Gość: swoboda_t
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.05.07, 20:54
Wróciłem właśnie z Beskidów. Droga Katowice - Bielsko w większości biegnie
poza terenem zabudowanym, ma dobrą nawierzchnię, no jak na Polskie warunki
hajlajf. Ale rzecz jasna dotknięta radosną twórczością znakologów - prawie
(no właśnie, dlaczego tylko prawie??) każde przejście lub skrzyżowanie (to
nic, że ze światłami) jest opatrzone magicznym znakiem "70". W kilku
miejscach oddatkowo ustawione są tablice i/lub skrzynki fotoradarów. No więc
jedzie sobie kolumna 100-110km/h, wszyscy odprężeni, spokojni. I nagle któryś
z kierowców spostrzegłszy tablicę/budkę zaczyna hamować. Raz jeden pacjent
zwolnił za późno i niejako chcąc to zrekompensować to aż do 50km/h (a było to
na skraju lasu, fest niebezpieczne miejsce :|). Za takim delikwentem reakcja
łańcuchowa, często z dużym opóźnieniem. Nawet jeśli nikomu nie braknie
miejsca wybija to z rytmu jazdy, rodzi irytację. Słowem wybitnie poprawia
komfort i bezpieczeństwo jazdy. Mój postulat - fotoradar za każdym zakrętem,
powszechne ograniczenie do 50km/h. Będzie bezpieczniej.