Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac?

28.01.08, 10:52
Na tym forum az roi sie od swiatlych i kategorycznych wypowiedzi nakazujacych jezdzic tak, zeby zawsze zahamowac, zeby zawsze uniknac (spowodowanego oczywiscie przez innych) zagrozenia, zeby...

Tezy sluszne, ale tylko pod warunkiem brania pod uwage tego, ze jednak zdarzaja sie rzeczy, ktorych przewidziec i uniknac sie nie da.

Napisalem to dlatego, ze jeden z naszych forumowych kolegow dal mi do myslenia piszac, ze jakby wiedzial, ze sie potknie, to nie wyszedlby z domu. Czy dzieki takiemu stawianiu sprawy na pewno nigdy sie nie potknie?
    • iberia.pl Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 10:53
      emes-nju napisał:

      > Napisalem to dlatego, ze jeden z naszych forumowych kolegow dal mi
      do myslenia piszac, ze jakby wiedzial, ze sie potknie, to nie
      wyszedlby z domu.

      proponuje zebys ow kolega nie wstawal z lozka.....bo tez sie moze
      potknac...

      >Czy dzieki takiemu stawianiu sprawy na pewno nigdy sie nie potknie?

      watpie, ale on pewnie wie lepiej.
    • edek40 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 11:25
      Chodzi o to, ze zawsze powinienies chodzic wolniej. Niestety osobnik, o ktorym zapewne piszesz jest totalnie na bakier z logika i nie zauwazy, ze w sformulowania zawsze chodzic wolniej tkwi haczyk. Jezeli bowiem juz idziesz wolniej i sie potkniesz, oznacza to, ze szedles za szybko i nalezy wolniej. I tak az do calkowitego zatrzymania. Ow osobnik wprawdzie o chodzeniu nic nie pisze, ale z Warszawy do Raciborza wystarcza mu zaledwie 4 godziny. Gdy stwierdzilem, ze swoj czas ostroznie SZACUJE na nie mniej niz 5 godzin, nielogicznie wywiodl, ze ja jechalem na tej trasie 5 godzin, co rowniez prosi sie o wysokie mandaty. Ze slowa szacuje wywiodl chyba szarzuje albo jakos tak. Nie czepiaj sie wiec go. On nie rozumie tego co pisze, o tym co pisza inni nie wspominajac. Ma za to jedna wkurzajaca ceche. Rzuca prowokacyjna informacje, ktorej szczegoly zna tylko on. Nastepnie wciaga czlowieka w idiotyczna pyskowke, po to, aby po skonkretyzowaniu, odkryc Ameryke.
    • Gość: na zimno Wszystko jest dyskusyjne. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.01.08, 11:45

      Statystycznie rzecz biorac, mniej bedzie wypadkow, jesli
      wiekszosc rutynowo bedzie sie trzymac znanych zasad funkcjonowania
      w ruchu miejskim, drogowym, autostradowym.

      Te zasady sa dobrze znane, tylko, ze niestety, jest grupa
      kierowcow, ktora: "nie lubi/nie chce/zapomina/olewa" albo
      nieswiadomie albo swiadomie (najgorszy wariant).

      Swiatle uwagi zmieniaja swiat w niewielkim stopniu.
      Bat i rozgi sa troche skuteczniejsze.
      Najskuteczniejsza jest dobra edukacja polaczona z dobrym ogolnym
      poziomem swiadomosci.

      Idealow nie ma.

      • emes-nju Re: Wszystko jest dyskusyjne. 28.01.08, 12:16
        Nie pisze ani o idealach, ani o bacie, ani o wychowaniu.

        Pisze o tym, ze nawet glebokie przekonanie o wlasniej nieomylnosci (ja sie nie potkne!) nie zabezpieczy nas przed popelnieniem bledu.

        Trzeba uwazac i to nie ulega watpliwosci. Ale nie daje to GWARANCJI unikniecia problemow... Dlatego wszystko wiedzacy swietoszkowie z ich gotowymi (dla innych!) receptami sa tacy niebezpieczni. Oni wiedza, ze INNI robia zle, ale nie widza, ze sami tez MOGA zrobic zle! Bo przeciez uwazaja! I sie nie potkna. :-P
        • Gość: na zimno Nieomylni zyja krocej. To jest pewne. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.01.08, 12:56

          Bledy jednych beda zawsze czesciowo pozytywnie niwelowane przez
          innych: bardziej swiadomych, bardziej inteligentnych, bardziej
          przewidujacych. Blad nie musi w konsekwencji oznaczac wypadku.

          Tak wiec dobrym kierowca jest ten, ktory porafi wybrac taki wariant
          jazdy, aby zneutralizowac np. skutki dzialania idioty za kolkiem,
          ale pod warunkiem, ze sam pokornie ocenia swoj sposob jazdy.

          I to juz dawno temu zauwazono: ERRARE HUMANUM EST.

          Nieomylny jest tylko Jeden. On jednak zajmuje sie powazniejszymi
          sprawami. Wiec nie ma co na niego liczyc przy drobiazgach.






          • Gość: Poll Re: Nieomylni zyja krocej. To jest pewne. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.08, 13:07
            Przyjezdza facet do warsztatu samochodowego i mówi do mechanika :
            - Prosze mi sprawdzić samochód bo przy 170km/h coś mi stuka i puka
            na to mechanik :
            - Samochód jest O.K.
            - To co tak stuka ?
            - Anioł Stróż .
            • Gość: na zimno Zebys wiedzial, czasem to jest jakis przeblysk. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.01.08, 13:43

              Jade kiedys autostrada. Jest gesto, pada tez deszcz. Ludzie sie
              spiesza. Odstepy male, za male. Widze grupe trzech samochodow, ktore
              trzymaja sie razem i wala do przodu przy kazdej okazji, za wszelka
              cene. Jakby sie umowili. Cos mi podpowiedzialo: zwolnij, odpusc,
              niech wala, byle dalej od nich. Odpuscilem.

              Za kilkanascie sekund widze w oddali w chmurze wodnego pylu
              gesto zapalajace sie swiatla "STOP" w wielu samochodach.

              Od razu wlaczam awaryjne, hamuje, zjezdzam do prawej krawedzi mojego
              pasa ruchu, zostawiajac pas awaryjny wolny. Inni tez hamuja.
              Na szczescie w naszym sasiedztwie nikt na nikogo nie wjezdza.

              W przodzie zderzylo sie 5 samochodow, jeden zrobil niezlego
              kreciolka. Dwie ofiary smiertelne, kilku rannych. Korek na kilka
              godzin.

              Choc nic nie stukalo, takie mam wrazenie, ze jednak cos tam...
              Szkoda, ze tamtym nikt nie stukal. Mieli pecha.


      • edek40 Re: Wszystko jest dyskusyjne. 28.01.08, 12:19
        Bezspornie masz racje.

        Ja zasadniczo klade zawsze nacisk na edukacyjny sposob stanowienia dyscypliny, poniewaz dziala on na duza grupe ludzi i jest trwaly w czasie. Dyscyplinowanie batem jest naturalnie konieczne wobec takich, co maja wszystko i wszystkich w d... - czyli przypadki w ten czy inny sposob patologiczne.

        Zdecydowanie uwazam, ze w Polsce polozona nacisk wylacznie na bat. On nie bedzie dostatecznie skuteczny az do czasu, w ktorym znaki zostana rzetelnie zweryfikowane. Jezeli nawet policja twierdzi, ze znaki sa stawiane bez glowy, to za co dokladnie karac?
    • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 12:27
      Nie moge tego znaleźć .Możesz wstawić ? Prosze .
    • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 12:49
      Słuchaj Emes . Kazdy popełnia błedy za kierownicą i możliwe że ja popełniam ich
      więcej niż Wy razem wzięci ale jak ja wjade w jednokierunkową "pod prąd" to winą
      obarczam tylko i wyłącznie własna głupote a Ty wchodzisz na forum i piszesz że
      wjechałeś pod prąd bo skrzyżowanie było nieintuicyjnie wykonane , oznakowane .
      Uważasz wtedy że wina leży po stronie dezorganizatorów ruchu bo powinni tak
      zrobić to skrzyżowanie by uniemożliwić Ci fizycznie wjechanie w jednokierunkową
      pod prąd . Nic to że stał tam taki okrągły znaczek z poprzeczna kreską bo Ty
      przecież byłeś zmęczony , sfrustrowany , pokłóciłeś się z babą i mogłeś go nie
      zauważyć . Widzisz różnice między nami ?
      • edek40 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 13:30
        WyCHAMowales nasze jalowe dyskusje. Tu jednak swiezbi mnie reka, szczegolnie, ze w Twojej wypowiedzi jest wreszcie szczypta czlowieczenstwa, a nie tylko chodzacej niezawodnosci.

        Emes chyba rzeczywiscie za bardzo sie czepia, ale tak juz ma. Jednak czepia sie rowniez rzeczy bardzo waznych, takich jak zle oznakowaie. Twoja droga jednokierunkowa do znakomity przyklad. Otoz jezeli jedziesz droga glowna, nie za zakazu skretu w prawo, skrecasz wiec i jedziesz. Policjant wlepia mandat, powiadajac ze droga jest jednokierunkowa. Okazuje sie, ze ma racje. Otoz zjezdzajac z glownej nie miales zadnej informacji, ze droga jest jednokierunkowa. Na rogu stala budka z hot-dogami i zaslaniala istnienie znaku. Gdy zaczales wykonywac manewr, to dach auta przeslonil Ci znak. No i wjechales. Oczywiscie mozesz zaraz napisac, ze jak nie widzisz, to mozesz wysiasc i sprawdzic. Tylko czy o to w ruchu drogowym chodzi? A nasze dyskusje czesto sprowadzaja sie wlasnie do takich pytan.
        • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 13:40
          edek40 napisał:

          > WyCHAMowales nasze jalowe dyskusje.

          Tylko dlatego że kłamiesz i przypisujesz mi treści jakich nie wstawiałem . Może
          to jest metoda Wasza - wstawić kłamstwa , wtedy ja nazywam Cię chamem na co Ty z
          usmiechem na palcach nie musisz juz odpowiadać na trudne pytania bo czujesz sie
          urażony i ze mną nie dyskutujesz .




          Tu jednak swiezbi mnie reka, szczegolnie, z
          > e w Twojej wypowiedzi jest wreszcie szczypta czlowieczenstwa, a nie tylko chodz
          > acej niezawodnosci.
          >
          > Emes chyba rzeczywiscie za bardzo sie czepia, ale tak juz ma. Jednak czepia sie
          > rowniez rzeczy bardzo waznych, takich jak zle oznakowaie. Twoja droga jednokie
          > runkowa do znakomity przyklad. Otoz jezeli jedziesz droga glowna, nie za zakazu
          > skretu w prawo, skrecasz wiec i jedziesz. Policjant wlepia mandat, powiadajac
          > ze droga jest jednokierunkowa. Okazuje sie, ze ma racje. Otoz zjezdzajac z glow
          > nej nie miales zadnej informacji, ze droga jest jednokierunkowa. Na rogu stala
          > budka z hot-dogami i zaslaniala istnienie znaku. Gdy zaczales wykonywac manewr,
          > to dach auta przeslonil Ci znak. No i wjechales. Oczywiscie mozesz zaraz napis
          > ac, ze jak nie widzisz, to mozesz wysiasc i sprawdzic. Tylko czy o to w ruchu d
          > rogowym chodzi?

          Takich sytuacji nie jest zbyt wiele a jesli sa to podaj gdzie . Zawsze możesz
          poprosic policmajstra by sie z Toba przeszedł i zobaczył że budka przesłania
          znak . Ja pisze jednak o tym że Wy zwalacie wine na drogowców i dezorganizatorów
          ruchu nie wtedy dgy budka z piwem zasłania widok tylko wtedy gdy w Waszym
          mniemaniu macie prawo być zmęczeni , niewyspani , skłóceni i w ogóle macie okres
          . Chcecie by drogowcy intuicyjne skrzyżowania specjalnie dla Was robili bo
          biedaczyska czegoś mogą nie zobaczyć .
          • rapid130 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 14:31
            > Chcecie by drogowcy intuicyjne skrzyżowania specjalnie dla Was
            > robili bo biedaczyska czegoś mogą nie zobaczyć.

            Na miły Bóg, a co w tym złego?

            Taki jest standard w cywilizowanych krajach. Bo skrzyżowania o
            intuicyjnym układzie sprzyjają bezpieczeństwu jego WSZYSTKICH
            użytkowników.
            • Gość: Poll Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.08, 14:38
              To uważasz że intuicyjnie najlepiej zdemontować sygnalizacje świetlna na
              Mineralnej bo kierowcy intuicyjnie wjeżdżają na czerwonym na skrzyżowanie ?
              • rapid130 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 29.01.08, 15:53
                Gość portalu: Poll napisał(a):

                > To uważasz że intuicyjnie najlepiej zdemontować sygnalizacje
                > świetlna na Mineralnej bo kierowcy intuicyjnie wjeżdżają na
                > czerwonym na skrzyżowanie ?

                Jak duży procent organizatorów ruchu i policjantów uważasz, że
                kierowcy powodujący wypadki są piratami-samobójcami, którzy z PEŁNĄ
                ŚWIADOMOŚCIĄ robią durne rzeczy na drodze.

