green_land
30.09.08, 19:03
Może będziecie mi w stanie doradzić.
W sierpniu gościu zagapił się i wjechał mi w tył auta. Z mojej
strony wszystko było jak należy - dobrze widoczny migacz, 3 światła
hamulców. W ostatniej chwili nacisnęłąm na gaz, bo inaczej z Tico
nic by nie zostało. A facet nawet nie próbował hamować -
jakimś "cudem" nie zauważył.
Wezwałam policję, pogotowie, bo pasażerka skarżyła się na ból w
klatce piersiowej, a kierowca nie reagował na żadne moje pytanie.
I teraz problem - ubezpieczalnia /PZU/ czeka do końca sprawy, bo
facet nie przyznaje się do winy! Sic! Chyba pojadę go gościa i
własnoręcznie go uduszę!
Tu moje pytanie - jego słowo przeciw mojemu. Jakie mam "szanse", że
skończy sie na uniewinnieniu go i będę musiała z powództwa cywilnego
się z nim sądzić?