Dodaj do ulubionych

Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie

29.11.08, 18:33
Wypadek w al. Waszyngtona

Przejeżdżałem tamtędy krótko po tym wypadku, kiedy jeszcze nie było korka, ale już były zajęte pasy i karetka. I ciało w worku foliowym.

Audi stało na chodniku obok.

Jak przeczytacie z opisu w artykule, do potrącenia doszło NA PRZEJŚCIU.

Jak widać na zdjęciu, ciało leży od przejścia dobre 30-40 metrów, co potwierdzam.

Nie wiem jak szybko musiał jechać kierowca audi żeby pieszą aż tak odrzuciło. Nie wiem też jak musiał być głupi, jeżeli naprawdę potrącił kobietę na przejściu (dodajmy, są tam światła!), bo oznacza to, że musiał naprawdę szybko jechać. A warunki do jazdy to: ciemno, mokro, ślisko i pada zamarzający deszcz.



Makabra i straszny widok.
Obserwuj wątek
    • apodemus Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 29.11.08, 18:40
      vladcs napisał:


      > Jak przeczytacie z opisu w artykule, do potrącenia
      > doszło NA PRZEJŚCIU.

      > Nie wiem jak szybko musiał jechać kierowca audi żeby
      > pieszą aż tak odrzuciło. N
      > ie wiem też jak musiał być głupi, jeżeli naprawdę potrącił
      > kobietę na przejściu
      > (dodajmy, są tam światła!), bo oznacza to, że musiał
      > naprawdę szybko jechać. A
      > warunki do jazdy to: ciemno, mokro, ślisko i pada
      > zamarzający deszcz.

      Poczekajmy z kamieniowaniem kierowcy do wyjaśnienia sprawy.
      Nie wiemy choćby tego, kto miał w tym momencie zielone.

      Nie, nie bronię piratów rozjeżdżających pieszych, wstrzymałbym się jednak z
      jednoznacznym ferowaniem wyroków, jeśli tak niewiele wiem.

      [']
      • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 29.11.08, 18:44
        Dlatego napisałem "jeżeli" - miałem na myśli sytuację, w której
        pieszy miał prawo przejść. Nie feruję żadnych wyroków.

        Oczywiście mogło być inaczej, i kobieta mogła wejść na czerwonym (co
        nie zmienia faktu że kierowca powinien zachować ostrożność przy
        przejściach) - wtedy oczywiście moje przypuszczenia będą niesłuszne.

        Przepraszam za niedopowiedzenie.
        • jorn Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 29.11.08, 22:56
          Zalinkowany przez ciebie tekst jest bardzo lakoniczny. Z samej informacji, że ciało leży kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym samochód uderzył pieszą, nić nie wynika. Mógł jechać bardzo szybko, mógł też całkiem wolno. Np. 30 km/h. Tyle, że kierowca nie zauważył pieszej, bo się zagapił albo wtargnęła ona na jezdnię tuż przed samochód. Po uderzeniu ciało mogło te 40 metrów na masce samochodu przejechać. Możliwe też są różne scenariusze pośrednie. Przypuszczam, że policjanci na miejscu zbiorą znacznie więcej informacji i będzie można ustalić, kto spowodował ten wypadek.

          Pozdrawiam
    • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 30.11.08, 10:52
      Rzeczywiście nie wiemy kto popełnił błąd - kierowca czy pieszy . Jedno co wiemy
      na 100% to to kto za ten błąd zapłacił najwyższą cenę . Gdyby jednak jakimś
      cudem ze zdarzenia wyeliminować prędkość pojazdu to kary by nie było aż tak
      surowej .
      Wszyscy popełniamy błedy ale tylko nieliczni za nie płacą i to czasami nie
      winowajcy .
    • emes-nju Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 11:24
      vladcs napisał:

      > Jak przeczytacie z opisu w artykule, do potrącenia doszło NA
      > PRZEJŚCIU.

      To przeczytalem.

      Bardzo lakne za to informacji czy byl to moj ulubiony rodzaj
      przejscia (bez sygnalizacji za to na ruchliwej wielopasmowce), czy
      tez bylo to przejscie sterowane swiatlami.
      • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 11:54
        Są tam 2 przejścia w pobliżu.

        Jedno jest ze światłami (koło salonu Jaguara) - z początku sądziłem
        że to o to chodzi (i o tym przejściu pisałem).

        Znajomi mieszkający w tym miejscu uświadomili mnie jednak, że mogło
        to się stać również na innym przejściu - tego ulubionego przez
        Ciebie typu. Z dwoma zastrzeżeniami: Ruch nie był jakiś specjalnie
        wielki (co skłoniło zapewne kierowcę do przyspieszenia) a ulica nie
        jest wielopasmówką (czyli z kolei moja "ulubiona" - szybka, szeroka
        droga bez rozdzielonych pasów ruchu = zaproszenie do czołówek).

        Tak czy siak, od przejścia do miejsca w którym leżało ciało jest ze
        30 metrów. A sądząc po tym w którą stronę jechało audi (w stronę
        Stadionu Narodowego), raczej było to przejście ze światłami. Jednak
        nie widziałem samego wypadku, a raportu policyjnego nei mogę się
        doszukać, więc trodno mi stwierdzić to z całą pewnością.

        Nie zapominajmy jednak, że jest to prosta, widoczność nie jest może
        rewelacyjna, ale nie jest też beznadziejna (znam przejście bez
        świateł w Warszawie, za które "autor" powinien iść do pierdla za
        wielokrotne morderstwo)
        • emes-nju Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 12:25
          vladcs napisał:

          > Nie zapominajmy jednak, że jest to prosta, widoczność nie jest
          > może rewelacyjna, ale nie jest też beznadziejna

          Zalozmy, ze chodzi o przejscie bez swiatel (jak sa swiatla, to
          sytuacja jest jednoznaczna). Uwazam, ze widocznosc jest tam zla.
          Szczegolnie w nocy i w deszczu.

          Facet jechal w strone Wisly, a wiec po prawej mial ciemne tlo parku.
          Na tym tle pieszego chcacego przejsc z prawej na lewa MOZE nie byc
          widac; jezeli pieszy szedl z lewej na prawa, to MOGLY zaslaniac go
          jadace w przeciwnym kierunku auta, albo MOGL byc niewidoczny w
          potoku swiatel reflektorow i ich odbic.

          Obawiam, sie gdyby kierowca odpowiednio wczesnie widzial pieszego,
          to by go nie zabil, bo malo kto jest morderca. A zabic (i odbic na
          duza odleglosc) mogl nawet jadac przepisowe 50 km/h i nie hamujac,
          bo nie widzial...

          Nie chce wydawac werdyktow, ale ZAWSZE w niemy podziw (dlatego
          pisze) wprawia mnie jak osoba WIDZACA moze wejsc pod jadacy
          samochod! Szczegolnie pod (byc moze) szybko jadacy...

          > (znam przejście bez świateł w Warszawie, za które "autor" powinien
          > iść do pierdla za wielokrotne morderstwo)

          Tam sa 4 pasy jezdni! Po obydwu stronach, bezposrednio przylegajace
          do jezdni torowiska! Nie ma pasa rozdzielajacego czy chocby wysepki!
          Dla pieszego jest to wiec przejscie przez 6 (slownie szec) pasow!

          Dla jadacych w strone Wisly piesi sa niewidoczni na tle drzew (tym
          bardziej, ze czesto stoja w znacznej odleglosci od jezdni, za
          torowiskiem); jadacy w strone Pragi maja tylko ciut lepiej - sam
          mialem tam kiedys "cieplo" jak sprzed jadacego tramwaju, oczywiscie
          bezpieczny, bo na przejsciu :-P , wskoczyl na jezdnie g.wniarz
          (musial wskoczyc, bo inaczej potracilby go tramwaj - wygladalo to
          tak, jaby chcial przeskoczyc przed tramwajem, a dopiero w trakcie
          tego przeskakiwania zorientowal sie, ze zeby to zrobic, musial
          wskoczyc na jezdnie).

          To przejscie bez swiatel, to jest jedno z miejsc z gatunku:
          prokurator dla DEZorganizatora!
          • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 12:35
            > Zalozmy, ze chodzi o przejscie bez swiatel (jak sa swiatla, to
            > sytuacja jest jednoznaczna). Uwazam, ze widocznosc jest tam zla.
            > Szczegolnie w nocy i w deszczu.

            Kwestia oceny - z pewnością w Warszawie znam dużo gorsze przejścia
            (to którego nienawidzę to przejście (oczywiście bez świateł) za
            wiaduktem na górczewskiej. 3 pasy ruchu w każdą stronę, intensywny,
            szybki ruch, i przejście bez świateł... u stóp wiaduktu (na dodatek
            łukowatego), kompletnie niewidoczne póki nie jesteś na szczycie
            wiaduktu (na oko 70 m). A wyhamować na takim odcinku nie jest zawsze
            prosto, szczególnie jak z tyłu jedzie jakiś hemoroid. Pół biedy,
            jeżeli wiesz że tam jest przejście (wtedy nie rozpędzasz się, mimo,
            że jedziesz pod górę i gaz cisnąć trochę musisz). Ale jak ktoś nie
            wie, i jedzie szybko...
              • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:04
                Wiem, że w idealnym świecie nie powinno być takiej sytuacji.
                Wiem, że w sytuacji gdyby doszło do potrącenia przez "jadącego
                szybko" byłaby to wina kierowcy, i nie zamierzam się z tym spierać.
                Faktem jednak pozostaje, że kierowcy (nazwij ich jeżeli
                chcesz "wariatami") jeżdżą tam za szybko. Bo droga jest szerokam
                trzy pasy ruchu, i mało kto się spodziewa nagle przejścia bez
                świateł.
                Tylko co z tego, skoro pieszy by nie żył? Choćby postawili nawet
                ograniczenie do 30, znak pieszego nie uratuje, a chyba chodzi o to,
                żeby tragediom zapobiegać niż żeby skazywać sprawców potrąceń.

                P.S. W zeszłym tygodniu na tym przejściu ktoś podobno zginął.

                P.S. 2. Ciekawe kiedy pojawi się znak ograniczający prędkość do 40.
                Krok kolejny to wyskakujący patrol za wiaduktem. Na pewno będzie
                bespjeczniej.
                • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:14
                  vladcs napisał:

                  > Wiem, że w idealnym świecie nie powinno być takiej sytuacji.
                  > Wiem, że w sytuacji gdyby doszło do potrącenia przez "jadącego
                  > szybko" byłaby to wina kierowcy, i nie zamierzam się z tym spierać.
                  > Faktem jednak pozostaje, że kierowcy (nazwij ich jeżeli
                  > chcesz "wariatami") jeżdżą tam za szybko. Bo droga jest szerokam
                  > trzy pasy ruchu, i mało kto się spodziewa nagle przejścia bez
                  > świateł.

                  Przecież 99.9% kierowców jeździ tam dzień w dzień do pracy czy z pracy . Wszyscy
                  znaja to miejsce a mimo to.... . Mundrzejsi od nas poradzili sobie z tym
                  problemem . Skoro pasy są to znaczy że jest na nie zapotrzebowanie a skoro
                  kierowcy mimo iz DOSKONALE wiedzą o przejściu jadą tam za szybko należy zrobić
                  na 3 pasach szykany i to tak skuteczne by jazda z prędkościa pow np 50km/h
                  wiazała się z remontem kapitalnym zawieszenia nawet w hammerze . Jak bydło nie
                  rozumie "taś taś" czy "cmok cmok" to może trzeba prądem pokazać kojec .
                  • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:17
                    Rozmijasz się z problemem. 99,9% wie o przejściu (w końcu nie ma tam
                    codziennie krwawej jatki, więc chyba jednak zwalniają zawczasu), ale
                    chyba wystarczy ten jeden samochód na 1000 którego kierowca o
                    przejściu nie wie i się go nie spodziewa. A myślę, że w ciągu doby
                    przejeżdża tamtędy takich sporo.

                    Myślę też, że jak się robi takie przejście to należałoby zapewnić
                    użytkownikom maksymalny poziom bezpieczeństwa. A sam znak tego
                    niestety nie zrobi, będzie jedynie d.ochronem urzędnika. Pomijając
                    przyczyny.
                      • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:27

                        > Ale wyeliminowanie predkości nadmiernej daje wieksze
                        bezpieczeństwo niz światła

                        Ale jak wyeliminujesz prędkość? Samym znakiem? Zejdź na ziemię. To
                        zadziała tylko w teorii, a chodzi o praktykę!

                        Światła właśnie mogłyby problem rozwiązać, gdyby np. zawiesić je na
                        odpowiednio wysokiej ramie... Wtedy byłyby widoczne dużo wcześniej
                        niż samo przejście. Również dla tych co dopiero wjeżdżają na wiadukt
                        i zdążą zawczasu zwolnić widząc czerwone.
                        • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:31
                          vladcs napisał:

                          >
                          > > Ale wyeliminowanie predkości nadmiernej daje wieksze
                          > bezpieczeństwo niz światła
                          >
                          > Ale jak wyeliminujesz prędkość? Samym znakiem? Zejdź na ziemię. To
                          > zadziała tylko w teorii, a chodzi o praktykę!

                          Tak jak inni to elimnują .




                          > Światła właśnie mogłyby problem rozwiązać, gdyby np. zawiesić je na
                          > odpowiednio wysokiej ramie... Wtedy byłyby widoczne dużo wcześniej
                          > niż samo przejście. Również dla tych co dopiero wjeżdżają na wiadukt
                          > i zdążą zawczasu zwolnić widząc czerwone.

                          A co zrobią jak widzą zielone ???? " Cholera trzeba przycisnąć do podłogi to się
                          MOŻE zmieszcze na żółtym " . Potem już brakuje i czasu i miejsca na rezygnacje .
                          • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:35

                            > Tak jak inni to elimnują .

                            Czyli?

                            > A co zrobią jak widzą zielone ???? " Cholera trzeba przycisnąć do
                            podłogi to si
                            > ę
                            > MOŻE zmieszcze na żółtym " . Potem już brakuje i czasu i miejsca
                            na rezygnacje

                            Tak nie robią wszyscy.

                            Poza tym zanim z zielonego zrobi się czerwone trochę czasu jeszcze
                            jest. A jeszcze więcej zanim zapali się zielone dla pieszych.

                            Poza tym eliminujesz przypadki kiedy dla jadących będzie już
                            czerwone.

                            Jak by nie patrzeć, jest to znacznie lepsze rozwiązanie niż sam znak.

                            W okolicy jest jeszcze kilka przejść, wszystkie ze światłami. I
                            każde jest dużo bezpieczniejsze.
                            • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:40
                              vladcs napisał:

                              >
                              > > Tak jak inni to elimnują .
                              >
                              > Czyli?

                              Uprzykrzają życie tym kierowcom którzy nie rozumieją że wolno to znaczy daje
                              szanse .




                              > > A co zrobią jak widzą zielone ???? " Cholera trzeba przycisnąć do
                              > podłogi to si
                              > > ę
                              > > MOŻE zmieszcze na żółtym " . Potem już brakuje i czasu i miejsca
                              > na rezygnacje
                              >
                              > Tak nie robią wszyscy.

                              A pewnie że nie wszyscy . Wystarczy że zrobi to jeden na 1000.



                              > Poza tym zanim z zielonego zrobi się czerwone trochę czasu jeszcze
                              > jest. A jeszcze więcej zanim zapali się zielone dla pieszych.

                              Zanim szalejący kierowca zorientuje się o prawidłowo oceni co można a czego nie
                              minie sporo czasu i asfaltu .


                              > W okolicy jest jeszcze kilka przejść, wszystkie ze światłami. I
                              > każde jest dużo bezpieczniejsze.
                              >

                              Sa nieco lepiej usytuowane .
                              • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:55

                                > Uprzykrzają życie tym kierowcom którzy nie rozumieją że wolno to
                                znaczy daje
                                > szanse .

                                A zatem zgodzisz się, że z tym miejscem coś trzeba zrobić?

                                > A pewnie że nie wszyscy . Wystarczy że zrobi to jeden na 1000.

                                Tylko, że ten jeden na 1000 to juz niemal świadomie kogoś rozjeżdża.
                                Sygnalizator oznacza przecięcie się kierunków ruchu, a zatem żeby w
                                sytuacji kiedy chce ktoś przeskoczyć takie miejsce nie widząc go
                                wcześniej, to musi byc idiotą. A na to nie ma lekarstwa.
                                Tymczasem brak świateł jest groźny przez wzgląd na tych którzy nie
                                tyle są idiotami co po prostu nie wiedzą że takich niespodzianek
                                można oczekiwać na ruchliwej arterii.

                                A jeżeli ktoś jest do tego stopnia idiotą że postanawia przeskoczyć
                                przez przejście któego nie widzi, to nawet ustawienie 10 fotoradarów
                                (bo zakładam, że coś takiego sugerujesz) go nie zatrzyma. Bo jest
                                idiotą. Zwłaszcza, jeżeli "karząca ręka sprawiedliwości" bedzie
                                ukryta.

                                Nieważne jakie srodki zastosujesz, zawsze znajdzie się jakiś kretyn
                                na któego nie wystarczą. Ale można maksymalnie ograniczyć liczbę
                                potencjalnych sprawców potrąceń i skutecznie ZAPOBIEC tragediom.'

                                > Sa nieco lepiej usytuowane .

                                Ale też lepiej widoczne z daleka. A przeskakiwacze i tam się znajdą.
                                • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 15:01
                                  vladcs napisał:

                                  >
                                  > > Uprzykrzają życie tym kierowcom którzy nie rozumieją że wolno to
                                  > znaczy daje
                                  > > szanse .
                                  >
                                  > A zatem zgodzisz się, że z tym miejscem coś trzeba zrobić?

                                  No cały czas to pisze . Należy w sposób fizyczny wymusić wolną jazde .



                                  > > A pewnie że nie wszyscy . Wystarczy że zrobi to jeden na 1000.
                                  >
                                  > Tylko, że ten jeden na 1000 to juz niemal świadomie kogoś rozjeżdża.

                                  A no pewnie że tak i dlatego w innym miejscu napisałem że to morderca .




                                  > Sygnalizator oznacza przecięcie się kierunków ruchu, a zatem żeby w
                                  > sytuacji kiedy chce ktoś przeskoczyć takie miejsce nie widząc go
                                  > wcześniej, to musi byc idiotą. A na to nie ma lekarstwa.
                                  > Tymczasem brak świateł jest groźny przez wzgląd na tych którzy nie
                                  > tyle są idiotami co po prostu nie wiedzą że takich niespodzianek
                                  > można oczekiwać na ruchliwej arterii.

                                  Ale oni beda zaskoczeni tą niespodzianka czy swiatła będa czy nie . Światła tu
                                  nic nie pomogą .



                                  > A jeżeli ktoś jest do tego stopnia idiotą że postanawia przeskoczyć
                                  > przez przejście któego nie widzi, to nawet ustawienie 10 fotoradarów
                                  > (bo zakładam, że coś takiego sugerujesz) go nie zatrzyma.

                                  Nie . Ja nie sugerowałem radarów choć i one be sie przydały . Ja myślałem np : o
                                  szykanie




                                  Bo jest
                                  > idiotą. Zwłaszcza, jeżeli "karząca ręka sprawiedliwości" bedzie
                                  > ukryta.
                                  >
                                  > Nieważne jakie srodki zastosujesz, zawsze znajdzie się jakiś kretyn
                                  > na któego nie wystarczą.

                                  Zapewniam Cie że przejechanie np szykany z predkościa powyzej 50km/h skutecznie
                                  ostudzi temperament .
                          • a_weasley Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 02.12.08, 17:58
                            habudzik napisał:

                            > A co zrobią jak widzą zielone ???? " Cholera
                            > trzeba przycisnąć do podłogi to się MOŻE
                            > zmieszcze na żółtym " .

                            Pytanie dodatkowe - komu zawdzięczamy na Al. Waszyngtona zieloną falę liczoną na
                            70 km/h? Z tą prędkością daje się przejechać od Wiatraka do Ronda Waszyngtona
                            jednym ciągiem. 50 km/h - stoisz pod każdymi światłami.
                            • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 02.12.08, 23:39
                              a_weasley napisał:

                              > habudzik napisał:
                              >
                              > > A co zrobią jak widzą zielone ???? " Cholera
                              > > trzeba przycisnąć do podłogi to się MOŻE
                              > > zmieszcze na żółtym " .
                              >
                              > Pytanie dodatkowe - komu zawdzięczamy na Al. Waszyngtona zieloną falę liczoną n
                              > a
                              > 70 km/h? Z tą prędkością daje się przejechać od Wiatraka do Ronda Waszyngtona
                              > jednym ciągiem. 50 km/h - stoisz pod każdymi światłami.

                              Bo zielonej fali nie ustawia się dla najwyższej dozwolonej predkości .
            • emes-nju Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:00
              vladcs napisał:

              > Ale jak ktoś nie wie, i jedzie szybko...

              Po pierwsze co to znaczy szybko? 50 km/h to szybko czy wolno? Jak na
              jazde, wolno, jak na kolozje z pieszym, zabojczo...

              A po drugie na polskich drogach naprawde nie ma predkosci
              bezpiecznej. Ktos kiedys policzyl, ze uwzgledniajac zasieg swiatel
              mijania (oraz tendencje do uzywania przez pieszych i najtrowerzystow
              strojow maskujacych), nie powinnismy w nocy jezdzic szybciej niz 30-
              35 km/h. I to poza terenem zabudowanym.

              Z jaka predkoscia nalezy wiec jechac, zeby nie potracic pieszego,
              ktory w powodzi odbijajacych sie od mokrego asfaltu swiatel wlezie
              pod kola? 10, 20 km/h?

              Sorry. (Wiem, ze to niepoprawne politycznie, ale mam to w d... -
              poprawnosc polityczna, ktora pozwala pieszym wierzyc, ze poprawne
              politycznie przepisy uratuja im zycie jest IDIOTYCZNA!) Niezaleznie
              od winy czy braku winy kierowcy, pieszy, ktory wchodzi pod kola
              jadacego auta tak, ze ten odbija go na wiele metrow, sam sobie
              zgotowal swoj los.
                • kozak-na-koniu Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 13:10
                  Nie w mieście, przygłupie, tylko w strefie zamieszkania i nie 30
                  km/godz, tylko 25 km/godz - wraz ze świadomością, że pieszy wszędzie
                  ma pierwszeństwo przed pojazdem. Na pozostałych drogach w obszarze
                  zabudowanym pojazdy mają pierwszeństwo przed pieszymi, a prędkość
                  jest ograniczona do 50 km/godz w dzień i 60 km/gpodz w nocy - chyba,
                  że znaki przewidują inne prędkości.
                  • shp80 Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 14:59
                    kozak-na-koniu napisał:

                    > Nie w mieście, przygłupie, tylko w strefie zamieszkania i nie 30
                    > km/godz, tylko 25 km/godz

                    20km/h, jeśli chodzi o ścisłość.

                    > Na pozostałych drogach w obszarze
                    > zabudowanym pojazdy mają pierwszeństwo przed pieszymi, a prędkość
                    > jest ograniczona do 50 km/godz w dzień i 60 km/gpodz w nocy -
                    chyba,
                    > że znaki przewidują inne prędkości.

                    No właśnie. Zdecydowanie w polskich miastach brakuje stref ruchu
                    uspokojonego 'tempo 30'. Jesli miasto posiada alternatywę w postaci
                    obwodnicy, to takich stref w centrum powinno być dużo.
              • a_weasley Prędkość bezpieczna 02.12.08, 18:05
                emes-nju napisał:

                > A po drugie na polskich drogach naprawde
                > nie ma predkosci bezpiecznej.

                Nie tylko na polskich. Bezpieczna prędkość to jest jak auto stoi (najlepiej w
                garażu).

                > Ktos kiedys policzyl, ze uwzgledniajac zasieg
                > swiatel mijania (oraz tendencje do uzywania
                > przez pieszych i najtrowerzystow
                > strojow maskujacych), nie powinnismy w nocy
                > jezdzic szybciej niz 30-35 km/h.

                Ściśle biorąc w nieoświetlonym terenie światła mijania, czas reakcji,
                skuteczność hamulców itp. umożliwiają zatrzymanie się przed przeszkodą
                niekontrastową z prędkości 43 km/h.

                > I to poza terenem zabudowanym.

                Jeśliby przyjąć, że poza terenem zabudowanym kierowca ma obowiązek przewidywać
                pojawienie się nieoświetlonej przeszkody, to tak.

                Na marginesie zauważę, że wpaść można nie tylko pod samochód. Tramwaj jest
                cięższy i ma większą drogę hamowania, już o pociągu z metrem włącznie nie
                wspominając, i w dodatku nie mogą pieszego ominąć. Czyżby i dla pojazdów
                szynowych należało wprowadzić jakieś radykalne ograniczenia?
                • emes-nju Re: Prędkość bezpieczna 03.12.08, 13:16
                  a_weasley napisał:

                  > emes-nju napisał:
                  >
                  > > A po drugie na polskich drogach naprawde
                  > > nie ma predkosci bezpiecznej.
                  >
                  > Nie tylko na polskich.

                  Ale sa kraje na swiecie, w ktorych predkosc nie musi byc przyczyna
                  kazdego wypadku...

                  Bo to, ze tylko zerowa predkosc jest bezpieczna, wiem i lansuje te
                  teze od dawna :-P Chcialbym tylko zaczac jezdzic po drogach, na
                  ktorych jezeli np. pojawi sie najtrower, to jak dojdzie do kolizji
                  nie ja bede wienien, bo "nie dostosowalem", tylko samobojca
                  wyruszajacy na droge bez swiatel. Bezpieczenstwa ruchu to radykalnie
                  nie poprawi (choc jak zacznie sie kasowac nieoswietlonych
                  rowerzystow, to moze pojda do sklepu i kupia za 10 zl komplet
                  lampek...), ale przynajmniej ja nie bede ciagany po sadach, za
                  potracenie kogos, kto zrobil wszystko, zebym go potracil.

                  > > Ktos kiedys policzyl, ze uwzgledniajac zasieg
                  > > swiatel mijania (oraz tendencje do uzywania
                  > > przez pieszych i najtrowerzystow
                  > > strojow maskujacych), nie powinnismy w nocy
                  > > jezdzic szybciej niz 30-35 km/h.
                  >
                  > Ściśle biorąc w nieoświetlonym terenie światła mijania, czas
                  > reakcji, skuteczność hamulców itp. umożliwiają zatrzymanie się
                  > przed przeszkodą niekontrastową z prędkości 43 km/h.

                  W tym wyliczeniu wzieto tez pod uwage to, ze kierowca przez wieksza
                  czesc czasu jedzie olsniony swiatlami jadacych z przeciwka.

                  Wracajac do wypadku bedacego kanwa tego watku - bez watpienia to, ze
                  bylo ciemno i padal deszcz mialo niebagatelny wplyw na to, ze doszlo
                  do wypadku. Piesi tego nie wiedza (choc, we wlasnym interesie,
                  powinni), ale w takich warunkach widac bardzo zle i wychodzenie
                  komus pod kola (bo siem ma - watpliwe - pierwszenstfo) nie jest
                  szczegolnie szczesliwym pomyslem...
                  • habudzik Re: Prędkość bezpieczna 03.12.08, 13:35
                    emes-nju napisał:

                    > Wracajac do wypadku bedacego kanwa tego watku - bez watpienia to, ze
                    > bylo ciemno i padal deszcz mialo niebagatelny wplyw na to, ze doszlo
                    > do wypadku. Piesi tego nie wiedza (choc, we wlasnym interesie,
                    > powinni),

                    A ponieważ nie wszyscy piesi są w stanie przyswoić , z różnych powodów , tę
                    oczywistą dla nas sprawę obowiązek "wiedzenia" spoczywać musi zawsze na tych
                    którzy za jej posiadanie otrzymali certyfikat uprawniający do prowadzenia
                    pojazdów i w tak trudnych warunkach .




                    ale w takich warunkach widac bardzo zle i wychodzenie
                    > komus pod kola (bo siem ma - watpliwe - pierwszenstfo) nie jest
                    > szczegolnie szczesliwym pomyslem...

                    Pieszy widzi dużo lepiej , jeśli jest zdrowy , lub dużo gorzej jeśli jest chory
                    . Kierowca zawsze musi o tym pamiętać . Za tą wiedzę otrzymał ( u nas czyt.
                    kupił ) certyfikat .
                    • kozak-na-koniu Re: Prędkość bezpieczna 03.12.08, 13:55
                      habudzik napisał:

                      > Za tą wiedzę otrzymał ( u nas czyt.
                      > kupił ) certyfikat .

                      Nie "tą", tylko "tę", a certyfikat to można ewentualnie dostać
                      unijny na eksport mięsa i wędlin, po zatwierdzeniu przez właściwego
                      terytorialnie Powiatowego Lekarza Weterynarii. U nas TO się nazywa
                      prawo jazdy. Co masz z polskiego?:D
          • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 12:43
            emes-nju napisał:

            > vladcs napisał:
            >
            > > Nie zapominajmy jednak, że jest to prosta, widoczność nie jest
            > > może rewelacyjna, ale nie jest też beznadziejna
            >
            > Zalozmy, ze chodzi o przejscie bez swiatel (jak sa swiatla, to
            > sytuacja jest jednoznaczna). Uwazam, ze widocznosc jest tam zla.
            > Szczegolnie w nocy i w deszczu.
            >
            > Facet jechal w strone Wisly, a wiec po prawej mial ciemne tlo parku.
            > Na tym tle pieszego chcacego przejsc z prawej na lewa MOZE nie byc
            > widac;

            Więc dlaczego jechał tak szybko skoro nic nie widział ?




            jezeli pieszy szedl z lewej na prawa, to MOGLY zaslaniac go
            > jadace w przeciwnym kierunku auta, albo MOGL byc niewidoczny w
            > potoku swiatel reflektorow i ich odbic.
            >
            > Obawiam, sie gdyby kierowca odpowiednio wczesnie widzial pieszego,
            > to by go nie zabil, bo malo kto jest morderca.

