syndrom Mad Maxa

07.10.08, 13:46
Dziś jeden łysy, duży pan gonił mnie przez półtora kilometra, dopadł na
światłach i zwyzywał od p...dolonych palantów.
Przyczyną był mój gest popukania się w prawą dłoń - pokazałem panu, że miałem
pierwszeństwo (byłem z prawej, pan z mojej lewej). Pokazałem takim gestem (bez
żadnego zdenerwowania z mojej strony, daję słowo), bo pan na moje wyjechanie
przed niego zaczął machać rękami i krzyczeć coś w kabinie swego auta.
Postarałem się zachować spokój, uchyliłem szybę tyle, żeby panu ręce za daleko
nie poleciały i wyjaśniłem, że mój gest to było przypomnienie o pierwszeństwie.
Na moje wyjaśnienie pan się uspokoił o tyle, że powtórzył tylko "Ja ci
popukam" i wrócił do swojego auta.

Zdarzają się Wam takie sytuacje? Co wtedy robicie?
    • emes-nju Re: syndrom Mad Maxa 07.10.08, 14:00
      aardvaark napisał:

      > Zdarzają się Wam takie sytuacje? Co wtedy robicie?

      Coraz rzadziej - unikam jakichkolwiek gestow czy nawet patrzenia.

      Ale kiedys zrobilem cos, z czego jestem dumny ;-) Na rondzie wyniklo jakies nieporozumienie. Nie zareagowalem na nie i spokojnie jechalem dalej az do zatrzymania sie na swiatlach. Pan w nowiutkim aucie jednak nie dal za wygrana - mial pasazerke i chyba musial sie odegrac w celu ratowania ego, bo to on popelnil blad. Lyknal mnie z prawej, otworzyl okno i zaczal pyszczyc. Nienerwowo siegnalem go korbki prawego okna i rownie nienerwowo opuscilem szybe. Uslyszalem, ze pan mowi do mnie na "ty" i uzywa wyrazow powszechnie uznanych za obelzywe. Grzecznie wysluchalem co mial do powiedzenia i spokojnie zapytalem: To twoj pierwszy samochod? Koles az zabulgotal. Odnioslem wrazenie, ze trafilem i moze byc groznie... Sytuacje uratowala pasazerka pyskacza - wybuchnela glosnym smiechem, co chyba go zdemotywowalo :-)
    • inguszetia_2006 Re: syndrom Mad Maxa 07.10.08, 14:21
      Witam,
      Mnie nikt nigdy nie gonił.
      Za to kilka dni temu zaatakował mnie koleś chcący zakręcać z lewego
      pasa w prawo. Zatrzymał się centymetr od mojego reflektora.
      Powiedziałam do niego bez uchylania szybki; "Ty głupia, wredna
      mendo!" i pojechałam dalej.
      Pzdr.
      Inguszetia
    • simon921 Re: syndrom Mad Maxa 07.10.08, 14:24
      Mi się raz tak solidnie oberwało - kobieta jechała dość długo za mną i trąbiła i
      mrugała światłami. Czym zawiniłem? W gęstym (bardzo) ruchu przepuściłem pieszego
      na pasach a kobieta musiała za mną postać 5 sek.

      Furiaci się zdarzają, ale najprościej to ich po prostu olać patrząc w innym
      kierunku. Po co się samemu denerwować?;)
    • 0rwell Pozostałe syndroimy to: 07.10.08, 14:32
      Jest jeszcze kierowca z syndromem wychowawcy, słodkiej idiotki,
      odreagowujący lęki i oczywiście kierowca asertywny. Nazywa się to
      typologią i jest ładnie opisane np. tu:

      www.prawojazdy.com.pl/index.php?id=107&action=view&id_news=200
      • aardvaark Re: Pozostałe syndroimy to: 07.10.08, 15:24
        Dziękuję za link - paru rzeczy można się o sobie i innych kierowcach dowiedzieć.

        > Jest jeszcze kierowca z syndromem wychowawcy

        Usprawiedliwiam się: mój gest nie wynika z tego, że zaliczam się do
        "wychowawców" - pierwszy raz (140 tys km za kółkiem) pokazałem jakiś gest innemu
        kierowcy. Ot, zachciało mi się poinformować nerwowego pana, że nie ma racji.
        Od tej pory zacznę się skupiać tylko na bezpiecznej jeździe. Mam w nosie
        frustracje innych. Frustraci żyją krócej.
        Z pozdrowieniami dla forumowiczów. Pewnie spotykamy się czasem na
        drogach/ulicach. Jeśli biała corolla kombi Was wpuści z podporządkowanej, albo
        podziękuje za wpuszczenie, to mogę być ja. :)
    • edgar22 Re: syndrom Mad Maxa 08.10.08, 08:13
      aardvaark napisał:
      > Zdarzają się Wam takie sytuacje? Co wtedy robicie?

      Nikt mnie nigdy nie gonił, ale kilka wiązanek bym usłyszał (gdybym miał otwarte okno i chciał słuchać) choćby za to, że jadę tylko nieznacznie więcej niż dozwolona prędkość lub za to, że nie przejeżdżam na czerwonym świetle, czy zatrzymuję się na zielonej strzałce.

      Dwa razy chciano mnie z premedytacją zepchnąć z drogi.
      Pierwszy raz za rzekome zajechanie drogi drugi raz za to, że jadąc w sznurze aut na lewym pasie nie zdematerializowałem się, żeby szybki mógł jechać szybciej niż sznur.
      W obu przypadkach kończyło się na dość gwałtownym hamowaniu, ale na szczęście bez strat w ludziach i sprzęcie.
      W obu przypadkach zastanawiałem się, czy notować numery, jechać za nimi i dzwonić na policję. Może to błąd, ale uznałem, że wobec braku innych świadków niż ja i on, nie ma to najmniejszego sensu.

      Myślę, że na takich nerwowych najlepsza jest jednak totalna zlewka. Chociaż to też może być prowokujące, bo chyba nic tak ich nie wkurzy jak to, że ich wykrzykiwanie, wymachiwanie nie trafia do adresata.
      • ewosia Re: syndrom Mad Maxa 08.10.08, 16:20
        Raz pan na mnie krzyczał, co stał za mną, bo skręcając w lewo
        przepuszczałam tych jadących na wprost. stanął po mojej lewej,
        otworzył okno, przechylił się przez pasażera i wyzywał mnie od
        debilek i blondynek. Ja też otworzyłam okno, posłuchałam, nic nie
        mówiłam, nie kiwałam głową, po prostu na niego patrzyłam, musiało go
        to rozjuszyć, bo z blondynek przerzucił się na durne pizdy i ku....
        No to powiedziałam z cudownym uśmiechem: "Pie...się, frajerze" i
        zamknęłam okno.
        Dalej krzyczał. Zrobiłam głośniej radio. A taki się wydawał
        kulturalny w tym swoim polonezie...
        • niknejm Re: syndrom Mad Maxa 09.10.08, 16:17
          Wiesz... Być może po prostu czekałaś az 'będzie pusto w zasięgu
          horyzontu'. Chamstwo kierowcy Poloneza jest niedopuszczalne, ale...
          Dwa dni temu tak miałem. Wpuściłem przed siebie kierowniczkę (chyba
          w Corsie) z ulicy podporządkowanej (był korek). Potem oboje
          dojechaliśmy do lewoskrętu. No i kobitka czeka, czeka, czeka... Po
          drodze było wiele sporych luk, gdzie można było jechać. W końcu (po
          kilku minutach) nie wytrzymałem... Stanąłem obok niej (na szczęście
          było względnie szeroko), poczekałem na następną lukę i pojechałem.
          Ona oczywiście została. Kolejny samochód za mną też stanął obok
          niej, dalej nie obserwowałem tematu. Pewnie czekała tak dalej, aż
          skończą sie godziny szczytu ;-)

          Moim skromnym zdaniem, jak ktos sobie nie radzi, powinien wziąć
          lekcje doszkalające. Albo zrezygnować z prowadzenia pojazdów. Dla
          własnego i innych ludzi bezpieczeństwa i pogody ducha. :-)

          Pzdr
          Niknejm
          • ewosia Re: syndrom Mad Maxa 10.10.08, 15:52
            niknejm napisał:

            > Wiesz... Być może po prostu czekałaś az 'będzie pusto w zasięgu
            > horyzontu'. Chamstwo kierowcy Poloneza jest niedopuszczalne,
            ale...

            zapewniam Cię, że ja nie z tych, co skręca w lewo, jak po horyzont
            nikogo nie ma, jedzie 50 km/h lewym pasem, bo za 8 kilometrów skręca
            w lewo, 12 samochodów musi zaczekać, bo pani perfekcyjnie parkuje
            wstecz.
            Koleś po prostu nie widział zza mnie, gdyż Scenikiem powoziłam
    • tomek854 Re: syndrom Mad Maxa 09.10.08, 14:16
      Ja kiedyś goniłem kolesia, który najpierw wymusił pierwszeństwo powodując u mnie
      gwałtowne hamowanie z zarzuceniem i wyleceniem na chodnik (dobrze, że nikt nie
      szedł). Potem prawie przejechał moją babcię wyprzedzając autobus w niedozwolonym
      miejscu, gdy ona własnie wysiadała z mojego (prawidłowo stojącego) samochodu.

      Zacząłem go gonić jednocześnie dzwoniąc na policję. Uciekł mi w ciasne uliczki
      (strefa 30). Ja wjechałem tam z prędkością 80, po czym zwolniłem, zawróciłem i
      dałem spokój.

      Nie wiem, czy go złapali.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja