Gość: nina
IP: *.limes.com.pl
29.10.07, 09:42
Witam,
znajomy dostał dzisiaj rano mandat. Przechodził - podobnie jak grupa
ludzi - przez dwukierunkową ulicę, na której pasy ruchu oddzielone
są szeroką (2 m) wysepką. Podobne wysepki są wzdłuż całej długości
ulicy.
Niestety, nie spojrzał na światła. A światło było czerwone.
Policjanci w cywilu wysiedli z jakiejś skody i wlepili wszystkim
przechodniom mandaty w wysokości 250 zł każdy. Cała sytuacja
wzbudziła moje niebotyczne zdumienie, ponieważ:
1. Po co jest wysepka, skoro nie można przechodzić na niej przez
ulicę na raty? Policjant powiedział, że po to, żeby się schronić,
jeśli nie damy rady przejść za jednym zamachem (prze taką wąską
ulicę?!)
2. Co jeśli świateł nie ma? Przecież jakieś 600 m dalej jest kolejna
z wielu wysepek, gdzie świateł brak. Policjant twierzi, że -
dziękiBogu - wówczas światła nie obowiązują.
3. Czy mandat 250 zł za przechodzenie przez ulicę na czerwonym jest
słuszny, czy policjanci mieli kiepski poranek (lub noc?)
4. Jak to jest, że za przejechanie na czerwonym jest 150 zł, a za
przejście 250 zł?
5. Trzeba płacić, czy można się jakoś odwołać??
Dzięki za odpowiedzi.