Dodaj do ulubionych

samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uzywaci

IP: 89.174.100.* 04.05.07, 19:13
czesto widze na drodze male dzieci bez fotelikow. najczesciej stojace z tylu i
wygladajace miedzy przednimi fotelami. jezdzac nawet 2 km zawsze montuje
fotelik dla swojej pociechy. czemu inni nie stosuja fotelikow? chodzi o
pieniadze? o czas? czy moze o brak swiadomosci co grozi dzieciom? wam sie
zdarza wozic dzieci ( swoje, cudze)bez fotlika? czemu?
Obserwuj wątek
        • iberia.pl Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 04.05.07, 19:30
          Gość portalu: maj napisał(a):

          > a co wedlug ciebie iberia najbardziej by trafilo do tych ludzi?

          tylko i wylacznie filmy z tragedii....co sie dzieje z dzieckiem w momencie
          naglego hamowania i/lub wypadku....pytanie na jak dlugo to poskutkuje...

          szkoda, ze : www.klubpancernika.pl/ nie odnosi skutku....
            • iberia.pl Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 04.05.07, 19:56
              to pytanie czemu rodzic dziecka nie zapial a po drugie dlaczego pozwala na to
              zeby dziecko nie mialo pasa zapietego cz samo je w trakcie jazdy odpinalo.
              Mozna dziecko nauczyc, ze auto nie pojedzie dopoki wszyscy pasow nie zapna,
              potem bedzie to robilo z automatu jak akzdy rozsadny kierowca.

              Moze jakims polsrodkiem jest np. to zeby sprzedawcy nowych aut od razu
              sugerowali nabywcom zakup fotelikow-w przypadku gdy kupujacy ma dzieci lub o
              nich wspomina...- albo zeby do nowego auta wraz z instrukcja byla plakietka czy
              broszura o pancerniku? Oczywiscie to nie uzdrowi obecnej sytuacji ale zawsze to
              jakis krok naprzod.
              Niestety nasz narod jest oporny na stosowanie sie do przepisow i wlaczenie
              myslenia.
          • Gość: zrob_se_dobrze Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.c29.msk.pl 06.05.07, 18:14
            iberia.pl napisała:

            > Gość portalu: maj napisał(a):
            >
            > > a co wedlug ciebie iberia najbardziej by trafilo do tych ludzi?
            >
            > tylko i wylacznie filmy z tragedii....co sie dzieje z dzieckiem w momencie
            > naglego hamowania i/lub wypadku...

            albo posadzic na fotelu pasazera bez pasow ,jechac 10km/h i mocna depnac na
            hamulec - mozna najpierw ostrzec ze bedzie sie hamowac (i tak to nic nie pomoze)
            jak przyrznie glowa w deske lub conajmniej spadnie z fotela (kto nie wierzy
            niech sam sprawdzi) to moze sobie uzmyslowi co moze czekac dziecko
            • a_weasley Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 11.05.07, 00:04
              Gość portalu: zrob_se_dobrze napisał(a):

              > albo posadzic na fotelu pasazera bez pasow ,jechac 10km/h i mocna depnac na
              > hamulec - mozna najpierw ostrzec ze bedzie sie hamowac (i tak to nic nie pomoze
              > )
              > jak przyrznie glowa w deske lub conajmniej spadnie z fotela (kto nie wierzy
              > niech sam sprawdzi) to moze sobie uzmyslowi co moze czekac dziecko

              Ciekawe, nie powiem.
              TYlko jest problem z jednym ciekawym zjawiskiem, jakim są autobusy miejskie.
              Nie mają pasów, hamują z prędkości większych niż 10 km/h, krzesełkowe siedzenia
              nie chronią przed spadnięciem tak jak głębokie fotele współczesnych osobówek...
              i jakoś nie widać tych pasażerów masowo lecących na glebę.
              • Gość: zrob_se_dobrze Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.c29.msk.pl 11.05.07, 03:40
                a_weasley napisał:

                > TYlko jest problem z jednym ciekawym zjawiskiem, jakim są autobusy miejskie.
                > Nie mają pasów, hamują z prędkości większych niż 10 km/h, krzesełkowe siedzenia
                > nie chronią przed spadnięciem tak jak głębokie fotele współczesnych osobówek...
                > i jakoś nie widać tych pasażerów masowo lecących na glebę.

                po pierwsze pisalem o mocnym depnieciu na hamulec - poza tym kto nigdy nie mial
                problemu z utrzymaniem sie za "rurke" przy naglym ( wcale nie na chama)
                hamowaniu, pewnie nigdy autobusem nie jechal
                po drugie opoznienie/przeciazenie ( a co za tym "siad na du... na podlodze)
                nijak nie zalezy od szybkosci a tylko od sily hamujacej
                a wlasnie podobnie jak Ty mysla pewnie ci co nie zdaja sobie z tego sprawy i
                dlatego nie zapinaja psow
                  • Gość: NX Re: a_weasley - widać, że nigdy nie byłeś w autob IP: *.chello.pl 12.05.07, 11:39
                    Kiedyś uczestniczyłem w bardzo gwałtownym hamowaniu w tramwaju (zderzyliśmy się
                    z drugim, stojącym). Osoby siedzące na fotelach gwałtownie rzuciło, ale nikt
                    nie spadł, ani nie zgłosił później że odniósł obrażenia. Jednak wszystkie osoby
                    stojące dosłownie "poleciały" do przodu. Najbardziej robiący wrażenie był
                    przypadek chłopaka który był oparty na tyle tramwaju, a znalazł się na samym
                    przodzie. Tutaj skończyło się już obrażeniami. W mojej opinii jest to przykład,
                    że zapięte pasy mogą znacząco zmniejszyć ewentualne obrażenia wypadkowe.

                    Na drugim biegunie jest niestety fakt, że w niektórych sytuacjach (rzadszych)
                    mogą przyczynić się do śmierci. Mój sąsiad uczestniczył wypadku samochodowym.
                    Drugi pojazd zapalił się. Udało mu się wyciągnąć jedno osobę, drugiej zaciął
                    się pas i nie udało się go odblokować. Osoba zginęła.

                    Oceniając znane mi sytuacje uważam, że pasy należy zapinać, ponieważ w
                    nieszcześliwych wypadkach zwiększają nasze (i dzieci) szanse na wyjście bez
                    obrażeń lub ich zmniejszenie.

                    NX
                    • a_weasley Fizyka, proszę Państwa, fizyka! 12.05.07, 17:45
                      Gość portalu: NX napisał(a):

                      > Osoby siedzące na fotelach gwałtownie rzuciło, ale nikt
                      > nie spadł, ani nie zgłosił później że odniósł obrażenia.

                      I to jest w tej historii element istotny z punktu widzenia dyskusji o pasach.
                      Powód, dla którego tak się to skończyło, jest jasny - nie najechaliście na
                      przeszkodę nieruchomą nieodkształcalną, tylko na inny tramwaj, trochę go
                      zgnietliście, trochę przesunęliście i tym sposobem działały na Was
                      przyspieszenia jak przy gwałtownym hamowaniu.
                      Bo fakt, że

                      > wszystkie osoby stojące dosłownie "poleciały" do przodu.
                      > Najbardziej robiący wrażenie był przypadek chłopaka który był oparty
                      > na tyle tramwaju, a znalazł się na samym przodzie.

                      nijak się nie ma do tezy

                      > że zapięte pasy mogą znacząco zmniejszyć ewentualne obrażenia wypadkowe.

                      zważywszy, że w konkretnym przypadku nie przypiętym siedzącym nic się nie stało.
                      Jeśli miałoby to o czymkolwiek świadczyć, to najwyżej można mówić o argumencie
                      za likwidacją miejsc stojących w autobusach i tramwajach (ciekawe, kiedy pojawi
                      się taka propozycja).

                      > Oceniając znane mi sytuacje uważam, że pasy należy zapinać, ponieważ w
                      > nieszcześliwych wypadkach zwiększają nasze (i dzieci) szanse na wyjście bez
                      > obrażeń lub ich zmniejszenie.

                      Znam sytuacje, gdzie pasy ewidentnie pomogły, tego nie neguję.
                      Znam również takie, gdzie pasy ewidentnie zaszkodziły, na co i Ty dałeś przykład.
                      Pomiędzy nimi jest mnóstwo takich, gdzie pasy nie pomogły ani nie zaszkodziły.
                      Gdyby brak pasów ZAWSZE poważnie szkodził, w czasach przedpasowych w ogóle nie
                      byłoby czegoś takiego jak kolizja bez ofiar. Gdyby pasy ZAWSZE pomagały, nie
                      ginęliby ludzie w pasach.
                      Przy centralnym (podkreślam, centralnym, a w każdym razie takim laboratoryjnym,
                      uderzenie i koniec wypadku) uderzeniu w przeszkodę nieruchomą nieodkształcalną z
                      prędkością 100 km/h pasy nie pomagają ani nie szkodzą. I tak nie żyjesz.
                      Przy takim samym uderzeniu z prędkością 20 km/h pasy nie pomagają ani nie
                      szkodzą. I tak nic ci nie jest.
                      Gdzieś po drodze są przypadki, w których pasy pomagają. Przypadków takiego
                      uderzenia, gdzie pasy by szkodziły, oczywiście nie ma (chyba że wóz się zapali).
                      Poza tym uderzenie w przeszkodę nieruchomą to jest mniejszość wypadków.
                      Większość polega na zderzeniach pojazdów, gdzie wypadek trwa znacznie dłużej -
                      licząc do całkowitego zatrzymania pojazdu - a co za tym idzie, przyspieszenia są
                      znacznie mniejsze.
                      Poza tym zaś pasy pomagają, kiedy siła działa na zapiętego w pionie lub do
                      przodu pojazdu.
                      Tak na przykład przy najechaniu to, czy ludzie w pojeździe najeżdżanym mieli
                      pasy czy nie, nie ma istotnego znaczenia - i tak pchało ich w fotel, a nie od
                      fotela (a pojazd najeżdżający traci nie całą, a połowę prędkości (oczywiście
                      przy równej masie i najechaniu na pojazd stojący), i to na przestrzeni kilku
                      metrów, a nie pół metra). Toż samo przy uderzeniu z boku - w każdym razie
                      odnośnie tych, co siedzieli po stronie uderzanej.
              • edgar22 Zrobiłem takie doświadczenie 11.05.07, 15:03
                > To zrób to doświadczenie. Nic się nie stanie.
                > Przy samym hamowaniu, dziecku siedzącemu z tyłu nic się absolutnie nie stanie.

                Zrobiłem takie doświadczenie kiedyś, gdy mi się kilkuletni brzdąc odpiął z tyłu.
                Żeby mi okazać, że nie trzeba zapinać. Owszem, nic mu się nie stało (bo i nie
                miało), ale z fotelika wyleciał i rozpłaszczył się na oparciu przedniego fotela.
                Pusta osiedlowa droga, jechałem jakieś 20, może 30 km/h.
                Od tej pory wie, po co są pasy. :)
                • Gość: klak noe wlasnie IP: *.ipartners.pl 13.05.07, 22:48
                  tez tak zrobilem z moim, i zaluje - bo wczesniej jako tako pasy zapinal, a
                  teraz nie chce i co chwila mowi: "Tatusiu, pojedzmy Nubira i zrob mi tak abym
                  polecial" - dzieci lubia takie zabawy. I co teraz?
                  A klub pancernika jest denny - plakat z pancernikiem zapinajacym pasy - to
                  pomylka - zle narysowany - raczej wyglada jakby dawal koperte z lapowka,
                  dopiero po przeanalizowaniu kontekstu domyslilem sie o co chodzi.
                  Podobnie inny plakat - tata i mama i dzieci. Tata wyglada na tak gleboko
                  nieszczesliwego ze zniecheca do zapinania pasow - w tle jest podprogowa
                  informacja: "jak zapniesz pasy dziecku tez bedziesz taki smutny"
                • Gość: andrzej9927 Re: Zrobiłem takie doświadczenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.07, 23:19
                  Mam również to samo doświadczenie za sobą. Żadne opowieści, że przy prędkości 20
                  to nic a przy stówie to i tak nie pomoże nie mają sensu. Miedzy 20 a 100 jest
                  duża różnica. Ot choćby moja doświadczalnie w sposób kontrolowany sprawdzona
                  trzydziestka na godzinę. Przecież bagaż też się mocuje żeby nie latał po
                  samochodzie, samolocie itd. Moje dzieci brały niestety udział w zderzeniu z
                  samochodem jadącym przed nimi, który zatrzymał się znienacka. Kierowca nie
                  zauważył w porę i uderzył z prędkością ok 40.. 45.... Tak twierdził. Dokładnie
                  nie wiadomo. Po uderzeniu dzieci miały pręgi od pasów, obolałe żebra i brzuchy.
                  Gdyby nie były zapięte, wypadłyby prawdopodobnie przez przednią szybę, albo
                  rozbiły się o przednie fotele. Kiedy przyjechałem na miejsce wypadku, policjant
                  nakazał oględziny przez lekarza. Na szczęście okazało się ,że to nic groźnego.
                  Samochód jednak poszedł do głębokiego remontu. Uderzony w tył maluch, na złom.To
                  było szczęśliwe zakończenie bardzo niebezpiecznego wydarzenia. Jestem absolutnie
                  pewien, że to właśnie pasy uratowały dwójkę moich dzieci.
                  • crannmer Przyklady aktualnych danych 11.05.07, 15:59
                    tiges_wiz napisał:

                    > 1g to droga hamowania 38 m

                    39,33 m, jesli mamy byc dokladni :-)
                    38 m z 100 km/h to 10,15 m/s2 czyli 1,035 g.
                    1,1 g to 35,75 m.

                    > tylko lepsze auta ja przekraczaja i to niewiele
                    > (nie mowie i F1, ze skrzydlami dajacymi 5g)

                    Przegladam regularnie wyniki pomiarow w Auto Motor und Sport i wartosci ponizej
                    40 m sa typowe, a wartosci ponizej 39 m czeste. Kilka przykladow samochodow bez
                    skrzydel i formuly 1 z aktualnych numerow:

                    Kia Ceed 38 m
                    Ford Focus 2.0 TDCI Coupe-Cabrio 38 m
                    Volvo C30 38 m
                    Passat Variant 1,9 TDi 38..39 m
                    C-Klasse 220 CDI 38 m
                    BMW 320d 37 m
                    Peugeot 207RC 37 m
                    Mini Cooper S 37 m

                    Dla porownania:
                    Porsche 911 Carrera 4S 36 m
                    Audi R8 4.2 FSI 34 m :-)

                    Aczkolwiek dla rozwazanego zjawiska wartosc opoznienia hamowania nie jest
                    decydujaca. Decydujaca jest predkosc uderzenia denata o wnetrze samochodu.

                    MfG

                    C.

                    Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                    • a_weasley Przyklad demagogii 12.05.07, 21:39
                      crannmer napisał:

                      > Aczkolwiek dla rozwazanego zjawiska wartosc opoznienia hamowania nie jest
                      > decydujaca. Decydujaca jest predkosc uderzenia denata o wnetrze samochodu.

                      Jakiego denata?
                      1 g to jest opóźnienie takie samo jak przy spadaniu swobodnym. Czyli jeżeli
                      niczego się nie trzymasz, nie zapierasz itp., po prostu lecisz, trafiasz w
                      przeszkodę z taką prędkością, jakbyś spadał swobodnie z takiej samej odległości.
                      A to jest odległość od paru centymetrów (nogi za oparciem) do w najgorszym razie
                      metra.

                      >
                      > MfG
                      >
                      > C.
                      >
                      > Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                  • crannmer Jeszcze kilka danych zwyklych samochodow 12.05.07, 15:13
                    tiges_wiz napisał:

                    > 1g to droga hamowania 38 m
                    > tylko lepsze auta ja przekraczaja i to niewiele (nie mowie i F1, ze skrzydlami
                    > dajacymi 5g), ale wiekszosc sie miesci w 44m

                    VW Touran 1,9 TDi 38 m
                    Opel Zafira 1,9 CDTI 37 m
                    Opel Combo 1,7 CDTI 39 m
                    Renault Scenic 1,6 16V 39 m

                    Zrodlo: ADAC-Motorwelt 5/2007, str. 34

                    MfG

                    C.

                    Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                • a_weasley Bezkrytycznie podchodzisz do danych 12.05.07, 21:44
                  crannmer napisał:

                  > Gość portalu: mnietek napisał(a):

                  > > Co innego wypadek. Bo przy hamowaniu, nawet z najlepszymi hamulacami
                  > > przyspieszenie jest rzędu 0.6g (czyli nic specjalnego), przy wypadku zaś
                  > jest
                  > > rzędu 20g
          • Gość: alz777 filmy mogą nic nie dać IP: *.eranet.pl 13.05.07, 12:38
            mój bliski znajomy - doktrynalny wróg pasów i fotelików - wozi swojego synka
            oczywiscie bez fotelika. Kiedyś gwałtownie hamował i mały przeleciał miedzy
            fotelami własnie i walna głową w deske rozdzielczą - na szczęscie nabił sobie
            tylko strasznego guza, ale jego tata nie zaczął wozic go w foteliku, tylko
            opowiada bzdury o opatrzności, ktróra go chroni.
            • czarny.kot997 Re: filmy mogą nic nie dać 13.05.07, 13:58
              i takich pozal sie boze "rodzicow" trzeba do wiezienia wsadzac. Sam nie chce
              zapinac pasow, ok jego sprawa dopoki siedzi z przodu, ale dziecko nie jest jego
              wlasnoscia i nie ma prawa niepotrzebnie narazac go na niebezpieczenstwo
              • a_weasley Re: filmy mogą nic nie dać 13.05.07, 22:27
                czarny.kot997 napisała:

                > i takich pozal sie boze "rodzicow" trzeba do wiezienia wsadzac.

                A także takich, co pozwalają dziecku chodzić po drzewach.

                > dziecko nie jest jego wlasnoscia

                Słusznie. Wszystkie dzieci są nasze i nie będzie byle kto decydował, co jego
                dziecko ma robić.
    • Gość: niki_lopez Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.07, 21:10
      a ja widziałem dzisiaj piękną sytuację. dwóch kilkuletnich chłopców wsiadało do
      samochodu, usiedli grzecznie w fotelikach i sami zapięli pasy, ich matka
      oczywiście też...
      chwilę później do samochodu wsiadał "wysoki" urzędnik gminy i nie zapiął pasów
      i nie zapalił świateł...
      może to dzieci powinny uczyć dorosłych( tzn. powinno uczyć się dzieci od
      przedszkola zapinać pasy oraz żeby upominały rodziców. nawet najbardziej oporny
      będzie miał dość "upierdliwego" dziecka i dla świętego spokoju zapnie pasy- bo
      na jego zdrowy rozsądek nie ma co liczyć.
      • klip-klap Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 11.05.07, 14:35
        > a ja widziałem dzisiaj piękną sytuację. dwóch kilkuletnich chłopców wsiadało do
        >
        > samochodu, usiedli grzecznie w fotelikach i sami zapięli pasy, ich matka
        > oczywiście też...

        Tak, pieknie wytresowani obywatele.

        > może to dzieci powinny uczyć dorosłych( tzn. powinno uczyć się dzieci od
        > przedszkola zapinać pasy oraz żeby upominały rodziców. nawet najbardziej oporny
        >
        > będzie miał dość "upierdliwego" dziecka i dla świętego spokoju zapnie pasy- bo
        > na jego zdrowy rozsądek nie ma co liczyć.

        A jak nie, to doniosa na policje. Takie miluskie pawki morozowy.
        Tylko nie pomyslales, ze po pierwsze zapinanie pasow ogranicza wolnosc i
        powoduje zludne poczucie bezpieczenstwa i nadmierne ryzykowanie na drodze.
        • Gość: doomiie Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.icpnet.pl 11.05.07, 19:38
          > A jak nie, to doniosa na policje. Takie miluskie pawki morozowy.
          Nie 'doniosą'. Donosić to sobie możesz, żeby zrobić komuś krzywdę, niesłusznie.
          Ale powiedz, jak Tobie ktoś coś ukradnie, to też nie zgłaszasz na policję?

          > Tylko nie pomyslales, ze po pierwsze zapinanie pasow ogranicza wolnosc
          W tej konwencji zapinanie rozporka też ogranicza wolność. Jeżeli czujesz, że
          zapinanie pasów ogranicza Twoją wolność - załóż partię, wystartuj do sejmu,
          zdobądź większość i załatw sprawę. Dopóki nie policzysz głosów - nie wypowiadaj
          się za innych.

          > powoduje zludne poczucie bezpieczenstwa i nadmierne ryzykowanie na drodze.
          U mnie zapięcie pasów nie powoduje złudnego - ani żadnego - poczucia
          bezpieczeństwa. Jeżeli u Ciebie powoduje, to widocznie masz nieciekawą
          konstrukcję psychiczną; nie przenoś jej jednak na ogół społeczeństwa, proszę

          (Odchodząc na moment od merytoryki, ogólnie odniosłem wrażenie, że jesteś
          niedojrzałym anarchistą - ale może to tylko wrażenie? :) )
          Pozdrawiam
          Doom_
          • klip-klap pasyyy 13.05.07, 16:09
            > Nie 'doniosą'. Donosić to sobie możesz, żeby zrobić komuś krzywdę, niesłusznie.
            > Ale powiedz, jak Tobie ktoś coś ukradnie, to też nie zgłaszasz na policję?

            Co to ma wspolnego z donoszeniem dzieci na rodzicow ?

            > W tej konwencji zapinanie rozporka też ogranicza wolność.

            Zapinania rozporka nie nakazuje ustawa.

            Jeżeli czujesz, że
            > zapinanie pasów ogranicza Twoją wolność - załóż partię, wystartuj do sejmu,
            > zdobądź większość i załatw sprawę.

            Takia partia juz jest.

            Dopóki nie policzysz głosów - nie wypowiadaj
            > się za innych.

            Gdzie sie wypowiedzialem za innych - prosze cytat.

            Jeżeli u Ciebie powoduje, to widocznie masz nieciekawą
            > konstrukcję psychiczną; nie przenoś jej jednak na ogół społeczeństwa, proszę

            To znaczy ja nie moge przenosic swoich odczuc, ale ty juz mozesz. Dlaczego ?

            > (Odchodząc na moment od merytoryki, ogólnie odniosłem wrażenie, że jesteś
            > niedojrzałym anarchistą - ale może to tylko wrażenie? :) )

            Czytajac twoja odpowiedz odnioslem wrazenie, ze zrobisz wszystko, co kaze
            wladza. Czyzbys byl hitlerowcem wykonujacym rozkazy ?

            Podsumowujac: nie widze zadnego powdu bym mial zapinac pasy, bo nie zapinajac
            szkodze lub pomagam tylko sobie. Dorosly czlowiek decyduje za siebie, krowa musi
            miec lancuch.

            pozdrawiam
            klip
    • edgar22 Też mnie to dziwi. Ale jeszcze bardziej dziwi mnie 04.05.07, 21:10
      obrazek widziany dzisiaj: piękny duży samochód, z tyłu trójka dzieci - wszystkie
      w fotelikach. Ale co z tego, jak żadne z nich nie jest przypięte. Po co wtedy te
      foteliki?
      Zastanawialiśmy sie potem z żoną, co się musi im przytrafić, żeby zrozumieli
      (rodzice), po co są pasy w fotelikach. Oby skończyło się tylko na
      gwałtowniejszym hamowaniu...

