otylia nie czuje się winna

16.05.07, 10:01
www.pudelek.pl/artykul/3094/nie_czuje_sie_winna/
    • jaro_ss Kolejna "normalna" 16.05.07, 10:33
      Można by przytoczyć kilka teorii psychologicznych wyjaśniających takie
      zachowanie z teorią "wyparcia" na czele, ale po co....

      "czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko", no cóż, takie
      czasy i takie obyczaje, niech tam sobie czuje co chce.....

      Mnie kiedyś też zabrali prawo jazdy, nie czułem wyrzutów sumienia (bo zwykle
      nie czuję), nie mogę powiedziec, że "czułem sie winny", bo taka kategoria uczuć
      jest mi raczej obca, ale nie powiedziałem nigdy, że nie byłem winny, wina była
      moja i koniec, dobrze, że się tak skończyło jak się skończyło i nikt nie był
      poszkodowany bardziej niż był.

      "Czuję się", "nie czuję się", Jak to się nazywa, inteligencja emocjonalna czy
      inteligencja inaczej?

      ;o)
    • iberia.pl Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 16.05.07, 10:51
      to poczucie niewinnosci....
      • jaro_ss Re: otylia nie czuje się winna 16.05.07, 10:59
        Tylko jak się ma stan samopoczucia do sądów o stanie rzeczywistości.

        Wina to nie uczucie, tylko stwierdzenie stanu pomiędzy faktami i przyczynami, i
        przyczyną sprawczą.

        To poczucie, to atawizm po infantylnej metodzie wychowawczej, kiedy
        nieporządane zachowanie było ganione poprzez wzbudzenie negatywnych emocji
        (taki "aspekt analny").... przed negatywnymi uczuciami każdy sysrem psychiczny
        się broni....

        Ale to dalej mniemania, jaźń odzwierciedlona itp.

        Pytanie co nami rządzi iracjonalne przeczucia, czy racjonalna analiza faktów....

        Stawianie wysokie "czucia" to moda naszych czasów, pewna zmiana
        wobec "naukowego" okresu pewnej ery XX wieku, wg mnie to również taka
        współczesna, dość powszechna emanacja głupoty....
      • nutopia Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 17.05.07, 10:51
        iberia.pl napisała:

        > to poczucie niewinnosci....

        prawda?
        • iberia.pl Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 17.05.07, 11:52
          nutopia napisała:

          > iberia.pl napisała:
          >
          > > to poczucie niewinnosci....
          >
          > prawda?


          dokladnie, ale czekaj bo skoro Otylia czuje sie niewinna to znaczy, ze nie ma
          wyrzutow sumienia? Wydawalo mi sie, ze Ona do konca zycia bedzie zyla z
          poczuciem winy....a trudno miec wyrzuty sumienia skoro ktos czuje sie niewinny,
          prawda?
          • jaro_ss Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 17.05.07, 12:37
            Właśnie mi się wydaje, że to "poczucie niewinności" jest właśnie przejawem tego
            rzeczywistego poczucia winy, maskowanie uczuć, wyparcie, racjonalizacja - takie
            hasła rodem z Freuda bym przywołał....

            Można to też nazwać uczuciem zastępczym, fałszywym uczuciem maskującym
            zepchnięte w podświadomość prawdziwe uczucie - właśnie winy....

            Brak poczucia winy kazałby przyjąć tę delikatnie mówiąc bardzo niską karę i żyć
            dalej, nie wracając do tematu....
            • gucio60 Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 17.05.07, 15:58
              moze miec wyrzuty sumienia ale winna czuc sie nie musi
              a) czuje, ze to nie ona spowodowala wypadek - brak wiec winy
              b) wyrzuty sumienia - zrobila za malo aby wypadku uniknac
              pewnie taka taktyke zaproponowali jej psychoterapeuci
              • iberia.pl Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 17.05.07, 18:35
                gucio60 napisał:

                > moze miec wyrzuty sumienia ale winna czuc sie nie musi
                > a) czuje, ze to nie ona spowodowala wypadek - brak wiec winy

                a kto jest sprawca tego zdarzenia?
                • etom Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 18.05.07, 02:53
                  iberia.pl napisała:

                  > a kto jest sprawca tego zdarzenia?

                  ano wlasnie
                  nawet pomijajac kwestie czy jechala za szybko czy nie ,czy wyprzedzala
                  prawoidlowo czy nieprawidlowo,pozostaje zastanowic sie nad sytuacja "koncowa"
                  (krotko przed wypadkiem) - ostatecznie to ona jechala po pasie do jazdy w
                  przeciwna strone a kierowca auta jadacego z przeciwka byl na swoim pasie
                  i w relacji pomiedzy nimi ( a to spowodowalo ostatecznie zjazd z drogi i wypadek
                  ) nie on zawinil
                  • jaro_ss Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 18.05.07, 06:17
                    Psychologowie jej poradzili?

                    No to świetni psychologowie.... zresztą, ja tam i tak 90% - 70% zachowań
                    ludzkich uznaję za zupełnie irracjonalne....

                    A poza tym, to nie ma się i tak nijak do sprawy sądowej, wypadki się zdarzają i
                    emocjonalnie można sobie z nimi dać radę, a udowadnianie całemu światu poprzez
                    sąd swoich własnych odczuć - to już nieco przesada i zdaję się taka moda,
                    zresztą co będzie jak się nie da jednak śądu przekonać, bo sąd może i rozumie
                    (prywatnie) subiektywny aspekt sprawy, ale osądza obiektywny stan faktów...

                    Tak na marginesie: sytuacja, wyprzedzam: gość przyspiesza, decyduję się
                    kontynuować wyprzedzanie, świadomie i z premedytacją decydując się na to, że go
                    w razie czego zepchnę z drogi (bo nie będę uciekał w prawo między drzewa)
                    decyduję się i wiem, że w razie czego będę uznany za winnego. Premedytację nie
                    muszę nikomu ujawniać, ale w razie czego to była moja decyzja i moja
                    odpowiedzialność. Nie wiem czy to normalne czy nie, ale ja tak działam.
                    Oczywiście będę się strał zminimalizować odpowiedzialność karną jak by co (i
                    adwokata wezmę), ale przez gardło mi nie przejdzie "czuję się niewinny".....
                    • gucio60 Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 20.05.07, 13:30
                      w moimposcie postawilem tylko znaki zapytania

                      kiedys mialem wypadek pod Krakowem - wyprzedzalem samochod ciezarowy, ten
                      umyslnie a moze byl pijany, zepchnal mnie doslownie do rowu, mialem szybkosc
                      okolo 90-100 kmh, lewe przednie kolo zlapalo poboczny piach i znalazlem sie w
                      rowie patrzac z przerazeniem na drzewo, prawa noga na hamulcu, lewa reka na
                      kierownicy a prawa reka z rozpacza usilowalem trzymac 12 letniego syna,
                      zatrzymalismy sie tuz, tuz przed drzewem, szczescie, cud chyba wszystko na raz
                      od tamtego dnia minelo wiele lat ale sytuacja stoi przed oczami jak by to bylo
                      dzis, nie mam wyrzutow sumienia, zyjemy i jestesmy cali ale mam poczucie
                      spowodowania wypadku i konsekwencji jakie mogly byc, moglem przezyc ale ZABIC
                      SYNA, nigdy bym sobie tego nie darowal, nawet gdyby uznano mnie niewinnym bo
                      moja wina polegala na tym, iz nie przewidzialem co moze zrobic tamten a jako
                      kierowca jestem poniekad do tego zobligowany, bo nie jestem sam na drodze i
                      musze przewidywac co zrobi inny albo nie siadac za kierownice

                      • crannmer Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 20.05.07, 14:07
                        gucio60 napisał:

                        > okolo 90-100 kmh, lewe przednie kolo zlapalo poboczny piach i znalazlem sie w
                        > rowie patrzac z przerazeniem na drzewo, prawa noga na hamulcu, lewa reka na
                        > kierownicy a prawa reka z rozpacza usilowalem trzymac 12 letniego syna,

                        A co w tym czasie robily pasy bezpieczenstwa? Zwisaly swobodnie, oszczedzane na
                        czarna godzine?

                        I gdzie to dziecko siedzialo, skoro trzeba i _mozna_ je bylo trzymac?

                        > zatrzymalismy sie tuz, tuz przed drzewem, szczescie, cud chyba wszystko na raz
                        > od tamtego dnia minelo wiele lat ale sytuacja stoi przed oczami jak by to bylo
                        > dzis, nie mam wyrzutow sumienia, zyjemy i jestesmy cali ale mam poczucie
                        > spowodowania wypadku i konsekwencji jakie mogly byc, moglem przezyc ale ZABIC
                        > SYNA, nigdy bym sobie tego nie darowal,

                        I co, od tego czasu uwazasz, aby wszyscy w samochodzie sie zapinali?


                        MfG

                        C.

                        Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                        • jaro_ss No, musiało być to dawno... 21.05.07, 06:22
                          crannmer pewnie tego nie pamięta, bo i skąd, ale kiedyś były zupełnie inne
                          przepisy, nie było obowiązków zapinania pasów, potem tylko poza terenem
                          zabudowanym, o fotelikach dla dzieci, nikt nie myślał...

                          Ja pamiętam, jako dziecko, też byłem wożony bez pasów i najbardziej lubiłem
                          siadać w środku, a jak tylko się dało to do przodu.....no i pasów nie lubiłem,
                          musiałem do tego przywyknąć.....

                          Młodsi mogą tego nie pamiętać, wogóle w pewnych dziedzinach życia coraz mniej
                          wolności... jakoś wbrew temu co w polityce.....
                          ;o)

                          Jako dwunastolatek miałem stałe miejsce z przodu, pilotowałem na trasach z mapą
                          w ręku, przytrzymywałem kierownicę, jak kierowcy były do czegoś potrzebne ręce,
                          umiałem prowadzić samochód.... co prawda nie prowadziłem po drodze publicznej,
                          ale i teraz są takie duże zamknięte miejsca co sobie można pojeździć nie łamiąc
                          przepisów.....
                        • gucio60 Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 24.05.07, 19:51
                          crannmer napisał:

                          > A co w tym czasie robily pasy bezpieczenstwa? Zwisaly swobodnie, oszczedzane
                          na
                          > czarna godzine?

                          byly tam gdzie byc powinny a trzymanie 12 letniego syna bylo naturalnym
                          odruchem ojca

                          > I co, od tego czasu uwazasz, aby wszyscy w samochodzie sie zapinali?

                          i jest mi zupelnie obojetne co ty robisz, twoje pasy, twoje zycie

                          nie, od tamtego czasu staram sie przewidziec kto siedzi za kierownica w innych
                          samochodach czy przypadkiem nie jakas Otylia


                          • jaro_ss Re: otylia nie czuje się winna-podziwiam 25.05.07, 06:13
                            Mocne, ale oddaje sedno sprawy....

                            Siadć do takiej landary z tak nikłym doświadczeniem i robić z "królowę szos" a
                            mogła sobie spokojnie przejechać całą trasę 90/h, żaden wstyd na początku....

                            Chyba, że winnym uznać tego co jej taka landarę "wypożyczył"...

                            Ciekawe, czy sprzedawalność tego czołgu po wyczynach Otylii spadła czy wzrosła?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja