Arytmia drogowa. Opóźniacze

06.09.09, 23:13
Nasz domyślny, średni rytm jazdy bywa czasami zakłócany przez użytkowników drogi wykonujących zaskakujące manewry albo jadących czy rozpędzających się dużo wolniej niż można.

Nie chodzi mi tu o nakłanianie do przekraczania dozwolonej prędkości czy do wyścigowego przyspieszania, ale do licha nie powinno rozpędzać się samochodem do pięćdziesiątki przez kilkanaście sekund, przysypiać przy zmianie świateł, snuć sie trzydziestką przy oganiczeniu do pięćdziesięciu, wyprzedzać jednego samochodu osobowego przez kilkadziesiąt sekund, zapominać o kierunkowskazach czy wyjezdżać komuś przed nosem tylko po to, by za chwilę skręcić czy zaparkować.

Kogo nie irytują taki epizody?

Jasne - nie można pędzić, trzeba dać sobie miejsce i czas na bezpieczną reakcję.
Ale nie zapominajmy o innych i nie bujajmy w obłokach, tylko pamiętajmy, czym skutkuje nasze zachowanie.

Kilka gapiowsko pokonanych skrzyżowań, rozpędzanie sie jak w rajdzie o kropelce, nieczytelne manewry nie tylko niepotrzebnie tamują i tak już przeciążone drogi, to jeszcze na dodatek irytują tych, którzy chcieliby w miarę normalnie dojechać do celu.

Dopóki nie dorobimy się sieci autostrad i obwodnic, to ruch tranzytowy bedzie mieszał się z lokalnym i bedzie hamowany przez lokalne gapiostwo i niespieszność.

Nie dokładajmy do pieca, jeśli ciśnienie w kotle dochodzi do krytycznego.

Szanujmy siebie nawzajem.
    • habudzik Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 06.09.09, 23:26
      mejson.e napisał:


      > Kogo nie irytują taki epizod
      > y
      ?

      Mnie ( obejrzałem do Mondeo spod świateł )
      • mejson.e Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 06.09.09, 23:57
        habudzik napisał:

        > Mnie ( obejrzałem do Mondeo spod świateł )

        To straciłeś dobrą muzykę - akurat tam jest zmiana... ;-)
        • habudzik Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 00:15
          mejson.e napisał:

          > To straciłeś dobrą muzykę - akurat tam jest zmiana... ;-)
          >

          To pierwsze to chyba Franciszek Liszt , nie?
          • black.tiguan Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 01:29
            Hmm.. gdybym ja nie odróżniał Czajkowskiego od Liszta, to bym się
            nie odzywał, żeby swojej ignorancji nie ujawniać.. ;)
            • habudzik Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 07:50
              Nooo to tez dobre .
          • ano.nim Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 08:26
            habudzik napisał:


            > To pierwsze to chyba Franciszek Liszt , nie?

            Mejson oprócz filmu zamieszcza na You Tube zawsze informacje dodatkowe.
            Na końcu podaje źródło muzyki...
            • habudzik Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 09:09
              ano.nim napisał:

              > habudzik napisał:
              >
              >
              > > To pierwsze to chyba Franciszek Liszt , nie?
              >
              > Mejson oprócz filmu zamieszcza na You Tube zawsze informacje dodatkowe.
              > Na końcu podaje źródło muzyki...

              I Ty też ? Kilkanascie lat pracuje m.in. z muzyką więc choćiaż przez zasiedzenie
              znam na pamięć .
              Na końcu to podaje autora a nie źródło bo źródło to może być płyta CD .
              • ano.nim Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 10:52
                habudzik napisał:

                > I Ty też ? Kilkanascie lat pracuje m.in. z muzyką więc choćiaż przez zasiedzeni
                > e
                > znam na pamięć .
                > Na końcu to podaje autora a nie źródło bo źródło to może być płyta CD .

                I co się jeżysz?
                Podpowiedziałem Ci tylko, bo widzę, że nie tylko nie oglądasz filmów do końca
                ale także nie doczytujesz do końca informacji autorów.

                A ja zastanawiałem się, skąd masz tyle czasu na udzielanie się w każdym wątku na
                forum... :-)
                • habudzik Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 11:14
                  ano.nim napisał:


                  > I co się jeżysz?

                  No dobra , przepraszam nie jeże się już .

                  > Podpowiedziałem Ci tylko, bo widzę, że nie tylko nie oglądasz filmów do końca
                  > ale także nie doczytujesz do końca informacji autorów.

                  Ta akurat jest mi zbędna więc nie musiałem czytać kto jest autorem utworu i co
                  to za utwór .


                  > A ja zastanawiałem się, skąd masz tyle czasu na udzielanie się w każdym wątku n
                  > a
                  > forum... :-)

                  Jak to w każdym ? W wielu się udzielam ale tylko o interesujacej mnie tematyce .
                  Czas mam bo mam wolny zawód i ja właściwie decyduję czy zarabiam czy wydaję .
    • ano.nim Wybacz im... 07.09.09, 08:29
      ...bo nie wiedzą co czynią.

      Większość utrudniaczy nie robi tego świadomie.
      Oni nie wiedzą, jak przeszkadzają innym.
      Do tego trzeba odrobiny wyobraźni.
      I chęci współpracy.
      • tomek854 Re: Wybacz im... 07.09.09, 08:39
        A czesc w ogole nie robi nic zlego.

        Np czarna renówka ruszająca z chodnika - skoro samochód za nią się zatrzymał, to
        ruszyła, też bym tak zrobił. Mejson omija go po wysepce...
        • kozak-na-koniu Re: Wybacz im... 07.09.09, 08:54
          Przyjrzyj się dokładniej. Tamten zjechał do pobocza wcześniej
          (wygląda, że zaparkował ciut za blisko przejścia dla pieszych, ale
          mogę się mylić), a czarna renówka włączyła się do ruchu w momencie,
          gdy jej kierowca mógł zauważyć - gdyby popatrzył w lusterko,
          nadjeżdżający inny pojazd. Czyli - zajechał drogę tylko po to, by po
          kilku metrach skręcić w prawo, niemal się zatrzyując oraz
          sygnalizując manewr klasycznie, "po polsku": najpierw ruch
          kierownicą, potem kierunkowskaz. O włączeniu świateł przed
          włączeniem się doruchu nie wspomnę. Drobiazg, ale drobiazgi składają
          się na większą całość...
          • mejson.e Ciąg wydarzeń 07.09.09, 21:27
            kozak-na-koniu napisał:

            > Przyjrzyj się dokładniej. Tamten zjechał do pobocza wcześniej
            > (wygląda, że zaparkował ciut za blisko przejścia dla pieszych, ale
            > mogę się mylić), a czarna renówka włączyła się do ruchu w momencie,
            > gdy jej kierowca mógł zauważyć - gdyby popatrzył w lusterko,
            > nadjeżdżający inny pojazd. Czyli - zajechał drogę tylko po to, by po
            > kilku metrach skręcić w prawo, niemal się zatrzyując oraz
            > sygnalizując manewr klasycznie, "po polsku": najpierw ruch
            > kierownicą, potem kierunkowskaz. O włączeniu świateł przed
            > włączeniem się doruchu nie wspomnę. Drobiazg, ale drobiazgi składają
            > się na większą całość...

            Macie z puszystą oboje rację - escort zaparkował na chodniku przy wysepce i na przejściu - nie było miejsca, by ominać go nie wjeżdżając na wysepkę.
            To wyjątkowo nieprzepisowo obstawione skrzyżowanie - to samo jest na początku tego starszego filmu.

            Drobiazgi, któe układają sie w wyjątkowo niestrawny ciąg wydarzeń...
            • habudzik Re: Ciąg wydarzeń 07.09.09, 22:28
              mejson.e napisał:


              > Macie z puszystą oboje rację - escort zaparkował na chodniku przy wysepce i na
              > przejściu - nie było miejsca, by ominać go nie wjeżdżając na wysepkę.

              Jeśli masz na myśli tego Escorta z 1' filmu to było miejsce aby go ominąć nie
              wjeżdżając na wysepkę - należało poczekać aż zakończy manewr . Bez względu na to
              czy był on prawidłowy czy nie .
        • puszysta_gimnazjalistka Re: Wybacz im... 07.09.09, 10:47
          Samochód za nią się nie zatrzymał, przejechał przez skrzyżowanie na wprost z
          włączonym prawym kierunkiem i podejrzewam, że po przejściu dla pieszych wjeżdżał
          na chodnik.
    • edek40 Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 13:14
      > Dopóki nie dorobimy się sieci autostrad i obwodnic, to ruch tranzytowy bedzie m
      > ieszał się z lokalnym i bedzie hamowany przez lokalne gapiostwo i niespieszność.
      >
      > Nie dokładajmy do pieca, jeśli ciśnienie w kotle dochodzi do krytycznego.

      Mejson, to walenie glowa w mur. Na naszych drogach przybywa kierowcow, ktorzy powolna jazde traktuja jak cnote, ktora do tego maskuje, w ich wlasnych oczach, wszelkie wady czy wykroczenia. Wladza postawila sobie za cel wmowienie ludziom, ze predkosc zabija. I udalo sie. Ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu.

      Ja przestalem walic glowa w mur. Takie wypryski na d...pie traktuje wlasnie tak: jak wypryski na d..pie - filozofocznie, bo wkurzanie sie skraca MOJE zycie. A nic nie zmieni, poniewaz w Polsce dla przecietnego kierowcy najwazniejsze jest to, co przed nim. Za nim ludziska moga zgnic w korku. Oczywiscie rozumu im brakuje, ze czesc korkow, w ktorych oni stoja generuja tacy sami jak oni, kilka pojazdow wczesniej.
      • jan_kucharski Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 14:21
        Cześć, świetny pomysł z Youtubem, ja czasem uznaję za stosowne użycie pewnych
        narzędzi edukacyjnych, w jakie wyposażony jest mój samochód. Po pierwsze są to
        długie światła w sytuacji, gdy osobnik nie wyprzedza lewym pasem. Ale nie
        mrugam, tylko włączam i trzymam, aż osobnik zjedzie na prawy. Drugim narzędziem
        jest wjechanie przed danego osobnika w miarę blisko niego, aby uzyskać jego
        uwagę, po czym lekkie oddalenie się, a następnie spokojne zwolnienie tak, żeby
        jechać jeszcze wolniej niż on jedzie. Na chwilkę. Wreszcie jest klakson, ale ten
        działa edukacyjnie tylko jeśli użyje się go w odpowiednim momencie i w
        odpowiedni sposób, tak żeby w mózgu osobnika wyraźnie ujawnił się ciąg
        przyczynowo - skutkowy, żeby osobnik poczuł się pouczony, a nie zaatakowany, bo
        wtedy nic nie zapamięta.
        Pozdrawiam
        • sokolasty Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 07.09.09, 15:07
          Drugim narzędziem jest wjechanie przed danego osobnika w miarę blisko niego, aby uzyskać jego uwagę, po czym lekkie oddalenie się, a następnie spokojne zwolnienie tak, żeby jechać jeszcze wolniej niż on jedzie.

          Śmiem sadzić, ze większość w ten sposób potraktowanych nie wyciąga wniosków, jakie byś chciał, aby wyciągnęli. Maja Cię za wariata.

          Nauczyciel się znalazł.
          • jan_kucharski Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 08.09.09, 09:43
            No, coś w tym jest. Ale wierz mi, większość rozumie, bo te manewry są wykonywane
            płynnie. A nawet... to może obawie przed takimi wariatami będą rzadziej jeździć
            lewym pasem, więc i tak wyjdzie na moje?
            A co do nauczyciela, to dokładnie, trzeba iść do ludzi i siać, siać, siać, w
            końcu to dla bezpieczeństwa nas wszystkich
            Pozdrawiam
            • jureek Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 08.09.09, 11:31
              Sytuacja była taka. Jadąc około 130 km/h wyprzedzam lewym pasem kolumnę kilku
              ciężarówek jadących prawym pasem z prędkością około 80-90 km/h. Gdy jestem obok
              trzeciej lub czwartej ciężarówki, widzę w lusterku wstecznym szybko zbliżający
              się do mnie samochód. Mruga długimi, trąbi, siada mi na zderzaku - wyraźnie
              chce, żebym zrobił mu miejsce. Nie jest to jednak żaden pojazd uprzywilejowany,
              więc spokojnie kontynuuję wyprzedzanie i po wyprzedzeniu pierwszej w kolumnie
              ciężarówki zjeżdżam na prawy pas. Jadący za mną, któremu tak się spieszyło, nie
              wyprzedza mnie jednak od razu, tylko jedzie obok mnie przez dłuższą chwilę i coś
              dziko gestykuluje. Następnie ostro przyspiesza, wjeżdża ciasno przede mnie i
              ostro hamuje. Gdyby nie pas awaryjny, wjechałbym mu w bagażnik. Rozumiem, że to
              miała być dla mnie nauczka za to, że nie zdematerializowałem się w trakcie
              wyprzedzania ciężarówek.
              Wyciągnąłem wniski z tej lekcji. Teraz w podobnej sytuacji nie kontynuuję
              wyprzedzania, lecz stopniowo zwalniam poniżej prędkości ciężarówek i zjeżdżam
              ciasno za ostatnią ciężarówkę w kolumnie. W ten sposób "nauczyciel" nie ma
              możliwości wjechania przede mnie i dania mi nauczki.
              Właściwe wnioski z tej lekcji wyciągnąłem, panie nauczycielu Kucharski?
              Jura
              • jan_kucharski Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 08.09.09, 13:39
                > Właściwe wnioski z tej lekcji wyciągnąłem, panie nauczycielu Kucharski?
                > Jura

                Hej, niektórzy niestety uzurpują sobie prawo do nauczania innych, podczas gdy
                sami nie wyszli poziomem powyżej słomy, która im z butów wystaje.
                Chciałem zwrócić uwagę na różnice między opisaną przez Ciebie sytuacją, w której
                trafiłeś na przestępcę (mam też dla Ciebie radę na takie sytuacje, niekoniecznie
                dobrze robisz zwalniając, ale to później), a opisaną przeze mnie:

                - jeśli widać, że osobnik wyprzedza, to czekam grzecznie w kolejce, lewy pas
                jest do wyprzedzania, a jeśli różnica jest już 10km/h, to jest to normalne
                wyprzedzanie;
                - nie wykonuję gestów, bo osobnik poczuje się zaatakowany, a nie pouczony ;),
                - nie hamuję gwałtownie przed osobnikiem, bo nie chcę spowodować wypadku, tylko
                nauczyć ;)
                Metodę tą wolno stosować z wielkim wyczuciem, bo najgroźniejszym wrogiem na
                drodze jest agresja i złośliwość, której nie wolno swoją działalnością
                duszpasterską wzbudzać ;)

                Pozdrawiam
                PS: Co do tego, jak sobie radzić z przestępcami jadącymi nieprzepisowo, którzy
                swoim zachowaniem próbują wymusić szybsze wyprzedzanie przeze mnie, to ja zawsze
                włączam prawy kierunkowskaz, co daje takiemu do zrozumienia, że zajmę prawy pas
                jak tylko znajdzie się miejsce. Robię tak od paru lat i każdy, nawet największy
                kozak, widząc iż go zauważyłem i daję mu jakieś znaki, uspokaja się i grzecznie
                czeka. Możliwe że tacy szybko jadący boją się, że ich się ignoruje, nie
                dostrzega, nie rozumie... Spróbuj następnym razem, ja sobie cenię takie
                rozwiązanie ;)
                • kozak-na-koniu Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 08.09.09, 15:02
                  A jak sobie radzić z takimiprzestępcami: jadę sobie drogą
                  dwujezdniową po 2 pasy ruchu na każdej jezdni. Doganiam parę
                  wlokących się pojazdów i zaczynam je wyprzedzać. Różnica prędkości
                  jest duża, gdyż ja jadę ("przepisowo") 100km/godz a oni coś koło 60.
                  Nagle, spośród wyprzedzanych, tuż przede mną na lewy pas wyskakuje
                  jeden i z różnicą prędkości 10km/godz. zabiera się do mozolnego
                  wyprzedzania. Oczywiście, nie chcąc mu wjechać w tyłek awaryjnie
                  hamuję. Nie mam zamiaru go pouczać, choć chciałoby się zajechać mu
                  drogę i dać debilowi po ryju. Miałem wiele podobnych sytuacji.
                  • jan_kucharski Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 08.09.09, 15:18
                    Hmmm... skoro pytasz ;)
                    Szybki klakson w momencie, kiedy ktoś wymusza na Tobie pierwszeństwo wpychając
                    się na Twój pas ruchu. Musisz to zrobić zanim wszystkie jego koła znajdą się na
                    Twoim pasie - inaczej przegapiłeś i nic już go nie nauczysz. Bo potem to widzę
                    zero możliwości w takiej sytuacji i po prostu trzeba na chwilę skupić się na
                    oddechu, radiu, niebie, ptaszętach... 10km/h różnicy to całkiem dużo. To szybki
                    chód. A ile człowiekowi zajmuje, żeby szybkim chodem ominął stojący samochód?
                    Raczej krótko, chyba że to TIR, ale nawet wtedy długo nie poczekasz. Stracisz
                    może minutę, ale nie minutę szybkiej jazdy 100km/h, tylko przez minutę zamiast
                    100 km/h będziesz jechał wolniej o te 30. 30 km/h przez minutę to jest stracone
                    500m. Znam gorsze tragedie.

                    Pozdro
                    • kozak-na-koniu Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 09.09.09, 07:37
                      To się kłóci z metodą wyprzedzania, jaką sam sobie wypracowałem
                      metodą prób i błędów: wyprzedzanie rozpoczynam zwykle z większego
                      dystansu dystans do wyprzedzanego, by móc zacząć się rozpędzać
                      jeszcze na moim pasie i zwykle gaz wciskam "do dechy" albo prawie,
                      przeważnie zredukowawszy bieg. Pozwala mi to uzyskać lepsze
                      przyspieszenie i dużą przewagę prędkości i skrócić czas oraz drogę
                      wyprzedzania do minimum. Strata paliwa jest minimalna i w
                      przeliczeniu na zużycie na całej trasie statystycznie nieistotna.
                      Jeśli w trakcie manewru zostanę zaskoczony podobnym wybrykiem -
                      wcale nierzadkim, wybija mnie to z rytmu.:)
                • jureek Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 08.09.09, 18:42
                  jan_kucharski napisał:

                  > PS: Co do tego, jak sobie radzić z przestępcami jadącymi nieprzepisowo, którzy
                  > swoim zachowaniem próbują wymusić szybsze wyprzedzanie przeze mnie, to ja zawsz
                  > e
                  > włączam prawy kierunkowskaz, co daje takiemu do zrozumienia, że zajmę prawy pas
                  > jak tylko znajdzie się miejsce. Robię tak od paru lat i każdy, nawet największy
                  > kozak, widząc iż go zauważyłem i daję mu jakieś znaki, uspokaja się i grzecznie
                  > czeka.

                  Ja też włączałem prawy kierunkowskaz, ale dopiero gdy byłem obok drugiej
                  ciężarówki w kolumnie (licząc od czoła kolumny). Obawiałem się, że gdybym to
                  zrobił wcześniej, mogłoby to zostać zrozumiane opacznie, że będę hamował i
                  wciskał się między ciężarówki.

                  > Możliwe że tacy szybko jadący boją się, że ich się ignoruje, nie
                  > dostrzega, nie rozumie...

                  Bez przesady, chyba widzą, że jestem w trakcie wyprzedzania.

                  > Spróbuj następnym razem, ja sobie cenię takie
                  > rozwiązanie ;)

                  OK. Spróbuję, chociaż rozwiązanie to nie chroni przed zajechaniem drogi i
                  hamowaniem przed nosem.
                  Pozdrawiam
                  Jura
                • jureek Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 08.09.09, 18:54
                  No i przyznam się, że też czasami nie mogę oprzeć się pokusie bycia
                  "nauczycielem". Gdy widzę, że ktoś jedzie uparcie środkowym pasem autostrady, to
                  podjeżdżam do niego maksymalnie blisko prawym pasem, następnie wyprzedzam
                  skrajnym lewym pasem i demonstracyjnie zjeżdżam znowu na prawy pas.
                  Jura
              • marek.dumle Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 08.09.09, 22:28
                jureek napisał:

                > widzę w lusterku wstecznym szybko zbliżający
                > się do mnie samochód. Mruga długimi, trąbi, siada mi na zderzaku - wyraźnie
                > chce, żebym zrobił mu miejsce.

                Można jednocześnie z gazem delikatnie musnąć nogą hamulec. Hamować to ciebie nie
                będzie, a dasz debilowi stopami po oczach. Zazwyczaj bardzo studzi kretynów.

                > Jadący za mną, któremu tak się spieszyło, nie
                > wyprzedza mnie jednak od razu, tylko jedzie obok mnie przez dłuższą chwilę i coś
                > dziko gestykuluje.

                Na to zazwyczaj pomaga rozbrajający uśmiech :)
                Facet flaczeje w oczach :)

                > Następnie ostro przyspiesza, wjeżdża ciasno przede mnie i
                > ostro hamuje.
                > Gdyby nie pas awaryjny, wjechałbym mu w bagażnik

                W życiu bym nie zjechał.
                Długimi światłami po oczach i klakson. Do tego ten sprzęt służy :)
                • kozak-na-koniu Re: czego jeden "nauczyciel" mnie nauczył 09.09.09, 07:32
                  Bardzo skuteczne w takich sytuacjach również jest użycie
                  spryskiwacza do szyb...:)
            • pacanek_ten_prawdziwy Re: Do Jasia Nauczyciela !!!! 08.09.09, 19:36


              jan_kucharski napisał:

              > No, coś w tym jest. Ale wierz mi, większość rozumie, bo te manewry są wykonywan
              > e
              > płynnie. A nawet... to może obawie przed takimi wariatami będą rzadziej jeździć
              > lewym pasem, więc i tak wyjdzie na moje?
              > A co do nauczyciela, to dokładnie, trzeba iść do ludzi i siać, siać, siać, w
              > końcu to dla bezpieczeństwa nas wszystkich
              > Pozdrawiam

              Hallo !!!!
              Jezeli dobrze zrozumialen z twoich postow to ty tez jestes
              "nauczyciulem drogowym " tylko nie az tak durnym jak ci inni ci hamuja
              bezposrednio po wyprzedzeniu i gwaltownej zmianie pasa ruchu - przed moja "maska" .
              Chwala ci za to "nauczyciulu" - ty jestes dobry .
              • jan_kucharski Re: Do Jasia Nauczyciela !!!! 11.09.09, 17:34
                > bezposrednio po wyprzedzeniu i gwaltownej zmianie pasa ruchu - przed moja "mask
                > a" .

                Jeśli zdarza Ci się to często, to przemyśl swoją jazdę. Możesz jeździć zgodnie z
                przepisami, ale wkurzać innych na tyle, że tak naprawdę zaczynasz stanowić
                źródło agresji, co jest sporym zagrożeniem. Nie raz i nie dwa widziałem
                samozadowolone panienki jadące 50, za którymi ustawiała się kolejka
                sfrustrowanych kierowców, którzy w pewnym momencie pękali zaczynali robić
                niebezpieczne rzeczy.
                Znajdując się na drodze, odpowiadasz nie tylko za siebie, ale też za innych.
                Warto więc się w imię tego bezpieczeństwa zdobyć czasem na puszczenie jakiegoś
                wariata. W sensie prawnym możesz być czysty jak łza, ale w moim mniemaniu życie
                to więcej niż prawo.

                Ale Ciebie to bym pewnie niczego nie nauczył. Jechałbym daleko za Twoim
                zderzakiem i z uśmiechem zaczekał, aż będzie miejsce do wyprzedzania. 90%
                społeczeństwa to ludzie o niższej zdolności pojmowania.

                Pozdrawiam
                • pacanek_ten_prawdziwy Re: Do Jasia Nauczyciela !!!! 11.09.09, 18:19

                  Hallo !!!!

                  Widze ze nic nie zrozumiales.

                  Dlatego bez pozdrowien i odbioru !!!!
    • wichura Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 08.09.09, 11:24
      To pierwsze to zwyczajne wyprzedzanie przez dostawczaka (tyle, że
      zabrał się za nie na łuku po zewnętrznej, czyli ma dłuższą drogę do
      pokonania, co niweluje różnicę prędkości). A ten co wlecze się za
      nim sam jest sobie winien - trzeba się było wcześniej zdecydować na
      wyprzedzanie.
      Mnie najbardziej wku*** tacy jak ten w granatowej maździe - nigdy
      nie wiesz, co chce zrobić (początkowo myślałem, że będzie zawracał).
      Reszta to klasyka: ktoś "zaspał", ktoś olał kierunkowskaz, skodziarz
      musiał wyjechać przed Ciebie, choć za Tobą pewnie kilometr pustej
      drogi... Ale to bezmyślność, nie zła wola.
    • marek.dumle Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 08.09.09, 22:20
      mejson.e napisał:

      > Nasz domyślny, średni rytm jazdy bywa czasami zakłócany przez użytkowników drog
      > i wykonujących zaskakujące manewry albo jadących czy
      > rozpędzających się dużo wolniej niż można.

      Jak dla mnie największą arytmię powodują:
      -lewoskręty oświatłowane
      -tiry
      -atrapy fotoradarów
      -słupki
      -wysepki
      -za długo rozciągnięte podwójne ciągłe
      -nagromadzenia skrzyżowań (na tranzytówkach)
      • mejson.e Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 08.09.09, 22:53
        marek.dumle napisał:


        > Jak dla mnie największą arytmię powodują:
        > -tiry
        (...)
        > -wysepki

        Jadąc za tym tirem nie narzekałbyś chyba na arytmię? ;-)
        • marek.dumle Re: Arytmia drogowa. Opóźniacze 08.09.09, 23:53
          Bloker trudny do wyprzedzenia. Jedzie ze stałą prędkością, ale to nie moja prędkość.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja