Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo?

04.06.08, 19:33
Nikogo dzisiaj chyba nie dziwi skomplikowana procedura startowa nie tylko
promu kosmicznego czy wielkiego samolotu pasażerskiego, ale nawet małej awionetki.
Dialog z wieżą, stosowanie sie do poleceń, przelot na zadanej wysokości z
zadaną prędkością.
Do tego dochodzą określone wymagania techniczne, certyfikaty, przepisy dot.
czasu pracy pilotów itp.

Nadmiar biurokracji?
Chyba nie - dzięki temu z reguły wiadomo, co jest w powietrzu, z jaką leci
prędkością i na jakiej wysokości.
W skrócie - wiadomo, czego można się spodziewać, i jak zaplanować manewry innych.

Na drodze z grubsza też powinno tak być - w wiosce zza zakrętu nie wyleci nikt
z trzycyfrową prędkością, planując wyprzedzanie na drodze jedno jezdniowej nie
trzeba zakładać, że pół kilometra do wzniesienia to może być za mało, bo nie
lata się tam 140-160/h.
Wyjeżdżając ze skrzyżowania nie trzeba obawiać się wyprzedzającego tam ktosia,
przechodząc przez przejście nie obawiać się potrącenia przez wyprzedzającego
tego zwalniającego.

Jak jest naprawdę, wie każdy, kto trochę po naszych drogach pojeździł.
My po prostu wiemy lepiej, jakie przepisy można łamać...

................................................................

Witamy Państwa na pokładzie linii HuzAir!
Proszę nie zawracać sobie głowy kamizelkami ratunkowymi i zapinaniem pasów - i
tak nie wszystkie są sprawne.

Nasi piloci nie będą czekać na zezwolenie na start - sami wiedzą też jak
wysoko i jak szybko będą lecieć, mają dobry antyradar i potrafią lecieć
poniżej linii radaru - latali kiedyś nad Bagdadem.

Nasze bilety są tańsze, bo nie ubezpieczamy się i omijamy opłaty lotniskowe -
lądujemy cichaczem gdzie się da.

Proszę nie pytać o certyfikaty przeglądów technicznych i resursy silników -
jakoś nad tym panujemy swoim sumptem.

Na pokładzie można palić i pić alkohol, tylko proszę nie zapomnieć o personelu
- nas też wypada poczęstować ;-).
Proszę tylko głośno nie krzyczeć - kapitan sygnalizował, że załogę bolą
dzisiaj głowy - nie spali od trzech dni...

Linie HuzAir życzą miłej podróży!

Może nie będzie szybciej ale na pewno będzie ciekawiej!
................................................................

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • edek40 Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 04.06.08, 21:50
      To dogmatyczny truizm.

      Wiekszosc obywateli nie jezdzi 140-160 km/h na drodze gminnej. Ci zas, ktorzy tak robia powinni liczyc sie z rozstaniem z prawem jazdy na dlugo, a moze nawet z rozstaniem sie z wolnoscia. Wszak to potencjalny zabojca.

      W zeszlym tygodniu omijalem spory korek pod Brema. Naturalnie drogami lokalnymi. Pomijam, ze w Niemczech za bezpieczna uznaje sie 100 km/h na szosach (o ile znaki nie stanowia inaczej - info dla czepiajacych sie slowek). Jednak znaki ograniczajace predkosc, pomimo przejazdu przez liczne tereny (naprawde) zabudowane z reguly mowily o 70 km/h. W miasteczkach, w scislych ich malutkich centrach oczywiscie wolniej, jednak predkosc podnoszono natychmiast, jak tylko bylo to mozliwe, jeszcze w rejonie oznaczajacym teren zabudowany.

      Wobec tego, ze korek byl dlugi i przez blisko godzine ani drgnal, gdy tylko uruchomiono objazd, przez zasypiajace miasteczka ruszyla kawalkada osobowek, dostawczych i TIRow. Niezaleznie od znakow kolumna rzadko zwalniala ponizej 70 km/h. Wobec tego, ze zblizala sie noc, rejony Bremy nie sa juz mocno eksplorowane przez Polakow, wnosze ze wiekszosc lamiacych ograniczenia miala niemieckie paszporty.

