przekonać że się da? To tak jakbyś udowadniał że 2+2=5.

                                                    Dodaj do tego konieczność wypatrywania ślepi przez np. 3h jazdy w nocy. Uważasz, że koncentracja kierowcy będzie zawsze na tyle dobra żeby dostrzec pieszego?

                                                    No i kwestia pociągów pozostaje nierozstrzygnięta - czyż nie powinny zwolnić do 20 km/h?
                                                  • emes-nju Re: O co "walczę" ? 31.01.07, 09:12
                                                    jane14 napisała:

                                                    > Cel jest prosty, przekonać choćby nielicznych, że da się dostrzec dużo wiecej
                                                    > niz się wydaje.


                                                    Przekonuj!

                                                    Moze Ci uwierze jak kiedys w kogos przypakuje. Wspomne wtedy Twe slowa i pomysle sobie, ze jestem fujara bo nie dalem sie PRZEKONAC, ZE MOGE ZOBACZYC! Przed polemika z Toba mialbym inne spojrzenie na sprawe - nie zobaczylem, bo pieszy/rowerzysta zrobil wszystko, zebym nie zobaczyl...

                                                    Czy nie wydaje Ci sie, ze argumenty, w ktorych mieszasz cos w rodzaju wiary na slowo (ze da sie zobaczyc) z fizyczna zdolnoscia dostrzezenia, sa troche nie teges...?
                                                  • klemens1 Zostałem przekonany 01.02.07, 07:51
                                                    > Przekonuj!
                                                    >
                                                    > Moze Ci uwierze jak kiedys w kogos przypakuje.

                                                    A ja, mimo że WIEM, że nie da się nieoświetlonego pieszego dostrzec zawsze i wszędzie, to przekonałem się że zawsze go zauważę. Po co te obciachowe kamizelki i odblaski? Przecież ja ich WIDZĘ! Tzn. wydaje mi się że ich nie widzę, ale tylko mi się tak wydaje. Najważniejsze jest przekonanie.
                                                    Jane14, cieszysz się?
                                                  • emes-nju Klemens...? 01.02.07, 09:46
                                                    Masz wizje? Widzisz ICH? :-D ;-)
                                                  • klemens1 Re: Klemens...? 01.02.07, 10:00
                                                    Wydaje mi się że nie. Ale na pewno ich widzę. Tak przynajmniej przekonuje Jane14, a ja zaryzykowałem i dałem się przekonać.
                                                  • emes-nju Re: Klemens...? 01.02.07, 10:10
                                                    A ja nadal bezskutecznie czekam na przekonanie...
                                                  • klemens1 Re: Klemens...? 01.02.07, 10:22
                                                    Jane14 na pewno ma rację. Nie ufaj swoim zmysłom - jeżeli on twierdzi że ich widzisz, to znaczy że ich widzisz. To że ich nie widzisz nie ma znaczenia.

                                                    Taki jest ogólny wniosek z dyskusji z fanatykiem, który broni pieszych aby przypadkiem nikt im nie miał za złe że łażą nieoświetleni po jezdniach. A jak będzie wypadek i tak jest winny kierowca, bo widział ale nie zauważył.
                                                  • emes-nju Re: Klemens...? 01.02.07, 10:29
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > Jane14 na pewno ma rację. Nie ufaj swoim zmysłom - jeżeli on twierdzi że ich
                                                    > widzisz, to znaczy że ich widzisz. To że ich nie widzisz nie ma znaczenia.


                                                    Pokretne wyjasnienie, ale czuje sie usatysfakcjonowany :-) Juz wiem, ze widze, ale nie dostrzegam i powinienem cwiczyc dostrzeganie - mysle, ze za pareset tys. lat mozg ludzki (endemicznie, na terytorium Polski) nauczy sie dostrzegac pieszych/rowerzystow w oslepiajacych swiatlach jadacych z przeciwka.

                                                    Albo nie bedzie mial szans sie nauczyc... pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070128/KRAJSWIAT01/70126033
                                                  • jane14 A moja żona ... 01.02.07, 21:36
                                                    ...ma problem z dostrzeżeniem krązka na meczach hokejowych. Rozmowa z nią jako
                                                    żywo przypomina tę dyskusję. Jej się też wydaje pewnie, że bramki w hokeju to
                                                    kwestia przypadku. No cóż może w przyszłym sezonie będą odblaskowe krazki albo
                                                    co ...
                                                    Ale a propo waszych wypowiedzi może faktycznie poćwiczcie jazdę z zamkniętymi
                                                    oczami, na początek na placu. Poczujcie moc !!!
                                                  • emes-nju Jane! 02.02.07, 10:40
                                                    Z uporem maniaka bronisz przegranej sprawy. Ni edlatego przegranej, ze coraz glosnie sie o niej (WRESZCIE!) mowi, tylko dlatego, ze miarodajna w tym przypadku jest wiekszosc. A wiekszosc ma klopoty z dostrzezeniem zamaskowanych pieszych/rowerzystow!

                                                    I nie porownoj tego z meczem w hokeja - niedostrzezenie krazka troche rozni sie w skutkach z niedostrzezeniem pieszego! Krozek moze sie czuc obrazony, z ekotos go nie zobaczyl. Ale pieszy moze poczuc sie zabity!
                                                  • jane14 Dlaczego przegranej ? 02.02.07, 21:08
                                                    Ja nie przegrywam, bo widzę po zmroku no i co poradzę. Mam sobie ubrać cimne
                                                    okulary ?
                                                    I nie porównuję krążka z pieszymi, tylko daje kolejny przykład jak nastawienie
                                                    do problemu, (moja żona nie lubi hokeja) moze wpłynąć na zdolność widzenia.

                                                    PS. Porównanie do wiedźmina niezłe, choć nie mam raczej żadnych
                                                    nadprzyrodzonych zdolnosci. Ale polecam cwiczenia w końcu wiedźminom też same
                                                    zdolnosci nie załatwiały wszystkiego.
                                                  • klemens1 Re: Dlaczego przegranej ? 03.02.07, 11:03
                                                    > PS. Porównanie do wiedźmina niezłe, choć nie mam raczej żadnych
                                                    > nadprzyrodzonych zdolnosci. Ale polecam cwiczenia w końcu wiedźminom też same
                                                    > zdolnosci nie załatwiały wszystkiego.

                                                    Wiedźmini swoje zdolności widzenia w ciemności nabywali jako pacholęcia,
                                                    faszerowani narkotykami.
                                                    Pozostaje ci przyjąć do wiadomości, że nie każdy widzi tak jak ty w podczerwieni.
                                                  • jane14 Re: Dlaczego przegranej ? 04.02.07, 21:11
                                                    Moja wiedza na temat wiedżminów jest zbyt skromna bym polemizował.
                                                    Niemniej jednak pozwole sobie sprostować. Nie widzę w podczerwieni.
                                                    Widzę w światłach nadjeżdzających z naprzeciwka aut, w światłach własnych a
                                                    czasem jeszcze innych żródeł które wedle mojej wiedzy emitują głownie w paśmie
                                                    widzialnym. Oczywiście wszystkie z nich emituja także podczerwień ale ponieważ
                                                    nie brałem żadnych narkotyków bedąc pacholęciem a i ostatnio mi sie nie zdaża
                                                    więc wykluczam te opcję.
                                                    Potwierdza moje podejrzenia fakt że nie dostrzegam nieoświetlonych rur
                                                    wydechowych aut a powinienem gdyż w podczerwieni teoretycznie powinny być
                                                    najjaśniejszym obiektem pojazdu.
                                                  • klemens1 Re: Dlaczego przegranej ? 05.02.07, 08:01
                                                    > Niemniej jednak pozwole sobie sprostować. Nie widzę w podczerwieni.

                                                    Ale i tak widzisz więcej niż normalny człowiek. Czas na ankietę.
                                                  • emes-nju Re: Dlaczego przegranej ? 03.02.07, 11:33
                                                    jane14 napisała:

                                                    > Ja nie przegrywam, bo widzę po zmroku no i co poradzę.


                                                    Szczerze i bez cienia zlosliwosci zycze Ci, zebys tych zdolnosci np. z wiekiem nie stracil. I w kogos nie przypakowal... Bo Twoja gleboka wiara w to, ze zawsze zobaczysz, moze sie na Tobie i Twojej ofierze mocno zemscic. Jak juz pisalem przy kolizji samochod-czlowiek nie ma predkosci bezpiecznej...
                                                  • klemens1 Jane wiedźmin 02.02.07, 12:53
                                                    Innego wyjaśnienia nie ma.
                                                  • emes-nju Re: O agresji i kamizelkach... 29.01.07, 11:31
                                                    jane14 napisała:

                                                    > Fakt 10 zł to niedużo i nie o nie tu chodzi.


                                                    Wlasnie o to... Chodzi o to, ze niezaleznie od nabycia nadprzyrodzonych umiejtnosci przez kierowcow, tylko tyle WYSILKU (o Matko! Co za dramat! Jak tu zyc?! W kamizelce kaza chodzi...) wymagamy my, kierowcy, od pieszych i rowerzystow.

                                                    A wczoraj w TV regionalnej (chyba z Kielc) widzialem akcje, o ktorej pisalem w tym watku - policja ROZDAWALA pieszym i rowerzystom kamizelki. Da sie! Jak widac jakis decydent zauwazyl to, czego Ty nie jestes uprzejmy zauwazyc - ze niezaleznie od najlepszych checi kierowcy, nieoswietlony piszy/rowerzysta stanowi REALNE zagrozenie. Bardziej dla siebie...
                                                  • Gość: na zimno Cena kamizelki ~~= 2 paczki papierosow IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.01.07, 14:04
                                                    Czy warto oszczedzac na wlasnym zyciu?

                                                  • emes-nju Re: Cena kamizelki ~~= 2 paczki papierosow 29.01.07, 14:14
                                                    Gość portalu: na zimno napisał(a):

                                                    > Czy warto oszczedzac na wlasnym zyciu?


                                                    Poczytaj to, co pisze Jane i badz oswiecony, ze warto oszczedzac na wlasnym zyciu i ufnie zlozyc je w rece kieorwcy. Bo kierowcy to specjalna kasta, wybranych ludzi (troche sie to kloci z powszechnoscia posiadania PJ, ale...), ktorzy MUSZA widziec nawet jak nie widza i fizycznie nie bardzo maja szanse dostrzec. MUSZA byc skoncentrowani nawet jak sa po prostu, po ludzku zmeczeni (np. wielogodzinnym przepychaniem sie przez nasze dukty wyslipiajac galy, zeby zobaczyc nieoswietlonych pieszych/rowerzystow). Itp. itd. Nie chce mi sie przytaczac, bo strach mnie bierze. Po pierwsze dlatego, ze ktos tak pewny swej nieomylnosci i bezblednosci jest po prostu niebezpieczny, a po drugie dlatego, ze poglady wyznwane przez Jane i innych swietoszkow sa wypisz-wymaluj pogladami naszej kochanej waaadzy :-/
                                                  • Gość: na zimno Re: no tak,... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.01.07, 14:58
                                                    Zyjemy na wlasna odpowiedzialnosc, ale umierac (nawet przypadkowo) wolimy na
                                                    cudza. Czlowiek ze swojej natury jest tepy i nawet oczywiste sprawy staja
                                                    nie nierozwiazywalne w prosty sposob tylko z powodu uporu, z jakim sie
                                                    czlowiek trzyma dotychczasowych mnieman, przyzwyczajen, przekonan.
                                                    Szkoda sie wiec meczyc tlumaczac innym to, czego nie chca ani zrozumiec
                                                    ani przyjac do wiadomosci.






                                                  • jane14 Ze złotymi myślami Emes-nju polemik kilka... 29.01.07, 21:26
                                                    "Ty nie jestes uprzejmy zauwazyc, ze niezaleznie od najlepszych
                                                    chęci kierowcy, nieoswietlony piszy/rowerzysta stanowi REALNE zagrozenie."

                                                    Uważnie przeczytaj co już było napisane, nie twierdzę że nie jest zagrożeniem,
                                                    tyle że poziom tego zagrożenia zależy od "checi" kierowcy, zaś szafowanie
                                                    słowem "najlepszych" jest nie na miejscu, bo naprawdę "najlepsze chęci" to
                                                    takie które są skuteczne, czyli w tym przypadku pozwalają na uniknięcie wypadku
                                                    w najmniej korzystnych warunkach.

                                                    A z innych twych złotych myśli :

                                                    "Poczytaj to, co pisze Jane i badz oswiecony, ze warto oszczedzac na wlasnym
                                                    zyciu i ufnie zlozyc je w rece kierowcy."

                                                    Piszesz bzdury, bo nigdzie pieszych nie namawiam by zdali się na kogoś.
                                                    Dokładnie wprost przeciwnie to ty usiłujesz zwalić odpowiedzialnośc na pieszych
                                                    a kierowcom proponujesz by zaufali ich roztropności i zdyscyplinowaniu i nie
                                                    przejmowali się tym, że czasem niewiedzą dokąd jadą.

                                                    "Bo kierowcy to specjalna kasta, wybranych ludzi..."

                                                    To ty dajesz kierowcom specjalne prawa (dowolność interpretacyjna znaków
                                                    szczególnie zakazu) za to zwalniasz ich z wielu obowiązków, miedzy innymi
                                                    najważniejszego, panowania nad pojazdem.
                                                    Ja nigdzie nie twierdzę że kierowcy to wybrańcy. Twierdzę tylko że mają wybór,
                                                    albo dawać sobie radę z realiami na drogach albo zrezygnować z prowadzenia
                                                    pojazdu do czasu aż zmienią się realia lub oni.
                                                    Twierdząc, że jeśli nie dają rady to trzeba wszystkich i wszystko dopasować tak
                                                    by radę dawali(ta myśl przebija w niemal wszystkich twych wypowiedziach),
                                                    czynisz ich właśnie KASTĄ szczególnie uprzywilejowaną.

                                                    "...ktos tak pewny swej nieomylnosci i bezblednosci..."

                                                    Błedy są po to by się na nich uczyć i unikać ich w przyszłości, ja nie twierdzę
                                                    że jestem bezbłedny ale staram się i to mi się udaje, unikać robienia tych
                                                    samych błedów.
                                                    Ty zaś brniesz w bład który zresztą już uznałeś. Z jednej strony pomstujesz na
                                                    władze, że nic nie załatwia, a z drugiej liczysz ze załatwi problem pieszych.

                                                    "... Jane i innych swietoszkow..."

                                                    Czy fakt że ktoś REALNIE patrzy na problem i usiłuje go rozwiązać nie czekając
                                                    na interwencję władzy czy cud czyni świetym ?
                                                    Myślałem, że odwrotnie. Ktoś kto liczy na cud lub los (ateistyczna
                                                    alternatywa "Woli Boskiej") powinien zasłużyć na miano "Świetego" (Lacky Man-
                                                    odpowiednik świecki).

                                                    PS. Szary poranek godz. 7, leje deszcz, na jezdni błotko pośniegowe na przemian
                                                    z kałużami i lodem. Na prawym pasie trójkat. Za trójkatem na pasach siedzi,
                                                    zapewne w szoku, potracony pieszy, obok grupka ludzi nerwowo biega, pewnie
                                                    czeka na pogotowie i policję. Jade środkowym pasem, zwalniam do około 15-20/h.
                                                    uważnie obserwując czy ktoś z grupki nie zapomni sie i nie wejdzie na mój pas.
                                                    Tymczasem zza mnie "nerwowy" wyskakuje na lewo i wyprzedza wpadając na
                                                    przejście.
                                                    Czy widział dlaczego zwalniam (trojkąt odblaskowy!)?
                                                    Czy widział ze jest przejście? (Środek miasta, oświetlona ulica, przejście
                                                    oznakowane!)
                                                    Czy wie że nie powinien wyprzedzać? (tu mam poważne wątpliwości)
                                                    Moze to zwolennik teori losowej, w końcu dwa potrącenia na jednym przejściu w
                                                    ciagu kilku minut to niewyobrażalny wręcz, niewiarygodny pech!!!
                                                    Czy widując takie obrazki, mam prawo dołaczyć się do tezy, że to piesi są
                                                    zagrożeniem?!!!
                                                  • emes-nju Nawet nie chce mi sie polemizowac... 30.01.07, 11:18
                                                    ... takie banialuki piszesz! Postaraj sie jednak kiedys ZROZUMIEC to, co pisze, a nie czepiac sie mnie za rzeczy, ktorych nie robilem, nie robie i robic nie bede.

                                                    Przypne sie tylko do jednego, bo to, co piszesz swiadczy albo o Twoje ZLEJ WOLI albo o kompletnym niezrozumieniu. WYRAZNIE i WIELOKROTNIE pisalem, ze jedyne czego wymagam od pieszych to to, zeby BYLI WIDOCZNI. I WYRAZNIE oraz WIELOKROTNIE pisalem, ze potem my, kierowcy, poradzimy sobie sami i np. ja nie bede mial za specjalnych pretensji jak pieszy bedzie lazil nieprzepisowo - mi wystarczy, ze bede takiego kretyna widzial.
                                                  • Gość: na zimno Oprocz kamizelek, ktore sa "bardzo klopotliwe" IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.01.07, 16:22
                                                    do zabrania ze soba, mozna wziac pod uwage np. specjalne opaski, ktore
                                                    zakladac mozna na przedramie lub na nodze lub gdziekolwiek indziej.
                                                    Takie opaski sa w Niemczech uzywane przez rowerzystow, ktorzy zapinaja
                                                    je na nogach nieco powyzej kostki, aby "dac sie dodatkowo" zauwazyc w nocy,
                                                    choc maja przeciez oswietlone rowery. Zawsze latwiej zauwazyc cos odblaskowego
                                                    i ruchomego.

                                                    Mozna sobie wyobrazic np. odblaskowy plecaczek, torbe, skafanderek itp.
                                                    Dzieciom dawac mozna za darmo rozne dyndajace na sznureczku
                                                    swiatelka odblaskowe, ale DOBREJ JAKOSCI.

                                                    Pisze o jakosci, poniewaz w Polsce jest jakis producent, ktory produkuje
                                                    TANDETE przymocowana do slupkow hektometrowych na drogach, a te swiatelka maja
                                                    wspolczynnik odbicia dazacy w granicy do zera, a wiec niewiele sie roznia od
                                                    ciala doskonale czarnego, znanego z fizyki.

                                                    Jakos poza granicami Polski slupki hektometrowe sa widoczne w kazdych
                                                    warunkach, mimo iz sa czesto przykryte warstwa kurzu lub blota.
                                                    Nastepna zagadka do wyjasnienia.


                                                  • jane14 Re: Oprocz kamizelek, ktore sa "bardzo klopotliwe 29.01.07, 21:33
                                                    Problem "techniczny" oświetlenia pieszych to jedna strona medalu. Druga strona
                                                    to to ze choćby 99% pieszych chodziło z kogutem na głowie zawsze musimy sie
                                                    liczyć z tym 1% bedzie słabo widoczna. I w zasadzie o tym ta rozmowa. Jak
                                                    dostrzegać to co słabo widoczne, lub jak kto woli niewidoczne.
                                                  • Gość: na zimno Odpowiedzialnosc spoczywa: IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.01.07, 10:06
                                                    - na nas - kierowcach
                                                    - na "nich" -pieszych
                                                    - na lokalnych wladzach odpowiedzialnych za droge/sciezke dla pieszych
                                                    i jej ewentualne oswietlenie po zmierzchu

                                                    To jest splot roznych relacji. Tylko arogant, ignorant, wreszcie glupiec
                                                    nie chce, nie potrafi, nigdy nie zaakceptuje faktu, ze tylko skoordynowane
                                                    dzialanie tych czynnikow moze przyniesc jakis logiczny skutek,
                                                    czyli zabezpieczenie pieszych przed wypadkami.

                                                    Pozostana wtedy juz tylko "spektralnie czysci" samobojcy, ktorych i tak nie da
                                                    sie wyeliminowac. Nie rozumiem, po co tyle piany bije sie przy oczywistej
                                                    sprawie.

                                                  • emes-nju Re: Oprocz kamizelek, ktore sa "bardzo klopotliwe 30.01.07, 11:21
                                                    jane14 napisała:

                                                    > Problem "techniczny" oświetlenia pieszych to jedna strona medalu. Druga
                                                    > strona to to ze choćby 99% pieszych chodziło z kogutem na głowie zawsze
                                                    > musimy sie liczyć z tym 1% bedzie słabo widoczna. I w zasadzie o tym ta
                                                    > rozmowa.


                                                    Teraz proporcje sa odwrotne i raczej nie procentowe, a promilowe. I o tym jest mowa!

                                                    A jak juz 99% bedzie widoczna, to ten 1% bedzie mal na drodze podobne szanse jak nieoswietlony samochod - nie sadze, zeby byl to dobry argument przeciwko oswietlaniu samochodow :-P
        • jane14 Uczył Marcin Marcina... 06.01.07, 17:21
          Co z tego że pieszego z odblaskiem widać lepiej ?
          Argument rownie skuteczny jak ten o zależności drogi hamowania od predkości.
          Skoro siedząc w aucie ignoruje się ograniczenia predkości (nie tylko narzucone
          ale i te zdrowo rozsądkowe) dlaczego akurat wymóg stosowania elementów
          odblaskowych miałby byc ważniejszy gdy się z niego wysiada?
          To przecież kolejny wymysł wadzy. Po co przestrzegać jakichkolwiek zasad skoro
          wystarczy ponarzekać na tych z wadzy i tych innych, kierowców, cyklistów,
          pieszych itd.