                Dlaczego kierowcy-samobójcy powodują wypadki nagminnie przejeżdżając
                na czerwonym świetle AKURAT na skrzyżowaniu z ul. Mineralną????

                Jeśli teoria o kierowcach-samobójcach jest trafna, to rzeźnia
                powinna być na każdym podobnym skrzyżowaniu.

                * * *
                Kolizyjne miejsca można skutecznie leczyć. Często symbolicznym
                kosztem, bez drogocennych przebudów, prostymi środkami.

                Ale trzeba chcieć. Niestety, wygodniej jest siedzieć za biurkiem,
                nie wydawać kasy i z pomocą statystyk zwalać wszystko na kierowców.

                W ciągu paru lat - jako dziennikarz - wiele razy robiłem wizje
                lokalne, a nawet eksperymenty drogowe w kolizyjnych miejscach.
                Przypuszczam, że parę razy poświęciłem takim miejscom więcej godzin
                [swojej] pracy, niż ci którzy powinni.

                Drogowcy po moich wrednych artykułach najpierw się boczyli i
                obrażali. Ale po 2-5 latach na tych skrzyżowaniach pojawiały się
                dokładnie takie rozwiązania, które sugerowałem w tekstach. Które
                uważałem za oczywiste jako kierowca, a nie jako ekspert.

                * * *
                Niestety, przez ten czas nabyłem przekonania, że drogowcy i
                policjanci, zajmujący się bezpieczeństwem ruchu drogowego, od
                zawsze, zwyczajowo oceniają kolizyjne punkty w ich kompletnym
                oderwaniu od sieci drogowej. Jakby były odizolowanymi wyspami.

                To KARDYNALNY i FATALNY przekłamujący ocenę faktycznych przyczyn
                wypadków. Przyczyn pośrednich, lecz często decydujących.
                Prowokujących przyczyny bezpośrednie wywołujące wypadek.

                Drogi są systemem naczyń połączonych. Okoliczności sprzyjające
                powstawaniu wypadków w konkretnym miejscu często klarują się
                dziesiątki, nawet setki kilometrów dalej.
                • emes-nju Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 29.01.08, 16:06
                  Prozny Twoj trud.

                  Wszycy :-P wiedza, ze wszelkiej masci oznakowane i nieoznakowane "czarne punkty", to miejsca, w ktorych kierowcy-piraci i kierowcy-samobojcy zabijaja sie wzajemnie znacznie czesciej niz "srednia", dla samej radosci zabijania sie w TYM KONKRETNIE miejscu. "Jakosc" tego miejsca nie ma ZADNEGO wplywu na przekraczajaca srednia liczbe wypadkow. To wylacznie wina kierowcow.

                  A mnie wciaz nurtuje NIEBEZPIECZNE w naszym bolszewickim raju pytanie "DLACZEGO"...
                  • Gość: Poll Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.08, 20:15
                    > A mnie wciaz nurtuje NIEBEZPIECZNE w naszym bolszewickim raju pytanie "DLACZEGO"
                    Z głupoty .
                • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 29.01.08, 20:19
                  rapid130 napisał:


                  > Jak duży procent organizatorów ruchu i policjantów uważasz, że
                  > kierowcy powodujący wypadki są piratami-samobójcami, którzy z PEŁNĄ
                  > ŚWIADOMOŚCIĄ robią durne rzeczy na drodze.

                  Oczywiście że tak uważam . A Ty uważasz że wjazd na czerwonym świetle na
                  skrzyżowanie z ulicą o trzech pasach ruchu to nie jest durnota , bezmyślność ???????




                  > Dlaczego kierowcy-samobójcy powodują wypadki nagminnie przejeżdżając
                  > na czerwonym świetle AKURAT na skrzyżowaniu z ul. Mineralną????

                  Wszędzie gdzie wjeżdża się na skrzyżowanie na czerwonym dochodzi do wypadków . W
                  tym przypadku ul Mineralnej jest ich tylko najwiecej .
                  --
                  Klemens1 mówi : "MILF"
                  • rapid130 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 30.01.08, 02:01
                    habudzik napisał:

                    > Wszędzie gdzie wjeżdża się na skrzyżowanie na czerwonym dochodzi
                    > do wypadków.

                    Wszędzie.

                    > W tym przypadku ul Mineralnej jest ich tylko najwiecej.

                    "...tylko..." ??????

                    Dlaczego durnota i bezmyślność kierowców objawia się z większą siłą
                    akurat przy ul. Mineralnej, a nie - dajmy na to - na ul. Różowego
                    Pudelka??? ;)))) Złe duchy? ;)))) Żyła wodna? ;)))))


                    > Oczywiście że tak uważam . A Ty uważasz że wjazd na czerwonym
                    > świetle na skrzyżowanie z ulicą o trzech pasach ruchu to nie jest
                    > durnota, bezmyślność ??

                    Ludzie ładują się na czerwonym świetle z trzech powodów.

                    1. Z wyrachowania, gdy zaskoczy ich zmiana sygnału:
                    - "Ożesz k****! Za blisko, żeby wyhamować! [Jeśli teraz zahamuję, to
                    zatrzymam się jak idiota na środku skrzyżowania, albo ktoś mi w d***
                    wjedzie]. Lepiej zacisnę zęby i przelecę na "późnym żółtym". Zielone
                    dla ruchu poprzecznego jeszcze nie powinno się zapalić".

                    Jak pokazuje praktyka, często są w błędzie. :////

                    2. Z powodu fizycznego niedostrzeżenia sygnału.

                    Nie widzą sygnalizatora, bo został np. zasłonięty przez gałąź
                    drzewa, albo wysoką naczepę ciężarówki.

                    Albo błędnie odczytają informacje, np. patrzą się na sygnalizator
                    dla sąsiedniego pasa [odmiennego] ruchu.

                    Albo patrzą - mając ostre, niskie słońce grzejące w plecy, lub
                    prosto w oczy - i wydaje im się, że świeci się zielone światło.


                    3. Z powodu wadliwego postrzegania.

                    Oko widzi sygnał, ale mózg nie zawsze to rejestruje.
                    Dzieje się tak z powodu dekoncentracji, odwrócenia uwagi, lub
                    nadmiernym skoncentrowania uwagi na czymś innym, niekiedy także
                    bezpośrednio związanym z ruchem pojazdu, etc. etc.

                    * * *
                    To bezpośrednio nigdy nie jest czysta durnota i bezmyślność, nawet
                    przy nr 1.

                    Przelatujący na "późnym żółtym" zwykle mają świadomość podjętego
                    ryzyka. Ale wychodzą z założenia, że wybrali mniejsze zło.
                    Niestety, często jest to tylko wishfull thinking... :/

                    Chyba, że głupotą i bezmyślnością nazwiemy niski poziom wyszkolenia
                    kierowcy, skłaniający go do podejmowania nadmiernego ryzyka.
                    Lub skutkujący brakiem świadomości możliwości występowania
                    przypadków nr 2 i nr 3, także u niego.

                    Oczywiście, zawsze znajdzie się psychopata, który nauczył się
                    jeździć na Play-Station, naoglądał się "Szybkich i wściekłych" i
                    teraz bawi się w rosyjską ruletkę, przelatując przez skrzyżowanie na
                    czerwonym świetle, par excelance, świecącym od wielu sekund, przy
                    otwartym ruchu poprzecznym. Ale tacy są "białymi krukami".

                    Cała reszta wlatuje na czerwonym świetle albo całkiem niechcący,
                    albo wskutek wadliwej oceny po nagłej, zaskakującej zmianie
                    sytuacji.

                    Ludzie nie chcą powodować wypadków.
                    Tylko czasem im się to nie udaje. :(
                    • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 30.01.08, 07:30
                      rapid130 napisał:

                      > habudzik napisał:
                      >
                      > > Wszędzie gdzie wjeżdża się na skrzyżowanie na czerwonym dochodzi
                      > > do wypadków.
                      >
                      > Wszędzie.
                      >
                      > > W tym przypadku ul Mineralnej jest ich tylko najwiecej.
                      >
                      > "...tylko..." ??????

                      No tak . Jedyna różnica w liczbie .



                      >
                      > Dlaczego durnota i bezmyślność kierowców objawia się z większą siłą
                      > akurat przy ul. Mineralnej, a nie - dajmy na to - na ul. Różowego
                      > Pudelka??? ;)))) Złe duchy? ;)))) Żyła wodna? ;)))))

                      Bo przy Mineralnej wiecej kierowców olewa czerwony sygnał .





                      >
                      > > Oczywiście że tak uważam . A Ty uważasz że wjazd na czerwonym
                      > > świetle na skrzyżowanie z ulicą o trzech pasach ruchu to nie jest
                      > > durnota, bezmyślność ??
                      >
                      > Ludzie ładują się na czerwonym świetle z trzech powodów.
                      >
                      > 1. Z wyrachowania, gdy zaskoczy ich zmiana sygnału:
                      > - "Ożesz k****! Za blisko, żeby wyhamować! [Jeśli teraz zahamuję, to
                      > zatrzymam się jak idiota na środku skrzyżowania, albo ktoś mi w d***
                      > wjedzie]. Lepiej zacisnę zęby i przelecę na "późnym żółtym". Zielone
                      > dla ruchu poprzecznego jeszcze nie powinno się zapalić".
                      >
                      > Jak pokazuje praktyka, często są w błędzie. :////
                      >
                      > 2. Z powodu fizycznego niedostrzeżenia sygnału.
                      >
                      > Nie widzą sygnalizatora, bo został np. zasłonięty przez gałąź
                      > drzewa, albo wysoką naczepę ciężarówki.
                      >
                      > Albo błędnie odczytają informacje, np. patrzą się na sygnalizator
                      > dla sąsiedniego pasa [odmiennego] ruchu.
                      >
                      > Albo patrzą - mając ostre, niskie słońce grzejące w plecy, lub
                      > prosto w oczy - i wydaje im się, że świeci się zielone światło.
                      >
                      >
                      > 3. Z powodu wadliwego postrzegania.
                      >
                      > Oko widzi sygnał, ale mózg nie zawsze to rejestruje.
                      > Dzieje się tak z powodu dekoncentracji, odwrócenia uwagi, lub
                      > nadmiernym skoncentrowania uwagi na czymś innym, niekiedy także
                      > bezpośrednio związanym z ruchem pojazdu, etc. etc.
                      >


                      Żaden z powodów nie jest autorstwa złej organizacji ruchu , tumiwisizmu waaadzy , PIS-u , PO a wszystkie leżą po stronie człowieka za kierownicą . Nie zauważył , nie zdążył , nie chciało mu się itd. itp. .




                      > To bezpośrednio nigdy nie jest czysta durnota i bezmyślność, nawet
                      > przy nr 1.
                      >
                      > Przelatujący na "późnym żółtym" zwykle mają świadomość podjętego
                      > ryzyka. Ale wychodzą z założenia, że wybrali mniejsze zło.
                      > Niestety, często jest to tylko wishfull thinking... :/


                      Tak! Zgadzam się ! Dokładnie o tym pisałem .
                      • rapid130 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 30.01.08, 20:55
                        habudzik napisał:

                        > Bo przy Mineralnej wiecej kierowców olewa czerwony sygnał .

                        Nie twierdzę inaczej. Wypadków przy Mineralnej jest więcej, bo
                        więcej kierowców olewa czerwony sygnał. To oczywista oczywistość. ;)

                        Ale cały czas dręczy mnie pytanie dlaczego AKURAT W TYM MIEJSCU
                        więcej kierowców olewa czerwony sygnał?

                        Dlaczego głupota najmocniej uderza ich na Mineralnej?

                        Umówili się w pubie przy piwie, że będą się tu rozbijać?


                        > Żaden z powodów nie jest autorstwa złej organizacji ruchu ,
                        > tumiwisizmu waaadzy, PIS-u , PO a wszystkie leżą po stronie
                        > człowieka za kierownicą . Nie zauważył , nie zdążył , nie chciało
                        > mu się itd. itp. .

                        Oczywiście, bezpośrednio nie ma w tym winy organizacji ruchu.

                        Ale przyczyny wypadków dzielą się na bezpośrednie (czyjś
                        niewydarzony manewr) i pośrednie (np. okoliczności, które sprzyjały
                        błędowi kierowcy, a niekiedy go nawet sprowokowały).

                        Przyczyny pośrednie często są decydujące. Tzn. gdyby one nie
                        występowały, to kierowcy popełnialiby błędy o wiele wiele rzadziej,
                        albo wcale.

                        Obowiązkiem zarządcy drogi jest organizowanie ruchu w taki sposób,
                        aby eliminować okoliczności sprzyjające popełnianiu błędów.

                        To takie moje wishfull thinking. :/

                        * * *
                        Drogowcy mają do dyspozycji ogromny wachlarz rozwiązań technicznych,
                        którymi mogą wpływać na bezpieczeństwo kolizyjnych miejsc. Tylko
                        muszą mocno zapędzić szare komórki do roboty, żeby trafnie je
                        wybierać z wachlarzyka. Często im wychodzi!

                        W miejscowości P. na lokalnej drodze o niedużym ruchu, bezmyślni i
                        durni kierowcy złośliwie ignorowali znak STOP. Co kilka tygodni
                        powodowali fatalne wypadki.
                        Ale drogowcy wyleczyli głupotę u 99,5 % kierowców... wycinając kilka
                        jabłonek i robiąc małą rewolucję pośród ustawionych znaków. Dla
                        pewności dorzucili „pawie oczko” (pulsującą żółtą lampę).

                        W innej miejscowości P. na drodze krajowej głupi i niedobrzy
                        kierowcy z całym impetem - typowym dla wrednego pirata drogowego
                        (takiego z jednym okiem i drewnianą nogą) - wlatywali na
                        skrzyżowanie, pomimo że nie mieli pierwszeństwa
                        przejazdu. :OOOOO
                        Co kilka-kilkanaście dni powodowali poważne wypadki, często
                        śmiertelne, zwykle w okresie od zmierzchu do świtu.
                        Drogowcy próbowali leczyć ich głupotę tablicą „Czarny punkt”.
                        Pomogło tylko odrobinkę.
                        Głupota zanikła u 99 % kierowców po solidnym doświetleniu
                        skrzyżowania i zamontowaniu inteligentnej sygnalizacji świetlnej.

                        W miejscowości J. paskudni i głupkowaci kierowcy sami sobie psuli
                        samochody i turbowali pasażerów.
                        Na jednym z zakrętów, zamiast skręcać, jak ostatni kretyni jechali
                        prosto w pole!
                        Drogowcy CAŁKOWICIE wyleczyli głupotę kierowców... sadząc iglaste
                        krzaczki!!!!

                        Napisałem to pół żartem, pół serio.

                        Ale to wszystko są opisy istniejących miejsc, okoliczności wypadków
                        i metody naprawcze z życia wzięte. Jeśli sobie życzysz, służę
                        szczegółami.
                        • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 30.01.08, 23:56
                          rapid130 napisał:


                          > Nie twierdzę inaczej. Wypadków przy Mineralnej jest więcej, bo
                          > więcej kierowców olewa czerwony sygnał. To oczywista oczywistość. ;)
                          >
                          > Ale cały czas dręczy mnie pytanie dlaczego AKURAT W TYM MIEJSCU
                          > więcej kierowców olewa czerwony sygnał?
                          >
                          > Dlaczego głupota najmocniej uderza ich na Mineralnej?
                          >
                          > Umówili się w pubie przy piwie, że będą się tu rozbijać?

                          Dałem już odpowiedź pytaniem . A dlaczego w NY jest wiecej morderstw niż w
                          Seattle? Bo NY wiecej jest hołoty .

                          > > Żaden z powodów nie jest autorstwa złej organizacji ruchu ,
                          > > tumiwisizmu waaadzy, PIS-u , PO a wszystkie leżą po stronie
                          > > człowieka za kierownicą . Nie zauważył , nie zdążył , nie chciało
                          > > mu się itd. itp. .
                          >
                          > Oczywiście, bezpośrednio nie ma w tym winy organizacji ruchu.
                          >
                          > Ale przyczyny wypadków dzielą się na bezpośrednie (czyjś
                          > niewydarzony manewr) i pośrednie (np. okoliczności, które sprzyjały
                          > błędowi kierowcy, a niekiedy go nawet sprowokowały).
                          >
                          > Przyczyny pośrednie często są decydujące. Tzn. gdyby one nie
                          > występowały, to kierowcy popełnialiby błędy o wiele wiele rzadziej,
                          > albo wcale.

                          Nie , w żadnym z tych przypadków winy ani pośredniej ani bezpośredniej nie można
                          przypisać organizacji ruchu . Jedyny błąd tego miejsca to samo istnienie tego
                          miejsca. Co można zrobić w tym konkretnym przypadku by nie dochodziło do
                          przejeżdżania na czerwonym ?????? Zlikwidować droge ? Juz prościej niż czerwone
                          światło debilowi nie można wytłumaczyć by poczekał 1minute i 12 sekund aż zapali
                          się zielone .



                          > Obowiązkiem zarządcy drogi jest organizowanie ruchu w taki sposób,
                          > aby eliminować okoliczności sprzyjające popełnianiu błędów.
                          >
                          > To takie moje wishfull thinking. :/

                          W Polsce się nie da bo nawet postawienie znaków i wyświetlanie czerwonego
                          sygnału świetlnego nie powoduje że taki Eme/Edek postoją i poczekają na zielone
                          . Potrafi zadać tylko pytanie : "a na strzałce zielonej do lewoskretu to można
                          zawracać ????"




                          > * * *
                          > Drogowcy mają do dyspozycji ogromny wachlarz rozwiązań technicznych,
                          > którymi mogą wpływać na bezpieczeństwo kolizyjnych miejsc.

                          Światło czerwone na całym bożym świecie oznacza STÓJ ale nasi spece wiedzą lepi
                          . Nie da się bardziej uprościć trudnego skrzyżowania niz postawienie
                          sygnalizacji świetlnej . Cóż z tego skoro i to olewamy .




                          > W miejscowości P. na lokalnej drodze o niedużym ruchu, bezmyślni i
                          > durni kierowcy złośliwie ignorowali znak STOP. Co kilka tygodni
                          > powodowali fatalne wypadki.
                          > Ale drogowcy wyleczyli głupotę u 99,5 % kierowców... wycinając kilka
                          > jabłonek i robiąc małą rewolucję pośród ustawionych znaków. Dla
                          > pewności dorzucili „pawie oczko” (pulsującą żółtą lampę).

                          Teraz czekamy aż zburzą Zamek Królewski waraz z Kolumną Zygmunta by Eme/Edkowi
                          łatwiej było gdzieś wyjechać . To kierowca ma się dostosować do trudnych lub
                          łatwych warunków drogowych a nie na odwrót . To my w górach mamy uważać na
                          niecki a nie drogowcy maja niecki zasypywać ziemią by nam się fajowo jeździło .
                          To my kierowcy mamy uważać na nisko przelatujące samoloty a nie waaadza ma
                          likwidować lotniska by fałszywy Tebe mógł sobie popierda..ć 130 .
                    • jane14 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 30.01.08, 09:44
                      rapid130 napisał:

                      > To bezpośrednio nigdy nie jest czysta durnota i bezmyślność, nawet
                      > przy nr 1.

                      Pozwole sobie zaprzeczyć i to zdecydowanie. Ta argumentacja trąci
                      próbą usprawiedliwiania bardzo grożnego zjawiska które dość szybko
                      się upowszechnia a to głownie z powodu "bezkarności" gdyż Policja
                      praktycznie nie ściga tych wykroczeń. Zapewne dlatego, że w takich
                      sytuacjach jedynym dowodem jest zeznanie policjanta / zeznanie
                      kierowcy, co oznacza z definicji kłotnie. Tego typu wykroczenia
                      jeśli są ujawniane to najczęsciej przy okazji "filmowania"
                      videoradarem. Miejmy nadzieję że sprawa ulegnie zmianie po
                      upowszechnieniu się użadzeń automatycznie rejestrujących te
                      wykroczenia.
                      Powodem generalnym nasilenia się tego typu wykroczen jest jak i
                      wszystkich, wszędobylski pospiech. Kto jednak spieszy się kosztem
                      swojego i innych bezpieczeństwa zawsze zasługuje na miano
                      bezmyślnego DURNIA !
                      Z tego też zapewne powodu wykroczenia te cześciej wystepują na
                      jednych niż na innych skrzyżowaniach. Generalnie tam gdzie można dać
                      upust swojemu pospiechowi.
                      Powszechnie wieć zdarzaja się tam, gdzie droga przed skrzyżowaniem
                      pozwala na rozwiniecie dużych predkości (za duzych by zareagować na
                      zmianę śiwateł).
                      Gdy skrzyżowanie jest niewidoczne z daleka i przy dużej predkości
                      zaskakuje kierowców widok czerwonego semafora wyłaniającego sie zza
                      zakrętu czy wzniesienia.
                      Tam gdzie krzyżuje się wiele kierunków i jest duze nateżenie ruchu,
                      bo zmiana świateł trwa długo i każdy chce się na siłe załapać
                      jeszcze w tym cyklu.
                      Dość powszechne jest też to na skrzyżowaniach z tzw. wzbudzaną
                      sygnalizacją. Kierowcy jeżdzący za szybko nigdy nie wiedza czy
                      sygnalizacja sie jeszcze nie zdązyła dla nich wzbudzić bo najeżdzają
                      za szybko czy z poprzecznej nadjeżdza auto i ono ma priorytet.

                      Odnosząc się zaś szczegółowo do przyczyn podanych przez Ciebie:

                      > 1. Z wyrachowania, gdy zaskoczy ich zmiana sygnału:
                      > - "Ożesz k****! Za blisko, żeby wyhamować! ....

                      Pragnę dodać od siebie choć to bardzo niepopularna argumentacja ale
                      p1 jest bezpośrednim skutkiem przekraczania dozwolonej/rozsądnej
                      predkości na danym odcinku drogi. Jest to klasyczna ilustracja tego
                      że kierowca nie ma szans (pomimo swojejgo "mistrzostwa"), przy
                      przekroczeniu pewnej predkosci, zareagować skutecznie na zmianę
                      sytuacji na drodze. Szkoda tylko że nawet tak klasyczny przykład
                      przemawia do tak niewielu mistrzów.Zaryzykuje ale w mojej ocenie 99%
                      tego typu wykroczeń skutkujących grożnym wypadkiem jest wynikiem
                      właśnie nadmiernej predkości przed skrzyżowaniem

                      > 2. Z powodu fizycznego niedostrzeżenia sygnału.
                      > Nie widzą sygnalizatora, bo został np. zasłonięty przez gałąź
                      > drzewa, albo wysoką naczepę ciężarówki.

                      Owszem mozliwe choć mało prawdopodobne. Zdecydowana wiekszość
                      skrzyżowan ma wielokrotnie powtarzane sygnalizatory i nawet
                      zasłonięcie jednego przez np. ciężarówkę, nie uniemożliwia
                      orientacji na skrzyżowaniu.

                      > Albo błędnie odczytają informacje, np. patrzą się na sygnalizator
                      > dla sąsiedniego pasa [odmiennego] ruchu.

                      No oto to już trudno winić kogokolwiek poza kierowcą o ile ktoś
                      popełniajacy tak kardynalny bład moze być nazwany kierowcą.

                      > Albo patrzą - mając ostre, niskie słońce grzejące w plecy, lub
                      > prosto w oczy - i wydaje im się, że świeci się zielone światło.

                      Owszem zdarza się ale to nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem bo
                      słońce to nie flesz które błyska nagle i niespodziewanie. Wystarczy
                      dobrać predkość najazdową tak aby zdążyć zweryfikować to co "mi się
                      wydaje".

                      > 3. Z powodu wadliwego postrzegania.
                      > Oko widzi sygnał, ale mózg nie zawsze to rejestruje.
                      > Dzieje się tak z powodu dekoncentracji, ......

                      To się zdarza, nawet najlepszym, ale nie z winy organizacji ruchu.
                      Jednak jest to dość rzadkie zjawisko i dotyczy zapewne 0,01 %
                      wszystkich przejazdów na "czerwonym"


                      > Ludzie nie chcą powodować wypadków.
                      > Tylko czasem im się to nie udaje. :(

                      To prawda nie chcą, ale z drugiej strony robią wiele by je
                      prowokować. To nie jedyny przejaw głupoty ludzkiej. Wiele rzeczy nie
                      chcemy a mimo to robimy wiele by się zdarzyły.
                      • rapid130 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 31.01.08, 17:25
                        jane14 napisał:

                        > Pozwole sobie zaprzeczyć i to zdecydowanie. Ta argumentacja trąci
                        > próbą usprawiedliwiania bardzo grożnego zjawiska które dość szybko
                        > się upowszechnia a to głownie z powodu "bezkarności" gdyż Policja
                        > praktycznie nie ściga tych wykroczeń.

                        Masz rację, że to się upowszechnia, zwłaszcza w dużych miastach.

                        Masz rację, że policja patrzy na to przez palce.

                        Ale to nie była próba usprawiedliwienia tylko obiektywna ocena
                        przyczyn.

                        To nie jest CZYSTA durnota i bezmyślność, lecz niedostatek wiedzy i
                        nikła świadomości skutków.

                        Ktoś tym ludziom kiedyś nie wyjaśnił czym to grozi, jak to NAPRAWDĘ
                        jest ryzykowne, a sami nie są zainteresowani zgłębianiem tematu. :/

                        > Pragnę dodać od siebie choć to bardzo niepopularna argumentacja
                        > ale p1 jest bezpośrednim skutkiem przekraczania
                        > dozwolonej/rozsądnej predkości na danym odcinku drogi. Jest to
                        > klasyczna ilustracja tego że kierowca nie ma szans (pomimo
                        > swojejgo "mistrzostwa"), przy przekroczeniu pewnej predkosci,
                        > zareagować skutecznie na zmianę sytuacji na drodze.

                        Zgoda w 100 %.

                        Chociaż znam przypadek skrzyżowania nie gwarantującego uniknięcia
                        wjazdu na „późnym żółtym”, pomimo utrzymywania prędkości niższej niż
                        dopuszczalna nawet o 15 km/h! Bo ktoś mądry ustawił czas żółtego
                        sygnału na 1 s. (sic!) :PPPP

                        Kosztowną, lecz baaaardzo skuteczną metodą uspokajania jeżdżących za
                        szybko po mieście – co bezcenne, nie wymagającą wszechobecnej
                        kontroli policji – jest wspomniana przez Ciebie wzbudzana,
                        inteligentna sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniach.

                        Przekraczasz 50 km/h? Zaraz zobaczysz czerwone światło.
                        Jedziesz grzecznie? Przejedziesz na zielonym.
                        W efekcie jadąc przepisowo, poruszasz się szybciej.

                        >> 3. Z powodu wadliwego postrzegania.
                        >> Oko widzi sygnał, ale mózg nie zawsze to rejestruje.
                        >> Dzieje się tak z powodu dekoncentracji, ......

                        > To się zdarza, nawet najlepszym, ale nie z winy organizacji ruchu.
                        > Jednak jest to dość rzadkie zjawisko i dotyczy zapewne 0,01 %
                        > wszystkich przejazdów na "czerwonym"

                        Według moich szacunków nr 3 jest drugą wśród najczęstszych przyczyn
                        wlatywania na czerwonym świetle.
                        I to całkiem niedaleko za nr 1.
                        Rzadziej występuje nr 2.

                        Skąd mam taką pewność? Tylko w ciągu ostatniego roku byłem dwa razy
                        świadkiem błędu nr 3 w wykonaniu różnych kierowców, których byłem
                        pasażerami. A nieczęsto jestem pasażerem. Nie darłem się, bo akurat
                        w tych przypadkach nie zaistniało bezpośrednie zagrożenie kolizją.

                        Jeden kierowca w ogóle nie zajarzył co zrobił (!).
                        Drugi zajarzył 30 metrów za skrzyżowaniem:
                        – O, kurde! Było czerwone…

                        > To prawda nie chcą, ale z drugiej strony robią wiele by je
                        > prowokować.

                        Zgadza się.
                        Tylko, że oni nie wiedzą jak bardzo prowokują.

                        > To nie jedyny przejaw głupoty ludzkiej. Wiele rzeczy nie chcemy a
                        > mimo to robimy wiele by się zdarzyły.

                        * * *
                        Nigdy nie przemówisz skutecznie do głupiego.
                        Bo on nie ma świadomości, że jest głupi.

                        Trzeba mu przemówić do łba okrężną drogą, „między wierszami”.
                        Najlepiej w taki sposób, żeby był święcie przekonany, że to on sam w
                        swej mądrości doszedł do pożądanych przez Ciebie wniosków.

                        Hasła „głupota, bezmyślność, brawura i nadmierna prędkość” w ustach
                        gadających głów powtarzających je jak mantrę, są wytarte jak schody
                        na dworcu.

                        One W OGÓLE nie przemawiają do typowego polskiego kierowcy:
                        – słabo wyuczonego na kursie prawa jazdy,
                        – kompletnie nie zainteresowanego doskonaleniem własnych
                        umiejętności,
                        – funkcjonującego poprawnie zwykle tylko dzięki rutynie codziennego
                        pokonywania tej samej trasy,
                        – chronicznie zniecierpliwionego trudnymi warunkami na drogach, co
                        przy słabej samokontroli zawsze kończy się podejmowaniem ryzykownych
                        manewrów,
                        – często dodatkowo zakompleksionego, czyli mającego chorobliwą
                        potrzebę udowadniania swojej wyższości, lub odreagowywania stresu na
                        drodze,
                        – przy tym wszystkim uważającego się za nieomylnego mistrza kierowcy,
                        – dodatkowo skażonego wybiórczą wiedzą o [nieziemskim] poziomie
                        bezpieczeństwa współczesnych samochodów, co w jego ocenie umniejsza
                        podejmowanie ryzyko.

                        Takich dyletantów drogowych - przemieszczających się w aurze własnej
                        doskonałości i nieomylności - widuję na drodze dziesiątki, przy
                        każdym wyjeździe.

                        I świadomość ich uczestniczenia w ruchu drogowym po prostu mnie
                        przeraża.
                        Przeraża chyba jeszcze bardziej, niż możliwość spotkania z
                        legendarnym piratem drogowym.
                        Bo desperatów zapierniczających na łeb na szyję widuję najwyżej
                        kilku, góra kilkunastu przy zmianie pogody. :P I to podczas
                        dłuższych wyjazdów. A czasem wcale.

                        (Oczywiście w naturze występuje cała gama „typów mieszanych”, w
                        różnym stopniu łączących cechy dyletanta i pirata).

                        Z upływem czasu coraz bardziej przychylam się do zamierzchłej teorii
                        wypowiedzianej przez J. Tuwima (!), że bezkolizyjny ruch drogowy
                        jest li tylko zadziwiającym zbiegiem szczęśliwych okoliczności, a
                        nie doskonale zorganizowanym i bezpiecznym współuczestniczeniem w
                        ruchu wszystkich użytkowników drogi.

                        Oczywiście dyletantów i piratów może wychować policja.
                        Ale to jest z góry skazane na niepowodzenie.
                        Przypomina próbę układania dorosłego psa z kategorii "ciężki
                        przypadek".
                        Mało rozgarniętego lub pokrzywionego psychicznie.
                        Bydlę raz, drugi, trzeci stuli uszy i podda się.
                        Ale gdy tresera nie będzie na horyzoncie, znowu zeżre ciastka ze
                        stołu lub kogoś dotkliwie pogryzie.

                        Nie postawisz policjanta na każdym rogu.
                        A nawet jeśli, to mandat nie skłania kierowcy do zastanowienia nad
                        swoim postępowaniem.
                        Jest traktowany jak „dopust administracyjny”.

                        Do zastanowienia nad swoim postępowaniem skłania dopiero kolizja, a
                        zwykle solidny „dzwon”, w którym zginie ktoś bliski.
                        A i to nie zawsze.

                        Poraża mnie biadolenie rodzin nastolatków, którzy zginęli
                        w „wypadkach dyskotekowych”.
                        Zrzucających winę za nieszczęście na ślepy los, na mściwego pana
                        Boga. Nie dostrzegających od groma czynników, które występowały
                        latami i stały się pośrednimi przyczynami wypadku.

                        (Wstrząśnięty tatuś nie dojdzie do wniosku, że być może był złym
                        wzorem dla juniora, wożąc go według schematu „prędkość dopuszczalna
                        x 2”, bluzgając na policjanta, który wlepił mu mandat, parkując na
                        zakazie, etc.).

                        Dlatego, w obliczu 5-6 tysięcy trupów rocznie na drogach PL,
                        zdumiewa mnie koncentrowanie się ekspertów na przedpotopowym
                        dydaktyzmie z głupotą, bezmyślnością, brawurą i wariatami drogowymi
                        w roli głównej. Dydaktyzmie wciskanym tylko w głowy nielicznych
                        oglądaczy programów motoryzacyjnych.

                        Toż to jest jak grzmienie księdza na ambonie.
                        Ci, którzy szczególnie powinni wysłuchać jego perory, siedzą w
                        domach, a nie w kościele!

                        Dlaczego nie próbuje się przesączać uświadamiającej wiedzy licznym
                        dyletantom i rzadszym piratom drogowym za pomocą najskuteczniejszego
                        medium – czyli nowoczesnej reklamy???

                        Dlaczego nie pokazać ludkom w drastycznym spocie mechanizmu
                        generującego zjawisko nr 1, skutkujące tragicznymi wlotami na
                        czerwonym świetle?

                        Taki sposób przekazu działa znakomicie. Lepiej niż batożenie
                        policjanta, bo u wielu uruchamia samokontrolę, której wcześniej nie
                        było.

                        Jako tako działa nawet ultramiękki marketing, czyli np. klipy z A.
                        Stockingerem przemawiającym łagodnym, lecz stanowczym głosem:
                        - „Zatrzymaj się przed każdym przejazdem kolejowym”.

                        Po emisjach tegoż zauważyłem zdumiewające i pozytywne zjawisko.
                        Ludzie faktycznie zaczęli wyraźnie częściej zatrzymywać się przed
                        torowiskami.

                        Skoro trwa „wojna drogowa”, to dlaczego nie bombardują nas reklamy
                        społeczne, obrazujące z całym naturalizmem skutki „wojn
                        • rapid130 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 31.01.08, 17:29
                          (cd.)

                          Skoro trwa „wojna drogowa”, to dlaczego nie bombardują nas reklamy
                          społeczne, obrazujące z całym naturalizmem skutki „wojny” i zalążki
                          przyczyn gęstego ścielenia się trupa?????

                          Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. :/
                          Niestety, wyłącznie te wydawane bezpośrednio.
                          Bo pośrednio – wskutek wypadków drogowych – płacimy wielokrotnie
                          więcej.

                          Niestety, akurat na reklamy społeczne nie ma kasy i – przede
                          wszystkim - nie ma woli. :((((((((

                          Ende. :P
                          • emes-nju Szacuneczek 31.01.08, 18:10
                            Wylozyles w prostych slowach to, co ja wylozylbym w bardzo emocjonalnym elaboracie :-P
                        • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 31.01.08, 19:31
                          rapid130 napisał:


                          > Kosztowną, lecz baaaardzo skuteczną metodą uspokajania jeżdżących za
                          > szybko po mieście – co bezcenne, nie wymagającą wszechobecnej
                          > kontroli policji – jest wspomniana przez Ciebie wzbudzana,
                          > inteligentna sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniach.

                          Po co więc kosztowne metody nie przynoszące ani bezpieczeństwa ani nie
                          zarabiające na własne utrzymanie ????? Lepsze sa fotoradary - mało kosztują ,
                          zarabiają na siębie a są niesamowicie skuteczne .



                          > Przekraczasz 50 km/h? Zaraz zobaczysz czerwone światło.
                          > Jedziesz grzecznie? Przejedziesz na zielonym.

                          Podany za Rzepą przykład uświadami chyba Ci dobitnie że przekraczamy 50km/h ,
                          widzimy czerwone światło na Mineralnej i wjeżdżamy na skrzyżowanie przy
                          czerwonym świetle , zwłaszcza że wiemy o tym iż czerwone nie jest po to by ci z
                          boku mieli zielone a jedynie po to by nas zatrzymać . We własnej wiosce
                          przejeżdżam na czerwonym które reaguje na prędkość powyżej 70-80km/h . Robie tak
                          dlatego że wiem iż zapala się ono tylko po to by mnie nastraszyć .
                          • rapid130 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 05.02.08, 01:06
                            habudzik napisał:

                            > Po co więc kosztowne metody nie przynoszące ani bezpieczeństwa ani
                            > nie zarabiające na własne utrzymanie ????? Lepsze sa fotoradary -
                            > mało kosztują, zarabiają na siębie a są niesamowicie skuteczne .

                            To wreszcie zdecydujmy, czy zależy nam na kasie bezpośredniej, czy
                            na realnym bezpieczeństwie, przynoszącym pośrednio potężne
                            oszczędności? :P

                            Czy wolisz, żeby niegrzeczni kierowcy dawali po hantlach do V=45
                            km/h koło fotoradaru [5 km/h rezerwy na wszelki wypadek], a zaraz
                            potem znów grzali 2x tyle?

                            Czy wolisz, żeby NA CAŁYM ODCINKU wszyscy jechali po bożemu 50 km/h
                            z własnej [acz lekko przymuszonej] woli? Przymuszonej takim, a nie
                            innym "zachowaniem wychowawczym" sygnalizacji świetlnej.

                            Równie skuteczna może być tylko kaskadowa kontrola prędkości.
                            Ale wtedy policjantów musiałoby być lekko licząc 1 mln egz., zamiast
                            dzisiejszych ponad 100 tys. egz. :PPPP

                            > We własnej wiosce przejeżdżam na czerwonym które reaguje na
                            > prędkość powyżej 70-80km/h . Robie tak dlatego że wiem iż zapala
                            > się ono tylko po to by mnie nastraszyć.

                            Sygnalizacja "wzbudzeniowa" ma jeden feler z punktu widzenia
                            kierowców-spryciarzy. Nigdy na 100 % nie wiadomo, czy włączyła
                            czerwone światło wychowawczo, czy faktycznie jedzie coś
                            ważniejszego. :PPPPP
                            • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 05.02.08, 01:25
                              rapid130 napisał:


                              > To wreszcie zdecydujmy, czy zależy nam na kasie bezpośredniej, czy
                              > na realnym bezpieczeństwie, przynoszącym pośrednio potężne
                              > oszczędności? :P

                              I na jednym i na drugim a dodatkowo na trzecim które wyeliminuje tych którym nie
                              przemówią żadne znaki do rozsądku .Same zyski a żadnych strat i to w sumie za
                              stosunkowo nieduże pieniądze jakie trzeba zainwestować .




                              > Czy wolisz, żeby niegrzeczni kierowcy dawali po hantlach do V=45
                              > km/h koło fotoradaru [5 km/h rezerwy na wszelki wypadek], a zaraz
                              > potem znów grzali 2x tyle?

                              Wole by nigdy i nigdzie niegrzeczni kierowcy nie wiedzieli że są podglądani .
                              Tylko wtedy bedą musieli mieć się na baczności non-stop. Tylko terapia szokowa
                              daje rezultaty natychmiast i skutecznie . Z owłosionej klaty najlepiej zerwać
                              plaster szybkim ruche , po chamsku , na beszczelnego a cyrtolenie się w formie
                              "mam prośbe - zwolnij " nic nie da . Moim zdaniem - ostro w mordę i poprawić z
                              drugiej strony a już najlepiej na dzień dobry przed ewentualnym popełnieniem
                              grzechu prosto w ryj .



                              > Czy wolisz, żeby NA CAŁYM ODCINKU wszyscy jechali po bożemu 50 km/h
                              > z własnej [acz lekko przymuszonej] woli? Przymuszonej takim, a nie
                              > innym "zachowaniem wychowawczym" sygnalizacji świetlnej.

                              Tylko wtedy zda to egzamin gdy bedą chcieli przestrzegać czerwonego sygnału a tu
                              pojawia się problem Mineralnej - nie przestrzegają .



                              >
                              > Równie skuteczna może być tylko kaskadowa kontrola prędkości.

                              Oczywiście .




                              > > We własnej wiosce przejeżdżam na czerwonym które reaguje na
                              > > prędkość powyżej 70-80km/h . Robie tak dlatego że wiem iż zapala
                              > > się ono tylko po to by mnie nastraszyć.
                              >
                              > Sygnalizacja "wzbudzeniowa" ma jeden feler z punktu widzenia
                              > kierowców-spryciarzy. Nigdy na 100 % nie wiadomo, czy włączyła
                              > czerwone światło wychowawczo, czy faktycznie jedzie coś
                              > ważniejszego. :PPPPP

                              Ja tam akurat wiem bo wtedy nie zapala się zielone dla tych z bokowca . To widać .
                              • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 05.02.08, 01:28
                                Z tym "ryjem" to oczywista sprawa celowo przejaskrawiłem na potrzeby filmu ale
                                coś w tym jest że najlepiej najpierw strzelać a potem pytać kto idzie .
                        • jane14 Nigdy nie przemówisz skutecznie do głupiego... 01.02.08, 11:53
                          To Prawda ale zgadzajac sie w wiekszości w stawianej przez Ciebie
                          diagnozie, niesposób niedostrzec pewnej sprzecznosci w proponowanej
                          recepcie.
                          Dlaczegosz to reklama społeczna która jest przecież niczym innym
                          tylko kolejną metodą przemowy/kazania i rózni się od tego ostatniego
                          jedynie tym, że jej adresat siedzi nie w kościele ale przed
                          telewizorem/bilbordem, miała by istotnie przemówić do "głupców".
                          Nie przemówi!
                          Jeżeli porównamy sie do krajów "cywilizowanych" pod wzgledem kultury
                          komunikacyjnej to zawsze pierwsze co rzuca się w oczy to niezwykłą
                          miękkość naszego prawa w stosunku do wykroczeń drogowych i
                          tolerancyjnośc (czesto nie bezinteresowna) czy wręcz brak
                          skuteczności Policji.
                          Czy znasz jakiś cywilizowany kraj gdzie ktoś przekraczajacy
                          dwukrotnie dozwoloną predkość odjeżdza z miejsca zdarzenia po
                          uiszczeniu drobnej opłaty jako kierowca ?
                          Czy znasz jakiś cywilizowany kraj który możesz przejechać wzdłuż i
                          wszesz popełniajac kilka wykroczeń /km bezkarnie ?

                          Oczywiście zaraz kilku "bezpiecznych" uruchomi machinę propagandową
                          o stanie dróg, oznakowaniu, "polowaniu' zza krzaka itd różnicach
                          miedzy nami a "cywilizowanymi".
                          To bardzo chwytliwe i typowo populistyczne diagnozowanie problemu.
                          Wynika ono poprostu ze strachu przed zaostrzeniem kar i poprawą
                          skuteczności ich egzekwowania ponieważ to tych "bezpiecznych"
                          dotknie bezpośrednio!
                          Bo zdecydowana wiekszość kierowców ma pełna swiadomosć ze jeżdzi
                          żle, niebezpiecznie, niezgodnie z przepisami itd. Ma też zapewne
                          świadomość czym to grozi. Przecież pewnie kazdy widział już trupy na
                          swej drodze. Albo pozostałe po nich krzyze i znicze.
                          Czy warto wiec ich uczyć czegokolwiek? Czy nie czas zacząć od nich
                          poprostu wymagać ?
                          Przekonać kogoś, ze jego wyczyny nie są obojetne dla jego i innych
                          bezpieczeństwa może być trudne.
                          To tak jak z perspektywą raju, jest tak mglista i odległa, że
                          przegrywa w zestawieniu z wspólłczesnymi pokusami. Stad małe szanse
                          ksiedza, mimo porywających niekiedy kazań.
                          I tak samo mglista i nieprawdopodobna wydaje się perspektywa wypadku
                          z naszym udziałem. Dlatego reklama społeczna ma podobne szanse
                          przekonywania jak Ksiądz na kazaniu.
                          Starajac sie być obiektywnym w perspektywie ostanich nastu lat
                          trzeba dostrzec że w Polsce zdecydowanie poprawiło się oznakowanie
                          dróg (co nie oznacza ze jest idealne). Ich stan techniczny
                          bezwątpienia pozostawia wiele do zyczenia ale i tu również choć
                          napewno zbyt wolna poprawa następuje.
                          Natomiast zdecydowanie rzadziej, mimo przejeżdzania coraz wiekszych
                          dystansów, natrafiam na patrole Policyjne i tu upatrywałbym głownej
                          przyczyny tak dramatycznego spadku bezpieczeństwa na naszych drogach.
                          Nieważne w sumie czy kierowca ma na tyle rozumu by przyjąć mandat
                          jako zasłużoną karę za swa winę czy jako dopust administracyjny.
                          Wazne by dostawał te mandaty czasami, jeśli łamie reguły. By czuł że
                          to czy jeżdzi zgodnie z regułami czy "jak mu sie uwidzi" nie jest
                          obojetne dla innych.
                          Jesli nie mozna przemówić do wyobrażni, trzeba parzemawiać do
                          portfela.
                          Nie ukrywam że w moim przypadku otrzymywane mandaty choć zawsze
                          wydawały sie krzywdzące to jednak odegrały pewną role "wychowawczą"
                          zgodnie z zasadą "za głupotę trzeba płacic". Nie chcesz płacić,
                          zmądrzej !
                          Co do kursów i egzaminów na Pj to dalsze udziwnianie i szukanie
                          skutecznych metod mija sie z celem. W rezultacie poprzez wzrost
                          kosztów utrudnia dostęp do PJ nie tyle głupszym/nieodpowiedzialnym,
                          co raczej biedniejszym (= młodszym, uczniom, studentom itp.)
                          Żaden bowiem test czy najbardziej karkołomny manewr nie da
                          odpowiedzi na podstawowe pytanie. Czy ktoś nadaje się na kierowcę ?
                          Musi być zaakceptowany i egzekwowany fakt, ze PJ to kredyt zaufania
                          dla pani/panaX, że potrafi być zdyscyplinowany i odpowiedzialny. A
                          egzamin to tylko sprawdzanie wiedzy i umiejetności.
                          To czy ktoś zasługuje na zaufanie by powierzyć mu los innych, musi
                          być weryfikowane w praktyce i ta weryfikacja należy do Policji.
                          Powinno być reguła a nie wyjatkiem że jakiś % naduzywając to
                          zaufanie PJ traci. Moim zdaniem tylko takie podejście do problemu w
                          którym wolnośc rozumiemy jako wolność wyboru miedzy jeżdzę zgodnie
                          z przepisami - jeżdzę autobusem, daje szanse na widoczną poprawę na
                          drogach.
                          Tymczasem wielu niestety, także decydentów pojmuje wolnośc jako
                          wolność od kontroli i nadzoru. Stad też niechęć do wyposazaniea
                          policji nie tylko w sprzet ale i w instrumenty prawne.
                          A naszych drogach rzeczywiscie trwa wojna, ale żadnej wojny nie
                          wygrała jeszcze propaganda (reklamy społeczne). Owszem propaganda
                          pomaga, ale aby skutecznie wygrać trzeba mieć dobrze uzbrojona i
                          dowodzoną armie. I nie musi być ona tak liczna by stać na kazdym
                          rogu. Wystarczy kika niespodziewanych ale dotkliwych i
                          skutecznych "uderzeń" by wywołąć panikę i odwrót "wroga". A nasza
                          armia (policja drogowa) jaka jest każdy widzi. Przypomina raczej
                          siły rozjemcze. Dopoki nie leje się krew i skutków nie da się
                          już "zamieśc pod dywan" dopóty się nie miesza i udaje że panuje nad
                          sytuacją.

                          PS Co do Psów. Niedawno "odziedziczyłem" 12 letniego wilczura (to
                          chyba dość stary pies?).
                          Miał wiele wad, od uciążliwego choć nieszkodliwego żebrania przy
                          stole, po bardzo niebezpieczne, jak chec udowodnienia innym psom że
                          jest silniejszy i gryzie mocniej niż one.
                          Dziś po pół roku pies wie doskonale gdzie jego miska i aczkolwiek
                          bywa, że warczeniem wyraża swą dezaprobatę dla innych ogoniastych to
                          jednak skutecznie oduczył sie uzywania żebów do tego celu.
                          Nie będe opisywał metod zastosowanych wobec niego ale nie było to
                          nic co można by podciągnąć pod "reklamy społeczne"
                          • emes-nju Re: Nigdy nie przemówisz skutecznie do głupiego.. 01.02.08, 12:41
                            jane14 napisał:

                            > To Prawda ale zgadzajac sie w wiekszości w stawianej przez Ciebie
                            > diagnozie, niesposób niedostrzec pewnej sprzecznosci w proponowanej
                            > recepcie.
                            > Dlaczegosz to reklama społeczna która jest przecież niczym innym
                            > tylko kolejną metodą przemowy/kazania i rózni się od tego
                            > ostatniego jedynie tym, że jej adresat siedzi nie w kościele ale
                            > przed telewizorem/bilbordem, miała by istotnie przemówić do
                            > "głupców".
                            > Nie przemówi!

                            Wtrace sie.

                            Natretnie dydaktyczna nie przemowi. Poczytaj jak tylko na tym forum ocenia sie "antypirackie" programy w TV - szczegolne "Uwaga Pirat".

                            Natomiast reklama spoleczna skierowana scisle do wybranej grupy, moze operowac sposobem przekazu odpowiednim dla tej grupy. Inaczej mowi sie do statecznego 50-latka, a inaczej do dzieciaka, ktory wlasnie skonczyl szkole (natretnego dydaktyzmu ma "po kokarde"!), zrobil PJ, a tatus kupil mu auto. Inaczej reklamuje sie samochod za 200 tys. zl, a inaczej, choc rownie skutecznie, reklamuje sie telefon na karte przeznaczony dla mlodziezy szkolnej.

                            > Czy znasz jakiś cywilizowany kraj gdzie ktoś przekraczajacy
                            > dwukrotnie dozwoloną predkość odjeżdza z miejsca zdarzenia po
                            > uiszczeniu drobnej opłaty jako kierowca ?

                            Coz, to wynik tego, ze waaaadza doskonale wie wedlug jakiego klucza ustawiane sa ograniczenia. Sa mocno na wyrost, zeby kierowcy jechali CHOCIAZ ograniczenie + VAT (nawet jak ktos nie slyszal tego powiedzianego otwartym tekstem - ja slyszalem - to widzi, ze policja tak wlasnie jezdzi!). Kierowcy doskonale zdaja sobie sprawe z tego "puszczania oka" w wykonaniu waaadzy...

                            Inna sprawa jest to, ze gdyby waaadza zaczela drakonsko egzekwowac wszystko to, co w pocie czola poprodukowala na drogach, to nie dosc, ze polowe spoleczenstwa trzeba by ubrac w mundury (ORMO?), to jeszcze mogloby to skonczyc sie totalnym paralizem komunikacyjnym :-)

                            > Czy znasz jakiś cywilizowany kraj który możesz przejechać wzdłuż i
                            > wszesz popełniajac kilka wykroczeń /km bezkarnie ?

                            Czy znasz jeszcze jakis kraj, w ktorym stosowanie sie do wszytkich znakow powoduje to, ze jazda na dluzszym dystansie "po trasie", to poruszanie sie ze srednia predkoscia 45-50 km/h? Ok. "stan drog"... Ale co "stan drog" ma do spolecznych i osobistych potrzeb?!

                            Z grubszej rury. Czy znasz jakis cywilizowany kraj, w ktorym przez dwadziescia pare lat moze na jednej z glownych drog STOLICY stac ZAKAZ RUCHU? Zakazywal wjazdu w drobna uliczke po prawej. Ale stal po lewej stronie tej uliczki i byl obrocony tak, ze OBOWIAZYWAL na czteropasmowej drodze - kiedys wrzucalem nawet fotke tego czegos i mailowalem do ZDM (juz tego znaku nie ma - od jakichs dwoch tygodni).

                            > (...) zdecydowana wiekszość kierowców ma pełna swiadomosć ze jeżdzi
                            > żle, niebezpiecznie, niezgodnie z przepisami itd.

