Uboczne skutki poprawy nawierzchni

29.12.08, 20:47
Jest coraz więcej odcinków wyremontowanych albo wręcz nowo zbudowanych dróg i
powinien nas z tego powodu rozpierać wyłącznie optymizm, czyż nie?

Ale ja mam coraz więcej ... obaw o bezpieczeństwo właśnie z powodu poprawy
jakości naszych dróg.

Od kilkunastu lat obserwuje np. poprawę jakości odcinka drogi obecnie nr DK 79
pomiędzy Górą Kalwarią a Ożarowem (w Świętokrzyskim) i obok radości z poprawy
komfortu jazdy odczuwam coraz większy dyskomfort ... wyprzedzania.

Kiedyś na większej części tej drogi powyżej osiemdziesiątki w przeciętnym
samochodzie rzucało pasażerami jak zawartością grzechotki, teraz jedzie się
płynnie prawie przy każdej prędkości.
Jedynym ograniczeniem robią się już nie osiągi samochodu a wyłącznie
samokontrola kierującego - bo jaki współczesny samochód nie osiągnie na
prostej, gładkiej drodze np. 150 km/godz?

No i teraz dochodzi do sytuacji, gdy decyzje o rozpoczęciu wyprzedzania trzeba
podejmować w sytuacji, gdy może zza ostrego zakrętu nie wyleci za często ktoś
pędzący powyżej 120, to zza wierzchołka wzniesienia może pojawić się ktoś
jadący szybciej niż na niemieckiej autostradzie...

I jak wtedy ocenić, czy widoczny odcinek drogi jest wystarczająco długi na
bezpieczny manewr wyprzedzania?

Kiedyś ktoś podniósł na tym forum problem jakiej prędkości należy spodziewać
się na polskich drogach i wnioski nie były pocieszające - każdej prędkości,
nawet powyżej 200 km/godz.

I jak tu nie walczyć z powszechną opinią (wśród kierujących samców), że można
jeździć szybko i bezpiecznie?

Jeśli nawet w miejscach wypadkowych w pobliżu szkół, targowisk, skrzyżowań
itp. będziemy stawiać ograniczenia, fotoradary i progi zwalniające, to
przecież nie jesteśmy w stanie kontrolować każdego km drogi, przecież wszędzie
może dojść do wypadku, a wypadki podczas wyprzedzania są najbardziej śmiertelne.

Może jednak oprócz dyskomfortu nawierzchni drogi zaczniemy jednak nasłuchiwać
innego sygnału skłaniającego do ograniczania prędkości własnej jazdy?

Rozsądku?
Wyobraźni?
Instynktu samozachowawczego?

Tylko kiedy...?

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • kozak-na-koniu Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 11:43
      Niestety, póki w Polsce walka o poprawę bezbieczeństwa na drogach
      będzie się ograniczała wyłącznie do wskazywania
      najbardziej "medialnego" winnego oraz mnożenia restrykcji,
      ograniczeń i kar - jedyna rada będzie następująca: w razie
      najmniejszej wątpliwości - nie wykonuję żadnych manewrów. Czy
      przewidujesz także takie sytuacje:
      - jadąc z przepisową i wydawało się bezpieczną prędkością wyjeżdżam
      zza zakrętu i "nadziewam się" na jadącego środkiem drogii z
      prędkością 30 km/godz. "kaszlaka", rowerzystę lub spokojnie idącego
      pieszego, próbując go awaryjnie ominąć lub wyprzedzić zderzam się z
      jadącym z przeciwka gościem, który nie widzi potrzeby wymienić
      przepalonych żarówek w lewych reflektorach;
      - w nocy długo przymierzam się do wyprzedzenia takiego (nie używa
      świateł drogowych, bo przecież on idzi i jedzie powoli), wreszcie
      zaczynam... I nagle, przed nosem widzę ostry zakręt lub szczyt górki
      (linia środkowa oczywiście cały czas przerywana, a ten jadący z
      przeciwka jest nierozpoznawalny nawet po łunie, gdyż też nie używa
      świateł drogowych z przyczyn powyższych);
      - czekam na okazję włączenia się do ruchu. Nadjeżdżający z lewej
      włącza prawy kierunkowskaz. wyjeżdżam i "bum' - bo tamten wprawdzie
      chciał skręcić, ale w następną przecznicę...
      I tak dalej...:)
      • st1545 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 12:09
        kozak-na-koniu napisał:
        > Czy
        > przewidujesz także takie sytuacje:
        > - jadąc z przepisową i wydawało się bezpieczną prędkością wyjeżdżam
        > zza zakrętu i "nadziewam się" na jadącego środkiem drogii z
        > prędkością 30 km/godz. "kaszlaka", rowerzystę lub spokojnie idącego
        > pieszego
        Tak. Nawet stojącego pieszego lub furmankę z koniem, który właśnie się zmęczył.
        Jeśli jadę szybciej niż mogę wyhamować - walę w rów/drzewo i mam pretensje
        _tylko_ do siebie ...
        > próbując go awaryjnie ominąć lub wyprzedzić zderzam się z
        > jadącym z przeciwka gościem, który nie widzi potrzeby wymienić
        > przepalonych żarówek w lewych reflektorach;
        Straszny splot nieszczęśliwych okoliczności. Ten z przeciwka oczywiście akurat
        zmieniał CD? A może Ty też masz słabe światła?
        > - w nocy długo przymierzam się do wyprzedzenia takiego (nie używa
        > świateł drogowych, bo przecież on idzi i jedzie powoli)
        Kup Tom-Toma lub inną nawigację 3D (-;
        > wreszcie
        > zaczynam... I nagle, przed nosem widzę ostry zakręt lub szczyt górki
        Błąd. Wyjeżdżaj na lewy pas i dawaj od razu długimi - dopiero potem
        przyśpieszaj, jeśli droga pozwala. Jeśli wyprzedzany jedzie naprawdę powoli, to
        nawet trochę oślepiony jakoś się ogarnie. A może też czegoś się nauczy?

        > - czekam na okazję włączenia się do ruchu. Nadjeżdżający z lewej
        > włącza prawy kierunkowskaz. wyjeżdżam i "bum' - bo tamten wprawdzie
        > chciał skręcić, ale w następną przecznicę...
        Masz na myśli w mieście? To jakiś offtopic... (-; Poza miastem - jeśli nie
        widać, że hamuje, to nie wyjeżdżaj. Jak już hamuje, to najwyżej depnie pedał
        trochę mocniej - to zajmuje ułamek sekundy.
        pozdrawiam, tomek
        • kozak-na-koniu Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 12:43
          Wszystko to były sytuacje teoretyczne i przejaskrawione, ale:

          st1545 napisał:

          > Tak. Nawet stojącego pieszego lub furmankę z koniem, który właśnie
          się zmęczył.
          > Jeśli jadę szybciej niż mogę wyhamować - walę w rów/drzewo i mam
          pretensje
          > _tylko_ do siebie ...

          Ja natomiast staram się jeździć tak, by zawsze mós wyhamować i
          opanować pojazd, choć prawda, że nie zawsze jest to możliwe, bo
          wszystkiego przewidzieć się po prostu nie da.

          > Straszny splot nieszczęśliwych okoliczności. Ten z przeciwka
          oczywiście akurat
          > zmieniał CD? A może Ty też masz słabe światła?

          Światła, to akurat mam całkiem niezłe, choć nie ksenony z Allegro.

          > Kup Tom-Toma lub inną nawigację 3D (-;

          Nie kupię, bo zmysł orientacji w tetenie mam całkiem niezły i nie
          lubię jak głupie pudło myśli za mnie. Już co do ABS mam
          zastrzeżenia: wprawdzie urządzonko jest chytre, jednak gdy z pojazdu
          z ABS przesiądziemy się do pojazdu bez ABS (ja akurat jeżdżę dwoma z
          i jednym bez), możemy zostać niemile zaskoczeni, bo "do dobrego
          łatwo się przyzwyczaić".

          > Błąd. Wyjeżdżaj na lewy pas i dawaj od razu długimi - dopiero potem
          > przyśpieszaj, jeśli droga pozwala.

          Zawsze staram się trzymać własnego pasa - szczególnie w warunkach
          ograniczonej widoczności, nie ścinać zakrętów, nie straszyć i nie
          pouczać innych, a manewr wyprzedzania staram się wykonywać jak
          najszybciej, najsprawniej i z możliwie największym "zapasem"...

          > Masz na myśli w mieście? To jakiś offtopic...

          Zgadza się. Staram się stosować "zasadę ograniczonego zaufania",
          jednak nigdy nie mogę mieć pewności, że inni także ją stosują...:)
          • kozak-na-koniu PS 30.12.08, 12:47
            ...A przyspieszanie zawsze rozpoczynam PRZED rozpoczęciem manewru
            wyprzedzania, nigdy będąc już na przeciwnym pasie - bo tę chwilę
            zawsze staram się skrócić do minimum.
            • mejson.e Re: PS 30.12.08, 13:12
              kozak-na-koniu napisał:

              > ...A przyspieszanie zawsze rozpoczynam PRZED rozpoczęciem manewru
              > wyprzedzania, nigdy będąc już na przeciwnym pasie - bo tę chwilę
              > zawsze staram się skrócić do minimum.

              Racja - to podstawowa zasada wyprzedzania w polskiej "przyrodzie drogowej" -
              konieczność spędzenia na lewym pasie więcej czasu niż 5-7 sekund oznacza, że
              "coś nie wyszło"...

              Pozdrawiam,
              Mejson
              --
              Automobil
              Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
              • st1545 Re: PS 30.12.08, 13:46
                mejson.e napisał:
                > kozak-na-koniu napisał:
                > > ...A przyspieszanie zawsze rozpoczynam PRZED rozpoczęciem manewru
                > konieczność spędzenia na lewym pasie więcej czasu niż 5-7 sekund oznacza, że
                > "coś nie wyszło"...
                W normalnych warunkach - macie rację. Ale kozak wcześnie opisał sytuację, którą
                ja wyobrażam sobie tak:
                - jadę długą prostą drogą ze wzniesieniami i zjazdami
                - doganiam gościa jadącego dużo wolniej
                - wychylam się - 50 metrów przed nim widzę tylko ciemność
                - co jakiś czas jedzie ktoś z przeciwka - też na "krótkich"
                - dłuższa przerwa - z przodu ciemno - i tu dylemat:
                - czy to jest długa prosta i można wyprzedzać?
                - czy nikogo nie widać, bo zaraz jest górka/zakręt?

