rapid130
19.08.08, 18:15
Ostatnio coraz częściej obserwuję zjawisko, którego jestem ofiarą. :/
Inni uczestnicy ruchu co rusz "przeszkadzają" mi w jeździe.
To jakiś samochodzik wyjeżdża z podporządkowanej i muszę co najmniej
zdjąć nogę z gazu.
To jakiś ludzik wchodzi na jezdnię i muszę hamować, żeby mu krzywdy
nie zrobić.
To jakiś pamperek na rowerku wyjeżdża z bocznej ulicy w prawo na
główną, w ogóle nie patrząc, wymuszając natychmiastową kontrakcję,
żeby go lusterkiem nie trącić!
Czasem mruczę sobie pod nosem "Kurde, co tu się dzisiaj dzieje???
Nawąchali się czegoś???? Zmiana pogody???"
Ale...
Ostatnio byłem pasażerem u tzw. wariata drogowego.
Przewiózł mnie o podobnej porze dnia i tygodnia, tymi samymi
drogami, na których obserwuję zjawisko utrudniania mi życia przez
innych uczestników ruchu.
I co? Jakimś cudem odnotowałem znacznie mniej przypadków wymuszania
na nim pierwszeństwa, włażenia na maskę, wjeżdżania pod koła, etc.
Spotkało go może 1/4 tych przykrości, które są moim udziałem!
Tedy dochodzę do przykrego wniosku.
Najwyraźniej jeżdżę zbyt cicho i zbyt grzecznie.
Jestem niezauważalny dla innych uczestników ruchu, za co spotykają
mnie wyzej opisane konsekwencje. :/
Zap***jący pojazd jest znacznie lepiej słyszalny.
Dlatego inni uczestnicy ruchu wcześniej go odnotowują i (dla
własnego bezpieczeństwa) nie włażą, nie wjeżdżają, nie utrudniają mu
życia.
I bądź tu grzecznym i przepisowym kierowcą. :////// Nie warto!
Czy macie podobne wrażenia, czy jestem odosobniony?