                            Wiekszosc ma swiadomosc, ze jezdzi niezgodnie z przepisami, ale malo kto wiaze to ze zwiekszaniem zagrozenia. Bo bezsprzeczna, smutna prawda jest to, ze przekraczanie wiekszosci ograniczen grozi w zasadzie tylko mandatem...

                            Klopot w tym, ze przepisy traktowane sa u nas po carsko-bolszewicku - sa dokuczliwa sprawka waaadzy (i waaadza nic nie robi, zeby zaczelo byc inaczej! Robi raczej ruchy w przeciwnym kierunku), a nie sa czescia systemu wspolnych OBYWATELSKICH wartosci!

                            > Jesli nie mozna przemówić do wyobrażni, trzeba parzemawiać do
                            > portfela.

                            I to wlasnie jest przejaw bolszewickiego myslenia!

                            W Polsce NIKT i W ZADEN SPOSOB nie przemawia SKUTECZNIE do NICZYJEJ wyobrazni! Edukacja odbywa sie wylacznie poprzez system represji! I nie byloby to tak strasznie gdyby nie to, ze prawo i jego praktyczna realizacja faktycznie pozostawiaja duuuuzo do zyczenia, co rodzi u ludzi przekonanie, ze waaadza jest jak ten kociol co przyganial garnkowi.

                            > Musi być zaakceptowany i egzekwowany fakt, ze PJ to kredyt zaufania
                            > dla pani/panaX, że potrafi być zdyscyplinowany i odpowiedzialny.

                            Blad. Istnieja testy (to wcale nie podniesie ceny kursu!), ktore dosc dokladnie pozwola okreslic psychologiczny profil kandydata. Z testami "poradza sobie" (beda umieli je TROCHE oszukac) ludzie inteligentni, ale ci powoduja mniej wypadkow niz (sorry!) glaby. A glaby nie poradza sobie z oszukaniem testu i bardzo ladnie bedzie wiadomo czy dany kandydat moze prowadzic ponadtonowy pocisk czy nie. Sa kraje gdzie kandydatom robi sie testy...

                            Uklad, w ktorym ktos dostaje PJ "na kredyt" jest nie dosc, ze niebezpieczny (dla nas!), to jeszcze szalenie demoralizujacy. Lepiej, zeby nieodpowiedni ludzie w ogolenie mogli zasiadac za kolkiem
                            • jane14 Re: Nigdy nie przemówisz skutecznie do głupiego.. 01.02.08, 14:25
                              Najwyrażniej nie rozumiesz a raczej nie chcesz zrozumieć istoty
                              problemu.
                              Uzywasz mocno wyświechtanych i niestety niesprawdzonych w praktyce
                              argumentów.
                              Czy u nas edukacja odbywa się poprzez represje ? Zartujesz! Dostałeś
                              choć raz w życiu mandat za zrobienbie czegos o czym byś nie wiedział
                              że nie wolno robić. A czy dostał jakiś twój znajomy... Na czym ta
                              represujność ma polegać ? Na karaniu mandatami za wykroczenia ?
                              W żadnym kraju nie zanotowano paraliżu komunikacyjnego w zwiazku z
                              dyscyplinowaniem kierowców.
                              Nawet w naszym tak naszpikowanym wg Ciebie absurdalnymi
                              ograniczeniami nie zanotowano wpływu np. fotoradarów na
                              przepustowość drogi. I choć wielu wysywa bzdurne argumenty próbując
                              wykazać ich nieprzydatność to te przykłady najlepiej pojkazują że
                              tam gdzie jest skuteczna egzekucja jest i bezpieczna a przy tym
                              niekoniecznie wolniejsza jazda.
                              Oczywiście "mistrzowie" wysuna tysiace argumentów przeciw, nawet
                              najbardziej bzdurnych z komuną włacznie (czy komuniści wymyślili
                              fotoradar albo sygnalizację świetlną?).
                              Tak działa urażona ambicja Mistrza któremu pogrożono palcem.
                              Mistrz jest zjawiskiem szczególnie niebezpiecznym on nie tylko nie
                              zdaje sobie sprawy że robi żle on dodaje do tego ideologie i kreuje
                              się na bohatera w walce z niedostosowanymi do jego szybkości.
                              Czy do takiego bohatera przemówi reklama społeczna.
                              Moim zdaniem nie !
                              Ale jakżesz skuteczny i pouczajacy dla innych kandydatów na mistrzów
                              może byc widok Mistrza maszerującego do autobusu zamiast śmigającego
                              autkiem przed nosem przechodnia i wygrażającego pieścią ...
                              "gdzie się pchasz nie widzisz, że jedzie auto ! A gdzie masz pajacu
                              kamiżelkę, odblaski i koguta na czapce ! Ja jestem tylko Mistrz !,
                              nie jasnowidz, moge cię nie zauważyć nawet jak już jesteś na
                              przejściu !
                              Mistrza trzeba obnażyć z jego ideologi a jak to najprościej zrobić ?
                              No zabrać mu PJ. Co to za mistrz jazdy, bez prawa jazdy !!!
                              • emes-nju Re: Nigdy nie przemówisz skutecznie do głupiego.. 01.02.08, 15:14
                                jane14 napisał:

                                > Czy u nas edukacja odbywa się poprzez represje ? Zartujesz!
                                > Dostałeś choć raz w życiu mandat za zrobienbie czegos o czym byś
                                > nie wiedział że nie wolno robić.

                                Edukacji nie ma w ogole. Trudno nauke ZDANIA EGZAMINU nazwac edukacja komunikacyjna. O obywatelskiej nawet nie wspomne.

                                Role nauczyciela pelni pan z bloczkiem.

                                Klopot w tym, ze mandat jest kara za wykroczenie, ale nie nauczy tego, kto lamie przepisy, szacunku do prawa, jako do wspolnej nadrzednej wartosci. Co najwyzej nauczy strachu przed konsekwencjami prawnymi (bez powiazania z bezpieczenstwem ruchu!), co zaowocuje tym, ze kierowca wiecej bedzie zwracal uwagi na policje i fotoradary niz na droge, a jak powyzszych "utrudnien" nie bedzie w zasiagu wzroku, to bedzie jechal wg wlasnego KD.

                                Ty i odpowiedzialni za ruch nie zdaja sobie sprawy z tego, ze nie chodzi o to, zeby kierowcy przestrzegali przepisow ze strachu, tylko o to, zeby przestrzegali z powodu wewnetrznego przymusu. Tego BLOCZKIEM sie nie da zrobic! Policjanta nie postawisz na kazdym rogu, ale ten "policjant" moze byc w kazdym z nas - to da sie zalatwic odpowiednia edukacja (rowniez obywatelska).

                                > Czy do takiego bohatera przemówi reklama społeczna.
                                > Moim zdaniem nie !

                                Zalezy jaka. Reklama spoleczna nie musi uczyc wprost (wrecz nie powinna!). Tu chodzi raczej o lansowanie porzadanych zachowan - one maja stawac sie "modne". To sie da zobic.

                                Ale nie w kraju, w ktorym waaadza tak gardzi obywatelami, ze nie ma oporow przed mowieniem o "ciemnym ludzie"... :-/

                                > Ale jakżesz skuteczny i pouczajacy dla innych kandydatów na
                                > mistrzów może byc widok Mistrza maszerującego do autobusu

                                Tratatata!

                                Miszcz po odebraniu PJ (z powodu jazdy 61 km/h, na 30 km/h przy szkole w noc sylwestrowa :-P ) nadal bedzie jezdzil. Bo ma w d... prawo! Zaplacil mandat, odebrali mu PJ... jakbycus to zaplaci jeszcze raz.

                                Dlatego, ze ma mentalnosc niewolnika szalejacego jak pan nie patrzy. Natomiast obywatel, czlowiek wiedzacy, ze ograniczenia sa dla niego (i maja takie byc!), a nie przeciw niemu (bo waaadza ma taki kaprys) i widzacy w nich sens, bedzie mial znacznie mniejsza sklonnosc do szalenstw "jak nikt nie patrzy".

                                > Co to za mistrz jazdy, bez prawa jazdy !!!

                                Miszcz bez PJ jest miszczem jezdzacym bez PJ. I juz.
                                • habudzik Re: Nigdy nie przemówisz skutecznie do głupiego.. 01.02.08, 17:46
                                  emes-nju napisał:


                                  > Edukacji nie ma w ogole. Trudno nauke ZDANIA EGZAMINU nazwac edukacja komunikac
                                  > yjna. O obywatelskiej nawet nie wspomne.

                                  Takiego gościa jak Ty trudno jest czegoś nauczyć a właściwie jest to "awykonalne" .





                                  > Role nauczyciela pelni pan z bloczkiem.

                                  Nie , on jest po to by wyciągać konsekwencje olewania przepisów . On nie jest od
                                  nauki .Kierowcy nie potrzebują nauki bo wiedzą że źle robią , oni potrzebują aby
                                  ich pilnowano .


                                  > Klopot w tym, ze mandat jest kara za wykroczenie, ale nie nauczy tego, kto lami
                                  > e przepisy, szacunku do prawa, jako do wspolnej nadrzednej wartosci. Co najwyze
                                  > j nauczy strachu przed konsekwencjami prawnymi (bez powiazania z bezpieczenstwe
                                  > m ruchu!), co zaowocuje tym, ze kierowca wiecej bedzie zwracal uwagi na policje
                                  > i fotoradary niz na droge, a jak powyzszych "utrudnien" nie bedzie w zasiagu w
                                  > zroku, to bedzie jechal wg wlasnego KD.
                                  >
                                  > Ty i odpowiedzialni za ruch nie zdaja sobie sprawy z tego, ze nie chodzi o to,
                                  > zeby kierowcy przestrzegali przepisow ze strachu, tylko o to, zeby przestrzegal
                                  > i z powodu wewnetrznego przymusu. Tego BLOCZKIEM sie nie da zrobic!

                                  Da się to zrobić . W wielu krajach się to udało i u nas też się uda . Udało się
                                  hołotę nauczyć że nie wolno jeździć bez biletu ? Udało ! Czemu więc nie nauczyć
                                  kierowców jak należy dobrze jeździć , czemu nie nauczyć ich tego tymi samymi
                                  metodami ?
                                • jane14 Obywatel, czlowiek wiedzacy,.. 02.02.08, 17:27
                                  Jestem pod wrażeniem !!!
                                  Ten post żywcem przenosi mnie w lata 50. W tych czasach takie
                                  wartości jak świadomość społeczna, prawy obywatel czujący wewnetrzną
                                  potrzebę służenia innym itp dyrdymały były w cenie.
                                  Do tego stopnia że bedącą narzedziem sanacyjnego ucisku policję
                                  zastąppiono milicją obywatelską której zadaniem było oczywiście
                                  nauczać a dopiero jak nie pomoże i obywatel nie złoży samokrytyki
                                  karać.
                                  Nieprawda ? A czegosz to przykładem jest twój ulubiony cytat "...a
                                  gdyby tam była wasza matka ..." jak nie próbą nauczania przez
                                  milicję prawidłowej postawy obywatelskiej.
                                  Oczywiście do realizacji tego zadania zaangażowano cały arsenał
                                  srodków które były niczym innym jak pewną formą współczesnej reklamy
                                  społecznej.
                                  Plakaty, hasła, masówki itp to może inna forma medialna ale niestety
                                  tego samego. Czy hasło "jedź bezpiecznie !" "Stop wariatom "itp na
                                  wiadukcie bedzie mieć wieksza siłe oddziaływania niż hasło "Partia z
                                  Narodem" (a może odwrotnie).
                                  Prawda jest niestety okrutna tak jak socjalizmu nie udało się
                                  utrzymać jedynie na bazie haseł i swiadomości społecznej i trzeba
                                  się było uciec do UB/SB itp tak i porzadku na drogach na bazie tylko
                                  świadomoiści społecznej nie zbudujesz.
                                  Najpierw musi powstać ten porządek i do tego musi doprowadzić
                                  Policja , niestety stanowczością i surowością wobec go burzących.
                                  Dopiero jak ten porządek powstanie można liczyć na to że wiekszość
                                  przekonawszy sie że słuzy on realnie ich bezpieczeństwu i komfortowi
                                  życia przyjmie go jak własny a policja nie tylko zyska sojuszników w
                                  normalnych kierowcach ale i nieco bedzie mogła odpuścić przynajmniej
                                  w swej liczebności.

                                  Socjalizm upadł ostatecznie (mimo rozbudowanych form reklam
                                  społecznych), bo nigdy nie zyskał tych sojuszników a to z prostego
                                  powodu, że nie zapewniał bezpieczeństwa i komfortu życia.
                                  • rapid130 Re: Obywatel, czlowiek wiedzacy,.. 05.02.08, 01:32
                                    jane14 napisał:

                                    > Czy hasło "jedź bezpiecznie !" "Stop wariatom "itp na wiadukcie
                                    > bedzie mieć wieksza siłe oddziaływania niż hasło "Partia z
                                    > Narodem" (a może odwrotnie).

                                    Oczywiście, że taki styl nie będzie skuteczny.

                                    Ale od tego mamy dyplomowanych psychologów i znakomicie
                                    funkcjonujących specjalistów od reklamy, żeby zrobili burzę mózgów i
                                    stworzyli coś skuteczniejszego.

                                    Jaskółeczką, która już leciutko szła w dobrą stronę był
                                    spot "Zwolnij, szkoda życia" z gostkiem pukającym w wieko trumny.

                                    Postęp był widoczny w inteligentnym pomyśle na finał. :P
                                    Niestety, zabrakło przekonującej i jednocześnie nienachalnej
                                    dydaktyki.

                                    Nie mamy nic do stracenia, za to wiele do zyskania.

                                    Ludźmi trzeba potrząsnąć, żeby się ocknęli. Potrząsnąć drastycznymi
                                    metodami:
                                    www.youtube.com/watch?v=ILMkpRNCBDI
                                    www.youtube.com/watch?v=wrjozeqc21M
                                    www.youtube.com/watch?v=iwGWUUtjIbY
                                    www.youtube.com/watch?v=2ts-HxZ_pnk
                                    www.youtube.com/watch?v=mb0uwpd86s8
                                    video.interia.pl/obejrzyj,film,36786
                                    video.interia.pl/obejrzyj,film,36777
                                    Niech coś podobnego chodzi sobie w serii reklam przed dziennikiem,
                                    albo przed filmem w kinie. Żeby komuś kęs kolacji lub popcorn utknął
                                    na moment w gardle. ;)
                                    • habudzik Re: Obywatel, czlowiek wiedzacy,.. 05.02.08, 01:53
                                      rapid130 napisał:

                                      > Ale od tego mamy dyplomowanych psychologów i znakomicie
                                      > funkcjonujących specjalistów od reklamy, żeby zrobili burzę mózgów i
                                      > stworzyli coś skuteczniejszego.
                                      >
                                      > Jaskółeczką, która już leciutko szła w dobrą stronę był
                                      > spot "Zwolnij, szkoda życia" z gostkiem pukającym w wieko trumny.

                                      Pomysł był świetny ale czy myślisz że dotarło to do Emesa/Edka ? Przecież dla
                                      nich jeśli prędkość im nie zagraża to jest już dobra i nie jest przy tym ważne
                                      że ta niezagrażająca im predkość mimo wszystko jest za duża w stosunku do
                                      pieszego , rowerzysty czy dziecka . Im się wydaje że skoro na zakręcie przy
                                      90km/h nie piszczą opony i nie bedą piszczały przy 110km/h to znaczy że jadą
                                      prawidłowo , wystarczająco wolno a ograniczenie do 60 jest przeszacowane . Oni
                                      nie biorą pod uwage że z lasu może wyjść wycieczka dzieci ze szkoły która poszła
                                      tam oglądać "panią jesień" , ważne że opony nie piszczą .
                                    • jane14 Re: Obywatel, czlowiek wiedzacy,.. 05.02.08, 10:08
                                      Reklama którą przywołujesz moze posłużyć zarówno jako przykład
                                      pozytywny jak i negatywny w sensie skuteczności i bezskuteczności.
                                      Bo zapewne wielu obejrzawszy ją ze zrozumieniem pokiwa głową
                                      wsiądzie do auta i moze nie pojedzie 150/h przez miasto i nie
                                      wpadnie na dom na pierwszym ostrzejszym zakrecie. Ale za to
                                      przejedzie je 70+ vat, a że akurat nie trafi na żadne dziecko
                                      staruszkę/ka ani zamyślonego/zakochanego przechodnia to wysiadzie z
                                      auta w przekonaniu że jechało bezpiecznie.
                                      A nawet jak trafi a uda mu sie z piskiem opon wyhamować a że było
                                      sucho i skończy sie szcześliwie to jedyny efekt tego to bedzie
                                      pyskówka którą można streścić jako chęć zamknięcia dzieci w
                                      przedszkolu, staruszków w domu starców, zakochanych ... w obozie dla
                                      zakochanych. itd.
                                      Bo w jego przekonaniu to oni są dla niego zagrozeniem nie on dla
                                      nich i to ich trzeba nauczać nie jego. Nawet jak "trafi" tego
                                      przechodnia to gdy pojedzie policja bedzie nadal szedł w zaparte.
                                      A najzabawniejsze i tragiczne zarazem jest to, że choć ma pełną
                                      świadomość że jechał za szybko że np. wyprzedzał przed przejściem
                                      albo zignorował przechodnia bo liczył na to ze on go widzi i sie
                                      zatrzyma to i tak nie uzna swej winy sam przed sobą.

                                      Jak rozwiażesz ten problem ?

                                      Habudzik chyba trafnie zauważył, że reklama społeczna nie
                                      oddziaływuje skutecznie na osoby o ukształtowanym, światopogladzie.
                                      Swiatopogladzie który można streścic słowami, "winni są wszyscy
                                      tylko nie ja".
                                      Podobnie typowa reklama komercyjna skusi osoby niezdecydowane i
                                      niezadowolone z produktu kupowanego dotychczas.
                                      Osoby zdecydowane i zadowolone można skusić jedynie konkretną
                                      korzyścią (cena/jakość) i to musi być ona wyrażnie odczuwalna już na
                                      etapie zakupu.
                                      Co wiec może być w reklamie spłecznej takim odczuwalnym bodźcem
                                      który przesądzi o samoograniczeniu się kierowcy.
                                      Widok śmierci kalectwa tak czy innaczej pokazany ?
                                      No niestety chyba nie. To dla nich tak daleka perspektywa (przecież
                                      jezdze bezpiecznie a co z tego że szybko?) ze nie poczują się
                                      adresatami takich "reklam".
                                      Co wiec może przemówić do nich. No niestety apel o bezpieczeństwo
                                      już nie ale koszt przejazdu to już predzej.
                                      Pewnie dlatego firmy ubezpieczeniowe dla których liczba
                                      kolizji/wypadków bezpośrednio przekłada się na zysk uwzgledniają te
                                      czynniki które moga wskazywać na to czy kierowca jest bezpieczny czy
                                      nie (nie tylko na podstawie jego odczucia) przy obliczaniu składek.
                                      W niektórych krajach uwzgledniaja tez mandaty. U nas nie bo u nas
                                      mandat jest niestety bardziej kwestią przypadku niż rzeczywistego
                                      stylu jazdy. Ale gdyby to zmienić czyli podnieść przede wszystkim
                                      skuteczność Policji to kilka stówek + grożba jazdy autobusem wydaje
                                      sie skutecznym bodźcem które zniszczy zamozadowolenie i potrafi
                                      odmienić swiatopogląd.

                                      Oczywiście nie zamierzam wylać dziecka z kąpielą i uznać reklamy
                                      społeczne tego typu za zupełnie niepotrzebne. One mogą bardzo pomóc
                                      w kształtowaniu naszych młodych kierowców czy kandydatów na nich.
                                      Niestety to co z trudem mozna osiągnąc takim "nauczaniem" pryśnie
                                      jak bańka mydlana w konfrontacji z rzeczywistością na drodze.
            • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 14:41
              rapid130 napisał:

              > > Chcecie by drogowcy intuicyjne skrzyżowania specjalnie dla Was
              > > robili bo biedaczyska czegoś mogą nie zobaczyć.
              >
              > Na miły Bóg, a co w tym złego?

              Nic w tym złego ale intuicyjne skrzyżowanie niczego nie poprawia jesli się łamie
              przepisy . Co po intuicyjnej strzłece w lewo skoro banda debili się zastanawia
              kiedy może na niej zawracać ??????
          • edek40 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 14:49
            Miedzy klamstwem, a niecelowym mijaniem sie z prawda jest mniej wiecej tak samo wielka roznica jak miedzy zwroceniem uwagi i zadaniem wyjasnien, a CHAMowaniem.

            Przyklad byl z glowy. Moge zajac sie notowanie/fotografowanie takich (i podobnych) kwiatkow. Tylko boje sie, ze nie znajde na to czasu.

            Kazdy czlowiek ma prawo byc niewyspany, sklocony, zestresowany, wkurzony, miec okres i zla zone. I ma rowniez prawo jezdzic, a psim obowiazkiem drogowcow jest tak oznakowywac drogi, aby nawet zmeczony wiedzial gdzie ma jechac.
            • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 14:56
              edek40 napisał:

              > Miedzy klamstwem, a niecelowym mijaniem sie z prawda jest mniej wiecej tak samo
              > wielka roznica jak miedzy zwroceniem uwagi i zadaniem wyjasnien, a CHAMowaniem

              Nie ma mowy o "niecelowym" bo zwracałem Ci na to że kłamiesz kilka razy uwage a
              Ty mimo to dalej przypisujesz mi to czego nie napisałem . Nie tylko ja zresztą
              zarzuciłem Ci że zmyślasz i dodajesz niewypowiedziane kwestie .



              > Przyklad byl z glowy. Moge zajac sie notowanie/fotografowanie takich (i podobny
              > ch) kwiatkow. Tylko boje sie, ze nie znajde na to czasu.

              Wystarczy podać miejsce .To jest do sprawdzenia .



              > Kazdy czlowiek ma prawo byc niewyspany, sklocony, zestresowany, wkurzony, miec
              > okres i zla zone. I ma rowniez prawo jezdzic, a psim obowiazkiem drogowcow jest
              > tak oznakowywac drogi, aby nawet zmeczony wiedzial gdzie ma jechac.

              I tu sie różnimy . Kierowca nie ma prawa być niesprawny ( bo to co opisałeś jest
              niesprawnością ) a nawet jesli już jest to nie może obwiniać drogowców że przez
              zaropiałe oczy nie zauważył znaku STOP czy zakaz wjazdu i wjechał pod prąd .
              • edek40 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 14:59
                A co z kierowcami niepelnosprawnymi? Co z osobami starszymi?

                Chlopie Ty naiwnie chcesz, aby drogami przemieszczali sie supermeni?
                • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 15:03
                  edek40 napisał:

                  > A co z kierowcami niepelnosprawnymi? Co z osobami starszymi?
                  >
                  > Chlopie Ty naiwnie chcesz, aby drogami przemieszczali sie supermeni?

                  Kierowca niepełnosprawny jest sprawnym kierowcą . Zaropiałe oczy sprawnego
                  kierowcy to niesprawność innego typu .
                  Z osobami starszymi tzn jakimi 80 lat 75lat ????? One łażą po chodniku i po
                  pasach a nie kieruja samochodami .
                  • edek40 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 15:32
                    Zobaczymy co bedziesz robil majac 75-80 lat. Wielu prowadzi. Czesc niepowinna, a czesc miesci sie w SREDNIEJ. To pojecie wyraznie Ci umyka.
                    • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 15:43
                      Myśle że w tym wieku nie powinno się prowdzic samochodu . Ja jak bede miał
                      75-80lat bede mieszkał daleko stąd i chodził spacerkiem nad turkusowe morze na
                      Promenade dA
                      • edek40 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 15:53
                        Czyli supermen jak zwykle? Nawet po osiemdziesiatce z daleka od motlochu zwyklych ludzi z ich zwyklymi problemami (rowniez transportowymi).
                        • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 16:58
                          Nie , bo tam tez są zwykli ludzie i maja takie same problemy jak my .
                          • edek40 Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 17:09
                            Nie to mam na mysli. Sa tacy, ktorzy z roznych powodow musza wciaz zarobkowac w tym wieku. Niech to bedzie nawet brak przewidywania i odkladania na przyszlosc. Fakt pozostaje faktem, ze tacy tez istnieja. Tylko habudzik nie zalapie sie na takie ochlapy zycia.
                            • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 17:17
                              edek40 napisał:

                              Tylko habudzik nie zalapie sie n
                              > a takie ochlapy zycia.

                              A to nie jest już takie oczywiste . Ja po prostu mam nadzieje że mi się w życiu
                              ułoży na tyle że bede mógł się tam przenieść . Ja z zasady myśle jak obywatel
                              pozytywnie nastawiony bo po co kusić los .
        • emes-nju Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 14:14
          edek40 napisał:

          > Emes chyba rzeczywiscie za bardzo sie czepia, ale tak juz ma.
          > Jednak czepia sie rowniez rzeczy bardzo waznych, takich jak zle
          > oznakowaie.

          Najbardziej czepiam sie miejsc, w ktorych oznakowanie jest sliczne i prawidlowe pod wzgledem zgodnosci z KD, ale jednak dochodzi w takich miejscach do wiekszej niz srednia liczby wypadkow.
          • habudzik Re: Czy chodzimy tak, zeby sie nie potknac? 28.01.08, 14:23
            emes-nju napisał:


            > Najbardziej czepiam sie miejsc, w ktorych oznakowanie jest sliczne i prawidlowe
            > pod wzgledem zgodnosci z KD, ale jednak dochodzi w takich miejscach do wieksze
            > j niz srednia liczby wypadkow.


            Co oznacza że nie oznakowanie jest powodem wypadków .Podałem cytat za Rzepą
            chyba że najwiecej wypadków jest tam gdzie oznakowanie jest jasne czytelne a
            jednocześnie ignorowne przez kierowców , patrz. wjazd na czerwonym swietle na
            skrzyżowanie ( działanie z premedytacją )
            >
            • Gość: na zimno A propos, premedytacji. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.01.08, 14:35

              Jezeli ktos wjezdza na czerwonym na skrzyzowanie "z premedytacja",
              to znaczy nic innego niz to, ze jest kompletnym idiota.

              Slowo "premedytacja" pochodzi z laciny (praemeditatio).
              Oznacza ono w wolnym tlumaczeniu "w sposob przemyslany",
              tzn. najpierw pomysl, potem rob.

              Wiec jesli ktos sobie pomyslal wlasnie tak, a potem
              wjechal na czerwonym, to oznacza, ze jego mozg jest bezuzytecznym
              tworem biologicznym.

              Dzialanie z premedytacja jest przypisane jednostkom myslacym.
              Idiota to inna kategoria. Idiota o medytacji czyli o mysleniu
              w zasadzie nic nie wie. No, bo skad?




              • habudzik Re: A propos, premedytacji. 28.01.08, 14:40
                Jak to zwał tak zwał w każdym razie tam jest spory odsetek wypadków mimo
                idealnego rozwiązania - sygnalizacji świetlnej .
              • emes-nju Re: A propos, premedytacji. 28.01.08, 16:14
                Gość portalu: na zimno napisał(a):

                > Jezeli ktos wjezdza na czerwonym na skrzyzowanie "z premedytacja",
                > to znaczy nic innego niz to, ze jest kompletnym idiota.

                Jednakze na miejscu organizatora ruchu zastanowilbym sie co sprawia, ze na jednych skrzyzowaniach prawie nie dochodzi do kraks "na czerwonym", a na innych jest ich duzo. Jakas, ZDECYDOWANIE warta zastanowienia (a moze nawet, lo JEZU!, dzialania!) przyczyna jest! W to, ze tam jest wieksza ilosc kosmicznego promieniowania ultrafiolkowego albo w to, ze kierowcy z czystej zlosliwosci akurat w tym miejscu postanawiaja gremialnie ponosic sliczna smierc, nie uwierze!
                • Gość: na zimno Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiotow? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.01.08, 16:33

                  Tych, ktorzy jezdza i tych, ktorzy reguluja fazy swiatel?
                  Ktoz to wie...

                  To jest taka anomalia albo punkt osobliwy jak to mawiaja
                  w naukach scislych. Cos w rodzaju czarnej dziury.
                  Czlowiek nie zrozumie z tego nic.

                  Statystyka to nauka scisla, jakkolwiek szasta prawdopodobienstwem,
                  graniczacym z pewnoscia.

                  A moze w kierowcach jest cos z tych biednych bykow, co to
                  na te plachte, tez CZERWONA reaguja tak nerwowo?



                  • emes-nju Re: Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiot 28.01.08, 17:14
                    Gość portalu: na zimno napisał(a):

                    > A moze w kierowcach jest cos z tych biednych bykow, co to
                    > na te plachte, tez CZERWONA reaguja tak nerwowo?

                    A mnie wciaz nurtuje pytanie, na ktore NIKT w Polsce nie widzi potrzeby udzielic odpowiedzi (BA! NIKT nie zadaje sobie trudu, zeby je zadac - wiadomo przeciez, ze kierowcy sa wszystkiemu winni. Po co wiec pytac :-/ ):

                    - dlaczego w jednych miejscach ta "plachta" powoduje zdenerwowanie, a w innych nie...?

                    PS O ile dobrze pamietam, to byki sa daltonistami :-)
                    • Gość: zzz Re: Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiot IP: *.aster.pl 28.01.08, 17:30
                      Tego skrzyzowania nie kojarze, ale podejrzewam ze na zielone trzeba tam pewnie
                      poczekac okolo 5 minut. A jakby zainwestowac w swiatla wyzwalane przez samochody
                      czekajace na mineralnej. To i nie byloby niepotrzebnych zatrzyman na dordze
                      glownej i co co raz an polgodziny wyjezdzaja z podporzadkowanej nie zanudzali by
                      sie czekajac na zielone.
                      • emes-nju Re: Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiot 28.01.08, 17:36
                        Skrzyzowanie, skrzyzowaniem...

                        Ale to samo pytanie (dlaczgo TU, a nie GDZIE INDZIEJ!!!???) waaadza powinna sobie zadawac w odniesieniu do "czarnych punktow". Tylko po co? Lepiej postawic fotoradar i loic.
                        • habudzik Re: Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiot 29.01.08, 20:33
                          emes-nju napisał:

                          > Skrzyzowanie, skrzyzowaniem...
                          >
                          > Ale to samo pytanie (dlaczgo TU, a nie GDZIE INDZIEJ!!!???)

                          Wszędzie , tylko tu najwięcej .
                      • habudzik Re: Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiot 29.01.08, 20:31
                        Gość portalu: zzz napisał(a):

                        > Tego skrzyzowania nie kojarze, ale podejrzewam ze na zielone trzeba tam pewnie
                        > poczekac okolo 5 minut.

                        Jak nie kojarzysz to po kiego piszesz . Nie trzeba tam czekać dłużej niż gdzie
                        indziej . Sekwencja jest normalna .
                    • Gość: na zimno Cala rzecz tkwi w regulacji faz ruchu. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.01.08, 17:39
                      (najprawdopodobniej)

                      Desperados wiedza, ze na zielone sie dlugo czeka i dlatego
                      wskakuja juz na czerwonym, bo to moze jest ich ostatnia szansa.

                      No i czasem jest ostatnia, niestety.


                      • emes-nju Re: Cala rzecz tkwi w regulacji faz ruchu. 28.01.08, 17:49
                        My mozemy sobie, ot tak, dla zabawy, GDYBAC.

                        Bylbym jednak bardzo zadowolony gdyby ktos, ten LESER i SABOTAZYSTA, ktoremu place za to, zeby WIEDZIAL i DZIALAL, zechcial WIEDZIEC i DZIALAC! W takiej wlasnie kolejnosci! Bo to, co sie dzieje na polskich drogach wyglada czesto (przynajmniej w Warszawie zbyt czesto!) na dzialania bez krztyny wiedzy.
                        • Gość: Paks sygnalizacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.08, 20:30
                          emes-nju napisał:

                          > My mozemy sobie, ot tak, dla zabawy, GDYBAC.

                          Tak nie całkiem do zabawy:
                          System stosowania sygnalizacji jest do bani.
                          Co to znaczy, że na zielonym można wjechać za sygnalizator ?
                          Ta jazda na zielonym zwykłym może być kolizyjna i bezkolizyjna -
                          organizator nie czuje się zobowiązany do informowania kierowcy o tym
                          fakcie.
                          Przy fazowej regulacji z przeciwka nie jadą - brak informacji !
                          Jakim prawem kontynuujesz jazdę w lewo widząc pojazd z przeciwka,
                          który ma pierwszeństwo?
                          Żółty ciągły zabrania wjazdu - pulsujący zezwala - przejście trudno
                          zauważalne - idealne miejsce na fotoradar łapiący przejeżdżających
                          na czerwonym.
                          Sygnał zielonej strzałki na warunkowym skręcie to szczyt ogłupiania
                          narodu.

                          Kierowca dojeżdżając do skrzyżowania z czynną sygnalizacją winien
                          wiedzieć czy na swoim torze ruchu będzie miał wolną drogę(zielony),
                          warunkowy (żółty, żółto-zielony) czy też ma wstrzymany ruch
                          (czerwony).

                          Jeśli podstawy istnienia sygnalizacji są niezachowane to lepiej nic
                          nie regulować?
                          pozdr



                      • habudzik Re: Cala rzecz tkwi w regulacji faz ruchu. 29.01.08, 20:38
                        Gość portalu: na zimno napisał(a):

                        > (najprawdopodobniej)
                        >
                        > Desperados wiedza, ze na zielone sie dlugo czeka

                        Najsmieszsniejsze jest to że tam wcale długo się nie czeka na zielone , nie
                        dłużej niż gdzie indziej . Tam tylko łatwiej wjechać na skrzyżowanie .
                        Rozgladamy się w lewo , w prawo , patrzymy prosto i jak nie widać niebieskich to
                        avanti." Nie ma a w każdym razie nie było kamer jeszcze jesienią więc nikt nas
                        nie podgląda . Inna sprawa że ci mający zielone na Krakowskiej zapierd...ą jak
                        po autostradzie i nawet nie zdążą zauważyć w co przyje...i .
                    • habudzik Re: Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiot 29.01.08, 20:29
                      emes-nju napisał:


                      > A mnie wciaz nurtuje pytanie, na ktore NIKT w Polsce nie widzi potrzeby udzieli
                      > c odpowiedzi (BA! NIKT nie zadaje sobie trudu, zeby je zadac - wiadomo przeciez
                      > , ze kierowcy sa wszystkiemu winni. Po co wiec pytac :-/ ):
                      >
                      > - dlaczego w jednych miejscach ta "plachta" powoduje zdenerwowanie, a w innych
                      > nie...?


                      Dobre pytanie . Dlaczego tylko w naszym kraju kierowcy olewają czerwone światło ?
                  • habudzik Re: Moze tam wlasnie skrzyzowaly sie szlaki idiot 29.01.08, 20:27
                    Gość portalu: na zimno napisał(a):


                    > To jest taka anomalia albo punkt osobliwy jak to mawiaja
                    > w naukach scislych. Cos w rodzaju czarnej dziury.
                    > Czlowiek nie zrozumie z tego nic.

                    Mów za siebie .
                    • Gość: na zimno A czemu Cie to tak poruszylo, habudziku? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.01.08, 11:01

                      Czyzby to znaczylo, ze wiesz, co to jest ta czarna dziura?
                      Powiedz nam, powiedz, bo my nie wiemy!

                      PS
                      ___
                      Oczywiscie, ze mowilem za siebie,
                      wiec za cholere nie rozumiem,
                      dlaczego konkretnie Ciebie tak to sieklo...
                      • Gość: Poll Re: A czemu Cie to tak poruszylo, habudziku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.08, 16:10
                        Tak , wiem .
                        • Gość: na zimno Od kiedy jestes habudzikiem? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 31.01.08, 09:40

                          • Gość: Poll Re: Od kiedy jestes habudzikiem? IP: 195.245.213.* 31.01.08, 10:16
                            Od kilku lat , to z lenistwa . Habudzik=Poll
                            • Gość: na zimno Cos jak dr Jekyll i Mr Hyde? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 31.01.08, 10:48
                              • Gość: Poll Re: Cos jak dr Jekyll i Mr Hyde? IP: 195.245.213.* 31.01.08, 13:39
                                Nie , jak leń i jescze wiekszy leń
                                • Gość: na zimno Samokrytyka jest cenna cecha czlowieka. Doceniam. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 31.01.08, 14:09
                      • habudzik Re: A czemu Cie to tak poruszylo, habudziku? 04.02.08, 22:32
                        Czarna dziura to wberw pozorom bardzo prosty obiekt . Nic nie może opuścić jej
                        obszaru jeśli przekroczy horyzont zdarzeń . ZOSTANIE ROZERWANE NA STRZEPY . To
                        tak jak rakieta z kosmonautami aby poleciała na Księżyc musi osiągnąć odpowidnią
                        prędkość do pokonania grawitacji . Aby opuścić czarną dziure potrzebna by była
                        prędkość większa od prędkości światła a więc światło też nie może jej opuścić i
                        stad dziura jest zwana czarną a powstaje po "śmierci" gwiazdy .
                • habudzik Re: A propos, premedytacji. 29.01.08, 20:25
                  emes-nju napisał:

                  > Jednakze na miejscu organizatora ruchu zastanowilbym sie co sprawia, ze na jedn
                  > ych skrzyzowaniach prawie nie dochodzi do kraks "na czerwonym", a na innych jes
                  > t ich duzo. Jakas, ZDECYDOWANIE warta zastanowienia (a moze nawet, lo JEZU!, dz
                  > ialania!) przyczyna jest! W to, ze tam jest wieksza ilosc kosmicznego promienio
                  > wania ultrafiolkowego albo w to, ze kierowcy z czystej zlosliwosci akurat w tym
                  > miejscu postanawiaja gremialnie ponosic sliczna smierc, nie uwierze!

                  Z czystej głupoty .Licza że im się akurat uda . Dlaczego ludzie popełniają
                  zbrodnie ? Gremialnie chcą zasiąść na krześle elektrycznym ? ??? NIe ! Po prostu
                  nie myślą wcale lub myślą że się wywiną .
                  >
                  • Gość: :))) Re: A propos, premedytacji. IP: *.com 30.01.08, 06:58
                    habudzik napisał: > Z czystej głupoty .Licza że im się akurat uda
                    .(...)

                    Hmmm, i akurat na tym skrzyżowaniu tak liczą a na tym obok już nie bo
                    nie?
                    • habudzik Re: A propos, premedytacji. 30.01.08, 07:24
                      Gość portalu: :))) napisał(a):

                      > habudzik napisał: > Z czystej głupoty .Licza że im się akurat uda
                      > .(...)
                      >
                      > Hmmm, i akurat na tym skrzyżowaniu tak liczą a na tym obok już nie bo
                      > nie?

                      Na tym obok też liczą na to samo tylko jest ich mniej . Na tej samej zasadzie
                      dla której w NY jest wiecej przestępstw niż dajmy na to w Detroit .
Pełna wersja