          PS. Skoro 100/h na swiatałch mijania to rozsadna predkośc, na wąskiej drodze,
          bez pobocza, o zmroku i zapewne może nie był to teren ustawowo zdefiniowany
          jako zabudowany ale też i nie pustkowie skoro trafiają się tam piesi, to po co
          w autach sa swiatła długie (zasieg do 150 m)? Skoro maksymalne predkości (z
          nawiazka) mozna osiągać na mijania...
          • emes-nju Re: Uczył Marcin Marcina... 06.01.07, 17:33
            Akurat mnie dosc malo zwilzaja piesi terenie zabudowanym, bo tam zawsze zwalniam - w nocy czesto bardziej niz nakazuje KD, a w dzien zdarza mi sie niewiele przekraczac 60 km/h. Niebezpieczni sa ci, ktorzy wedruja sobie kompletnie ciemna droga i to wcale niekoniecznie po poboczu. A tam, chcac uzyskac srednia przelotu na poziomie choc ok. 60 km/h, jade ok. 90-100 km/h. I nie hamuje gwaltownie jak cos z przeciwka jedzie i musze zgasic swiatla drogowe. Taki uklad. Tak sie po Polsce jezdzi i nic na to nie poradzimy (chyba, ze narod wreszcie przestanie glosowac na hoksztaplerow!!!). Dlatego piesi powinni, we WLASNYM INTERESIE (!), zadbac o to, zeby byli widoczni. Przeciez to jest tak rozsadne, ze az dziwne, ze malo komu wpada to glowy i ludzie chodza po drogach w misjach samobojczo/survivalowych. Faktycznie wielu kierowcow to kompletni socjopatyczni kretyni. Wiec tym bardziej piesi powinni robic wszystko, zeby na nagrobku nie mieli napisane, ze zgineli pod kolami szalenca, mimo, ze mieli pierwszenstwo.
          • kozak-na-koniu Re: Uczył Marcin Marcina... 07.01.07, 14:42
            ...I wśród wyłącznie takich właśnie "argumentów" nie przestaniemy się obracać
            dopóty, dopóki wszystko będzie sprowadzane do prędkości, i tylko prędkości!
            Autentyczna sytuacja z wczorajszego wieczoru: jechałem dość wąską, lokalną
            drogą, poza terenem zabudowanym, ograniczenie prędkości w tym miejscu wynosiło
            70 km/godz. (ciągnie się tam przez kilkanaście kilometrów). Było już ciemno,
            padał drobny deszcz. Natężenie ruchu - średnie (przeciętnie co kilka -
            kilkanaście sekund z kimś się mijałem, mało komu więc chciało się włączać
            światła drogowe). W pewnym miejscu zacząłem wyprzedzać wlokącego się z
            prędkością ok. 30-40 km/godz. "Autosana" firmy PKS (inaczej musiałbym za nim
            jechać jeszcze długo, w chmurze jego spalin...). Gdy kończyłem wyprzedzanie (z
            prędkością około 50 - "góra" 60 km/godz - tam i wtedy po prostu nie dało się
            jechać 100 km/godz, nie mówiąc już nawet o gazetowo - mitycznych 150 km/godz po
            osiedlowych alejkach i nikt nawet tego nie próbował), włączyłem jednak na chwilę
            długie i tylko dzięki temu, w odległości około 10 - 15 metrów zauważyłem idącego
            lewą stroną, po jezdni, około 1 metra od jej krawędzi ubranego na czarno,
            plecami do mnie zwróconego pieszego. Żyje. Inie chrzań więcej - wybitny teoretyku...
            • jane14 Ja wybitny teoretyk , będę chrzanił... 07.01.07, 21:00
              Tak długo jak długo ludzie bedą ginąć pod kołami "wybitnych praktyków".
              A tak z ciekawości, zapaliłeś te długie przez przypadek czy też dlatego że
              wiedziałeś z teorii że jazda na mijania może nieść przykre zaskoczenia...?
              • kozak-na-koniu Re: Ja wybitny teoretyk , będę chrzanił... 08.01.07, 11:53
                Wiedziałem to z praktyki... Inna sytuacja (także autentyczna) z dzisiejszego
                ranka: wyjeżdżałem z przecznicy z zamiarem skrętu w prawo (obie drogi są lokalne
                i znajdują się w dzielnicy wybitnie "byznesowej", tyle że jedna jest
                podporządkowana). Przede mną stały 3 pojazdy, za mną też parę. Droga główna była
                dość mocno zapchana, więc wyjazd był utrudniony. W pewnym momencie, kątem oka
                zauważyłem gó..arza (innego słowa nie znajduję) w wieku "na oko" 30 lat
                (zdążyłem zauważyć jego twarz), w aucie typu dość przechodzonego SUV, który
                stracił cierpliwość, przejechał więc z prędkością nieokreśkoną (ale i tak o
                wiele za szybko, jak na te okoliczności, nie mówiąc już o łamaniu wszelkich
                możliwych zasad), przez trawnik, po chodniku, z prawej strony wyminął
                czekających na możliwość włączenia się do ruchu, po czym z przejścia dla
                pieszych wyjechał skręcając w lewo i zupełnie się nie przejmując ruchem na
                drodze głównej. Usłyszałem tylko parę długich klaksonów i sprawa szybko się
                zakończyła. Ile ograniczeń prędkości i radarów proponowałbyś umieścić w tym
                miejscu? A może jakiś telefon na "112"??? Nie łam sobie głowy - żyjemy w
                świecie, w którym hasłem jest "śmierć frajerom" a posiadanie skrupułów oraz
                jakichkolwiek zasad może ewentualnie wyrobić Ci markę nieudacznika. Ja żałuję
                tylko tego, że w tej sytuacji nie stałem jako pierwszy - zajechałbym gościowi
                drogę i cieszyłbym się, gdyby mnie "stuknął" - miałbym "sponsora", i tak jeżdżę
                czymś w rodzaju kupy złomu...;-)
                PS. Co to jest "jazda na mijania"?
                • jane14 Rozwijam ... 09.01.07, 21:30
                  Jazda na mijania , inaczej jazda z właczonymi tylko światłami mijania (taki
                  teoretyczny skrót myślowy) czyli jazda ze zdolnośćią widzenia na ~ 40m.
                  A co do twojej przygody ...
                  Swiat jest pełen głupków ale nazywanie pozostałych nieudacznikami... to
                  rzeczywiście coś nowego.
                  • kozak-na-koniu Re: Rozwijam ... 10.01.07, 08:54
                    Nikogo tak nie nazywam. Po prostu, obserwuję życie i postawy zbyt wielkiej i
                    wciąż rosnącej, niestety liczby jego uczestników. To był taki skrót myślowy...;-)
    • Gość: pieszy Re: Piesi na drodze nocą IP: *.maths.ed.ac.uk 11.01.07, 16:55
      to byly duchy
    • misiek4111 Re: Piesi na drodze nocą 12.01.07, 19:43
      90-100km/h na krótkich światłach, w dodatku, gdy oślepia Cię auto jadące z
      przeciwka. Tym razem uratował Cię błysk latarki, ale w końcu wpadniesz na kogoś
      lub coś, po prostu jedziesz na ślepo. Wieziesz rodzinę, jeśli coś się komuś
      stanie, będziesz "usprawiedliwiony" nawet gdy formalnie będziesz niewinny?
      Zwolnij!
      Pzdr.
      • kozak-na-koniu Re: Piesi na drodze nocą 12.01.07, 20:41
        "Zwolnij" - jak to łatwo powiedzieć... Niestety, na drogach często zdarzają się
        sytuacje, w których to nie wystarczy. Często właściwie trzeba by się
        zatrzymywać, co ewentualnie można by wykonać raz, od biedy kilka razy, jednak,
        gdy powinno się taki manewr wykonywać - powiedzmy, 100 razy na odcinku 50 km -
        widząc takie zalecenia można najwyżej wzruszyć ramionami. Czasem mam wrażenie,
        że autorom takich "argumentów" chodzi wyłącznie o to, by do reszty obrzydzić
        jazdę samochodem i, o ile mogłoby to być możliwe w przypadku osób jeżdżących
        mało i sporadycznie, o tyle w przypadku tych, dla których samochód jest
        narzędziem pracy, jest to po prostu bzdurne, żałosne i dowodzi całkowitego braku
        rozeznania w sytuacji.
        • misiek4111 Re: Piesi na drodze nocą 12.01.07, 21:52
          Sugestia, że jeżdżę "mało i sporadycznie" jest błędna, wierz mi.
          90-100 to naprawdę za szybko na światłach mijania, szczególnie gdy oślepia auto
          z przeciwka. Własciwie codziennie przejeżdżam 50 km w takich warunkach, jakoś
          poważnie tzn. do ok.40 muszę zwolnić najwyżej 1-2 razy. Zatrzymywanie się? No
          to taka sama przesada jak jazda 90-100, no chyba że ten z przeciwka jedzie na
          długich.
          Jakiś rok temu bus wiozący nocą sportowców wpadł na leżący konar drzewa. Było
          kilka trupów, pewnie jego kierowca rozumował podobnie jak Ty. Czy naprawdę tak
          trudno zrozumieć, że jazda na ślepo to prędzej czy później wypadek? I wcale
          odpowiedzialność prawna nie jest tutaj najwazniejsza?
          cie
          • Gość: :)))) Re: Piesi na drodze nocą IP: *.acn.waw.pl 13.01.07, 00:11
            misiek4111 napisał:

            > Sugestia, że jeżdżę "mało i sporadycznie" jest błędna, wierz mi.
            > 90-100 to naprawdę za szybko na światłach mijania, szczególnie gdy oślepia auto
            >
            > z przeciwka. Własciwie codziennie przejeżdżam 50 km w takich warunkach, jakoś
            > poważnie tzn. do ok.40 muszę zwolnić najwyżej 1-2 razy. Zatrzymywanie się? No
            > to taka sama przesada jak jazda 90-100, no chyba że ten z przeciwka jedzie na
            > długich.(...)

            Drogi przedpiśco GDZIE Ty jeździsz? Chyba nie w Polsce. Najwyżej resorakiem po dywanie :) Po
            pierwsze, jak jedzie ktoś z przeciwka, to ja zawsze mam włączone światła mijania i z reguły nie
            zwalniam. Nadal jadę 90 km/h. Po drugie... naprawdę trudno użyć w naszym kraju świateł drogowych.
            Niemalże zawsze z przeciwka coś jedzie, są zabudowania, wioseczka (przekleństwo naszych dróg) etc.
            Tak więc większość trasy nocą pokonuje się używając świateł mijania z prędkościami większymi niż
            kodeksowe (po to się jeździ w nocy). Tyle doniesień z prawdziwego świata.
            • ksmx Każdy jeździ tak jak mu pasuje... 13.01.07, 01:00
              Ty sobie nie zwalniaj, zresztą nie musisz bo jesteś "panem" swojego pasa.

              Do twojej wiadomości: przekleństwem naszych dróg nie są wioseczki ani
              zabudowania. Przekleństwem nie mieszczącym się w ŻADNEJ skali rozumowania jest
              brak autostrad.

              Tak w ogóle, to co piszesz śmierdzi godnymi pożałowania popisami "jazdy"
              zakratkowanej hołoty na warszawskich blachach.
              • emes-nju Re: Każdy jeździ tak jak mu pasuje... 15.01.07, 11:21
                ksmx napisał:

                > przekleństwem naszych dróg nie są wioseczki ani zabudowania. Przekleństwem
                > nie mieszczącym się w ŻADNEJ skali rozumowania jest brak autostrad.


                Nie dajmy sie zwariowac! To politycy, w sobie znanych celach (skok na kase?), wmawiaja nam, ze autostrady sa pacaneum na kaca. Nie sa. Po tych nedznych ulomkach autostrad i tak jezdzi coraz mniej samochodow, bo drogi te sa zbyt drogie (ktos nawet osmielil sie w prasie napisac, ze najdrozsze na swiecie...). W Polsce potrzebne sa solidne dwujezdnowki takie jak np. gierkowka (tylko bez kretynskich ograniczen do 70 km/h co kilkaset metrow - na wylotowce z Warszawy na Gdansk do niedawna tez co chwila staly takie ograniczenia. Teraz ich nie ma i ludzie jakos nie zaczeli masowo ginac) na bardziej obciazonych trasach i szerokie jednojezdniowki na trasach mniej obciazonych. Rowne, dobrze rozmalowane i oznakowane. Przypuszczam, ze za rownowartosc 1 km autostrady daloby sie wybudowac kilka km dwujezdniowej ekspresowki. Ale bezplatnej wiec koledzy, ktorzy wygrali przeterg nie wzbogaca sie odpowiednio...

                W Polsce nalezaloby budowac drogi "oddolnie". A nie tak jak teraz - drogi w zlym stanie sa coraz bardziej rozjezdzane i coraz mniej nadaja sie do jazdy, ale w tym roku oddane zostanie kolejne 6 km autostrady :-P
                • ksmx Drogi i ograniczenia 22.01.07, 09:08
                  Niech sobie będą drogi dwujezdniowe. Szczerze mówiąc w wielu krajach autostrada
                  to właśnie taka droga, nie musi się nazywać autostrada. Ograniczenie prędkości
                  do 70 km/h nie jest niczym złym o ile jest ono postawione bez sensu. Nie ma tam
                  przypadkiem innych kierowców włączających się do ruchu? Nie ma przejść dla
                  pieszych? Jakaś przyczyna musi być.
                  • emes-nju Re: Drogi i ograniczenia 22.01.07, 10:25
                    ksmx napisał:

                    > Ograniczenie prędkości do 70 km/h nie jest niczym złym o ile jest ono
                    > postawione bez sensu.


                    Sens jest! Dla kierowcow radiowozow - maja blisko do "pracy".


                    > Nie ma tam przypadkiem innych kierowców włączających
                    > się do ruchu? Nie ma przejść dla pieszych? Jakaś przyczyna musi być.


                    Sa skrzyzowania, przejscia. Ale... Czasem na bardzo ruchliwym skrzyzowaniu nie ma ograniczenia, a na skrzyzowaniu z nieomal duktem lesnym jest (pewnie na ruchliwym nie bylo jeszcze wypadku :-P - bo u nas ograniczenia w duzej czesci przypadkow sa JEDYNA reakcja waadzy na wypadek). Zadnej przewidywalnosci. Wlasnie "dzieki temu" jestem doskonale pewien, ze nikt nie przeprowadzil zadnych badan - stad znakowanie od sasa do lasa. I na koniec - dla pieszego czy wlaczajacego sie do ruchu mniejsze znaczenie ma to czy pojazd na glownej jedzie 70 czy 100 km/h (i tak musi poczekac az przejedzie, a nie wymuszac hamowanie), a wieksze czy przypadkiem nie 160 km/h (bardzo trudno ocenic predkosc pojazdu jadacego w kierunku obserwatora - zbyt male zmiany w duzej odleglosci, a potem jest juz za pozno). A nasi dzielni niebiescy NIGDY nie lapia poza ograniczeniami. A ze lapia okazjonalnie wiec ograniczneie do 70 km/h jest o kant d... potluc. Lepiej byloby zdjac te 70-tki (tak jak zrobiono na wylocie z W-wy na Gdansk) i drakonsko egzekwowac 100 km/h. Ale nie... Lepiej co jakis czas zaczaic sie z suszarka w krzakach, zlapac paru jeleni, a potem niech sie dzieje wola nieba - za wszystko i tak zawsze odpowie kierowca, bo nie dostosowal.

                    Te ograniczenia niewiele daja, a zaklocaja plynnosc jazdy - dlatego, jezeli nie ma radaru, nikt ich nie przestrzega. Co ciekawe, mimo tego, ze nikt tych ograniczen nie przestrzega (innych tez...), mimo skokowego wzrostu liczby samochodow, liczba zabitych na naszych duktach spada. Moze to jednak nie predkosc jest glowna przyczyna wypadkow...?
                    • ksmx Re: Drogi i ograniczenia 23.01.07, 09:22
                      Słuchaj. Mi chodzi tylko o to, że:
                      - jeśli droga prosta, dwukierunkowa i dwujezdniowa (dwa pasy w jedną i dwa pasy
                      w drugą), bez skrzyżowań i przejść: spokojnie można jechać 100 km/h, czasami na
                      zakręcie można walnąć ograniczenie,
                      - jeśli do drogi dwujezdniowej dochodzi jakaś nitka: należy zrobić ograniczenie
                      do 50-70 km/h przy czym kierowcy z prawego pasa widząc włączającego się do ruchu
                      powinni w miarę możliwości zjechać na LEWY pas, tak aby ci "wolniejsi" z
                      rozbiegówki nie musieli na niej stawać,
                      - przejścia dla pieszych na takiej drodze muszą być MEGA oznakowane i muszą być
                      światła, swoją drogą przejścia dla pieszych są skandaliczne, prawie ich nie widać,
                      - zwykłe drogi: przed przejściem dla pieszych ograniczenie do 30 km/h,
                      powierzchnia przejścia powinna być zrównana z chodnikiem, przed przejściem dla
                      pieszych na asfalcie tarka (wtedy zwolnisz albo ci się kokpit w samochodzie
                      rozpadnie), liczba przejść dla pieszych powinna być zmniejszona.

                      Jest wiele sensownych rozwiązań, przede wszystkim należy pamiętać o kilku rzeczach:
                      - pieszy jest tak samo ważny jak kierowca,
                      - uwzględniając oznakowanie i ograniczenia prędkości każdy kierowca zdąży się
                      zatrzymać i ustąpić pieszemu,
                      - to pieszy zginie na miejscu podczas kolizji,
                      - to, że pieszy przepuszcza samochód to skandal.
                      • emes-nju Re: Drogi i ograniczenia 23.01.07, 11:04
                        To co piszesz bardzo skutecznie zniweluje jakikolwiek ruch w Polsce. Albo nic, z wyjatkiem wysokosci mandatow, sie nie zmieni. Stawiam raczej na to drugie... Ludzie nie kupuja samochodow po to, zeby POWOLI przemieszczac sie z miejsca na miejsce, tylko, zeby mozliwie SZYBKO to robic. A Twoja propozycja zmniejszylaby srednie predkosci przejazdu przez Polske z rozsmieszajacych (jezeli przestrzega sie WSZYSTKICH ograniczen) 45-55 km/h na jednojezdniowkach i 60-70 km/h na ekspresowkach, do predkosci dylizansu zaprzezonego w racze konie. Jakbysmy sie nad nie napinali XIX wiek nie wroci...

                        Ruch nalezy organizowac tak, zeby te ograniczenia nie byly potrzebne!
    • Gość: true W takiej sytuacji rzadko unika się tragedii... IP: *.bredband.comhem.se 12.01.07, 21:07
      ...Tobie się udało. Gdybym był na twoim miejscu zatrzymałbym się i zadzwonił po
      Policję. Zgłosiłbym stworzenie groźnej dla życia sytuacji. Nazwijmy to po
      imieniu, że piesi chcieli kogoś zabić: albo siebie albo Ciebie i innych jadących
      z naprzeciwka.
      • Gość: opona balonowa Eeeee-tam, przesadzasz, to głupota i tyle. IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.07, 11:42
        Piesi niczego nie chcieli. To tylko przykład na to, ilu idiotów pęta się
        po naszych drogach. Bezmyślność jest statystycznie rozdystrybuowana
        równomiernie w całej populacji. Głupotę wykazują też kierowcy.
        Piesi należą do tego samego obrazka. To jeszcze potrwa bardzo długo.

        I to głupota jest zasadniczą przyczyą wypadków.

        • ksmx W takim razie jak zwalczać? 13.01.07, 13:30
          Jak chcesz to zwalczać? Dostaliby mandat czy coś takiego, ktoś by sprawę
          nagłośnił w TV, może coś się zmieni. Bez akcji nie ma reakcji, a chowanie
          problemu do szuflady nic nie daje.
          • Gość: opona balonowa Głupoty wrodzonej nie da się wyeliminować IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.07, 20:49
            żadnymi środkami. To walka z wiatrakami.
            Tylko dobór naturalny może to zjawisko częściowo zredukować.
            Statystyka jest nieubłagana.

            • Gość: opona balonowa Przykład głupoty nabytej lub wrodzonej IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.07, 20:54
              (jak kto woli: wycinanie drzew)

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=54977626

    • emes-nju Dzis w radio... 15.01.07, 11:37
      Nie pamietam, w ktorym, ale uslyszalem, wypowiedz policjanta, ktory stwierdzil, ze najwiecej wypadkow z udzialem pieszych jest na przejsciach. Co ciekawe podkreslil role pieszych. Negatywna! Mowil, ze wiara w bezwzgledne pierwszenstwo na przejsciu, prowadzi do wtargniec pod samochody. Swiat sie konczy... :-P

      W ogole konkluzja byla taka, jaka propaguje na forum - lepiej, zeby pieszy nawet ustapil i zyl, niz wykorzystal pierwszenstwo i nie zyl. To nie jest ujma na honorze - prowadzac samochod tez niejednokrotnie, zmuszony okolicznosciami, ustepuje komus, kto nawet wymusza pierwszenstowo. Co mi z tego, ze bede POSZKODOWANYM w wypadku...? Uszkodzone auto? Pobyt w szpitalu? Mila kwatere na przytulnym cmentarzu? A ja jestem w tej lepszej sytuacji, ze pocisk, ktory prowadze jest jednoczesnie pancerzem. Piesi go nie maja, a czasem zachowuja sie tak, jakby mieli lepszy od mojego.
      • kozak-na-koniu Re: Dzis w radio... 15.01.07, 11:59
        Zgadza się... I dlatego uważam, że pomysł z podnoszeniem ręki przez pieszego
        wkraczającego na przejście jest naprawdę dobry, wart rozpropagowania i stałego
        przypominania o możliwości takiego zachowania. W końcu, pieszy wchodząc na drogę
        staje się uczestnikiem ruchu, czyli włącza się do niego. Taki manewr powinien
        być sygnalizowany zawsze i przez każdego - usunęłoby to wiele niejasności,
        nieporozumień i przyczyniłoby się do poprawy bezpieczeństwa znacznie bardziej,
        niż rozmieszczanie kolejnych radarów, ginących w tle znaków oraz ograniczeń, o
        kosztach już nie wspominając. No tak, tylko kto wtedy zarabiałby na mandatach...
        • ksmx Jakie podnoszenie reki? 18.01.07, 14:40
          Bedzie zupelnie inaczej. Jakie podnoszenie reki? Co to za bzdura?
          Najzwyczajniej w swiecie powstana utrudnienia dla ruchu samochodow takie, ze
          KONIECZNE bedzie zmniejszenie predkosci. I tak sie skonczy "wolna amerykanka"
          kierowcow na przejsciach dla pieszych.
        • stefan4 Re: Dzis w radio... 19.01.07, 09:27
          kozak-na-koniu:
          > Zgadza się... I dlatego uważam, że pomysł z podnoszeniem ręki przez pieszego
          > wkraczającego na przejście jest naprawdę dobry, wart rozpropagowania i stałego
          > przypominania o możliwości takiego zachowania.

          Jednak trudno wprowadzić taki obowiązek. Pieszym często jest kobita trzymająca
          w jednej rece siatkę z zakupami a drugą poskramiająca dzieciaka. To którą rekę
          miałaby podnieść? Niech kierowca raczej liczy na własny rozum (o ile go ma) niż
          na taką sygnalizację.

          kozak-na-koniu:
          > W końcu, pieszy wchodząc na drogę staje się uczestnikiem ruchu, czyli włącza
          > się do niego.

          Co Ty gadasz?! Pieszy do niczego się nie włącza, bo nie jest pojazdem. Idzie
          sobie chodnikiem i kontynuuje ten marsz przejściem. Przejście jest kontynuacją
          chodnika. To Ty, Kozacze, wjeżdżając na przejście swoja prykawicą, wchodzisz w
          kolizję z ruchem pieszych, więc masz przedsiewziąć kroki dla zmniejszenia
          niewygody pieszych; np. zatrzymać się i przepuścić.

          W niektórych cywilizowanych krajach ten stan rzeczy podkreślany jest
          podniesieniem przejścia do poziomu krawężnika, to znaczy pieszy nie musi
          zestawiać nogi na jezdnię tylko idzie równo, natomiast samochód musi podjechać
          pod coś w rodzaju łagodnego leżącego policjanta a za przejściem z niego zjechać.

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • kozak-na-koniu Re: Dzis w radio... 19.01.07, 10:44
            1/ Jeśli nie wiesz co to jest "uczestnik ruchu", "przejście dla pieszych" itd. -
            zajrzyj do ustawy "prawo o ruchu drogowym". Na jej samym początku jest
            słowniczek wszystkich potrzebnych pojęć, wraz z ich definicjami.
            2/ W moim mieście znajduje się przejście dla pieszych, jedno z wielu
            zasługujących na miano "przejść śmierci". Tydzień temu, rano (było jeszcze
            szarawo) znów doszło tam do śmiertelnego potrącenia (pieszy odbił się od jednego
            samochodu, po czym wpadł pod drugi - trup na miejscu). Przejście znajduje się na
            dwujezdniowej obwodnicy dużego osiedla mieszkaniowego, na której w "szczycie"
            jest spory ruch; nie jest regulowane sygnalizacją świetlną ani żadnymi
            "błyskowymi" oznaczeniami. "Zebra" dla kierowcy prowadzącego samochód osobowy
            (siedzi nisko) jest niewidoczna jeszcze z odległości 50 - 70 metrów, gdyż jest
            ukryta za lekkim wzniesieniem terenu. Przy przejściu wprawdzie stoją
            regulaminowe znaki "przejście dla pieszych", z tym że są skutecznie zasłonięte
            kilkoma innymi znakami (w tym "droga z pierwszeństwem przejazdu" - sic!!!),
            wszystko zaś ginie wśród barierek, słupków i reklamowych szyldów. Pojazd jadący
            z prędkością ok. 50 km/godz. w czasie jednej sekundy przejeżdża około 15 metrów.
            Średni czas reakcji kierowcy (od zauważenia przeszkody do rozpoczęcia
            skutecznego hamowania) wynosi około 0,5 sekundy co sprawia, uwzględniając drogę
            hamowania, że na zatrzymanie pojazdu nawet z tej prędkości potrzeba co najmniej
            dwudziestu kilku metrów. Oczywiście, te czasy i odległości ulegają bardzo
            szerokim wahaniom w zależności od warunków drogowych (natężenie ruchu,
            widoczność, stan nawierzchni), uwarunkowań psychicznych (zmęczenie, zaskoczenie,
            doświadczenie, uwarunkowania indywidualne...) itp., itd.. Oczywiście, w
            miejscowych szmatławcach natychmiast rozpoczęła się kolejna kampania piętnowania
            kierowców i apele o radary, patrole policji itd. i Ty zapewne również byś się do
            niej przyłączył. Ja jednak, chętniej wziąłbym "za pyski" paru dyletanckich
            urzędasów - morderców, którzy to doprowadzili do powstania takiego miejsca, w
            którym pytanie o kolejny wypadek należałoby rozpocząć nie od słowa, "czy" -
            tylko "kiedy"... Bo to jest taki "niecywilizowany" kraj!
    • Gość: Ziomek Re: Piesi na drodze nocą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.07, 14:07
      Ja mam 2 przejysz potraconych i 1 zabitego.
    • emes-nju Artykul a propos 15.01.07, 16:42
      miniurl.pl/21102
      Jakby ktos mnie cytowal :-) Tylko w wygladzonej formie
      • rapid130 Re: Artykul a propos 16.01.07, 17:42
        emes-nju napisał:

        > miniurl.pl/21102
        > Jakby ktos mnie cytowal :-) Tylko w wygladzonej formie

        Wiele zależy od postępowania konkretnych policjantów w konkretnych
        komisariatach. Na moim terenie policjanci są cięci na cichociemnych. W efekcie
        rowerzyści oświetleni są w wyraźnej przewadze.

        Sam widziałem akcję, gdy radiowóz włączył koguty i zajechał z fasonem drogę
        rowerzyście bez oświetlenia. Na cichociemnym zrobiło to potężne wrażenie...

        Ale wystarczy, że wyjadę poza granicę powiatu na zachód i nagle stosunek
        rowerzystów oświetlonych do nieoświetlonych odwraca się. Było 90/10, jest 10/90.

        * * *
        Uczestnicząc w ruchu drogowym przyjmuje się jako normę optymistyczne
        domniemanie, że inni użytkownicy drogi również będą zachowywać się zgodnie z
        chociaż podstawowymi przepisami i zdrowym rozsądkiem.

        Jazda rowerem bez świateł po zmierzchu niesie ze sobą równie duże
        niebezpieczeństwo gdyby kierowca samochodu zabawiał się w przelatywanie przez
        skrzyżowanie ze znakiem STOP. Z pełną prędkością, bez upewniania się czy jedzie
        ktoś z pierwszeństwem przejazdu.

        29 razy mu się uda -> 4 razy nie zagrozi nikomu, bo droga główna będzie pusta.
        25 razy ujdzie cało, bo czyjaś przytomna reakcja uratuje mu życie. Ale ten
        jeden raz z pełną prędkością łupie w niego Bogu ducha winny ktoś, kto się nie
        spodziewał, że można wywinąć takiego "orła".

        Ludzie robią takie błędy - jazda bez świateł, nie schodzenie przed samochodami -
        najczęściej z braku świadomości. Ważniejsze jest dla nich nie zamoczyć sobie
        butów schodząc z suchej jezdni na wilgotną trawę na poboczu.

        U nas uświadamia się TYLKO kierowców.
        Czas najwyższy zacząć uświadamiać TAKŻE innych uczestników ruchu.

        Cześć i chwała pomysłodawcom zajęć komunikacyjnych w szkołach.
    • ice_ice Re: Piesi na drodze nocą 23.01.07, 21:14
      To i ja dołożę swoje 5 groszy. Ostatnio, wracając autem wieczorem - w każdym
      razie po ciemku już, jechałam drogą, dość dobrą, ale po jednej nitce w każdą
      stronę i nie są to szerokie nitki. Jechałam około 90 km/h, i zobaczyłam z
      naprzeciwko nadjeżdżającego tira. Zwolniłam całkiem odruchowo do 60 km, jakoś
      boję się mijać na tej drodze tak duże pojazdy i w tym momencie kątem oka
      dostrzegłam na poboczu taki jakby... wir z liści. Ten niby wir to były pedały
      wolno się obracające. Cud, że zdążyłam zahamować, dosłownie na błotniku gościa
      na kompletnie nieoświetlonym rowerze, a z naprzeciwka tir trąbiąc minął mnie.
      Gdybym nie wyhamowała wcześniej, co było wynikiem wyłącznie jakiejś mojej fobii,
      to zabiłabym albo człowieka, albo siebie, albo nas oboje. Powiem szczerze -
      wstrząsnęło mną to, jak blisko byłam od tragedii, której uniknęłam naprawdę, CUDEM.

      Od tej pory bardzo szanuję pieszych i rowerzystów, którzy pomimo, jak mówią,
      obciachowości kamizelek, noszą je dzielnie.
      • kozak-na-koniu Re: Piesi na drodze nocą 23.01.07, 21:35
        To chyba nie strach. Taki odruch z czasem wyrabia się sam: ciężarówki mają
        reflektory umieszczone wysoko, mijając się z nimi ma się moment całkowitego
        oślepienia, po czym następuje "skok w mrok". Wtedy przez chwilę nie widzi się
        praktycznie nic. Znalazłem się kiedyś w niemal identycznej sytuacji. Rowerzystę,
        a właściwie jakąś masę, czarniejszą od nocy zauważyłem dosłownie kilka metrów
        przed maską. Również mocno wtedy zwolniłem (chyba do około 40 km/godz), jednak i
        tak nie miałem szans, by wyhamować. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że
        "zmieściłem się" między tym sqrwysynem (innego słowa nie znajduję) i ciężarówką.
        To musiały być milimetry i prawie na pewno był to CUD.
    • emes-nju Za duzo od pieszych wymagamy... 25.01.07, 11:51
      Wymagamy od pieszych, zeby byli widoczni na drodze, ale po pierwszym w tym roku posypaniu sniegiem, zaczynam miec watpliwosci...

      Jak co roku strasznie duzo aut jezdzi z nieodsniezonymi swiatlami (o szybach nawet nie chce mi sie pisac). Skoro duza czesc KIEROWCOW nie ma swiadomosci, ze WIDZIEC nie jest tozsame z BYC WIDZIANYM, to dlaczego wymagac tego od pieszych i rowerzystow...? :-/
      • prawicowiec2 Re: Za duzo od pieszych wymagamy... 25.01.07, 14:35
        emes-nju napisał:

        > Wymagamy od pieszych, zeby byli widoczni na drodze, ale po pierwszym w tym
        roku
        > posypaniu sniegiem, zaczynam miec watpliwosci...
        >
        > Jak co roku strasznie duzo aut jezdzi z nieodsniezonymi swiatlami (o szybach
        na
        > wet nie chce mi sie pisac). Skoro duza czesc KIEROWCOW nie ma swiadomosci, ze
        W
        > IDZIEC nie jest tozsame z BYC WIDZIANYM, to dlaczego wymagac tego od pieszych
        i
        > rowerzystow...? :-/
        >

        rację masz ale w tym przypadku nie do końca. bo na tle białego śniegu nawet w
        bezksiężycową noc wspaniale widać zamaskowanych łazików i najtrowery. ale
        zatrzymać sie i co jakiś czas przetrzeć reflektor by wypadało.
    • Gość: rav107 Re: Piesi na drodze nocą IP: 82.177.11.* 25.01.07, 14:43
      Odwieczny problem. Mnie kiedys zdarzył się rowerzysta bez świateł... dobrze że
      nic nie jechało z naprzeciwka bo byłaby masakra...

      A najgorsze że mimo iż w całej sytuacji nie byłoby żadnej Twojej winy, zaraz
      zostałbyś obwieszvczony mordercą, bandytą i w ogóle zwyzywany od wszystkieog
      najgorszego. Nawet gdybyś zdołał się wybronic przed sądem (co wcale nie jest
      takie pewne).
      • Gość: anmar123 Re: Piesi na drodze nocą IP: 217.98.71.* 29.01.07, 22:23
        To i ja dorzucę coś, co dziś przeczytałem w regionalnej: <a
        href"forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?
        f=510&w=54769956&a=56149468&rep=1">Niewidoczni nie żyją</a>
        • Gość: anmar123 Re: Piesi na drodze nocą IP: 217.98.71.* 29.01.07, 22:26
          Poprawiam link: Niewidoczni nie żyją
      • Gość: anmar123 Re: Piesi na drodze nocą IP: 217.98.71.* 29.01.07, 22:28
        "Niewidoczni nie żyją"
        pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070128/KRAJSWIAT01/70126033
Inne wątki na temat:
Pełna wersja