                Rozwiązania są trzy:
                1) Rozpędzić się na swoim pasie, przy dużej przewadze prędkości wyjechać na lewy
                z zamiarem spędzenia tam "tylko chwili", wrócić ... ufff, udało się.
                A co jeśli w momencie zrównania się z wyprzedzanym zapalimy długie i zobaczymy,
                że dalej nie ma drogi tylko zakręt albo szczyt? Hamować, czy jechać dalej - a
                nóż nic zza tego zakrętu nie wyjedzie?
                A co jeśli właśnie w tym momencie zobaczymy z przeciwka światła pojazdu
                wyjeżdżającego z tego zakrętu - tak "tuż tuż"?
                2) Zbliżyć się do poprzednika (żeby jak najwięcej zobaczyć po prawej stronie po
                zapaleniu długich), wyjechać na lewy pas, oświetlić drogę.
                Jeśli nie ma przeszkód - rozpędzamy, wyprzedzamy.
                Jeśli jest zakręt, górka, cokolwiek - zdejmujemy nogę z gazu i wracamy na prawy
                bez hamowania, bez ewentualnego denerwowania tych co jadą za nami (w wariancie
                1. zwykle po rozpoczęciu wyprzedzania ten z tyłu też przyśpiesza, co dodatkowo
                utrudnia powrót na prawy pas gdy "coś nie wyszło")
                3) Włączyć nawigację (bez ustawiania trasy i oczekiwania podpowiedzi "myślącego"
                urządzenia) - tylko po to, by mieć podgląd kształtu drogi przed sobą. By widzieć
                górkę, zakręt ... albo długą prostą. Jeśli na ekranie droga jest prosta a przez
                szybę widać tylko ciemność - można wyprzedzać (-;

                Wszystkie zasady są po prostu po to, by z nich korzystać wtedy, gdy założenia
                leżące u ich podstawie są ważne. W ciemności efektywne wykorzystywanie luk na
                przeciwnym pasie (poprzez wcześniejsze rozpędzanie) nie ma sensu, bo nie widać
                ani początku ani końca takiej luki. Jest tylko ciemność i niepewność. Trzeba ją
                rozwiać, by jechać, a nie nie "przymierzać się długo do wyprzedzania"

                pozdrawiam, tomek
                • barnacle.bill.the.sailor Re: PS 30.12.08, 15:15
                  st1545 napisał:

                  > 3) Włączyć nawigację (bez ustawiania trasy i oczekiwania podpowiedzi
                  "myślącego" urządzenia) - tylko po to, by mieć podgląd kształtu drogi przed
                  sobą. By widzieć górkę, zakręt ... albo długą prostą. Jeśli na ekranie droga
                  jest prosta a przez szybę widać tylko ciemność - można wyprzedzać (-;

                  Twoja wiara w nieomylność GPSów mnie rozczula... ;))) A co jeśli na ekranie
                  droga prosta, a w rzeczywistości "pokręcona" ?... ;))) Na mapie trasa
                  transfogarska wyglada prosto, a w rzeczywistości tak:

                  www.panoramio.com/photo/9177410
                  ;-P
                • mejson.e TOTO 30.12.08, 15:53
                  st1545 napisał:

                  > - jadę długą prostą drogą ze wzniesieniami i zjazdami
                  > - doganiam gościa jadącego dużo wolniej
                  > - wychylam się - 50 metrów przed nim widzę tylko ciemność
                  > - co jakiś czas jedzie ktoś z przeciwka - też na "krótkich"
                  > - dłuższa przerwa - z przodu ciemno - i tu dylemat:
                  > - czy to jest długa prosta i można wyprzedzać?
                  > - czy nikogo nie widać, bo zaraz jest górka/zakręt?

                  Jedno z zachowań, które mi obnażają kły - brak troski o innych, zamknięcie się
                  wyłącznie w swoim pudełku - świat to ja.
                  Telepie się TOTO z niedużą prędkością na światłach mijania (bo 40m oświetlonej
                  drogi to i tak bardzo dużo) i nie pomyśli o tym, by włączyć długie światła nie
                  dla siebie, ale dla tego za nim.
                  Tu najwyraźniej widać brak chęci współpracy na drodze.

                  >
                  > Rozwiązania są trzy:
                  > 1) Rozpędzić się na swoim pasie, przy dużej przewadze prędkości wyjechać na lew
                  > y
                  > z zamiarem spędzenia tam "tylko chwili", wrócić ... ufff, udało się.

                  Zupełnie nie polecam - dobre dla amatorów ruskiej ruletki albo nocnych skoków do
                  nieoświetlonego basenu.
                  Jeśli wymijane samochody nie niosą wystarczająco dużo informacji o przebiegu
                  drogi przed nami, to pozostaje zjechać na lewy pas, włączyć na krótko światła
                  drogowe i upewnić się, że można skoczyć do przodu. Warto pamiętać o zwiększeniu
                  odległości od poprzednika, by nie błysnąć mu w twarz, bo choć jeździ, jakby miał
                  klapki na oczach, to po prostu nieludzkie.

                  Bo:
                  > co jeśli w momencie zrównania się z wyprzedzanym zapalimy długie i zobaczymy,
                  > że dalej nie ma drogi tylko zakręt albo szczyt? Hamować, czy jechać dalej - a
                  > nóż nic zza tego zakrętu nie wyjedzie?
                  > A co jeśli właśnie w tym momencie zobaczymy z przeciwka światła pojazdu
                  > wyjeżdżającego z tego zakrętu - tak "tuż tuż"?

                  Ano właśnie.


