emes-nju
03.06.09, 16:16
Nie tylko znaki zapomniane ubarwiaja monotonie podrozy przez Polske.
W zeszla niedziele zauwazylem novum - "znak przyszly".
Przy normalnie wyboistej drodze (na tle przecietnego stanu naszych
duktow, wrecz rownej) najpierw stalo ograniczenie do 60, a potem do
40 km/h. Na tym samym slupku byl znak informujacy o robotach
drogowych i o ryzyku sypania sie zwiru spod kol samochodow.
Mimo, ze nie zauwazylem zadnych oznak prac, ze zrozumialych wzgledow
zwiekszylem czujnosc (choc nie predkosc - w zasiegu wzroku nie bylo
powodu i nie chcialem swoim nieodpowiedzialnym zwolnieniem do
predkosci rowerzysty wprowadzac zametu). Na dwoch tak oznaczonych
kilkukilometrowych odcinkach jakie minalem, robot nie bylo...
Zaczna sie. W blizej nieokreslonej przyszlosci, a na razie co
najmniej od piatku do poniedzialku sa tylko znaki. "Znaki przyszle"!
--
Mam wiec pomysl racjonalizatorski i przyznaje sobie na niego
kopyrajt. Akcje oznakowywania drog "znakami przyszlymi" nalezy
rozszerzyc! Przeciez powszechnie wiadomo, ze kazda, nawet najlepsza
droga, zanim doczeka sie remontu, stanie sie trudnoprzejezdnym
wertepem. Uwazam zatem, ze, dla oszczednosci (zeby ekipy znakologow
nie musialy za czesto i niepotrzebnie jezdzic w teren), nalezy
zaczac stawiac przy kazdej drodze 30 km/h i znak "uwaga wyboje".
Akcja znakowania "znakami przyszlymi" mialaby tez nieco uboczny, ale
wspanialy skutek. KAZDY wypadek bylby w wyniku "niedostosowania".
Wyobrazcie sobie jakiz to by porzadek wprowadzilo w statystykach!
Jak ulatwiloby prace naszej dzielnej policji!