      Wniosek 1. Ustawiacze znakow w Niemczech, poza respektowaniem praw pieszych i innych uposledzonych, respektuja ruch drogowy

      Wniosek 2. Niemcy rowniez wiedza lepiej z jaka predkoscia moga jezdzic, a wobec tego, ze znaki stawiane sa chyba z nieco wiekszym rozmyslem, po prostu mniej przekraczaja administracyjna predkosc bezpieczna, co naturalnie poprawia im statystyki wykroczen. Tak na marginesie autostradowe ograniczenia rowniez traktuja z lekka rezerwa.

      Wnosek 3. To, co nas najbardziej rozni od Niemcow na drogach to 100% respektowania prawa do uzywania drog przez innych, co w Polsce niestety nie jest regula. Naturalnie w Polsce mniej jest kierowcow jezdzacych powyzej 180 km/m na autostradzie, bo jest to uznane za administracyjnie zabojcze, choc przyznac musze, ze nawierzchnia autostrady Kulczyka (poza 20 km wpadka) jest o wiele rowniejsza niz niemieckie betony. Pisze to z pozycji poruszajacego sie twardym pick-upem z duzym ciezarem na haku - ciezka przyczepa doskonale daje odczuc wszelkie przelomy, garby i dziury.
      • opelotka Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 04.06.08, 22:41
        edek40 napisał:
        Wniosek 1. Ustawiacze znakow w Niemczech, poza respektowaniem praw
        pieszych i i
        > nnych uposledzonych, respektuja ruch drogowy
        >
        > Wniosek 2. Niemcy rowniez wiedza lepiej z jaka predkoscia moga
        jezdzic, a wobec
        > tego, ze znaki stawiane sa chyba z nieco wiekszym rozmyslem, po
        prostu mniej p
        > rzekraczaja administracyjna predkosc bezpieczna, co naturalnie
        poprawia im stat
        > ystyki wykroczen. Tak na marginesie autostradowe ograniczenia
        rowniez traktuja
        > z lekka rezerwa.
        A g...o prawda.
        • Gość: Poll Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.08, 11:42
          A prawda że g...o prawda . Edzio lubi bajki.... opowiadać a nie czytać
        • emes-nju Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 05.06.08, 17:03
          opelotka napisał:

          > A g...o prawda.

          Bardzo merytoryczna wypowiedz.

          Tylko na tyle cie stac? Jezeli tak, to wyrazy wspolczucia. Nie dla ciebie - dla twoich bliskich :-P
        • edek40 Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 05.06.08, 17:05
          > A g...o prawda.

          Milo jest opierac swoje zycie na mitach, nie? Wtedy nawet socjalizm nie doskwiera za bardzo. W prasie i DTV podaja, ze nie ma biedy, ze jestesmy 10 potego gospodarcza swiata i stale sie rozwijamy, a demokracja i rownosc kwitnie.

          Dopiero prawdziwa konfrontacja mitycznej rzeczywistosci z rzeczywistoscia otwiera oczy. Niestety czesc widzi to, co chce widziec. Dla jasnosci, moje obserwacje pochodza sprzed kilku dni, przedtem sprzed dwoch tygodni (najswiezsze i oparte na ostatecznym sprawdzaniu habudzizmow, bo juz zaczalem tracic pewnosc wobec jego durnych tyrad). Jako przyrzad pomiarowy uzywany jest GPS, co do pewnego stopnia optymalizuje pomiar predkosci. Jesli wiec na znakach stoi 120 km/h, ja jade 120 km/h, a calkiem pokazna ilosc Niemcow mnie wyprzedza to... Myli sie GPS??? A moze ja mam klopoty ze wzrokiem i to ja ich wyprzedzam? Jesli bede telefonem nagrywal to bedzie wystarczajacy dowod na poparcie moich obserwacji, czy tez bedzie to g... prawda, bo takie nagranie mozna wzglednie latwo manipulowac?
          • opelotka Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 05.06.08, 21:06
            edek40 napisał:
            >Jesli wiec na znakach stoi 120 km/h, ja jade 120 km/h, a calkiem
            pokazna ilosc Niemcow mnie wyprzedza
            to...
            ...ktoś mieszkajacy w Rawie Mazowieckiej,czy w Pcimiu,pomyśli
            sobie "Eee,to u nich to samo co u nas".Akurat tak się składa że nie
            mam problemów z "prawdziwą konfrontacją mitycznej rzeczywistości z
            rzeczywistością"/sic!/,bez wytrzeszczu,bo
            interesy,szrot,zakupy...ale tak spacerowo,kameralnie,z dala od
            autostrad,z przerwą na kawę,wtedy można zobaczyć więcej.Dlatego
            bulwersują mnie tyrady z wtrętami ni z gruszki,ni z
            pietruszki.Daleko masz do zachodniej granicy ? Zapraszam na 50 km
            tam i tu.
            • edek40 Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 05.06.08, 22:36
              Daleko.

              Co nie zmienia faktu, ze Niemcy rowniez przekraczaja predkosc i to wcale nie tak rzadko, jak wielu probuje utrzymywac. W terenie zabudowanym rowniez. Skala jest mniejsza, a wobec tego ze chamstwo w zasadzie jest niewidoczne, nie rzuca sie to w oczy tak jak u nas. Przekraczajacy predkosc zachowuje sie kulturalnie, bo ma swiadomosc, ze to on jedzie niewlasciwie i w razie napotkania wolniejszego nawet nie probuje go poganiac. Gdy prowadzilem nie moglem tego obserwowac. W ciagu ostatnich tygodni jechalem jako pasazer i strasznie sie nudzilem.
              • jureek Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 05.06.08, 22:46
                W sumie trafne obserwacje. Dodałbym jeszcze, że jeśli już Niemiec przekracza
                prędkość, to w 95% przypadków nie więcej niż o 30 kmh, bo za wyższe
                przekroczenie grozi utrata prawa jazdy. To jest bardzo skuteczny hamulec
                powstrzymujący szaleństwa na drodze.
                Jura
                • Gość: :))) Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? IP: *.com 05.06.08, 22:56
                  Czyli znowu: drakońskie = skuteczne. Kiedy rodacy nauczą się
                  obserwować otoczenie i wyciągać wnioski? W Polsce jazda po kielichu
                  obostrzona jest takimi karami, że tylko brak pośród nich rozstrzelania
                  na miejscu, a liczba kierujących "pod wpływem" ...rośnie. I to mowa
                  tylko o tych złapanych. Eeech prostoto ludzka...
                  • jureek Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 05.06.08, 23:17
                    Gość portalu: :))) napisał(a):

                    > Czyli znowu: drakońskie = skuteczne.

                    Niekoniecznie drakońskie. Wystarczy dolegliwe. Kary pieniężne (nawet bardzo
                    wysokie) nie dla każdego są dolegliwe.
                    Jura
                    • edek40 Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? 06.06.08, 08:03
                      > Niekoniecznie drakońskie. Wystarczy dolegliwe.

                      Nie wiem czy na autostradach sa fotoradary. Jesli sa, to albo Niemcy wiedza gdzie, albo maja je w d... A policji jak na lekarstwo.
              • Gość: Poll Re: Przepisy - biurokracja czy bezpieczeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.08, 23:27
                Tak samo jak Niemcy również popełniają przestępstwa i zbrodnie . Nie ma kraju na
                świecie gdzie wszystko jest OKI . Nie o tym jednak piszemy i nikt tego nie
                kwestionuje .
    • Gość: foreks w spoleczenstwie zrytym przez zabory i komune IP: *.acn.waw.pl 04.06.08, 21:53
      jeszcze wiele lat minie, nim rozsadek zwyciezy z buntem wobec nakazow.
      • edek40 Re: w spoleczenstwie zrytym przez zabory i komune 04.06.08, 22:00
        Gdy wladza komunistyczna zakazala sprzedazy gorzalki przed 13.00, wielu rodakow wymyslilo meliny, a jeszcze wieksza ich ilosc zaczela z nich korzystac. Gdy obecna wladza, opetana terenami zabudowanymi i wszelkiej masci czterdziestkami stawia swoje znaki, Polacy postepuja racjonalnie. Pytanie gdzie punkt wspolny. Otoz jest - komuna w ten niewyszukany sposob fasadowo walczyla z pijanstwem. Polacy nie przestali pic, nie sadze aby zaczeli pic wiecej, a kilku zostalo zawodowymi pijakami. Jezeli chodzi o kagancowe przepisy dotyczace fasadowego poprawiania bezpieczenstwa jest dokladnie tak samo - Polacy jezdza jak jezdzili, choc nie koniecznie z przekory dodaja gazu na widok czterdziestki na trzypasmowej drodze ekspresowej, kilku zas jedzie jak szalony i schodzi z tego padolu.
        • mejson.e Racjonalnie 04.06.08, 22:44
          Czy racjonalnie to znaczy tylko olanie znaku obok wbitej łopaty ograniczającego
          prędkość z sufitu czy także siedemdziesiątka na osiedlowej uliczce wśród
          dziecinnych rowerków?
          Czy jazda 150 na autostradzie czy także 150 na jednojezdniowej drodze z poboczem?