            Jęśli jechał za szybko mimo iż nie widział to jest mordercą .




            A zabic (i odbic na
            > duza odleglosc) mogl nawet jadac przepisowe 50 km/h i nie hamujac,
            > bo nie widzial...

            Nie przy 50km/h . Tiges pokazywał filmiki jak fruwają piesi i żaden z nich nie
            fruwał aż 30m mimo iz był to zwykły manekin ze sklepu .




            > Nie chce wydawac werdyktow, ale ZAWSZE w niemy podziw (dlatego
            > pisze) wprawia mnie jak osoba WIDZACA moze wejsc pod jadacy
            > samochod! Szczegolnie pod (byc moze) szybko jadacy...

            Moralność Kalego ? Kierowca mógł nie widziec a pieszy musiał widzieć . No prosze
            . A może to była osoba słabo widząca , może to była osoba z ograniczoną
            możliwością poprawnej oceny predkości a może ona w ogóle nic nie widziała lub
            tez uciekła ze szpitala i była pod wpływem lekarstw które utrudniały jej
            poruszanie się i właściwa ocene sytuacji . Należała jej się za to kara śmierci ?
            Bo co , bo lasek jest ciemny i się wariatowi zlewał z jezdnią ????
      • kozak-na-koniu Jak to kto? 01.12.08, 13:01
        Towarzysz budzik tyle razy się chwalili, jak to jeżdżą 120 km/godz
        po alejkach osiedlowych oraz 160 km/godz w pozostałym obszarze
        zabudowanym - to i wreszcie się doigrali... Teraz pójdą do pierdla
        na dożywocie i będzie spokój.:P
      • edek40 Re: I kto winny? 01.12.08, 13:05
        > Pieszy czy przejscie?

        A co, masz ochote na dyskusje, jakiz to pirat byl z kierowcy, bo piesza
        odrzucilo kawal drogi od przejscia? Niestety, nie podano na ten temat informacji.

        Jesli okaze, sie ze piesza weszla na czerwonym, to predkosc tylko nieznacznie
        zmniejszyla jej szanse na przezycie. Zasadniczo najbardziej je zmniejszyla
        wchodzac na czerwonym.

        Jesli zas okaze sie, ze przechodzila prawidlowo, to kierowca powinien dostac
        maksymalny wymiar kary i to bez zawiasow.
        • emes-nju Re: I kto winny? 01.12.08, 13:12
          edek40 napisał:

          > Jesli zas okaze sie, ze przechodzila prawidlowo

          Sorry. Jezeli do kolizji doszlo na niesterowanym przejsciu, to nie
          przechodzila prawidlowo, skoro zginela. Jest taki przepis:

          "Art. 14. Zabrania się:

          wchodzenia na jezdnię:

          bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla
          pieszych".


          , to kierowca powinien dostac
          > maksymalny wymiar kary i to bez zawiasow.
            • emes-nju Re: I kto winny? 01.12.08, 13:18
              vladcs napisał:

              > Pytanie, czy weszła "bezpośrednio"...

              Skutki to chyba sugeruja...

              > przepis tradycyjnie pozostawiający pole do interpretacji.

              Najwiekszy klopot w tym, ze rowniez NADinterpretacji.
              • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 13:23
                > Skutki to chyba sugeruja...

                Myślę, że niekoniecznie.

                Zakładając, że auto jechało bardzo szybko (kto wie, może i 200
                km/h), to w momencie wejścia kobiety na jezdnię mogło być całkiem
                daleko.
                A może hamowało, ale w wyniku śliskiej nawierzchni droga hamowania
                się wydłużyła bardziej niż kierowca się spodziewał.


                > Najwiekszy klopot w tym, ze rowniez NADinterpretacji.

                "Kocham" takie niekonkretne przepisy. "Uwielbiam."
                • emes-nju Re: I kto winny? 01.12.08, 13:35
                  vladcs napisał:

                  > > Skutki to chyba sugeruja...
                  >
                  > Myślę, że niekoniecznie.
                  >
                  > Zakładając, że auto jechało bardzo szybko (kto wie, może i 200
                  > km/h)

                  Widzialem auto, ktore zderzylo sie z pieszym jadac ok. 70 km/h.

                  Zniszczone byly: zderzak, maska, lampy, chlodnica, wzmocnienie
                  czolowe (blacha pod maska, ponad lampami) wbite bylo z taka sila, ze
                  blacharz usilujac je wyprostowac podnosil cale auto, podszybie (i
                  wycieraczki), przednia szyba, tablica rozdzielcza, dach i tylna
                  klapa (szyba ocalala).

                  Obejrzyj zdjecia tego Audi... Byc moze bylo szybko, ale na pewno nie
                  az tak szybko!
                  • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 13:40
                    Być może, ale zastanowiło mnie, że uszkodzenia są na samym "rogu",
                    nie centralnie. Przy takim "zahaczeniu"może i uszkodzenia byłyby
                    mniejsze nawet przy dużej prędkości.

                    Jeżeli prędkość byłą duża, a zahaczenie "o włos", to uszkodzenia
                    byłyby duże jak na niewielki kontakt, ale niewielkie generalnie.
                    • emes-nju Re: I kto winny? 01.12.08, 13:52
                      vladcs napisał:

                      > Być może, ale zastanowiło mnie, że uszkodzenia są na samym "rogu",
                      > nie centralnie. Przy takim "zahaczeniu"może i uszkodzenia byłyby
                      > mniejsze nawet przy dużej prędkości.

                      Przy takim zahaczeniu przy duzej predkosci, to ja stawiam na to (nie
                      jestem ekspertem, ale cala ta dyskusja, to "gdybanie"), ze zabity
                      pieszy lezalby ZA samochodem (tak, jak przy zderzeniu, ktorego
                      skutki opisalem powyzej - tam zreszta pieszy przezyl).

                      Wedlug mnie to, ze zabita lezala sporo przed autem swiadczy o
                      mniejszej predkosci samochodu - wzial ja na rogi, a potem, w czasie
                      hamowania, zrzucil.

                      Wedlug mnie, biorac pod uwage minimalne uszkodzenia auta, o zadnych
                      lotach z odbicia nie moglo byc mowy. Co? Od szyby sie tak odbila?!
                      Gdyby sila uderzenia byla dostateczna do odbicia na duza odleglosc,
                      to kobieta by sie nie odbila, a przebila... (Facet, ktory zdemolowal
                      powyzej opisane przeze mnie auto, prawie wsiadl do srodka, a potem,
                      wysiadajac, pogial i wbil na kilka cm dach).
                  • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 13:42
                    emes-nju napisał:

                    > Obejrzyj zdjecia tego Audi... Byc moze bylo szybko, ale na pewno
                    > nie az tak szybko!

                    Hmmm... 30-40 metrow od przejscia.
                    Zawiozl ja tam na masce, czy sama przeleciala?
        • habudzik Re: I kto winny? 01.12.08, 13:17
          edek40 napisał:

          > > Pieszy czy przejscie?
          >
          > A co, masz ochote na dyskusje, jakiz to pirat byl z kierowcy, bo piesza
          > odrzucilo kawal drogi od przejscia? Niestety, nie podano na ten temat informacj
          > i.
          >
          > Jesli okaze, sie ze piesza weszla na czerwonym, to predkosc tylko nieznacznie
          > zmniejszyla jej szanse na przezycie. Zasadniczo najbardziej je zmniejszyla
          > wchodzac na czerwonym.

          Nawet gdyby weszła na czerwonym bo była niewidoma i zagłuszono jej sygnał
          dzwiękowy to gdyby prędkość była sensowna miałaby duże szanse przeżycia .
          • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 13:20
            Ale nie gwarancję. Zginąć można i przy 20 km/h.

            Pamiętajmy, że nie wiemy z jaką dokładnie prędkością audi jechało.

            W sumie nie wiemy też - brutalnie (za co przepraszam) mówiąc - czy
            kobiecinę odrzuciło, czy przewiozło na masce.

            Bardzo jestem ciekaw ustaleń końcowych.
            • habudzik Re: I kto winny? 01.12.08, 13:25
              vladcs napisał:

              > Ale nie gwarancję. Zginąć można i przy 20 km/h.

              Nie no o gwarancji nie może być mowy . Sygnalizacja też jej nie daje . Chodzi o
              wieksze szanse . W końcu można złamac kark spadając z dywanu na podłoge ale
              szanse na przezycie większe niz przy upadku z 3 pietra .



              > Pamiętajmy, że nie wiemy z jaką dokładnie prędkością audi jechało.
              >
              > W sumie nie wiemy też - brutalnie (za co przepraszam) mówiąc - czy
              > kobiecinę odrzuciło, czy przewiozło na masce.

              Ślad na szybie raczej dowodzi o uderzeniu i odbiciu niz o "pozamiataniu"



              > Bardzo jestem ciekaw ustaleń końcowych.


              Ja też ale pewnie się nie dowiemy .
            • tiges_wiz Re: I kto winny? 01.12.08, 13:25
              raczej przewiozl ...
              przy duzych predkosciach pieszy laduje za samochodem ..podcinany jest
              okolo kolan ...

              droga hamowania na mokrym asfalcie z 50 km/h, zakladajac swietny czas
              reakcji 0.3 sekundy to 33 m.
              • habudzik Re: I kto winny? 01.12.08, 13:27
                tiges_wiz napisał:

                > raczej przewiozl ...
                > przy duzych predkosciach pieszy laduje za samochodem ..podcinany jest
                > okolo kolan ...

