Gość: Romek.
IP: *.lot.pl
14.09.03, 13:58
Miałem ostatnio okazję korzystać z szosy radomskiej, jadąc na Air Show i
wracając z niego do Warszawy. Teraz wiem dlaczego pokutuje nazwa "droga
śmierci" jaką nadano tej trasie. Długie odcinki prostej i nowa obwodnica
Białobrzegów wyzwalały w wielu kierowcach samobójcze instynkty.
Najniebezpieczniejsze były tzw. "pędzące korki", czyli grupa pojazdów
jadących w niewielkich odstępach i tasująca się nieustannie. A wszystko to
przy prędkości 120-160 km/h. Kierowcy w starych samochodach starali się
udowodnić tym w nowych, że nie są gorsi, a ci w nowych - że właśnie jest
odwrotnie. Wyprzedzanie poboczem było normą, a raz o mało co nie zgarnęli
człowieka sprzedającego owoce przy drodze.Do tego "ruskie" w przeładowanych
brykach z lat 70-tych, zdezelowane PKS-y, nie pozwalające się wyprzedzić TIR-
y,debile na motorach, którzy musieli wyprzedzić wszystkich i wszystko -
obojętnie po której stronie. Raz taki ułan ominął wysepkę na środku szosy z
lewej strony, powodując ucieczkę na pobocze jadących z przeciwka. Ja również
miałem widzenie trzeciego stopnia z wariatem. Jadąc prawym pasem zobaczyłem,
że zza wzniesienia wypada na mnie Focus, który wyprzedzał "na czwartego" pod
górę... Musiałem uciekać na swoje pobocze. Dobrze, że nie stał tam ktoś z
owocami. No i zupełny brak policji. Uważam, że na takiej trasie przy okazji
wielkiej imprezy powinno się drogi dojazdowe do Radomia poddać szczególnej
kontroli, bo inaczej jest to nieustająca corrida bałwanów i pomyleńców.
Tymczasem policja zakończyła swoją działalność za rogatkami Radomia. A część
kierowców uważa, że jak widzą przed sobą w miarę pustą szosę, to mogą gnać
bez opamiętania, za nic mając wszelkie przepisy i zdrowy rozsądek. No bo
przecież jest pusto...Rzadko kto jedzie swoim tempem. Wyprzedzani chcą się
odgrywać i wariują bez sensu, a najważniejsze jest to, żeby jadącego przed
dogonić i WYPRZEDZIĆ. Albo zginąć..