          Czy brak dobrych dróg i bezpiecznego odseparowania ruchu lokalnego od
          tranzytowego oraz kołowego od pieszego / rowerowego usprawiedliwia jazdę poza
          granicą ryzyka?
          Masakrowanie tysięcy ludzi rocznie?

          Czy to jest racjonalne?

          Pewnie znowu zarzucisz mi dogmatyzm, ale chyba zgodzisz się, ze największym
          zagrożeniem na drodze jest nieprzewidywalność?

          Owszem - wiemy, że przekraczamy prędkość, ale o ile?
          Że wyprzedzamy przed zakrętami, wzniesieniami, przejściami dla pieszych, na
          skrzyżowaniach, ale kiedy konkretnie?

          Czy wiemy, ile naprawdę miejsca jest potrzebne do bezpiecznego wyprzedzenia - z
          jaką prędkością wypadnie na widoczny odcinek drogi zza zakrętu czy wzniesienia
          samochód czy motocykl?

          Można popaść w paranoję.

          A jeździć przecież trzeba - nie można wlec się za ciężarówką czekając na
          kilometr wolnej drogi.

          Więc wiele razy dziennie ryzykujemy.
          Ryzykujemy bardziej, niż gdyby zdecydowana większość przestrzegała przepisów, bo
          wiedzielibyśmy, jakie założenia przyjąć przy planowaniu manewru.

          Moglibyśmy postępować racjonalnie, a nie zgadywać.

          Pozdrawiam,
          Mejson
          --
          Automobil
          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
          • edek40 Re: Racjonalnie 05.06.08, 09:00
            Cala racjonalnosc i przewidywalnosc zawiera sie we wniosku na temat respektowania praw innych uzytkownikow jezdni. Niemcy nie sa swietoszkami na drogach, co niektorzy probuja wmawiac. Jednak ich przekraczanie przepisow nie tyle ma granice, co raczej Niemiec wie, ze przekraczajac predkosc jedzie mniej przewidywalnie, wtedy to ON musi sie spodziewac, ze ktos np. na autostradzie wyjdzie sporo wolniej od niego na wyprzedzanie. I pokornie hamuje, a nie dojezdza, nie trabi itp. ON wie, ze to ON jedzie na zlamanie karku, a nie jakis "baran" jedzie za wolno.

            Mialem sporo czasu na obserwowanie ruchu (glownie niestety autostradowego). Mocno mi sie wydaje, ze to nie w respektowaniu znakow pies jest pogrzebany. Mocno stoje na stanowisku, ze poza znakami (z idiotycznymi ograniczeniami w Polsce i zdaje sie mniej wiecej racjonalnymi w Niemczech), rownie wazne jest przyjecie do wiadomosci, ze szybsza jazda nie daje prawa drogi. Wrecz przeciwnie.
            • mejson.e Respektowanie praw innych 05.06.08, 20:01
              edek40 napisał:

              "Cala racjonalnosc i przewidywalnosc zawiera sie we wniosku na temat
              respektowania praw innych uzytkownikow jezdni.
              (...)
              Niemiec wie, ze przekraczajac predkosc jedzie mniej przewidywalnie, wtedy to ON
              musi sie spodziewac, ze ktos np. na autostradzie wyjdzie sporo wolniej od niego
              na wyprzedzanie. I pokornie hamuje, a nie dojezdza, nie trabi itp. ON wie, ze to
              ON jedzie na zlamanie karku, a nie jakis "baran" jedzie za wolno.
              (...)
              szybsza jazda nie daje prawa drogi. Wrecz przeciwnie."

