tragiczny wypadek Ferrari w Wawie

28.02.08, 03:55
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4971056.html
"Już kilkakrotnie w tym miejscu dochodziło do wypadków. Dwa lata temu w ciągu
kilku dni zginęły tu trzy osoby. Jeden z młodych chłopaków zginął wtedy,
zapalając znicz na miejscu śmierci kolegi. Ich wspólni znajomi i bliscy
zablokowali wówczas na kilkadziesiąt minut pas ruchu. Zarząd Dróg Miejskich
obiecał wtedy, że zlikwiduje nierówność jezdni. Jak widać, słowa nie dotrzymał."

Ciekawe, czy ktos z zarzadu zostanie uznanym wspolwinnym... I absolutnie nie
bronie kierownika ferrari, zeby nie bylo.
    • Gość: vladcs Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.chello.pl 28.02.08, 07:45
      > Tragiczny wypadek na Puławskiej w Warszawie. Tuż przed godz. 22
      > kierowca ferrari na niewarszawskich rejestracjach pędził ul.
      > Puławską w kierunku Piaseczna. Według wstępnych ustaleń za
      > skrzyżowaniem z Wałbrzyską, jadąc grubo ponad 100 km/godz.,
      > samochód podskoczył na muldzie i z ogromną prędkością uderzył w
      > filar wiaduktu biegnącego z Ursynowa.


      ...ale to oczywiście nie skrajna głupota i prędkość zabijają...
    • Gość: prawdziwy tebe co to za debilna moda??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.08, 08:13

      > Ich wspólni znajomi i bliscy zablokowali wówczas na kilkadziesiąt
      > minut pas ruchu

      czy ci kretyni nie mogli zablokowac zdm'u? wiekszy skutek by
      odnioslo, niz blokowanie i tak zablokowanych zwyklych kierowcow
      - czemoz oni winni do cholery?

      tak samo, jak tirowcy ostatnio blokowali granice - czyli takze
      zwyklych bogu ducha winnych kierowcow - nie lepiej celnikow albo
      rzad, ktory nic nie robil?
    • edek40 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 08:43
      Jakos bardziej wyobrazam sobie ograniczenie do 30 km/h niz naprawe drogi. W ostatecznosci 30 km/h i radar...

      Czego jednak nie mowic o ulicy w tym miejscu, nie jest ona raczej przystosowana do 200 km/h. I nie sadze, aby kiedykolwiek byla.
      • tiges_wiz Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 09:15
        tebe kaze blokowac zarzad drog ...
        a przeciez to kierowcy maja jezdzic po uwazaniu ...

        Po zdjeciach widac, ze 50 km/h to on nie jechal .. 100 km/h tez raczej nie.
        • Gość: prawdziwy tebe Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.08, 09:56

          > tebe kaze blokowac zarzad drog ...

          ja nie kaze nikogo blokowac, tylko mowie, ze jak ktos juz blokuje,
          to niech robi to z sensem. czytac takze trzeba z namyslem...
          • kozak-na-koniu Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 10:08
            Nie chcąc nikogo urazić, ciekawe ile razy ci panowie dwaj
            uświadamiali pospólstwo przed kamerami że trzeba jeździć "zgodnie z
            przepisami"...:-(
            • edek40 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 10:26
              To takie telewizyjne habudziki?
              • Gość: zgrzyt nie mam żadnego współczucia, żadnego IP: *.acn.waw.pl 29.02.08, 18:09
        • emes-nju Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 10:27
          tiges_wiz napisał:

          > Po zdjeciach widac, ze 50 km/h to on nie jechal .. 100 km/h tez
          > raczej nie.

          Klasycznie wschodnioeuropejskie ELEKTRYKA PRAD NIE TYKA. On jest dziennikarzem motoryzacyjnym! To on naucza gawiedz, ale sam stosowac sie nie musi...
      • Gość: vladcs Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.era.pl 28.02.08, 13:17
        Pomyliłeś się - ZDM planuje remont tego odcinka już od dawna na ten
        rok (za miesiąc lub dwa). W zeszłym roku prawie cała Puławska
        przeszła remont.

        A ograniczenie tam jest do 50. I jest też znak ostrzegawczy
        o "hopkach".
    • naprawdetrzezwy Błądzisz, synu. 28.02.08, 09:12

      1. Winna jest policja, bo (jeśli _naprawdę_ tam jest uszkodzona
      droga) powinna zamknąć ów niebezpieczny odcinek.

      2. Winny jest Zientarski, bo wychował sybna debila, ktory uwierzył,
      że prowadzenie (kiepskie) programu motoryzacyjnego daje
      nieśmiertelność.

      3. Zarząd nie jest winny, bo nie ma tam (przed feralnym miejscem)
      pikiety ZDMu ZMUSZAJĄCEJ czy zachęcającej do jazdy niczym skończony
      kretyn.

      Jedyna nadzieja, że Zientarski przeżyje i zostanie postawiny przed
      sądem by trafić do pierdla za zabicie pasażera. Ale boję się, że tak
      samo jak w przypadku Otylii J. sąd uzna za wiarygodne tłumaczenie:

      "...no i przed tym wiaduktem powiedziałem mu, że teraz ja jestem
      Sprite, a on jest pragnienie..."

      I uniewinni zabójcę.
      • tiges_wiz Re: Błądzisz, synu. 28.02.08, 09:22
        > I uniewinni zabójcę.

        Otylia dostala wyrok ... dosc typowy w takich sytuacjach tak naprawde.
        • iberia.pl Re: Błądzisz, synu. 28.02.08, 10:09
          tiges_wiz napisał:

          > > I uniewinni zabójcę.
          >
          > Otylia dostala wyrok ... dosc typowy w takich sytuacjach tak
          naprawde.

          Ok, ale po jakim czasie?
          • emes-nju Re: Błądzisz, synu. 28.02.08, 10:30
            iberia.pl napisała:

            > tiges_wiz napisał:
            >
            > > Otylia dostala wyrok ... dosc typowy w takich sytuacjach tak
            > > naprawde.
            >
            > Ok, ale po jakim czasie?

            Jak na polskie warunki, w REKORDOWO SZYBKIM! :-/
            • iberia.pl Re: Błądzisz, synu. 28.02.08, 10:48
              emes-nju napisał:

              > iberia.pl napisała:
              >
              > > tiges_wiz napisał:
              > >
              > > > Otylia dostala wyrok ... dosc typowy w takich sytuacjach tak
              > > > naprawde.
              > >
              > > Ok, ale po jakim czasie?
              >
              > Jak na polskie warunki, w REKORDOWO SZYBKIM! :-/

              wiesz co?jakos mam nieodparte wrazenie, ze gdyby chodzilo o
              Xksinskiego to proces odbylby sie i tak szybciej, biorac nawet pod
              uwage opieszalosc naszych sadow.
              • emes-nju Re: Błądzisz, synu. 28.02.08, 10:50
                Sam proces, byc moze dzieki oszczedzniu na ekspertach, trwalby zapewne krocej. Pozostaje jeszcze kwestia czasu oczekiwania na proces... To potrafi ciagnac sie latami!
      • Gość: Kodem_PL niezupelnie IP: *.cable.ubr14.brad.blueyonder.co.uk 28.02.08, 12:23
        Jezeli zarzad ZDMu przyznal, ze droga wymaga poprawy, na co dowodem jest mnogosc
        wypadkow w tamtym miejscu, to wina jest ewidentna...

        A o przyznaniu sie ZDMu pisza w cytowanym kawalku art (ciekawe jak to wygladalo
        w rzeczywistosci).
    • Gość: foreks Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.acn.waw.pl 28.02.08, 09:21
      jezdze tamtedy minimum 2 razy dziennie od lat. ludzie nie wiedzacy, jakie sa tam
      hopy nie raz przestawia na pas obok.

      ale zientarski przeciez musial widziec, ze to jest tragedia, nie jezdnia... i to
      jeszcze prowadzac auto, ktore nawet na parkingu bokiem ustawia, jak dodadac za
      duzo gazu.
      • tiges_wiz Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 09:35
        kilka dni temu w antyradiu tatus przestrzegal synka ze za szybko jezdzi i ze zle
        sie to skonczy :/
        • Gość: na zimno To jest tragedia. Nie mam zamiaru komentowac IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.02.08, 10:46

          postepowania osob nalezacych do rodziny Z.
          To dorosli ludzie i powinni wiedziec, co robia.

          Mam inna uwage:
          ==================

          WYPADEK TEN TO JEST OSTATNIE OSTRZEZENIE DLA JEDNEJ/DRUGIEJ/TRZECIEJ
          STACJI TELEWIZYJNEJ, ABY WRESZCIE SKONCZYC Z PEWNYM MODELEM
          PROGRAMOW MOTORYZACYJNYCH, KTORY TAM SIE OSTATNIO PANOSZY.
          CZY JEST TO Z UDZIALEM PRODUCENTOW SZYBKICH FUR CZY BEZ,
          NIE MA TO NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.

          PO PROSTU PANOWIE: KONIEC.




          • simr1979 Re: To jest tragedia. Nie mam zamiaru komentowac 28.02.08, 11:11
            Gość portalu: na zimno napisał(a):


            > PO PROSTU PANOWIE: KONIEC.
            >

            Tak jest - KONIEC, precz z propagowaniem w tiwi tych przeklętych, rozwijających
            PRĘDKOŚĆ smrodowozów.
            PRECZ Z przebrzydłą PRĘDKOŚCIĄ !!!
            Nie ktoś wreszcie wymyśli auto BEZ prędkości !!!
            • Gość: na zimno Pleciesz, dziecino. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.02.08, 11:25

              Chodzi o tzw. "przekaz", stereotypy, klisze/wzorce mentalnosciowe.

              Zroblies glupia uwage na poziomie szkoly podstawowej,
              podobnie jak w przypadku obslugi automatu.

              Nic nie kumasz, wiec znikaj.

              • simr1979 Re: Pleciesz, dziecino. 28.02.08, 14:16
                Gość portalu: na zimno napisał(a):


                > Chodzi o tzw. "przekaz",

                Nie - chodzi o Twoją speedofobię.
                Nie zniknę, nie łudź się.
                • Gość: na zimno Pleciesz, Puchatku, pleciesz. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.02.08, 14:55

                  Moja "speedofobia" polega na tym, ze jezdze zgodnie z ograniczeniami
                  lub ich brakiem.

                  Tu na autostradach jezdze czasem 250, gdy czas, ruch, inne warunki
                  na to pozwalaja. Czasem samochodem, czasem motocyklem.

                  Tyle, Puchatku.
                  Ty nie masz takiej mozliwosci na terenie Polski.
                  (chyba, ze na lotnisku)

                  To, co zrobil w miescie pan Z. jest wg. Ciebie oznaka
                  zdrowia, czyli "nie odczuwania" speedofobii?

                  Pleciesz wiec, jak maly Kazio.

                  • simr1979 Re: Pleciesz, Puchatku, pleciesz. 28.02.08, 15:51
                    Gość portalu: na zimno napisał(a):


                    > Tu na autostradach jezdze czasem 250, gdy czas, ruch, inne warunki
                    > na to pozwalaja. Czasem samochodem, czasem motocyklem.

                    PlayStation czy jakaś inna konsola ? ;)
                    • tiges_wiz Re: Pleciesz, Puchatku, pleciesz. 28.02.08, 15:54
                      przeciez na zimno mieszka za odra?
                      ja tez tam na autobahnach jedze 180-200 mimo, ze na pllkich wyrobacg
                      autostradopodobnych nie przekraczam 140. Co w tym dziwnego?
                    • Gość: na zimno A ty dalej swoje. Zdziwil bys sie. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.02.08, 15:57

                      Tobie zostaje tylko salon gier.
                      (Emotikonami posluguja sie tylko dzieci, ale "krzywy ryj" nawet
                      pasuje)
            • kozak-na-koniu Jestem zniesmaczony 28.02.08, 13:51
              Droga publiczna, szczególnie w mieście nie jest miejscem odpowiednim
              do trenowania techniki jazdy rajdowej. Przykre jest to, że w Polsce
              najstraszniejszym przestępstewm staje się przekroczenie dozwolonej
              prędkości o 8 km/godz podczas gdy ludzie (czy ten gość nie brał
              udziału w którejś akcji reklamowej PZU?), którzy za kasę udowadniają
              że jest to słuszne i ze wszech miar wskazane podejście w
              rzeczywistości w pocie czoła i wszelkimi dostępnymi środkami (a mają
              ich sporo) pracują nad czymś przeciwnym.
              • Gość: zgrzyt nie mam żadnego współczucia, żadnego ! IP: *.acn.waw.pl 29.02.08, 18:12
    • z7z O dwa lemingi mniej. 28.02.08, 09:48
      Who cares?

      Selekcja naturalna dziala.
    • Gość: Gienio Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.08, 09:57
      Samochód w powietrzu nie posiada drogi hamowania, ani wymyślne
      techniki rajdowe wychodzenia z poślizgu nie przydadzą się.
      Współczuję wszystkim cierpiącym.

      Niech to będzie przestroga aby nie łączyć technik rajdowych z
      procesem szkolenia kandydatów na prawo jazdy.