      > wam sie zdarza wozic dzieci ( swoje, cudze)bez fotelika?

      Prawie nigdy. Unikam tego jak mogę, choć zdarzały się sytuacje awaryjne (jakieś
      "dodatkowe" dziecko z lub do przedszkola), ale wewnątrz osiedla na bardzo
      krótkim i stosunkowo bezpiecznym odcinku. Oczywiście przypięte, nie luzem jak
      worek kartofli.
      • Gość: melmak ale z drugiej strony :)))))))))))))) IP: *.chello.pl 05.05.07, 16:10
        broń boże nie neguję fotelików i sam zawsze wożę swoją córeczkę w foteliku, ale
        z drugiej strony:

        zapewne każdy z piszących tutaj (o ile ma więcej niż 20 lat) nigdy w żadnym
        foteliku nie jeździł, na rowerkach też bez kasków pomykaliśmy, na pierwszych
        deskorolkach oczywiście bez żadnych ochraniaczy, po skończonym meczu w piłę
        piliśmy oranżadę z tej samej (bynajmniej nie aseptycznej) butelki, a w zimę
        godzinami lepiliśmy bałwana a nasze Mamy dawały sobie z wirusami radę za pomocą
        cebuli i malinowego soku, bez żadnych actimelów czy innych sanostoli

        i żyjemy :)))) co najwyżej ktoś sobie guza nabił czy kolano obtarł...
        • Gość: akodo no tak ale żyjemy w innych czasach IP: *.chello.pl 05.05.07, 16:44
          samochodów nawet nie wiem ile razy jest więcej niż kiedyś, zmieniła się kultura
          jazdy bo kiedyś na samochód mógł sobie pozwolić stateczny ułożony dorosły
          człowiek a dziś praktycznie każdy. Co do chorób też dużo się zmieniło, weź pod
          uwagę chocby ilość obcokrajowców w Polsce dziś a kiedyś, przywlec chorobę
          samolotem nie jest trudno, za czasów mego dzieciństwa samolot to był luksus
          dostępny dla najbogatszych a dziś jest powszechny jak autokar.
          • kozak-na-koniu Re: no tak ale żyjemy w innych czasach 05.05.07, 18:43
            Pamiętacie w jakiej atmosferze wprowadzano w Polsce ustawowy obowiązek wożenia
            dzieci (nawet całkiem dużych) w fotelikach? Te przykłady z "innych"
            oraz "cywilizowanych" państw, to bicie w oczy statystykami wypadków i ich
            śmiertelnych ofiar - i co??? Dziś pozostały z tego tylko żałosne apele do
            świadomości a policja jak zwykle olewa całe PRD oraz przytłaczającą większość
            jego przepisów z osobna, koncentrując się wyłącznie na egzekwowaniu
            najprostszych, najbardziej spektakularnych, a także przynoszących największy
            zysk spraw...
          • a_weasley Re: no tak ale żyjemy w innych czasach 09.05.07, 18:07
            Zdarza mi się swoim autem wozić dzieci (cudze, bo własnych jeszcze nie mam).
            Fotelika oczywiście nie mam, zresztą nie miałbym go czym przypiąć.

            Gość portalu: akodo napisał(a):

            > samochodów nawet nie wiem ile razy jest więcej niż kiedyś,

            W porównaniu z moimi latami przedszkolnymi (wczesny Gierek) 8 razy więcej. Czyli
            natężenie ruchu na drogach wojewódzkich jest porównywalne z ówczesnym natężeniem
            ruchu na drogach krajowych.

            > zmieniła się kultura jazdy bo kiedyś na samochód mógł sobie pozwolić
            > stateczny ułożony dorosły człowiek a dziś praktycznie każdy.

            Aczkolwiek zmieniły się też warunki ruchu. Na każdym większym skrzyżowaniu
            (przynajmniej w wielkcih miastach) są światła, jest bardzo dużo (w porównaniu)
            dróg dwujezdniowych, skrzyżowań bezkolizyjnych itp., praktycznie znikły furmanki.
            Ograniczono prędkość w terenie niezabudowanym (wtedy nie było ograniczenia).
            Samochody, choć technicznie biorąc mogą jeździć szybciej, mają o wiele lepsze
            hamulce i układ kierowniczy.

            > Co do chorób też dużo się zmieniło, weź pod
            > uwagę chocby ilość obcokrajowców w Polsce dziś a kiedyś, przywlec chorobę
            > samolotem nie jest trudno, za czasów mego dzieciństwa samolot to był luksus
            > dostępny dla najbogatszych a dziś jest powszechny jak autokar.

            Z drugiej zaś strony poziom czystości ogólnej to jest dzień do nocy. Ówczesny
            Polak wprowadzony do współczesnego klopa na zapyziałej stacji benzynowej
            zastanawiałby się, czy nie powinien zdjąć butów, bo jeszcze nabrudzi.
            Z trzeciej jak się dziecko chowa od kolebki w sterylnej czystości, to potem
            trudno się dziwić, że mu wszystko szkodzi...
        • Gość: Kokeeno Re: ale z drugiej strony :)))))))))))))) IP: 80.54.202.* 05.05.07, 21:15
          Mieliśmy sporo szczęścia (inaczej byśmy tego tekstu nie czytali).

          Za starych dobrych czasów przynosiło się niewypał i majstrowało przy nim w otoczeniu kolegów (tak zginął znajomy z szóstej klasy podstawówki, jego kumpel i siostra, druga siostra została kaleką)...

          Natomiast posiadać wiedzę i jej nie wykorzystywać w celu uniknięcia (lub zminimalizowania skutków) zdarzenia, to zbrodnia...
        • klip-klap druga strona jest wazniejsza 11.05.07, 14:40
          Po prostu ludzie nie chca byc traktowani jak ludzie tylko jak krowy. Krowa nie
          mysli, krowa robi, co jej wladza kaze. Zapiac pasy - zapnie, zmienic zarowke na
          energooszczedna - zmieni, itd.
          Podejrzewam, ze producenci fotelikow musieli ladnych kilka walizek do sejmu
          zaniesc.
          • crannmer Re: a czasem trzecia 11.05.07, 16:08
            klip-klap napisał:

            > Po prostu ludzie nie chca byc traktowani jak ludzie tylko jak krowy. Krowa nie
            > mysli, krowa robi, co jej wladza kaze.

            Tak. A myslacy dzieciak na zlosc mamusi nie zalozy czapeczki i mu zmarzna uszki.
            Wot przyklad myslenia i wolnosci.

            Za niemadre dzieci musza myslec rodzice. Za durnych doroslych w pewnych
            wypadkach musi myslec panstwo. Coby dzieci tych durnych doroslych nie ponosily
            konsekwecji durnoty wlasnych rodzicow.

            MfG

            C.

            Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
            • klip-klap a wiec dziecko wlasnoscia panstwa 13.05.07, 16:13
              > Za niemadre dzieci musza myslec rodzice. Za durnych doroslych w pewnych
              > wypadkach musi myslec panstwo. Coby dzieci tych durnych doroslych nie ponosily
              > konsekwecji durnoty wlasnych rodzicow.
              >

              Chcesz powiedziec, ze posel (tylko spojrz na nich) czy inny urzednik wie lepiej
              co jest dobre dla takiego, a takiego dziecka? Lepiej od rodzicow ?
              To moze od razu upanstwowmy dzieci.


              • crannmer Re: a wiec dziecko wlasnoscia panstwa 13.05.07, 16:36
                klip-klap napisał:

                > Chcesz powiedziec, ze posel (tylko spojrz na nich) czy inny urzednik wie
                > lepiej
                > co jest dobre dla takiego, a takiego dziecka? Lepiej od rodzicow ?

                W raju i ideale rodzice winni wiedziec lepiej.

                Ale jaka jest rzeczywistosc i co wlasnym dzieciom czynia elementy z marginesu
                spolecznego, niestety widac codziennie. I widac, ze w takich wypadkach niestety
                jednak panstwo wie lepiej od takich marginesow, co jest dla dziecka dobre.

                Wiec mam szczera nadzieje, ze jak zaplacisz kilka razy porzadny mandat za
                niezabezpieczenie dziecka, to w koncu cos do lba trafi, marginesie spoleczny.

                MfG

                C.

                Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                • klip-klap a wiec dziecko wlasnoscia panstwa cz.2 13.05.07, 22:23
                  > W raju i ideale rodzice winni wiedziec lepiej.

                  Nie mowmy o raju, w rzeczywistosci urzednicy wiedza lepiej ? Przeciez to nonsens.

                  > Ale jaka jest rzeczywistosc i co wlasnym dzieciom czynia elementy z marginesu
                  > spolecznego, niestety widac codziennie. I widac, ze w takich wypadkach niestety
                  > jednak panstwo wie lepiej od takich marginesow, co jest dla dziecka dobre.

                  Piszesz bzdury z dwoch powodow.
                  Sam uzywasz nazwy "margines", bo to jest taka czesc rzeczywistosci. Wiec po
                  pierwsze, jest to czesc znikoma, po drugie urzednicy nic tu nie pomogli skoro
                  takie sprawy maja miejsce. W imie marginesu mamy odbierac dzieci wszystkim
                  rodzicom ?

                  > Wiec mam szczera nadzieje, ze jak zaplacisz kilka razy porzadny mandat za
                  > niezabezpieczenie dziecka, to w koncu cos do lba trafi, marginesie spoleczny.
                  >
                  > MfG

                  Rzeczywiscie jestem "marginesem", bo wole myslec, a nie zastepowac argumentow
                  obrazaniem i zlymi zyczeniami dla rozmowcy.
                  Wole tez pozostawiac decyzje rodzicom, czyli osobom, ktore sa dzieciom
                  najblizsze i najlepiej znaja ich potrzeby.
          • crannmer Nalezy sie uczyc na bledach innych 11.05.07, 19:18
            Gość portalu: Aneczka napisał(a):

            > Jasne, jezdzilismy maluchami, w ktorych o pasach z tylu, zaglowkach nikt nie
            > slyszal, nie mowiac juz o poduszkach powietrznym... I zyjemy.

            A ci, co nie przezyli, nie moga sie poskarzyc z tego prostego powodu, ze nie zyja.

            Ja mam w rodzinie przyklad osob, ktore nie przezyly albo zostaly ciezko ranne w
            wypadkach, z ktorych w pasach wychodzi sie co najwyzej z siniakami. Ale wtedy
            pasow nie bylo. Albo nikt nie zakladal.

            Trzeba probowac uczyc sie z bledow innych. Albowiem nie bedzie sie zyc
            wystarczajaco dlugo, aby moc samemu te bledy popelnic.

            MfG
            C.
            Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
        • Gość: ostroszyc Re: ale z drugiej strony :)))))))))))))) IP: *.215.219.81.static.kielce.msk.pl 12.05.07, 12:02
          > z drugiej strony:
          obawiam się że to nie całkiem tak - po prostu ci co NIE przeżyli nie piszą teraz
          na forum... z oczywistych względów. Znam dziewczynę co na deskorolce wybiła
          sobie 9(!) zębów z przodu o krawężnik, znam sporo rówieśników połamanych na
          rowerach/nartach/przy upadkach z różnych rzeczy, więc nie jest tak że dawniej
          życie dzieciaków było bezpieczne i bezkolizyjne...

          >
          > zapewne każdy z piszących tutaj (o ile ma więcej niż 20 lat) nigdy w żadnym
          > foteliku nie jeździł, na rowerkach też bez kasków pomykaliśmy, na pierwszych
          > deskorolkach oczywiście bez żadnych ochraniaczy, po skończonym meczu w piłę
          > piliśmy oranżadę z tej samej (bynajmniej nie aseptycznej) butelki, a w zimę
          > godzinami lepiliśmy bałwana a nasze Mamy dawały sobie z wirusami radę za pomocą
          >
          > cebuli i malinowego soku, bez żadnych actimelów czy innych sanostoli
          >
          > i żyjemy :)))) co najwyżej ktoś sobie guza nabił czy kolano obtarł...
    • Gość: Grodek Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.chello.pl 06.05.07, 00:28
      Nie wiem, nie rozumiem tego.
      Takich ludzi trzeba nazwać tak jak na to zasługują: tępakami, kretynami, itp.
      Najgorsze jest to, że tak przewożone dzieci za kilka lat (o ile dożyją) tak
      samo jak ich rodzice będą lekceważyć potrzebę zapinania pasów.
      Moja córeczka już ze szpitala była przewożona w foteliku - kołysce (nota bene
      pani pielęgniarka wypisująca żonę ze szpitala niemal naubliżała nam, mówiąć że
      pakując 3 dniowe niemowlę do nosidełka narażamy je na Bóg wie jakie
      zniekształcenia kręgosłupa). Od tamtej pory (ma teraz 4,5 roku) zawsze jeździ
      najpierw w mniejszym, teraz w większym foteliku w pasach i sama
      przypomina "niezdyscyplinowanym" pasażerom o ich zapinaniu. Nigdy nie mieliśmy
      problemów z niechęcią małej do jazdy w pasach i w foteliku (może dlatego, że
      ona innej formy podróży nie zna, nawet 300m do przedszkola). Ostatnio aż się
      uśmiałem gdy podczas sprzątania przeze mnie samochodu (wyłączony silnik, brak
      karty w gniazdku) Natalka zapytała czy może usiąść na prawym fotelu z przodu i
      pobawić się radiem. Powodem pytania była poduszka powietrzna. Okazało się że
      kiedyś słyszała jak prosiłem żonę by nie usadzała się zbyt blisko airbagu bo
      może jej zrobić krzywdę :-)
      • edgar22 Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 06.05.07, 09:45
        > pani pielęgniarka wypisująca żonę ze szpitala niemal naubliżała nam

        He he, ja również miałem przejścia z pielęgniarką wypisującą żonę ze szpitala.
        Nie mogła pojąć, po co takie maleństwo pakować do fotelika... Przecież "u mamusi
        na rękach najbezpieczniej".

        > Od tamtej pory (ma teraz 4,5 roku) zawsze jeździ
        > najpierw w mniejszym, teraz w większym foteliku w pasach i sama
        > przypomina "niezdyscyplinowanym" pasażerom o ich zapinaniu.

        Moje dzieci reagują, jeśli ruszę, a któreś z nich nie zostało przypięte.
        Zaraz rozlega się krzyk "Tatooo, tatoooo, jestem nieprzypięty !!!!" :))
      • Gość: lusiaaa Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.07, 22:36
        och jej! dziecko cudowne jak i rodzice. Pielegniarka pewnie z wieksza
        swiadomoscia na temat chrzastek a nie kosci u dziecka chciala dobrze. Bo na
        stronach porzadnych firm fotelikowych wyraznie jest napisane ze te kolyski to
        nadaja sie przewozenia ale max do 1,5h dziennie (z przerwami). Tak wiec drodzy
        panstwo u takich maluszkow jak zaraz po wyjsciu ze szpitala obledem jest
        pakowanie go w kolyske zwlaszcza na dlugi trasy. O zgrozo noszenie takich
        dzieci po supermarketach! Mam 2 dzieci i zaczynalismy od specjalnie
        przystosowanej do jazdy gondolki az do osiagniecia przez dzieci 8kg. Ryzyko
        wypadku jest nie wspolmierne do ryzyka uszkodzen kregoslupa. I tu znow dobrzy
        producenci pisza ze takie gondolki moze i mniej bezpieczne ale za to idealne na
        delikatny kregoslup. A swoja droga przemierzajac nie raz po 500km chcialabym
        zapytac jak wytlumaczyc dziecku ze ma przez 8-9h siedziec lub powrocic po
        przerwie na siusiu do fotelika??? Dorosly moze zmienic pozycje w fotelu a takie
        malenstwo??? Czasami ryzyko tak jak u moich "zapowietrzenia i zachlysniecia"
        jest duzo bardziej prawdopodobne i grozne niz 3-4min bez fotelika.... A
        niestety podrozowanie w naszym przypadku jest koniecznoscia....
        Reasumujac: nie ma idealnych rozwiazan czasami trzeba myslec i wazyc ryzyko/a i
        wybierac mniejsze...
        • edgar22 Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 11.05.07, 23:08
          > Tak wiec drodzy panstwo u takich maluszkow jak zaraz po wyjsciu ze szpitala
          > obledem jest pakowanie go w kolyske zwlaszcza na dlugi trasy.

          Mowa była o podróży ze szpitala do domu. Nie o długich trasach.

          > A swoja droga przemierzajac nie raz po 500km chcialabym
          > zapytac jak wytlumaczyc dziecku ze ma przez 8-9h siedziec lub powrocic po
          > przerwie na siusiu do fotelika???

          Dzieci przyzwyczajone od początku do jazdy w foteliku nie znają innego sposobu
          podróżowania. Jak mi się dziecko zaczyna nudzić i marudzić, zatrzymuję się i
          robię przerwę. A póki jadę, to nikt mi po samochodzie nie biega (w imię zabicia
          nudy).

          > Reasumujac: nie ma idealnych rozwiazan czasami trzeba myslec i wazyc
          > ryzyko/a i wybierac mniejsze...

          Z tym nie sposób się nie zgodzić, a że każdy inaczej szacuje te ryzyka, to i
          zachowania różne. :)
        • katarzyna4511 Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 12.05.07, 19:46
          Pielęgniarka, która uważa, że "na rękach mamusi bezpieczniej" nie ma pojęcia, co
          się dzieje z mięśniami człowieka w trakcie zderzenia i że matka nie jest w
          stanie utrzymać dziecka na rękach. Więc nie ufałabym takiej rekomendacji.
          Podróżujemy wiele, również z dziećmi, przemierzyliśmy wspólnie tysiące
          kilometrów. Dzieci w trakcie jazdy nie piją i nie jedzą, jeśli potrzeba - zawsze
          można zrobić przerwę, więc jakie "ryzyko zapowietrzenia i zachłyśnięcia"?
          Odrobina dobrej woli i nie trzeba ryzykować "3-4 min. bez fotelika". Pewnie, że
          nie ma idealnych rozwiązań, ale najlepiej jest wybierać te najbezpieczniejsze...
          • Gość: lusiaaa Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.07, 23:16
            zachlysnac sie mozna wlasna slina , a zapowietrzenie sie zdarza sie u
            niektorych dzieci z wielu powodow ( nie chce tu opisywac mozna zajrzec na tego
            typu forum dla rodzicow by zrozumiec jak wielki jest to czasami problem) nie
            zycze tego nikomu...
            a co do przyzwyczajen dzieci sa rozne, moje od malego sa zmuszone do dlugich
            podrozy wiec wszystko zalezy od dnia, humoru itd czasami siedzi 2h spokojnie a
            czasami po 15 min nie wytrzymuje tak jak i dorosli maja rozne dni ... a jakby
            robic co 15 min przystanek na trasie 500km to zycze powodzenia... w dotarciu na
            miejsce. Oczywiscie opisuje skrajne sytuacje, ale drazni mnie skrajne podejscie
            do zycia i idealizowanie wlasnych dzieci( ze ja to nigdy, moje dzieci to
            zawsze... ) troche realizmu. Wiadomo co jest zalecane i trzeba sie do tego
            stosowac z wiadomych przyczyn ale troche realizmu a mniej pozerstwa.... bo
            pewnie ci sami idealni rodzice nigdy nie przekraczaja dozwolonej predkosci (tez
            ze wzgledu na bezpieczenstwo...):-))))
            • Gość: se a mozesz jasniej, o co ci chodzi? IP: *.3.cust.bredband2.com 13.05.07, 11:01
              Gość portalu: lusiaaa napisał(a):
              ... a jakby
              > robic co 15 min przystanek na trasie 500km to zycze powodzenia... w dotarciu
              na
              >
              > miejsce. Oczywiscie opisuje skrajne sytuacje, ale drazni mnie skrajne
              podejscie
              >
              > do zycia i idealizowanie wlasnych dzieci( ze ja to nigdy, moje dzieci to
              > zawsze... ) troche realizmu.



              Rozumiem, ze jesli Twoje dzieci proitestuja w fotelikach, pozwalasz im (a
              jakze, wyjatkowo) podrozowac bez fotelika.
              Podobnie, jesli placza, bo chca sie pobawic ostrymi nozami czy kuchenka gazowa,
              na ktorej gotujesz wlasnei obiad, rowniez- wyjatkowo- pozwalasz im.
              W kwestii bezpieczenstwa dziecko nie ma NIC do gadania. NIGDY. O tym decyduje
              dorosly.
              Jesli dziecko nie jest w stanie wytrzymac w foteliku godziny-dwoch, w przypadku
              dalekich podrozy zmieniam srodek lokomocji na inny (np. na samolot, zeby podroz
              zamiast 30 godzin zajela poltora), podrozuje noca (liczac na to, ze dziecko
              bedzie spalo) lub rezygnuje z podrozy w ogole (przesuwam w czasie o kilka lat).
              Jesli protestuje i drze sie podczas kilkunastominutowej trasy (najczestsze
              podroze sa wlasnie takie- do sklepu, przedszkola, babci)- trudno, toleruje
              wrzask, ale nie ma takiej mozliwosci, zeby dziecko wymusilo jazde bez fotelika.
              Koniec dyskusji.
              • crannmer I tak ma byc 13.05.07, 11:23
                Gość portalu: se napisał(a):

                > W kwestii bezpieczenstwa dziecko nie ma NIC do gadania. NIGDY. O tym decyduje
                > dorosly.

                Tak trzymac.

                A do blond-mamus taki komentarz:
                Owszem, tak da sie. Przetrenowane w praktyce. Z poczatku trzeba przewalczyc.
                Pozniej jest lepiej.

                MfG

                C.

                Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
              • Gość: lusiaaa Re: a mozesz jasniej, o co ci chodzi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.07, 23:12
                pisze o podrozach 500 km a nie do sklepu..., inny srodek transportu? samolot?
                tylko szkoda ze na takich trasach nie lataja..., nie zawsze jest wybor i
                komfort by przesunac podroz o kilka lat... lub pociagiem podrozowac z 2
                dzieci...
                a tak dla scislosci moje dzieci sa partnerami a nie przedmiotami wiec DOROSLY
                traktuje dziecko nie jak przedmiot I o dziwo wystarczy porozmawiac wytlumaczyc
                i nie trzeba zakazywac zabawy z nozami czy kuchenka... co innego zakazywac
                dziecku cos czego DOROSLY czlowiek nie jest w stanie wytrzymac lub ma z tym
                trudnosci bo nie ma chyba takiej osoby ktora by swietnie czula sie po 4 h jazdy
                samochodem w waskim fotelu scisle zapieta pasami wiec dlaczego wymuszac to na
                dziecku (nie ma dyskusji z dzieckiem? :-) do czasu ... az podrosnie wtedy
                zaszaleje). A co do nocnych eskapad to nie wiem czy to tez nie ryzyko tylko
                innego rodzju tym razem zmeczenie i brak refleksu u kierowcy... ( no i wtedy
                oczywiscie tez rodzice nigdy nie dodaja gazu nawet jesli droga jest pusta...)

                • edgar22 Re: a mozesz jasniej, o co ci chodzi? 15.05.07, 07:47
                  Gość portalu: lusiaaa napisał(a):
                  > co innego zakazywac
                  > dziecku cos czego DOROSLY czlowiek nie jest w stanie wytrzymac lub ma z tym
                  > trudnosci bo nie ma chyba takiej osoby ktora by swietnie czula sie po 4 h jazdy

                  Chcesz powiedzieć, że też rozpinasz sobie pasy w czasie jazdy dla rozprostowania
                  kości? Jeśli tak, to rzeczywiście - trudno zmuszać dzieci do tego, do czego się
                  rodzice nie stosują.
                      • Gość: lusiaaa Re: lusiaaa, odpowiedz wprost IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.07, 14:25
                        nie, nie jade z luzno skaczaczym maluchem po samochodzie ot tak bo mu
                        niewygodnie ale gdy zaczyna mi sie zapowietrzac z placzu(czasami grozacymi
                        utrata przytomnosci), wypinam nie myslac o dalszych konsekwencjach jazdy bez
                        fotelika. Czasami jade az do momentu gdy moge sie zatrzymac w najblizszym
                        BEZPIECZNYM miejscu, niestety bywa roznie czasem to trwa kilkanascie sekund a
                        czasem 3-4 min jak pisalam na poczatku.... Dyskusja ta zaczela sie od tego ze
                        ktos pisze ze bezwzglednie trzeba dziecko trzymac w foteliku a ja na to
                        odpowiedzalam ze czasami trzeba troche rozsadku a nie slepo podazac
                        za ...odpowiedz wiec na bezposrednio zadane pytanie jest: TAK czasami zdarza
                        sie ale nie dla widzi mi sie dziecka lecz gdy jest inna wazna przyczyna...
                        czasami wystarczy minuta bez fotelika i nim maz znajdzie bezpieczne miejsce na
                        awaryjny postoj dziecko samo wraca do fotelika... SAMO życie an nie slepe
                        postepowanie... a glupie oodpowiedzi typo ze ktos sie nie miesci bo za duzy
                        pozostawiam bez komentarza: troche wyobrazni
                        • edgar22 Głupie odpowiedzi ?? 17.05.07, 15:04
                          Gość portalu: lusiaaa napisał(a):
                          > a glupie oodpowiedzi typo ze ktos sie nie miesci bo za duzy
                          > pozostawiam bez komentarza: troche wyobrazni

                          Zaproponowałaś mi wpięcie się w fotelik dziecięcy ("probowales sie wpiac w pasy
                          typu dzieciecego w foteliku samochodowym"). Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że
                          nie bo się nie zmieszczę.
                          Co w mojej odpowiedzi takiego głupiego było?
                        • Gość: se Re: lusiaaa, odpowiedz wprost IP: *.3.cust.bredband2.com 17.05.07, 15:22
                          Wyobraz sobie nastepujacy scenariusz: wypinasz w trakcie jazdy wrzeszczace
                          dziecko, w tym czasie szukasz miejsca do zatrzymania samochodu. Zaczynasz
                          hamowac, czego kierowca jadacy za toba z roznych wzgledow nie zauwazy. Wjezdza
                          ci w kufer, dziecko katapultuje sie przez przednia szybe. To bylo tylko 10
                          sekund, moze mniej.
                          Dzieci, ktore NIGDY nie sa wyciagane z fotelikow w trakcie jazdy nie odstawiaja
                          w samochodzie fochow, zeby wywalczyc odpiecie pasow. Jesli robisz takie
                          precedensy, wzrasta prawdopodobienstwo, ze dziecko bedzie je na tobie wymuszalo.
                          Ja wole dziecko wrzeszczace, niz martwe czy sparalizowane.
                          Oby twoje dziecko nie zaplacilo najwyzszej ceny za glupote i brak wyobrazni
                          mamusi.
                          Nie mam wiecej pytan.
                          • Gość: lusiaaa Re: lusiaaa, odpowiedz wprost IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.07, 22:49
                            zanim bys sie zatrzymywal to zapowietrzone dziecko, czyli takie ktore stracilo
                            przytomnosc musialbys na sygnale odwozic do szpitala z objawami niedotlenienia
                            mozgu. Wtedy bys FOCHAMI tego nie nazwal... czy wiesz wogole czlowieku o jakiej
                            przypadlosci spotykanej u malych dzieci pisze????
                            A w dodatku jesli siedze z dzieckiem na tyle (bo niestety przy tego typu
                            przypadlosciach dziecka NIGDY nie siadam z przodu) a np maz prowadzi samochod
                            i szuka bezpiecznego miejsca na postoj....
                            wiec nie pisze o wrzeszczacym dziecku lecz sinym i
                            nieprzytomnym..."przelatujacym przez rece" wrzeszczalo kilka minut wczesniej i
                            niekoniecznie dlatego ze mialo zapiete pasy...
                            a na przyszlosc zamiast slepo oceniac lepiej uwazniej czytac... to samo do
                            edgara 22: pisalam o takiej mozliwosci jaka jest w Stanach ze sa symulatory dla
                            doroslych z perspektywy dziecka, zreszta u nas Pampers tez cos takiego oferowal
                            choc nie wiem czy byly tam takie foteliki...
            • a_weasley Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 13.05.07, 22:29
              Gość portalu: lusiaaa napisał(a):

              > pewnie ci sami idealni rodzice nigdy nie przekraczaja dozwolonej predkosci
              > (tez ze wzgledu na bezpieczenstwo...):-))))

              Ależ oczywiście. 90 w trasie, 110 na Gierkostradzie, 50 w miejscowości. I
              komórka tylko z zestawem głośnomówiącym. Przecież oni dbają o bezpieczeństwo
              swoich DZIECIACZKÓW i szanują PRAWO. Któż śmie wątpić?
    • klaviatoorka Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 06.05.07, 12:04
      swoje wożę ZAWSZE w foteliku i jeżdżę bardzo ostrożnie, ale boję się wariatów
      drogowych.. bardzo często zdarza mi się podwozić koleżanki z maluchami- gdzieś
      po drodze, przypinamy dzieciaczki wtedy pasami, ale czy taki pojedynczy pas na
      brzuchu ochroni je należycie "jakby co"?
      zastanawiam się,dlaczego nie ma pasów i fotelików w autobusach? zwłaszcza tych
      na dalekobieżnych trasach?
      • jaro_ss Re: samochodowe foteliki dla dzieci 10.05.07, 06:42
        Ja tam mam "dyżurną" podkładkę na nieprzewidziane okazje, ale z reguły wozę
        fotelik w aucie, wtedy ten "dyżrny" jest w aucie teścia. Tka podkładka ze
        styropianu - zawsze coś.... i jak ktoś chce przewieźć dziecko - to zawsze w
        foteliku, albo jak większe to na tej podkładce.

        Wracając "ad rem: - rozumiem, że mały ztwór, np po 2,5h jazdy noze mieć dość
        grzecznego siedzenia i wcale mu się nie dziwię, wtedy pozostaje zatrzymać się,
        krótki spacer, najlepiej jakiś plac zabaw. Gorzej jak nie ma sie gdzie na
        autostradzie zatrzymać. Najlepiej to jakoś wcześniej zaplanować.
    • Gość: matka 3 latka Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.blue-net.com.pl 11.05.07, 14:14
      Zgadzam się w 100%, zdarza mi się sporadycznie, bardzo sporadycznie jechać bez
      fotelika ale tylko i wyłącznie w obrębie jednego osiedla gdzie nie ma dużego
      ruchu i tylko i wyłącznie dziecko (3 letnie) siedzi u mnie na kolanach (jestem
      pasażerem)

      jak widzę 3 latka stojącego czy jadącego na przednim siedzeniu lub niemowlę w
      foteliku wsadzonym na tył w poprzek i nie przypiętym bo niby jak to mi się coś robi

      dodam że te sporadyczne razy w naszym przypadku miewają miejsce w ciągu
      ostatnich kilku miesięcy, wcześniej nie było opcji żeby dziecko jechało nie w
      foteliku a już niemowlęcia to sobie nie wyobrażam trzymać na rękach i jechać tak

      te sporadyczne razy ograniczam i robię tak wyłącznie na tej trasie krótkiej
      • crannmer Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 11.05.07, 14:56
        Gość portalu: matka 3 latka napisał(a):

        > Zgadzam się w 100%, zdarza mi się sporadycznie, bardzo sporadycznie jechać bez
        > fotelika ale tylko i wyłącznie w obrębie jednego osiedla gdzie nie ma dużego
        > ruchu i tylko i wyłącznie dziecko (3 letnie) siedzi u mnie na kolanach (jestem
        > pasażerem)

        A wiesz ty, ja ciezko krew i mozg z tapicerki wywabic? No i taki bachor moze
        przednia szybe wybic. A wymiana wspolczesnych, wklejonych przednich szyb nie
        jest tania.

        Jesli lubisz swoj samochod (bo ze dziecka nie lubisz, to juz wiemy), to nie woz
        dziecka na kolanach. Wiekszosc wypadkow ma miejsce wlasnie na najkrotszych
        dystansach.

        MfG

        C.

        Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
        • Gość: Joanna Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 16:44
          najzupełniej się zgadzam, NIGDY nie można wozić dziecka na kolanach, nawet na
          drodze osiedlowej. Wariaci są wszędzie, zawsze może wyskoczyć pies lub kot,
          którego automatycznie nie chcielibysmy przejechać i hamujemy. Jestem matką
          dwóch dziewczynek (6 miesięcy i prawie 4 lata) i nigdy nie przewiozłam żadnej
          bez zapiętych pasów fotelika. Dodatkowo, mam b. odpowiedzialnych rodziców i
          tesciów, którzy wiedząc co sie dzieje na współczesnej drodze odmawiają wożenia
          moich dzieci, bo nie chcą brać tak wielkiej odpowiedzialności na siebie. I ja
          ich za to cenię, bo lepiej mieć zbyt wybujałą wyobraźnię niż zbyt wiele
          pewności siebie. Pozdrawiam wszystkich myslących o swoich pociechach! Niech Wam
          przypomniają, jak moja starsza Julcia, ze pasy są niezapięte i trzeba to zrobić
          zanim samochód ruszy!
      • edgar22 Nie rób tak więcej, jeśli kochasz to dziecko 11.05.07, 17:09
        > Zgadzam się w 100%, zdarza mi się sporadycznie, bardzo sporadycznie jechać bez
        > fotelika ale tylko i wyłącznie w obrębie jednego osiedla gdzie nie ma dużego
        > ruchu i tylko i wyłącznie dziecko (3 letnie) siedzi u mnie na kolanach (jestem
        > pasażerem)

        To jeszcze gorzej dla dziecka niż gdyby jechało luzem.
      • Gość: ???????? kobieto, stuknij się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 00:58
        Nie wiem skąd piszesz, ale ja co rano widzę kretynkę, która odwozi dzieciaka do
        przedszkola na kolanach za kierownicą. Zamiast zmniejszać zwiększasz szanse
        urazu dzieciaka o jakieś 100%. Nie wiem kto Ci wmówił, że tak jest bezpieczniej,
        ale NIGDY tego nie rób, nawet jeśli jedziesz z dzieckiem 200 m do sklepu.
    • Gość: Aneczka Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.as15444.net 11.05.07, 18:39
      nie uzywaja:
      - z glupoty i niezwiadomosci,
      - z lenistwa - jak mnie sie czasem nie chce zapinac moich potworow...
      - z oszczednosci - sa lepsze cele niz fotelik, ktory zasadniczo drogi jest,
      - z wygodnictwa - niektore modele dzieci rycza jak sa przywiazane ;)
      - z beztroski - e, nic im nie bedzie, to tylko... wyprawa na drugi koniec PL

      Swoja droga - jak moje potwory probowaly wychodzic z pasow fotelikowych,
      zatrzymywalismy auto i nie jechalismy dalej, dopoki dziecie nie wlazlo z
      powrotem do fotelika.

      Poniewaz pracuje w szpitalu, widzialam nieraz dzieci po wypadku, ktore lecialy
      przez przednia szybe. Slowem - nie bylo co zbierac :((((((
    • Gość: fakej Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz IP: *.net.upc.cz 11.05.07, 23:06
      > czesto widze na drodze male dzieci bez fotelikow. najczesciej stojace z tylu i
      > wygladajace miedzy przednimi fotelami. jezdzac nawet 2 km zawsze montuje
      > fotelik dla swojej pociechy. czemu inni nie stosuja fotelikow? chodzi o
      > pieniadze? o czas? czy moze o brak swiadomosci co grozi dzieciom? wam sie
      > zdarza wozic dzieci ( swoje, cudze)bez fotlika? czemu?

      No kuffa, kotleś skądżeś się URWAł. Ponieważ mam zajebistego mersedesa kombi to
      zarówno bachora jak i psa wożę w bagażniku. A na foteliku to sobie mogą w domu
      posiedzieć.
    • apenia Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 12.05.07, 22:35
      Uważam,że sa to rodzice bez wyobraźni i niestety kompletnie niedbający o
      bezpieczeństwo własnych dzieci. Codziennie widzę takie przypadki i zawsze mam
      ochotę zadzwonić na policję, może jka zapłaci raz, drugi to 3 juz zapnie
      fotelik. Nie wierzę,że kogoś nie stać , bo najczęściej sa to samochody dobrych
      marek, w środku rodzice wystrojeni a dziecko z przodu na kolanach albo z tyłu
      siedzi jak chce.
      Tłumaczenie,że dziecko płacze do mnie nie dociera, bo dzieci płaczą w wielu
      sytuacjach i nie należy im ulegać, bo to akurat o ich dobro chodzi.

      Zatem dziecko jak wsiada do sachodzu jest w foteliku i już. Ach i ten fotelik
      jest zapiety, bo sytuacje gdy z tyłu siedzi mama i trzyma niemowlaka w
      foteliku, który nie jest zapięty to co to jest? Ludzka głupota.

      Cieszę się,że znalazłam ten temat, bo już kilka razy chciałam napisać co myślę.
      Zacznijcie dbac o bezpieczeństwo własnych dzieci, no chyba,że ich nie
      kochacie....ale wątpię w to
    • drzewko_szczescia Re: samochodowe foteliki dla dzieci- kiedy nie uz 13.05.07, 01:12
      Bo dorosły zapina się w pas sam i w 5 sekund, a do dziecka to trzeba się
      pochylić, pogrzebać, gdzie się te pasy pochowały, albo poregulować "obniżacz".
      Czy to tak trudno wymyślić pasy, w które dzieci mogłyby zapinać się same bądź
      automatycznie, czy fabrycznie nie mogliby montować jakichś dziecinnych, niskich
      pasów na tylnej kanapie?
      • Gość: JJ Skutki wypadku IP: *.wro.vectranet.pl 13.05.07, 21:47
        Kolega miał nieprzyjemność uczestniczenia w wypadku samochodowym jadąc z żoną i
        dziecjiem siedzącymi akurat przez kilkanaście sekund bez pasów - (dziecko się
        zakrztusiło ciastkiem i mama je musiała wypiąć - a łatwiej było to zrobić
        odpinając też siebie). Skutek przy prędkości ok 60km/h i czołówce (wjechał w
        nich cwaniak ścinający zakręt - dobrze że było to na odcinku gdzie warunki nie
        pozwalały na 80 czy 100) kumplowi nie stalo się nic, żona z małym dzieckiem
        przeleciała przez fotele do przodu, przebiła też szybę. Oboje nieźle
        poharatani, ale przeżyli(na szczęście). jak ktoś chce może sobie to sprawdzić -
        był artykuł we wrocławskiej wyborczej o tym wypadku - bo u "ścinającego" skutki
        były tragiczne.

        Moje dziecko zapina pasy i pilnuje by wszyscy mieli zapięte - natomiast
        słyszałem od niej że dziadkowie potrafią "podjechać" z nią kilometr czy dwa
        właśnie na wsi bez fotelika. (nóż się w kieszeni otwiera).

Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka