Gość: akodo
IP: *.chello.pl
29.08.07, 21:55
Wyjeżdżam rano do pracy, droga 3 pasy w jedną stronę, stoję jako pierwszy na
światłach na skrzyżowaniu.
Ruszam na zielonym, ruszam dynamicznie by jak najwięcej samochodów mogło
przejechać na jednej zmianie świateł ale rozpędzam się jedynie do prędkości
max dopuszczalnej na znakach (70) bo za 1.5km są kolejne światła.
W połowie drogi wyprzedzają mnie samochody, jadą ok 90-100, slalomem pomiędzy
autami na wszystkich pasach, wjeżdżają przede mnie i w efekcie gdy dojeżdżam
do kolejnych świateł, mam już przed sobą 6-8 albo i więcej stojących na
czerwonym samochodów.
Efekt jest taki że zatrzymuję się, po kilku sekundach zielone - ruszam.
Sytuacja powtarza się kilkukrotnie na odcinku całej długości tej jezdni.
O co mi chodzi?
O to ze w innych godzinach gdy natężenie ruchu jest mniejsze tę samą trasę
pokonuję ruszając na pierwszych światłach na zielonym i nie dotykając hamulca
przejeżdżam całą jadąc ze stałą prędkością ok 70/h.
Gdyby Ci za mną nie wpychali się przede mnie powodując zator też by
przejechali, oszczędzili by trochę paliwa, sprzęgła a przede wszystkim nerwów
sobie i innym.
Kretyńskie wyprzedzanie byle tylko stanąć przed kimś na światłach w małych
móżdżkach tych kierowców rysuje się jako szansa przejechania szybciej, szkoda
że ich ograniczony umysł nie dostrzega że spowalniają ruch wszystkich a sami
nie zyskują nic.
Powiecie że to stereotyp albo uprzedzenia ale w takim stylu jazdy przodują
mieszkańcy okolicznych wiosek którzy muszą pokazać "jak się jeździ" wszystkim
jadącym normalnie i zarzynają swoje stuningowane rzęchy.
Czy za jazdę slalomem po wszystkich pasach połączoną z przeciskaniem się na
odległość dziesiątek centymetrów można dostać mandat? Czy jest na to jakiś
paragraf?