emes-nju
20.02.08, 11:00
Wczoraj jechalem waska uliczka. Po jej obydwu stronach byly prostopadle parkingi - miejsca oczywiscie za krotkie wiec dluzsze auta nieco wystawaly zwezajac i tak waska droge.
Na domiar zlego przy tej uliczce wybudowano spory lokalny sklep spozywywczy (ma swoj, ZAWSZE pusty parking w budynku). Ruch jest znaczny, ale dopoki ktos nie stanie jak ciec przy haldzie zwiru, odbywa sie bez zaciec.
Wczoraj przede mna, na wysokosci wejscia do sklepu, zatrzymal sie samochod. Ot, tak po prostu - pani w srodku nie zadala sobie nawet trudu maksymalnego "przyklejenia sie" do prawej strony jezdni. Chwile postalem czekajac na COS - moze na wysiadke pasazera podrzucanego do sklepu. Potem trabnalem. Na moj sygnal, pani w srodku wlaczyla "swiatla magiczne" i nadal stala. Natychmiast utworzyl sie dwukierunkowy zator, ktory zanim udalo mi sie objechac niefrasobliwa pania, zasiegiem swym ogarnal dwa skrzyzowania - nieco mniej lokalne. Korek zaczal wiec rosnac rowniez w poprzek :-)
Jak widac "swiatla magiczne" nie zawsze sa magiczne...