                  > 3) Włączyć nawigację (bez ustawiania trasy i oczekiwania podpowiedzi "myślącego
                  > "
                  > urządzenia) - tylko po to, by mieć podgląd kształtu drogi przed sobą. By widzie
                  > ć
                  > górkę, zakręt ... albo długą prostą. Jeśli na ekranie droga jest prosta a przez
                  > szybę widać tylko ciemność - można wyprzedzać (-;

                  Nie stawiałbym swojego życia na oprogramowanie nawigacji...

                  > Wszystkie zasady są po prostu po to, by z nich korzystać wtedy, gdy założenia
                  > leżące u ich podstawie są ważne. W ciemności efektywne wykorzystywanie luk na
                  > przeciwnym pasie (poprzez wcześniejsze rozpędzanie) nie ma sensu, bo nie widać
                  > ani początku ani końca takiej luki. Jest tylko ciemność i niepewność. Trzeba ją
                  > rozwiać, by jechać, a nie nie "przymierzać się długo do wyprzedzania"

                  Człowiek jest myślącą osobą i nie trzyma się ślepo zasad, choć dążenie do
                  maksymalnego skrócenia czasu przebywania na pasie przeciwnego kierunku ruchu,
                  właśnie w nocy powinno być nadrzędne...

                  Pozdrawiam,
                  Mejson
                  --
                  Automobil
                  Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                  • sokolasty Re: TOTO 01.01.09, 20:52
                    Primo: nie wyprzedzałbym.

                    Secundo: w życiu na tyle nie zaufam nawigacji.
                    • st1545 Re: TOTO 01.01.09, 21:43
                      sokolasty napisał:
                      > Primo: nie wyprzedzałbym.
                      Prosta droga, gość jedzie 80, światła ma .. hmmm .. słabe. Można "otworzyć nóż w
                      kieszeni" albo coś wymyślić. Wg mnie lepiej mu trochę pomóc w świeceniu do
                      przodu (-;
                      > Secundo: w życiu na tyle nie zaufam nawigacji.
                      Nie no, wyprzedzanie "na tomtoma" to był żart. Ale skoro muszę to pisać, to
                      chyba kiepski )-:
                      pozdrawiam, tomek
                      • sokolasty Re: TOTO 02.01.09, 10:37
                        Wyprzedzać po nocy przy słabej widoczności to ja mogę na znanej sobie drodze,
                        gdzie wiem, że prosta ma np. 1km.
      • robertrobert1 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 10:01
        kozak-na-koniu napisał:
        > Czy
        > przewidujesz także takie sytuacje:
        > - jadąc z przepisową i wydawało się bezpieczną prędkością
        wyjeżdżam
        > zza zakrętu i "nadziewam się" na jadącego środkiem drogii z
        > prędkością 30 km/godz. "kaszlaka", rowerzystę
        >Ja natomiast staram się jeździć tak, by zawsze mós wyhamować i
        opanować pojazd, choć prawda, że nie zawsze jest to możliwe, bo
        wszystkiego przewidzieć się po prostu nie da.

        Wiec sobie zaprzeczasz bo przeciez jadacy z bezpieczna predkoscia
        rowerzysta
        nigdy nie bedzie dla ciebie zagrozeniem, nieprawdaz?
    • st1545 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 11:53
      mejson.e napisał:
      > Jest coraz więcej odcinków wyremontowanych albo wręcz nowo zbudowanych dróg i
      > powinien nas z tego powodu rozpierać wyłącznie optymizm, czyż nie?
      Zgadzam się. Wyłącznie optymizm i nadzieja na więcej (-:
      > Ale ja mam coraz więcej ... obaw o bezpieczeństwo właśnie z powodu poprawy
      > jakości naszych dróg.
      Wyższa jakość = wyższa prędkość. To naturalne. Po to to jest (-:

      > No i teraz dochodzi do sytuacji, gdy decyzje o rozpoczęciu wyprzedzania trzeba
      > podejmować w sytuacji, gdy [...] zza wierzchołka wzniesienia może pojawić się ktoś
      > jadący szybciej niż na niemieckiej autostradzie...
      > I jak wtedy ocenić, czy widoczny odcinek drogi jest wystarczająco długi na
      > bezpieczny manewr wyprzedzania?
      Moim zdaniem tak jak zawsze. Ja zakładam, że z przeciwka może lecieć ktoś z
      prędkością "ograniczenie + rozsądna tolerancja". Dla dróg takich jak 79 jest to
      110km/h (90+20). Jak jest "odpowiednia" odległość do wzniesienia - wyprzedzam.
      Jeśli trafi się ktoś szybszy - np. jadący całkiem rozsądne (wg mnie) 120km/h -
      to być może będzie musiał zdjąć nogę z gazu.
      W drugą stronę działa to tak, że lecąc (rzadko) 150km/h staram się zawsze być
      gotowym do hamowania, gdyby się okazało, że ktoś właśnie wyprzedza spodziewając
      się wolniejszego przeciwnika. Nie trąbię, nie mrugam, tylko zwalniam - bo to ja
      przekraczam przepisy.

      > Może jednak oprócz dyskomfortu nawierzchni drogi zaczniemy jednak nasłuchiwać
      > innego sygnału skłaniającego do ograniczania prędkości własnej jazdy?
      Wg mnie właśnie przepisów. Wtedy, gdy będą one rygorystycznie egzekwowane - z
      oczywistym uwzględnieniem tej "rozsądnej tolerancji". W suchy dzień może to być
      30km/h, w deszczową noc - 5km/h. Dla zestawu PH+CB trochę więcej, dla rodziny z
      dziećmi w kombi zapakowanym po dach - mniej. Wg uznania policjanta (-:
      Wtedy też, gdy przy 70km/h będzie groził mandat za "jazdę z prędkością
      utrudniającą ruch" a z drugiej strony - gdy TIR-owiec jadący setką dostanie
      zakaz wykonywania zawodu.
      Przede wszystkim wtedy jednak, gdy kierowca nie zgadzający się z "uznaniem
      policjanta" będzie miał prawo nakręcić filmik obrazujący miejsce stwierdzenia
      wykroczenia i warunki ruchu, odmówić przyjęcia mandatu i liczyć na szybką
      rozprawę w miejscu zamieszkania. W przypadku stwierdzenia przez sąd idiotycznego
      pieniactwa - na surową karę. Gdy tłumaczenie złapanego będzie logiczne - na jej
      złagodzenie.

      > Rozsądku?
      > Wyobraźni?
      > Instynktu samozachowawczego?
      > Tylko kiedy...?
      Gdy będą to impulsy silniejsze od pośpiechu. Gdy nikt nie będzie musiał się
      śpieszyć bardziej niż inni, bo wszyscy będą jechać w miarę podobnie - czyli
      stosunkowo szybko.

      pozdrawiam, tomek
      • robertrobert1 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 10:08
        st1545 napisał:
        > W drugą stronę działa to tak, że lecąc (rzadko) 150km/h staram się
        zawsze być
        > gotowym do hamowania, gdyby się okazało, że ktoś właśnie wyprzedza
        spodziewając
        > się wolniejszego przeciwnika. Nie trąbię, nie mrugam, tylko
        zwalniam - bo to ja
        > przekraczam przepisy.

        Wiec bez najmniejszego prpblemu na 100 m przed toba bede mogl razem
        z dzieci wykonac manewr skretu w lewo. Zakladam, ze wszyscy jedziemy
        na rowerach wiec z predkoscia 15-20 km/h. Czy zatem zdazysz
        wyhamowac czy tylko wlaczysz wycieraczki? Jesli to drugie to radze
        ci celowac we mnie bo szkoda bedzie mi wykrecac 112...od razu
        przejde do samosadu.
        • st1545 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 01.01.09, 14:38
          robertrobert1 napisał:
          > st1545 napisał:
          > > Nie trąbię, nie mrugam, tylko
          > > zwalniam - bo to ja
          > > przekraczam przepisy.
          >
          > Wiec bez najmniejszego prpblemu na 100 m przed toba bede mogl razem
          > z dzieci wykonac manewr skretu w lewo. Zakladam, ze wszyscy jedziemy
          > na rowerach wiec z predkoscia 15-20 km/h.
          Jeździsz z dziećmi na rowerach po drogach krajowych? I oczywiście uważasz, że
          najbezpieczniej wykonuje się skręt w lewo, w polną drogę, oczekując przy prawym
          poboczu aż wyprzedzą Was widoczne samochody?
          > Czy zatem zdazysz
          > wyhamowac czy tylko wlaczysz wycieraczki?
          No przecież pisałem o tym. W przypadku, gdyby się okazało, że nie zdążyłem
          wyhamować na widocznym odcinku drogi - walę do rowu.
          > Jesli to drugie to radze
          > ci celowac we mnie bo szkoda bedzie mi wykrecac 112...od razu
          > przejde do samosadu.
          Wyluzuj. Czy ja pisałem, że jeżdżę 150 z zasady, również na drogach krętych lub
          przy widoczności ograniczonej w inny sposób? Czy może Ty uważasz, że rozpędzenie
          auta na jezdni dwukierunkowej do 150 oznacza pewną śmierć w przypadku
          _jakiejkolwiek_ niespodzianki?
          pozdrawiam, tomek
    • inguszetia_2006 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 12:20
      Witam,
      Jaki samochód nie osiągnie 150/h?
      Na przykład Ford Fiesta;-D
      Wszystko, co da się wydusić z tego zwierza to 140.
      Powyżej, na własne ryzyko i bez przyjemności;-D
      Pzdr.
      Inguszetia
    • rapid130 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 22:35
      mejson.e napisał:

      > Jest coraz więcej odcinków wyremontowanych albo wręcz nowo
      > zbudowanych dróg i powinien nas z tego powodu rozpierać wyłącznie
      > optymizm, czyż nie?

      Zrobię trochę OT.

      Widzę jeszcze jeden, czysto funkcjonalny mankament nowych jezdni -
      są gorsze zimą i w deszczu.

      Lepiej trzyma się ich ten charakterystyczny syf zimowy
      (sól+piasek+kropelki oleju+proszek z klocków hamulcowych+Bóg-wie-co-
      jeszcze).

      Cholernie trudno jednoznacznie ocenić wizualnie, czy ta paćka [nie]
      zamarzła.

      Starsze asfalty stosowane do lat 80., te "a la beton jasny", na
      pierwszy rzut oka pokazują to par excellence. OFF/ON.
      Ślisko/przyczepnie.

