Gość: rob
IP: *.mroczna.net.pl
03.09.03, 14:41
Szukam rady jak dochodzić swego po wypadku w którym brałem udział. jechałem
z gościem jako pasażer (obcy dla mnie klient, który prawie mnie zabił przez
swoją głupote). Doszło do wypadku, wypadliśmy z drogi i zaliczylismy drzewo
przy prędkości prawie 200km/h na zakręcie oznaczonym i ograniczeniu
prędkości do 50km/h. miałem liczne urazy wewnętrzne i po operacji przy dużym
szczęściu z tego sie wylizałem. Sprawe przejął prokurator o spowodowanie
wypadku z bezpośrednim zagrożeniem życia. sprawa trafiła do sądu, ja mogłem
występować jako oskarżyciel posiłkowy, ale zrzygnowałem z tej funkcji i
tylko zeznawałem jako świadek. minęlo od wypadku 4 lata i nic. Sprawca ma na
tyle dużo kasy by adwokaci wymyslali rózne linie obrony przytocze choćby
dwie:
1.źle wyprofilowany zakręt, powołali biegłych od budowy dróg którzy to woimi
ekspertyzami poparli oczywiście że nie była najlepiej zbudowana droga.
2.drzewo zostało posadzone nie w tym miejscu bo jakby stało dalej od drogi
to by w nie nie walnął (a rosnie sobie drzewko od ładnych kilkuset lat za
poboczem i za rowem) no ale zdaniem obrońcy zbyt blisko.
Nie mam mowy natomiast o prędkości, głupocie itd. (biegły z PZMotu ustalił
na wnisek prokuratury prędkość - po przejechani rowem ok. 60m i skoszeniu 5
małych drzewek na szóstym potężnym zatrzymaliśmy się z prędkością 182
km/h!!!!.
dowiedziałem się że zanim się sprawa karna nie zakończy nie mogę założyć
sprawy cywilnej o odszkodowanie, bo nie ma winnego.
CO ZROBIĆ????