emes-nju
02.06.08, 14:28
Zglaszam sie i oczywiscie nikt nic nie wie.
Oni nie maja tam nawet bazy danych, ktora zmiescilaby sie w "sprytniejszym" telefonie komorkowym - kto, gdzie, kiedy i z kim. Po polgodzinnym szukaniu, panowie dotarli do odpowiedniej teczki (pana, ktory sie ze mna umowil nie bylo w pracy) i po kolejnych 15 min. rozpoczelo sie przesluchanie.
Przesluchanie trwalo ze 45 min. Przesluchanie, jak przesluchanie - nic ciekawego.
Oczywiscie po podpisaniu zeznan przesluchanie rozpoczalem ja :-) Dlaczego mnie pytaja, skoro na skrzyzowaniu jest kamera, zapis z ktorej bez cienia watpliwosci powinien wykazac kto winien. Okazalo sie, ze policja nie ma zapisu z niej. To ostatnia rzecz do jakiej zagladaja... Dlaczego? Dlatego, ze (jak wyrazil sie przesluchujacy mnie) ci, ktorzy decyduja o zakupie sprzetu, nie zadaja sobie trudu przepytac tych, ktorzy beda z niego korzystac, jakie maja wymagania. Kamera (o bardzo wysokiej rozdzielczosci) na skrzyzowaniu nie obejmuje wiec skrzyzowania szerokokatnym obiektywem (i nie jest podlaczona do systemu sygnalizacji), a "losowo" przeskakuje z miejsca na miejce - uchwycenie wiec przez taka kamere konkretnego zdarzenia (wydarza sie w ulamku sekundy), jest podobnie prawdopodobne do trafienia w totka (no dobra - troche bardziej :-P ).
Dalej. Pierwsza przyczyna wypadku bylo to, ze facet stojacy za sygnalizatorem, jak zrobilo sie miejsce, ruszyl juz na czerwonym, ktorego nie widzial, bo sygnalizator stal za nim. Policjant powiedzial, ze przez bardzo dlugi czas drogowka walczyla o nielikwidowanie powtorzonych sygnalizatorow stawianych za skrzyzowaniem... Ale waaadza wie lepiej i unifikuje przepisy z unijnymi (mniej wiecej tak samo zasadnie jak bylo z "zielonymi strzalkami") :-/
Ech, szkoda gadac...