                Mimo to leci nieco do przodu a to oznacza że dłuuuugo leciała
              • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 13:29
                Tu widać ślad na szybie od strony kierowcy.
                Widać tez było, że potrącona była drobnej budowy.

                Różnie też bywa z tym lądowaniem za samochodem, niestety nie ma 100%
                reguły.
              • edek40 Re: I kto winny? 01.12.08, 14:56
                > raczej przewiozl ...
                > przy duzych predkosciach pieszy laduje za samochodem ..podcinany jest
                > okolo kolan ...

                Potwierdzam. Pieszy, ktory wlazl mi kiedys pod kola dostal przy predkosci nie
                mniejszej niz 60 km/h. Przelecial nad autem jak szmaciana lalka.
            • edek40 Re: I kto winny? 01.12.08, 13:31
              > Ale nie gwarancję. Zginąć można i przy 20 km/h.

              Dla budzika to zaden argument. Nie dociera rowniez do niego, ze ludzie maja
              prawo ginac na wlasna prosbe.
            • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 13:31
              vladcs napisał:

              > Ale nie gwarancję. Zginąć można i przy 20 km/h.

              Ale tylko z okolo 5-procentowym prawdopodobienstwem.
              Przy 70 km/h nie ma sie juz praktycznie zadnych szans.

              > Pamiętajmy, że nie wiemy z jaką dokładnie prędkością audi jechało.

              20 albo 30 z pewnoscia to nie bylo. A i na 50 chyba tez raczej nie wyglada.
              • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 13:36
                > Ale tylko z okolo 5-procentowym prawdopodobienstwem.

                Czasem i tyle wystarczy.

                > 20 albo 30 z pewnoscia to nie bylo. A i na 50 chyba tez raczej nie
                wyglada.

                Tak jak mówiłem, na moje oko jechało szybko, co czyni z kierowcy
                sprawcę. Ale mocniejszych podstaw niż "wydawanie się" nie mam.
                • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 13:48
                  vladcs napisał:

                  > Czasem i tyle wystarczy.

                  Wszystko kwestia inteligencji. Jak w grze kostka.
                  Mozna obstawic parzyste albo szostke. Kiep obstawia szostke bo uwaza, ze
                  obstawiajac parzyste tez mozna przegrac....


                  • kozak-na-koniu Re: I kto winny? 01.12.08, 13:54
                    W przeciwieństwie do Ciebie, ja kilka razy widziałem podobne
                    uszkodzenia pojazdów "w naturze" i z całą powagą mogę powiedzieć, że
                    pieszy został podrzucony do góry i spadł na przednią szybę pojazdu.
                    Nigdzie nie jest podane (oprócz jednej z wypowiedzi na tym forum, w
                    dodatku z zastrzerzeniem niepewności), że pieszy był wleczony lub
                    wieziony. Całe więc pieprzenie o prędkiości w tym wypadku jest
                    wyssane z palca przez wiadomych sprawców. Moim zdaniem, prędkość
                    uderzenia nie była wielka - mogła być rzędu kilkunastu - dwudziestu
                    paru kilometrów na godzinę), reszta - to tylko "gdybanie" i bełkot
                    tych, którzy wszystkim chcą narzucić subiektywnie i z góry przyjętą
                    tezę.
                    • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 13:58
                      kozak-na-koniu napisał:

                      > Moim zdaniem, prędkość uderzenia nie była wielka - mogła być rzędu
                      > kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzinę)

                      Droga hamowania z 25 km/h wynosi okolo 4,5 metra.
                      Jak przebyla pozostale 25-35 metrow od skrzyzowania?

                      Jakas teoria?
                        • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:07
                          W przeciwienstwie do ciebie rozumiem zaleznosc miedzy predkoscia uderzenia i
                          droga hamowania. I wiem, ze droga zatrzymania nie ma tu nic do rzeczy.

                          Jesli - jak twierdzisz - kierowca uderzyl w nia maksymalnie z szybkoscia
                          dwudziestu kilku kilometrow to musial byc juz w trakcie hamowania. Droga
                          hamowania z 25 km/h na mokrej nawierzchni wynosi okolo 4,5 metra.

                          Jak ta kobieta dotarla 25-35 metrow dalej?
                          • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 14:19

                            > Jesli - jak twierdzisz - kierowca uderzyl w nia maksymalnie z
                            szybkoscia
                            > dwudziestu kilku kilometrow to musial byc juz w trakcie hamowania.
                            Droga
                            > hamowania z 25 km/h na mokrej nawierzchni wynosi okolo 4,5 metra.

                            Wyliczenia raczej błędne (gdzie czas na reakcję?), ale nie to jest
                            istotne.

                            Jeżeli było to 4,5 m to oznaczałoby winę pieszej.
                            Pomijam już, że nie widziałem jeszcze, żeby ktoś jechał 25 km/h na
                            Waszyngtona... to nie jest droga osiedlowa.
                            • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:39
                              vladcs napisał:

                              > Wyliczenia raczej błędne (gdzie czas na reakcję?), ale nie to jest
                              > istotne.

                              Wyliczenia sa dobre i owszem jest to bardzo istotne.
                              Zalozylem, ze predkosc uderzenia, ktora podal kozak "kilkanascie lub
                              dwadziescia-kilka" km/h nie byla predkoscia poczatkowa z jaka poruszal sie
                              kierowca al. Waszyngtona (!) a predkosc koncowa z hamowania z wyzszej predkosci.

                              > Pomijam już, że nie widziałem jeszcze, żeby ktoś jechał 25 km/h na
                              > Waszyngtona... to nie jest droga osiedlowa.

                              Dobrze, ze i tego nie musze jeszcze tlumaczyc...

                              > Jeżeli było to 4,5 m to oznaczałoby winę pieszej.

                              A to ciekawe! Moglbys to jakos objasnic bo teraz ju zupelnie mnie zdezorientowales.
                              • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 14:44
                                > Wyliczenia sa dobre i owszem jest to bardzo istotne.
                                > Zalozylem, ze predkosc uderzenia, ktora podal kozak "kilkanascie
                                lub
                                > dwadziescia-kilka" km/h nie byla predkoscia poczatkowa z jaka
                                poruszal sie
                                > kierowca al. Waszyngtona (!) a predkosc koncowa z hamowania z
                                wyzszej predkosci
                                > .

                                Nie wynika to z Twojej wypowiedzi.

                                > > Jeżeli było to 4,5 m to oznaczałoby winę pieszej.
                                >
                                > A to ciekawe! Moglbys to jakos objasnic bo teraz ju zupelnie mnie
                                zdezorientowa
                                > les.

                                Oznaczałoby, że piesza prawdopodobnie weszła na jezdnie bezpośrednio
                                przed jadący pojazd.
                                • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:55
                                  vladcs napisał:

                                  > Nie wynika to z Twojej wypowiedzi.

                                  Sorry. Nastepnym razem napisze, ze owszem to mozliwe, ze kierowca mogl jechac
                                  al. Waszyngtona ze stala szybkoscia "rzędu kilkunastu - dwudziestu paru" km/h,
                                  wzial na przejsciu dla pieszych bez hamowania kobiete na maske i zawiozl 30-40
                                  metrow dalej ale osobiscie uwazam, ze predkosc ta "rzędu kilkunastu - dwudziestu
                                  paru" km/h byla predkoscia koncowa z uprzednio rozpoczetego hamowania.

                                  > Oznaczałoby, że piesza prawdopodobnie weszła na jezdnie
                                  > bezpośrednio przed jadący pojazd.

                                  Ups. Moze wiedziec dlaczego?
                                  • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 15:10
                                    > > Oznaczałoby, że piesza prawdopodobnie weszła na jezdnie
                                    > > bezpośrednio przed jadący pojazd.
                                    >
                                    > Ups. Moze wiedziec dlaczego?

                                    Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że kierowca jechał bardzo szybko,
                                    zobaczył pieszą z tak daleka, żeby zdążyć wytracić prędkość do 25
                                    km/h i mi mo to się nie wyrobić, ani nie odbić w bok tylko podłużnym
                                    ślizgiem w nią wjechać.

                                    Przy uderzeniu 25 km/h bardziej prawdopodobne, że jechał około 50, i
                                    w momencie gdy kobieta weszła na przejście był na tyle blisko że nie
                                    zdążył zatrzymać samochodu.

                                    Możemy jednak zostawić te dywagacje bo są bez sensu. Nie wiemy ani
                                    jaka była ta prędkość (wydaje że jednak większa niż 25 skoro piesza
                                    nie przeżyła), ani gdzie auto się zatrzymało, ani nawet jak ją
                                    trafiło.
                                    • emes-nju Re: I kto winny? 01.12.08, 15:28
                                      vladcs napisał:

                                      > Nie wiemy ani jaka była ta prędkość (wydaje że jednak większa niż
                                      > 25 skoro piesza nie przeżyła)

                                      To o NICZYM nie swiadczy!

                                      Osobiscie, na wlasne galy widzialem smierc kobiety potraconej przez
                                      autobus, ktory ledwie sunal (mial predkosc porownywalna z pieszym!).
                                      Starsza pani odbila sie od przodu autobusu i upadla na asfalt.
                                      Sadzac z objawow pekla jej jakas arteria w plucach (potezny krwotok
                                      w ust). Czy od uderzenia o autobus czy od uderzenia o ziemie nie
                                      wiem. Ale obydwa uderzenia byly z minimalna, w porownaniu z
                                      predkoscia przecietnych aut, predkoscia! To byly pojedyncze km/h!

                                      Kobieta z tekstu bedacego kanwa tego watku nie musiala zginac od
                                      uderzenia samochodem - mogla zginac od uderzenia glowa o asfalt!
                                      Zeby zginac w ten sposob, w "sprzyjajacych okolicznosciach" nie
                                      trzeba nawet wpadac pod samochod...
                                      • hanni Re: I kto winny? 02.12.08, 09:07
                                        emes-nju napisał:

                                        > vladcs napisał:
                                        >
                                        > > Nie wiemy ani jaka była ta prędkość (wydaje że jednak większa niż
                                        > > 25 skoro piesza nie przeżyła)
                                        >
                                        > To o NICZYM nie swiadczy!

                                        Owszem swiadczy. O tym, ze prawdopodobienstwo poniesienia smierci przy zderzeniu
                                        z samochodem przy akiej szybkosci wynosi okoolo 5% zas prawdopdobienstwo, ze
                                        kobieta przeszla (potoczyla sie?) po smiertelnym uderzeniu jeszcze 25-35 metrow
                                        dalej od miejsca wypadku jest rowne zeru.
                                    • hanni Re: I kto winny? 02.12.08, 09:01
                                      vladcs napisał:

                                      > Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że kierowca jechał bardzo szybko,
                                      > zobaczył pieszą z tak daleka, żeby zdążyć wytracić prędkość do 25
                                      > km/h i mi mo to się nie wyrobić, ani nie odbić w bok tylko
                                      > podłużnym ślizgiem w nią wjechać.

                                      Ja moge sobie to wyobrazic jak najbardziej.
                                      Jesli pieszy wszedl na przejscie widzac samochod w odleglosci 65 metrow to
                                      kierowca jadacy z predkoscia 80 km/h biorac sie za hamowania dojechalby do
                                      przejscia z predkoscia rzedu 25 km/h.

                                      Wszelkie rozwazania na temat odbijania w bok mozna sobie darowac.
                                      Czas potrzebny do zapoczatkowania hamowania wynosi mniej niz jedna sekunde. Czas
                                      pelnego hamowania to 4,8 s. W tym czasie samochod nie jest wcale albo ledwo
                                      sterowalny. Kierowca jst sparalizowany zaistniala sytuacja. Wszelkie odbijanie
                                      tylko podnosi ryzyko jeszcze wiekszego karambolu.
                                      W tak ekstremalnej sytuacji sam pieszy tez jest przeciez nieobliczalny. Skad
                                      wiadomo jak zachowa sie na widok ostro hamujacego samochodu? Stanie jak wryty
                                      czy skoczy do przodu albo do tylu, zeby uniknac zderzenia?

                                      > Przy uderzeniu 25 km/h bardziej prawdopodobne, że jechał około 50,

                                      Sorry ale absolutnie nie podzielam tej opinii.
                                      Fizyczne realia przebiegu hamowania sa takie, ze mogl w tej sytuacji rownie
                                      dobrze jechac 50, 70, 90 i 120 km/h.
                                      Po prostu nie starczylo bo byl za szybko.

                                      > i w momencie gdy kobieta weszła na przejście był na tyle blisko że
                                      > nie zdążył zatrzymać samochodu.

                                      Mylisz sie. Fizyki nie mozesz oszukac. Jesli hamujac mial na przejsciu predkosc
                                      rzedu 25 km/h (co jest z reszta zupelnym absurdem) to rownie dobrze mogl zaczac
                                      hamowac z predkosci 50, 70, 90 albo 120 km/h.


                              • kozak-na-koniu Re: I kto winny? 01.12.08, 14:46
                                hanni napisał:

                                > Zalozylem, ze predkosc uderzenia, ktora podal kozak "kilkanascie
                                lub
                                > dwadziescia-kilka" km/h nie byla predkoscia poczatkowa z jaka
                                poruszal sie
                                > kierowca al. Waszyngtona (!) a predkosc koncowa z hamowania z
                                wyzszej predkosci

                                Bardzo źle założyłeś, bo jak zwykle nic nie zrozumiałeś.
                                Stwierdziłem tylko, że moim zdaniem prędkość uderzenia nie była
                                wielka. Kropka. Nic ponadto. Wybrałeś z tego to, co Ci odpowiadało i
                                dodałeś jeszczre coś od siebie. Typowe dla habudzikowatych oraz
                                imigrantów w Grazu, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że są
                                bardzo mądrzy i kompetentni. Proszę nie kłamać i nie wycierać sobie
                                tyłka moimi wypowiedziami, chyba stać Cię na własne.
                                • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 15:00
                                  kozak-na-koniu napisał:

                                  > Bardzo źle założyłeś, bo jak zwykle nic nie zrozumiałeś.
                                  > Stwierdziłem tylko, że moim zdaniem prędkość uderzenia nie była
                                  > wielka. Kropka. Nic ponadto.

                                  Nie calkiem moj drogi. Napisales, ze predkosc mogla byc "rzędu kilkunastu -
                                  dwudziestu paru" km/h.
                                  Jesli kierowca mial taka szybkosc na przejsciu to sa raczej tylko dwie
                                  mozliwosci wchodzace w rachube:

                                  1. Jechal szybciej ale na widok kobiety zaczal hamowac i w chwili, kiedy znalazl
                                  sie na przejsciu mial taa wlasnie predkosc koncowa "rzędu kilkunastu -
                                  dwudziestu paru" - i to wydalo mi sie najbardziej prawdopodobne.

                                  Ale istnieja tez inne mozliwosci:

                                  2. ze kierowca jechal al. Waszyngtona ze stala szybkoscia "rzędu kilkunastu -
                                  dwudziestu paru" km/h, wzial na przejsciu dla pieszych bez hamowania kobiete na
                                  maske i zawiozl 30-40 metrow dalej.

                                  3. ze kierowca wlasnie rozpedzal... i od skrzyzowania to samo co w punkcie 2.


                                  Ktory wariant miales na mysli?
                      • tiges_wiz Re: I kto winny? 01.12.08, 14:01
                        1. bylo mokro ... wspolczynik tarcia mokrego asfaltu to 4.5
                        2. czas reakcji ... od 0.3 do 0.5 .. ale zxdarza sie i wiecej ..
                        wezme 0.3, zadzialnie hamulcow 0.5 s

                        zaloze sobie 50 km/h

                        0.8 do zaczecia hamowania to: 11.8 m
                        droga hamowania na slizkim asfalcie: 21.4 m

                        razem 33.2 m ..
                        masz jeszcze jakies pytania?
                        • kozak-na-koniu Re: I kto winny? 01.12.08, 14:17
                          Skończcie już... Wszystko, co wiadomo, to że do wypadku doszło
                          prawdopodobnie po zmroku, na kilkupasmowej ulicy, prawdopodobnie w
                          złych warunkach. Nic nie wiadomo o okolicznościacc wypadku,
                          prędkości, natężeniu ruchu, okolicznościach pojawienia się pieszego
                          na przejściu, rzeczywistej widoczności... Wszystko to sprawia, że
                          takie teoretyzowanie i szukanie winnego jest w sam raz dobre dla
                          programu "uwaga pirat".:(
                          • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:24
                            kozak-na-koniu napisał:

                            > Nic nie wiadomo o okolicznościacc wypadku,

                            Jak to "nic"? Przeciez napisales wlasnie, ze predkosc uderzenia "nie byla
                            wielka" "mogła być rzędu kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzine".

                            A ja tylko dodalem, ze jesli uderzyl ja na przejsciu z szybkoscia "dwudziestu
                            kilku" km/h to musial sie zatrzymac okolo 5 metrow za przejsciem. A nie w
                            odleglosci "30-40" metrow, gdzie lezaly jej zwloki.
                            • kozak-na-koniu Re: I kto winny? 01.12.08, 14:33
                              Jako osobie nie kumatej w polskiej pisowni - nawet drukowanymi,
                              prezez co mającej poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem,
                              cytuję CAŁĄ moją wcześniejszą wypowiedź, zaznaczając słowa, na które
                              warto zwrócić uwagę:
                              "W przeciwieństwie do Ciebie, ja _kilka razy widziałem podobne
                              uszkodzenia pojazdów "w naturze"_ i z całą powagą mogę powiedzieć,
                              że pieszy został podrzucony do góry i spadł na przednią szybę
                              pojazdu. _Nigdzie nie jest podane (oprócz jednej z wypowiedzi na tym
                              forum, w dodatku z zastrzerzeniem niepewności), że pieszy był
                              wleczony lub wieziony._ Całe więc pieprzenie o prędkiości w tym
                              wypadku jest wyssane z palca przez wiadomych sprawców. _Moim
                              zdaniem,_ prędkość uderzenia nie była wielka - _mogła być rzędu
                              kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzinę_, reszta - to
                              tylko "gdybanie" i bełkot tych, którzy wszystkim chcą narzucić
                              subiektywnie i z góry przyjętą tezę."
                              • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:42
                                Bardzo mi przykro.

                                Nawet jesli tlumaczysz tak jak twojej mamie wynika z tego to samo:
                                "_Moim zdaniem,_ prędkość uderzenia nie była wielka - _mogła być rzędu
                                kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzinę_"

                                I jesli nawet wynosilaby 25 km/h to niczego nie zmienia to w tym, ze kierowca
                                hamujac z tej szybkosci mogl przejechac okolo 4,5 m poza przejscie.
                                • kozak-na-koniu Re: I kto winny? 01.12.08, 14:51
                                  Powtarzam pytanie (wiem, że niektórym trzeb powtarzać wiele razy,
                                  zanim cokolwiek zrozumieją): skąd wiesz kiedy i z jakiej odległłości
                                  kierowca zauważył pieszego, czy w ogóle go zauważył, z jaką
                                  prdkością jechał, kiedy rozpoczął hamowanie, gdzie się zatrzymał
                                  itd.?
                                  • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 15:13
                                    kozak-na-koniu napisał:

                                    > Powtarzam pytanie (wiem, że niektórym trzeb powtarzać wiele razy,
                                    > zanim cokolwiek zrozumieją): skąd wiesz kiedy i z jakiej odległłości
                                    > kierowca zauważył pieszego, czy w ogóle go zauważył, z jaką
                                    > prdkością jechał, kiedy rozpoczął hamowanie, gdzie się zatrzymał
                                    > itd.?

                                    A ja powtorze po raz kolejny:
                                    Jesli zalozymy, ze rzeczywiscie - jak twierdzisz - kierowca uderzyl w pieszego
                                    na przejsciu z predkoscia "rzedu kilkunstu dwudziestu-kilku" km/h i byl w
                                    trakcie hamowania to na droge jego hamowania za przejsciem nie ma juz zadnego
                                    wplywu ani to z jakiej odległłości
                                    kierowca zauważył pieszego, ani to czy w ogóle go zauważył, ani to z jaką
                                    prdkością jechał, kiedy rozpoczął hamowanie.

                                    • a_weasley Re: I kto winny? 02.12.08, 18:12
                                      hanni napisał:

                                      > Jesli zalozymy, ze rzeczywiscie - jak twierdzisz
                                      > - kierowca uderzyl w pieszego na przejsciu
                                      > z predkoscia "rzedu kilkunstu dwudziestu-kilku"

                                      Czy po niemiecku nie ma różnicy między "prędkość była" i "prędkość mogła być"?
                                      Po polsku jest, i KnK użył tego drugiego zwrotu.
                                      • hanni Re: I kto winny? 02.12.08, 18:36
                                        a_weasley napisał:

                                        > Czy po niemiecku nie ma różnicy między "prędkość była" i "prędkość mogła być"?

                                        Czemu pytasz o to akurat mnie?

                                        > Po polsku jest, i KnK użył tego drugiego zwrotu.

                                        Wiem. I co?
      • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 13:12
        A co sugerujesz?

        Bo mi się wydaje ze kierowca (z naciskiem na WYDAJE MI SIĘ"). Są
        jednak potencjalne okoliczności które go tłumaczą (np wtargniecie na
        czerwonym świetle) są i takie, które wyjaśniają dlaczego nie widzial
        pieszej (zakładam optymistycznie, ze nie rozjechał jej celowo), ale
        nie wiemy tego. Ja widziałem tylko skutki, i przyjmuję, że mogę się
        mylić jakiegokolwiek osądu bym nie przyjął.

        Widziałem też nieraz, że w tym miejscu piesi zachowują się jak
        lemingi przebiegając przez jezdnię poza pasami, a przejście na
        czerwonym widziałem nader często.

        Raportu policji nie mogę nigdzie znaleźć.

        A szczerze, to wydaje mi się że szukasz bezsensownej zaczepki. Ale
        pomyliłeś wątki.
        • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 13:36
          vladcs napisał:

          > Bo mi się wydaje ze kierowca (z naciskiem na WYDAJE MI SIĘ").

          No cos ty? Nawet jesli jechal za szybko to tylko dlatego bo byl wkurzony, ze tam
          nie ma autostrady.
            • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 13:52
              vladcs napisał:

              > Co chciałeś wnieść tym?

              To samo co zawsze. Ludzie zabijaja sie na drogach Polski jak lemingi (w
              Warszawie ginie statystycznie 12! razy wiecej pieszych niz np. w Berlinie) ale
              wielu wierzy w to, ze kierowcy sa calkowicie bez winy.
              Winni sa piesi, policja, drogowka, brak autostrad i pogoda.
              • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 13:58
                Nie sądzę, żeby ktokolwiek uważał, że są całkowicie bez winy
                (dowodem ten wątek). To Ty przykładasz jedną miarę do wszystkiego i
                sugerujesz, że są zawsze i całkowicie winni.

                > Winni sa piesi, policja, drogowka, brak autostrad i pogoda.

                JEsteś jedynym w tym wątku który tak napisał lub chocby zasugerował.
                Czepiasz się ale spudłowałeś.
                • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:02
                  Symptomatyczne, ze nie widzisz wszystkich tych, krorzy sa przekonani, ze winna
                  mogla byc tylko kobieta a predkosc samochodu nie mogla przekraczac kilknastu
                  albo dwudziestu kilku km/h.
                  • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 14:22
                    Symptomatyczne? A czego to symptom Twoim zdaniem?

                    Pokaż kto tak napisał, że "winna mogła być tylko kobieta a predkosc
                    samochodu nie mogla przekraczac kilknastu albo dwudziestu kilku
                    km/h". Jak czytam to widze co najwyżej, że istnieje taka możliwość
                    (bardziej lub mniej prawdopodobna). Bo temu chyba nie zaprzeczysz?
                      • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 14:36
                        człowieku obudź się!!!

                        To są dywagacje (nie pewność, a przypuszczenia!) o prędkości i
                        przebiegu zdarzenia a nie rozstrzyganie o winie! Resztę sam sobie
                        dopowiadasz.

                        Nie widzę też stwierdzenia, że winna mogła być tylko kobieta.
                        • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:45
                          vladcs napisał:

                          > człowieku obudź się!!!
                          >
                          > To są dywagacje

                          W takim razie prosilbym o wskazanie miejsca gdzie twierdze, ze (cytuje) polscy
                          kierowcy "są zawsze i całkowicie winni"

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=87878666&a=87944069
                          vladcs napisał:

                          > Nie sądzę, żeby ktokolwiek uważał, że są całkowicie bez winy
                          > (dowodem ten wątek). To Ty przykładasz jedną miarę do wszystkiego i
                          > sugerujesz, że są zawsze i całkowicie winni.
                          • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 14:55
                            Napisałem że "sugerujesz" a nie "twierdzisz". Takim sugerowaniem
                            jest choćby to:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=87878666&a=87942961
                            lub to:

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=87878666&a=87943745
                            Ponadto, ogół Twoich wypowiedzi na forum na to wskazuje. Nie
                            przypominam sobie wątku w którym mowa byłaby o niebezpiecznej
                            sytuacji (faktycznej bądź hipotetycznej) lub wypadku, a Ty nie
                            obwiniałbyś kierowcy i jego zbyt szybkiej jazdy.

                            Naprawdę masz ochotę bawić się w odbijanie piłeczki? Przeszukiwanie
                            archiwalnych postów na forum jest co najmniej bez sensu.
                              • vladcs Re: I kto winny? 01.12.08, 15:27
                                Wybacz, ale języka uczyć mnie nie będziesz...

                                Zastanów się właśnie, co ten sarkazm przekazuje? Bo moim zdaniem
                                pokpiwasz w ten sposób z tych, którzy widzą w sytuacjach drogowych
                                omawianych na tym forum winę innych czynników niż głupi kierowca.
                                Wykorzystujesz sytuację - niejako pars pro toto - w której
                                najpewniej wina jest po stronie kierowcy jako "a nie mówiłem" (bo
                                przytyk stosujesz opierając się na innych wątkach, w których
                                obwiniane są drogi, policja itp) do wszelkich innych, próbując
                                potwierdzić w ten sposób swoją rację w tamtych innych wątkach,
                                zapominając jednak, że w tej sytuacji nikt w zaparte nie idzie i nie
                                próbuje udowadniać że winna była piesza.
                      • kozak-na-koniu Re: I kto winny? 01.12.08, 14:38
                        Powtarzam pytanie: co ma wspólnego droga hamowania i zatrzymania z
                        prędkością uderzenia w tym przypadku? Poza tym, chciałbym wiedzieć
                        skąd wiesz z jaką prędkością kierowca jechał w momencie, w którym
                        zauważył pieszego, czy w ogóle go zauważył, a jeśli tak, to gdzie
                        kierowca rozpoczął hamowanie i gdzie się zatrzymał?
                        • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 14:51
                          kozak-na-koniu napisał:

                          > co ma wspólnego droga hamowania i zatrzymania z prędkością
                          > uderzenia w tym przypadku?

                          Jako osobie nie kumatej w polskiej pisowni - nawet drukowanymi,
                          prezez co mającej poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem,
                          cytuję CAŁĄ moją wcześniejszą wypowiedź, zaznaczając słowa, na które
                          warto zwrócić uwagę:

                          Skoro napisales, ze "prędkość uderzenia nie była wielka - mogła być rzędu
                          kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzinę" to znaczy to, ze do takiej
                          predkosci kierowca - twoim zdaniem - wyhamowal swoj samochod na przejsciu.

                          Jesli na przejsciu (hamujac) mial taka predkosc to mogl najwyzej przejechac
                          jeszcze okoko 4,5 metrow. Nadazasz?

                          No chyba, ze uwazasz, ze jechal aleja Waszyngtona caly czas z predkoscia "zędu
                          kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzinę", wzial kobiete na maske i
                          nie hamujac dowiozl ja 30-40 metrow dalej....

                          W twoim wypadku nawet by mnie to nie zaskoczylo.
                          • kozak-na-koniu Re: I kto winny? 01.12.08, 14:56
                            hanni napisał:

                            > Skoro napisales, ze "prędkość uderzenia nie była wielka - mogła
                            być rzędu
                            > kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzinę" to znaczy to,
                            ze do takiej
                            > predkosci kierowca - twoim zdaniem - wyhamowal swoj samochod na
                            przejsciu.

                            Powtarzam pytanie: gdzie kierowca się zatrzymał?

                            > Jesli na przejsciu (hamujac) mial taka predkosc to mogl najwyzej
                            przejechac
                            > jeszcze okoko 4,5 metrow. Nadazasz?

                            Powtarzam pytanie:gdzie kierowca się zatrzymał (wiemy tylko, że po
                            upływie bliżej nieokreślonego czasu stał obok jezdni)?

                            > No chyba, ze uwazasz, ze jechal aleja Waszyngtona caly czas z
                            predkoscia "zędu
                            > kilkunastu - dwudziestu paru kilometrów na godzinę", wzial kobiete
                            na maske i
                            > nie hamujac dowiozl ja 30-40 metrow dalej....

                            Powtarzam moją wypowiedź "MOIM ZDANIEM prędkość uderzenia nie była
                            wielka" itd.. Nic nie wiem o prędkości, z jaką kierowca jechał
                            wcześniej.

                            > W twoim wypadku nawet by mnie to nie zaskoczylo.

                            ...Jak to w Grazu, gdzie są strefy 30 km/godz itd..
                            • hanni Re: I kto winny? 01.12.08, 15:09
                              kozak-na-koniu napisał:

                              > Powtarzam pytanie: gdzie kierowca się zatrzymał?

                              Tlumacze po raz kolejny z rzedu: jesli na przejsciu poruszal sie z predkosci
                              "rzedu kilkunastu lub dwudziestu-kilku" km/h i byl w trakcie hamowania to
                              zatrzymal sie okolo 5 metrow za skrzyzowaniem.

                              >
                              > > Jesli na przejsciu (hamujac) mial taka predkosc to mogl najwyzej
                              > przejechac
                              > > jeszcze okoko 4,5 metrow. Nadazasz?
                              >
                              > Powtarzam pytanie:gdzie kierowca się zatrzymał (wiemy tylko, że po
                              > upływie bliżej nieokreślonego czasu stał obok jezdni)?

                              No to jeszcze raz:
                              Jesli na przejsciu poruszal sie z predkosci "rzedu kilkunastu lub
                              dwudziestu-kilku" km/h i byl w trakcie hamowania to zatrzymal sie okolo 5 metrow
                              za skrzyzowaniem.


                              > Powtarzam moją wypowiedź "MOIM ZDANIEM prędkość uderzenia nie była
                              > wielka" itd..

                              itd. bylo "rzedu kilkunastu dwudziestu-kilku" km/h.
                              ...i jesli na przejsciu poruszal sie z predkosci "rzedu kilkunastu lub
                              dwudziestu-kilku" km/h i byl w trakcie hamowania to zatrzymal sie okolo 5 metrow
                              za skrzyzowaniem.

                              To jest fizyka.


                              > Nic nie wiem o prędkości, z jaką kierowca jechał wcześniej.

                              I nie ma to tutaj nic do rzeczy. Nie uwierzysz ale obojetne czy jechal wczesniej
                              200 km/h, 100 km/h, 70 km/h... czy 30 km/h.
                              Jesli podczas hamowania na przejsciu uderzyl w kobiete z predkoscia "rzedu
                              kilkunstu dwudziestu-kilku" km/h - jak twierdzisz - to musial sie zatrzymac
                              okolo 5 metrow za skrzyzowaniem.

                              Uwierz mi, jesli nie potrafisz tego obliczyc.

                              • tiges_wiz Re: I kto winny? 01.12.08, 15:34
                                dla mnie jedyny przebieg tego wypadku, ktory mogl sie tak skonczyc i
                                kierowca bedzie niewinny, to bezposrednie wejscie pod auto jadace 50
                                km/h ..
                                kazdy inny scenariusz obciaza tez kierowce.
                                • a_weasley Re: I kto winny? 02.12.08, 18:17
                                  tiges_wiz napisał:

                                  > bezposrednie wejscie pod auto jadace 50 km/h..
                                  > kazdy inny scenariusz obciaza tez kierowce.

                                  Toś chyba ciut przesadził.
                                  Wejście w odległości do 14 m przed auto jadące szybciej daje ten sam efekt -
                                  gdyby nawet kierowca jechał 50, to i tak by pieszego trafił z pełną prędkością.
                                  Natomiast przy wejściu w większej odległości można mówić, że kierowca się
                                  przyczynił. Jeśli jednak to była taka odległość, że przy prędkości 50 km/h
                                  uniknięcie wypadku wymagałoby istotnej zmiany prędkości (tzn. hamowania, a nie
                                  tylko zdjęcia nogi z gazu) albo zmiany kierunku, a pierwszeństwo miałby samochód
                                  (tzn. jego zielone, pieszego czerwone), to kierowca nawet się nie przyczynił.
                • edek40 Re: I kto winny? 01.12.08, 15:18
                  > Nie sądzę, żeby ktokolwiek uważał, że są całkowicie bez winy
                  > (dowodem ten wątek). To Ty przykładasz jedną miarę do wszystkiego i
                  > sugerujesz, że są zawsze i całkowicie winni.

                  Wielu na tym forum chetnie wszystko sprowadza do dwoch barw - czarnej i bialej.
                  Jesli wiec napiszesz, ze kierowcy nie uwazaja na pieszych, a piesi nie uwazaja
                  na nic, to zaraz ktos napisze, ze jestes piratem drogowym.
        • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 15:02
          vladcs napisał:

          > Napisał to reporter, nie wiem czy widział co się stało.
          >
          > "rozpędzony" nie oznacza dokładnej prędkości. Ruszając spod świateł
          > też się rozpędzasz, na przykład do 30 km/h.
          >

          Nikt na jadacego 60km/h tam gdzie wszyscy jeżdżą 70 nie powie że jest rozpedzony
          czy że pędzi .
          • vladcs Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 15:14
            Pod warunkiem, że masz punkt odniesienia jako obserwator (tj jeżeli
            widzisz 2 pojazdy z których jeden jedzie 60 a drugi 70).
            Dla obserwatora (stojącego) nawet 40 to szybko.

            Powtórzę też, że reporter nie był świadkiem zdarzenia, dlatego
            relacje o szybkości można potraktować trochę na zasadzie głuchego
            telefonu.

            Kiedy rozbił się młody Zientarski, świadkowie też mówili o 300 km/h,
            a okazało się dużo mniej. Po prostu oko ludzkie nie jest
            przystosowane do celnej oceny prędkości ruchu.
            • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 01.12.08, 20:23
              vladcs napisał:

              > Pod warunkiem, że masz punkt odniesienia jako obserwator (tj jeżeli
              > widzisz 2 pojazdy z których jeden jedzie 60 a drugi 70).
              > Dla obserwatora (stojącego) nawet 40 to szybko.

              To nie ma nic wspólnego z liczbą na predkościomierzu . Jadący 40 koło trzepaka i
              piaskownicy będzie odebrany jako "pedzący" bo wszyscy normalni jada tam 5km/h .
              Jadący 70km/h autostradą będzie przez tę samą osobę odebrany jak zawalidroga bo
              wszyscy jadą tam over 130km/h . Tylko wzajemne połączenie prędkości i miejsca
              może wzbudzać takie czy inne odczucia u obserwatora . W miejscu wypadku kierowca
              został odebrany jako "pędzący" bo jechał znacznie szybciej niż zwykle tam sie
              jeździ a że zwykle tam sie jeździ i tak za szybko to efekt widać po szybie audi
              , zresztą po jej lewej krawędzi co dowodzi że pieszka była już dawno na pasach .
              Żeby przejść dwa pasy swobodnie to jednak trochę czasu potrzeba . No chyba że
              zaraz uznasz że była to murzyńska sprinterka .




              > Powtórzę też, że reporter nie był świadkiem zdarzenia, dlatego
              > relacje o szybkości można potraktować trochę na zasadzie głuchego
              > telefonu.

              Dowiedział sie od świadka . Dlaczego świadek miałby kłamać ?
                    • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 02.12.08, 09:30
                      kozak-na-koniu napisał:

                      > Widzę, towarzyszu, że macie cudowny dar czytania także tego, co nie
                      > zostało napisane albo zostało napisane inaczej, albo też na zupełnie
                      > inny temat. To jest bardzo cenny dar, takich ludzi nam trza.:D

                      " na przejściu dla pieszych rozpedzone Audi uderzyło przechodnia " . Nie
                      rozumiem dlaczego pan X miałby tak napisać w sytuacji gdyby to pieszka wbiegła z
                      za samochodów wprost pod ślimaczące się Audi .
                      • kozak-na-koniu Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 02.12.08, 09:42
                        Bo widzicie, towarzyszu, "ropędzony" niekoniecznie znaczy to samo,
                        co "pędzący". To pierwsze jest pojęciem ścisłym i oznacza, że
                        obiektowi uprzednio znajdującemu się w bezruchu (pojęcie względne,
                        gdyż wszystko zależy od punktu odniesienia) nadano bliżej
                        nieokreśloną prędkość (w przedziale od 0,000000000000001 km/godz. do
                        nieskończoności); drugie natomiast jest określeniem potocznym,
                        oznaczającym obiekt poruszający się z dużą prędkością. Fizyka nie
                        kłamie, musicie jeszcze dłuuuugo się uczyć, ale jesteście na dobrej
                        drodze.:)
                        • habudzik Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 02.12.08, 10:01
                          A czy ja , koza , twierdze co innego odnośnie różnic pomiędzy pędzacym a
                          rozpedzonym ???? Tyle że ew. świadek wypadku mówi językiem potocznym używając
                          zwrotów ; szalony , wariat , idiota , samobójca ...... I co teraz bedziesz
                          roztrząsał różnice pomiędzy tymi określeniami ? Przeciez dotyczą jednej i tej
                          samej osoby .
                                  • niknejm Re: Śmiertelne potrącenie pieszego w Warszawie 02.12.08, 15:44
                                    habudzik napisał:

                                    > Wszystko jedno czy to czytelnik czy czytelniczka albo ogladacz .

                                    Albo policjant. Albo operator kamery monitoringu. Albo po prostu
                                    dziennikarz napisał cokolwiek na ten temat, bazując na wstępnych
                                    ustaleniach policji. Nie wiadomo.
                                    I nie pasuje mi tu coś. Piesza leżała kilkadziesiąt metrów od
                                    przejścia. Takie coś ZAZWYCZAJ wydarza się przy uderzeniu przez
                                    autobus lub ciężarówkę. Osobówka (jadąca szybko) zwykle podcina
                                    ofiarę i ta pada znacznie bliżej od przejścia. Sugerowałoby to albo
                                    jakiś cudaczny przypadek (co oczywiście możliwe, choć mało
                                    prawdopodobne) albo to, że piesza została potrącona w pewnej
                                    odległości od przejścia.
                                    Na Twoim miejscu Habudzik, unikałbym twierdzeń kategorycznych o
                                    świadkach, winie itp. Bo znowu wyjdzie Ci taki numer jak w wątku o
                                    ropie - gdzie rzeczywistość nie dostosowała sie do Twoich
                                    przewidywań. ;-)

                                    Pzdr
                                    Niknejm