      I zdecydowanie szybciej wysychają. :/

      I wcześniej na ich tle widać najtrowery i cichociemnych. :///
      • habudzik Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 23:19
        Też to zauważyłem ale co się będę wychylał pomyślałem .
      • mejson.e Siła złego... 02.01.09, 15:36
        rapid130 napisał:


        > Widzę jeszcze jeden, czysto funkcjonalny mankament nowych jezdni -
        > są gorsze zimą i w deszczu.
        >
        > Lepiej trzyma się ich ten charakterystyczny syf zimowy
        > (sól+piasek+kropelki oleju+proszek z klocków hamulcowych+Bóg-wie-co-
        > jeszcze).
        >
        > Cholernie trudno jednoznacznie ocenić wizualnie, czy ta paćka [nie]
        > zamarzła.
        >
        > Starsze asfalty stosowane do lat 80., te "a la beton jasny", na
        > pierwszy rzut oka pokazują to par excellence. OFF/ON.
        > Ślisko/przyczepnie.
        >
        > I zdecydowanie szybciej wysychają. :/
        >
        > I wcześniej na ich tle widać najtrowery i cichociemnych. :///

        No nieźle, :P

        Bardziej niebezpieczna nawierzchnia i większa ochota na depnięcie gazu -
        mieszanka wybuchowa...

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • misiek4111 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 30.12.08, 23:17
      Jeśli zbudujemy europejskie drogi, a nie będziemy odpowiednio
      egzekwować prawa to ilość wypadków pradoksalnie wzrośnie i to
      znacznie. W bardzo wielu krajach za przekroczenie prędkości o 30-40
      km/h traci się od razu PJ, tak że na opisanej przez Ciebie drodze
      trudno byłoby spotkać jadących szybciej niż 130. U nas prędkości
      grubo powyżej 150 nie są wcale rzadkie. Nie do wiary, ale nowy
      taryfikator przygotowywany w sejmie likwiduje punkty za prędkość,
      jeśli komuś przyjdzie do głowy jechać 250, zapłaci ok. 600 zł i
      pojedzie sobie dalej. I jak tu wierzyć w dobrą wolę (i
      profesjonalizm) naszych twórców prawa?
      Pzdr.
      • kozak-na-koniu Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 08:19
        Czy zauważyłeś, że prawo - także drogowe, oprócz ograniczeń
        prędkości zawiera także wiele innych, niemniej interesujących
        przepisów? Czy nie uważasz, że pozostałe powinny być również -
        przynajmniej od czasu do czasu egzekwowane?
        • misiek4111 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 14:51
          Uważam, tylko nie chcę wybiegać poza temat wątku.
          Pzdr.
    • edek40 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 10:52
      No i wychodzi na to, ze aby z ta sytuacja zawalczyc, fotoradary
      musialyby dostac nog. Te stacjonarne bowiem nie sa w stanie
      zawalczyc z amatorami silnych wrazen, ktorzy, nawet na (nie)
      niebezpiecznej osemce jezdza ile fabryka dala, poniewaz swietnie
      znaja lokalizacje tych jedynych, jak na razie, narzedzi do poprawy
      bezpieczenstwa.

      Inna sprawa to to, ze dopoki do ludzi nie dotrze, ze ich
      kontrolowane strefy zgniotu moga ich jednak zabic, ze z cala
      pewnoscia nie uchronia uzytkownikow w starszych autach, czyli ze
      moga zostac samobojcami lub zabojcami, dopoty zadne restrykcje nie
      pomoga. Ludziom nalezy wlaczyc mozgi. Patrzac na nasze drogi, nie
      sadze aby fotoradary mialy byc dla wielu czym innym niz tylko
      dodatkowa "atrakcja" do podnoszenia adrenaliny. Z cala pewnoscia
      zas, dziesiatki kilometrow terenu srednio zabudowanego, nie podnosza
      checi do zachowania rozsadku, gdy na oko widac, ze przy
      oznakowywaniu drog rozsadku jest jak na lekarstwo, poniewaz kroluje
      asekuranctwo.
      • habudzik Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 12:00
        edek40 napisał:

        > No i wychodzi na to, ze aby z ta sytuacja zawalczyc, fotoradary
        > musialyby dostac nog. Te stacjonarne bowiem nie sa w stanie
        > zawalczyc z amatorami silnych wrazen, ktorzy, nawet na (nie)
        > niebezpiecznej osemce jezdza ile fabryka dala, poniewaz swietnie
        > znaja lokalizacje tych jedynych, jak na razie, narzedzi do poprawy
        > bezpieczenstwa.

        Dlatego zawsze uważałem i uważam nadal że nie masz racji pisząc iż radary
        powinny być jaskrawo pomalowane i dobrze przez to widoczne . Moim zdaniem aby
        włączyć ludziom mózgi trzeba opróżnić im portfele stosując radary ale
        zamaskowane , automatyczne a najlepiej te o których pisaliśmy w innym watku -
        najazdowe .
      • misiek4111 Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 15:13
        edek40 napisał:

        > Patrzac na nasze drogi, nie
        > sadze aby fotoradary mialy byc dla wielu czym innym niz tylko
        > dodatkowa "atrakcja" do podnoszenia adrenaliny.
        Prosta niemiecka zasada utraty PJ za przekroczenie prędkości w ter.
        zabudowanym o 30 km/h radykalnie by to zmieniła. Niestety u nas robi
        się wszystko żeby nie zrobić nic (poza wyciąganiem kasy).
        • habudzik Re: Uboczne skutki poprawy nawierzchni 31.12.08, 16:46
          misiek4111 napisał:
          > Prosta niemiecka zasada utraty PJ za przekroczenie prędkości w ter.
          > zabudowanym o 30 km/h radykalnie by to zmieniła. Niestety u nas robi
          > się wszystko żeby nie zrobić nic (poza wyciąganiem kasy).

          Zasada jest prosta ale w Niemczech ciężko się jeździ bez prawa jazdy .
    • naprawdetrzezwy A po co walczyć z prawdą? 31.12.08, 22:31
      mejson.e napisał:
      > I jak tu nie walczyć z powszechną opinią (wśród kierujących
      > samców), że można
      > jeździć szybko i bezpiecznie?


      Wszyscy dobrze wyszkoleni kierowcy to potrafią.
      Popytaj np. w BORze. Albo poproś, by ci pokazali.

      Bo to nie jest tak, że komuś się wydaje, że potrafi.
      On musi potrafić.
      I wtedy umie jeździć szybko i bezpiecznie.
      • habudzik Re: A po co walczyć z prawdą? 31.12.08, 23:39
        naprawdetrzezwy napisał:

        > mejson.e napisał:
        > > I jak tu nie walczyć z powszechną opinią (wśród kierujących
        > > samców), że można
        > > jeździć szybko i bezpiecznie?
        >
        >
        > Wszyscy dobrze wyszkoleni kierowcy to potrafią.

        Myśle że byłem dobrze szkolony a tak jeździć nie potrafię .




        > Popytaj np. w BORze. Albo poproś, by ci pokazali.


        Co mają pokazać ? Jak się bałwany rozwala ? Pamiętasz numer z rozwaleniem
        bałwana (który okazał się być wewnątrz betonwym słupem) przez kierowcę BOR-u ?
        To trzeba mieć fantazję i... pieniadze .


        > Bo to nie jest tak, że komuś się wydaje, że potrafi.
        > On musi potrafić.
        > I wtedy umie jeździć szybko i bezpiecznie.


        A piesi potrafią tak samo szybko spie...ć z pola rażenia takiego kierowcy?
      • misiek4111 Re: A po co walczyć z prawdą? 01.01.09, 01:39



        > Wszyscy dobrze wyszkoleni kierowcy to potrafią.
        > Popytaj np. w BORze. Albo poproś, by ci pokazali.
        >
        > Bo to nie jest tak, że komuś się wydaje, że potrafi.
        > On musi potrafić.
        > I wtedy umie jeździć szybko i bezpiecznie.
        Pewno, że potrafią i to jeszcze jak! Borowika który rozwalił ML w
        trakcie popisów przed równie inteligentnymi kolesiami pamiętasz? A
        karambol spowodowany przez kierowcę BOR pod Tarnowem?
        To realne przykłady tych co naprawdę potrafią jeździć szybko i
        bezpiecznie.
        Nie kompromituj się.

    • ksmx Rozwiązanie: chropowaty i głośny asfalt 01.01.09, 09:05
      Działa to tak, że do 100-130 km/h da się jechać. Potem szum opon jest znaczny i
      każdy w sposób naturalny zwalnia. Przerabiałem to w innym kraju.
    • ksmx Niewygoda i poczucie zagrożenia 01.01.09, 09:15
      Moje refleksje w temacie przekraczania dozwolonej prędkości są takie, że
      jedynymi skutecznymi czynnikami zmuszającymi kierowcę do ściągnięcia nogi z gazu
      jest niewygoda oraz pewne poczucie zagrożenia. Infrastrukturę można tak
      zaprojektować aby wymuszała ona dostosowanie się do prędkości tak aby kierowca w
      sposób podświadomy ściągnął nogę z gazu. Moje przykłady:
      - głośny i chropowaty asfalt,
      - na drogach wielopasmowych w miastach (nie autostrady): węższe pasy (minimum
      dozwolone prawem),
      - przejścia dla pieszych namalowane na muldach,
      - itd..

      Poza tym jestem za zastępowaniem sygnalizacji świetlnej skrzyżowaniami możliwie
      najbardziej bezkolizyjnymi. Np. wszystkie wyjazdy z miast powinny być bez
      sygnalizacji świetlnej! (tunele, estakady).
      • mejson.e Re: Niewygoda i poczucie zagrożenia 01.01.09, 14:06
        ksmx napisał:


        > - głośny i chropowaty asfalt,

        Ograniczymy w ten sposób listę przekraczających "niewygodną" prędkość do posiadaczy dobrze wyciszonych samochodów, słuchających muzyki "na full", głuchych i takich, którym wszystko jedno.
        Zawsze to mniej wariatów na drodze...

        > - na drogach wielopasmowych w miastach (nie autostrady): węższe pasy (minimum
        > dozwolone prawem),

        Zakorkujemy miasta z błahych powodów - niedbałe parkowanie, problemy ze skręcaniem długich autobusów itp.
        Rozsądni zwolnią, bezmyślni nie - jak zawsze...

        > - przejścia dla pieszych namalowane na muldach,

        Suv-y mają je w nosie, tak samo jak kierujący Najlepszymi_Samochodami_Terenowymi - pojazdami ... służbowymi.

        Na poważnie - dyskomfort to naprawdę skuteczny bodziec do zwolnienia. ;-)

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • st1545 Re: Niewygoda i poczucie zagrożenia 01.01.09, 14:24
        ksmx napisał:
        > jedynymi skutecznymi czynnikami zmuszającymi kierowcę do ściągnięcia nogi z gazu
        > jest niewygoda oraz pewne poczucie zagrożenia. Infrastrukturę można tak
        > zaprojektować aby wymuszała ona dostosowanie się do prędkości

        [...]

        > - głośny i chropowaty asfalt,
        Nie skuteczniej byłoby zrobić asfalt nierówny i dziurawy; przed skrzyżowaniami -
        tarka?

        > - na drogach wielopasmowych w miastach (nie autostrady): węższe pasy (minimum
        > dozwolone prawem),
        Wąskie pasy to zło. Wtedy nawet skutery muszą stać w korku. Jeśli tak byłoby
        wszędzie, przesiadłbym się na wieloślad. I powiększyłbym korek...

        > - przejścia dla pieszych namalowane na muldach,
        A w ogóle to czy my przypadkiem nie rozmawialiśmy wcześniej o związku
        infrastruktury z prędkością _poza_ miastem? Swoją drogą, w polskich miastach dla
        ochrony pieszych potrzebniejsze od muld byłyby barierki uniemożliwiające
        parkowanie zbyt blisko przejścia.

        > Poza tym jestem za zastępowaniem sygnalizacji świetlnej skrzyżowaniami możliwie
        > najbardziej bezkolizyjnymi.
        To stoi w sprzeczności z postulatem ograniczania prędkości. Uspokojenie ruchu w
        miastach wymaga skrzyżowań - najlepiej równorzędnych, niekierowanych.

        pozdrawiam, tomek
        • kos52 komunikacja = krwioobieg ? 01.01.09, 19:04
          st1545 napisał:
          > > Poza tym jestem za zastępowaniem sygnalizacji świetlnej
          skrzyżowaniami mo
          > żliwie
          > > najbardziej bezkolizyjnymi.
          > To stoi w sprzeczności z postulatem ograniczania prędkości.
          Uspokojenie ruchu w
          > miastach wymaga skrzyżowań - najlepiej równorzędnych,
          niekierowanych.
          >

          Głupszego sposobu (mieszanie w równorzędności) na rozwój komunikacji
          nie widziałem.
          Jeśli nie wiesz jak organizować ruch - przyglądnij się chociażby
          organizmowi człowieka - układ krwonośny.

          Tam występują krwinki (uczestnicy ruchu drogowego) w tętnicach,
          żyłach, w sieciach naczyń włosowatych.

          Tak więc dojazdy, powroty do miejsc pracy, wypoczynku (sieć naczyń
          włosowatych) odbywa się bezkolizyjnymi i szybkimi drogami
          jednokierunkowymi(aorty,żyły), które posiadają tylko wielopoziomowe
          rozjazdy.
          Każde mieszanie ruchu, miejsca przewężeń, arytmia jest chorobą
          wymagającą leczenia.

          Z takim wyobrażeniem komunikacji życzę Szczęśliwego Nowego Roku.
          pozdr
          • st1545 Re: komunikacja = krwioobieg ? 01.01.09, 19:35
            kos52 napisał:
            > st1545 napisał:
            > > > Poza tym jestem za zastępowaniem sygnalizacji świetlnej
            > skrzyżowaniami mo
            > > żliwie
            > > > najbardziej bezkolizyjnymi.
            > > To stoi w sprzeczności z postulatem ograniczania prędkości.
            > Uspokojenie ruchu w
            > > miastach wymaga skrzyżowań - najlepiej równorzędnych,
            > Tak więc dojazdy, powroty do miejsc pracy, wypoczynku (sieć naczyń
            > włosowatych) odbywa się bezkolizyjnymi i szybkimi drogami
            > jednokierunkowymi(aorty,żyły), które posiadają tylko wielopoziomowe
            > rozjazdy.
            No i obaj macie rację, tylko co z tego? Przejedź się po bezkolizyjnych
            rozjazdach na obrzeżach Warszawy - prędkość 120km/h jest tam raczej niska z tych
            normalnych. Ulepszona infrastruktura = zwiększona prędkość -> w konsekwencji
            groźniejsze skutki wypadków.
            Zamiast pisać jak ruch przyśpieszać (_wszyscy_ to wiedzą - potrzeba tylko dużo
            pieniędzy i _czasu_ na budowę autostrad oraz obwodnic) napisz co zrobić, by po
            tych super drogach kierowcy jeździli bezpieczniej - np. trochę wolniej. Napisz
            coś na temat...
            pozdrawiam, tomek
      • kozak-na-koniu Re: Niewygoda i poczucie zagrożenia 01.01.09, 15:13
        ksmx napisał:

        > Infrastrukturę można tak
        > zaprojektować aby wymuszała ona dostosowanie się do prędkości tak
        aby kierowca
        > w
        > sposób podświadomy ściągnął nogę z gazu. Moje przykłady:

        Nie opłaca się, bo to kosztuje i nie przynosi szybkich, wyraźnie
        widcznych zysków. Ukryte fotoradary zwracają się wdzięczniej.
        • habudzik Re: Niewygoda i poczucie zagrożenia 01.01.09, 16:58
          kozak-na-koniu napisał:


          > Nie opłaca się, bo to kosztuje i nie przynosi szybkich, wyraźnie
          > widcznych zysków. Ukryte fotoradary zwracają się wdzięczniej.

          Utrudnianie życia kierowcom opłaci się i niewiele kosztuje . Oopłaci się bo
          liczba wypadków nagle spadnie . Same zyski :
          a) mniej śmierci na ulicach
          b) więcej kasy w kasie
          c) można się przed kolejnymi wyborami pochwalić co się dla bezpieczeństwa zrobiło .
Inne wątki na temat:
Pełna wersja