adam111115
13.06.09, 13:23
milczą?
za tvn24:
"Tylko od środy na polskich drogach w 393 wypadkach zginęło 38 osób"
Nie jest to oczywiście jakieś odstępstwo od statystyk bo rocznie ginie 5500
osób co daje jakieś 15 dziennie więc i tu statystyka pasuje. Chodzi mi o coś
innego. O nacisk mediów i społeczeństwa na szybką rozbudowę dróg. Dlaczego
złodziejskie związki zawodowe potrafią robić zadymę i tylko IM (wg nich)
należne prawa a nie np zrobić wielką demonstrację albo strajk generalny w
Polsce przeciwko obecnej polityce budowy dróg.
5500 ludzi to z grubsza 20 boeingów 767 - załóżmy że nagle w jednym miesiącu 5
ich spada na ziemię - co robią wtedy linie lotnicze i boeing? - podejrzewam że
uziemiliby wszystkie samoloty 767 na świecie i badali sprawę.
Inny przykład: powiedzmy że autobusy w mieście X nagle się zapalają i giną
ludzie - to samo by było, uziemienie i sprawdzenie.
Oczywiście przez te przykłady nie chcę zamykać polskich dróg ale dać do
zrozumienia że taki stan rzeczy powinien już dawno doczekać się reakcji. Drogi
to krwioobieg gospodarki. Co z tego że płace małe i opłaca się postawić
fabrykę jeśli potem wywiezienie produkcji to koszmar. Poza tym koszty
wypadków, leczenia, policja, straż, sądy itp.
Chcemy pretendować do miana Europy a naprawdę drogi mamy jak w Afryce.
Społeczeństwo powinno nacisnąć rządzących a ci bez względu na poglądy powinni
pchnąć te sprawy. Uprościć przepisy, wytyczyć trasy itp.
W UK na zarejestrowanych 32 miliony samochodów ginie 3500 osób, w Niemczech 50
milionów samochodów - a tyle ofiar co u nas. A u nas jest około 15 milionów
samochodów. Czyli u nas ginie jakieś 3 - 4 razy więcej ludzi.
DLACZEGO TAK MUSI BYĆ?