rekrut1
19.01.09, 12:56
Niedawno napisałem takie zdanie : -Dojeżdżanie do jakiegoś
samochodu a następnie utrzymywanie się za nim, po jakimś czasie
powoduje tworzenie się "ogonów" składających się z kilkunastu aut.
Po kilku kilometrach powstaje dziwna więź miedzy "ogonkowiczami",
wyprzedzenie ich graniczy z cudem ponieważ skutecznie to utrudniają.
Ze swej natury taki ogonek im dłuższy tym wolniej jedzie.
Właśnie w niedzielę miałem podobne zdarzenie. Dogoniłem taki ogonek
składający się z kilkunastu aut, jechał(ten ogonek)~70ki. Ponieważ
nic nie jechało z naprzeciwka zacząłem wyprzedzać. Mniej więcej w
połowie "ogonka" pojawił się na horyzoncie samochód. Oceniłem że
wyprzedzenie całości jest zbyt ryzykowne, zacząłem szukać luki.
Niestety, zadziałała źle pojęta solidarność. Panowie o mało nie
zaczęli się "popychać". Ponieważ zderzenia czołowe nawet jak dla
mnie są zbyt ryzykowną rozrywką, zacząłem "włanczać się w ogonek".
Zero reakcji. W rezultacie jeden Pan z namiętnie włączonym klaksonem
wylądował na poboczu (ku radości a może przerażeniu pasażerki).
Ludzie, czy my mord mamy zakodowany w genach?
Pozdr.
Pazdzioch
PS. Dla jasności zawsze podobnie postąpię gdy ktoś będzie usiłował
mnie zabić.