jaro_ss
07.03.07, 10:00
Przy okazji ostatniej mojej dłuższej trasy - jakoś tak sie złożyło, że chyba
ze cztery samochody zajechały mi drogę przy wyprzedzaniu. Daję kierunkowskaz,
zmieniam pas, a tu ktoś przedemna się nagle budzi i też chce wyprzedzać....
oczywiście przedtem jechał sobie spokojnie i nic nie wskazywało na to, że nie
ma zamiaru jedhać sobie swoim tempem.
Nagle wysyp takich zachować :o)
Poniewaz raz to już się skonczyło porysowaniem mojego wozu i mandatem dla
delikwenta (+ wizyta w warsztacie, zabawy z OC itp) to teraz ostrożnie tesuję
zachowania każdego wyprzedzanego gościa....
Kiedyś tak dla checy zamiast hamować aby uniknąć zderzenia,
wyprzedziłem "obudzonego" rajdowca przeciwległym poboczem (w sumie na
trzeciego), co się raczej nie chwali, ale formalnie byłem przez niego
zepchnięty z drogi....
Podobnie przy skręcie w lewo: jeśli samochód nie sygnalizuje, a znaki na
jezdni na to pozwalają, albo włączył kierunkowskaz, kiedy ja juz rozpocząłem
manewr wyprzedzania, to wyprzedzam, jeśli sygnalizuje odpowiednio, to albo z
prawej strony, albo się zatrzymuje i czekam....
Aczkolwiek zawsze to jakoś tak dziwnie... dużo zależy od wyczucia tego, co
ten przedemną zamierza, sam sygnalizuję skręt w lewo duużo duużo wcześniej,
staram się nie mieć za soba nikogo w bliskiej odległości, albo zwalniać tak,
aby miał czas na reakcję...
Wiele razy zrezygnowałem ze skrętu w lewo, kiedy musiałbym go wykonac za
szybko do ewentualnej reakcji innych kierowców. Lepiej być opieprzonym przez
żone jako gapa niż mieć stuczkę i znowu te atrakce, OC, warsztat
ubezpieczyciel, grożenie mu adwokatem itp.....