      :(
      • Gość: foreks Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.acn.waw.pl 28.02.08, 10:44
        sorry, ale stek wiadomo czego. wlasnie gdyby szkolili w stopniu minimalnym
        technik rajdowych to duzo mniej osob gineloby na ulicach.

        ucza, zeby nie krzyzowac rak /bzdura/, dlonie 1000-0200 /bzdura/, zeby nie
        hamowac w zakrecie /bzdura/, robic koperte etc, a nie ucza podstawowych praw
        fizyki, skad sie biora poslizgi, jak jezdzic, ze ich nie bylo i jezeli juz, to
        jak ratowac sie.

        prawo jazdy to powszechne pozolenie na bron, kilka godzin teorii, jakis test i
        pol godziny jazdy i juz panstwo daje narzedzie do zabijania.

        dlaczego w tym kraju mlodziez nie ma obowiazku jedzic w obecnosci osob
        doswiadczonych, jak czasami na swiecie bywa? i te doswiadczone tez powinny
        przejsc surowy test w praktyce, czy potrafia jezdzic.
        • Gość: Gienio Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.08, 15:52
          Dlaczego rodzice nie maja wpływu na zachowanie swoich dzieci ?

          Czy uważasz, że w ruchu drogowym będą mieć wpływ - utopia !!!

          Kto chce może się uczyć całe życie korzystając ze wszystkich
          możliwych osiągnięć techniki, słuchając i podpatrując doświadczonych.

          Kto nie chce - nie ma fizycznej możliwości mu to włożyć w szare
          komórki - jedyna szansa to odbieranie uprawnień.

          Problemem nie są normalni ludzie.
          pozdr
    • Gość: foreks Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.acn.waw.pl 28.02.08, 10:00
      przykro mi, ale nikt nie ma prawa tego przezyc...
      arbiter.pl/galeria/ferrari.crash
      ku rwa, swiadek mowi, ze nie mieli PASOW ZAPIETYCH!!!
      • z7z [...] 28.02.08, 10:19
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • z7z Niniejszym przepraszam szanowna administracje 28.02.08, 10:24
          ze kierowcow nie uzywajacych pasow bezpieczenstwa nazwalem generalnie "burakami".
          • tiges_wiz Re: Niniejszym przepraszam szanowna administracje 28.02.08, 10:40
            szanowna administracja prosi o doprecyzowanie na drugi raz kogo masz na myśli.
            Poniewaz zginela tam osoba prosze o krytykowanie (co jest dozwolone) z
            zachowaniem zasad kultury.
            • z7z Re: Niniejszym przepraszam szanowna administracje 28.02.08, 10:55
              Jeszcze raz sorry ale ludzi zapieprzajacych w granicach 200 km/h na godzine w
              miescie i to jeszcze bez zapietych pasow nie jestem w stanie szanowac. Nawet po
              ich smierci.
              • tiges_wiz Re: Niniejszym przepraszam szanowna administracje 28.02.08, 10:58
                Nikt ci nie kaze ich szanowac.
              • a_weasley Re: Niniejszym przepraszam szanowna administracje 28.02.08, 11:31
                z7z napisał:

                > Jeszcze raz sorry ale ludzi zapieprzajacych
                > w granicach 200 km/h na godzine w miescie i
                > to jeszcze bez zapietych pasow nie jestem
                > w stanie szanowac. Nawet po ich smierci.

                Akurat to, czy miał zapięte pasy czy nie, obchodzi mnie stosunkowo najmniej, bo
                tym sposobem szkodzi sobie. Natomiast zap*****lając po mieście jak po torze
                wyścigowym stwarza zagrożenie dla innych.
            • Gość: zgrzyt nie mam żadnego współpczucia IP: *.acn.waw.pl 29.02.08, 18:26
              nie mam żadnego współpczucia
          • edek40 Re: Niniejszym przepraszam szanowna administracje 28.02.08, 10:47
            Nie wiesz, czy nie mamy niezwykle rzadkiego przykladu, gdy niezapiecie pasow ratuje zycie.
            • Gość: Poll Re: Niniejszym przepraszam szanowna administracje IP: 195.245.213.* 28.02.08, 11:06
              Gdyby doprowadził do takiego wypadku np w USA to załowałby że miał
              niezpiete .
            • Gość: Z Re: Niniejszym przepraszam szanowna administracje IP: *.aster.pl 28.02.08, 11:13
              I na dodatek jechal za wolno bo jakby jechal szybciej to po wypadnieciu z jezdni
              ominalby slup:)
            • Gość: na zimno jednemu tak drugiemu nie IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.02.08, 11:55

              Takie wnioskowanie prowadzi do zbioru pustego.
              • edek40 Re: jednemu tak drugiemu nie 28.02.08, 12:09
                Raczej do gdybania. Jeden splonal w aucie, drugi zdolal sie wydostac. Jest dowiedzione, ze w niezmiernie rzadkich przypadkach pasy przyczyniaja sie do smierci.

                Aby bylo jasne - w pasach jezdze wlasciwie od zawsze. Jeszcze skoda rodzicow, gdzie nie bylo nawet pasow bezwladnosciowych.
                • tiges_wiz Re: jednemu tak drugiemu nie 28.02.08, 12:20
                  zdarzaly sie tez uszkodzone spadachrony lub skoki bez gdzie ludzie przezywali ;)
                  ale to nie powod zeby skakac bez ;) Chyba to jest jasne.
                  • Gość: na zimno Istnieja tzw. "mniemanolodzy" IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.02.08, 12:27

                    Na nich nie ma sily.
                    To jak z dzieckiem, ktore nie chce kaszki na mleku.
                    Bo tak i juz.


                    • Gość: dfg Re: Istnieja tzw. "mniemanolodzy" IP: 212.160.172.* 28.02.08, 12:48
                      dlatego nalezy mieć przypięte do pasów na wysokiości piersi
                      specjalny nóż do przecięcia pasów
                      • edek40 Re: Istnieja tzw. "mniemanolodzy" 28.02.08, 14:34
                        Tak. Wtedy przetnie rowniez poduszke powietrzna, jednak przed tem wbije sie w klatke piersiowa.
    • rav107 To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej 28.02.08, 13:44
      Jeżdżę tamtędy w miarę często i rzeczywiście jest tam od lat garb na
      którym samochód lekko podskakuje. Kiedyś przejechałem przez niego
      jadąć około 100 km/h i stwierdzam że da się to zrobić i nie traci
      się kontroli nad autem, czujesz nieprzyjemny wstrząc zjeżdżając z
      garbu, no i oczywiście pozostaje pytanie jak na takie katowanie
      zareaguje zawieszenie samochodu. Od tego czasu zdejmuję nogę z gazu
      przed tym garbem, ale przy normalnych warunkach (sucha droga, nie
      oblodzona itd.) da się go przejechac z prędkością 100 km/h.

      Wniosek z tego taki, że gość musiał jechać coś w granicach 150-200
      km/h, lub popełnić inny błąd oprócz prędkości (np gwałtowne
      hamowanie w momencie kiedy wpadł na garb) skoro tak się to skończyło.
      • kozak-na-koniu Re: To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej 28.02.08, 13:53
        Jeździsz Ferrari czy Oplem Vectrą?
        • rav107 Re: To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej 28.02.08, 13:58
          Rozumiem ironię, ale jak może zauważyłeś generalnie na Puławskiej
          jazda z prędkością około 100 km/h jest powszechna i bynajmniej
          kierowcy jeżdżący z taka prędkością nie są najszybszymi
          użytkownikami tej drogi.
          • emes-nju Re: To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej 28.02.08, 14:24
            rav107 napisał:

            > Rozumiem ironię

            Nie sadze, zeby byla to ironia.

            Dopoki jezdzilem autem za standardowo komfortowym zawieszeniem, nie wiedzialem w praktyce jak twarde zawieszenie (a moje "twarde", to miekuchne w porownaniu z Ferrari) zachowuje sie w warunkach jazdy po polkuli NIEasfaltowanej. Szkoda, ze Zientarski z jakichs tylko sobie znanych powodow nie wzial tego pod uwage...
            • kozak-na-koniu Re: To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej 28.02.08, 14:48
              Twarde też ale przede wszystkim, jak we wszystkich sportowych i
              pseudosportowych, przystosowanych wyłącznie do jazdy po odpowiednich
              drogach brykach ma bardzo mały "skok", czyli jest wyjątkowo
              niepodatne na wszelkie wyboje - taki pojazd jest
              strasznie "sztywny". U nas lepiej już wygłupiać się jakąś porządną
              terenówką (nie SUVem).;-)
              • emes-nju Re: To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej 28.02.08, 15:46
                Byc moze za bardzo naokolo, ale to wlasnie napisalem.

                Moj srednio twardy samochod rewelacyjnie radzi sobie na drogach w miare rownych (nawet w nieekstremalnych koleinach) - jak zaczynaja sie wyboje (najgorzej jest na drobnych, a czestych - najbardzej "lubie" latanie dziur poprzez robienie gorek), robi sie gorzej. Na prostej "tylko" dostaje w d... choc auto potrafi lekko uciec. Na wyboistym zakrecie jest juz jednoznacznie zle.

                A AR to takie Ferrari dla ubogich - ze wszystkimi tego konsekwencjami...
      • rav107 To nie jedyna pułapka na Puławskiej 28.02.08, 14:05
        Na pierwszym wiadukcie z Puławskiej w kierunku Ursynowa też są dwie
        nieprzyjemne pułapki na kierowców - dwa garby w odległości
        kilkunastu metrów, jeden duży, drugi mały, pieszczotliwie czasem
        zwane przez kierowców i taksówkarzy "wielką skocznią" i "malą
        skocznią". Też aż się proszą o remont, ale od lat nic się z nimi nie
        dzieje...
        • emes-nju Re: To nie jedyna pułapka na Puławskiej 28.02.08, 14:27
          Te wiadukty maja zakret. Klasyczni miszcze prostej (wiekszosc kierowcow) zwalniaja tam z predkosci podswietlnej rozwijanej na prostej, do predkosci rzedu 40 km/h. Przy tej predkosci tylko brak drogi moze doprowadzic do kraksy - skocznie raczej nie.
          • rav107 Re: To nie jedyna pułapka na Puławskiej 28.02.08, 14:31
            emes-nju napisał:
            > Te wiadukty maja zakret. Klasyczni miszcze prostej (wiekszosc
            > kierowcow) zwalniaja tam z predkosci podswietlnej rozwijanej na
            > prostej, do predkosci rzedu 40 km/h. Przy tej predkosci tylko brak
            > drogi moze doprowadzic do kraksy - skocznie raczej nie.

            Do kraksy pewnie nie, ale nawet jadąc 40-50 km/h, a tyle jeżdżę na
            tym wiadukcie, na "wielkiej skoczni" samochód mocno reaguje.

            Poza tym z tego co pamiętam skocznie są jeszcze na prostym odcinku,
            nie na zakręcie, więc wielu kierowców nawet nie zdejmuje nogi z gazu
            w tym miejscu.
      • z7z A ile w ogole wolno tam jechac przepisowo? nt 28.02.08, 14:34
        • Gość: vladcs Re: A ile w ogole wolno tam jechac przepisowo? nt IP: *.chello.pl 28.02.08, 19:57
          50 km/h - jest też znak ostrzegający przed nierównościami.
          • emes-nju Re: A ile w ogole wolno tam jechac przepisowo? nt 28.02.08, 20:04
            Gość portalu: vladcs napisał(a):

            > 50 km/h - jest też znak ostrzegający przed nierównościami.

            W calej Polsce takich znakow jest na peczki. Bardzo duza czesc informuje mnie o wybojach, nakazuje zwolnienie, a droga niczym nie rozni sie od innych naszych duktow - znaki sa wiec na wyrost i nijak sie nie maja do rzeczywistosci. Klopot robi sie wlasnie wtedy gdy ktos przyzwyczajony do znakow na wyrost natknie sie na znak nie na wyrost...

            Nie bronie kierowcy Ferrari - to taka uwaga bardziej ogolna odnosnie "jakosci" znakowana drog przez znakologuf.
            • z7z Re: A ile w ogole wolno tam jechac przepisowo? nt 29.02.08, 10:30
              Jeszcze sie taki nie urodzil zeby wszystkim dogodzil.
              W takich Niemczech zdarzaja sie ograniczenia na odcinkach autostrad do 100 km/h
              z powodu "nierownosci", ktorych prawie nie czujesz jadac nawet duzo szybciej. I
              wiekszosc Niemcow nie ma problemow ze zwolnieniem do rzeczonych 100 km/h. W
              kazdym razie nikt tam nie jedzie wiwecej niz 120.
          • z7z Re: A ile w ogole wolno tam jechac przepisowo? nt 29.02.08, 10:26
            Gość portalu: vladcs napisał(a):

            > 50 km/h - jest też znak ostrzegający przed nierównościami.

            To w czym problem? Jesli ktos jest na tyle glupi, ze wali glowa w mur a potem
            sie dziwi, ze mu czaszka pekla to temu komus nie sposob juz pomoc.
            • rav107 Re: A ile w ogole wolno tam jechac przepisowo? nt 02.03.08, 10:06
              z7z napisał:
              > Gość portalu: vladcs napisał(a):
              > > 50 km/h - jest też znak ostrzegający przed nierównościami.
              >
              > To w czym problem?

              Naprawdę nie rozumiesz czy piszesz tak dla podkręcenia dyskusji?
              Zakłądqam że to drugie, bo wierzyć mi się nie chce żeby ktoś nie
              rozumiał czegoś tak oczywistego...

