skrzyzowanie

07.01.07, 15:05
Kochani mam pewien problem, ktory chyba leży w mojej psychice, nigdy nie
przydazyla mi sie taka sytuacja, aczkoliek na sama mysl o niej - boje sie.
A mianowiecie dojezdzam do skrzyzowania przede mna kilka samochodow po
drugiej stronie tez tłoczno, mam zielone swiatlo i tego wlasnie sie obawiam
czy wyczuje ten moment zeby sie zatrzymac, zeby dalej nie jechac??? od razu
oczywiscie wyobrazam sobie goscia za mna, ktora trąbi na potege bo ja nie
jade. Krew mnie zalewa,ze tak mnie przeraza ta sytuacja. Czy jest szansa, ze
ktos z Was miał ten sam problem i ma moze jakis pomysl na uwolnienie sie od
niego?
    • Gość: BUC Re: skrzyzowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.07, 22:14
      obysmy nie mieli takich "problemow"
      jest ZIELONE - upewniasz sie czy jest bezpiecznie i JEDZIESZ
      jest ZOLTE - zatrzymujesz sie
      jest CZERWONE - zatrzymujesz sie

      masz watpliwosci - korzystaj z komunikacji zbiorowej
      • Gość: hoho Re: skrzyzowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.07, 23:48
        Aby wjechać na zielone należy:
        1. Mieć miejsce na skrzyżowaniu i za skrzyżowaniem,
        2. Pozwolić rowerzystom i pieszym opuścić skrzyżowanie,
        3. Przewidzieć, że podczas nadawania zielonego opuścimy skrzyżowanie.

        Nie daj się zastraszyć!
        pozdr
    • zielony_listek Re: skrzyzowanie 08.01.07, 10:32
      Chodzi Ci o zablokowanie skrzyżowania?

      To proste - nie masz miejsca za skrzyżowaniem, nie wjeżdzasz.

      Alicja, w takiej sytuacji lepiej sie zatrzymać przed skrzyżowaniem i nawet
      stracić te światła, niż ryzykować zostanie na skrzyzowaniu.

      Ja staram sie czekać przed skrzyzowaniem aż zrobi sie miejsce ZA SKRZYZOWANIEM
      i upewnic przed ruszaniem że zdążę jeszcze przejechać (czyli czy jeszcze mam
      zielone).
      I nie przejmuje się tymi co trąbia za Tobą, że nie wjeżdzasz na skrzyżowanie.
      To są kretyni, którzy przez właśną bezmyslnośc blokuja skrzyzowania i tachich z
      kolei ja obtrąbiam.

      Można też stanąć tuż przed skrzyzowaniem, ale za sygnalizatorem (na dużych
      skrzyżowaniach). Tylko wtedy nie widzisz czy sie nie zrobiło czerwone - i jak
      zrobi się miejsce to czy możesz jechać. Taaa, właśnie w ten sposób jedna pani
      we mnie wjechała...

      Pozdrawiam
      zielony_listek
      • maremarmar Re: skrzyzowanie 08.01.07, 10:49
        > I nie przejmuje się tymi co trąbia za Tobą, że nie wjeżdzasz na skrzyżowanie.

        Tak jak zielony_listek napisała - nie denerwuj się. Zamiast tego pokiwaj z
        politowaniem głową - "gdzie mu się tak spieszy?"
        Druga sprawa - nawet jeśli zdarzy Ci się wjechać na skrzyżowanie i je
        przyblokować (a czasem zdarza się to prawie każdemu) - to przecież żadna
        tragedia się nie stanie (no chyba że trafisz na wyjątkowo zdeterminowanego
        motorniczego ;-))). Najwyżej przez chwilę najesz się trochę wstydu.

        > Można też stanąć tuż przed skrzyzowaniem, ale za sygnalizatorem (na dużych
        > skrzyżowaniach). Tylko wtedy nie widzisz czy sie nie zrobiło czerwone - i jak
        > zrobi się miejsce to czy możesz jechać.

        Zgodnie z przepisami, możesz wtedy jechać - nawet jeśli za tobą zrobiło się już
        czerwone. Oczywiście pod warunkiem, że nie zajedziesz drogi tym co już mają zielone!
        • edgar22 Re: skrzyzowanie 08.01.07, 11:18
          maremarmar napisał:

          Zgodnie z przepisami, możesz wtedy jechać - nawet jeśli za tobą zrobiło się już czerwone. Oczywiście pod warunkiem, że nie zajedziesz drogi tym co już mają zie lone!

          Czyżby? W końcu sygnalizator pozwala (lub nie) wjechać na skrzyżowanie.
          Jeżeli jeszcze nie wjechała i stoi przed skrzyżowaniem, to mając czerwone światło (nawet za sobą) nie może na nie wjechać. Może je tylko opuścić (ale trudno opuszczać skrzyżowanie przed wjechaniem na nie).

          Ale może się mylę - zacytuj ten przepis o którym mówisz.
          • maremarmar Re: skrzyzowanie 08.01.07, 11:24
            > Czyżby? W końcu sygnalizator pozwala (lub nie) wjechać na skrzyżowanie.
            > Jeżeli jeszcze nie wjechała i stoi przed skrzyżowaniem, to mając czerwone
            > światło (nawet za sobą) nie może na nie wjechać. Może je tylko opuścić (ale
            > trudno opuszczać skrzyżowanie przed wjechaniem na nie).
            > Ale może się mylę - zacytuj ten przepis o którym mówisz.

            Kodeks drogowy, rozdział 5, paragraf 95.1, punkt 3: "sygnał czerwony - zakaz
            wjazdu za sygnalizator".
            Nie ma tu nic o skrzyżowaniu.
            • edgar22 Re: skrzyzowanie 08.01.07, 11:50
              Niby racja, ale jest tam (dokładnie chodzi o rozporzędzenie o znakach i sygnałach drogowych) też punkt 95.2:
              "Sygnał zielony nie zezwala na wjazd za sygnalizator, jeżeli [...] ze wzgledu na warunki ruchu na skrzyżowaniu lub za nim opuszczenie skrzyżowania nie byłoby
              możliwe przed zakonczeniem nadawania sygnału zielonego."
              Czyli zatrzymanie się za sygnalizatorem a drogą poprzeczną może już podpadać pod blokowanie skrzyżowania, o czym mowa w zacytowanym przeze mnie fragmencie.
              Jeżeli znajdę się jednak w takiej sytuacji - już za synalizatorem, ale jeszcze nie na skrzyżowaniu - to jednak zachowuję się tak, jakbym stał przed sygnalizatorem i ruszam dopiero mając zielone za plecami.
              • maremarmar Re: skrzyzowanie 08.01.07, 12:06
                > "Sygnał zielony nie zezwala na wjazd za sygnalizator, jeżeli [...] ze wzgledu
                > na warunki ruchu na skrzyżowaniu lub za nim opuszczenie skrzyżowania nie
                > byłoby możliwe przed zakonczeniem nadawania sygnału zielonego."

                Czyli (stosując dosłownie) nie mogę wjechać na to "pośrednie" miejsce za
                sygnalizatorem a przed skrzyżowaniem - nawet jeśli nie blokowałbym nikomu
                miejsca (ani pieszym ani samochodom na skrzyżowaniu). Zapewne ustawodawca chciał
                zapobiec temu, żebym nie widział sygnalizatora. Faktycznie, z tego niuansu sobie
                nie zdawałem sprawy (a często tak robię).
                W praktyce, w warszawskich warunkach (gdy każdy metr jest na wagę złota ;-) jest
                to martwy przepis.

                > Jeżeli znajdę się jednak w takiej sytuacji - już za synalizatorem, ale jeszcze
                > nie na skrzyżowaniu - to jednak zachowuję się tak, jakbym stał przed
                > sygnalizatorem i ruszam dopiero mając zielone za plecami.

                Znowu, stosując przepis dosłownie, uważam że można przejechać (bo już wjechałem
                ZA sygnalizator). Faktem jest, że może być to niebezpieczny manewr, jeśli np.
                samochodom z poprzecznej właśnie zapaliło się zielone i ruszają w tym samym
                momencie, w którym postanowiłem "przeskoczyć".
                Osobiście, jeśli widzę że nic nie jedzie, to przejeżdżam.
              • Gość: Kokeeno Re: skrzyzowanie IP: *.crowley.pl 08.01.07, 18:06
                Blablabla.

                Sytuacja z życia: stoję (jako pierwszy) przed sygnalizatorem na lewym pasie
                drogi z pierwszeństwem przejazdu (chcę skręcić w lewo, skrzyżowanie nie jest
                bezkolizyjne). Po lewej mam jeszcze szyny tramwajowe. Przejeżdżam ZA
                sygnalizator, sprawdzam, czy aby nie zajadę drogi żadnemu tramwajowi, wjeżdżam
                na szyny i czekam, aż minie fala aut z naprzeciwka. Czekam, czekam, czekam (to
                ruchliwa droga). Być może mam za sobą czerwone światło (ale za sygnalizator już
                przejechałem), jeszcze trochę czekam, jak znajdę lukę, to próbuję się
                przedostać. W ciągu roku tylko raz zdarzyło się, że obdzwonił mnie kierowca
                następnego tramwaju, który zdążył dojechać na skrzyżowanie. Cóż, trudno.

                Innej możliwości szybkiego skrętu w tym miejscu nie ma.

                P.S.
                Zgodnie z przepisem, który zakazuje wjazdu na skrzyżowanie, kierowcy stojący
                przed sygnalizatorem najpierw muszą umożliwić zjazd pojazdów, które już się na
                tym skrzyżowaniu znajdują (czyt. nie pchać się, bo korek będzie większy).
    • bardzozlymisio Re: skrzyzowanie 08.01.07, 20:12
      rozwiaznie jest banalnie proste, a mianowicie slyszac trabienie spokojnie
      wysiadasz z auta, podchodzisz do trabiacego seksownie kolyszac biodrami,
      rozbijasz mu szybe, najlepiej przednia i wydzierasz pana(pania) przez wybita
      szybe, nastepnie energicznie walisz go z dyni dwa razy (lub raz w zaleznosci od
      jego reakcji) puszczasz nieruchome cialo, odwracasz sie i spokojnie wsiadasz do
      swojego auta. odjezdzasz dostojnie spluwajac na asfalt przez otwarte okno w
      kierunku truchla przeciwnika.

      ale mam tez drugie, jesli jestes przekonana ze nie przejedziesz przez
      skrzyzowanie i tylko go zatarasujesz - spokojnie siedzisz w autku, poprawiasz
      wlosy patrzac w lusterko i myslisz: trabisz, trabisz a ja i tak jestem przed
      toba :)
      • alicja255 Re: skrzyzowanie 08.01.07, 22:05
        kochani dziekuje Wam bardzo za wszystkie cenne uwagi. Bałam sie gradu dziwnych
        tekstów pod swoim adresem. Ostatnie rozwiązanie mojego problemu najbardziej mi
        sie podoba:)) to jakis w sumie pomysł na rozładowanie korkow w Warszawie.
        Mysle, ze po takiej akcji jednego trąbiącego mniej by było:) pozdrawiam!!!:)
Pełna wersja