              No i właśnie - świadomy łamania "procedury", nie wymaga od innych by udzielili
              mu większych praw, tylko sam ponosi tego konsekwencje.
              Sytuacja o niebo lepsza o codziennie obserwowanej na naszych drogach.

              Pozdrawiam,
              Mejson
              --
              Automobil
              Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
              • edek40 Re: Respektowanie praw innych 06.06.08, 08:15
                Dopoki przez kraje wyasfaltowane, owiane mitem przestrzegania predkosci, jezdzilem jako kierowca, to mialem problemy z argumentacja, bo nie moglem obserwowac z nalezyta starannoscia.

                Teraz sie to zmienilo. I stanowczo stoje na stanowisku, ze glownym problemem naszych drog nie jest przekraczanie predkosci, tylko zmuszanie innych do respektowania praw mniejszosci czyli piratow, a nie takich co jezdza nieco powyzej ograniczen, jak spora czesc Niemcow. I to czesto szalenie brutalne. Co wiecej, mam w glebokim powazaniu goscia, ktory 200 km/h probowal wziac zakret i zabil siebie i samochod oraz okorowal drzewo, ktorego jednak nie trzeba z tego powodu wycinac. Gdy zabil pasazera, to problem jest bardziej zlozony, ktory byl walkowany przy okazji wypadku Zientarskiego - co moze zrobic pasazer gdy kierowca jedzie jak idiota. Gdy zas wylatujac z jezdni skosi kogos jadacego/idocego prawidlowo to mamy do czynienia z zabojstwem i tak powinno byc to traktowane, jesli sprawca przezyje. I nie w kategoriach tego pana troszke ponioslo. Gdyby bowiem ktos latal z odbezpieczonym pistoletem, to sad potraktowalby to jak nalezy. Gdy bronia jest pojazd nastepuje dziwne zlagodzenie, choc pistoletem z reguly sie uszkadza lub zabija jedna osobe (jesli sie trafi), a samochodem ta ilosc jest neieomal nieograniczona, a i trafic jakos latwiej.

                Gdzies czytalem, ze Niemiecka policja albo juz wali, albo bedzie walic wysokie mandaty za jazde "na zderzaku" poprzednika. Czyzby tez zauwazyli, ze przekraczanie predkosci "z glowa" jest o wiele mniej niebezpieczne niz straszenie tych co jezdza wolniej (choc niekoniecznie zgodnie z przepisami na znakach)?
          • emes-nju Re: Racjonalnie 05.06.08, 09:40
            mejson.e napisał:

            > Czy racjonalnie to znaczy tylko olanie znaku obok wbitej łopaty
            > ograniczającego prędkość z sufitu czy także siedemdziesiątka na
            > osiedlowej uliczce wśród dziecinnych rowerków? Czy jazda 150 na
            > autostradzie czy także 150 na jednojezdniowej drodze z poboczem?

            Takie zachowania widze jako konsekwencje nadmiaru nadmiernych ograniczen - od 30 km/h z powodu wbitej lopaty, po tereny zabudowane tsema halopami pode lasem.

            KAZDY polski kierowca (co ciekawe nie tylko polski - rozmawialem z kilkoma obcokrajaowcami mieszkajacymi w Polsce, ktorzy przyznaja sie do tego, ze tak znieczulili sie na znakologie, ze jezdza zdecydowanie nieprzepisowo, choc nie az tak kozacko jak spora czesc naszych rodakow) natychmiast po wytrzasnieciu zawartosci z pampersa, zaczyna zauwazac, ze znaki sobie, a zycie sobie.

            Najpierw oleja 30-tke przy lopacie, potem 50-tke wsrod gestej tsyhalopowej zabudowy, a potem to juz leci - roznice w sposobie jazdy wynikaja raczej z tego, ze jedni maja wieksza dawke samokontroli, a inni mniejsza, niz z respektowania przepisow.

            Wiele lat temu niejaki Giulani w NY zaprowadzil akcje "zero tolerancji", wychodzac ze slusznego (jak widac po efektach!) zalozenia, ze kazde, nawet najdrobniejsze naruszenie przepisow, moze wyewoluowac w powazne przestepstwa.

            Polska waaadza moze na drogach postawic przy kazdym kretynskim znaku policjanta solacego, w mysl zasady "zero tolerancji", slone mandaty, albo rzetelnie urealnic organizacje drog z uwzglednieniem potrzeb (nie znaczy to zniesienia ograniczen). Po to, zeby jezdzacy nie byli ciagle zmuszani do podejmowania decyzji co robic i czy przypadkiem nie olac czegos szczegolnie "jadowitego" (np. 30 km/h przy szkole w srodku nocy sylwestrowej). Bo po kilku, kilkunastu, kilkuset tak podjetych decyzjach nabiera sie zlych nawykow - np. takich, ze "ja wiem lepiej". (Te teze niestety potwierdza TEN WYWIAD - nie wiem czy go czytales).
            • habudzik Re: Racjonalnie 05.06.08, 11:49
              emes-nju napisał:

              > Takie zachowania widze jako konsekwencje nadmiaru nadmiernych ograniczen - od 3
              > 0 km/h z powodu wbitej lopaty, po tereny zabudowane tsema halopami pode lasem.

              Takie zachowanie to nasza cecha narodowa . Bez wzgledu na to jaki znak postawisz
              to nasz kierowca i tak pojedzie tyle na ile nawierzchnia pozwoli . Ja też łamie
              ograniczenia i wcale nie dlatego że przeprowadziłem badania i wyszło mi że
              ograniczenia są na wyrost stawiane tylko dlatego że w Rzymie czynie jak Rzym
              czyni . Nie jestem z tego dumny ale nie bede siebie oszukiwał . Mógłbym Was
              oszukać ale nie siebie .
              • Gość: :))) Re: Racjonalnie IP: *.com 05.06.08, 23:01
                habudzik napisał: > Takie zachowanie to nasza cecha narodowa . Bez
                wzgledu na to jaki znak postawis (...)

                W tym tekście nie ma ANI SŁOWA PRAWDY. Gratulacje habudziku, wyszło ci
                coś, jak list biskupi: brzmi wzniośle a jest jednym, wielkim
                kłamstwem. Ilość głupot w tych kilku zdaniach jest tak wielka, że
                nawet nie wiem od czego zacząć.
                • Gość: Poll Re: Racjonalnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.08, 23:28
                  Tzn co ? Nie rozumiem co jest kłamstwem ?
                • edek40 Re: Racjonalnie 06.06.08, 11:44
                  Ale ilez pokory :)
            • mejson.e ...konsekwencje nadmiaru nadmiernych ograniczen... 05.06.08, 20:21
              emes-nju napisał:

              >Takie zachowania widze jako konsekwencje nadmiaru nadmiernych >ograniczen - od
              30 km/h z powodu wbitej lopaty, po tereny zabudowane >tsema halopami pode lasem.
              (...)
              >znaki sobie, a zycie sobie.

              >Najpierw oleja 30-tke przy lopacie, potem 50-tke wsrod gestej >tsyhalopowej
              zabudowy, a potem to juz leci - roznice w sposobie >jazdy wynikaja raczej z
              tego, ze jedni maja wieksza dawke >samokontroli, a inni mniejsza, niz z
              respektowania przepisow.
              (...)
              >rzetelnie urealnic organizacje drog z uwzglednieniem potrzeb (nie >znaczy to
              zniesienia ograniczen). Po to, zeby jezdzacy nie byli >ciagle zmuszani do
              podejmowania decyzji co robic i czy przypadkiem >nie olac czegos szczegolnie
              "jadowitego" (np. 30 km/h przy szkole w >srodku nocy sylwestrowej). Bo po kilku,
              kilkunastu, kilkuset tak >podjetych decyzjach nabiera sie zlych nawykow - np.
              takich, ze "ja >wiem lepiej".

              Organizm uodparnia się na każdy środek - na antybiotyk, kofeinę, nikotynę, nawet
              alkohol.
              Żaden bat nie zmusi do rozsądnej jazdy, jeśli nie będziemy przekonani o
              konieczności zachowania tego rozsądku - do wspomnianej samokontroli.
              Nawet słone mandaty płacone od czasu do czasu nie spowodują zmiany stylu jazdy,
              najwyżej do zakupienia CB...
              Bo każdy inaczej rozumie rozsądną jazdę - a prawie nikt za taką nie uważa jazdy
              zgodnej z przepisami.

              Wynika z tego, że mamy kiepskie "procedury" i uznajemy, że stosowanie się do
              nich nie jest konieczne. :-(

              Witamy w "HuzAir"... ;-)

              Pozdrawiam,
              Mejson
              --
              Automobil
              Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
              • kozak-na-koniu Re: ...konsekwencje nadmiaru nadmiernych ogranicz 06.06.08, 08:11
                mejson.e napisał:

                > Organizm uodparnia się na każdy środek - na antybiotyk, kofeinę,
                nikotynę, nawe
                > t
                > alkohol.

                On się nie uodparnia, on się _przyzwyczaja_ i przestaje odczuwać,
                choć truje się wciąż tak samo... Podobnie jest z nadmiarem bzdur i
                nonsensów na drodze.
              • emes-nju Re: ...konsekwencje nadmiaru nadmiernych ogranicz 06.06.08, 11:00
                mejson.e napisał:

                > Witamy w "HuzAir"... ;-)

                O! Nie! Ja sie nie zalapuje! Mam dosc doswiadczenia i samokontroli, zeby jezdzic jak czlowiek :-)

                Ale, niestety, nic mi z tego, bo tych, ktorzy sie zalapali jest tak duzo, ze moja spokojna i bezpieczna jazda jest taka wylacznie wtedy, gdy w zasiegu razenia nie ma innych samochodow - tych z linii HuzAir... :-/
              • Gość: Zenek procedury dochodzenia do bezpiecznej drogi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.08, 12:43
                mejson.e napisał:
                > Bo każdy inaczej rozumie rozsądną jazdę - a prawie nikt za taką
                nie uważa jazdy zgodnej z przepisami.
                >
                > Wynika z tego, że mamy kiepskie "procedury" i uznajemy, że
                stosowanie się do nich nie jest konieczne. :-(

                Pewno chodzi o procedury dochodzenia do bezpiecznej drogi.
                Obecnie obserwuję brak wizji, brak systemu, brak wiedzy i
                umiejętności.

                Wybiórcze małpowanie niektórych zachodnich rozwiązań jeszcze
                bardziej pogarsza sprawę i pogłębia frustracje.
                pozdr
          • st1545 Re: Racjonalnie 05.06.08, 11:09
            mejson.e napisał:
            > Owszem - wiemy, że przekraczamy prędkość, ale o ile?
            Jeśli przekraczam prędkość o wiele za dużo (np. 150km/h na jednojezdniowej _bez_
            pobocza), to widząc z przeciwka kogoś wyprzedzającego, hamuję - wiem, że on nie
            zakładał takiej mojej prędkości.
            > Że wyprzedzamy przed zakrętami, wzniesieniami,
            No, zdecydowanie _przed_. Czasem tylko się boję, że akurat ja pojawię się z
            przeciwka (-;

            > [...] przejściami dla pieszych,
            Jeśli powrót na prawy pas nastąpi _przed_ przejściem, a droga jest na tyle
            widoczna, że pieszy ma szansę mnie zobaczyć.

            > na skrzyżowaniach, ale kiedy konkretnie?
            Tylko wskutek mojego błędu (zła ocena prędkości, znak zasłonięty przez tira).

            > z
            > jaką prędkością wypadnie na widoczny odcinek drogi zza zakrętu czy wzniesienia
            > samochód czy motocykl?
            Nie ma dzidzi (-; jeśli wypadnie dużo za szybko, musi hamować.

            > Więc wiele razy dziennie ryzykujemy.
            Nie zgadzam się. Ryzyko, że ten wypadający 150km/h akurat wybiera numer w
            komórce jest - ale do mnie, jeśli jadę szybko, należy _obowiązek_ posiadania
            planu awaryjnego.

            > [...] gdyby zdecydowana większość przestrzegała przepisów,
            > [...]
            > wiedzielibyśmy, jakie założenia przyjąć przy planowaniu manewru.
            > Moglibyśmy postępować racjonalnie, a nie zgadywać.
            Nie. Moglibyśmy postępować racjonalnie (np. wyprzedzać przy założeniu
            minimalnego zapasu w przypadku auta nagle pojawiającego się z przeciwka) tylko,
            gdyby była _pewność_, że _wszyscy_ przestrzegają przepisów. Nigdzie tak nie ma.

            pozdrawiam, tomek
Inne wątki na temat:
Pełna wersja