emes-nju
30.07.07, 13:05
Wlasnie wrocilem z kilkusetkilometrowego objazdu Polski. Zeby uniknac TIRow i duzego ruchu wybieralem raczej drogi o trzycyfrowym oznaczeniu (znaczenie mialy tez wzgledy turystyczno-krajoznawcze ;-) - okolice Gor Swietokrzyskich i Jura). Na bardzo wielu odcinkach bylo wasko i nie bylo zadnych poboczy dla pieszych (na szczescie wiekszosc trasy jechalem w dzien). No coz... Jak nie da sie inaczej, to jakos sie trzeba zmiescic :-) Do soboty wydawalo mi sie, ze wymaga to dobrej woli obydwu stron i WSPOLPRACY. Mylilem sie - czasem wymaga to DEMATERIALIZACJI samochodu :-/
Jak to wyglada? Przejechalem ok. 700 km drogami dwu i trzycyfrowymi. 3 (slownie TRZY) razy widzialem pieszych idacych prawidlowo pod prad, ale ten prawdziwie sielski obraz naszych drog troche zepsulo trzech panow. Szli i owszem pod prad, ale obok siebie, zajmujac ok. 2/3 pasa dosc waskiej drogi. Jechalem przepisowe 90 km/h, ale jako, ze bylo to w dzien, na szczescie widzialem ich z daleka. Dlaczego na szczescie? Otoz panowie nie wykazali najmniejszej checi wspolpracy i choc minimum checi przezycia. Odpuscmy sobie przepisy nakazujace im ustapic jadacemu autu (zapewne sa niesluszne, bo jezdnia przeciez sluzy pieszym), ale nie bardzo rozumiem zaniku instynktu samozachowawczego... A jednak. Z przeciwka jechalo sporo aut i nie moglem w bezpiecznej odleglosci panow ominac. Panowie z drogi nie zeszli ani nawet nie probowali zmniejszyc swojej "szerokosci". Zmusili mnie wiec do zatrzymania sie (nie trabilem, nie mrugalem swiatlami - po prostu bez protestu, choc zwazywszy na predkosc, dosc gwaltownie sie zatrzymalem). Moje auto zmusilo ich jednak do przejscia do marszu gesiego, na co zareagowali strojeniem niezadowolonych min, wykonywanie dosc agresywnych gestow 8-/ Gdyby bylo to w nocy, bardzo prawdopodobe, ze zauwazylbym ich w momencie uderzenia i powiekszyl statystyki piratow-zabojcow (byli ubrani na szaro/czarno, a z przeciwka jechalo sporo aut, ktorych swiatla z cala pewnoscia uniemozliwilyby mi zauwazenie tak malo kontrastowych postaci...). BUM!!! Co to bylo...?!
Druga osoba idaca prawidlowo pod prad (w odleglosci ok. metra od krawedzi jezdni) tez nie ustapila mi pierwszenstwa, ale do sytuacji kolizyjnej nie doszlo, bo moglem te pania (w srednim wieku - podobno z wiekiem sie madrzeje...) bezpiecznie ominac.
Tylko raz piesi (dwoch panow) idacy prawidlowa strona jezdni (choc obok siebie) zeszli na moj widok na pobocze i zatrzymali sie. Prawie sie poplakalem z wdziecznosci!
Reszta pieszych szla z pradem (to chyba sugeruje, ze w ogole nie wiedza, ze maja isc pod prad - ida ta strona co samochody, bo wydaje im sie, ze tak jest dobrze) i nie zawracala sobie glowy odwracaniem sie, zeby sprawdzic czy cos nie robi im garazu z d... WSZYSCY, ktorzy szli w wiecej niz jedna osobe, szli obok siebie - raz widzialem rozesmiana i rozbiegana czworeczke nastolatkow. Widzalem tez mamuskie prowadzaca swoj rower i swoja d... po poboczu, a dziecko biegalo ze swoim rowerkiem po pasie ruchu. Ale bezpiecznie, bo obok mamusi...
Na palcach jednej reki moge tez policzyc pieszych korzystajcych z pobocza (wtedy niech sobie nawet ida po zlej stronie jezdni). Na chodnikach nie widzialem tez zbyt wielu. Szli tak, jak im akurat bylo wygodniej - jezeli chodnik zahaczal o ich marszrute, to po chodniku; jezeli nie zahaczal, to po drodze.
Po co to pisze? Ano zachecam obroncow pieszych, jako poszkodowanych, do przejechania sie innymi drogami niz te o duzym natezeniu ruchu, gdzie piesi zwracaja na samochody troche uwagi (nie za duzo, bo przeciez chronia ich przepisy - nakazujace kierowcom wozic noktowizory albo byc wrozkami -, a przede wszytkim sady - rodziny zabitych dostaja odszkodowanie :-P ). Wtedy zobacza jakie to kierowcy stwarzaja szalone zagrozenie dla, chodzacych po jezdni jak po deptaku, pieszych.
Jestem wstrzasniety tym, co piesi robia na drogach! KAZDY z nas, kto zapusci sie na takie drogi w nocy, bez swiadomosci tego, co piesi samobojcy wyczyniaja, ma duze szanse na kolizje z pieszym - na szczescie po zmroku pieszych zdecydowanie ubywa. Jeszcze na lokalnych drogach "bez numeru" nie robi to na mnie wiekszego wrazenia - tu piesi sa faktycznie calkiem u siebie, a ruch kolowy jest znikomy. Ale na drogach gdzie aut jest sporo i jezdza one szybciej...?