              Problem w tym że ten garb jet tam od paru lat, pochłonął już 4
              ofiary, mniej groźnych wypadków i kolizji nie licząc, a nasze władze
              postawiły znak i od PARU LAT zachowują się jakby problem zniknął. A
              problem jest dalej tyle że oznakowany... Typowo polskie podejście i
              polska beztroska.
      • Gość: foreks Re: To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej IP: *.acn.waw.pl 28.02.08, 14:55
        tak sie sklada, ze skoro go wyrzucilo, to jak po najechaniun na garb mogl dac PO
        heblach?
        a jezeli zrobilby to PRZED mulda, to nic by sie nie stalo, bo przyhamowanie
        dociaza przod i wtedy przednia os wazy 1200kg.

        ludzie, idzicie sie doszkolic i nie piszcie swoich prywatnych przemyslen, bo
        wspawam sobie w prywatne auto chromowo-molibdenowa klatke, a dzieci z domu nie
        wypuszcze...
        • rav107 Re: To niebyło 100 km/h ale duuużo więcej 28.02.08, 15:01
          Gość portalu: foreks napisał(a):
          > tak sie sklada, ze skoro go wyrzucilo, to jak po najechaniun na
          > garb mogl dac PO heblach?

          Nie rozumiem pytania. Normalnie - hipotetycznie oczywiście bo nie
          wiemy czy tak było - poczuł że wjeżdża na nierówność i nacisnął
          hamulec... taka była hipoteza (nie twierdzę że tak było oczywiście)
          co w tym dziwnego?

          > a jezeli zrobilby to PRZED mulda, to nic by sie nie stalo, bo
          > przyhamowanie dociaza przod i wtedy przednia os wazy 1200kg.

          Nie sądzę aby w nocy i przy takiej prędkości był w stanie zobaczyć
          ten garb. Z tego co pamiętam nawet w dzień widzisz go dopiero w
          ostatniej chwili przed wjechaniem na niego.

          > ludzie, idzicie sie doszkolic i nie piszcie swoich prywatnych
          > przemyslen, bo

          Wybacz ale to nie jest Twoje prywatne forum więc będę pisał to co
          uważam.
    • tbernard Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 15:34
      > Ciekawe, czy ktos z zarzadu zostanie uznanym wspolwinnym... I absolutnie nie
      > bronie kierownika ferrari, zeby nie bylo.

      Ciekawe, czy ktos z kontruktorów Ferrari zostanie uznanym wspolwinnym... I
      absolutnie nie bronie kierownika ferrari, zeby nie bylo.
      • Gość: na zimno Nawet wiadomo za co: IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.02.08, 15:52

        Za:
        ====
        -moc
        -moment
        -twarde zawieszenie
        -niskie zawieszenie
        -brak aniola stroza

      • Gość: Kodem_PL Konstruktorzy zostaliby uznani wspolwinnymi IP: *.cable.ubr14.brad.blueyonder.co.uk 28.02.08, 17:35
        Jezeli Ferrari wiedzialoby, ze w okreslonych okolicznosciach auto ma pewna
        niesprawnosc i nie przeprowadzonoby akcji serwisowej, wtedy Ferrari zostaloby
        pociagniete do odpowiedzialnosci. Obawiam sie jednak, ze ta odpowiedz nie jest
        taka, na jaka czekales...
        • tbernard Re: Konstruktorzy zostaliby uznani wspolwinnymi 28.02.08, 23:30
          W określonych okolicznościach i nieodpowiednich rękach to sporo przedmiotów może
          być śmiertelnie niebezpiecznych, dla przykładu siekiera, nóż kuchenny, młotek i
          tak można by wyliczać długo. Jednak nikt normalny nie domaga się karania za to
          konstruktorów i sprzedawców owych niebezpiecznych przedmiotów.
          • kodem_pl Re: Konstruktorzy zostaliby uznani wspolwinnymi 28.02.08, 23:45
            No i myslisz, ze jezeli z calej serii mlotkow odpada ciezka czesc, na skutek
            czego 2 osoby dostaly powaznych urazow glowy to OBI nadal bedzie beztrosko je
            sprzedawalo? Albo jesli noz kuchenny lamie sie, kaleczac uzytkownika, gdy zbyt
            dynamicznie kroi chleb, na skutek czego 1% klientow sie nim skaleczyl, nadal
            bedzie on w sprzedazy?

            ZDM stawiajac ograniczenie zrobilo cos w stylu znaku wywieszonego w OBI: gdy
            korzystasz z tego mlotka nos kask.
            • tbernard Re: Konstruktorzy zostaliby uznani wspolwinnymi 29.02.08, 08:44
              Patrzysz na to przez niewłaściwy pryzmat. Gdyby kilku osobom w OBI odbiło i
              zaczęło niezgodnie z instrukcją podrzucać ciężki młotek w zatłoczonym
              hipermarkecie na skutek czego 2 osoby doznały urazu, to nie bardzo widzę winę OBI.
              • Gość: Kodem_PL Re: Konstruktorzy zostaliby uznani wspolwinnymi IP: *.cable.ubr14.brad.blueyonder.co.uk 29.02.08, 10:38
                A jezeli nie 2 osoby uznaly urazu na skutek rzucania mlotkami przy regalach,
                tylko 2 osoby zginely i kilka zostalo rannych na przelomie 2 lat, nadal nie
                widzisz winy?
    • rav107 Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 16:03
      A co waadza mówi w wywiadzie? Że może trzeba naprawić wreszcie tych
      kilka metrów drogi? Zlikwidować garb? Nieeeeee, trzeba co? Postawić
      przy nim fotoradar. Żenada...
      • z7z Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 16:05
        rav107 napisał:

        > A co waadza mówi w wywiadzie? Że może trzeba naprawić wreszcie tych
        > kilka metrów drogi? Zlikwidować garb?

        Zeby dalo sie przejechac chocby z 220.

        • rav107 Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 16:08
          z7z napisał:
          > rav107 napisał:
          > > A co waadza mówi w wywiadzie? Że może trzeba naprawić wreszcie
          > > tych kilka metrów drogi? Zlikwidować garb?
          >
          > Zeby dalo sie przejechac chocby z 220.

          Może wykopać wilcze doły na polskich drogach? To by Cię zadowoliło?
          • z7z Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 16:10
            Skad ci przyszlo do glowy, ze taki idiotyzm moglby mnie zadowoilc?
            • rav107 Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 16:31
              z7z napisał:
              > Skad ci przyszlo do glowy, ze taki idiotyzm moglby mnie zadowoilc?

              No skoro napisałeś poprzedniego posta w takim stylu że lepiej nie
              remontować niebezpiecznej i zabójczej drogi, bo jeszcze ktos na niej
              będzie przekraczał prędkość...
              • tbernard Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 23:38
                > No skoro napisałeś poprzedniego posta w takim stylu że lepiej nie
                > remontować niebezpiecznej i zabójczej drogi, bo jeszcze ktos na niej
                > będzie przekraczał prędkość...

                Każda droga jest zabójcza, gdy jełop za kierownicą z niej korzysta.
                W pierwszej kolejności remontuje się odcinki po których nie można normalnie
                jeździć, a nie takie, gdzie jełopy się zabijają, bo im się zachciewa 200km/h.
                Jak mają takie zachcianki to na tor.
                • rav107 Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 23:54
                  tbernard napisał:
                  > Każda droga jest zabójcza, gdy jełop za kierownicą z niej korzysta.
                  > W pierwszej kolejności remontuje się odcinki po których nie można
                  > normalnie jeździć, a nie takie, gdzie jełopy się zabijają, bo im
                  > się zachciewa 200km/h. Jak mają takie zachcianki to na tor.

                  Mówimy o dwóch różnych rzeczach. Od lat wiadomo że to jest bardzo
                  niebezpieczne miejsce na Puławskiej. Od lat nic się z tym nie robi,
                  poza oczywiście typowo polskim "załataniem problemu" w postaci
                  ograniczenia prędkości - i wszyscy są happy. A miejsce to co jakiś
                  czas zbiera kolejne śmiertelne żniwo. Jeżeli spojrzeć na różne
                  miejsca w Warszawie to to jest jedno z tych, które powinny się
                  znaleźć na czele listy. Tym bardziej że chodzi o kilak metrów
                  kwadratowych.
                  • tbernard Re: Żenująca wypowiedź policjanta 29.02.08, 00:37
                    Skoro wiadomo, to się jedzie ostrożniej, być może nieco szybciej niż znak ale na
                    tyle na ile znajomość odcinka pozwala na przykład 80. Jeśli nie wiadomo, to się
                    stosuje do znaków.

                    Nie chcę całkowicie zarządcy drogi usprawiedliwiać ale nie podoba mi się
                    gdybanie. Bo gdy wejdziemy w gdybologię to równie dobrze można powiedzieć, że
                    zarząd w sumie uratował życie komuś innemu, bo gdyby nic im się nie stało, to
                    ktoś uprawiający taki styl jazdy wcześniej czy później doprowadził by do wypadku
                    w którym mogły by postronne osoby ucierpieć. Ale to tylko gdybanie.
                  • z7z Re: Żenująca wypowiedź policjanta 29.02.08, 10:37
                    rav107 napisał:

                    > Mówimy o dwóch różnych rzeczach. Od lat wiadomo że to jest bardzo
                    > niebezpieczne miejsce na Puławskiej.

                    To miejsce jest "bardzo niebezpieczne" tylko dla jelopow nie potrafiacych
                    poslugiwac sie samochodem i nie rozumiejacych przepisow.
                    Im nie pomogloby nawet calkowite zniwelowanie terenu i zrobienie z calego kraju
                    lotniska.
                    • emes-nju Re: Żenująca wypowiedź policjanta 29.02.08, 12:57
                      z7z napisał:

                      > rav107 napisał:
                      >
                      > > Mówimy o dwóch różnych rzeczach. Od lat wiadomo że to jest bardzo
                      > > niebezpieczne miejsce na Puławskiej.
                      >
                      > To miejsce jest "bardzo niebezpieczne" tylko dla jelopow nie
                      > potrafiacych poslugiwac sie samochodem i nie rozumiejacych
                      > przepisow.

                      Sadzac ze statystyk takich "jelopow" na drogach jest bardzo duzo. W tym miejscu kilku takich "jelopow" zginelo.

                      Rozumiem, ze pochwalasz organizacje ruchu i budowe drog tak, zeby takie "jelopy" same sobie wymierzaly najwyzsza kare?

                      A co z calkiem niewinymi, za to takimi, ktorzy mieli pecha znalesc sie w zlym miejscu o zlym czasie? Polegli na polu bitwy (polegajacej na eksterminacji "jelopow") o bezpieczenswo razem z "jelopem"? Gooood!

                      Jeszcze raz (ale na pewno nie ostatni) - te hopy zabily juz kilku ludzi. I z wyjatkiem postawienia ZNAKU (pojecie, rowniez dla Ciebie, magiczne) NIC z tym nie zrobiono. Waaaadza JAK ZAWSZE zadowala sie formulka, ze wszytko bedzie git jak obywatel "dostosuje". A jak "nie dostosuje", to do piachu! To naprawde zakrawa na celowe dzialanie!

                      Ja to dziwak jestem, ale uwazam, ze za wariacka jazde powinno sie ludzi raczej do kryminalu sadzac...
                      • z7z Re: Żenująca wypowiedź policjanta 29.02.08, 15:05
                        emes-nju napisał:

                        > Sadzac ze statystyk takich "jelopow" na drogach jest bardzo duzo. W tym miejscu
                        > kilku takich "jelopow" zginelo.

                        Jak ktos slusznie zauwazyl, zaden z nich nie jechal z przepisowa predkoscia.

                        > Rozumiem, ze pochwalasz organizacje ruchu i budowe drog tak, zeby
                        > takie "jelopy" same sobie wymierzaly najwyzsza kare?

                        Zle rozumiesz.

                        > A co z calkiem niewinymi, za to takimi, ktorzy mieli pecha znalesc
                        > sie w zlym miejscu o zlym czasie?

                        Co znaczy "w zlym miejscu i o zlym czasie"?
                        Brzmi to tak, jakby to ten betonowy slup wyskoczyl na droge i rozwalil to auto.
                        To, ze tych dwoch rozwalilo sie na tym slupie nie ma nic wspolnego ze zlym
                        miejscem i zlym czasem tylko z ich wlasna decyzja.

                        > Polegli na polu bitwy (polegajacej na eksterminacji "jelo
                        > pow") o bezpieczenswo razem z "jelopem"? Gooood!

                        "Ekstermionacja jelopow" przez agresywne slupy betonowe.
                        Czytasz czasami to, co piszuesz?


                        > Jeszcze raz (ale na pewno nie ostatni) - te hopy zabily juz kilku
                        > ludzi.

                        "Hopy zabily". Wez ty czlowieku przeczytaj czasami to, co piszesz.
                        I pewnie jak walniesz kilka razy glowa w sciane to tez sciana cie zabije, co?
                        • emes-nju Re: Żenująca wypowiedź policjanta 29.02.08, 16:39
                          z7z napisał:

                          > emes-nju napisał:
                          >
                          > > W tym miejscu kilku takich "jelopow" zginelo.
                          >
                          > Jak ktos slusznie zauwazyl, zaden z nich nie jechal z przepisowa
                          > predkoscia.

                          No i wracamy do ponizszego...

                          > > Rozumiem, ze pochwalasz organizacje ruchu i budowe drog tak, zeby
                          > > takie "jelopy" same sobie wymierzaly najwyzsza kare?
                          >
                          > Zle rozumiesz.

                          Sadzac z powyzszego, dobrze...

                          > > A co z calkiem niewinymi, za to takimi, ktorzy mieli pecha
                          > > znalesc sie w zlym miejscu o zlym czasie?
                          >
                          > Co znaczy "w zlym miejscu i o zlym czasie"?

                          Pisze o tych, ktorzy moga zalapac sie jako ladowisko dla ladujacego po slicznym locie kretyna.

                          > > Jeszcze raz (ale na pewno nie ostatni) - te hopy zabily juz kilku
                          > > ludzi.
                          >
                          > "Hopy zabily". Wez ty czlowieku przeczytaj czasami to, co piszesz.
                          > I pewnie jak walniesz kilka razy glowa w sciane to tez sciana cie
                          > zabije, co?

                          Analogia bylaby gdybys napisal, ze ktos w korytazu np. nagle zmniejszyl wysokosc przejscia (na rownej drodze wybudowal skocznie). Ci, ktorzy ida "przepisowo" co najwyzej nabija sobie guza (na hopie dobija zawieszeniam - moje auto dobija tam nawet przy 50-tce), a biegnacy wariaci zostawia na belce glowe (samochod na filarze) :-P
                          • z7z Re: Żenująca wypowiedź policjanta 29.02.08, 16:54
                            emes-nju napisał:

                            > Sadzac z powyzszego, dobrze...

                            Jesli pisze ze nie to znaczy, ze nie. Kto z nas obu wie lepiej, co mysle?


                            > Analogia bylaby gdybys napisal, ze ktos w korytazu np. nagle
                            > zmniejszyl wysokosc przejscia
                            > Ci, ktorzy ida "przepisowo" co najwyzej nabija sobie guza.

                            Ci, ktorzy ida przepisowo nabiliby sobie guza tylko gdyby byli slepi lub
                            uposledzeni.

                            > a biegnacy wariaci zostawia na belce glowe

                            biegnacy wariaci polamia sobie kosci i rozwala czaszke nawet na szarokim
                            korytarzu wyscielonym materacami.
                            • emes-nju Przyjmuje do wiadomosci :-P 29.02.08, 17:20
                              Zadaniem organow odpowiedzialnych o drogi nie jest czynienie tych drog maksymalnie bezpiecznymi nawet dla szalencow, a wrecz przeciwnie - drogi maja byc projektowane tak, zeby szalency sie zabijali. Takie SKOCZNIE na prostej, rownej przedtem drodze sa swietnym wynalazkiem sluzacym eksterminacji szalencow! I prawie sie nie roznia od progow zwalniajacych! Prawie - przed progami zwalniajacymi jest znak informujacy kierowce, ze zbliza sie do progu zwalniajacego :-P

                              A ze przy okazji skoku szalenca moze ktos NIEWINNY zginiac... Who cares! Wazne, ze szaleniec sie zabil.

                              Wiesz... To juz kiedys bylo... Byla taka wladza, ktora wolala zabic 1000 niewinnych niz wolnym puscic jednego wroga rewolucji :-P

                              PS Czy zrociles uwage na slowo SZALENCY w mojej wypowiedzi?
                              • bwv1004 Re: Przyjmuje do wiadomosci :-P 29.02.08, 17:31
                                > Prawie - przed progami zwalniajacymi je
                                > st znak informujacy kierowce, ze zbliza sie do progu
                                zwalniajacego :-P

                                No przed "hopką" zdaje się też znaki były, nicht wahr?
                                • emes-nju Re: Przyjmuje do wiadomosci :-P 29.02.08, 17:52
                                  Tam nie ma znaku "uwaga skocznia" tylko ograniczenie predkosci i (chyba) znak informujacy o czym tak na naszych drogach naturalnym (i nie wywolujacym u nikogo wiekszej gesiej skorki) jak wyboje.

                                  Nie podwazam winy kierowcy (!), ale prosze uprzejmie o poprawienie mojego blednego rozumowania objawiajacego sie tym, ze stanowczo twierdze, ze gdyby tej hopy nie bylo, to do tego wypadku by nie doszlo.

                                  Ta hopa sprawia klopoty od lat. To nie jest nowosc, na ktorej odpowiednie, TYMCZASOWE oznakowanie TYMCZASOWO, przed remontem, jest dopuszczalne. To jest stan permanantny, a jedyne co ZDM z tym zrobil, to postawil ZNAK (pojecie magiczne). My wszyscy na tym forum doskonale zdajemy sobie sprawe z tego, jak polscy kierowcy reaguja (a raczej jak nie reaguja!) na znaki. Czy fahofcy z ZDM nie maja tej swiadomosci!? Jezeli nie chca/nie moga naprawic tego wertepu, to powinni oznakowac go nieco bardziej "intensywnie" niz stawiajac ZNAK (dla ulatwienia dodam, ze przed progiem zwalniajacym jest specjalny znak!). Czy przed skocznia nie mozna bylo, skoro z jakichs powodow nie mozna naprawic drogi, postawic tablicy informujacej o tym, ze na drodze jest cos wiecej niz wyboje?! Nie mozna bylo... Lepiej postawic ZNAK, pomstowac na piratow i liczyc znicze :-/
                                  • bwv1004 Re: Przyjmuje do wiadomosci :-P 29.02.08, 18:01
                                    emes-nju napisał:

                                    > Nie podwazam winy kierowcy (!), ale prosze uprzejmie o poprawienie
                                    mojego bledn
                                    > ego rozumowania objawiajacego sie tym, ze stanowczo twierdze, ze
                                    gdyby tej hopy
                                    > nie bylo, to do tego wypadku by nie doszlo.

                                    Formalnie rozumowanie jest poprawne, ale mało pożyteczne. Istnieje
                                    mnóstwo przedmiotów których "gdyby nie było", to uniknęłoby się tego
                                    czy owego wypadku. Drzewo Jędrzejczak (i pewnie co dziesiąte drzewo
                                    na mazurskich drogach, zwłaszcza w okolicach dyskotek), górka za
                                    pasem na Okeciu o którą rozgniótł sie pilot Airbusa Lufthansy,
                                    drzewa, o które zahaczyła CASA, hotel, na który spadł Concorde.
                                    Gdyby zawczasu te hopki, górki, drzewa, i hotele usunąć, ktos by
                                    przeżył. Ale chyba widac, do jakiego absurdu to prowadzi.
                                    • emes-nju Re: Przyjmuje do wiadomosci :-P 29.02.08, 18:16
                                      Pomiedzy drzewem Otylii, a skocznia na Pulawskiej jest pewna roznica. Drzewo, calkiem losowo, zabilo "tylko" brata Otylii, a skocznia na Pulawskiej kilka osob. To nie jest gdybanie, a statystyka.

                                      WSZYSCY znaja tez statystyki przestrzegania przez Polakow przepisow (nie wnikajac w przyczyny tego stanu rzeczy!). Wielokrotnie na tym forum pojawia sie ten temat. Wiedza o tym praktycznie wszyscy z wyjatkiem tych, ktorzy znakuja drogi...

                                      Welug waaaadzy znakuja swietnie, a tylko my jestesmy glupki. Ok. - zalozmy, ze jestesmy! A jak zatem nazwac tych, ktorzy monolog spoleczny prowadza tak, ze przecietny glupek go calkowicie ignoruje? Jak nazwac kogos, kto doskonale wiedzac jak przecietny polski kierowca reaguje na ograniczenie predkosci, w miejscu ekstremalnie niebezpiecznym zadowala sie (przez lata!) postawieniem ZNAKU?! W miejscu ekstremalnie niebezpiecznym, IDENTYCZNEGO jak ZNAKI na calkiem naturalnych na naszych duktach wybojach, ktore niszcza samochody, ale niekoniecznie zycia!
              • z7z Re: Żenująca wypowiedź policjanta 29.02.08, 10:33
                rav107 napisał:

                > No skoro napisałeś poprzedniego posta w takim stylu że lepiej nie
                > remontować niebezpiecznej i zabójczej drogi, bo jeszcze ktos na niej
                > będzie przekraczał prędkość...

                Tak napisalem? Jakos nie moge sie tego dopatrzec w moich postach. Mozasz pokazac
                w ktorym miejscu?

                I chcialbym cie skorygowac. To nie ta droga jest "zabojcza".
                Zabojcza jest tam tylko bezgraniczna glupota niektorych uczestnikow ruchu.
      • emes-nju Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 16:09
        rav107 napisał:

        > A co waadza mówi w wywiadzie? Że może trzeba naprawić wreszcie tych
        > kilka metrów drogi? Zlikwidować garb? Nieeeeee, trzeba co? Postawić
        > przy nim fotoradar.

        I odpowiednio zamaskowac! Lowy beda lepsze, a twarze sfotografowanych (tych, ktorzy o hopce nie wiedza - zaskoczonych) takie ciekawsze - wreszcie obrabiajacym foty nie bedzie sie tak nudzilo :-P
        • rav107 Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 16:33
          emes-nju napisał:
          > > A co waadza mówi w wywiadzie? Że może trzeba naprawić wreszcie
          > > tych kilka metrów drogi? Zlikwidować garb? Nieeeeee, trzeba co?
          > > Postawić przy nim fotoradar.
          >
          > I odpowiednio zamaskowac! Lowy beda lepsze, a twarze
          > sfotografowanych (tych, ktorzy o hopce nie wiedza - zaskoczonych)
          > takie ciekawsze - wreszcie obrabiajacym foty nie bedzie sie tak
          > nudzilo :-P

          No i fotki do nekrologów będą. Albo policja zarobi na nowe
          fotoradary sprzedając je tabloidom. Same korzyści!!!
          • emes-nju Re: Żenująca wypowiedź policjanta 28.02.08, 17:22
            rav107 napisał:

            > Albo policja zarobi na nowe fotoradary sprzedając je tabloidom.

            Policja na nic zarabiac nie musi - magiczne skrzyneczki kupujemy sobie sami, z naszych podatkow. Dla naszego bezpieczenstwa oczywiscie. I wlasnie dla naszego bezpieczenstwa sa one zamaskowane - zebysmy sie nie przestraszyli. A jak po czasie dostaniemy fotke, to juz sie nie przestraszymy za kierownica.

            Bezpieczesntwo przede wszystkim! :-P
      • Gość: swan naprawdę tak powiedział? Co za ..y idiota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.08, 23:58
    • Gość: drinexile Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.185.jawnet.pl 28.02.08, 18:11
      Ciekawe, czy ktos z zarzadu zostanie uznanym wspolwinnym... I
      absolutnie nie
      > bronie kierownika ferrari, zeby nie bylo.


      Ciekawe, czy zarzad Ferrari zostanie uznany współwinnym?
      Zagadnienie równie błyskotliwe, co Twoje.

      Całe szczęście, że nie było więcej ofiar tego idioty w ferrari
      • tiges_wiz Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 18:14
        sugerujesz wiec ze to szczescie, ze zginal pasazer?
      • Gość: Kodem_PL skocz mi;-) IP: *.cable.ubr14.brad.blueyonder.co.uk 28.02.08, 18:24
        Fiu fiu, a jak u Ciebie z blyskotliwoscia?

        Jak juz pisalem troche wyzej: ktos z zarzadu Ferrari zostalby uznany
        wspolwinnym, gdyby okazalo sie, ze juz 2 lata temu wiedziano o tym, ze w 360
        Modena przy predkosci >150km/h zle skonstruowany dyfuzor moze w niesprzyjajacych
        warunkach doprowadzic do utraty przyczepnoci, a nie poprawiono tego, zeby
        zaoszczedzic 50 euro na egzemplarzu.
      • rav107 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 18:25
        Gość portalu: drinexile napisał(a):
        > Ciekawe, czy ktos z zarzadu zostanie uznanym wspolwinnym... I
        > absolutnie nie
        > > bronie kierownika ferrari, zeby nie bylo.
        >
        > Ciekawe, czy zarzad Ferrari zostanie uznany współwinnym?
        > Zagadnienie równie błyskotliwe, co Twoje.

        Hmmm... na drodze karnej raczej nic zarządowi ZDM nie grozi, ale
        myśłę że w procesie cywilnym byłoby być może coś tutaj do wygrania -
        skoro można dochodzić odszkodowania od zarządcy nieruchomości który
        nie odśnieżył chodnika na którym ktos złamał nogę, to czemu nie...
        no i myślę że bezapelacyjnie ktoś powininen ponieść odpowiedzialność
        dyscyplinarną - przez tyle lat nie naprawiono tak dużego defektu
        jezdni, który kosztował już 4 ofiary śmiertelne, a przecież gdyby
        zatrudnić odpowiednio sprawną firmę to te 4 metyry kwadratowe jezdni
        można pewnie naprawić a parę nocnych godzin...
        • rav107 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 18:32
          Oj sorry, myslałem że chodzi o współodpowiedzialnosć zarządu ZDM, a
          nie Ferrari.
        • emes-nju Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 18:36
          rav107 napisał:

          > Hmmm... na drodze karnej raczej nic zarządowi ZDM nie grozi, ale
          > myśłę że w procesie cywilnym byłoby być może coś tutaj do wygrania
          > - skoro można dochodzić odszkodowania od zarządcy nieruchomości
          > który nie odśnieżył chodnika na którym ktos złamał nogę, to czemu
          > nie...

          Ze smutkiem donosze, ze chyba jestes w mylnym bledzie.

          Zarzadca nieruchomosci ma obowiazek odsniezyc chodnik tak samo jak zarzadca drogi ma obowiazek utrzymywac ja w stanie odpowiednim do jazdy. I tu podobienstwa sie koncza... Bo zarzadca nieruchomosci nie moze NIE uprzatnac sniegu i w zamian postawic ZNAK (pojecie magiczne), a zarzadca drogi moze NIE naprawic drogi sprawiajacej kierowcom klopoty od lat i w zamian postawic ZNAK (pojecie magiczne). A skoro jest ZNAK (pojecie magiczne), to cala odpowiedzialnosc za wszelkie zdarzenia spoczywa na kierowcy, ktory "nie dostosowal".

          Jest to oczywiscie sluszne, bo pokazuje kto tu rzadzi, jakie ma mozliwosci i jak malo my, obywatele mozemy waaadzy zrobic. W skrocie: mozemy waaadzy skoczyc :-/
          • Gość: rekrut1 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.chello.pl 28.02.08, 19:23
            Mam pytanie, czy ktoś z Was zmieniał pas ruchu na trzy,
            czteropasmówce ze sporymi koleinami przy 170.?
            Czy ktoś z Was po pokonaniu łagodnego zakrętu wpadł na dopiero co
            wylany(i posypany piaskiem)odcinek drogi przy 140.?
            Chyba nie bo gdybyście to zrobili choć raz przestalibyście pieprzyć
            o winie drogowców tam gdzie jest ograniczenie do 50.
            A swoją drogą przejechał bym się taką bryką(no może nie po wawie).
            Pozdr.
            Pazdzioch
            • emes-nju Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 19:33
              W tym konkretnie miejscu nie da sie zmienic pasa na czteropasmowce, bo to dwupasmowka. W tym konkretnie miejscu nie ma duzych kolein. W tym konkretnie miejscu nie ma zakretu.

              W tym konkretnie miejscu od wielu lat jest hopa, ktora, niezaleznie od ograniczenia (ZNAK -> pojecie magiczne) zabrala zycie wiekszej liczbie osob (o niszczeniu samochodow nie chce mi sie pisac). OD WIELU LAT! I co? I ZNAK :-/

              Sorry, ale jestem zdania, ze za jazde 200 km/h (jak zawsze swiadkowie z radarem w oczach) nalezy sie mandat czy sad. Ale nie serwowana na miejscu kara smierci! Przypominam - ZDM i pol Warszawy wie o tym miejscu i statystakach wypadkow w tym miejscu OD LAT! Remontu niet - jest ZNAK :-/
              • Gość: rekrut1 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.chello.pl 28.02.08, 22:44
                Nie pisałem o tym konkretnym miejscu ale o wrażeniach i odczuciach
                na drodze gdy się ją pokonuje w zawrotnym tempie.
                Kurde czy tu tylko kawę na ławę?
                A jak się jedzie ........to trzeba się liczyć z ewentualnymi
                konsekwencjami a nie szukać winnych.
                I jeszcze jedno, czy w obliczu tragedii naprawdę trzeba obrażać
                sprawcę?
                Pozdr.
                Pazdzioch
                • emes-nju Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 29.02.08, 13:01
                  Gość portalu: rekrut1 napisał(a):

                  > Nie pisałem o tym konkretnym miejscu ale o wrażeniach i odczuciach
                  > na drodze gdy się ją pokonuje w zawrotnym tempie.

                  Sorry, ale tu piszemy o konkretnym wypadku na prostej i, z wyjatkiem hopy, umiarkowanie rownej drodze. Kieorwca jest zapewne winien jak (...), ale droga baaaaardzo mu pomogla.

                  > I jeszcze jedno, czy w obliczu tragedii naprawdę trzeba obrażać
                  > sprawcę?

                  Nawet przez moment mi to do glowy nie przyszlo!
            • rav107 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 19:39
              Ja mówię o "winie" tylko w kontekście tego, że ten garb jest tam od
              paru lat, i nie jest to pierwszy wypadek, i nie jest to pierwsza
              ofiara śmiertelna, a mimo to nasi dzielni drogowcy nic z tym nie
              zrobili.

              Patrząc na logikę - oczywiście ta masakra miała miejsce z powodu
              swojej brawury i prędkości. Ale z drugiej strony gdyby nie było tam
              tego garbu, to wypadku i kolejnej w tym miejscu śmierci też by nie
              było. W tym sensie drogowcy są winni, pewnie nie w sensie prawa
              karnego, ale moralnie na pewno.

              A jak już wspomniałem wcześniej, kilka metrów kwadratowych
              nawierzchni dobra firma naprawi w jedną noc.
              • Gość: z Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.aster.pl 28.02.08, 20:19
                >A jak już wspomniałem wcześniej, kilka metrów kwadratowych
                > nawierzchni dobra firma naprawi w jedną noc.

                Tylko ze to nie wina samej nawierzchni tam sie zapadla ziemia nad kanalkiem
                sluzewieckim ktory plynie pod jezdnia. Wiec mozna w noc naprawic nawierzchnie
                tylko po co jak za tydzien bedzie to samo? Tam potrzeba troche wiekszego remontu.
                • rav107 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 23:50
                  Gość portalu: z napisał(a):
                  > Tylko ze to nie wina samej nawierzchni tam sie zapadla ziemia nad
                  > kanalkiem sluzewieckim ktory plynie pod jezdnia. Wiec mozna w noc
                  > naprawic nawierzchnie tylko po co jak za tydzien bedzie to samo?
                  > Tam potrzeba troche wiekszego remontu.

                  Ale jak to jest w takim razie że tylko na tym jednym pasie jest
                  garb, już na sąsiednim pasie po prawej stronie jest tylko minimalne
                  wybrzuszenie zupełnie nieodczuwalne dla kierowców, a na nitce w
                  przeciwnym kierunku zupełnie nie ma żadnego śladu owego kanałku?
                • emes-nju Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 29.02.08, 15:04
                  Gość portalu: z napisał(a):

                  > Wiec mozna w noc naprawic nawierzchnie tylko po co jak za tydzien
                  > bedzie to samo?

                  Nie jestem pewien. Hopka od lat jest podobna czyli proces zapadania sie gruntu jest raczej zakonczony.
    • Gość: tamtam Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.magma-net.pl 28.02.08, 20:27
      Całkowitą winę w świetle doniesień medialnych ponosi kierowca.
      1. Był znak ograniczenie prędkości do 50 kmph? Był.
      2. Był znak informujący o "garbach"? Był.
      3. Była nadmierna prędkość ok. czterokrotnie większa od
      dopuszczalnej? Była.
      4. Było niedostosowanie prędkości jazdy do panujących warunków? Było.

      Więc o czym tu dyskutować. Dwóch szaleńców zrobiło sobie rajd po
      mieście. Szczęście w całej tej sytuacji, że nie zabili nikogo
      postronnego, lecz sami sobie "wypisali" mandat za złamanie
      przepisów. Zastanawia mnie stonowany ton wypowiedzi prezentowany
      przez media. Jeżeli za kierownicą Ferrari siedziałby nie syn kolegi
      dziennikarza, lecz syn prominentnego polityka to by się działo.
      Jutrzejsze tytuły w gazetach miałyby nagłówki - "Mordercy w
      czerwonym ferrari", "Nocni szaleńcy", "Powinni zginąć", etc. Media
      zastanawiałyby się skąd np. syn Tuska, Leppera lub innego prominenta
      ma kasę na Ferrari. A w zaistniałej sytuacji co się dzieje. Relacje
      niczym z Radia Erewań - "Chłopaki testowali Ferrari, ponieważ
      zamierzali napisać artykuł o tej wspaniałej maszynie. Przekroczyli
      dozwoloną prędkość i gdyby nie zaatakował ich garb na drodze to by
      przeżyli". Zero obiektywizmu, piętnowania ich postawy w stosunku do
      prawa i innych użytkowników dróg. Oni są niewinni. Winny jest zarząd
      miasta bo przez niego jest garb, winni się projektanci drogi bo w
      tym miejscu zaprojektowali słup, winni są budowlańcy bo wybudowali
      ten słup. Winny jest producent Ferrari bo jadąc ok. 200kmph auto tej
      klasy powinno dawać 100% bezpieczeństwa. Winne są prawa fizyki, bo
      rozniosły to auto w drobny mak.
      Prawda jest taka, że winny był kierowca. Jego zachowanie można
      porównać do mordercy biegającego z odbezpieczonym karabinem w tłumie
      ludzi. Cud się stał, że "zastrzelił" tylko kolegę i "postrzelił"
      tylko siebie.
      Znając polskie podejście do prawa okaże się, że kierującym był
      zmarły mężczyzna, Zientarski junior uniknie kary i dalej będzie
      propagować bezpieczną jazdę.
      • emes-nju Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 20:35
        W swojej wypowiedzi zapominasz o jednym.

        Niezaleznie od predkosci z jaka jechalo Ferrari, hopa, na ktorej panowie sie zabili, pochlonela juz kilka istnien. I wyglada na to, ze przeszkadza to tylko kierowcom. Jedni zniszcza zawieszenia (swoim samochodem nawet 50 km/h nie moge tamtedy przejechac bez dobicia!), inni cale auta, a kilku zycie... A ZDM stawia ZNAK (pojecie magiczne) i uwaza, ze sprawa jest zalatwiona! Nie jest! Od baaaaardzo wielu lat! Nie pieklilbym sie gdyby nie ten drobny szczegol, ze jezdnia jest tam zapadnieta od lat!
        • emes-nju Errata 28.02.08, 20:48
          Napisalem: "hopa, na ktorej panowie sie zabili". Mialo byc: "hopa, na ktorej panowie sie rozbili".

          Za duzo trupow w tym miejscu...
        • habudzik Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 21:51
          emes-nju napisał:

          > W swojej wypowiedzi zapominasz o jednym.
          >
          > Niezaleznie od predkosci z jaka jechalo Ferrari, hopa, na ktorej panowie sie za
          > bili, pochlonela juz kilka istnien.

          I zawsze było to związane z prędkością zbyt dużą . Nikt tam nie zginął jadąc
          50km/h .
          • rav107 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 23:10
            habudzik napisał:
            > I zawsze było to związane z prędkością zbyt dużą . Nikt tam nie
            > zginął jadąc 50km/h .

            Wina kierowcy jest oczywista.
            Ale nie można też zaprzeczyć że gdyby drogowcy naprawili ten garb po
            poprzednim śmiertelnym wypadku (a mieli na to bodajże 2 lata) to do
            wypadku by nie doszło. To takie polskie - postawić znak i przez 2
            lata nic nie zrobić...
            • z7z Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 29.02.08, 10:43
              rav107 napisał:

              > Ale nie można też zaprzeczyć że gdyby drogowcy naprawili ten garb po
              > poprzednim śmiertelnym wypadku to do wypadku by nie doszło.

              Ale doszloby na innym hopie. I tym razem "miszcz" (osmielony swoimi
              umiejetnosciami na Pulawskiej) wyladowalby moze na przystanku pelnym ludzi albo
              samochodzie z Bogu ducha winna rodzina.
          • z7z Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 29.02.08, 10:40
            habudzik napisał:

            > I zawsze było to związane z prędkością zbyt dużą . Nikt tam nie zginął jadąc
            > 50km/h .

            Wlasnie!
            Zwalanie winy na tego hopa to tak jakby zwalac wine na sciane, o ktora jakis
            jelop rozbil sobie glowa walc w nia przez pol godziny.
      • rav107 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 20:39
        Miałem napisać właśnie dokładnie to co emes-nju, więc tylko poprę
        jego słowa. Wszystko pięknie i ładnie, ale gdyby nie było tego
        garbu, to wypadek by się nie zdarzył. O tym że jest wiedzieli
        wszyscy od lat. O tym że było tam kilka wypadków śmiertelnych
        również. Nikt nic nie zrobił. Jak to w Polsce.

        A mówienie że ci "rajdowcy" sami sobie wystawili mandat to jednak
        mocne nadużycie. Ja bym im zabrał prawo jazdy, ale kara smierci to
        trochę za dużo nawet za takie przekroczenie prędkości.
        • Gość: JK Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie IP: *.aster.pl 28.02.08, 23:45
          rav107 napisał:
          > gdyby nie było tego garbu, to wypadek by się nie zdarzył. O tym że
          jest wiedzieli wszyscy od lat. O tym że było tam kilka wypadków
          śmiertelnych również. Nikt nic nie zrobił. Jak to w Polsce.


          Wtedy mieliby szansę na zabicie siebie i może jeszcze kogoś
          niewinnego kilka/kilkadziesiąt/kilkaset metrów dalej. Przy takim
          kretyńskim prowadzeniu samochodu w środku miasta to tylko kwestia
          czasu. I rzeczywiście dobrze w tym całym nieszczęściu, że nie zginął
          nikt inny. A nierówność jak nierówność - mnóstwo takich, a nawet
          gorszych miejsc jest w Warszawie.
          • rav107 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 23:52
            Mówię tylko że o ile w sensie prawnym wina jest po stronie kierowcy
            Ferrari, o tyle analizując obiektywne przyczyny wypadku nie można
            abstrahować od tego naprawdę niebezpiecznego wybrzuszenia drogi (a
            wiem co mwię bo jeżdżę tamtędy) i od tego, że to miejsce zabiło
            wcześniej już kilka osób, i było dość czasu żeby to naprawić.
            • tbernard Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 29.02.08, 00:16
              No to wiedząc o tym nikt rozsądny nie pruje 200. Nie wiedząc o tym lepiej zaufać
              znakom. Ilu się tam rozbiło jadących przepisowo (a nawet z marginesem powiedzmy
              +20%)?
          • z7z Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 29.02.08, 10:46
            Gość portalu: JK napisał(a):
            >
            > Wtedy mieliby szansę na zabicie siebie i może jeszcze kogoś
            > niewinnego kilka/kilkadziesiąt/kilkaset metrów dalej. Przy takim
            > kretyńskim prowadzeniu samochodu w środku miasta to tylko kwestia
            > czasu.

            Oczywiscie.
        • tbernard Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 29.02.08, 00:10
          > Miałem napisać właśnie dokładnie to co emes-nju, więc tylko poprę
          > jego słowa. Wszystko pięknie i ładnie, ale gdyby nie było tego
          > garbu, to wypadek by się nie zdarzył. O tym że jest wiedzieli
          > wszyscy od lat. O tym że było tam kilka wypadków śmiertelnych
          > również.

          Skoro wszyscy wiedzieli, to również wiedzieli ci co mieli teraz ten wypadek.
          Skoro wiedząc o tym pruli 200 km/h, to jednak równo we łbach nie mieli
          poukładane (konkretnie to o kierowcę chodzi). Jeśli jednak tylko oni wyjątkowo
          nie wiedzieli oprócz wszystkich innych (prawdę mówiąc to i ja o tym nie
          wiedziałem, bo to nie moje rejony), to jednak rozsądniej stosować się do
          oznakowanych ograniczeń lub przynajmniej zachować umiar w ich łamaniu jak robi
          to 99% (statystyka raczej subiektywna na podstawie obserwacji) kierowców jak nie
          więcej i jakoś nic im się nie dzieje.

          > A mówienie że ci "rajdowcy" sami sobie wystawili mandat to jednak
          > mocne nadużycie. Ja bym im zabrał prawo jazdy, ale kara smierci to
          > trochę za dużo nawet za takie przekroczenie prędkości.

          Ale tę karę przecież sobie i koledze wymierzył prowadzący kierowca, bo jak sam
          pisałeś wiedział o niebezpieczeństwie na tym odcinku. Nikt go tu niczym nie
          zaskoczył.
      • bigstrand Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 28.02.08, 21:00
        tamtam -brawa za znakomity komentarz

        Polska pospolita spychologia stosowana sie klania. Koronnym osiagnieciem tejze nauki jest kewstia podejscia do bezpieczenstwa ruchu drogowego. Wg najwybitniejszych absolwentow uniwersytetu spychologicznego za wypadki na drogach zawsze odpowiedzialny jest ktos inny lub cos innego. Nigdy my sami kierowcy. A to bylo za slisko a to za ciemno a to stal slup lub inne zwierze gdzie stac prawa nie mial. A to staruszka przechodzila za szybko a drugi raz za wolno, ten jechal za szybko a ten za wolno, tamten wyprzedzal a tamten byl wyprzedzany, rowerzysci, cyklisci i motocyklisci, plamy oleju, snieg padajacy w zimie zamarzajaca mrzawka na jezdni, pijani kierowcy i pijani piesi, pielgrzymki religijne, brawura i kultura, znaki i znaczki drogowe, swiatla latem i swiatla zima.... dlugo by mozna wymieniac. Jedno jest tylko pewne- My spycholodzy wiemy najlepiej!!!
        • emes-nju Czy ktos w tym watku nie wini kierowcy? n/t 28.02.08, 21:06


          • bigstrand Jest taki jeden sprawieliwy... 28.02.08, 21:27
            exspertem go zwia, bezpieczenstwo drogowe opanowal na wielu uczelniach, najwazniejsza to uczelnia zwana zyciem z fakultatywnym doswiadczeniem -to forma zartu emes, no offence

            odrobine powazniej:
            Odpowiedz na pytanie:
            Czy zlozonosc wypadku drogowego i wszystkie konsekwencje prowadzoace do "zdarzenia" jakim nazywamy wypadek pozwalaja ci wyciagnac smialy wniosek ze przyczyna zawsze jest jedna? Jedna w sensie liczba pojedyncza - np gorka? (tak jak w tym przypadku)
            Czy znasz teorie "wypadkowosci"? Czy wiesz co to jest tzw "wydolnosc ukladu"? (w kontekscie wypadkowosci oczywiscie)?
            • Gość: rekrut1 Re: Jest taki jeden sprawieliwy... IP: *.chello.pl 28.02.08, 23:05
              bigstrand napisał: ..........Czy zlozonosc wypadku drogowego i
              wszystkie konsekwencje prowadzoace do "zdarzenia" jakim nazywamy
              wypadek pozwalaja ci wyciagnac smialy wniosek ze przyczyna zawsze
              jest jedna? Jedna w sensie liczba pojedyncza - np gorka?

              Kilka lat temu widziałem taki wypadek: stałem jako czwarty na
              światłach, ulica dość wąska(skrzyżowanie też nie za szerokie)ktoś
              skręcał w prawo, przyblokował dlatego staliśmy. Po przeciwnej
              stronie na przystanku stał autobus, z prawej strony przez trawnik
              biegła do niego dziewczyna. Na skrzyżowaniu stało auto skręcające w
              lewo(z naprzeciwka) za nim spieszył się kierowca który bał się że
              nie zdąży na zielonym, wyminął(dość szybko) oczekującego na skręt z
              prawej strony i metr za pasami spotkał się z dziewczyną.
              Czy przyczyna tego wypadku była jedna?
              Pozdr.
              Pazdzioch
              • bigstrand Re: Jest taki jeden sprawieliwy... 28.02.08, 23:40
                Gość portalu: rekrut1 napisał(a):

                > bigstrand napisał: ..........Czy zlozonosc wypadku drogowego i
                > wszystkie konsekwencje prowadzoace do "zdarzenia" jakim nazywamy
                > wypadek pozwalaja ci wyciagnac smialy wniosek ze przyczyna zawsze
                > jest jedna? Jedna w sensie liczba pojedyncza - np gorka?
                >
                > Kilka lat temu widziałem taki wypadek: stałem jako czwarty na
                > światłach, ulica dość wąska(skrzyżowanie też nie za szerokie)ktoś
                > skręcał w prawo, przyblokował dlatego staliśmy. Po przeciwnej
                > stronie na przystanku stał autobus, z prawej strony przez trawnik
                > biegła do niego dziewczyna. Na skrzyżowaniu stało auto skręcające w
                > lewo(z naprzeciwka) za nim spieszył się kierowca który bał się że
                > nie zdąży na zielonym, wyminął(dość szybko) oczekującego na skręt z
                > prawej strony i metr za pasami spotkał się z dziewczyną.
                > Czy przyczyna tego wypadku była jedna?
                > Pozdr.
                > Pazdzioch

                W kategoriach prawnych dazymy do uproszczen i celem znalezienia przyczyny wypadku jest ustalenie winnego (aby go ukarac) W tym celu analizujemy zdarzenie pod katem ustalonych regol kodeksu drogowego, ktory to reguluje zachowanie uczestnikow ruchu.
                W kategoriach analizy wypadkow drogowych stosujemy szersze spektrum ocen, nie zawezamy sie tylko do kodeksu bo to tylko jeden aspekt sprawy. Nie kazde zlamanie regul kodeksu konczy sie wypadkiem. A celem calosci dzialan "crash investigation" jest lepsze zrozumienie zasad i regul jakie maja miejsce kiedy dochodzi do zdarzenia ktore powszechnie nazywamy wypadkiem drogowym. Po to by zapobiegac ich powstawaniu. To taki dzial nauki ktory zaklada "samounicestwienie" siebie samej jesli zda egzamin.
                W przykladzie powyzej jest dzieisiatki zmiennych ktore doprowadzily do wypadku, ale tylko ich wzajemne istnienie w czasie i przestrzeni zlozylo sie na nieporzadany (niepozadany z ludzkiego punktu widzenia) skutek. W probabilistycznym ujeciu to zdarzenie sie po prostu wydarzylo bo zmienne sie "zsumowaly" w taki a nie inny efekt
                • jane14 Re: Jest taki jeden sprawieliwy... 29.02.08, 08:34
                  Bardzo trafna analiza ja bym tylko obawiajac sie "absolwentow
                  uniwersytetu spychologicznego" dodał że w tym ciągu zmiennych są
                  zmienne zależne i niezalezne od nas (kierowców). Kierowca moze
                  kontrolowac tylko jedną (albo aż jedną), "swoją" zmienną. To dla
                  jednych mało dla drugich aż nadto.
                  A jest juz dawno znany sposób aby zawsze kontrolować ta swoją
                  zmienną na tyle by panować nad jej wzrostem, nazywa sie on PORD.
                  Tam znajdziemy recepty na to by w razie pojawienia się innych
                  zmiennych dostosować swoją zmienna tak aby wynik równania był < BUM!
                  Bo te recepty, to nie sa jak wielu sądzi wymysły "waadzy" to sa
                  właśnie reguły wynikłe z "... zrozumienia zasad i regul jakie maja
                  miejsce kiedy dochodzi do zdarzenia ktore powszechnie nazywamy
                  wypadkiem drogowym..."
                  Konia z rzedem komus kto da przykład wypadku bez złamania tych
                  reguł !

                  PS Mamy kolejny przykład kierowcy młodego który nadmiernie zaufał
                  swoim możliwościom, umiejetnosciom, technologii, a kompletnie olał
                  doswiadczenie innych. Pewnie tez uznał jak wielu mu podobnych, że
                  najistoniejszym zagrozeniem na drodze są piesi,
                  rowerzyści, "dziadki" babcie berety ...
            • emes-nju Re: Jest taki jeden sprawieliwy... 29.02.08, 14:59
              bigstrand napisał:

              > Czy zlozonosc wypadku drogowego i wszystkie konsekwencje
              > prowadzoace do "zdarze nia" jakim nazywamy wypadek pozwalaja ci
              > wyciagnac smialy wniosek ze przyczyna zawsze jest jedna?

              Poczytaj moje wpisy na forum - jestem jednym z nielicznych, ktorzy mocno polemizuja z takim prostackim stawianiem sprawy. Kazdy wypadek jest splotem wielu okolicznosci - czesto bardzo odleglych w czasie i przestrzeni.

              W tym konkretnie wypadku, najprosciej ujmujac, glowne przyczyny byly trzy: kierowca (jak popatrzy sie na szczatki auta, nie ma sie chyba zadnych watpliwosci), istniejaca od wielu lat i od wielu lat zabojcza hopka (ktora zrobiono "bezpieczna" dzieki postawieniu ZNAKU) i samochod (w rekach niedoswiadczonego w jezdzie takim autem kierowcy, to zabojcza bron).

              Calkiem prawdopodobne, ze wyeliminowaniu jednej z tych trzech przyczyn, do wypadku by nie doszlo - najgorsze jest to, ze najbardziej spektakularne dla bezpieczenstwa w tym miejscu, byloby usuniecie hopki. Wtedy moznaby tam w miare bezpiecznie i 300 km/h pojechac... Tylko, ze zlikwidowanie hopki kosztuje duzo pieniedzy - ZNAK nie :-/
              • bigstrand Re: Jest taki jeden sprawieliwy... 29.02.08, 16:00
                emes-nju napisał:
                > Calkiem prawdopodobne, ze wyeliminowaniu jednej z tych trzech
                przyczyn, do wypa
                > dku by nie doszlo - najgorsze jest to, ze najbardziej
                spektakularne dla bezpiec
                > zenstwa w tym miejscu, byloby usuniecie hopki. Wtedy moznaby tam w
                miare bezpie
                > cznie i 300 km/h pojechac... Tylko, ze zlikwidowanie hopki
                kosztuje duzo pienie
                > dzy - ZNAK nie :-/

                Zapewne zlikwidowanie tej hopy byloby spektakularnym osiagnieciem w
                bezpieczenstwie drogowym na tejze ulicy. Mniemam ze kandydowalo by
                do jakiejs swiatowej nagrody na najbardziej spektakularne
                usprawnienie kategorii bezpieczenstwa drogowego. Umozliwialo by
                jazde 300kph bezpiecznie. Takim osiagnieciem nie moga sie nawet
                pochwalic specjalnie zbudowane tory rajdowe. Robert Kubica bylby
                codziennie korzystal z osiagniec polskiej mysli bezpieczenstwa
                testujac swoje rajdowe BMW i to w centrum miasta... imponujace
                • emes-nju Re: Jest taki jeden sprawieliwy... 29.02.08, 16:14
                  Zamiast kpic, zarzuc cos mojemu tokowi rozumowania.

                  Czy zlikwidowanie ZABOJCZEJ OD LAT hopki nie wplyneloby pozytywnie na bezpieczenstwo? Czy gdyby hopki nie bylo doszloby do TEGO wypadku?
                  • bigstrand Re: Jest taki jeden sprawieliwy... 29.02.08, 19:17
                    Niewiem czy doszlo by do TEGO wypadku, moze nie, Ale z wiekszym prawdopodobienstwem doszloby do innego wypdaku (i dojdzie jeszcze nie raz) gdy w koncu na gorka zniknie pozwalajac na bezpieczny przejazd z predkoscia 300k/h. Nie istnieje publiczna droga na swiecie gdzie 200 czy 300 k/h predkosc jest bezpieczna
                    Chcialoby sie by doszlo wreszcie w Polsce do naprawde powaznej publicznej debaty na temat bezpieczenstwa drogowego. Warunkiem tego jest by wszyscy uzytkownicy drog brali w niej udzial, sama policja/drogowcy/PZU/rzad etc sprawy nie zalatwi. Otwarta dyskusja i zrozumienie skali tragedii polskich drog przez wszystkich odpowiedzialnych to najlepszy poczatek jej zainicjowania. Mam wrazenie jednak ze w kraju zamiast pochylic sie nad problemem prasa wraz z niedouczonymi dziennikarzami idzie na latwy zer szukajac winnych. Tym razem padlo na gorke, innym razem byly to drzewa, potem sa tiry i rowerzysci. Ty dla przykladu upodobales sobie znaki jako latwy cel. Trudno zaprzeczyc ze kazda z osobna z tych rzeczy jakos jednostkowo ma znaczenie, ale w kopleksowej rzeczywistosci poslich drog to tylko polowanie na czarownice. Tak dzieje sie od lat i nic a nic sie z tym nie robi, kazdy oczekuje ze kto inny ma ten problem rozwiazac. Stad moje pojecie spychologii z postow powyzej.
                    Ten wypadek zamiast wzbodzic wsrod mediow jakas pozytywna reakcje i zaczac nazywac rzeczy po imieniu to mamy jak zwykle to co mamy... tym razem gorke. Co odwazniejsi cos tam bakaja o tym ze to nieodpowiedzialne jechac 200kph, bez wzgledu na warunki ale sa zagluszani przez "ekspertow" kolegow tego eksperta ktory walczy w szpitalu o zycie bo zabraklo mu wyobrazni. J jak mantra przetacza sie przez media ze "Maciek ekspertem przeciez jest"... Czyzby?
                    A za pare tygodni akcja "bezpieczny powrot" tak jak co roku... A moze by tak bezpiecznie powracac bez "akcji"?
                    • emes-nju Re: Jest taki jeden sprawieliwy... 29.02.08, 19:35
                      bigstrand napisał:

                      > Chcialoby sie by doszlo wreszcie w Polsce do naprawde powaznej
                      > publicznej debaty na temat bezpieczenstwa drogowego.

