tomek854
10.04.09, 05:06
Skręcałem w prawo (to tak jakby w Polsce w lewo). Było ciemno. Z przeciwka
również w swoje prawo (czyli w moje lewo) skręcał jakiś van (zafira czy coś w
tym stylu). Na lewym pasie z przeciwka zaparkowane samochody. Skoro on skręca
w prawo i ja skręcam w prawo na wielkim skrzyżowaniu dwóch szerokich dróg
możemy skręcić bezkolizyjnie. Czyli upewniwszy się, że nic nie nadjeżdża
(sprawdzam światła samochodu + ewentualne refleksy reflektorów na innych
przedmiotów) ruszyłem...
...prosto pod koła idioty jadącego na postojowych, który właśnie ze
zdecydowanie nadmierną prędkością wychylił się zza zafiry. Gaz, zacieśnienie
zakrętu i uciekłem mu o włos, jadąc pod prąd jezdnią w którą wjeżdżałem (mając
po lewej dwa pojazdy mające podówczas czerwone).
To jedno z tych pytań: czy do obowiązków kierowcy należy przewidzenie, że
będzie jechał kretyn bez świateł i rezygnacja z jazdy nawet jeśli nie widać,
żeby ktoś jechał?