Rozpieszczeni

22.02.08, 13:20
Co jakis czas czytam w powaznych pismach powazne tezy, ze szalejemy na drogach, bo jestesmy rozpieszczeni coraz lepszymi i BEZPIECZNIEJSZYMI autami - czesc ludzi czuje sie zbyt bezpiecznie. Na forum pojawiaja sie nawet sugestie, zeby kieorwca nie mial poduszki powietrzenej, a w jej miejsce mial zainstalowany kolec.

Skoro zatem to rozpieszczenie ma powodowac naprawde bardzo negatywne skutki, to dlaczego w podobnym miechanizmie rozpieszczamy najslabszych (mechanicznie) uczestnikow ruchu? Czy wiara w to, ze kierowca ma zawsze widziec, uwazac, byc skupionym, zwolnic, ustapic itd. nie powoduje powstawania u najslabszych przekonania, ze nic im nie grozi...?

Pokornie prosze o zauwazenie, ze nie spedzam tym pytaniem pieszych do bukrow :-)
    • crannmer Bledne zalozenia -> bledne wnioski 22.02.08, 13:53
      emes-nju napisał:

      > Co jakis czas czytam w powaznych pismach powazne tezy,
      > ze szalejemy na drogach,
      > bo jestesmy rozpieszczeni coraz lepszymi i
      > BEZPIECZNIEJSZYMI autami

      Co dowodzi tylko tezy, ze i powazne pisma czasem glupoty wypisuja, albowiem
      statystyki ofiar nie potwierdzaja rosnacego szalenstwa.

      - czesc lu
      > dzi czuje sie zbyt bezpiecznie. Na forum pojawiaja sie nawet sugestie, zeby kie
      > orwca nie mial poduszki powietrzenej, a w jej miejsce mial zainstalowany kolec.

      Co tyko potwierdza moja teze, ze szalency, jak Korwin-Mikke, winni byc leczeni,
      a nie dopuszczani do polityki i srodkow przekazu.

      >
      > Skoro zatem to rozpieszczenie ma powodowac naprawde bardzo
      > negatywne skutki,

      Niestety jednak nie powoduje (patrz porwnanie ilosci, procentu i czestotliwosci
      ofiar w krajach rozpieszczajacych pieszych z krajami, gdzie slabsi uzytkownicy
      drogi sa zwierzyna lowna).

      to
      > dlaczego w podobnym miechanizmie rozpieszczamy najslabszych (mechanicznie) ucz
      > estnikow ruchu? Czy wiara w to, ze kierowca ma zawsze widziec, uwazac, byc skup
      > ionym, zwolnic, ustapic itd. nie powoduje powstawania u najslabszych przekonani
      > a, ze nic im nie grozi...?

      Bledne zalozenia prowadza do blednych wnioskow.

      > Pokornie prosze o zauwazenie, ze nie spedzam tym pytaniem pieszych

      Na pewno?
      • emes-nju Re: Bledne zalozenia -> bledne wnioski 22.02.08, 15:06
        crannmer napisał:

        > emes-nju napisał:

        > > Pokornie prosze o zauwazenie, ze nie spedzam tym pytaniem
        > > pieszych
        >
        > Na pewno?

        Na pewno.
        • emes-nju PS 22.02.08, 18:23
          Nie pisalem o statystykach wypadkow, a o zachowaniach.
          • maruda.r Re: PS 02.03.08, 20:37
            emes-nju napisał:

            > Nie pisalem o statystykach wypadkow, a o zachowaniach.

            **********************************

            Święte krowy - temat rzeka.

    • shp80 Re: Rozpieszczeni 22.02.08, 14:59
      > Skoro zatem to rozpieszczenie ma powodowac naprawde bardzo negatywne skutki, to
      > dlaczego w podobnym miechanizmie rozpieszczamy najslabszych (mechanicznie) ucz
      > estnikow ruchu? Czy wiara w to, ze kierowca ma zawsze widziec, uwazac, byc skup
      > ionym, zwolnic, ustapic itd. nie powoduje powstawania u najslabszych przekonani
      > a, ze nic im nie grozi...?

      Odpowiedź znajdziesz, że tak powiem brutalnie, w liczbach.
      Porównaj ilość śmiertelnych ofiar w krajach z "rozpieszczonymi" słabszymi uczesnikami ruchu, z ich liczbą w krajach, gdzie górują prawa dżungli (czyt. czołg ma pierwszeństwo). I to w zasadzie wszystko na ten temat. Pewny siebie piechur nikogo nie zabije, pewny siebie kierowca ma duże szanse.
      • emes-nju Re: Rozpieszczeni 22.02.08, 15:18
        shp80 napisał:

        > Porównaj ilość śmiertelnych ofiar w krajach z "rozpieszczonymi"
        > słabszymi uczesnikami ruchu, z ich liczbą w krajach, gdzie górują
        > prawa dżungli

        Ja bym wzial pod uwage rowniez inne czynniki niz stopien "zadzunglenia" danego terenu.

        W krajach cywilizowanych piesi chodzacy po MIEDZYNARODOWYCH, za to waskich szosach sa raczej marginesem, w "dzungli" norma.

        W krajach cywilizowanych nie miesza sie intensywnego i szybkiego (nawet 50 km/h to duzo) ruchu z ruchem pieszych (np. niesterowane przejscia na ruchliwych miejskich wielopasmowkach), w "dzungli" jest to standard. Wiecej - pieszych wpuszcza sie na SRODEK ruchliwych tras obiecujac im bezpieczenstwo, bo przed wysepka stoi ZNAK (pojecie magiczne). ZNAK - nie mur oporowy zdolny zatrzymac samochod, ktorego kierowca popelnil nawet najbardziej karygodny blad! (Na wysepkach za blad kierowcy czy tylko awarie auta odpowiada pieszy...).

        W krajach cywilizowanych nie obwiesza sie "dzunglowymi" swiecidelkami ZNAKOW przed przejsciem dla pieszych, a raczej oswietla sie przejscie zamiast swiecic kierowcy pomaranczowa SILNA lampa w oczy.

        (...)

        > Pewny siebie piechur nikogo nie zabije

        Co najwyzej siebie albo kierowce, ktory wyjedzie w krajobraz usilujac uniknac kolizji.

        > pewny siebie kierowca ma duże szanse.

        ... zabic siebie, albo kogos innego. Tak samo jak pieszy...
        • Gość: na zimno Niemcy, rok 2007, bilans wypadkow. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.02.08, 16:08

          Wg. "ADAC Motorwelt", wydanie luty/2008, str. 10:

          Smiertelne ogolem: 4990 (minus 2% w por. z 2006)
          Ranni ogolem: 440000(plus 2.9%)


        • shp80 Re: Rozpieszczeni 22.02.08, 16:54
          > > Pewny siebie piechur nikogo nie zabije
          >
          > Co najwyzej siebie albo kierowce, ktory wyjedzie w krajobraz usilujac uniknac k
          > olizji.

          Może inaczej: pieszy nie jest w stanie bezpośrednio zabić innego uczestnika ruchu. Może się najwyżej _pośrednio_ przyczynić do sytuacji, w której kierowca zabije sam siebie albo kogoś innego.

          A tego unikania kolizji tak bardzo bym nie wyolbrzymiał. Gdyby kierowcy faktycznie chcieli unikać kolizji, to nie byłoby tylu ofiar wśród pieszych, w wypadkach spowodowanych _przez pieszych_. Wypadki powodowane przez pieszych kończą się najgorzej zazwyczaj dla sprawcy.

          > > pewny siebie kierowca ma duże szanse.
          >
          > ... zabic siebie, albo kogos innego. Tak samo jak pieszy...

          Nie. Nie tak samo.

          W miejscu, gdzie są tylko piesi, nikt nikogo śmiertelnie nie potrąci.
          W miejscu, gdzie są piesi i samochody występują śmiertelne ofiary.
          W miejscu, gdzie są tylko samochody występują śmiertelne ofiary.
          • emes-nju Re: Rozpieszczeni 22.02.08, 17:05
            shp80 napisał:

            > A tego unikania kolizji tak bardzo bym nie wyolbrzymiał. Gdyby
            > kierowcy faktycznie chcieli unikać kolizji, to nie byłoby tylu
            > ofiar wśród pieszych, w wypadkach spowodowanych _przez pieszych_.

            Edek pisal, ze kiedys potracil pieszego. Zobaczyl go tak nagle, ze nie potrafi powiedziec czy hamowanie zaczal przed czy po uderzeniu...

            Natomiast jezeli kierowca ma szanse na manewr, to zdecydowana wiekszosc ten manewr wykona. Kilka lat temu, calkowicie odruchowo, uskoczylem na bielusienkiej drodze przed dziecmi, ktore tylko zaczely biec w strone jezdni. Gdyby nie przytomnosc umyslu taryfiarza, ktory uciekl na chodnik widzac jak tancze po calej szerokosci jezdni usilujac opanowac auto, byloby czolowe. Ofiar by nie bylo, bo nie jechalem szybciej niz 20-30 km/h, ale kraksa i owszem.

            > W miejscu, gdzie są piesi i samochody występują śmiertelne ofiary.

            Glownie wsrod tych, w ktorych intersie byloby zadbac o siebie, a ktorzy tego nie robia, bo ktos napchal im do glow, ze odpowiedzialnosc za wszytko spoczywa na kierowcy - nawet jezeli wymaga to zawieszenia praw fizyki (kto by ta panie na ty fizyce siem znal!)
            • shp80 Re: Rozpieszczeni 22.02.08, 18:33
              emes-nju napisał:

              > Edek pisal, ze kiedys potracil pieszego. Zobaczyl go tak nagle, ze nie potrafi
              > powiedziec czy hamowanie zaczal przed czy po uderzeniu...
              >
              > Natomiast jezeli kierowca ma szanse na manewr, to zdecydowana wiekszosc ten man
              > ewr wykona.

              Mówmy o faktach. A fakty są takie, że pieszy, jako sprawca wypadku, w większości przypadków jest jedynym poszkodowanym (przynajmniej fizycznie).

              > Kilka lat temu, calkowicie odruchowo, uskoczylem na bielusienkiej d
              > rodze przed dziecmi, ktore tylko zaczely biec w strone jezdni. Gdyby nie przyto
              > mnosc umyslu taryfiarza, ktory uciekl na chodnik widzac jak tancze po calej sze
              > rokosci jezdni usilujac opanowac auto, byloby czolowe. Ofiar by nie bylo, bo ni
              > e jechalem szybciej niz 20-30 km/h, ale kraksa i owszem.

              Moje jedyne, największe zaskoczenie z udziałem pieszego było w sytuacji, kiedy na jezdnię wbiegł facet, jak się później okazało, uciekający przed policjantem. Jechałem max. 50km/h, zwolniłem bez problemu (chociaż może powienienem pomóc policji i nie zwalniać? ;)

              >
              > > W miejscu, gdzie są piesi i samochody występują śmiertelne ofiary.
              >
              > Glownie wsrod tych, w ktorych intersie byloby zadbac o siebie, a ktorzy tego ni
              > e robia, bo ktos napchal im do glow, ze odpowiedzialnosc za wszytko spoczywa na
              > kierowcy

              Za wszystko nie, ale po to się robi prawo jazdy na samochód, po to się człowiek szkoli, bo wiedzieć, że jazda samochodem to nie to samo, co spacer z wózkiem. Kierujesz kupą żelastwa = bierz za to jakąś odpowiedzialność.

              > - nawet jezeli wymaga to zawieszenia praw fizyki (kto by ta panie na
              > ty fizyce siem znal!)

              Zganianie na prawa fizyki, to postawa w stylu homosoviectus, której zawsze będę przeciwny. Ty reprezentujesz pogląd, że w cywilizowanym kraju (o do takiego miana staramy się chyba pretendować), im człowiek ma mniej blach, tym ma mniej praw i tymbardziej powinien na siebie uważać. Dodatkowo człowiek taki musi znać dobrze prawa fizyki, w przeciwieństwie do kierowców, którzy o tych prawach fizyki mówią, ale sami się do nich nie chcą stosować...
              • emes-nju Re: Rozpieszczeni 22.02.08, 19:09
                shp80 napisał:

                > Mówmy o faktach. A fakty są takie, że pieszy, jako sprawca wypadku,
                > w większości przypadków jest jedynym poszkodowanym (przynajmniej
                > fizycznie).

                A ja, mimo, ze nie jestem sprawca, ponosze konsekwencje finansowe (powazne) i
                psychiczne (moj brat niesmiertelnie i nie z wlasnej winy potracil kiedys
                pieszego - wiem co przezywal i le lat to trawalo! Dlatego straszie boje sie
                wypadku, ktorego nie bede mogl uniknac jakbym sie nie staral!).

                Dlatego bardzo mi sie nie podoba to, ze z powodu CHOREJ politycznej poprawnosci,
                w czesci ludzi wychowuje sie chore przekonanie, ze moga wszytko.

                > Zganianie na prawa fizyki, to postawa w stylu homosoviectus, której
                > zawsze będę przeciwny.

                Przybliz dlaczego...

                Ja niczego nie zganiam na prawa fizyki. Mniej wiecej je rozumiem i wiem, ze sa
                warunki, w ktorych, jezeli pieszy postanowi wejsc na jezdnie, to nawet stojka na
                intymnej czesci ciala w wykonaniu kierowcy nie uchroni go od potracenia. Bo
                prawa fizyki nie pozwola ani na ominiecie, ani na zahamwanie, a nieumiejetnosc
                bycia wrozka (karygodna! Kierowca ma przewidywac na jezdni wszystko - najlepiej
                z 10 min. wyprzedzeniem) uniemozliwi odpowiednio wczesne zastosowanie srodkow
                zaradczych.

                > Ty reprezentujesz pogląd, że w cywilizowanym kraju (o do takiego
                > miana staramy się chyba pretendować), im człowiek ma mniej blach,
                > tym ma mniej praw i tymbardziej powinien na siebie uważać.

                Przytocz jakas moja wypowiedz, w ktorej tak twierdze. Tylko sie nie pomyl i nie
                przytocz przypadkiem jakiejs wypowiedzi, w ktorej twierdzilem, ze piesi maja w
                Poslce za malo i zle skonstruowane prawa... :-)

                W swoich wypowiedziach na temat pieszych opieram sie na statystykach, ktore mimo
                politycznie poprawnej tendencji do obciazania kierowcy wina za kolizje z
                pieszym, polowe winy skladaja na barki pieszych. Ja umiem o siebie zadbac i
                umiem jezdzic tak, zeby w NORMALNYCH i PRZEWIDYWALNYCH warunkach nie zrobic
                nikomu krzywdy.

                Wbiegniecie pod kola jadacego pojazdu (bo samochod MUSI ustapic) nie nalezy do
                kategorii zachowan normalnych i przewidywalnych (nie potrafie przewidziec
                pojawienia sie pieszego, ktorego przed jego wbiegnieciem na jezdnie nie
                wiedzialem!) - od wspolplemiencow spodziewam sie podobnych zachowan. Ja, tak jak
                zdecydowana wiekszosc Polakow, kurs szkoly podstawowej pomyslnie ukonczylem
                wiele lat temu, ale nadal pamietam, ze rozpedzonej masy nie da sie zatrzymac w
                miejscu. To tyle w kwestii sowieckich praw fizyki... Mozemy jeszcze pogadac o
                utracie podstawowego instynktu jakim jest instynkt samozachowawczy!

                Teraz o fizjologii - piesi nie wiedza, ze to, ze widza auto, nie jest tozsame z
                tym, ze kierowca ich widzi i zachowuja sie wysoce nieracjonalnie. Bo wierza w
                to, ze skoro kierowca musi "zachowac", "dostosowac" itd., to tak bedzie. Otoz
                nie bedzie - na czarno ubrany pieszy doskonale w nocy widzi oswietlone auto
                (jezeli oczywiscie calkiem przypadkiem idzie dobra strona jezdni!), ale jego
                kierowca za zadne skarby swiata nie zobaczy na czarno ubranego gostka
                spacerujacego po jezdni (przy czym praktyka wskazuje, ze mimo, ze to pieszy ma
                mi na jezdni - nie na przejsciu - ustapic, to nawet jak mnie widzi, nie robi
                tego -> za czesto to cwicze na polskich drogach!).
                • shp80 Re: Rozpieszczeni 22.02.08, 23:26
                  emes-nju napisał:

                  > A ja, mimo, ze nie jestem sprawca, ponosze konsekwencje finansowe (powazne) i
                  > psychiczne (moj brat niesmiertelnie i nie z wlasnej winy potracil kiedys
                  > pieszego - wiem co przezywal i le lat to trawalo! Dlatego straszie boje sie
                  > wypadku, ktorego nie bede mogl uniknac jakbym sie nie staral!).

                  Jeśli na drogach kierujesz się takimi poglądami, jak na forum (czyt. pieszy musi czekać, aż kierowca pozwoli mu wejść na przejście itp.), to nic dziwnego, że się bardziej stresujesz ;)

                  > Dlatego bardzo mi sie nie podoba to, ze z powodu CHOREJ politycznej poprawnosci
                  > ,
                  > w czesci ludzi wychowuje sie chore przekonanie, ze moga wszytko.

                  Ta chora polityczna poprawność jest oznaką cywilizacji. Może nie każdy do niej dorósł? :)

                  > > Zganianie na prawa fizyki, to postawa w stylu homosoviectus, której
                  > > zawsze będę przeciwny.
                  >
                  > Przybliz dlaczego...

                  Bo z reguły szanuję innych uczestników ruchu nieokutych blachami, bo wiem, jak to ejst być po drugiej stronie i czekać na miłosierdzie jaśnie zmotoryzowanych.

                  > Ja niczego nie zganiam na prawa fizyki. Mniej wiecej je rozumiem i wiem, ze sa
                  > warunki, w ktorych, jezeli pieszy postanowi wejsc na jezdnie, to nawet stojka n
                  > a
                  > intymnej czesci ciala w wykonaniu kierowcy nie uchroni go od potracenia. Bo
                  > prawa fizyki nie pozwola ani na ominiecie, ani na zahamwanie, a nieumiejetnosc
                  > bycia wrozka (karygodna! Kierowca ma przewidywac na jezdni wszystko - najlepiej
                  > z 10 min. wyprzedzeniem)

                  Nie musi z 10 minutowym. Wystarczy uważna obserwacja otoczenia. A tego brakuje nawet w miejscach tak klarownych, jak przejścia dla pieszych.

                  > > Ty reprezentujesz pogląd, że w cywilizowanym kraju (o do takiego
                  > > miana staramy się chyba pretendować), im człowiek ma mniej blach,
                  > > tym ma mniej praw i tymbardziej powinien na siebie uważać.
                  >
                  > Przytocz jakas moja wypowiedz, w ktorej tak twierdze.
                  > Tylko sie nie pomyl i nie
                  > przytocz przypadkiem jakiejs wypowiedzi, w ktorej twierdzilem, ze piesi maja w
                  > Poslce za malo i zle skonstruowane prawa... :-)

                  To takie moje ogólne wrażenia o traktowaniu ruchu pieszego, o traktowaniu prędkości itp :)

                  > Wbiegniecie pod kola jadacego pojazdu (bo samochod MUSI ustapic) nie nalezy do
                  > kategorii zachowan normalnych i przewidywalnych (nie potrafie przewidziec
                  > pojawienia sie pieszego, ktorego przed jego wbiegnieciem na jezdnie nie
                  > wiedzialem!)

                  Oczywiście, nikt takich rzeczy nie przewidzi. Dlatego w takich miejscach lepiej zachować większą ostrożność i założyć, że z nieba może spaść fortepian ;)

                  > Teraz o fizjologii - piesi nie wiedza, ze to, ze widza auto, nie jest tozsame z
                  > tym, ze kierowca ich widzi i zachowuja sie wysoce nieracjonalnie.

                  Też uważam, że kontakt wzrokowy to podstawa.
                  • emes-nju Re: Rozpieszczeni 24.02.08, 21:20
                    shp80 napisał:

                    > Jeśli na drogach kierujesz się takimi poglądami, jak na forum
                    >(czyt. pieszy musi czekać, aż kierowca pozwoli mu wejść na
                    > przejście itp.), to nic dziwnego, że się bardziej stresujesz ;)

                    Eksjuzmi... A nie musi...?

                    Stresuje sie wlasnie tymi, ktorzy sa gleboko przekonani o tym, ze nie musza.
                    Taki juz jestem - nie chce nikogo zabic. Nawet jadac z jak najbardziej
                    przepisowa predkoscia!

                    > Ta chora polityczna poprawność jest oznaką cywilizacji. Może nie
                    > każdy do niej dorósł? :)

                    Podobno polscy kierowcy nie dorosli do jazdy po drogach i trzeba im to
                    maksymalnie utrudniac...

                    W tym samym mechanizmie do TEJ politycznej poprawnosci nie dorosli piesi -
                    polowa wypadkow z udzialem pieszych, to, mimo tej politycznej poprawnosci, wina
                    pieszych. Ujmujac rzecz prosciej - w POLOWIE przypadkow kolizji
                    czlowiek-samochod piesi nie dali kierowcy szansy ma unikniecie wypadku... To
                    zatrwazajaco duzo i o tym pisze, a nie o tym czy mam stanac czy nie. Ja chce od
                    pieszych takiego zachowania, zeby dali mi szanse na zatrzymanie (i nie pisz mi o
                    zwalnianiu, bo jezdza tak, ze to mnie wyprzedzaja i NAPRAWDE rzadko lamie
                    ograniczenia predkosci, a czesto jezdze wolniej jezeli moja ocena sytuacji do
                    tego mnie sklania!). Wiem, ze za duzo wymagam! :-/

                    > Nie musi z 10 minutowym. Wystarczy uważna obserwacja otoczenia. A
                    > tego brakuje nawet w miejscach tak klarownych, jak przejścia dla
                    > pieszych.

                    Co to jest klarowne przejscie dla pieszych?

                    Zatarte paski na mokrej jezdni?

                    Niezatarte paski niewidoczne bo przed przejsciem jakis maniak ustawil
                    pomaranczowa, olepiajaca lampe uniemozliwiajaca zauwzenie czegokolwiek za nia?

                    Paski na wielopasmowej, ruchliwej jezdni z jednym znakiem tuz przed przejsciem?

                    Przejscia w Polsce ZA CZESTO nie sa klarowne.

                    > Oczywiście, nikt takich rzeczy nie przewidzi. Dlatego w takich
                    > miejscach lepiej zachować większą ostrożność i założyć, że z nieba
                    > może spaść fortepian ;)

                    Jeszcze raz. POLOWA wypadkow z pieszymi, to wina pieszych. Skoro tak to zostalo
                    zakwalifikowane, to, w swietle zebranego materialu, kierowca RACZEJ "zachowal"
                    (np. ostroznosc - ale nie byl wrozka), "dostosowal", nie "przekroczyl" itd.

                    > Też uważam, że kontakt wzrokowy to podstawa.

                    Sek w tym, ze REALNIE kontakt ten dziala tylko w jedna strone... Kierowca,
                    szczegolnie po zmroku, widzi bardzo malo. A juz na pewno nie na czarno ubanych
                    samobojcow!
                    • shp80 Re: Rozpieszczeni 25.02.08, 00:13
                      emes-nju napisał:

                      > shp80 napisał:
                      >
                      > > Jeśli na drogach kierujesz się takimi poglądami, jak na forum
                      > >(czyt. pieszy musi czekać, aż kierowca pozwoli mu wejść na
                      > > przejście itp.), to nic dziwnego, że się bardziej stresujesz ;)
                      >
                      > Eksjuzmi... A nie musi...?

                      A musi? Który artykuł?
                      O zabranianiu wchodzenia na przejazd bezpośrednio przed jadący pojazd? No to zdefiniuj "bezpośrednio". 2, 5, 10, 20m?

                      >
                      > Stresuje sie wlasnie tymi, ktorzy sa gleboko przekonani o tym, ze nie musza.

                      No więc właśnie. Nie stresuj się, tylko spodziewaj się, że będą chcieli przejść (zwłaszcza po wyznaczonym przejściu). Nie zakładaj, że będą czekać, aż któryś kierowca łaskawie się zatrzyma, że poczekają na ostatni samochód (jeśli nawet ty nim jedziesz), tylko myśl i obserwuj. Pewne sytuacje mogą być frustrujące, ale pamięaj, że to ty masz w rękach narzędzie zbrodni :)
                      Ja się dużo lepiej czuję w sytuacji, gdy moja obserwacja drogi i skupienie faktycznie ratują komuś dupę, nawet jeśli na to "nie zasłużył".

                      > Taki juz jestem - nie chce nikogo zabic. Nawet jadac z jak najbardziej
                      > przepisowa predkoscia!

                      W zasadzie bronię ograniczeń prędkości, ale powiem tak: prędkość, to nie wszystko :)

                      > > Ta chora polityczna poprawność jest oznaką cywilizacji. Może nie
                      > > każdy do niej dorósł? :)
                      >
                      > Podobno polscy kierowcy nie dorosli do jazdy po drogach i trzeba im to
                      > maksymalnie utrudniac...

                      Coś w tym musi być.

                      > W tym samym mechanizmie do TEJ politycznej poprawnosci nie dorosli piesi -
                      > polowa wypadkow z udzialem pieszych, to, mimo tej politycznej poprawnosci, wina
                      > pieszych.

                      Może zbyt mało tej politycznej woli?

                      > Ujmujac rzecz prosciej - w POLOWIE przypadkow kolizji
                      > czlowiek-samochod piesi nie dali kierowcy szansy ma unikniecie wypadku...

                      A kierowca sobie dał? Na tym forum podawano już kilka linków do takich przykładowych zdarzeń, np. piesi, którzy wbiegają na przejście z prędkością 60km/h...

                      > To
                      > zatrwazajaco duzo

                      Oczywiście, że dużo. Kiedyś podawałem linka do statystyk berlińskich i wina pieszych leżała mniej więcej na tym samym poziomie, z małym wyjątkiem: tam śmiertelność wśród pieszych jest kilkakrotnie niższa.

                      > i o tym pisze, a nie o tym czy mam stanac czy nie. Ja chce od
                      > pieszych takiego zachowania, zeby dali mi szanse na zatrzymanie

                      Znaczy piesi mają pociągnąć za hamulce? ;)

                      > (i nie pisz mi
                      > o
                      > zwalnianiu, bo jezdza tak, ze to mnie wyprzedzaja i NAPRAWDE rzadko lamie
                      > ograniczenia predkosci, a czesto jezdze wolniej jezeli moja ocena sytuacji do
                      > tego mnie sklania!). Wiem, ze za duzo wymagam! :-/

                      Skoro tak jeździsz, jak piszesz, to pieszy nie powinien stanowić żadnego zaskoczenia.

                      > > Nie musi z 10 minutowym. Wystarczy uważna obserwacja otoczenia. A
                      > > tego brakuje nawet w miejscach tak klarownych, jak przejścia dla
                      > > pieszych.
                      >
                      > Co to jest klarowne przejscie dla pieszych?
                      >
                      > Zatarte paski na mokrej jezdni?

                      Nawet, zakładając "wytarte paski". Ile mamy deszczowych dni w roku?
                      Jak wiele wypadków zdarza się przy "prostej drodze, świetnej widoczności, doskonałych warunkach?"

                      > Paski na wielopasmowej, ruchliwej jezdni z jednym znakiem tuz przed przejsciem?
                      >
                      > Przejscia w Polsce ZA CZESTO nie sa klarowne.

                      Tzn. że szlaban ma stać na jezdni, przed każdym przejściem?


                      > Jeszcze raz. POLOWA wypadkow z pieszymi, to wina pieszych. Skoro tak to zostalo
                      > zakwalifikowane, to, w swietle zebranego materialu, kierowca RACZEJ "zachowal"

                      Pomijasz, że na dane składają się również wypadki z pieszymi w miejscach, gdzie przechodzenie jest niedozwolone, jest czerwone światło itp.. a patrząc na statystyki (akurat z 2006 roku)

                      www.policja.pl/portal/pol/71/6714/Wypadki_drogowe_w_Polsce_w_2006r.html
                      ..blisko 40% wypadków z winy pieszych miało miejsce poza wyznaczonym przejściem dla pieszych czy też zdarzyło się na czerwonym dla nich świetle. To jednak znacznie zmniejsza ich winę w pozostałych sytuacjach.
                      • shp80 Re: Rozpieszczeni 25.02.08, 00:14
                        > O zabranianiu wchodzenia na przejazd.

                        Wrrrróć.. takie rowerowe zboczenie :)
                        Chodziło o przejście rzecz jasna..
                      • emes-nju Re: Rozpieszczeni 25.02.08, 12:10
                        shp80 napisał:

                        > O zabranianiu wchodzenia na przejazd bezpośrednio przed jadący
                        > pojazd? No to zdefiniuj "bezpośrednio". 2, 5, 10, 20m?

                        OSZALALES!?

                        Nie widze mozliwosci kontynuacji tej dyskusji... Robisz ze mnie chama i pirata, ktorym nigdy nie bylem i nie bede. To co pisze o zachowaniu pieszych nie jest podyktowane moja checia wyeliminowania pieszych, tylko tym, nie chce zeby piesi nie eliminowali sie sami ---> Jakbys TY tego nie interpretowal, POLOWA wypadkow z pieszymi kwalifikowana jest jako wina pieszego. I o tej polowie staram sie pisac. KONIEC!
                        • habudzik Re: Rozpieszczeni 25.02.08, 12:19
                          emes-nju napisał:


                          > Nie widze mozliwosci kontynuacji tej dyskusji...

                          To zrozumiałe , nie masz o czym pisać .


                          Robisz ze mnie chama i pirata,
                          > ktorym nigdy nie bylem i nie bede. To co pisze o zachowaniu pieszych nie jest
                          > podyktowane moja checia wyeliminowania pieszych, tylko tym, nie chce zeby piesi
                          > nie eliminowali sie sami --->

                          Piesi sami się nie eliminują , oni się podkładają nam a my ich eliminujemy .




                          Jakbys TY tego nie interpretowal, POLOWA wyp
                          > adkow z pieszymi kwalifikowana jest jako wina pieszego. I o tej polowie staram
                          > sie pisac. KONIEC!


                          A dlaczego chcesz pisac tylko o tej połowie gdzie winny jest pieszy ?????
                          Do tej pory twierdziłes że zawsze obwinia sie tego bogu ducha winnego
                          nieszczęśliwego kierowczynę .
                        • shp80 Re: Rozpieszczeni 25.02.08, 21:11
                          > Nie widze mozliwosci kontynuacji tej dyskusji... Robisz ze mnie chama i pirata,
                          > ktorym nigdy nie bylem i nie bede.

                          Gdzieś tak stwierdziłem?

                          > To co pisze o zachowaniu pieszych nie jest
                          > podyktowane moja checia wyeliminowania pieszych, tylko tym, nie chce zeby piesi
                          > nie eliminowali sie sami ---> Jakbys TY tego nie interpretowal, POLOWA wyp
                          > adkow z pieszymi kwalifikowana jest jako wina pieszego.

                          Owszem, ale my tutaj dyskutujemy głównie o przejściach dla pieszych oraz o zaskoczeniu kierowców, które wynika z tego, że na te przejścia wchodzą piesi. W takich miejscach nie będzie to już fifty-fifty - szalka z winą przechyli się bardziej na stronę kierowców :)

                          > I o tej polowie staram
                          > sie pisac. KONIEC!

                          Jak tam sobie chcesz :)
                • jureek Re: Rozpieszczeni 23.02.08, 09:00
                  emes-nju napisał:

                  > Dlatego bardzo mi sie nie podoba to, ze z powodu CHOREJ politycznej poprawnosci
                  > ,
                  > w czesci ludzi wychowuje sie chore przekonanie, ze moga wszytko.

                  Pieprzysz. Pokaż mi program, w który mówi się pieszym, że mogą wbiegać przed
                  bezpośrednio jadący samochód. Jesteś zaślepiony w nienawiści do wszystkiego, co
                  jakoś tam spowalnia Twoją jazdę i zmusza do hamowania. Widać to po tematach
                  jakie poruszasz: ograniczenia prędkości, radary, piesi.
                  • emes-nju Re: Rozpieszczeni 24.02.08, 21:21
                    Czy Ty w ogole czytales to, co napisalem, czy tez tylko wyciagasz wnioski tylko
                    po przeczytaniu slowa PIESZY?
        • habudzik Re: Rozpieszczeni 25.02.08, 00:56
          emes-nju napisał:


          > W krajach cywilizowanych piesi chodzacy po MIEDZYNARODOWYCH, za to waskich szos
          > ach sa raczej marginesem, w "dzungli" norma.

          Nie ma zbyt wielu pieszych ani w dżungli ani w cywilizacji . Zresztą najwiecej
          ginie pieszych nie na drogach a na ulicach .



          >
          > W krajach cywilizowanych nie miesza sie intensywnego i szybkiego (nawet 50 km/h
          > to duzo) ruchu z ruchem pieszych (np. niesterowane przejscia na ruchliwych mie
          > jskich wielopasmowkach), w "dzungli" jest to standard.

          Miesza się , miesza . Do tego wszystkiego piesi w cywilizacji łażą bez względu
          na światła kolor .





          Wiecej - pieszych wpuszc
          > za sie na SRODEK ruchliwych tras obiecujac im bezpieczenstwo, bo przed wysepka
          > stoi ZNAK (pojecie magiczne). ZNAK - nie mur oporowy zdolny zatrzymac samochod,
          > ktorego kierowca popelnil nawet najbardziej karygodny blad! (Na wysepkach za b
          > lad kierowcy czy tylko awarie auta odpowiada pieszy...).
          >
          > W krajach cywilizowanych nie obwiesza sie "dzunglowymi" swiecidelkami ZNAKOW pr
          > zed przejsciem dla pieszych, a raczej oswietla sie przejscie zamiast swiecic ki
          > erowcy pomaranczowa SILNA lampa w oczy.

          A niby skąd ten zwyczaj przywędrował do nas ? Z Rosji radzieckiej ?

          > > pewny siebie kierowca ma duże szanse.
          >
          > ... zabic siebie, albo kogos innego. Tak samo jak pieszy...


          To byłby Gines za to . Próbujesz wbełkotać nam że w zderzeniu z samochodem
          pieszy jest lepiej chroniony . Idź się leczyć ofermo .
    • jureek Re: i znowu pokazujemy palcem? 22.02.08, 16:09
      Jak ten kelner w PRL? To nie ja? To kolega?
      Typowe. Po co dyskutować o własnych zachowaniach, wygodniej i bezpieczniej bić
      się w cudze piersi.
      Jura
      • emes-nju Re: i znowu pokazujemy palcem? 22.02.08, 16:26
        Jak mam powod, to sie w swoja piers bije! Wiecej niz raz na tym forum przyznawalem sie do swoich bledow, co stawia mnie ciut ponad wszechwiedzacymi, ktorzy nigdy zadnych bledow nie popelniaja wiec nie maja sie z czego tlumaczyc.

        Nie chcialbym tylko NIE musiec bic sie w piers po zabiciu/potraceniu pieszego na jego wlasna prosbe...

        Przypominam, ze w Polsce, wedlug statystyk, polowa kolizji z pieszymi, to wypadki na wlasna prosbe, a jedyne co waaadza chce z tym robic, to stawiac fotradary i nowe ZNAKI. Piesi gina na wlasna prosbe, konsekwencje (zmiany w organizacji ruchu czy przepisow) ponosza kierowcy, wiec piesi sa coraz bardziej przekonani, ze wszystko im wolno. I tak w kolo Macieju?
        • jureek Re: i znowu pokazujemy palcem? 22.02.08, 16:53
          emes-nju napisał:

          > Przypominam, ze w Polsce, wedlug statystyk, polowa kolizji z pieszymi, to wypad
          > ki na wlasna prosbe,

          Otóż to. Połowa. A w dyskusjach na forum 90% to połajanki "świętych krów".
          Jura
          • emes-nju Re: i znowu pokazujemy palcem? 22.02.08, 16:56
            Juz to pisalem. Nie bede posypywal glowy popiolem jezeli nie zrobilem nic, co by mnie do tego zmuszalo (nie rozganiam pieszych, puszczam pieszych jak tylko moge, nigdy nikogo nie potracilem, ale obawiam sie, ze zbyt duzy jest w tym udzial szczescia, a nie mojego dzialania).

            Bardzo boje sie tych 50%, na ktore nie ma wplywu i o tym pisze...
          • edek40 Re: i znowu pokazujemy palcem? 22.02.08, 16:56
            Uwazasz, ze warto lajac tych, ktorzy nikomu nie wadza? Wyobraz sobie zaciekla dyskusje o pieszym, ktory nie wtargnal pod samochod, a mogl przeciez.
    • Gość: burmistrz BL Ku normalności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.08, 20:17
      W Bezpielandii poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym uzyskano
      przez:
      1. Usunięcie zapisu o pierwszeństwie pieszego na przejściu (teraz
      pieszy sam dba o swoje bezpieczeństwo i nie liczy na to, że KTOŚ to
      za niego zrobi),
      2. Zabroniono przechodzenia w obrębie skrzyżowania o ile do
      przejścia dla pieszych jest mniej niż 50 m,
      3. W miejscach szczególnego zagrożenia zastosowano barierki,
      uniemożliwiające wkraczanie pieszego na jezdnię,
      4. Każde przejście uzyskało oświetlenie pionowe,
      5. Każde przejście o długości pow. 7,5 m wyposażono w sygnalizację
      świetlną włączaną przez pieszego,
      6. Każdy odcinek drogi przeprojektowano, przebudowano znajdując i
      wyznaczając miejsce dla rowerzystów, pieszych (tu piesi, rowerzyści
      nie mają prawa poruszać się po jezdni),
      7. Wyznaczone drogi i miejsca ruchu dla rowerzystów i pieszych
      prowadzi się na ogół z dala od ruchu pojazdów na jezdni celem
      zapewnienia im bezpieczeństwa i komfortu psychicznego.
      8. Pobocza dróg są równe, twarde - umożliwiają poruszanie się
      pojazdów wolnobieznych, pieszych,rowerzystów przy braku oddzielnych
      dróg.

      pozdr
      • shp80 Re: Ku normalności 23.02.08, 14:39
        Gość portalu: burmistrz BL napisał(a):

        > W Bezpielandii poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym uzyskano
        > przez:

        > 1. Usunięcie zapisu o pierwszeństwie pieszego na przejściu (teraz
        > pieszy sam dba o swoje bezpieczeństwo i nie liczy na to, że KTOŚ to
        > za niego zrobi),
        > 2. Zabroniono przechodzenia w obrębie skrzyżowania o ile do
        > przejścia dla pieszych jest mniej niż 50 m,

        Skoro pieszy nie pierwszeństwa na przejściu, to co za różnica, gdzie przejdzie, skoro i tak będzie winny?

        > 3. W miejscach szczególnego zagrożenia zastosowano barierki,
        > uniemożliwiające wkraczanie pieszego na jezdnię,

        Sprawni mogą przeskakiwać :)

        > 4. Każde przejście uzyskało oświetlenie pionowe,

        Po co, skoro pieszy nie ma pierwszeństwa? Żeby lepiej było widać wyraz twarzy trafionego strzałem?

        > 5. Każde przejście o długości pow. 7,5 m wyposażono w sygnalizację
        > świetlną włączaną przez pieszego,

        Po co, skoro w większości przypadków występuje samochodowy ruch poprzeczny, który i tak "blokuje" pozostałych?

        > 6. Każdy odcinek drogi przeprojektowano, przebudowano znajdując i
        > wyznaczając miejsce dla rowerzystów, pieszych (tu piesi, rowerzyści
        > nie mają prawa poruszać się po jezdni),

        Piesi, czy rowerzyści prędzej, czy później na jezdnię muszą trafić.

        > 7. Wyznaczone drogi i miejsca ruchu dla rowerzystów i pieszych
        > prowadzi się na ogół z dala od ruchu pojazdów na jezdni celem
        > zapewnienia im bezpieczeństwa i komfortu psychicznego.

        W terenie zabudowanym zdala, czytaj: "kanałami" ;)

        > 8. Pobocza dróg są równe, twarde - umożliwiają poruszanie się
        > pojazdów wolnobieznych, pieszych,rowerzystów przy braku oddzielnych
        > dróg.

        Jedyny w miarę sensowny pomysł :)
        • jureek Re: Ku normalności 23.02.08, 15:41
          shp80 napisał:

          > > 3. W miejscach szczególnego zagrożenia zastosowano barierki,
          > > uniemożliwiające wkraczanie pieszego na jezdnię,
          >
          > Sprawni mogą przeskakiwać :)

          Przecież o to w tym wszystkim chodzi. Żeby wykluczyć tych mniej sprawnych. Drogi
          tylko dla Kubiców i Supermenów!
          Jura
    • naprawdetrzezwy Tu akurat masz rację. 22.02.08, 21:10
      Pieszy winien być bezwględnie i bezkarnie zabijany poza wyznaczonymi przejściami. Tak samo jak kierocy winni byc zabijani za łamanie prawa.

      Tyle, że nie wiem jak rozwiążesz zwolnienie wszystkich łapówkarzy z policji (np. prawie całą drogówkę) i przyjęcie uczciwych, znających PoRD i wprowadzenie NORMALNYCH przepisów.

      (Francuzom się prawie udało, ale musieli zburzyć więzienie, wyrżnąć wyższe stany i pozmieniać nazwy prawie wszystkiego. W Kambodży też się prawie udało...)
      • Gość: :)))) Re: Tu akurat masz rację. IP: *.com 23.02.08, 01:39
        naprawdetrzezwy napisał: {coś tam} Wytłumacz mi ten post DRUKOWANYMI
        i powoli, bo Twoja ironia do mnie nie trafia. Ma on jakikolwiek
        sens?

        Teraz co do meritum: obserwacja sprzed dwóch dni> Jadą samochody
        ulicą, najpierw jeden, potem drugi i trzeci a potem nic, pusto.
        Starsza pani dochodzi do przejścia gdy przejeżdża pierwszy z nich,
        podnosi do góry rękę i włazi na pasy tuż przed drugim. Dym z opon i
        stajemy (ja jadę trzecim). Pani "wie", że ma prawo wleźć pod
        samochód, bo dowiedziała się tego z TV. Na przejściu jest święta. To
        i korzysta z tego prawa. Gdyby kierowca samochodu dwa nie miał
        refleksu mangusty, pani miałaby pecha a w prasie byłoby doniesienie
        o następnym "piracie". Ano i tak to się wszystko kręci po polsku,
        czyli bez sensu ale za to z wielką ilością gwałtownych uczuć.
        • jureek Re: Tu akurat masz rację. 23.02.08, 08:27
          Pani wie, a kierowca, który powinien wiedzieć, nie wie i jest zaskakiwany tym,
          że na przejście może wejść pieszy. Coś fatalne to szkolenie kierowców, że takich
          podstawowych rzeczy nie uczą. Tylko dziwne, że pani wie to z TV, a kierowca TV
          nie ogląda?
          Jura
          • Gość: :))) Re: Tu akurat masz rację. IP: *.com 23.02.08, 14:45
            Jureek, litości, trochę sensu w twoich postach też by się czasem
            przydało. Na pustej ulicy jadą trzy samochody jeden za drugim. Przed
            nimi nic i za nimi nic. Teraz podaj mi zasadę, która każe włazić
            pomiędzy nie, podczas gdy czas ich przejazdu liczy się w sekundach i
            cała ulica pusta? Bo ja znam w przeciwieństwie do ciebie, zasadę, że
            nie wolno pieszemu wchodzić przed nadjeżdżający samochód. Trochę
            myślenia w miejsce zapału polemicznego polecam.
            • jureek Re: Tu akurat masz rację. 23.02.08, 15:37
              Ja nie napisałem, że pieszy ma włazić bezpośrednio przed nadjeżdżający samochód
              (w tym przypadku mógł spokojnie poczekać, aż wszystkie trzy przejadą), ja tylko
              wyraziłem zdziwienie, że kierowca jest zaskakiwany obecnością pieszego na
              przejściu. Wygląda też na to, że ten drugi nie zachował właściwego odstępu.
              Jeśli miał problemy z wyhamowaniem na widok pieszego, to pewnie miałby też
              problem, gdyby jadący przed nim yz jakiegoś powodu gwałtownie zachomował.
              Gęstego ruchu jak piszesz nie było, więc można było o odstępach pomyśleć.
              Jura
              • Gość: :))) Re: Tu akurat masz rację. IP: *.com 25.02.08, 00:28
                jureek napisał:

                > Ja nie napisałem, że pieszy ma włazić bezpośrednio przed
                nadjeżdżający samochód
                > (w tym przypadku mógł spokojnie poczekać, aż wszystkie trzy
                przejadą), ja tylko
                > wyraziłem zdziwienie, że kierowca jest zaskakiwany obecnością
                pieszego na
                > przejściu. (...)

                Znowu nie doczytałeś: pieszego nie było na przejściu. Nie było.
                Przejście było puste. Wolny przejazd. Można jechać. Swobodnie. Wcale
                nie szybko. Pieszy wylazł sobie zza barierki oddzielającej tory
                tramwajowe od ulicy, wdzięcznie podniósł rączkę w geście hajtla! i
                pewnie wkroczył na jezdnię. Jak to nie jest wtargnięcie, to nie wiem
                co nim jest. To, dodatkowo było cholernie głupie wtargnięcie. Jaki
                odstęp trzeba utrzymać przy niewielkiej prędkości w mieście, aby ze
                spokojem wyhamować przed babcią, która wtacza się na jezdnię 10m
                przed samochodem? Ja wiem, w Polsce najechanie babci zawsze będzie
                zbrodnią kierowcy. Ale pomińmy polskie oszołomstwo - tak realnie,
                jaki odstęp?
        • shp80 Re: Tu akurat masz rację. 23.02.08, 14:49
          > Gdyby kierowca samochodu dwa nie miał
          > refleksu mangusty, pani miałaby pecha a w prasie byłoby doniesienie
          > o następnym "piracie".

          Gdyby kierowca zachował w pobliżu przejścia szczególną ostrożność, to do wytracenia prędkości wystarczyłby pewnie refleks szachisty. :)
    • jureek Re: tytuł nieprawdziwy 23.02.08, 08:52
      O jakim rozpieszczeniu Ty piszesz? Nasi piesi w porównaniu z pieszymi w innych
      krajach, które znam, nie są wcale rozpieszczeni. Ani prawodawca ich nie
      rozpieszcza (prawodawca nie nakłada na kierowcę obowiązku umożliwienia przejścia
      przez jezdnię na przejściu i pieszy może czekać do usr...ej śmierci, aż jakiś
      się zlituje i go przepuści), ani tym bardziej nie rozpieszczają pieszych kierowcy.
      Co proponujesz zatem, żeby pieszym jeszcze bardziej przykręcić śrubę.
      Jura
      • shp80 Re: tytuł nieprawdziwy 23.02.08, 14:52
        > Co proponujesz zatem, żeby pieszym jeszcze bardziej przykręcić śrubę.
        > Jura

        Bo my musimy mieć autostrady, jak w Niemczech i przepisy (kulturę jazdy), jak w Putinlandii. ;)
    • jane14 Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 09:56
      Widzę że dyskusja skupiła się na pieszych tymczasem akurat oni nie
      należą do rozpieszczanych zarówno pod katem bezpieczeństwa czynnego
      jak i biernego.
      Myle się ?
      Może są już jakieś poduszki dla pieszych?
      A moze płaszcz z kontrolowaną strefą zgniotu ?
      Moze wielowachaczowe buty z ABS/ESP ?
      Nie. No to czymżesz ci piesi sa tak rozpieszczani?

      Tymczasem rzeczywiscie auta wsółczesne są bezpieczniejsze niż były
      tyle że nie aż tak bezpieczne jak sadzą niektórzy kierowcy i jak
      mogło by wynikać z reklam w które oni uwierzyli.
      Miedzy innymi z tego powodu rośnie ilosc bzdurnych zachowań i
      brawury kierujących.
      Gdyby poobserwować przecietne skrzyżowanie to na 1000 sytuacji
      potencjalnie niebezpiecznych może 1 jest spowodowana przez pieszego.
      Czy to wynika z rozpieszczenia pieszych ?
      Watpie, nawet ta przysłowiowa babcia ma świadomośc ze w spotkaniu z
      autem nie ma szans.
      A ilu kierowców wie że ich poduszki/pasy itp. sprawdzaja się przy
      predkości do 50/h ? A kto wie ze powyzej tej predkości w zasadzie
      jakby ich nie było ?
      A kto wie że przy 100/h z ich systemów bezpieczeństwa zostaja tylko
      tylne koła ?
      • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 12:22
        Zdaje sie, ze emesowi chodzilo o co innego. O to mianowicie, ze do swiadomosci wielu pieszych dotarly dwie, szczatkowe informacje bez zadnych "ale"

        1. Pieszy ma pierwszenstwo na przejsciu

        2. Gdy samochod uderzy w pieszego 50 km/h to pieszy podniesie sie, otrzepie i zadwoni po policje
        • emes-nju Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 12:30
          Oraz swiadomosc, ze owo mityczne "pierwszenstwo na pasach" daje niektorym poczucie calkowitego, za to oderwanego od rzeczywistosci, bezpieczenstwa.
          • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 12:39
            emes-nju napisał:

            > Oraz swiadomosc, ze owo mityczne "pierwszenstwo na pasach" daje niektorym poczu
            > cie calkowitego, za to oderwanego od rzeczywistosci, bezpieczenstwa.
            >

            Tu masz racje takie jak opisane przez Ciebie przeświadczenie może byc i jest
            zgubne jednak nie dotyczy prawie wcale Polaków gdyz przeciętny Edek czy Emes
            mają pełne gacie wchodząc na przejście dla pieszych . Takie przeświadczenie jest
            za to popularne wśród zachodniego społeczeństwa .
            • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 12:41
              Bylbym najszczesliwszym mieszkancem podwarszawskiej wsi, gdyby obecnosc nieoswietlonego pieszego na szosie w lesie, znaczona byla brazowa wstega wyciekajaca ze spodni. Mialbym jakies szanse na unikniecie kolizji.
              • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 13:06
                Też byłbym szczęśliwy z tego powodu . Niestety piesi są jacy sa i się nie
                oświetlają i to zarówno w "dżungli" jak i w cywilizacji .
                Dało by to szanse na uniknięcie kolizji z pieszym tyle że takie uniknięcie nie
                może zachodzić często . Ważniejsze od unikania jest to żeby skoro juz nie da
                rady to przynajmniej żeby nie zabijać .
                • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 13:11
                  Luzik. Mi tam odpowiada. Jaki widzisz sposob na unikanie kolizji z pieszymi walesajacymi sie po dowolnej stronie jezdni, w lesie i w czarnym ubraniu?
                  • emes-nju Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 13:16
                    Edek! Nie trudz sie tylko przejrzyj moje przepychanki z tym (...).

                    Wiecej niz raz zadawalem mu pytanie jak jest bezpieczna predkosc w danych warunkach. Obraz wylonil sie dosc nieciekawy... Generalnie jezeli nie chcemy byc po habudzikowemu piratami, to musimy stac - zabic mozna nawet jadac na jedynce na jalowych obrotach i wtedy tez wedlug habudzika bedziemy winni. Bo "nie dostosowalismy" :-P
                    • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 13:57
                      emes-nju napisał:

                      > Edek! Nie trudz sie tylko przejrzyj moje przepychanki z tym (...).
                      >
                      > Wiecej niz raz zadawalem mu pytanie jak jest bezpieczna predkosc w danych warun
                      > kach. Obraz wylonil sie dosc nieciekawy...


                      Bo oczekiwałeś niemożliwego . Nie ma w sensie liczby bezpiecznej predkości sa za
                      to prędkości minimalizujące skutki ewentualnej kraksy . Do Ciebie czubie to nie
                      dociera . Dla przykładu : predkość 50km/h przez wieś z 3 chałupami gwarantują (
                      jako tako ) pieszemu przeżycie gdy ten pijany wytoczy się z budki z piwem ,
                      natomiast 100km/h gwarantuje nawet najrozsądniejszemu , trzeźwemu pieszemu
                      śmierć jeśli ktoś Tobie przesłonie jego widok lub odwróci Twoja uwage .
                      Rozumiesz durniu ?????
                      • emes-nju Do moderatora. 25.02.08, 14:03
                        Uprzejmie prosze moderatora o zablokowanie konta habudzika. Wydaje mi sie, ze przekracza pewne granice.
                        • habudzik Re: Do moderatora. 25.02.08, 15:24
                          emes-nju napisał:

                          > Uprzejmie prosze moderatora o zablokowanie konta habudzika. Wydaje mi sie, ze p
                          > rzekracza pewne granice.
                          >

                          Ty też przekraczasz te granice ale jako pierwszy . Pisanie o kimś tego i
                          wstawianie wielokropka to jest przekraczanie granicy . Przestań tak o mnie pisać
                          - przestane i ja o Tobie .
                  • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 13:52
                    edek40 napisał:

                    > Luzik. Mi tam odpowiada. Jaki widzisz sposob na unikanie kolizji z pieszymi wal
                    > esajacymi sie po dowolnej stronie jezdni, w lesie i w czarnym ubraniu?

                    Ku.. , napisałem przeciez że nie widze takiej możliwości . Dlatego należy tak
                    jechać bu skutki była jak najłagodniejsze
                    • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 14:10
                      Slyniesz, we wlasnych oczach, z nieomylnosci i bezblednosci. Przybliz mi sposob jazdy taki, aby skutki kolizji z pieszym na szosie byly jak najmniejsze. Podkreslam: na szosie.
                      • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 15:41
                        edek40 napisał:

                        > Slyniesz, we wlasnych oczach, z nieomylnosci i bezblednosci. Przybliz mi sposob
                        > jazdy taki, aby skutki kolizji z pieszym na szosie byly jak najmniejsze. Podkr
                        > eslam: na szosie.

                        Ja z tego nie słyne Ty słyniesz jednak z tego z czego ja nie słyne a słyniesz z
                        tego że popełniasz kardynalne błedy i jeszcze pyskujesz . Nikt nie oczekuje od
                        nikogo by był perfekcyjny ale Ty jesteś wyjatkowo "omyłkowy" no bo jak nazwać
                        kogoś kto się zastanawia czy pasem powinno się jechac jak najbliżej lewej czy
                        może jak najbliżej prawej a może dokładnie po środku . Dzieci nie maja takich
                        problemów w przedszkou u mojego syna a to oczywiście dzieki parze policjantów
                        którzy regularnie odwiedzaja je .
                        • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 15:46
                          Czyli jednak nie pamietasz po ktorej byla kreska o ktora sie ze mna spierasz i czy byla jedna czy dwie? Tylko tak dalej :)
                          • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 15:49
                            edek40 napisał:

                            > Czyli jednak nie pamietasz po ktorej byla kreska o ktora sie ze mna spierasz i
                            > czy byla jedna czy dwie? Tylko tak dalej :)

                            Ja się nie o ilość kresek spieram z Toba tylko udowodniłem Ci że Twoje
                            rozwiązanie polegające na ustawieniu tego pojazdu lewymi kołami na lewej
                            przerywanej lini kończącej jego pas jest niezgodne z przepisami a Twoje
                            upieranie się przy tym rozwiązaniu daje pełny obraz tego że przepisy są Ci obce .
                            • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 15:56
                              Ty masz jakis problem z rozumowaniem. Mamy wyznaczony pas do skretu w lewo. Samochod zgodnie z przepisami ustawia sie na nim blisko lewej strony (gdyby oddalil sie od tego kraweznika o swoja szerokosc, to stanalby prawymi kolami na pasie do jazdy na wprost). Przerywana linia, o ktora Ty sie spierasz, choc jej nie pamietasz, jest niejako kontynuacja lewego kraweznika. Co do tego, ze na pasie do skretu w lewo samochod nie moze oddalic sie o swoja szerokosc od lewego kraweznika chyba nie bedziemy sie spierac? Dlaczego wiec moze dokonac takiej ewolucji gdy juz wykonuje manewr skretu, a przerywana linia jest dla samochodu czyms w rodzaju namalowanego lewego kraweznika? Dlaczego na pasie do skretu nie moze oiddalic sie, a gdy skreca, to Twoim zdaniem wrecz powinien?
                              • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:03
                                Nie , celowo pokręciłeś . Pojazd skręcajacy w lewo nie s stoi jak najbliżej
                                lewej strony ( krawężnika ) pasa . Ten wyjechał za bardzo w prawo i dlatego
                                napisałem że jedzie prawie prawidłowo bo prawego brzegu pasa nie widzimy (
                                domyslamy się gdzie jest ale nie wiemy ) . Natomiast to co Ty zaproponowałeś
                                jest ewidentnym złamaniem przepisów a dlaczego to zaproponowałeś ? Bo ich nie
                                znasz .
                                • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:06
                                  Czyli na wydzielonym pasie do skretu tez moze zatoczyc sie o swoja szerokosc w prawo?
                                  • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:11
                                    edek40 napisał:

                                    > Czyli na wydzielonym pasie do skretu tez moze zatoczyc sie o swoja szerokosc w
                                    > prawo?

                                    Nie , nie może o ile jest prawa linia pokazująca mu że pas opuszcza . Niestety
                                    nie pamietam dokładnie ale chyba tam tej prawej linii nie ma więc nie wiemy
                                    gdzie kończy się pas po prawej .
                                    • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:21
                                      To Ci przypomne. Nie ma prawego pasa. Jedynym wiec racjonalnym rozwiazaniem jest gdy samochody skrecajace z naprzeciwka trzymaja sie swoja lewa strona lewej wykreskowanej linii pomocniczej. Gdy Twoj ukochany jedzie tak daleko, to zbliza sie prawymi kolami do linii, ktorej powinien trzymac sie jadacy z przeciwka. Czyli jest regularnym chamme drogowym, choc nie przekracza przepisow. Po prostu wymusza swoim zachowaniem, na samochodzie z przeciwka, ruch inny niz przewidzial malarz. I to jest prawidlowe zdaniem habudzika. Innymi slowy wyobrazasz sobie siebie w tym samochodzie, jak jedziesz zgodnie z swoim rozumieniem kultury na jezdni i przepisow KD, a do kolizji nie dochodzi tylko dlatego, ze gosc z przeciwka jest naprawde kulturalny i pozwala Ci wluczyc sie po caly skrzyzowaniu.

                                      Ale Ty nawet nie pamietasz jak bylo rozmalowane to skrzyzowanie.
                                      • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:29
                                        edek40 napisał:

                                        > To Ci przypomne. Nie ma prawego pasa. Jedynym wiec racjonalnym rozwiazaniem jes
                                        > t gdy samochody skrecajace z naprzeciwka trzymaja sie swoja lewa strona lewej w
                                        > ykreskowanej linii pomocniczej.

                                        Nieprawda . Przepisy dość jasno precyzują jak poruszają się samochody po
                                        wyznaczonych pasach i nie jest to trzymanie się lewymi kołami lewej przerywanej
                                        linii .




                                        Gdy Twoj ukochany jedzie tak daleko, to zbliza
                                        > sie prawymi kolami do linii, ktorej powinien trzymac sie jadacy z przeciwka.

                                        Czyli wg. Ciebie mój ukochany jedzie prawymi kołami po przerywanej linii lewej
                                        jadacych z przeciwka . Nic bardziej błednego . O ile pamiętam tam było sporo
                                        miejsca nawet w sytuacji gdy ten srebrny poszerzył skręt .

                                        Jeszcze raz powtarzam jazda lewymi kołami po lewej przerywanej jest łamaniem
                                        podstawowych przepisów a zaproponowałeś takie rozwiązanie z powodu nieznajomości
                                        tychże .





                                        • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:35
                                          Wiesz co. Ty naprawde masz jakies powazne zachwiania. Nie wiem jakie, bo sie na tym nie znam.

                                          Zacytuj dokladnie, gdzie napisalem, ze zamochod MUSI jechac lewymi kolami po przerywanej linii. Moglem co najwyzej napisac, ze mniejszym bledem jest jazda po tej linii niz wyjazd w krajobraz na pas, po ktorym powinni moc bez przeszkod poruszac sie skrecajacy z przeciwka. Koncze temat do czasu, gdy odgrzebiesz watek z tym skrzyzowanie, obejrzysz go dokladnie, moze narysujesz sobie rzut z gory i, najwazniejsze, zacytujesz gdzie ja NAKAZUJE jazde lewymi kolami po linii pomocniczej.
                                          • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:37
                                            Napisałeś że powinien się przesunać o 2 metry w lewo lub o szerokość samochodu
                                            co oznacza że prawidłowym miejscem jaki się zajmuje na pasie jest jazda lewymi
                                            kołami po przerywanej linii
                                            • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 16:57
                                              No to sie zdecyduj. Dwa metry czy o szerokosc. Bo nawet moj van nie ma 2 metrow szerokosci z lustrami. A to srebrne cos do zwykla osobowka, ktora ma miedzy lustrami pewnie nie wiecej niz 1,8 m.
                                              • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 18:46
                                                edek40 napisał:

                                                > No to sie zdecyduj. Dwa metry czy o szerokosc. Bo nawet moj van nie ma 2 metrow
                                                > szerokosci z lustrami. A to srebrne cos do zwykla osobowka, ktora ma miedzy lu
                                                > strami pewnie nie wiecej niz 1,8 m.
                                                \
                                                Nie pamiętam dokładnie jak napisałeś ale wiem że gdyby zastosować Twoja metode
                                                to musiałby jechać lewymi kołami po przerywanej a jakie ma znaczenie czy to 2
                                                metry czy 1.8 szrokość tej osobówki .
                                                • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 19:07
                                                  Ty pamietasz tylko to, co wbiles sobie do glowy. Z licznymi konfabulacjami, manipulacjami, przeklamaniami i polprawdami. Nie pamietasz zas rzeczy najwazniejszej - wygladu skrzyzowania. Pamietasz wylacznie swoje pokrecone wyobrazenie o nim oraz o tym, co ja mialem na mysli, a Ty nie zrozumiales.
                                                  • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 19:25
                                                    Jak widzisz w drugim wątku wiem jak wygląda skrzyżowanie i wiem co napisałeś a
                                                    napisałeś że jechałby lewymi kołami po przerywanej . To chciałeś napisać .
                                                  • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 19:37
                                                    A przeczytales cale zdanie? I zrozumiales czy uczepiles sie jak rzep psiego ogona jednego niefortunnego sformulowania, ktore jeszcze w tym samym zdaniu, prostaku bez szkoly, koryguje. To trudne dla wielu ludzi, rozumiec slowo pisane.
                                                  • habudzik Re: Kto kogo rozpieszcza? 25.02.08, 19:47
                                                    Niczego nie skorygowałeś . Napisałeś że jechałby po linii . To błąd i wiesz o tym .
                                                  • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 26.02.08, 09:50
                                                    Najpierw przeczytaj cale zacytowane zdanie: "Gdyby przesunal sie o jakis dwa metry, to jego lewe kola znalazlyby sie na przerywanej linni, w poblizu ktorej powinny sie znajdowac.". Wez kilka oddechow, to dotlenia mozg. Zastanow sie i napisz gdzie dokladnie nakazalem jechac mu po kresce? Dla ulatwienia cytuje ponownie to co Ci umknelo w pieniackim zapale: "w poblizu ktorej powinny sie znajdowac". Czy widzisz choc minimalna roznice pomiedzy jezdzie po kresce, a byciu w poblizu niej?
                                                  • Gość: Poll Re: Kto kogo rozpieszcza? IP: 195.245.213.* 26.02.08, 12:04
                                                    Napisałes że przesunął się o 2 metry a wtedy znalkazłby się ( co
                                                    wynika ze zdjącia ) w pobliżu lini lub na niej . W pobliżu może by
                                                    sie i znalazł ale po jej zewnetrznej . Jak bys na to nie patrzył to
                                                    samochód nie powinen się znaleźć ani na linii ani w jej pobliżu .
                                                    Samochód powinien poruszać się srodkiem pasa i taka odpowiedź jest
                                                    prawidłowa .
                                                  • Gość: Poll Re: Kto kogo rozpieszcza? IP: 195.245.213.* 26.02.08, 12:06
                                                    Z tymże w tym konkretnym przypadku chodzi o to że kłamałeś mówiąc że
                                                    nie pisałeś iż znalazłby się na lini . Po co Ci to było - Bód raczy
                                                    wiedzieć .
                                                  • edek40 Re: Kto kogo rozpieszcza? 26.02.08, 12:19
                                                    A gdzie, glabie, jest srodek tego pasa?
                                                  • edek40 Instrukcja obrazkowa dla glaba 26.02.08, 12:42
                                                    img151.imageshack.us/my.php?image=z3811370xiy1.jpg
                                                    Na czerwono zaznaczylem logiczna kontynuacje pojedynczego pasa do skretu w lewo. Dodalem rowniez czerwone kreski z lewej, dublujace oryginalne biale, aby cymbalowi czerwono na czarnym narysowac przebieg pasa. Na pomaranczowo zaznaczylem dlaczego nie nalezy skrecac ze zbyt wielkim oddaleniem sie od bialej linii przerywanej po lewej stronie samochodu. Najfajniejsze jest to, ze biala linia prowadzi na pas do skretu. Oj pokrecone to skrzyzowanie.
                                                  • Gość: Poll Re: Kto kogo rozpieszcza? IP: 195.245.213.* 26.02.08, 12:48
                                                    Nigdzie oszuście i dlatego napisałem że pojechał prawie prawidłowo
                                                    bo nie mozna określić środka dokładnie . Ty oczywiście wyraźnie
                                                    zanaczyłeś że powinien jechac po lewej linii lewymi kołami i trzymac
                                                    się jej kurczowo . To jest niezagodne z przepisami .
      • jane14 Drodzy niedopieszczeni... 25.02.08, 14:58
        Pragnę wam tylko zwrócić uwagę że 20-30 lat temu (a niektórzy twierdzą ze maja
        zbliżony staż za kierownica) gdybyście wyjechali na drogę z takim zachowaniem i
        mentalnością jak by wynikało z waszych postów to wywołalibyście rzeż.
        Może się mylę ale jestem przekonany że postęp świadomości zagrożeń, gdyby był w
        psychice kierowców na tym samym poziomie jak u pieszych nie bylibyśmy
        zaściankiem europy jeśli chodzi o liczbę śmiertelnych wypadków.
        A wy ciągle o tych pieszych rowerzystach traktorzystach itd.
        Dziś widok nieoświetlonego pieszego na poboczu nocą to rzadkość. Może dlatego
        tak bulwersuje niektórych.
        20 lat temu poboczem poruszało się więcej pieszych, rowerów furmanek itp. niż
        aut po jezdni.
        • edek40 Re: Drodzy niedopieszczeni... 25.02.08, 15:03
          > Dziś widok nieoświetlonego pieszego na poboczu nocą to rzadkość. Może dlatego tak bulwersuje niektórych.
          > 20 lat temu poboczem poruszało się więcej pieszych, rowerów furmanek itp. niż aut po jezdni.

          Ty chyba mieszkasz w jakiejsc europejskiej metropolii? U mnie, 9 kilometrow od Warszawy OSWIETLONY pieszy to rzadkosc. Jednak pieszy jako taki to juz nie taka rzadkosc. Rowerzystow tez jest sporo. Zasadnicza wiekszosc bez oswietlenia. Ale ja mieszkam na prowincji...
          • Gość: na zimno Jak to - oswietlony pieszy to rzadkosc?! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.02.08, 18:52

            Przeciez jak jedziesz i masz wszystkie zarowki, to pieszy jest
            juz "oswietlony", no nie?

            Dlatego nalezy pamietac o zarowkach.



        • emes-nju Jaka mam mentalnosc? n/t 25.02.08, 15:05


          • jane14 Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 08:49
            Czyli odbić piłeczkę najlepiej tak by spadła tam skad nadleciała.
            Krótko mówiac Waadza mi coś chce odemnie, to ja na waadze.
            Przechodzień mnie do czegoś zmusza, czegos oczekuje to ja na
            przechodnia itd
            I nie ważne w jakim celu po co i jaki skutek z tego wyniknie byle by
            odbić. A czasem piłeczke trzeba przyjąc, z pozytkiem dla wszystkich,
            przytrzymać uspokoic gre, a gdy przyjdzie pora podać do partnera.
            Aczkolwiek nie w tenisie. Tu nawet jak jest partner to podać do
            niego nie można. Tam rzeczywiście trzeba odbić.
            Tymczasem ruch drogowy to gra zespołowa. W tym zespole są (i bedą)
            lepsi i gorsi. I jak w kazdym takim zespole lepsi muszą wziaść na
            siebie i cieżar gry i odpowiedzialność za wynik.
            Zwalajac na innych, na boisko, sędziów, publicznośc i mnożac
            pretensje do siebie nawzajem jeszcze żadna druzyna nic nie wygrała.
            A kierowcy to niewatpliwie "liderzy" tej drużyny i jacy liderzy taki
            wynik.
            PS Piłkarzy mamy lepszych niż kierowców.
            • apache5 Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 09:46
              Ja też uwielbiam tenis, w dobrym wydaniu z wersalki w Eurosporcie. W dobrym
              wydaniu i na drodze trzeba czerpać wzorce, w takich dyskusjach sam się
              dokształcam i choć nie zawsze sie zgadzam z opiniami innych, szanuje je.
              Zasadnym jest pisać o wątpliwościach, a uszczypliwe o kierowcach zostawmy z
              boku. Zacznijmy od tego, że na drodze mamy wszyscy równe prawa i obowiązki, a z
              pierwszeństwa korzystam wtedy gdy inni mi ustąpią i dotyczy to tez pieszego. Czy
              pieszy może egzekwować swoje pierwszeństwo, to nie przechodzień zmusza, tylko
              kierowca ustępuje. Ale tylko przy przejściu ustawa(art. 13 ust.1) mówi" pieszy
              MA pierwszeństwo przed pojazdem" i nikt łaski nie robi.
              • jureek Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 09:57
                Nie mamy równych praw i obowiązków. Na całym świecie tak jest, że od kogoś,
                którego błąd może mieć bardziej tragiczne skutki, wymaga się więcej. Dlatego
                więcej wymaga się od kierowcy niż od rowerzysty, wiecej od kierowcy ciężarówki,
                niż od kierowcy samochodu osobowego, a jeszcze więcej od kierowcy ciężarówki
                przewożącej materiały niebezpiecznie itd. Równość to mit.
                Jura
                • kozak-na-koniu Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 10:04
                  Problem w tym, że u nas nikomu się nie chce dociekać przyczyn tych
                  tragicznych skutków i 90% przypadków, bez względu na okoliczności
                  wpisuje się "nie dostosował prędkości do warunków" - czy to pieszy
                  ciemną nocą wlazł prosto pod koła nadjeżdżającego z przepisową i
                  bezpieczną prędkością pojazdu, czy też samochód osobowy wymusił
                  pierwszeństwo albo wcisnął się tuż przed jadącą ciężarówkę i
                  nagle "dał po heblach" zupełnie zapominając o różnicy w masie a co
                  za tym idzie drogi hamowania, bo przypomniało mu się że tu właśnie
                  musi skręcić w lewo...
                  • jureek Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 10:07
                    Chodziło mi o to, że nie ma równości, jak niektórzy by chcieli, a nie o kolejne
                    odbijanie piłeczki, kto bardziej winny.
                    Jury
                • edek40 Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 10:10
                  Problem polega u nas na tym, ze tylko waaaadza wymaga. Od siebie ta waaaadza to za bardzo nic nie chce dawac. Rzeczywiscie rownosc to mit. Za nasze ciezko zarobione pieniadze jestesmy nagradzani paliwem drozszym niz w wielu bogatszych krajach i drogami gorszymi niz gdziekolwiek w cywilizacji z restrykcjami stawianymi tak ewidentnie na wyrost, ze az widac ze chodzi wylacznie o asekuranctwo waaadzy na wypadek wypadku. Jak kiedys emes napisal to "plasterek na wstydliwa chorobe" w postaci systemu fotoradarowego bardziej rozbudowanego niz system drog, ktorych ma pilnowac.
                  • jureek Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 10:13
                    A nie mówiłem? Jak nie piesi przeszkadzają, to radary. Z drogi śledzie, bo Pan
                    Edek jedzie!
                    Jura
                    • edek40 Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 12:10
                      Jura, Ciebie mam za inteligentnego czlowieka. Nie wyciagaj daleko idacych wnioskow z lichych przeslanek, ktore mozesz odczytac z mojej wypowiedzi. Innymi slowy nie zachowuj sie jak habudzik, bo to nie wypada.

                      Piesi w wyznaczonych dla nich miejscach mi nie przeszkadzaja i jesli tylko daja mi szanse, respektuje ich prawa, czesto uzywajac mojego vana jak wielkiej i nieomijalnej tarczy. Nawet na mojej wiejskiej szosie, gdy ida, nawet nie oswietleni, ale tak ze widze ich oczy, a nie plecy. Radary rowniez mi srednio przeszkadzaja. Szkoda tylko, ze nic absolutnie nie rozwiazuja. Przede wszystkim nie poprawiaja bezpieczenstwa. Jezeli bowiem mialyby poprawiac bezpieczenstwo, to powinny byc naprawde dobrze widoczne, a nie "wyskakiwac zza krzakow" i miec maskujacy ubior. W tej chwili najlepiej zapewniaja one bezpieczenstwo finansowe gminom. A pedzacy i zagapiony kierowca moze nawet nie zauwazyc, ze natknal sie na radar. Szczegolnie po zmroku, gdy ryzyko rozjechania pieszego jest wieksze taki ukryty radar ABSOLUTNIE nie poprawia bezpieczenstwa tego pieszego. Moze co najwyzej strzelic fotke, jak rozpedzony samochod bierze na rogi pieszego. Kierowca dostanie poczta mandat...
                • emes-nju Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 14:29
                  jureek napisał:

                  > Na całym świecie tak jest, że od kogoś, którego błąd może mieć
                  > bardziej tragiczne skutki, wymaga się więcej.

                  Przy zalozeniu, ze piesi NIE popelniaja bledow, faktycznie cala odpowiedzialnosc spoczywa na kierowcy.

                  Klopot w tym, ze piesi popelniaja bledy i, w swietle togo, co napisales, powinno sie od nich "wiecej wymagac". Bo ich blad ma dla nich naprawde tragiczne skutki...

                  Musi byc jakis zloty srodek w tej dyskusji...
              • jane14 Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 10:17
                Ja też jestem zdania że przedewszystkim każdy powinien stosowac się
                do przepisów. Ale nie stosujący się robia to z różnych powodów.
                Jest pewna (raczej nieliczna) grupa pieszych, szczególnie młodych
                gniewnych czasem pewnie "pod wływem" która uważa wejście tuż przed
                pojazd i zmuszenie go do hamowania, za dobrą zabawę. Ta grupka ma
                tez swoich odpowiedników wśród kierowców (to ci od pouczania
                zajezdzania celowego drogi, poganiania, itp).
                Natomiast jest i inna grupa stwarzajaca zagrożenie przez nieuwage
                zagapienie czy nawet i niedostosowanie (np. przysłowiowa staruszka).
                No niestety nikt nie jest doskonały.

                PS Niedawno miałem "zabawna" przygodę własnie na przejściu. Jesli
                człowiek spedza kilka godzin dziennie w aucie to może "zgłupieć".
                Bedąc przechodniem stanołem na skraju jezdni i wpatrywałem sie w
                sygnalizator...dla aut, myślami bedąc zupełnie gdzie indziej. w
                efekcie automatycznie ruszyłem do przodu wraz z zapaleniem się
                zielonego dla samochodów.
                Do rzeczywistosci przywołał mnie dopiero klakson. Zdarza się dlatego
                też jestem wyrozumiały dla innych jesli im sie "zdarza". I nie robie
                problemu gdy takie zdrzenie zmusi mnie do reakcji A
                prawdopodobieństwo takiego zdarzenia do wzmożonej uwagi czy
                ostrożności.
                Ale zdecydowanie mniej wyrozumiały jestem dla tych którzy by chcieli
                żeby jeśli sie zdarza to tylko im (i to zjakiś zewnetrznych powodów).
                Inni zas robia to celowo lub złośliwie
                • emes-nju Re: Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 13:23
                  jane14 napisał:

                  > Jest pewna (raczej nieliczna) grupa pieszych, szczególnie młodych
                  > gniewnych czasem pewnie "pod wływem" która uważa wejście tuż przed
                  > pojazd i zmuszenie go do hamowania, za dobrą zabawę.

                  Nie oni gina na przejsciach! Te typki doskonale wiedza co robia i swietnie sie bawia.

                  Najgrozniejsi (dla siebie! O tym jest ten watek!!!) sa piesi nieswiadomi tego co robia, za to uspokojeni czastkowa wiedza, ze "pieszy ma zawsze pierwszenstwo na pasach".

                  W ciagu ostatniego roku mialem kilka powaznych sytuacji kolizyjnych z pieszymi wlazacymi na przejscie na CZERWONYM SWIETLE (co ciekawe jestem takim chamem i piratem, ze nie miewam takich akcji na przejsciach niesterowanych...).

                  W dawniejszej akcji przed skretem w prawo jechalem bardzo powoli, ale nawet nie hamowalem, tak blisko bylo - pani stala tylem do przejscia, odwrocila sie i wkroczyla (gdybym nie mial gdzie uciekac, to doszloby do kolizji). Przedwczoraj (na trasie z ograniczeniem 70 km/h) jedna starsza pani, po chwili postoju na krawezniku i przyjrzeniu sie sytuacji na drodze, kurgalopkiem przebiegla najpierw przez jedna trzypasmowa nitke, a potem druga. (Na jezdni prawie nie bylo samochodow, ale pani nie mogla poczekac ani na zielone, ani na przejazd KILKU aut - musiala wymusic awaryjne hamowanie jadacych na zielonym swietle. W nocy, w deszczu, przy ciut wiekszym ruchu, byloby nieszczescie). Miesiac temu prawie potracilem pieszego jakies 10-15 m PRZED przejsciem. Zeby nie bylo nieporozumien - to ja mialem zielone. Jechalem prawym pasem - pan wyskoczyl mi prosto pod kola zza jadacego lewym pasem autobusu. Tu tez nie hamowalem, bo nie mialem nawet czasu na reakcje (po fakcie "narznalem w zbroje", moja pasazerka tez i pojechalismy dalej).

                  Jestem bardzo wyrozumialy, nie trabie, nie macham lapami, nie wysiadam w celu odbycia "pogadanki" - jezeli moge, jade dalej. Nie zmienia to jednak mojego strachu, ze kiedys nie skonczy sie na hamowaniu czy omijaniu...
                  • jureek Re: Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 14:33
                    Ale z Ciebie pechowiec. Ja jakoś tak nie mam.
                    Jura
                    • emes-nju Re: Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 15:14
                      To znaczy, ze mi sie to snilo i problemu pieszych powodujacych wypadki nie ma :-P
                      • jureek Re: Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 17:14
                        emes-nju napisał:

                        > To znaczy, ze mi sie to snilo i problemu pieszych powodujacych wypadki nie ma :
                        > -P

                        Problem jest, ale nie w takich proporcjach.
                        Jura
                        • emes-nju Re: Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 17:19
                          jureek napisał:

                          > emes-nju napisał:
                          >
                          > > To znaczy, ze mi sie to snilo i problemu pieszych powodujacych
                          > > wypadki nie ma
                          >
                          > Problem jest, ale nie w takich proporcjach.

                          To znaczy?

                          Podwazasz dane statystyczne obarczajace piszych wina za polowe zdarzen ze swoim udzialem?
                          • jureek Re: Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 17:45
                            emes-nju napisał:

                            > To znaczy?
                            >
                            > Podwazasz dane statystyczne obarczajace piszych wina za polowe zdarzen ze swoim
                            > udzialem?

                            Ja podważam? Przecież to Ty właśnie opisujesz tylko takie przypadki, gdzie winy
                            jest pieszy i wygląda to tak, jakby nie 50% lecz 100% wypadków było z winy
                            pieszego. Do tego się właśnie przyczepiłem, że tylko takie sytuacje widzisz i
                            opisujesz.
                            Jura
                            • emes-nju Re: Łaska łasce nie równa. 26.02.08, 18:07
                              Zlituj sie!

                              Po raz n-ty napisze, ze sobie mam malo do zarzucenia. Czasem prowadze bardzo zmeczony, czasem chory, czasem zdarzaja mi sie chwile dekoncentracji, czasem popelniam zwykle, nie wynikajace z piratowania bledy. Kazdemu sie to zdarza! (Tylko, ze ja nie boje sie do tego przyznac - bledy opisuje na forum ku ogolnemu pozytkowi, za co zarobilem sobie na opinie pirata :-D ).

                              Nie mam natomiast wplywu na zbyt duza liczbe zdarzen na drodze (komunal "zwolnij" nie rozwiazuje problemu, bo daje tylko pewna szanse na zmniejszenie skutkow ewentualnego nieuniknionego). Dopoki sa to zdarzenia blacha-blacha, to pol biedy - kazdy kierujacy zdaje sobie sprawe z ryzyka, a i blachy troche chronia. Wiem jednak (a statystki to potwierdzaja!), ze mam spora szanse stac sie morderca nieswiadomego zagrozen pieszego mimo zachowania ostroznosci i rozsadnej jazdy (sa pewne granice predkosci, ponizej ktorych jest moze bardzo bezpiecznie, ale trudno juz mowic o jezdzie - zreszta przy tak "bezpiecznych" predkosciach tez mozna kogos zabic). Ostrozna i rozsadna jazda nadal jest jazda - sam fakt poruszania sie ponadtonowego przedmiotu moze byc zabojczy dla pieszego, ktory postanowi sprobowac sie "na klaty".
            • kozak-na-koniu Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 09:56
              Pieszych i furmanek jest mniej jak 25 lat temu tylko z tego powodu,
              że dziś przed niemal każdą wiejską chałupą stoi jakiś - taki czy
              inny pojazd mechaniczny. Niestety, mentalność tych pieszych, którzy
              pozostali, wielu nowych kierowców (nie mówię że wszyscy, ludzie
              jednak z czasem przyzwyczajają się do nieuchronnego wzrostu
              natężenia ruchu i wynikających z tego niedogodności) oraz przede
              wszystkim decydentów w sporej części jest taka sama jak 25 lat temu.
              Poza tym, 25 lat temu od czasu do czasu jednak spotykało się
              kontrole drogowe, w czasie których milicjanci potrafili zajrzeć pod
              maskę samochodu, sprawdzić działanie świateł i kierunkowskazów,
              ukarać pijanego rowerzystę lub woźnicę bez latarki; działała
              Młodzieżowa Służba Ruchu, zdobywało się karty rowerowe, prowadziło
              pogadanki w szkołach itd.. Dziś lokalne posterunki likwiduje się na
              potęgę w ramach oszczędności a drogówka woli bawić się wyłącznie
              w "suszenie" na głównych drogach, najchętniej w trybie
              automatycznym. Zauważyliście ile, szczególnie po lokalnych drogach
              jeździ pojazdów z przepalonymi żarówkami (dziwnym zbiegiem
              okoliczności, najczęściej z lewej strony), przeciekającymi
              silnikami, dymiących, o zwichrowanych podwoziach? Trwająca w mediach
              kampania "uświęcania" pieszych doprowadza do perwersyjnych i wręcz
              samobójczych ich zachowań ale kogo to obchodzi, byle urzędowe
              statystyki i "oglądalność" w TV rosły...
              • jureek Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 10:04
                kozak-na-koniu napisał:

                > Trwająca w mediach
                > kampania "uświęcania" pieszych doprowadza do perwersyjnych i wręcz
                > samobójczych ich zachowań ale kogo to obchodzi, byle urzędowe
                > statystyki i "oglądalność" w TV rosły...

                Następny z omamami. Gdzie Ty widzisz kampanię skierowaną do pieszych, żeby
                zachowywali się samobójczo? Uważasz, że nie należy przypominać kierowcom o
                obowiązku zachowania wzmożonej ostrożności na przejściach dla pieszych?
                I nie gadaj głupot, że nie karze się na wsi pijanych lub nieoświetlonych
                rowerzystów, bo takie sprawy to chleb powszedni w sądach grodzkich. Gdy jestem w
                Polsce, to mieszkam na wsi, więc wiem, o czym piszę.
                Jura
                • kozak-na-koniu Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 10:06
                  Często bywasz w Polsce? Bo ja jestem tu stale i prawie stale
                  przebywam na wsi...
                  • jureek Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 10:11
                    kozak-na-koniu napisał:

                    > Często bywasz w Polsce? Bo ja jestem tu stale i prawie stale
                    > przebywam na wsi...

                    W sumie około 3 miesięcy w roku. I w mojej wsi średnio raz w tygodniu jest
                    łapanka na pijanych i nieoświetlonych rowerzystów. Mam tu podać nazwiska
                    ukaranych, żebyś nie gadał, że zmyślam?
                    Normajna procedura jest taka, że oprócz sądu grodzkiego lub mandatu (za niemanie
                    świateł) spuszcza się delikwentowi powietrze z kół, żeby już dalej nie jechał.
                    Jura
                    • edek40 Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 13:20
                      Kozak ma racje. Gdy zrobilem prawko, to kontrola drogowa bez przyczyny byla norma. W ciagu ostatnich 10 lat zatrzymali mnie moze ze 4 razy. Zawsze z jakiegos powodu. Ujme to inaczej. Kiedys zatrzymywano mnie i milicjant powiadal: dzien dobry kontrola drogowa. Teraz, znacznie rzadziej, zatrzymuje i mowi: dzien dobry, posterunkowy Iksinski, czy wie pan jaki jest powod zatrzymania? Fakt, w mojej wsi w ciagu ostatnich 4 lat, jak w niej zamieszkalem juz dwa razy kontrolowali moja trzezwosc. W tym raz, gdy stalem na parkingu i przecieralem lampy. Nieoswietlone rowery i piesi jednak to wciaz norma. A najstraszniejsze jest to, ze co najmniej polowa to dzieci, wracajace przez las ze szkoly. Nieprawidlowo, bo nikt ich nie nauczyl jak jest prawidlowo i bezpiecznie.
                      • jureek Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 14:31
                        Czyli twierdzisz, że kłamię, tak? Nie wiem, czy wolno mi tu podać nazwiska, ale
                        jak chcesz to zadzwoń na policję i spytaj, czy kontrolują trzeźwość rowerzystów.
                        Wieś Węgry, powiat Opole.
                        Jura
                        • edek40 Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 14:45
                          W zadnym wypadku. Opisuje wylacznie moje doswiadczenia za kierownica oraz na tzw. prowincji. Dodam od siebie, miejscu w ktorym nastepuje tzw. boom budowlany. Policja o tym naturalnie wie, bo ma oczy. A przeciez wszyscy wiedza, ze przecietny budowlaniec zywi sie alkoholem. Nie chce generalizowac - przecietny znany mi budowlaniec, a poznalem ich wieeeeeelu osobiscie badz z wiarygodnego zrodla. Gdzie wiec jest policja? Dlaczego nie kontroluja codziennie, lub choc raz w tygodniu. O roznych porach. Dlaczego szef ekipy budujacej dom sasiada od trzech lat jezdzi na bani i wciaz ma prawo jazdy.

                          Na policje dwonilem wielokrotnie z donosami. I co? Policji jak nie bylo widac, tak nie widac. Z wyjatkiem jednego miejsca - gdzie postawiono 40 km/h. Tak, tu sa. A witaja sie tak, jak napisalem: "czy kierowca wie za co zostal zatrzymany?". Nie pisalbym takich rzeczy, gdyby nie to, ze w ciagu czterech lat intensywnej eksploatacji rejonow mojego zamieszkania zostalem zatrzymany tylko dwa razy w celu sprawdzenia trzezwosci. A nie obrazilbym sie, gdyby zatrzymywali mnie co tydzien. Lepiej bym sie nawet poczul. Znaczy bezpieczniej. A gdyby przy tym zatrzymywali nieoswietlonych rowerzystow i pouczali nieoswietlonych i niezaodblaskowanych pieszych, szczescie moje nie znaloby granic.

                          Ale oszustwa Ci nie zarzucam. Moze zyjesz w raju.
                • habudzik Re: Mentalność tenisisty ... 26.02.08, 18:22
                  Szczera prawda . W mojej wsi w której pomieszkuje w lokalnej gazecie
                  jest rubryka gdzie podaja z imienia i fotki kogo złapali na jeździe
                  po pijanemu rowerem .
              • jane14 Dobry przykład z tymi swiatłami 26.02.08, 10:47
                25 lat temu królowały zarówki zwykłe których żywotnośc nie
                przekraczałą 1/2 roku. I kierowcy umieli je wymieniać, a nawet
                ustawić swiatła (bo te żarowe przeważnie wymagały ustawienia po
                wymianie) a kto nie umiał musiał liczyć się z zatrzymaniem dowodu
                rejestracyjnego. A dziś zarówka bywa trwa na posterunku 2-3 lata i
                wiecej. Kierowcy jak wymieniaja to najwyżej na niebieskie. A jak
                trzeba w drodze no to bez ASO on nie potrafi. Kto wiec tu jest
                niedouczony czy rozpieszczony.
                PS dziś pogadanki prowadzi się nawet w przedszkolach. W tym co
                chodzi mój mały własnie była w zeszłym tygodniu.
            • emes-nju Nie uzyskalem odpowiedzi... 26.02.08, 12:26
              Oczekiwalem psychoalanizy, a nie KOMUNALOW o ruchu drogowym.

              To co napisales, to czyste, pozbawione jakiegokolwiek przekazu komunaly. A ja bardzo nie lubie komunalow i OSMIELAM sie (wiem, ze w wyroslym z caratu bolszewizmie, to skandal!) zadawac pytania.

              Pytanie, ktore zadalem w ZADEN sposob nie sugeruje tego jak jezdze i jak zachowuje sie w stosunku do pieszych. Zaznaczylem to zreszta w otwierajacym poscie.
              • jane14 Jak cię widza tak cię pisza. 26.02.08, 13:01
                Ja nie oceniam twojej jazdy tylko twoje posty. Czy sa one wynikiem
                tego co robisz na drodze, czy tylko objawem swoistej schizofremii
                nie mnie o tym przesądzać.
                Jesli oczekujesz psychoanalizy idź do psychoanalityka.
                PS Ja nie wyrosłem z Caratu bo jak wiesz tu był akurat zabór
                austryjacki. Szczerze mówiąc ja nie wierze w to że te podziały w
                mentalności istnieją do dzis ale może...
                • emes-nju Re: Jak cię widza tak cię pisza. 26.02.08, 13:27
                  Jakiej schizofrenii?!

                  Nie doposzczasz do siebie mysli, ze moge jezdzic ostroznie, swiadomie i zauwazac to, co sie dzieje na drogach? Czy ja KIEDYKOLWIEK chwalilem sie, ze jechalem 200 km/h po miescie (mam czym)? Czy kiedykolwiek chwalilem sie, ze widzac pieszych wlaczam wycieraczki?

                  Sorry, ale co Ty pierd...?
                  • jane14 A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 13:57
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=75871861&a=75975339
                    Wybacz ale np. ten post wyraźnie wskazuje na to że masz problem z
                    powstrzymaniem się od wyprzedzania przed przejściem dla pieszych. To
                    jednoznacznie dyskwalifikuje cie jako kierowcę bezpiecznego.
                    Nawet zaryzukuje nazwanie autora tego postu arcy niebezpiecznym bo
                    nie dośc że czegoś nie potrafi to jeszcze dorabia do
                    tego "ideologie". A taka "ideologia" owocuje dodatkowo tym że są
                    marne szanse by autor czegoś sie nauczył.
                    • edek40 Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 14:02
                      Hm. Ja tez przeczytalem. I wyciagnalem inne wnioski.
                    • emes-nju Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 14:06
                      jane14 napisał:

                      > Wybacz ale np. ten post wyraźnie wskazuje na to że masz problem z
                      > powstrzymaniem się od wyprzedzania przed przejściem dla pieszych.

                      Ten post wskazuje tylko to, ze widze ISTNIEJACY PROBLEM (jezeli go nie ma, to o czym my dyskutujemy?!). Wkazuje tez, ze widze jego rozwiazanie.

                      Rozwiazanie dla DOBRA PIESZYCH! Nie dla mojego dobra, bo ja faktycznie moge "nie zauwazac" przejscia (tego czy zauwazam, czy nie, nie jestes wstanie stwierdzic) i spokojnie jechac. A ja (schizofrenik?) sam na siebie bat chce ukrecic i postuluje instalacje swiatel, ktore beda mnie przeciez zatrzymywaly.

                      Zanim sie doczepisz, postaraj sie przeczytac ze zrozumieniem...
                      • jane14 Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 14:34
                        Czy ktos kto nie zauważa przejścia moze byc dobrym kierowcą.
                        Czy ktos komu przeszkadzają krople na szybie powinien jeździć w
                        deszczu ?(może wycieraczki pomogą).
                        Czy ktoś kto nie zastanawia się kierujac pojazdem dlaczego jadacy
                        przed nim/obok pojazd zwalnia choć on "nie widzi powodu" powinien
                        spróbować ten powod dostrzec zanim wyprzedzi?
                        Czy ktoś kto chce świateł by nim sterowały zawsze i wszedzie nie
                        powinien aby sam sobie zainstalować czerwonego w głowie ?
                        • edek40 Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 14:55
                          Moge ja!?

                          > Czy ktos kto nie zauważa przejścia moze byc dobrym kierowcą.

                          TAK. Wystarczy, ze jest zle lub niedostatecznie oznakowane.

                          > Czy ktos komu przeszkadzają krople na szybie powinien jeździć w
                          > deszczu ?(może wycieraczki pomogą).

                          TAK. Jezeli ktos twierdzi, ze deszcz mu nie przeszkadza to albo klamie, albo jest skrajnie niebezpieczny na drodze

                          > Czy ktoś kto nie zastanawia się kierujac pojazdem dlaczego jadacy
                          > przed nim/obok pojazd zwalnia choć on "nie widzi powodu" powinien
                          > spróbować ten powod dostrzec zanim wyprzedzi?

                          TAK. Powinien. Czy zawsze wiesz dlaczego ktos przed Toba ciagle naciska na hamulec? Czy tylko zwalnia, bo nie umie utrzymywac predkosci czy dochodzi juz do sytuacji awaryjnej? Jezeli to wszystko wiesz, to musisz zostac forumowa wrozka. Albo przestac fantazjowac

                          > Czy ktoś kto chce świateł by nim sterowały zawsze i wszedzie nie
                          > powinien aby sam sobie zainstalować czerwonego w głowie ?

                          Nie wiem co powiedziec, bo z wypowiedzi emesa nie wynika, ze chce swiatel wszedzie i zawsze. Chce ich tylko tam gdzie jest to konieczne.
                          • jane14 ślepi w karty nie grają ... 26.02.08, 20:29
                            ... i tym bardziej nie powinny jeździć autem a szczytem głupoty jest gdy ktoś
                            ślepy (to inna nazwa ale znaczy to samo co "nie widzi") nie tylko jedzie ale i
                            bierze się za wyprzedzanie.
                            Ponieważ jednak większość kierujących przeszła z powodzeniem badania lekarskie
                            należy przyjąć że ich ślepota nie jest wynikiem czynników wrodzonych wiec może
                            trochę szerzej otworzyć oczy; włączyć wycieraczki czy spryskiwacze reflektorów ?
                            Ja też nie wszystko widzę a szczególnie nie zawsze na tyle wcześnie jakbym
                            chciał. Tyle że jak nie widzę to się nie biorę za wyprzedzanie a jak ktoś
                            zwalnia i nie wiem dlaczego to najpierw się staram dowiedzieć a potem dopiero
                            wyprzedzić o ile przyczyna dla której on to robi jest dla tego manewru obojętna.
                            A wystarczy niewiele np zrównać się z nim i przez chwilę utrzymywać ta samą
                            prędkość (przypominam mówimy o dwupasmówce) mamy wtedy i możliwość zatrzymać się
                            tak jak i on gdy np przyczyną jest jakaś przeszkoda na drodze jak i w każdej
                            chwili przyspieszyć i zakończyć manewr gdy droga okaże się pusta.
                            PS Emes chce świateł gdy na pasach są piesi jeśli na pasach nie ma pieszych nie
                            chce świateł. Wiec jedynym rozsądnym wyjściem jest przenośny zestaw świateł
                            pieszego z akumulatorem + oczywiście kamizelka odblaskowa i trójkąt, coby go nie
                            najechać gdy sobie te światła montuje.
                            • kozak-na-koniu Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 09:04
                              Ktoś tu wspomniał, że pieszy jest człowiekiem, więc przecież może
                              się pomylić, zagapić, nie zauważyć itd.. Otóż, ja nie jestem fanem
                              gazetowej nowomowy i nie dzielę ludzi na pieszych - biedne ofiary
                              oraz kierowców - morderców, bo uważam że ludzie są i tu i tam.
                              Przykład z życia: od paru dni czułem się dziwnie. Bolała mnie głowa,
                              miałem zawroty, szumiało mi w uszach i w ogóle czułem się jak lekko
                              nabzdryngolony. Zmierzyłem sobie wreszcie ciśnienie i z dużym
                              zdziwieniem stwierdziłem że mam 160/110 (norma: 110-120/80-90).
                              Nigdy w życiu takich problemów nie miałem, zawsze bez problemu
                              przechodziłem wszystkie badania lekarskie... Do czasu! Gdybym nie
                              miał minimum wiedzy w tym temacie, zapewne jeszcze długo narażał bym
                              życie własne i innych, niczego nie podejrzewając. Nie uogólniaj więc
                              i nie teoretyzuj, bo życie daleko przekracza polityczną poprawność i
                              wyobraźnię pismaków z telewizji i szmatławców. A źle oznakowanego
                              przejścia czasem naprawdę bardzo łatwo jest nie zauważyć,
                              szczególnie w gęstym ruchu, złych warunkach pogodowych itd., wcale
                              niekoniecznie będąc pijanym krótkowidzem bez okularów, który jedzie
                              z prędkością 180 km/godz po zatłoczonej uliczce w centrum miasta.
                            • edek40 Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 09:11
                              A najgorsi kierowcy to tacy, ktorzy mysla ze w czasie deszczu, gdy wlacza wycieraczki, spryskiwacze, xenony i inne bajery, maja ASB i ESP o licznych poduszka nie zapominajac, wiec widza, slysza i w ogole sa dobrze poinformowani. Nic bardziej mylnego, ale wiedza o tym przychodzi po latach prowadzenia. U niektorych, tych mocniej bezkrytycznych, nie przychodzi nigdy. Nawet gdy w cos wdzwonuja zawsze potrafia tak przedstawic samemmu sobie sprawe, ze nawet ocena bieglych nie moze podwazyc ich wiary w siebie i moc technicznych bajerow w aucie.

                              Generalnie. Ja w czasie deszczu, po zmroku, w sniezycy widze dobrze. Mam jednak 100% swiadomosci, ze "zle" kryje sie tam, gdzie z roznych powodow nie moge go widziec. Bo widzisz, to jest tak, ze kazdy kierowca generalnie cos tam widzi w nocy i deszcz. Jeden mniej, drugi wiecej. Moim zdaniem niebezpieczniejszy jest ten, ktory obiektywnie widzi lepiej i do tego ma tego swiadomosc, czesto podparta ubajerowieniem auta. Kierowca, ktory widzi gorzej i o tym wie, po prostu adaptuje swoja jazde do warunkow. Chyba, ze jest pozbawionym instynktu samozachowawczego cymbalem.

                              Jesli sie nie myle emes nie chce latajacych za pieszym swiatel. Nie chce (ja rowniez) przejsc bez sygnalizacji na wielopasmowych i bardzo ruchliwych ulicach (nie szosach). Nie wiem czy wiesz, ale istnieja sygnalizatory z guzikiem. Pieszy, ktory pojawia sie w danym miejscu raz na 2 godziny po prostu naciska go i czeka na zmiane swiatel. Z reszta tak samo powinny byc sterowane swiatla np. na Gierkowce. Wyjezdzajacy raz na pol dnia samochod z tubylcem najezdzajac na petle indukcyjna zmienialby swiatla. Moze okazaloby sie, ze 50 i 70 km/h bylyby zbedne?
                              • jane14 Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 12:52
                                edek40 napisał:
                                > Kierowca, ktory widzi gorzej i o tym wie, po prostu adaptuje swoja
                                jazde do warunkow.

                                No właśnie, uwaznie przeczytałeś mój post. Szczególnie ten fragment
                                od słow "A wystarczy niewiele ..."
                                Ja nie doradzam by kupić auto z ksenonami i bajerami, nie postuluje
                                by wszystkie skrzyżowania przejscia były sterowane światłami, bo
                                wiem że to niemożliwe (znasz taki kraj ?).
                                I nie mam mentalności "tenisisty" by odbić piłeczkę do organizatora
                                ruchu i stwierdzić że jeśli on czegośc nie zrobi to ja nie dam rady
                                uniknac wypadku. Nie mam też mentalności kiepskiej "gwiazdy" futbolu
                                która twierdzi ze jej nie wychodzi bo boisko nierówne a bramka słabo
                                widoczna.
                                To recepta na dziś i teraz dla konkretnych warunków własnie żle
                                oświetlonych, słabo widocznych przejść dla pieszych znaków
                                zasłanianych przez cięzarówki itd.(ale nie tylko).
                                Bo ta zasada powstrzymania się przed wyprzedzaniem dopóki nie
                                upewnie się, że manewr niczemu/nikomu nie zagraża to chyba rzecz
                                bardziej uniwersalna.

                                Natomiast moze się myle ale śmiem twierdzić że skoro "Kierowca,
                                ktory widzi gorzej i o tym wie..." ale twierdzi ze :
                                "Ja nie potrafie...."
                                Natomiast na to co ty określasz jako "po prostu adaptuje swoja jazde
                                do warunkow." on pyta :
                                "Czy to jest realne w PRAKTYCE?"
                                Nie jest moim zdaniem bezpiecznym kierowcą. (oczywiście oceniam nie
                                w realu ale na podstawie postów)



                                • edek40 Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 13:12
                                  Ja widze lepiej niz moja zona. Ona zas widzi lepiej niz moj ojciec. Moja rodzina szczesliwie jezdzi bezwypadkowo, choc nie wybiera ani godzin, ani pogody. Zasada jest to, ze moja zona po zmroku jezdzi nieco wolniej niz ja. Ojciec zas jest w kiepskiej pogodzie "dziadkiem za kierownica". To znaczy jedzie tyle ile na znakach ;) To wlasnie adaptacja. Nastepuje ona odruchowo, w wyniku dzialania mozgu, w tym instynktu samozachowawczego. Najwazniejsze jest dostosowywanie jazdy tak do warunkow naturalnych, jak i osobistych predyspozycji.

                                  Uwaga, zanim zaczniesz zabierac prawko mojemu tacie. Od zawsze posiada on terminowe prawo jazdy. Ostatnie badania przeszedl poltora roku temu. Bez zastrzezen. To znaczy, ze miesci sie w sredniej, choc niewatpliwie juz w jej nizszych granicach. Czyli nadaje sie.
                                  • jane14 Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 13:27
                                    Nie zamierzam odbierać twojemu tacie PJ. Wprost przeciwnie mam wiele
                                    szacunku dla "dziadow za kierownica" właśnie za to że prawidłowo ich
                                    móżg ocenia ich predyspozycje.
                                    Bo jeśli rozumiesz moje stanowisko w tej sprawie to właśnie mozna je
                                    streścić "że tam gdzie oczy nie mogą tam rozum musi działać" nie
                                    koniecznie sygnalizacja.
                                    A działać moze różnie i jednym z rozwiażań, nie zawsze jedynym ale
                                    zawsze skutecznym jest zmniejszenie predkości do poziomu
                                    umożliwiajacego reakcję na te rzeczy, które podejrzewamy że mogą być
                                    tam gdzie nie widzimy.
                                    PS W zasadzie to ja jestem też "dziadkiem" bo tez jezdze "wg znaków"
                                    • emes-nju Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 14:52
                                      jane14 napisał:

                                      > Nie zamierzam odbierać twojemu tacie PJ. Wprost przeciwnie mam
                                      > wiele szacunku dla "dziadow za kierownica" właśnie za to że
                                      > prawidłowo ich móżg ocenia ich predyspozycje.

                                      Musze Cie zmartwic... Seniorzy, mimo czesto irytujaco powolnej jazdy, powoduja wiecej kolizji niz szczeniaki. Jezdza irytujaco powoli, ale czesto za szybko jak na swoje moliwosci, bo czlowiek bardzo zle ocenia wplyw procesu starzenia na siebie.
                                      • jane14 Niestety nie zmartwiłeś... 28.02.08, 10:59
                                        Po pierwsze jak pewnie wiesz twojej wersji nie podzielają
                                        ubezpieczyciele a kto jak kto ale oni nie lubia kierowców
                                        powodujących kolizje.
                                        Po drugie jest takie powiedzenie
                                        "Młody ma dużo czasu mało cierpliwości a z wiekiem czasu ubywa ale
                                        cierpliwości przybywa". Choć prawda że nie wszystkim ale jednak.
                                        A do jazdy autem trzeba mieć cierpliwość bo własnie cierpliwy jest
                                        wstanie powstrzymać sie przed np. wyprzedzaniem do czasu aż
                                        zorientuje się czy można to zrobić bezpiecznie. Tej cierpliwości
                                        trzeba niewiele czasem 2-3 sek.
                                        Ty jak czytuje preferujesz zasadzie "najpierw strzelać potem pytać"
                                        to moze było dobre na "dzikim zachodzie" a dziś jest dobre
                                        na "dzikim wschodzie".
                                        Tyle że historia pokazuje, że to moze być dobre aby przeżyć do jutra
                                        a praktycznie nikomu hołdującemu tej zasadzie nie udało się dożyć do
                                        emerytury.
                                        • emes-nju Re: Niestety nie zmartwiłeś... 28.02.08, 14:55
                                          jane14 napisał:

                                          > Po pierwsze jak pewnie wiesz twojej wersji nie podzielają
                                          > ubezpieczyciele a kto jak kto ale oni nie lubia kierowców
                                          > powodujących kolizje.

                                          W Polsce temat seniorow za kolkiem jest marginalny. I nikt go nie bada, a policyjne statystyki w tej dziedzinie skazone sa bardzo powaznym bledem - biora pod uwage ilosc wypadkow spowodowodowanych przez dana grupe wiekowa w odniesieniu do ilosci osob w tym wieku. A powinny analizowac ilosc wypadkow na "osobo-kilometr" w danej grupie wiekowej.

                                          Kiedys czytalem przedruk z niemieckich analiz (szukam - jak znajde, to wrzuce) w tej materii i tam wyraznie wyszlo, ze (po wzieciu pod uwage ilu seniorow faktycznie jezdzi i ile przejezdza srednio km) starsi ludzie powoduja wiecej, ale zwykle mniej groznych kolizji od grupy do 30 lat.

                                          W temacie pieszych, jest za to senioralna katastrofa! Piesi powyzej 60 roku zycia powoduja bardzo duzo wypadkow ze swoim udzialem. I to mimo tego, ze sa znacznie mniej mobilni od dzieciakow. Wchodzenie na czerwonym swietle zajmuje bardzo wysoka pozycje w statystykach...

                                          > Ty jak czytuje preferujesz zasadzie "najpierw strzelać potem pytać"

                                          To teraz zapytam o co Ci konkretnie chodzi, zamiast strzelic oskarzeniem o oszczerstwo ;-)
                                          • jane14 Re: Niestety nie zmartwiłeś... 29.02.08, 09:28
                                            Jesli bierzesz popd uwagę grupe 60+ to moze i masz racje wielu z
                                            tych ludzi nie jest już aktywna zawodowo co oczywiscie przekłada się
                                            na "osobo-kilometry". Jednak w grupie powiedzmy 40-60 która już jest
                                            uznawana za "dziadków" a przy tym jest ciągle aktywna zawodowo także
                                            jako zawodowi kierowcy, twoje statystyki z tego co wiem sa już być
                                            tragiczne dla tych 30 latków i to we wszystkich krajach.
                                            Szczególnie "okrutnie" to wyglada wśród zawodowych a tu zapewne te
                                            osobo-godziny są porównywalne (patrz np. wypadek naszego autobusu we
                                            Francji)
                                            Co do pieszych, byłbym sceptyczny. Danych stystycznych nie mam i nie
                                            chce mi sie szukać, ale gdyby opierać sie na medialnych
                                            doniesieniach ( i własnych spostrzeżeniach na drodze) no to niestety
                                            najwieksza grupa to ludzie młodzi (nie koniecznie dzieci). To
                                            równiez zapewne jest wynik tych "osobo-kilometrów", bo to własnie
                                            ludzie któzy najwiecej korzystają z pieszej formy poruszania. Ale
                                            też wynik ich "nieprzewidywalności" bo to oni najcześciej ryzykuja
                                            przebiegajac np. do autobusu czy tramwaju.
                                            PS Nie wiem czy wiesz, ale jest pewien dość spory rozdźwiek pomiędzy
                                            Konwencją Wiedeńską (na która tak lubisz sie powoływać, szkoda że
                                            wybiórczo i nietrafnie) a naszym PODR własnie w kwestii ochrony
                                            pieszych. Warto się z tym zapoznać bo mozesz niechcący stracić
                                            pareset euro przenosząc nawyki w traktowaniu pieszych z naszych
                                            realiów na grunt zachodniej europy.
                                            • emes-nju Re: Niestety nie zmartwiłeś... 29.02.08, 15:25
                                              jane14 napisał:

                                              > Jednak w grupie powiedzmy 40-60 która już jest uznawana za
                                              > "dziadków"

                                              Zwazywaszy na to, ze juz sie do tej grupy zalapuje, to bylbym chyba niespelna rozumu, gdybym uznawal 40-60 latkow za dziadkow :-D

                                              > Co do pieszych, byłbym sceptyczny. Danych stystycznych nie mam i
                                              > nie chce mi sie szukać

                                              Mowisz i ---> MASZ <---

                                              > PS Nie wiem czy wiesz, ale jest pewien dość spory rozdźwiek
                                              > pomiędzy Konwencją Wiedeńską (...) a naszym PODR własnie w kwestii
                                              > ochrony pieszych.

                                              Wiem. I nie raz o tym pisalem, ze w sprawie praw pieszych Polska ma sporo do nadrobienia. Pisalem tez, ze nie widze mozliwosci bezpiecznego dla pieszych przeniesienia europejskich praw na nasze miedzynarodowe dukty bite, bez zmian tych duktow w drogi z prawdziwego zdarzenia... Nie da sie tez tych praw bezpiecznie dla pieszych przeszczepic jezeli jedyna forma edukacji kierowcow i pieszych bedzie mandat PO spowodowaniu sytuacji niebezpiecznej/wypadku...
                                • emes-nju Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 13:13
                                  jane14 napisał:

                                  > Natomiast na to co ty określasz jako "po prostu adaptuje swoja
                                  > jazde do warunkow." on pyta :
                                  > "Czy to jest realne w PRAKTYCE?"

                                  W PRAKTYCE zbyt czesto oznacza to, ze taki NAPRAWDE praktyk (taki, co nie sprowadza swoich umiejetnosci do powtarzania jak papuga KOMUNALOW) jezdzi ostroznie, ale z pelna swiadomoscia tego, ze w jego karierze kierowcy MOZE zdarzyc sie cos, czego nie przewidzi i czego nie da rady "ominac" stosujac sie do KOMUNALU "nalezy jechac wolniej", "nalezy dostosowac" itd.

                                  Taka swiadomosc nie zrzuca odpowiedzialnosci na pieszych. Pozwala jednak dostrzec PROBLEM (pomaga tez czytanie statystyk, z ktorych jasno wynika, ze piesi w polowie wypadkow sami sa sobie winni) i wiedziec, ze bez REALNEJ WSPOLPRACY obydwu stron nadal bedzie odbywala sie masakra. Bo tak, jak pieszy moze (choc nie ma prawa) sie zagapic, tak ja tez moge (choc nie mam prawa :-P )! I wtedy, to pieszy, moze nawet rzucajac na mnie, chama i pirata, brzydkie wyrazy moze uniknac wypadku. Wystarczy, zeby przestal bezkrytycznie wierzyc, ze "na pasach ma zawsze pierwszenstwo"!

                                  O pieszych nienerwowo spacerujacych noca po miedzynarodowych drogach nie pisze, bo tamat zszedl na przejscia dla pieszych.
                              • emes-nju Re: ślepi w karty nie grają ... 27.02.08, 13:02
                                edek40 napisał:

                                > (...) maja ASB i ESP o licznych poduszka nie zapominajac, wiec
                                > widza, slysza i w ogole sa dobrze poinformowani. Nic bardziej
                                > mylnego, ale wiedza o tym przychodzi po latach prowadzenia.

                                Ile tylko naprawde intensywnego. Czyli w zatloczonym miescie, bo to najbardziej ekstremalne warunki - szczegolnie na trasach szybszych, za to zatloczonych.

                                Po prawie 20 latah jazdy w takich warunkach NIE DZIWI mnie to, ze ktos czegos nie zauwazyl. Rowniez dlatego, ze wiem, ze pole ostrego widzenia, to mniej wiecej powierzchnia pieciozlotowki trzymanej w wyciagnietej rece. Im dalej od centrum tego pola, tym gorzej widzimy - zle widzimy wiec pobocze i chodniki. Jezeli dodac do tego to, ze w polu mniejszej ostrosci musimy w nocy dostrzec obiekt prawie nie kontrastujacy z tlem... (Nawet na oswietlonej ulicy kontrasty na chodniku czesto sa male).

                                Mnie ta wiedza nauczyla pewnej pokory w stosunku do swoich mozliwosci. Ale ja to pirat i cham jestem :-P
                                • jane14 A gdybys tak jeszce wiedział... 27.02.08, 13:15
                                  ...jak bardzo to pole widzenia zminiejsza się ze wzrostem predkości
                                  no i zechciał to zastosować w praktyce... no np. tu
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=75434446
                                  No wiem oni mogli to czemy nie ty ! No tylko że ci policjanci nie
                                  musieli mieć twej wiedzy po "...prawie 20 latah jazdy..."
                                  • emes-nju Re: A gdybys tak jeszce wiedział... 27.02.08, 13:48
                                    jane14 napisał:

                                    > ...jak bardzo to pole widzenia zminiejsza się ze wzrostem predkości
                                    > no i zechciał to zastosować w praktyce...

                                    Skad wiesz, ze nie stosuje? Jakims magicznym sposobem jezdze bezwypadkowo. Albo jestem wysokokwalifikowanym chamem i piratem (ale sadzac z efektow bezpiecznym :-P ), albo naprawde jezdze ostroznie - "zwalniam", "dostosowuje" itd. Sam sobie odpowiedz!

                                    A co do Wislostrady, to jechalem tak glownie w TUNELU (a czesc na obarierowanym odcinku - nie jestem az takim KRETYNEM jak kierowca dajacego mi PRZYKLAD radiowozu!). Czy w tunelu warszawskiej wislostrady sa przejscia dla pieszych?! Dla mnie to nowosc!

                                    Rzeczywiscie po Wislostradzie (nie calej!) jezdze szybciej niz kompletnie nierealne (i nie przestrzegane przez NIKOGO!) ograniczenie do 50 km/h, bo w ten sposob, wobec pomijalnej obecnosci pieszych czy rowerzystow W OKOLICY (nie tylko na przejsciach), zmniejszam zagrozenie kolizja - nie zmuszam jadacych szybciej do wykonywania gwaltownych manewrow w celu ominiecia osla tamujacego ruch (mnie na kursie PJ uczono, ze jezeli kolumna przekracza w rozsadnych granicach predkosc, to nie nalezy jej "uczyc" poprzez proby jej zwalniania). Tam nawet autobusy jezdza szybciej niz 50 km/h!

                                    JEDYNA przeszkoda do podniesienia limitu na Wislostradzie jest to, ze wladze Warszawy, z oszczednosci (!), zainstalowaly tablice swietlne mogace wyswietlac tylko dwa ograniczenia. Obydwa szalenie adekwatne do charakteru miejskiej, wielopasmowej tranzytowki - 30 i 50 km/h... (Na szczescie jeszcze zaden sabotazysta nie mial dosc odwagi, zeby zaswiecic 30 km/h :-P ). Z tego, co wiem limit ma byc niedlugo podniesiony wlasnie do predkosci, z jaka ja i wiekszosc normalnych kierowcow tam jezdzi.
                                    • jane14 Re: A gdybys tak jeszce wiedział... 27.02.08, 14:24
                                      Czy zawęzone pole widzenia dotyczy tylko postrzegania pieszych ?
                                      Czy za tym polem widzenia, kierunkowskaz auta np. chcącego zmienić
                                      pas ruchu jest w przeciwieństwie do pieszego widoczne lepiej im
                                      dalej od "centrum" ?
                                      Aha i jak sie ma ilośc pasów do predkości bo to mnie zawsze dziwi że
                                      pada ten argument trzech pasów ?
                                      Ja już widziałem drogi nawet 8 pasmowe (a pewnie są i wieksze) z
                                      ograniczeniem na poziomie właśnie ~ 50 h. Czyżby oni (a to było w
                                      USA) też nie mieli pieniedzy na inne tablice.
                                      • kozak-na-koniu Teoria na teorii... 27.02.08, 14:48
                                        Teorią pogania. A ja kiedyś widziałem jak wszyscy zapierdzielali
                                        autostradą z prędkością 15 km/godz co chwila się zatrzymując, bo
                                        akurat był korek. Znam też pewnego "dziada", który już dawno nie
                                        powinien jeździć bo nie dowidzi drogi, znaków oraz innych obiektów.
                                        Miał już parę poważnych stłuczek ale jeździ dalej bo ma bezterminowe
                                        prawo jazdy i nie dociera do niego że nie ma już 40 lat itd.. Nie
                                        uważam jednak, by upoważniało mnie to do rozciągania tych obserwacji
                                        na szerszy ogół, bo nie są one regułą.
                                      • emes-nju Re: A gdybys tak jeszce wiedział... 27.02.08, 15:12
                                        jane14 napisał:

                                        > Czy zawęzone pole widzenia dotyczy tylko postrzegania pieszych ?
                                        > Czy za tym polem widzenia, kierunkowskaz auta np. chcącego zmienić
                                        > pas ruchu jest w przeciwieństwie do pieszego widoczne lepiej im
                                        > dalej od "centrum" ?

                                        Zwracam uwage na to, ze nawet najobfitsi piesi sa zdecydowanie mniejsi od najmniejszych nawet samochodow (dodatkowo w nocy sa nieoswietleni). Do tego piesi nie blyskaja na pomaranczowo (jak samochody w czasie zmiany pasa) w czasie np. wbiegania na jezdnie :-P

                                        > Aha i jak sie ma ilośc pasów do predkości bo to mnie zawsze dziwi
                                        > że pada ten argument trzech pasów ?

                                        Argument nie brzmi, ze skoro sa trzy pasy, to trzeba zwiekszyc limit. Argument brzmi, ze sa odcinki trzypasmowych miejskich tranzytowek, gdzie MOZNA podniesc limit po to, zeby zwiekszyc przepustowosc. Na wiekszosci odcinkow Wislostrady bez powiekszania zagrozenia (przypominam - realny brak pieszych i rowerow) mozna podniesc limit predkosci.

                                        Jak juz pisalem, na Wislostradzie najprawdopodobniej bedzie to robione, a jest juz robione na innych drogach :-)
                                        • jane14 Czy tylko chodzi o pieszych i rowery ? 28.02.08, 11:33
                                          Nie przyszło ci do głowy że może chodzić o taki drobiazg jak gesty
                                          ruch samochodów?
                                          No i czy aby napewno podnoszenie limitu predkości poprawia
                                          przepustowość zwłaszcza gdy dotyczy tylko wybranych odcinków ciągu
                                          komunikacyjnego ?
                                          Wogóle podnosznie limitu predkosci tylko do pewnego momentu daje
                                          zwiekszanie przepustowości i to zalezy od gestości ruchu. A już
                                          tylko na fragmencie drogi to prosta głupota. To tak jak tuż przed
                                          kranem wstawić sobie 0,5 m grubszej rury i cieszyć się ze na sie
                                          wiekszy przepływ !
                                          • jureek Re: Czy tylko chodzi o pieszych i rowery ? 28.02.08, 12:59
                                            jane14 napisał:

                                            > Nie przyszło ci do głowy że może chodzić o taki drobiazg jak gesty
                                            > ruch samochodów?

                                            Taki drobiazg załatwia się tablicami świetlnymi, które właśnie w zależności od
                                            gęstości ruchu pozwalają na szybszą lub wolniejszą jazdę. I taki wynalazek ktoś
                                            nawet zainstalował na Wisłostradzie, tylko niestety z powodu fałszywie pojętej
                                            oszczędności niewiele to daje, bo nawet wtedy, gdy nie ma prawie wcale ruchu
                                            tablice te nie potrafią wyświetlić ograniczenia powyżej 50 kmh.
                                            Jura
                                            • emes-nju Dziekuje :-) n/t 28.02.08, 14:29


                        • emes-nju Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 14:56
                          Czy ktos, kto swiecie wierzy w swoja nieomylnosc i bezblednosc moze byc bezpiecznym kierowca?
                          • edek40 Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 15:05
                            > Czy ktos, kto swiecie wierzy w swoja nieomylnosc i bezblednosc moze byc bezpiecznym kierowca?

                            Naturalnie. Az do czasu, w ktorym przekona sie o swojej omylnosci. U niektorych czasem dlugo to trwa, ale kazdy sie przekona. Z praktyki zdecydowanie wole uwazac sie za zniszczalnego i omylnego. Biore na to poprawke i nie jezdze "na granicy".
                            • jureek Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 17:16
                              edek40 napisał:

                              > Naturalnie. Az do czasu, w ktorym przekona sie o swojej omylnosci. U niektorych
                              > czasem dlugo to trwa, ale kazdy sie przekona. Z praktyki zdecydowanie wole uwa
                              > zac sie za zniszczalnego i omylnego. Biore na to poprawke i nie jezdze "na gran
                              > icy".

                              Dokładnie z tego samego powodu należy brać poprawkę na omylnych pieszych.
                              Jura
                              • emes-nju Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 17:17
                                jureek napisał:

                                > edek40 napisał:
                                >
                                > > Naturalnie. Az do czasu, w ktorym przekona sie o swojej
                                > > omylnosci.

                                > Dokładnie z tego samego powodu należy brać poprawkę na omylnych
                                > pieszych.

                                A piesi na omylnych kierowcow.

                                I to wlasnie jest ten zloty srodek, o ktorym powyzej pisalem :-)
                              • edek40 Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 26.02.08, 18:15
                                I vice versa.

                                Dzis ze zdziwieniem zauwazylem, ze gdy jako pieszy oczekiwalem na zielone, stalem jakis metr od jezdni. Robilem to bez zastanowienia. Chyba jako kierowca boje sie tracacego rownowage pieszego, wiec sam zachowuje sie tak, jak chcialbym aby zachowywali sie piesi, gdy ja jade. I wiesz co? Tylko ja stalem daleko od jezdni. Wiekszosc tloczyla sie na krawezniku lub gora 20 cm od niego. Ciekawe ilu z nich to kierowcy? A jezdnia o ktorej mowa to jedna z glownych w moim miescie stolecznym.
                              • kozak-na-koniu Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 27.02.08, 09:21
                                jureek napisał:

                                > Dokładnie z tego samego powodu należy brać poprawkę na omylnych
                                pieszych.
                                > Jura

                                Ee tam, z tymi biednymi pieszymi to jest jakaś bzdura. Ja nigdy nie
                                miałem problemu z bezpiecznym przejściem na drugą stronę jezdni,
                                choć przecież robię to codziennie, od wielu lat.:-P
                                • habudzik Re: A powinienes właczyć wycieraczki np. tu ... 27.02.08, 10:33
                                  To wszystko zależy od miejsca gdzie sie przejście znajduje . Ja dośc często mam
                                  problemy z przejściem w ogóle na drugą strone nie wspominając już by było ono
                                  bezpieczne . Przejazd rowerem przez przejazd jest już chyba niemożliwy jako
                                  bezpieczny - zawsze ryzykuje że któryś nie zauważy znaków .
                          • jane14 Wira czyni cuda i ... 26.02.08, 20:43
                            ... jeśli wierzyć sondażom ponad połowa Polaków w cuda wierzy.
                            Problem jednak w tym ze ja nie. Nie wierze że zawsze wszędzie wszystko będzie
                            idealnie oświetlone pogoda piękna a ludzie, a tym bardziej ja, nieomylni.
                            Dlatego sam się zabezpieczam przed swoją omylnością i błędami.
                            A recepta jest banalna :
                            Jechać tak by mylić się 100 razy przy powstrzymywaniu np. od wyprzedzania niż
                            raz pomylić się przy wyprzedzaniu.
                  • habudzik Re: Jak cię widza tak cię pisza. 26.02.08, 18:24
                    Owszem chwalileś się jazdą bardzo niebezpieczną nie zdajac sobie
                    widocznie sprawy z tego że niebezpieczna była .
                    • edek40 Re: Jak cię widza tak cię pisza. 26.02.08, 18:30
                      Ty rowniez. Ale to Ty moralizujesz, jakbys mial patent na swietosc.
                      • habudzik Re: Jak cię widza tak cię pisza. 27.02.08, 00:21
                        edek40 napisał:

                        > Ty rowniez. Ale to Ty moralizujesz, jakbys mial patent na swietosc.

                        Oczywiście że ja również ale ja nie zaprzeczam temu w żywe oczy jak Emes . Nie
                        chodzi o to jak Emes jeździ tylko o to że tak opisuje swoją jazdę a po 2
                        miesiącach pisze że się nie chwali . Mam kiepską pamięc do pierdół ale nie aż
                        tak kiepską .
Inne wątki na temat:
Pełna wersja