                      Na razie mamy monolog spoleczny. Z nazywaniem wariatami czy piratami w roli glownej figury retorycznej :-/

                      > Warunkiem tego jest by wszyscy uzytkownicy drog brali w niej
                      > udzial, sama policja/drogowcy/PZU/rzad etc sprawy nie zalatwi.

                      Ale oni powinni zaczac, bo my, kierowcy, zaczac, bez naraznia portfeli/zdrowia/zycia, za bardzo nie mozemy... Waaaadza powinna zaczac w bardzo podobnym do Tuskowego klimacie. Tusk zapowiedzial, ze chcialby, zeby parlament wiecej przepisow w tej kadencji zlikwidowal, niz stworzyl - polskim drogom przydaloby sie przewietrzenie z koszmarnej nadregulacji. Polskim drogom przydalby sie ktos, kto mialby dosc odwagi, zeby pozdejmowac te tony zbednej, "przyozdabiajacej" (bo zadnej innej funkcji nie pelniacej) pobocza blachy.

                      > Tym razem padlo na gorke, innym razem byly to drzewa, potem sa tiry
                      > i rowerzysci. Ty dla przykladu upodobales sobie znaki jako latwy
                      > cel. Trudno zaprzeczyc ze kazda z osobna z tych rzeczy jakos
                      > jednostkowo ma znaczenie, ale w kopleksowej rzeczywistosci
                      > poslich drog to tylko polowanie na czarownice.

                      Wrecz przeciwnie! Te "jednostkowe znaczenia" daja pelny obraz naszych drog. Przeciez jezdzac nie wyselekcjonowujemy sobie konkretnych tematow, a zwracamy uwage na calosc - od znakow, poprzez TIRy, po wetrepy.

                      > Tak dzieje sie od lat i nic a nic sie z tym nie robi, kazdy
                      > oczekuje ze kto inny ma ten problem rozwiazac. Stad moje pojecie
                      > spychologii z postow powyzej.

                      Jest spychologia. Zarzadzajacy drogami spychaja cala odpowiedzialnosc za ruch drogowy na kierowcow - nie ma takiej dziury, ktora w magiczny sposob nie stalaby sie "bezpieczna", po postawieniu ZNAKU (pojecie magiczne). Mi sie wydaje, ze racjonalniej byloby wyremontowac droge, a zarzadcy drog (i czesc skazonych homo sovieticus) uwazaja, ze ZNAK wystarczy. Wystarczy! Swietnie sluzy jako DUPOCHRON dla stawiajacego ZNAK - on przy zarwanej jezdni postawil, a jak kierowca sie nie dostosowal...
                      • Gość: rekrut1 Re: Jest taki jeden sprawieliwy... IP: *.chello.pl 29.02.08, 21:50
                        Trzeba sobie uświadomić że "demonów prędkości" nie da się
                        wyeliminować z _dróg_. Nie tylko naszych ale ogólnie. Tacy byli są i
                        będą zawsze i żadne "udoskonalenia" nic nie pomogą. W Melbern na
                        freeway(przecinającej miasto)na łuku drogi postawiono betonowe
                        zapory (2-3m. wysokie)oddzielające przeciwległe pasy ruchu. Można na
                        nich zobaczyć ślady hamowania biegnące do nieba.
                        Gdyby skasowali "górkę" przy takiej jeździe pewnie doszło by do
                        wypadku trochę dalej.
                        Dlatego proponowana "krucjata" ma marne widoki. Zamiast "Narodowej
                        Debaty" (tylko o czym?) warto zacząć walczyć o poprawę stanu dróg, o
                        prawidłowe ustawianie znaków(pionowych, poziomych, świetlnych), o
                        ukręcenie samowoli(a może nadinterpretacji)urzędniczej, o zwykłą
                        normalność na naszych drogach a tych co za szybko zostawmy
                        "drogówce" i tylko jej(bez uzurpatorów).
                        Tak nam dopomóż Bóg.(no może to zbyt hamerykańskie)
                        Pozdr.
                        Pazdzioch
                      • jane14 Spójrzmy prawdzie w oczy . 29.02.08, 23:27
                        Próbujesz Emes, jeśli wierzyć znanym faktom, dorobić matrylologie do zwykłego chuligańskiego wybryku który zakończył się tragedią a finał znajdzie zapewne w sadzie o ile kierowca dożyje albo o ile w ogóle znajdzie się kierowca.
                        Wrzuć na luz.
                        Już ras broniłeś tu z uporem godnym lepszej sprawy kryminalisty (tego z wiaduktu). Tyle że on coś chyba zrozumiał a może tylko udawał przed kamerą. Ty nadal udajesz ze nic nie rozumiesz.
                        Może to szpan może rzeczywiście jesteś przekonany do tej "ideologii" ale w efekcie jesteś niestety niesmaczny.
                        Niestety czy chcesz czy nie, ale to miedzy innymi tacy jak ty są współwinni tych tragedii. Rozmydlanie odpowiedzialności, usprawiedliwianie głupoty, i inne górnolotne wywody podobne do twoich mogą mieć tylko jeden efekt. Znów jak i z wielu innych spektakularnych wypadków nic nie wyniknie, za parę tygodni następny "szybki-bezpieczny" zginie/zabije testując swoje auto/możliwości w przekonaniu że to nie 200/h zabija tylko "hopla",znaki,suszarki fotoradary ...
    • foreks bylem na miejscu tragedii 28.02.08, 20:55
      zapalic znicz. odleglosc sladow na trawie od krokwi, kat (!!!) sladow na trawie
      do jezdni, wysoki kraweznik, gliniaste wybrzuszenia tuz zanim wskazuja na
      zupelnie inny przebieg zdarzenia. 360ka wystartowala ze swiatel na walbrzyskiej
      i nie miala szansy tam dobic do 200km/h - to nie nawierzchnia z lotniska dla
      dragsterow na cwiartke.

      moglo byc 150km/h n zegarze /czyli zadne halo/, kierowca stracil na muldzie
      panowanie /i raczej nie jechal na wprost, a zmienial pasy ruchu, bo na wprost
      ferrari nawet w polu pojedzie na wprost/, ale walczyl dlugo - chociaz MZ nie
      jest najlepszym kierowca, w przeciwienstwie do jego siostry. uderzyl w
      kraweznik, gline i moze 70-80km/h central w filar.

      i tu plastkowa wydmuszka ukazala, jakim jest samochodem.
      • Gość: na zimno Moj ostatni post na ten temat. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.02.08, 10:30

        I nie dotyczy on personalnie osoby Z.

        Dotyczy to kazdego: mezczyzny czy kobiety - kierowcy z ambicjami
        jezdzenia czyms lepszym, szybszym i wyjatkowym.

        To sa pytania bardzo proste:

        1. Czy czlowiek zzyty z motoryzacja od dziecka, majacy rozne
        doswiadczenia zyciowe, takze doswiadczenie jako kierowca, moze byc
        AZ TAK nieobiektywny w ocenie mozliwosci swoich i pojazdu?

        2. Czy fakt zasiadania za kierownica bolidu wylacza swiadomosc?

        3. Czy dorosly czlowiek moze pozwolic sobie na takie praktyki
        w normalnym srodowisku miejskim?

        4. Czy warto wytwarzac atmosfere szpanu w srodowisku, w ktorym
        sie zyje, tylko po to, aby wyjsc na "tych wspanialych"?

        ...czy warto...

        To sa pytania do motoryzacyjnych zurnalistow.
        Niech sie zastanowia. Bo warto.
      • z7z ????? 29.02.08, 11:13
        foreks napisał:

        > 360ka wystartowala ze swiatel na walbrzyskiej
        > i nie miala szansy tam dobic do 200km/h -

        Przeciez to jakies 700 metrow. Auto z takim przyspieszeniem jak Ferrari bez
        problemu osiaga 200 km/h na takim odcinku.
        • z7z Re: ????? 29.02.08, 13:47
          Przykladowo taki F50 przyspiesza (w idealnych warunkach) do 200 km/h w niecale
          13 sekund, co daje dystans 364 metrow.

          Mysle, ze 700 metrow wystarczyloby spokojnie do rozpedzenia sie do 200 km/h
          nawet "zwyklemu" mocniejszemu samochodowi.
          • foreks Re: ????? 01.03.08, 14:01
            zapewniam Cie, ze do hopy nie ma 700 metrow. jest moze polowa, dzis zmierze.

            oraz pulawska to nie tunel aerodynamiczny i nawierzchnia jak blat o
            wlasciwosciach butaprenu. fabryczne osiagi ni jak sie maja do realiow.
            • z7z Re: ????? 02.03.08, 10:07
              Nie przesadzaj. Przyspieszenie samochodu nie jest mierzone w zadnym tunelu
              aerodynamicznym ani na nawierzchni z butaprenu. To banalna wielkosc mierzona w
              zupelnie banalny sposob.
              Przeciez pomiary w normalnych warunkach np. w testach czasopism samochodowych
              nie odbiegaja od danych fabrycznych.

              Nawet zupelnie przecietne auto przyspieszajace w 10 sekund do 100 km/h
              potrzebuje przy takim przyspieszeniu mniej niz 600 metrow, zeby sie rozpedzic do
              200 km/h.
              Zakladajac oczywiscie, ze sie nie pomylilem w moich obliczeniach :))))))
    • Gość: tomek jak zrobić ludziom wodę z mózgu IP: *.chello.pl 28.02.08, 21:11
      Z własnego doświadczenia - przejechałem to miejsce nie raz z prędkością ~100 km/h bez walnięcia głową w sufit itp. Jedyne co cierpiało to "dobite" amortyzatory. Brak wrażenia utraty kontroli nad autem, ale może trzeba wziąć pod uwagę, że to normalna osobówka, francuz a zatem miękko zestrojone zawieszenie i przedni napęd?

      Bujda pt: "świadkowie mówią, że auto jechało ~200kmh".
      Na jakiej podstawie?
      a) jechali równolegle lub za nim z tą samą prędkością?
      b) świadkowie to drogówka z fotoradarem?
      c) świadkowie mają prędkościomierz w oczach?

      Skoro ani a), ani b) oraz ani c), to może lepiej nie promować takich bzdur? Bo może się okazać, ze jechali np. zaledwie 120km/h, ale z uwagi na to, że dużą część odcinka przelecieli, a reszte przejechali bokiem, to niewiele zwolnili? A może jechali 230 km/h, co daje o 45% większą energię uderzenia niż przy 200? A może itp. itd...

      W każdym razie wyrokowanie ile jechali pozostawmy jednak biegłym, a nie "świadkom" lub "ekspertom z telewizji".

      --

      Kolejną bujdą jest apel o oddawanie krwi dla MZ. Codziennie na drogach giną piesi, kierowcy którzy jechali z przepisową prędkością. Przecież nawet jeden z forumowiczów doświadczył niedawno takiego wypadku. I co? Czy nagłaśnia się apele o krew? Czy w tym kraju aby mieć szanse na dobre leczenie trzeba być skończonym debilem? Zamiast czytać 7 newsów o wypadku Zientarskiego, wolałbym dowiedzieć się co z sercem Wałęsy, jak operacja itp. Póki co to Wałęsa jest bardziej znany i bardziej przysłużył się narodowi, a jak się okazuje - jego życie też jest zagrożone.


      ---

      Kolejna bzdura - tvn i "materiały nadsyłane przez telewidzów". Tego zachowania nie ogarniam - ludzie kręcą komórkami filmy, nie widać na nich błyskających kolorowych świateł (niebieskich, czerwonych lub żółtych) natomiast widać świetnie płonące auto. Może warto ruszyć dupę z auta, wziąć gaśnice i próbować gasić auto? wiem że jedną gaśnicą można sobie conajwyżej papierosa zgasić, ale 15 robi już siłę (a co najmniej tyle aut stoi i przygląda się tragedi).

      Widziałem już w necie podobną sytuację (choć nagraną już w obecności służb) gdzie ludzie zamiast skupić sie na jeździe na autostradzie, nagrywają film z rozbitym na 2 części bmw, autokarem i 3 rozczłonkowanymi zwłokami rozwalonymi na jezdni. Czy nasz kraj zbliża się kulturowo do standardów bizantyjskich rodem z bułgarii, gdzie sytuacja miała miejsce? Może czas wyedukować społeczeństwo, że gaśnice w samochodzie wozimy po to, żeby (próbować chociaż) gasić, a nie po to, żeby mieć haka na Niemców w sporach przygranicznych.

      ---

      Ostatnia bzdura - tłumaczenie ludziom, jakoby ta dziura w jezdni wyrosła nagle przed biednym Zientarskim. Jak zauważono wcześniej, już kilka osób zginęło w tamtym miejscu. Dziura ta jest legendarna, każdy kto choć raz jechał tą droga wie o niej, gdyż w tym miejscu prędkości 80-100 są niestety standardowe, a przyprawiają amortyzatory o głuchy jęk. Czy Zientarski nie wiedział po tej dziurze? Nie wierzę.

      Ale jeśli nie wiedział, to czemu tam testował auto? Pomijając fakt, że do tego służą zamknięte tory lub odcinki jezdni, to z dróg publicznych mamy w Warszawie kilka lepszych miejsc - choćby wyremontowany asfalt na Wisłostradzie, trasę Siekierkowską, niektóre odcinki trasy Łazienkowksiej oraz Toruńskiej. W godzinach innych niż 22.00. Np o 2.00, gdy ruch jest na prawdę niewielki.
    • jane14 Puenta ? 29.02.08, 10:43
      … wspomina Barański. Jak pisze dziennikarz, Jarosław Zabiega nie bał
      się prędkości, lecz jeśli siadał za kierownicą,
      prowadził "bezpiecznie i z głową".
      • Gość: na zimno Co to znaczy "bac sie predkosci"? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.02.08, 10:54

        Przeciez to czlowiek kierujacy pojazdem o tym decyduje,
        z jaka predkoscia jedzie, niezaleznie od ograniczen badz braku
        ograniczen. Bac sie lub nie bac - to nie ma nic do rzeczy.

        Pozostaje pytanie w jakich warunkach te predkosc osiagac.
        Jak ktos sie boi, to niech od razu schowa prawo jazdy
        do szuflady. Jezeli obszar ruchu WYKLUCZA pewne wartosci predkosci,
        to nalezy to przyjac do wiadomosci.

        Pilot nie koluje po lotnisku z predkoscia startowa.



        • jane14 Strach jest zaprogramowanym mechanizmem ... 29.02.08, 11:35
          ...przetrwania. Jesli ktos twierdzi że sie nie boi, to albo kłamie
          albo własnie jest na najlepszej drodze by nie przetrwać.
          Strach powstrzymuje nas od działań niebezpiecznych i na poziomie
          normalnej osoby z reguły ściśle wspólpracuje z rozsadkiem stąd
          czesto bywa utożsamiany z nim. Strach jest zresztą mechaniżmem
          wrodzonym wiec osoba pozbawiona strachu jest w pewnym sensie kaleką.

          Oczywiście trzeba oddzielić pojecie odczuwania strachu od panowania
          nad nim.
          Jesli ktos rzeczywiście nie panuje nad strachem zapewne powinien
          rezygnować z pewnych rzeczy np. kierowania pojazdem, szczególnie w
          Polsce.
          Jesli ktos się boi ale strach go nie paraliżuje myślę że moze śmiało
          prowadzić auto (siebie zaliczyłbym do tej grupy).
          Ale jeśli ktos sie nie boi no to niestety ja uważam, że jest bardzo
          niebezpieczny i to nie tylko dla siebie ale i dla innych. I nie
          tylko w ruchu drogowym ale w każdej dziedzinie.

          PS oczywiście strach "przed prędkością" sam w sobie mozna by uznać
          za irracjonalny, ale zupełnie sytuacja inaczej wyglada jeśli powiesz
          strach "przed skutkami predkości" a tak jest ona raczej powszechnie
          rozumiany.
          • Gość: na zimno Re: Strach jest zaprogramowanym mechanizmem ... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.02.08, 11:59

            Ogolnie zgadzam sie, jednak mnie chodzilo o klasyfikowanie
            kwalifikacji kierowcy w kategoriach odczuwania badz nie odczuwania
            strachu i wyciaganie na tej podstawie innych ogolnych wnioskow
            dotyczacych np umiejetnosci za kolkiem.

            To jest bez sensu.
        • habudzik Re: Co to znaczy "bac sie predkosci"? 29.02.08, 16:04
          Gość portalu: na zimno napisał(a):


          > Pilot nie koluje po lotnisku z predkoscia startowa.

          A wiesz dlaczego ?
          • kozak-na-koniu Re: Co to znaczy "bac sie predkosci"? 01.03.08, 14:06
            Bo na wszystkich lotniskach na wszystkich pasach i drogach do
            kołowanie co kilometr rozstawiono fotoradary.:-P
            • habudzik Re: Co to znaczy "bac sie predkosci"? 01.03.08, 15:06
              No dobrze Koza , wiem że jestes upośledzony ale czy wiesz dlaczego ?
      • Gość: foreks Re: Puenta ? IP: *.acn.waw.pl 01.03.08, 15:01
        jezeli ktos sie nie boi predkosci tzn, ze jedzie za wolno.
    • tiges_wiz Przejazd przez hope Zientarskiego 01.03.08, 15:30
      pl.youtube.com/watch?v=V2vGcBXBi94
      w sumie lekko bujnelo autem, ale nawet ci przede mna co jechali tam ciut
      szybciej przejechali ja bez problemu. Mysle ze problemy zaczynaja sie tam kolo
      140-150 km/h (ale nie bede sprawdzal).


      Ferrari z racji niskiego twardego zawieszenia moze sie tam dobic.
      • Gość: tomek Re: Przejazd przez hope Zientarskiego IP: *.chello.pl 01.03.08, 22:57
        Dałem radę chyba stówą (90+), ale szkoda mi zawieszenia na taką zabawę. Nie miałem wrazenia utraty kontroli nad pojazdem, ale auto osobowe miękko zawieszone. Trzeba (tzn zasadniczo trzeba przy prędkościach > 50) trzymiać kółko oburącz.
      • Gość: foreks Re: Przejazd przez hope Zientarskiego IP: *.acn.waw.pl 01.03.08, 23:02
        nawet przy 200-240km/h nic sie nie dzieje na tej muldzie, ale to dotyczy aut
        nieuposledzonych jakims wydumanym, rzekomo ekskluzywnym tylnim napedem. tylko
        AWD i aktywne dyfry.

        do hopy ze swiatel jest nieznacznie powyzej 400m. na cwiartke modena robi 13s,
        czyli 170km/h - w warunkach laboratoryjnych. na pulawskiej moze max 140 miala na
        zegarze, ale i w to nie wierze, bo nierownosci=brak pelnej przyczepnosci, zatem
        tu znaczaco nizsze osiagi.

        slady na trawie sa ponad 30 m od hopy, czyli walczyli. kraweznik jest wysoki,
        malutki wal ziemny powstaly przez zapadanie sie jezdni jest wyzszy nizli sam
        kraweznik, a modena musiala w niego przydzwonic. zapewne predkosc z jaka
        uderzyli w filar wynosila moze max 80km/h.

        tylko to jest plastikowe auto...

        jezdzilem roznymi samochodami, nawet takimi jak modena i nie wierze, by to auto
        bezwladnie samo przez sie stracilo panowanie. stawiam duzo, ze zientar
        zwyczajnie wylaczyl esp, bo to w modenia dziala z opoznieniem, ale jakze ku rwa
        brutalnie. inaczej na suchym zdazyloby sie auto wyprostowac.
        • Gość: tomek Re: Przejazd przez hope Zientarskiego IP: *.chello.pl 01.03.08, 23:07
          O ile startował z tych świateł od 0... Przecież mogło być zielone :)
          • Gość: foreks Re: Przejazd przez hope Zientarskiego IP: *.acn.waw.pl 01.03.08, 23:43
            pierwszej pomocy udzielala moja znajoma - zone tego lekarza, o ktorym trabil TVN24.
        • tiges_wiz Re: Przejazd przez hope Zientarskiego 01.03.08, 23:23
          > nawet przy 200-240km/h nic sie nie dzieje na tej muldzie, ale to dotyczy aut
          > nieuposledzonych jakims wydumanym, rzekomo ekskluzywnym tylnim napedem. tylko
          > AWD i aktywne dyfry.

          Bzdety piszesz takie, ze nawet nie chce mi sie flamemowac ;)
          Jest kilka powodow, dlaczego te auta sa rwd. to cos chodzi o mase i opor
          aerodynamiczny. Poszukaj.
          • Gość: foreks Re: Przejazd przez hope Zientarskiego IP: *.acn.waw.pl 01.03.08, 23:45
            nie rozumiem. wydumany tylni naped i opor aerodynamiczny nie sa stworzone do
            robienia hopy, za to niektore auta z tego slyna.
            zapewne nie zrozumiales mojej wypowiedzi, hopAfully :)
            • tiges_wiz Re: Przejazd przez hope Zientarskiego 01.03.08, 23:53
              pewnie tak ;) RWD i silniki cetralne zdecydowanie wola tory plaskie jak stol.
              • Gość: foreks Re: Przejazd przez hope Zientarskiego IP: *.acn.waw.pl 02.03.08, 00:04
                staly AWD, aktywne dyfry i porzadne stabilizatory wiecej wybaczaja ;)
                • tiges_wiz Re: Przejazd przez hope Zientarskiego 02.03.08, 00:11
                  zakladam ze kierowcy wyścigowi na torze sie tym nie przejmuja ;)
        • z7z Re: Przejazd przez hope Zientarskiego 02.03.08, 10:29
          Gość portalu: foreks napisał(a):

          > do hopy ze swiatel jest nieznacznie powyzej 400m.

          A moze jednak znacznie powyzej? Do filarow jest przeciez ponad 700 metrow.

          > na cwiartke modena robi 13s, czyli 170km/h - w warunkach
          > laboratoryjnych. na pulawskiej moze max 140 miala na zegarze,

          Do 200 km/h Modena przyspiesza w 16,4 s. Do rozpedzenia sie do tej szybkosci
          potrzebuje 460 metrow a wiec "nieznacznie powyzej 400m"

          I przyspieszenie nie jest mierzone w zadnych "warunkach laboratoryjnych"!
          Wiekszosc czasopism regularnie przeciez robi pomiary przyspieszenia testowanych
          samochodow w normalnych warunkach i wyniki nie odbiegaja od danych fabrycznych.


          • Gość: foreks Re: Przejazd przez hope Zientarskiego IP: *.acn.waw.pl 02.03.08, 10:51
            ciesze sie, ze jestes takim wiernym czytelnikiem pism motoryzacyjnych. ja zas
            mam przyjemnosc na co dzien jezdzic autkiem niewiele wolniejszym od modeny i
            zapewniam Cie, ze praktyka wyglada zgola odmiennie, niz teoretycy na forum
            internetowym glosza. 700m? mierzyles? ja tak.
            • z7z Re: Przejazd przez hope Zientarskiego 02.03.08, 13:27
              Gość portalu: foreks napisał(a):

              > mam przyjemnosc na co dzien jezdzic autkiem niewiele wolniejszym od
              > modeny i zapewniam Cie, ze praktyka wyglada zgola odmiennie,

              Czyli tylko myslisz ze masz autko "niewiele wolniejsze od modeny" choc masz auto
              o wiele wolniejsze od modeny.
              Przyspieszenie to banalna wielkosc mierzona w banalny sposob. Roznice pomiarow w
              normalnych warunkach sa minimalne.

              > 700m? mierzyles? ja tak.

              Ja tez ale nie "na oko" tak jak ty.
    • inguszetia_2006 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 02.03.08, 09:41
      Witam,
      Cieszę się, że tutaj pojawił się ten wątek, bo... Puławską na tym
      odcinku jeżdżę codziennie. Przyznaję się bez bicia, że śmigam 80, a
      nie 50, jak znak nakazuje. Mimo tego jestem jednym z najwolniej
      jadących pojazdów.To daje do myślenia;)Uskoków na których można się
      pobujać jest tam kilka, dokładnie trzy;)Znam je dobrze, bo moja
      córka je uwielbia;)Nazywamy je "bujanką";) Nie są groźne i
      niebezpieczne, jeśli nie przekracza się 100. Kierowca Ferrari
      przegiął pałę, narażał innych, zachował się jak gnój w krótkich
      spodenkach. Cudem przeżyłam spotkanie na tym odcinku z innym
      poje...cem, bo na wysokości muru wyścigów konnych postanowiłam
      zmienić pas. Spojrzałam do lustereczka, pusto, głucho,można
      uskuteczniać manewr i co...? Nagle śmignął koło mojego lusterka
      jakiś obs..aniec w BMW... Skąd się wziął? Otóż, gdy zaczynałam
      manewr był pod wiaduktem, a 5 sekund później koło mojego samochodu.
      Z jaka prędkością jechał? 200? 220? Nie wiem, ale była to prędkość
      naddźwiękowa na tym odcinku. Prześlizgnał się z pomiędzy mną a
      samochodem na drugim pasie i nie zwolnił... Po kilku sekundach
      zniknął mi z pola widzenia. Jak ktoś ma ambicję być samobójcą, to
      bardzo proszę, ale niech mnie w tę zabawę nie wciąga. Tak, wiem,
      jestem potworem. Ale w tym przypadku nie współczuję. Jedziesz za
      szybko, nie umiesz dostosować się, jesteś panem i władcą drogi, to
      ponoś konsekwencje.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • apache5 Re: tragiczny wypadek Ferrari w Wawie 02.03.08, 09:49
        Ma Pani rację, tragedia rodziny ale w tym wypadku mogło być więcej ofiar. Ja też
        sobie takiego zachowania na drodze nie życzę i nie znajduje wytłumaczenia, że
        ktoś może taki sposób zagrażać mnie i moim bliskim. Okrutne ale prawdziwe.
        Jedyna rada, przepuścić takich do przodu jak najdalej i najszybciej, jeżeli
        zdąży się Go zauważyć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja